10
07/2018
20:07
Czas na kolejny opóźniony wpis! Czuję lekkie zażenowanie, ale tylko lekkie. Zalegam z tekstami w sprawach zawodowych, więc trudno dodatkowo znaleźć mi czas na bloga. Do tego bieganie jest cały czas takie sobie, nie czuję, żebym miał się czym mocno chwalić, stąd opóźnienie we wpisie. No i nie oszukujmy się: ma na to wpływ życie towarzyskie i prywatne, które w ostatnich miesiącach było wyjątkowo intensywne. Były jednak i plusy - w tym dwa pierwsze złote medale Mistrzostw Polski Weteranów. Jechałem na te zawody mocno zmęczony i trochę zniechęcony, z obawami, że mogę dostać baty, a względnie gładko udało się wygrać.

Podstawowym zagadnieniem w temacie formy, o którym smęcę od miesięcy, a może i lat, jest waga. Zaczynam może mieć obsesję na tym punkcie, ale gwarantuję, że nie przekłada się to na dietę. Jem sensownie, czasami z przesadą w kierunku obżarstwa. To, z czym się zmagam, to prawdopodobnie zmiany wynikające z wieku, spadek tempa metabolizmu, do tego ogólnie bardziej stacjonarny tryb życia. Plus jakiś tam trening siłowy z ostatnich lat dał mi parę kilogramów mięśni, których nie mogę (a może i nie chcę) zrzucić. Zaczynam godzić się z myślą, że chorobliwa chudość to domena młodych organizmów, a potem ciało nie zgadza się już na utrzymywanie tak niskiej wagi. Obecnie mam 4-5 kg więcej niż moja waga startowa sprzed lat i uważam to za czynnik decydujący w kontekście tego, że jestem wyraźnie wolniejszy. Co gorsza, zmiany diety niewiele pomagają. Obecnie dobiłem do 75 kg, podczas gdy przed laty biegałem na 68-71 kg, zależnie od roku. Niezależnie od tego, czy jem bardzo dużo i źle czy bardzo sensownie, waga pozostaje mniej więcej podobna.


Po pierwszym starcie na 1500 metrów biegałem dodatkowy akcent z Piotrkiem Mielewczykiem, KorpoRunnerem - 400 (54) + 200 (26) + 4 km po 3:46/km. Tu waga jeszcze w normie.

Znaczenie ma oczywiście trening. Wiosną w pewnym momencie dojechałem do 71,9 kg i miałem nadzieję, że to trwała tendencja spadkowa. Osiągnąłem to dzięki szybkiemu, regularnemu bieganiu, w tym mocnym rozbieganiom. Co ciekawe, miałem wtedy okres rozluźnienia dietetycznego, piłem dużo piwa, jadłem 2-4 czekolady dziennie, a waga spadała. W sezonie musiałem jednak przejść na tryb spokojniejszego treningu i wraz z tym waga od razu wróciła na 75 kg. Z początku siłą rozpędu jechałem na dużej kaloryczności, potem mocno ściąłem. Obecnie ograniczyłem słodycze niemal do zera i odżywiam się ogólnie rozsądnie, a waga nie spada, a jeśli już, to rośnie. Moja słabością pozostają czereśnie, których potrafię zjeść 2 kg dziennie, ale ograniczam takie ekscesy. BMI mam na poziomie 21 i wydaje mi się, że w moim wieku po prostu trudno zejść niżej. Szczególnie, gdy wykonuje się jakiś tam trening siłowy, nawet tylko na podtrzymanie. A taki właśnie robię - w bardzo skromnej ilości. 2-3 razy w tygodniu podciągam się - tylko trzykrotnie, najczęściej jest to jedna seria, ale jest to podciąganie mocno techniczne: dość wolne, z nachwytu, z trzymanymi przed siebie ugiętymi w kolanach nogami. Równocześnie pracują tu ręce, plecy i brzuch. Te kilka ćwiczeń umożliwia mi utrzymanie dobrego poziomu ogólnej siły, ale i chyba wpływa na wagę. Wejście w tę rutynę zbiegło się ze wzrostem wagi.

Jest też kolejny czynnik. Kilka lat biegania w trudnym, crossowym terenie mocno nabiło mi nogi. Latem trasy robią się piaszczyste i biega się dużo bardziej siłowo, a stan ścięgna achillesa raczej nie pozwala mi na bieganie na stadionie czy ulicy. Nogi mam znacznie mocniejsze wizualnie niż przed laty. Do tego doszła nieunikniona zmiana techniki związana z bólami achillesa, prowadząca do przeciążenia ud kosztem łydek.

Z wagą łączy się ostatnia historia mojego słabszego wyniku. Otóż w poprzednim tygodniu chciałem zacząć ponownie biegać mocniej, żeby ruszyć metabolizm. Po raz kolejny przekonałem się, że w okresie startowym jest to dla mnie zabójcze. Kilka dni szybkich rozbiegań poskutkowało tym, że zaliczyłem najgorszy wynik sezonu - 4:05 na 1500 metrów. Wcześniej nie było źle, chociaż brakowało błysku. We Wrocławiu zrobiłem 3:57,90, najlepszy wynik tegoroczny i najszybszy od dwóch lat. W dobrym stylu, bo zawzięcie walczyłem, mimo że czułem się mocno zmęczony już przed biegiem. 800m pokonane w 2:04 i 1 km w 2:36 to bardzo dobre międzyczasy. Na finiszu byłem mocny, ale sekundy uciekły wcześniej, na odcinku pomiędzy 1000 a 1400m. Potem w Warszawie miałem biec ambitnie, ale nogi znowu były ociężałe, 1 km tylko w 2:40, dość dobry finisz i z tego 3:58,94. Łącznie trzykrotnie biegłem 1500m i za każdym razem względnie gładko łamałem 4 minuty, ale nie mogłem zbliżyć się do okolic 3:50.


Finisz podczas MP Weteranów - wygrywam 800 metrów

W międzyczasie dwukrotnie startowałem na Warsaw Track Cup i raz na mityngu na 400 metrów. Czasy 53-54 sekundy, bez szału, ale traktowałem to jako akcent pomiędzy dłuższymi startami. Na początku sezonu zrobiłem łatwe 15:30 na 5000 m w Piasecznie i potem chciałem to poprawić w Warszawie, ale trafiłem na koszmarny upał i zszedłem po trzech wolnych kilometrach. Trening w tym czasie był niemal nieistniejący. Jak wielu czytelników wie, wykańcza mnie alergia i kaszel po startach. Tydzień do dwóch dochodzę do siebie i w tym czasie robię niewiele. Raz w tygodniu biegam sprinty pod górkę i wtedy robię niektóre odcinki rozbiegania szybsze, czasami schodząc poniżej 3:20/km. Reszta to wolne rozbiegania, uciążliwe również z powodu upału, w którym czuję się zawsze słabo.

Podsumowując - dużo startowałem i mało trenowałem w ostatnim czasie. Miałem wesele jedynego brata, parę imprez, trochę spraw prywatnych i to wszystko, wraz z podróżami, miało wpływ na jakość przygotowań. No i dochodzi kwestia zasadnicza, która straszliwie męczy mnie psychicznie - achilles. Ciągle piszę o progresie i on nadal występuje. Zaniedbałem znowu trochę rozciąganie, ale za to dogrzebałem się w łydce do bardzo głębokich przykurczy, możliwe, że trzymających od kilku lat. Uciskam je sam i z pomocą z zewnątrz, ból jest straszliwy, bo im więcej uciskam, tym bardziej rozluźniają się warstwy zewnętrzne i pozwalają dotrzeć głębiej. Liczę, że gdy w końcu to rozbiję, będzie większa zmiana odczuwania. Na razie zmieniło się to, że mogę chodzić niemal bez bólu i po startach bardzo szybko dochodzę ze ścięgnem do siebie. W ostatnich dwóch latach 1-3 dni po starcie mocno kuśtykałem na zesztywniałym ścięgnie. Achilles jest okropnie męczący psychicznie, po pewnym czasie ma się dość biegania z ciągłym bólem. Bo o ile jest progres w chodzeniu i w tym roku nie bardzo czułem ścięgno w samych startach, tak ciągle i mocno dokucza na spokojnych treningach oraz rozgrzewkach. Przez to często nie mam chęci na wyjście z domu, z perspektywą bólu i zmęczenia.

W ostatni weekend czerwca wybrałem się na Mistrzostwa Polski Weteranów do Torunia. Spodziewałem się trudnej rywalizacji z Barkiem Porzuczkiem, biegaczem z Londynu, który w tym roku był bardzo szybki na 100, 200 i 400 metrów. Na 800 metrów teoretycznie nie złamał jeszcze 2 minut, ale spodziewałem się, że jego przełamanie może nastąpić w każdej chwili, a do tego w końcówce zeszłego sezonu sam ledwo biegałem 1:59-1:58. Z Bartkiem zdążyliśmy się już poznać i kilka razy imprezować razem przy okazji jego wizyt w Polsce. Nie inaczej było w Toruniu, gdzie w nocy z soboty na niedzielę mocno zmęczyliśmy się w ciekawym gronie, w tym z Bartkiem oraz Mezem. Pierwszego dnia pobiegłem bardzo wolne 1500 metrów, tylko na zwycięstwo. Drugiego dnia na 800 metrów było już poważniej. Bartek rozprowadził cały bieg, w trudnych warunkach, przy bardzo silnym wietrze. Ja zostałem z tyłu, dołączyłem do dwóch pierwszych zawodników dopiero po 550 metrach, a zaatakowałem dopiero na ostatniej prostej, wygrywając w 2:04. Pierwsze 400m w 1:05, tak wolno nie biegam zwykle nawet na 1500 metrów. Ostatnie 200 wyszło obiecująco - 27,71,  w tym ostatnia prosta 13,28 - ale z wiatrem w plecy. Całość można obejrzeć na filmiku dołączonym do wpisu, początek biegu na 2:18:30.


Podium MP weteranów - Bartek Przuczek, ja, Robert Sobczak

W ten weekend biegnę ostatnie zawody w wakacje - wreszcie 800 metrów. Do tej pory unikałem tego dystansu, bo najbardziej po nim kaszlę. Teraz mam nadzieję, że będzie to mój najlepszy start, chociaż czuję się ciężki i przemęczony. Potem wyjeżdżam na dwa tygodnie wakacji, a po powrocie przygotowuję się do mistrzostw świata weteranów w Maladze. Zgłosiłem się na 1500 metrów, bo najbardziej pasuje mi logistycznie i są to tylko dwa biegi, w przeciwieństwie do trzech na 800 metrów. Konkurencja jest bardzo mocna, łącznie z Hiszpanami z fantastycznymi życiówkami oraz Kenijczykiem Ezekielem Kemboi, który może się okazać trzykrotnym mistrzem świata na 3000 metrów z przeszkodami, na razie jednak nie wiadomo, czy to ten sam. Nie mam wielkich planów na Malagę, trenuję spokojnie, tak jak do tej pory i liczę, że w końcu strzelę jakiś lepszy wynik. Pewna stabilizacja jest, nie czułem się do tej pory najgorzej. Jednak kwestie wagi, ścięgna Achillesa oraz spraw zawodowych i życiowych sprawiają, że nie jestem tak mocny, jak spodziewałem się wiosną.

Największym newsem jest, że w tym roku po raz pierwszy od wielu, wielu edycji opuszczę mistrzostwa Polski seniorów. Nie mam minimum i nie czuję się dostatecznie mocny, a do tego mistrzostwa kolidują mi z już zaplanowanymi wakacjami. Mam wrażenie, że biegałem we wszystkich mistrzostwach Polski od 2004 czy 2005 roku, ale musiałbym to sprawdzić.

Podsumowując: nie ma szału, motywacja czasami spada, ale mimo wszystko pozostaję w grze!

                                                                                                                                                                                                                 
Kategoria: Starty 2018
Komentarze: (9)
Zaktualizowano: 10/07/2018, 23:22

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

11/07/2018, 11:01
#
A więc jesteś weteranem pełną gębą.
Nieusuwalne bóle, kłopoty z wagą, wir życia codziennego, sprawy zawodowe- to nam mówi, że młodzi już byliśmy.
Ciesz się, że mimo "podeszłego" wieku nie dorobiłeś się żony i dzieci- wtedy dopiero byś wiedział, jak wyglądają prawdziwe zobowiązania. :-)

Sport trzeba prawdziwie kochać by biorąc pod uwagę wszystkie przeciwności (jw.) znajdować czas i motywację do sensownego treningu.
Z wpisu odczytuję u Ciebie duży spadek żarliwości. Po tylu latach treningu to naturalne. Większość wyczynowców po zakończeniu kariery nie chce słyszeć o zabawie w sport weterański- mają przesyt treningów i związanego z tym reżimu. Trzymam kciuki byś się nie wypalił.

Pozdrowienia od weterana dla weterana.

Marcin Nagórek
12/07/2018, 14:05
#
A Ciebie czemu nie było na weteranach?

Większość spraw, o których piszę, uderza już od kilku lat, być może teraz po prostu w skumulowany sposób doprowadziły do tego, że biegam o parę sekund wolniej. Na szczęście dzięki temu nie odczuwam treningu jako reżimu, u mnie trening jest tylko dość nieznacznym dodatkiem do całego dnia. Ale ma to swoje koszta i dlatego robię się wolniejszy - chociaż liczę ciągle na pojedyncze mocne strzały.

Ale swoją drogą, to moje mocne pokolenie akurat w tym sezonie zaczęło się dość wykruszać. Artur Kern, Michał Bernardelli, Tomek Osmulski - wszyscy w tym i zeszłym roku zaczęli się robić wyraźnie słabsi. A przecież w planach było (i w sumie nadal jest), że totalnie zdominujemy rekord świata w sztafecie 4x800 metrów).
13/07/2018, 14:00
#
Marcin, serdecznie gratuluje pierwszego miejsca na 800 m. Filmik obejrzałam - pięknie to rozegrałeś.
Pozdrawiam i nieustająco Ci kibicuję
Asia
Marcin Nagórek
13/07/2018, 14:06
#
Dzięki Asia! : )
Paweł Geo
17/07/2018, 19:04
#
Marcin a czy dalej jesteś w fazie treningu aby wykonać kroki mistrzowskie opisane w Skazanym na trening? Ja pilnowałem kiedyś jakiegoś reżimu ale przestałem - oficjalny powód to: braku czasu.
Marcin Nagórek
18/07/2018, 22:37
#
Niestety, siłę musiałem bardzo mocno odpuścić. Powód: waga. Skakała mi solidnie masa mięśniowa. Teraz próbuję znaleźć złoty środek, ale niestety najlepiej działa na mnie biegowo, gdy w sezonie wiosennym/letnim nie robię praktycznie nic siłowego.
Michal Sobótka
19/07/2018, 10:47
#
Co do MP Masters, ja z kolei nie rozumiem czemu tak to rozegrałeś i tak się czaiłeś. Mogłeś fajnie rozprowadzić bieg chłopakom na okolice 2:00 a potem i tak byś uderzył na finiszu i wygrał na luzie. Tym bardziej widząc co nabiegałeś na 800 w ostatni weekend.
25/07/2018, 12:17
#
Czy to normalne u wyczynowych zawodników, że jedzą takie ilości czekolady? :)
Marcin Nagórek
28/07/2018, 16:55
#
Michał, nie wiesz, bo nie znasz kulisow. Np tego, że byłem na imprezie do późna i ogólnie nie miałem siły. Ale przede wszystkim prowadzenie biegu w taki wiatr jest po prostu głupie. A na 2:00 poza Bartkiem Porzuczkiem nie było tam nikogo.

Co do czekolady - różnie bywa, ale są tacy, co jedzą ; )

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Następny: Koniec sezonu
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Listopad 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin