Marcin Nagórek

Blog - komentarze

20/09/2017
Przerwa mi się przyda, ale dwóch miesięcy chyba rzeczywiście nie wytrzymam. Na pewno jednak chcę zrobić najdłuższe roztrenowanie od kilku lat, bo w tym roku jestem kompletnie zajechany mięśniowo. Regeneracja z tego stanu trochę potrwa. Chyba po raz pierwszy w życiu miałem kilka startów z rzędu, gdzie od pierwszych metrów czułem niemoc.

Na razie jeszcze biegam ostatnie mityngi i sprawdzam różne kombinacje treningowe. Pocieszające jest, że bieg na 1:57-1:59 metrów na 800 metrów jest dla mnie bardzo lekki mięśniowo, jak trening. To jest ciekawy rodzaj zmęczenia, kiedy nie może się szybciej, ale sam bieg nie robi na mnie wrażenia. Widać, że gdzieś tam pod powłoką drzemie jeszcze względnie mocny silnik ; )
09/09/2017
Hej, kilka odpowiedzi i uaktualnień!

Waga - zacząłem się pilnować, jakieś 1,5 tygodnia. Mam tego plusa, że przy normalnej diecie waga leci mi szybko. Dzisiaj rano 72,8 kg - 3 kg w dół. Bez specjalnego kombinowania, ale odstawiłem chipsy, colę i zredukowałem ilość czekolad do jednej dziennie ; )

Jelenia Góra - pendolino owszem, jeździ, ale raz, że drogie, a dwa - to i tak 5 godzin czy więcej podróży. Doliczając wyjście z domu i dotarcie do hotelu, pewnie dojdzie do 7. Ostatecznie nocowałem we Wrocławiu u jednego z czytelników bloga ; ) Pendolino wracałem. Na miejscu start bardzo nieszczególny, ale nie byłem specjalnie załamany. Tylko 4:09 na 1500m, ale to był bieg na punkty, a nie czas, wiedziałem, że wyżej niż 6 miejsce nie podskoczę, więc przyczaiłem się, na końcu minąłem dwóch rywali i byłem 7.

Alfredsson - no właśnie, poprawnie robione ćwiczenia to tylko opuszczanie się. Dlatego u mnie stawiam na inny mechanizm i przywrócenie prawidłowego napięcia mięśni to jedna z możliwości. Przypominam, że zmiana była już po kilku dniach. Na razie jest OK, to znaczy nadal boli i czuję, ale jest znośnie.

Co do biegania weterańskiego, to jestem przerażony i zaczynam szukać u siebie jakiejś choroby. Jestem straszliwie słaby, i nawet nie chodzi o formę, ale ogólne oddziaływanie treningu. W środę zrobiłem siłę biegową - niewiarygodnie lekka, właściwie lekkie dotknięcie (przy okazji wykręciłem znowu brutalnie kostkę, ale straty niewielkie, lekka opuchlizna, mogę biegać). Ponieważ w weekend chce biec stadion, w czwartek zrobiłem - uwaga - jedną 200-tkę na asfalcie pokonaną w 28 sekund. To był mój absolutny max, ledwo dociągnąłem do mety, przed nią 4x100m na rozgrzewkę. I puenta - jestem rozbity jak po maratonie. Zakwasy wszędzie, od łydek po barki, ale koszmarne jak przy grypie. Ledwo chodziłem, dzisiaj ciut lepiej, ale czuję, że do jutra nie dojdę do siebie. Jeśli to jest efekt wieku, to jest źle, bardzo źle...
23/08/2017
To w sumie nie tyle wyczynowe bieganie, co styl życia ; )

Sebbor - a propos 8 tys. kcal - zdarzały mi się takie dni, ale to oczywiście pojedyncze przypadki. Tym niemniej przy intensywnym życiu + trening nie ma problemu ze spaleniem takiej ilości.
20/07/2017
Jestem, jestem! Trenuję względnie normalnie, tylko ostatnio jestem kompletnie pozbawiony czasu, poza pracą i treningiem m.in. mam pod opieką psa do końca tygodnia. Trudno powiedzieć, w jakiej jestem formie. Od dłuższego czasu zbieram się na wpis i nawet pierwszy akapit od paru dni wisi mi nieopublikowany w adminie. Nie biegałem od 3 tygodni niczego mierzonego, trening siłowo-wytrzymałościowy o charakterze ogólnym.

W niedzielę jestem zgłoszony na MP seniorów, ale nie wiem, czy będę dopuszczony do startu, więc nie wiem, czy pojadę. W kolejny weekend jest Aarhus i mistrzostwa Europy weteranów. Na liście obok m.in. Artura Kerna, który broni tytułu, jest Hiszpan Alvaro Fernandez, kiedyś regularny uczestnik mityngów złotej ligi, z życiówką 3:32. W tym roku mam piąty wynik w stawce, a start dawno opłacony i potwierdzony. Głównie z powodu Aarhus nie robiłem roztrenowania i starałem się trzymać jakąś dyspozycję.
24/06/2017
Wygląda na to, że masz dokładnie to, co ja. Ból tuż nad piętą, w okolicach przyczepów, później często połączony z obrzękiem i narastaniem tkanki. Nie ma cudów, to jest właśnie efekt siedzącego trybu życia i napięcia całego tylnego pasma. U mnie doświadczenie pokazuje, że podstawą w trzymaniu tego pod kontrolą jest rozciąganie. Ale i tak czasami to nie pomaga, po każdym biegu kuśtykam i tak jest od lat.
23/06/2017
Mateusz, lekkie pobudzenie dzień przed ma sens. Kiedyś stosowałem to regularnie, dopóki nie zbuntował mi się achilles i teraz mocno odpuszczam głównie z tego względu. W najlepszych sezonach często dzień przed startem robiłem sprinty typu 5x60m lub 4x100 metrów. Czasami wręcz lekki sprint pod górkę. Teraz stosuję, ale 2-3 dni przed, lekką siłę biegową, w butach i na miękkim. To wszystko analogia do pobudzenia siłowego, które stosuje wielu sprinterów, nawet w dniu startu. Jedyne zastrzeżenie - do sprintów musisz być przyzwyczajony, bo inaczej skasują Ci kompletnie mięśnie ; ) Swego czasu takie pobudzenie robiłem nawet bezpośrednio po akcencie, kilka minut po.

Swoją droga, jak zaczynam o tym pisać, to przypominam sobie, że to mógł być jeden z elementów mojego sukcesu, który wypadł w momencie, gdy pogorszył mi się achilles. Przed wieloma ważnymi biegami robiłem coś takiego. Przed życiówką na 800 m byłem przeziębiony, zrobiłem dwa dni wolne, a dzień przed startem pobudzenie - w terenie 4x120m na maxa, na długiej przerwie. I kolejnego dnia biegłem na niesamowitym luzie.

Niedawno rozmawiałem o tym z kumplem - często po akcentach tłukłem maksymalne pobudzenie mięśnia, np hopy, sprinty pod górkę lub skipy. W celu mobilizacji włókien.
21/06/2017
Chyba nie ma skutecznego sposobu. Praca na stojąco też ma swoje wady. Ba, próbowałem pisania na leżąco i też wychodzi słabo. Generalnie wychodzi na to, że komputer jest nowym zabójcą ludzkości i dopóki nie będziemy bezpośrednio przez rdzeń podłączeni do internetu, nasze biegowe wyniki mogą być coraz słabsze ; )
20/06/2017
Darek - dzięki za miły post i pozdrawiam! Sprostuje tylko, że zaczynałem z wysokiego poziomu. Otóż zaczynałem od zera, ale od razu ambitnie i w bardzo mocnej grupie. Pierwszy rok treningu to była walka o życie i pierwsze trzy lata bardzo dynamiczny wzrost formy : )

Macie powyżej rację, że maratony wpływają na zmęczenie materiału i zdolności beztlenowe. Tym niemniej, po analizie objawów i konsultacjach z terapeutami myślę, że główny problem leży u mnie poza bieganiem. Po prostu godziny spędzane przed komputerem, czasami w dziwnej pozycji, z uciskiem na naczynia krwionośne i nerwy bardzo źle wpływają zarówno na ogólny stan nóg, jak i regenerację. Trenowanie ciężko w takich warunkach jest ryzykowne. Szukając odmiany chcę zmieniać głównie tutaj - częstsze przerwy od siedzenia, rozciąganie, wałkowanie, masowanie itd.

Ogólne samopoczucie mam bardzo dobre, ale z nogami ciągle słabo - dziwne nerwobóle, zakwasy, bóle piszczeli. Walka trwa ; )
15/06/2017
Maciek - dzięki, ale wiesz, jak jest - jeśli się biegało szybciej, i to całkiem niedawno, to nie jest łatwo zaakceptować niższy poziom.

Mateusz - no właśnie, możemy tu się w ogóle zgodzić, że amator to jest ktoś, kto biega, bo chce, a wyczynowiec w jakiś sposób musi.

Arek - zobaczymy, co będzie po wprowadzeniu mocniejszych akcentów, bo tu czasami jest spora zmiana.

Fotman - tradycyjnie temat do dużego omówienia i niemożliwy do jednoznacznego rozstrzygnięcia. Coś tam pod 1500 robiłem, śmignąłem raz akcent 600-500-400-300-200, biegałem całą zimę treningi typu 10x200m z przerwą w truchcie, regularnie ganiałem przełaje. Jest jednak możliwe, że zabrakło mi trochę treningu przejściowego. Sęk w tym, że to jednak też trochę kwestia wieku - kiedyś poza tymi najmocniejszymi akcentami byłem w stanie robić inne rodzaje treningu. Teraz pozostało mi tylko wolne bieganie, bo po dwóch akcentach tygodniowo byłem totalnie wypompowany. Kiedyś nakładałem akcenty, teraz nie, m.in. z powodu achillesa, ale nie tylko.

Z Hartem mam ten problem, że deklaracje to jedno, a praktyczne plany drugie. Jeśli obejrzy się jego treningi, to szybko okaże się, że tam zdecydowanie przeważa trening kwasowy, a czegoś takiego jak lekki trening tlenowy praktycznie nie ma. Raczej odbieram jego słowa w znaczeniu, żeby nie cisnąc i że on tak to rozumie - treningi beztlenowe jako te, które biega się na maxa, z dużą mobilizacją.

U mnie jest ciekawe, że prawie wszystkie życiówki korelują u mnie z wyjątkowo mocnymi akcentami. To było takie książkowe - gdy byłem gotowy na najmocniejsze akcenty w życiu, robiłem z tego najmocniejsze starty w życiu. Jest możliwe, że akcent jest wtedy tylko towarzyszem życiowej formy, ale kto wie, może jednak jej katalizatorem? Dzisiaj nie jestem w stanie powtórzyć swoich najmocniejszych akcentów w życiu. Nawet na tak prostym treningu jak 5x200m, gdzie przed życiówką na 800m ostatni odcinek zapaliłem w 24,0. Podobnie było przed życiówkami na 3 i 5 km.

Jedynym wyjątkiem jest 1500 metrów, gdzie w 2012 nie robiłem żadnej spektakularnej pracy tempowej. Tu też jednak są kwestie poboczne. Po pierwsze, byłem wtedy przygotowany dobrze wytrzymałościowo i sporo startowałem na różnych dystansach, od dychy do 800m - po tym dopiero trzasnąłem życiowe 1500. Po drugie, moje 1500 jest wyraźnie słabsze niż 800, więc nie wiadomo, czy w okresie życiowej formy na 800 nie pobiegłbym szybciej w idealnym biegu.

Kiedyś więc było tak, że będąc w dobrej formie, rąbałem zabójcze akcenty i po tym znakomite starty. Obecnie mam wrażenie, że mocne akcenty mnie dobijają. To nie jest jednostkowa obserwacja, bo rok temu miałem podobna historię, że gdy zrobiłem najmocniejsze od dawna 200-tki, biegnąc ostatnią w lesie w butach w 26 sekund, potem przyszedł bardzo kryzysowy start na 800, z fatalnym samopoczuciem. Albo ta historia z fatalnym 1:57 we wrześniu - na rozgrzewce pobiegłem z kolegą bardzo fajną 200-tkę, w 26 sekund, świetne samopoczucie. Pół godziny potem bieg i kompletne oklapnięcie, 29 było męczarnią. Natomiast moja dobra forma 1,5 roku temu przyszła w ogóle bez akcentów- tzn z podbiegami, ale bieganymi bardzo wolno, nie było tam żadnego biegania w tempie startowym lub mocniej.

A co do Braziera - masz rację, jego wywiady mnie zaciekawiły i zastanawiałem się, jak by to było trenować TYLKO na mocnych odcinkach : )
11/06/2017
Ja się technicznie zgadzam z Footmanem, tzn czuję, że ten rodzaj treningu zamiast mnie podbudować, mocno skasował. Jedynie sprzeczam się co do nazwy, bo przetrenowanie to stan permanentny i bardzo poważny, a aż tak źle chyba nie jest. Będę na dniach, może nawet dzisiaj robił wpis na ten temat. Od 3 dni zmieniłem sposób biegania, bo na ostatnim starcie czułem się wypoczęty mięśniowo, a pobiegłem słabo. To jest jednak ten rodzaj przygotowania, który sprawdzał mi się tylko do 25 roku życia. Mając 37, muszę niestety oprzeć się o wytrzymałość i pogodzić z tym, że na 800 m nie będę już nigdy szybki.

Co do twojego 800 - jeśli wcześniej nic nie biegałeś, to raczej bym już nie kombinował. Jest ryzyko, że mocne odcinki Cię skasują, a wytrzymałości tlenowej i tak nie zbudujesz w tak krótkim czasie. A podstawą tego typu dystansów jest właśnie wytrzymałość. Czyli jeśli wcześniej nie zostałeś wytrenowany pod biegi średnie, to w ostatnich dniach nic już nie poprawisz, a możesz zaszkodzić.
Blog - nowe komentarze
Trening - nowe komentarze
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin