30
09/2017
16:59
Z pewnością nie był to najlepszy z moich sezonów. Ba, mówiąc wprost, zanotowałem najsłabsze wyniki na bieżni od roku 2001. Oczywiście biorę pod uwagę, że może być tylko gorzej, że to nieuchronna obniżka dyspozycji związana z wiekiem i że z perspektywy czasu ten rok nie będzie wyglądał wcale tak źle. Mam jednak nadzieję, że to nie to.

Kończę sezon 2017 z wynikiem 1:55,98 na 800 metrów i 3:59,31 na 1500 metrów. Dodatkowo 25,64 na 200 i 53,81 na 400 metrów. Dla porównania rok temu wykręciłem na 800 m 1:54,51 i był to (i nadal jest) rekord Polski weteranów na tym dystansie. Już wtedy nie byłem z tego czasu zadowolony i zakładałem, że go poprawię. Na 1500 m rok temu było 3:53,02, a zimą na hali nawet 3:47. Tegoroczne wyniki dały mi 6. miejsce w mistrzostwach Europy weteranów, a nawet nie do końca satysfakcjonujące zeszłoroczne dałyby co najmniej medal.

Co gorsza, najlepsze biegi miałem na początku sezonu, potem szło tylko gorzej. Ostatnio na 800 metrów wykręciłem 1:58 i 1:59. Co prawda, samopoczucie wskazywało, że 1:56 było w zasięgu (drugi bieg był w ulewie), ale fakty są nagie. Zresztą 1:56 wcale mnie nie urządza.

Niedawno uzupełniłem dzienniczek, w którym miałem spore braki i po czasie, z dystansu, pewne sprawy widać jak na dłoni. W połowie maja nałożyło się na siebie kilka mocnych akcentów i starty, do tego akurat uderzyło ocieplenie i zaczął się sezon alergii, w którym regeneruję się wyraźnie słabiej. To było kluczowe kilka, kilkanaście dni. Może gdybym wtedy zrobił od razu dwa tygodnie przerwy, byłoby lepiej. A może nie. Na pewno trudno przerwać sezon w połowie, gdy trenowało się do niego cały rok, a to musiałbym zrobić. W każdym razie zajechałem się mięśniowo i niestety nie wychodzę z takich spraw prędko. Do dzisiaj dokuczają mi dziwne bóle piszczeli i okostnych oraz niemoc od kolana w dół. To zajechanie ujawnia się u mnie właśnie na linii stopa-łydka. Kompletnie straciłem skoczność i dynamikę, co w praktyce przekłada się na brak luzu w biegu i widoczną od pierwszych metrów ciężkość.  Ta ciężkość, taki rodzaj niemocy, był u mnie w tym roku widoczny w każdym biegu, od pierwszych metrów. To nie był brak wytrzymałości czy jednego rodzaju treningu, tylko mięśniowe skasowanie powodujące, że cokolwiek robiłem, wyglądało (i wychodziło) dużo gorzej niż do niedawna. Z dumą nosiłem sztandar tego, który w biegu na 1500 metrów jest zajechany już po pierwszej prostej.

Co gorsza, ten rodzaj zmęczenia jest zdradliwy, bo treningi na średnich obrotach wychodzą bez zarzutu. Tam nie trzeba tak mocno uruchamiać stopy i łydki, stąd nawet w najgorszych momentach nie miałem problemu z ogólną wytrzymałością i rozbieganiami w tempie 4:00/km i lepiej. To rodziło nadzieję, że kryzys szybko minie. Ale nie minął.

Ostatni weekend to dla mnie komentowanie Maratonu Warszawskiego. Na miejscu siedziałem od 7:30 do 15, a po tym pędziłem na mityng na stadionie. Pobiegłem 600 metrów i wyszło to tak słabo, że wiedziałem, że nie ma się co już bawić. Przemęczenie przemęczeniem, ale pewnych standardów trzeba przestrzegać. Od poniedziałku zacząłem więc planowe roztrenowanie, a wieczorem tego dnia organizm i tak powiedział "dość". Rozłożyło mnie przeziębienie, zatoki i problemy z gardłem, tydzień wyjęty z życiorysu. Aktualnie dochodzę do siebie.

Dochodzę do siebie nie biegając, ale ćwicząc. Trudno się przed tym powstrzymać, do tego ćwiczenia dają mi pewien komfort, jeśli chodzi o jedzenie. Nie ćwiczę jednak nóg, na razie odpuściłem nawet pro-achillesowe wspięcia na palce. Ćwiczę przede wszystkim na brzuch, który zapomniał, co to znaczy być kaloryferem, trochę wzmacniam plecy i ręce. Odpoczywam i powoli zaczynają mi się pojawiać myśli, że fajnie byłoby wyjść pobiegać. Mam jednak zamiar nie robić tego minimum dwa tygodnie, może przeciągnę dłużej. Trudna sprawa.

Waga rośnie, na szczęście głównie masa mięśniowa. To jednak i tak pewien dramat. Niedawno wieczorem, z pełnym żołądkiem, zanotowałem na wadze absolutny rekord życiowy - 77 kg! Przy wadze startowej sprzed lat 70 kg, a ostatnio - 71-72 kg. Teraz pilnuję się trochę bardziej, zszedłem do marnych 2 czekolad dziennie, nie jadam po 1 w nocy i trzymam stabilny (na razie) poziom 75 kg. Ma to swoje zalety, bo fajnie rozrastam się w barkach i ramionach i nawet kusi mnie, żeby zobaczyć, gdzie byłbym w stanie dociągnąć. Bieganie pewnie jednak w końcu zwycięży, chociaż doszedłem do wniosku, że wracam do regularnych ćwiczeń siłowych. W tym sezonie z początku ćwiczyłem tyle co nic, chcąc spalić nadmiar mięśni z góry, a ostatecznie niewiele to dało. Dlatego będę, podobnie jak w poprzednich latach, próbował łączyć intensywne ćwiczenia, w tym kalistenikę, z bieganiem. Wracam też do psychicznego podejścia, gdzie robię co mogę, ale bez spiny na konkretne wyniki. To mi dawało całkiem szybkie bieganie, a w tym roku napiąłem się na te rekordy Polski, biegałem przez to za mocno i efekt był marny.

Kuszą mnie równocześnie dwa podejścia. Jedno - iść bardziej w bieganie dłuższych, typu 3-5-10 i z tego cisnąć od czasu do czasu średnie. Na takim podejściu miałem sporo sukcesów. Ale z drugiej kusi mnie pośmiganie bardziej na 200/400, większa praca siłowa, mniej biegania, bajery kalisteniczne typu flaga czy planche. Pewne jest, że nie bardzo chce mi się biegać dużo i wolno. Ten etap mam za sobą, maratony mnie nudzą. Półmaratony też mnie nudzą, a jeśli spojrzeć na to szerzej, to dojdziemy do wniosku, że dyszki i piątki też mnie nudzą, a może i wszystko mnie nudzi. Jak pisał Norwid: "Jak się nie nudzić na scenie tak małej, tak niemistrzowsko zrobionej..." Swój trening po 18 latach oprę o bieganie dość szybko, wspomagane pracą siłową. To mi przynosiło okresowo bardzo dobre efekty, do tego pozwalało utrzymać frajdę z całości. Prędkości przelotowe na rozbieganiu typu 3:40/km pozwalają mi zachować koncentrację. Poniżej 4:00/km zaczynam zadawać sobie pytania egzystencjalne, a to na treningach niekoniecznie jest wskazane.

Na razie cieszę się życiem biegowego emeryta i odpoczywam z dużą przyjemnością. 2017 dał mi zdrowo w kość, trzeba się zregenerować i wrócić silniejszym.
Kategoria: Trening 2017
Komentarze: (4)
Zaktualizowano: 30/09/2017, 17:33

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

30/09/2017, 23:41
#
Cześć Marcin! Piszesz o planche i fladze. Nie kusiło Cię, żeby swój trening siłowy/uzupełniający oprzeć bardziej na gimnastyce? Gimnastykom też (tak jak biegaczom) nie zależy na hipertrofii, a kalistenika to taka trochę siłownia,tylko bez ciężarów.
Marcin Nagórek
01/10/2017, 01:13
#
Szymon, ja w sumie nie widzę wielkiej różnicy między gimnastyką a kalisteniką. Ale przyznaję, że to może wynikać z ignorancji. Na pewno nie mam czasu/chęci/determinacji, żeby chodzić na jakieś zorganizowane zajęcia. Dlatego bawię się trochę tylko przy pomocy materiałów z internetu i paru książek typu Wade czy Tsatsouline.
01/10/2017, 13:27
#
Wydaje mi się, że główna różnica to cel ćwiczeń. W moim odczuciu w kalistenice chodzi o "siłę" (robisz pompki, trudniejsze pompki, jeszcze trudniejsze pompki itd.) a w gimnastyce o "umiejętność" (uczysz się poziomki, wag, planche).
Z książek polecam Sommera "Building gymnastic body" o treningu siłowym, a z wiedzy w Internecie forum gimnastycy.pl

Co do hipertrofii to ja nie mam tego "problemu", bo po prostu genetycznie nie przybieram masy mięśniowej. Czytałem gdzieś, że jednym ze sposobów na zwiększanie siły bez hipertrofii jest maksymalnie wszechstronny trening. Ciekawe jak trenują ciężarowcy w niższych kategoriach wagowych? Oni tez muszą być coraz silniejsi, ale nie mogą po prostu rosnąć
Piotr Stanek
08/10/2017, 09:45
#
Marcin piszesz
"Wracam też do psychicznego podejścia, gdzie robię co mogę, ale bez spiny na konkretne wyniki. To mi dawało całkiem szybkie bieganie, a w tym roku napiąłem się na te rekordy Polski, biegałem przez to za mocno i efekt był marny."
ano, z budowaniem sobie oczekiwań trzeba uważać. Za duże, rodzi się presja, i potem mamy kłopoty z poradzeniem sobie z nią. A jak jeszcze nie do końca dobrze trenujemy to tylko zwiększamy psychiczne obciążenie.
Miłego odpoczynku Marcinie

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Grudzień 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin