24
09/2018
11:19
Pobiłem kolejny rekord milczenia na blogu i po raz kolejny przyczyną był brak czasu. Tradycyjnie ostatnio mam jednak nadzieję na wrzucenie teraz kilku kolejnych szybkich postów. Dzisiaj na szybko wspomnę, co się działo w ostatnim czasie.

Poprzedni wpis dotyczył Mistrzostw Polski Masters w Toruniu. Od tego momentu zdążyłem zaliczyć kilka kolejnych biegów, w tym Mistrzostwa Świata Weteranów w Maladze. Właściwie żadnego z tych biegów nie można uznać za udany. Trzymając się chronologii, po Toruniu pojechałem do Białogardu, gdzie startowałem na 1500 metrów. Spodziewałem się, że biegnąc samotnie, jestem w stanie co najmniej rozmienić  4:00, a może zaatakować najlepszy tegoroczny wynik, czyli 3:57,90. Niestety, upał oraz brak mocy sprawiły, że pobiegłem wolno i wygrałem w czasie 4:05,30, jednym z najsłabszych w karierze. Tydzień później zaliczyłem dość optymistyczny bieg na 800 metrów w Warszawie. 1:57,18 nie rzucało może na kolana, ale był to start w deszczu, wolny, z błędami taktycznymi, a co więcej - zniosłem go wyśmienicie. Bardzo dobre samopoczucie, niezły finisz, brak kaszlu - spodziewałem się wtedy, że jest duża szansa na pobicie własnego rekordu Polski weteranów, czyli 1:54 z kawałkiem.


W wakacje prawie nie biegałem, chodziłem za o po górach

Od tej pory było jednak pod górkę. Na przełomie lipca i sierpnia pojechałem na pierwsze od wielu lat wakacje i miałem w zasadzie 2,5 tygodnia przerwy od biegania. Po powrocie zabrałem się za trening, ale po dwóch czy trzech tygodniach sieknęła mnie choroba. I właściwie po tym się już nie pozbierałem. Znowu zacząłem mieć problemy z nadmiarem masy, nie mogłem zrzucić tych kluczowych 2-4 kilogramów. Pierwszy start we wrześniu to 2:00,25 - i po raz pierwszy od dawna w dobrym, szybkim biegu, przy dobrej pogodzie, nie byłem w stanie złamać bariery 2:00. Nie martwiło mnie to bardzo, bo ten bieg też miał swoje ograniczenia. Byłem po chorobie, wciąż z resztkami przeziębienia, do tego dwa dni wcześniej wyskoczyłem w góry i tam pospacerowałem. Odczułem to w wszystko w nogach i na mityngu czułem się bardzo słabo. Do tego zacząłem ten bieg dość ambitnie i potem straszliwie osłabłem.

Wrzesień minął głównie pod znakiem Mistrzostw Świata Mastersów. Przyjemny wypad do Malagi i dwa mocno średnie, taktyczne starty. Program był ustalony w bardzo wymagający sposób - eliminacje o 21 w sobotę, finał następnego dnia o 11:57 rano. W eliminacjach bieg był wolny, ale potem musiałem bardzo mocno sprężyć się na finiszu, żeby wejść do gwarantującej finał pierwszej dwójki. Następnego dnia bieg w upale, zmęczenie, długi finisz i nie dałem rady wejść do strefy medalowej, skończyłem na 8. miejscu. Potem start w sztafecie 4x100 metrów. Malagę mam jednak zamiar opisać w osobnym poście, dlatego dzisiaj jedynie skrótowo.

Po Maladze w ostatni czwartek biegałem w pokazowym starcie na milę w Warszawie, na małym, szkolnym stadioniku. Nogi po dwóch biegach kompletnie skasowane. I wczoraj, na zakończenie sezonu bieg na 800m. Kompletnie nieudany, głównie dlatego, że bezsensownie zostałem wrzucony do słabszej serii i nie miałem czasu tego odkręcić. Pierwsze okrążenie w 64 sekundy i właściwie wtedy powinienem zejść, żeby nie przeciążać achillesa w wolnym biegu. Tym bardziej, że po tym okrążeniu jeszcze zwolniliśmy. Dobiegłem jednak do mety, wynik 2:04 z kawałkiem, na finiszu przegrałem z młodym biegaczem, z którym walczyliśmy na końcówce. Oceniam, że 2:00 było do złamania, ale czy byłbym w stanie w szybszym biegu pobiec 1:56 lub 1:55? Trudno ocenić.


Takie widoki, i to o północy, widziałem na Lofotach w czasie polarnej nocy...

Ogólnie mówiąc, od pewnego czasu sezon leciał siłą rozpędu i nie wiązałem z nim wielkich nadziei. Stąd też pewnie trochę brak wpisów na blogu. Doszły do tego inne czynniki, wiele wyjazdów, masa pracy, zmiany w życiu prywatnym. Ostatnio założyłem i zacząłem aktywnie prowadzić konto na Instagramie, tam można śledzić mnie na bieżąco. Szybkie wrzucenie zdjęcia ma swoje zalety, blog natomiast ma być miejscem pogłębionej refleksji.

O ile w czerwcu forma szła mi do góry, tak potem widziałem wyraźną tendencję zniżkową. Tegoroczny sezon był ciężki ze względu na pogodę. Od marca praktycznie do przedwczoraj panowały nieprzerwane upały. To pogoda, w której czuję się biegowo bardzo słabo, dochodzi alergia. Mój trening nie okazał się spektakularny, a szczerze mówiąc, był kompletnie do dupy. Waga nie pomagała, mimo zmian diety nie mogę zrzucić nadmiaru masy mięśniowej. Równocześnie był to czas analizy. Doszedłem do wniosku, że nie zrobię niczego na zawodach bez rozwiązania problemu achillesa. Ból ścięgna jest u mnie decydującym czynnikiem. Powoduje, że nie mogę wykonać odpowiednich akcentów, a potem startować z pełną swobodą. Stąd braki treningowe i problem z wagą. Co najśmieszniejsze, w tym sezonie, dzięki ostrożnemu treningowi, stan Achillesa był zadowalający. W sierpniu wziąłem się porządnie za rozciąganie i szybko zacząłem widzieć różnicę. Dobiłem ścięgno we wrześniu kolejnymi startami, a Malaga była ostatnim dzwonkiem alarmowym. Po trzech startach w dwa dni ledwo chodziłem.

Przemyślałem, co jest moją główną różnicą w treningu, pomijając sam wiek. Doszedłem do wniosku, że waga oraz ogólna sprawność. Dopiero solidnie się rozciągając i robiąc ćwiczenia jogi, zobaczyłem, jak bardzo się tu zapuściłem. Jeśli chodzi o rozciąganie, jestem cieniem samego siebie sprzed lat. Mięśnie pospinane straszliwie. Od początku wiedziałem, że nie zrobię tu wielkiego skoku, cały czas biegając. Kusiło mnie nawet wcześniejsze zakończenie sezonu i zabranie się za solidne rozciągnięcie. Ze względu na Malagę dociągnąłem jednak do września. Teraz chcę zrobić najdłuższą biegową przerwę od lat, może nawet sześć tygodni, a w tym czasie ćwiczyć. Ale nie siłowo, jak w poprzednim latach, tylko zabrać się za jogę i rozciąganie. Rzeczywistość pokazuje, że bez tego czeka mnie tylko lot formy w dół, momentami całkiem szybki. A z drugiej strony - na mistrzostwach świata mastersów pokazali się mocno biegacze po 40 czy 45 roku życia, którzy zachowują szybkość i dynamikę. Zrobiło to na mnie duże wrażenie. Fizycznie czuję się cały czas bardzo dobrze i myślę, że mogę jeszcze pobiegać szybko, ale kluczowa jest kwestia zdrowia i swobody biegu - w tym treningu. W ostatnich latach cały czas chodziłem na kompromisy i przyniosło to marny efekt. Dlatego teraz chcę się solidnie doleczyć, a właściwie odzyskać sprawność. Bo u mnie ból achillesa to nie tyle stan zapalny, co chroniczne przeciążenie, wynikające z napięcia ciała. Przy siedzącej pracy i zaniedbaniach okolice bioder czy dwugłowce mam tak straszliwie spięte, że problemem jest dla mnie wykonanie prostych ćwiczeń. Wiosną opisywałem zajęcia tańca - w sezonie startowym musiałem z nich zrezygnować. Taniec pokazał mi także bardzo wyraźnie problemy z biodrami.


To mój plan na najbliższe tygodnie: rozciąganie, rozciąganie i jeszcze raz rozciąganie...

Biegowo podsumowanie wygląda trochę słabo, ale niech was nie zwiedzie ten ponury ton. Miałem w tym roku dużą frajdę z treningu i startów, a także jestem ogólnie zadowolony z życia. Pojawiały się przebłyski formy, dobrze bawiłem się na mistrzostwach weteranów, zdobyłem dwa pierwsze tytuły mistrz Polski mastersów. Pozbyłem się złudzeń co do tego, że mogę biegać szybko, trenując na pól gwizdka i hodując cały czas niedoleczonego achillesa. Zrozumiałem, że podstawą przygotowania w moim wieku - niedługo 38 lat! - musi być żelazna sprawność. Gibkość kota, ogólna siła i zrównoważenie - to jest podstawa, na której muszę budować. A uwierzcie, że do kota jest mi obecnie tak daleko, jak to tylko możliwe.

W marcu w Toruniu odbywają się Halowe Mistrzostwa Świata Masters. Poważna impreza, na której chcę być w formie. W Maladze zobaczyłem szybkich biegaczy i widzę, że można biegać mocno nawet w poważnym wieku. Muszę jednak popracować nad podstawami. Dlatego teraz odpoczywam od biegania i pracuję nad kocią giętkością. A potem robię swoje i patrzę, ile można jeszcze wycisnąć z umęczonego ciała.
Kategoria: Starty 2018
Komentarze: (2)
Zaktualizowano: 24/09/2018, 12:33

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

25/09/2018, 09:48
#
Marcin, a byłbyś w stanie wymienić z nazwiska tych kilku starszych gości, którzy zrobili na Tobie największe wrażenie w Maladze?

Jakie są kryteria załapania się na MŚ Masters w Toruniu?

Pozdrowienia
Marcin Nagórek
25/09/2018, 12:26
#
Z nazwiska - musiałbym sprawdzić wyniki. Ale zobacz sam na malaga2018.com wyniki kategorii M40, M45 oraz K40 i K45 na 800 metrów. To były po dwa, trzy biegi z rzędu, a oni w finale umieli depnąć mocniej z wolnego biegu niż obecnie ja. W M40 w półfinale najszybszy pobiegł bodajże 1:55, wśród kobiet wygrała kobieta z 2:09 czy 2:10. To jest diabelnie szybkie bieganie, tym bardziej, że biegi w trudnych warunkach, było gorąco i bardzo wilgotno. Regeneracja trudna.

Do Torunia, i w ogóle na mistrzostwa mastersów na razie może jechać każdy. Nie ma jeszcze limitów zawodników z jednego kraju. Podobało mi się też zorganizowanie niektórych reprezentacji - pełne stroje, trenerzy, masażyści... Nam do tego jeszcze daleko...

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Upalny sezon letni
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Październik 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin