01
08/2017
13:20

Po długiej przerwie wreszcie na blogu pojawia się wpis. Pisany częściowo jeszcze w Danii, bezpośrednio po Mistrzostwach Europy Weteranów. Pobiłem kolejny niechlubny rekord rzadkości dodania notki na blogu.

Poza brakiem czasu miałem jeden konkretny powód, dlaczego się nie odzywałem. Otóż biegało mi się ostatnio słabo. W pewnym wieku trening jest ciągłym kryzysem, ale u mnie nazbierało się tych kryzysów zbyt wiele. Ogólne zmęczenie, wyniki słabsze od oczekiwań, ból achillesa, alergia, słaba pogoda. Po raz pierwszy od dłuższego czasu niemal zupełnie nie odczuwałem przyjemności z biegania i w tych warunkach pisanie czegokolwiek byłoby dodatkową torturą. Zbierałem się kilka razy, ostatecznie dopiero po ostatnim starcie mam odpowiednią dawkę motywacji. Proszę przy tym pamiętać, że jest mi bardzo ciężko odciąć się zupełnie od biegania - sam biegam, piszę o swoim treningu, ale poza tym trenuję biegaczy i zawodowo piszę o bieganiu. Jeśli motywacja pada, trudno znaleźć mi dodatkową determinację do pisania bloga o tym, że nie mam na nic siły.

Dopiero niedawno zorientowałem się, że w ostatnich latach niefortunnie złożyło się tak, że ani razu nie miałem porządnego roztrenowania. Zawsze było coś do zrobienia albo jakieś zobowiązania. Dopóki trwałem w równowadze treningowej, jakoś to szło. Jednak w momencie, gdy dopadł mnie kryzys, brak odpoczynku wyszedł w dwójnasób. Pisałem tu kilka razy o korektach treningu i możliwych zmianach. Szybko jednak zorientowałem się, że to nic nie daje. W tym roku doszedłem do bardzo nieprzyjemnego stanu, gdy niezależnie od tego, co robię, cały czas wyniki i samopoczucie były słabe. Dłuższy rzut oka w dzienniczek (ostatnio rzadko aktualizowany, to duży błąd!) dał prostą odpowiedź - potknięcie zdarzyło się na dużo wcześniejszym etapie. Obecne korekty niewiele zmieniały. Bo, uwaga - od roku 2013 nie miałem w treningu przerwy dłuższej niż 7 dni. Spojrzałem w kalendarz i ze zdumieniem zauważyłem, że mamy już rok 2017! Ale to nie wszystko. Jeśli szukać przerwy w bieganiu trwającej ciągiem dłużej niż 14 dni, muszę sięgnąć do roku... 2004! Od rozpoczęcia biegania w 1999 była to moja jedyna tak długa przerwa. Przez kolejnych 18 lat tylko raz zdarzyło mi się odpoczywać od biegania ciągiem dłużej niż 7-14 dni. Czy ktoś w to uwierzy?

Macie tu jak na dłoni przyczyny mojego sukcesu, ale i problemów. Z jednej strony dyscyplina, rozsądek, umiejętność takiego rozłożenia treningu, żeby uniknąć poważniejszych kontuzji i kłopotów zdrowotnych. Z drugiej - bieganie z dnia na dzień, dla przyjemności i efektu, jako rutyna dnia codziennego. Paradoksem jest, że swojego treningu nigdy nie planuję i nie analizuję tak jak treningu osób, które ze mną pracują. To się dzieje od wielu lat. Owszem, piszę o bieganiu, dużo o tym myślę, namawiam innych do roztrenowania, ale u siebie po prostu od dawna traktuję to jako relaks i odskocznię dnia codziennego. Zastanawiam się nad wpływem różnych tendencji na formę, ale nigdy nie miałem czasu, żeby dobrze odpocząć i na bieżąco planować wszystko miesiące naprzód. I dopiero teraz siadam i widzę, że przez kilkanaście lat cały czas jestem w gazie. Inni mają przerwy choćby na kontuzję, a ja trenuję na tyle rozsądnie, że nic mnie nie bierze: nie choruję, nie mam poważnych kontuzji, latami nie odwiedzam lekarza.


Przed startem pół dnia spędziłem na karuzelach, w tym tej na zdjęciu. Chyba nigdy w życiu się tak nie bałem - nie róbcie tego ; )


Wyniki można analizować w oparciu o konkretną pracę treningową, ale można brać pod uwagę inne czynniki. Jeżeli spojrzeć na moje sezony pod kątem odpoczynku, można dojść do wniosku, że zawalałem sprawę z odpoczynkiem. W 2005 miałem doskonały sezon, z wysoką, równą formą, w którym m.in. ustanowiłem niepobitą nigdy życiówkę na 800 metrów. Przed tamtym sezonem w wakacje pracowałem w Holandii i miałem blisko dwa miesiące przerwy od biegania. Potem długie roztrenowanie znajdziemy dopiero pod koniec 2011. Ciągiem zrobiłem tylko dwa tygodnie, ale kolejne trzy były zabawą, z wyjazdem na wakacje, krótkimi rozruchami raz na 2-3 dni. W efekcie od początku października do połowy listopada nie robiłem prawie nic. I potem w roku 2012 wykręcone aktualne do dziś życiówki na 1500 metrów i 10 000 metrów. Nawet jeśli sięgnąć do zeszłorocznej hali i pogrzebać, znajdziemy interesującą kwestię - cztery skręcenia kostki i związane z tym regularne, kilkudniowe przerwy, które zaowocowały świetną formą. Powiedzmy sobie szczerze - momentami to wygląda tak, że im mniej więcej odpoczywam, tym lepiej biegam ; )

Sprawa na pewno nie jest tak prosta, ale można uznać, że parokrotnie za bardzo skracałem roztrenowanie. Ostatnio rozmawiałem z Adamem Kszczotem, który powiedział mi, że co roku robi pełne 6 tygodni przerwy od biegania. Podobnie postępuje choćby Henryk Szost. U mnie sprawa jest o tyle inna, że od wielu, wielu lat nie trenuję w sposób, który można uznać za wyczynowy. Wyczynowiec odpoczywa, a potem zasuwa 2-3 razy dziennie. Moją metodą był trening bardzo umiarkowany, ale regularny i nieprzerwany. Widać jednak wyraźnie, że im staję się lepszy w unikaniu chorób oraz kontuzji, tym z formą gorzej, bo zanika naturalny odpoczynek związany z przerwą. Gdzieś tam w końcu przegiąłem.

Źródeł tegorocznej dyspozycji, a właściwie niedyspozycji, trzeba szukać u mnie w zeszłym roku. Po fantastycznej hali wiosną 2016 dorzuciłem do pieca - za mocno. Rąbałem potężną siłę, dorzuciłem mordercze odcinki na podbiegach o długości 600 metrów, potem starty. Gdzieś przesadziłem i w zeszłym roku po pierwszym dobrym starcie w maju potem było tylko gorzej. Wrzesień miałem katastrofalny, po raz pierwszy w życiu. A dalej szło rozpędem - trening do maratonu zakończony maratonem ze ścianą, znowu krótka przerwa i nie tylko szybkie wejście w trening, ale i ambitne - od razu mocno. Efektem było przemęczenie miesiąc później, po którym znowu odpoczywałem tydzień. Za krótko. Zacząłem biegać halę, gdzie były przebłyski, ale i ostrzeżenia - na przykład pierwsze od 3 lat przeziębienie. Potem powrót do biegania i owszem, zrobiłem potężne akcenty, ale patrząc przekrojowo, to od wiosny zeszłego roku nie czuję luzu ani błysku.

Moja metoda ma swoje zalety, ale i wyraźne wady. Przesadziłem i nastąpiło zmęczenie materiału. Tak słabo jak ostatnio nie czułem się nigdy. Forma nie jest może tragiczna, ale do tej pory utrzymywałem bardzo dobrą korelację pomiędzy wysiłkiem włożonym w trening a wynikiem. Trenowałem na objętości i intensywności w najlepszym momencie dochodzącej do 50% obciążeń przeciętnego wyczynowca, a mimo to na bieżni ścigałem się jak równy z równym z dużo młodszymi chłopakami. To, co w tym roku zawaliłem, to właśnie ten zwrot z inwestycji. Trenowałem wyjątkowo intensywnie, a efekt był słabszy. Dużo gorsze było jednak to, co odczuwałem wewnętrznie. Z boku oglądający mnie znajomi mówili, że straciłem lekkość biegu, dynamikę. Ze środka wyglądało to tak, że we wszystkich tegorocznych startach czułem się ciężki. Ociężały, bez polotu, ledwo unosiłem nogi i biegłem na siłę, wbrew sobie. To typowe objawy przemęczenia. I o ile niedawno odpowiadałem w komentarzach, że nie mam objawów przetrenowania, tak w czerwcu się pojawiły - m.in. w postaci dawno zapomnianych kołatań serca. Kiedyś towarzyszyły mi w treningu regularnie, od lat ich nie czułem. Ostatnio zdarzały się raz za razem. Dodajcie do tego alergię i ogólną słabość, kaszel po biegach i związany z tym brak snu, ciężkość, brak chęci na trening, ból achillesa, a zrozumiecie, że to nie były łatwe miesiące.


                                               Widok na stadion podczas ME weteranów

Na początku lipca wybrałem się na bieg na 5000 metrów, którego nie ukończyłem. Od tego czasu wróciła zmora - ból achillesa. Było znowu kiepsko, fakt też, że znowu zaniedbałem rozciąganie. Po piątce dwa dni przerwy i ledwo wróciłem do treningu. Biegałem wolno i czując się straszliwie zmęczony. Pojechałem na mistrzostwa Polski, gdzie wycisnąłem tylko 4:01 na 1500 metrów. I wreszcie Aarhus oraz mistrzostwa Europy weteranów. Eliminacje gładko i kontrolowane, wiedziałem, ile muszę pobiec. Finał w upale, bez sił. Wolny początek, potem czołówka mi uciekła i chociaż przyspieszyłem, widziałem, że nic tam nie zdziałam. 6 miejsce to rozczarowanie, ale byłem ostatnio tak sponiewierany, że po starcie czułem tylko ulgę, że wreszcie mogę odpocząć. Gdyby nie Aarhus, które było opłacone już miesiące temu, odpoczywałbym już od połowy czerwca. Musiałem jednak docisnąć i ledwo się udało. Było w tym też wiele tła - praca, nieregularny tryb życia, a choćby w Aarhus zwiedzanie Kopenhagi dzień wcześniej, w tym kręcenie się na karuzelach w Parku Tivoli, skąd wyszedłem na miękkich nogach. W dzień eliminacji dojazd na stadion rowerem, gdzie w obcym miejscu nadrobiłem masę drogi w trudnym terenie, po drodze musiałem załatwić koszulkę reprezentacyjną - w efekcie zrobiłem jakieś 15 km małym rowerkiem miejskim, podczas gdy w ostatnich 20 latach siedziałem na rowerze może z dziesięć razy.

Gdy jestem wypoczęty i w dyspozycji, wszystko jakoś udaje mi się połatać, ale teraz było po prostu słabo. Dlatego z ulgą obecnie odpoczywam od biegania. Ale znowu - wysiłek fizyczny to straszliwy nałóg. Zamiast nic nie robić, już zaczynam kombinować, jak poprawić osiągi w podciąganiu i pompkach. Odpoczynek od biegania widzę jako szansę na nadrobienie braków siłowych i atak na marzenia z poprzednich lat: zrobienie flagi, podciąganie na jednej ręce, takie tam ciekawostki. Robiłem pompki już wieczorem po finale ME weteranów : ) To jest pociąg, z którego się nie wysiada, przewlekła nadaktywność, nie potrafię być bezczynny. Czy ktoś się jeszcze dziwi, że potrafię przepalić 8 tysięcy kilokalorii dziennie? Do tego we wrześniu klub liczy na mój udział w lidze lekkoatletycznej, więc obecne roztrenowanie nie może być zbyt długie. I co tu zrobić?

Pewne jest jedno: zmęczyłem się jak Forrest Gump i na razie nie biegam - jakieś dwa tygodnie. Na jesień chodzi mi po głowie roztrenowanie biegowe trwające miesiąc albo dwa. Na pewno nie myślę tym razem o żadnym maratonie. Konkretne decyzje będą jednak podejmowane na bieżąco.

Kategoria: Trening 2017
Komentarze: (5)
Zaktualizowano: 01/08/2017, 14:51

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

Jarosław Jagieła
01/08/2017, 16:33
#
Nagor i głos rozsądku... No, no, Marcinie witaj w klubie! Skrót SKS coraz częściej będzie Ci przypominał płynący czas.:)
Dobrze powiedziałeś, że struktura treningu wyczynowego to jedno, a życie "pozasportowe" to kolejna "jednostka treningowa", która potrafi odebrać brutalnie czas potrzebny na regenerację.
Dzięki za ten wpis, ale i gratulacje za Aarhus, które w obliczu Twoich problemów staje się niewątpliwym sukcesem.
Zdrowia i wytrwałości!
04/08/2017, 08:25
#
Kiedyś Adaś Dobrzyński powiedział mi mniej więcej tak. "Jesteś wyczynowcem..." na co mu odpowiedziałem, co on gada za głupoty, przecież jestem amatorem. Adam skwitował tak" "amatorem, ale wyczynowcem, bo w stosujesz normalny maratoński trening, w którym są wszystkie środki, formy i metody treningowe. To jest wyczynowy trening." Oczywiście nie należy tego mylić z treningiem "zawodowców", bardzo ogólnie to opisując.
Tak na marginesie, kolega Jarosław ma rację - "SKS"... niestety sam się na tym łapię ;)
04/08/2017, 11:20
#
"Czy ktoś się jeszcze dziwi, że potrafię przepalić 8 tysięcy kilokalorii dziennie?"

Ja. Justyna Kowalczyk podczas swoich morderczych cykli treningowych przepalała 6000. A ty 8000? Naprawdę... ?

To taki pstyczek za opowiadanie bajek ;) a na serio to śledzę bloga i życzę powrotu do dobrego biegania i częstego pisania! :)
23/08/2017, 09:50
#
Heh, ja mam dokładnie tak samo ... nie robię przerw - bo nie potrafię. Zmęczenie się nakłada - czuję to, podobnie jak u Ciebie, wszystkimi możliwymi sposobami: brak apetytu a przy tym ociężałość, problemy ze snem, arytmia, ciągły ból nóg i całego ciała, itp. Ale, z drugiej strony - wydaje mi się, że nie trenuję przecież teraz dużo. No tak, niedużo, ale, konkretnie ... Nie potrafię biegać "tak sobie" - dla przyjemności: albo trenuję, albo nie biegam. A ponieważ nie potrafię nie biegać, więc ciągle trenuję, heh ;). Poza tym od 7 już chyba lat dość intensywnie wspinam się, i staram się te dwie rzeczy - bieganie i wspinanie - robić na wysokim poziomie. A jedno drugiemu nie pomaga niestety. W tygodniu mam 4 treningi biegowe, 3 wspinaczkowe (porządna siła całego ciała!) plus jeszcze z raz mocny rower, więc zmęczona jestem permanentnie, ech.
Owszem, w ciągu roku mam 3-4 okresy po 5-15 dni, kiedy nie biegam, bo .. jestem w górach, w Tatrach lub Alpach. No i po takim wyjeździe - dzień w dzień po 5 tys. kcal, ponad 1000m podejść ze sporym ciężarem na plecach plus wspinanie - jestem po prostu zmęczona ...
Właśnie 2 tyg. temu wróciłam z corocznego wyjazdu Alpy Julijskie, w sumie wyszło ponad 11.5 tys. metrów podejść i 8 długich dróg wspinaczkowych - 15 dni ostrego napierania. Wróciwszy rzuciłam się w rytm treningów miejskich, bo lubię i muszę żyć w rytmie i chciałam wykorzystać naturalnie zrobioną w górach siłę, i właśnie od trzech dni czuję się totalnie zajechana, a najbardziej irytujący jest ciągły ból nóg, taki napięciowy. No więc nie wiem, co teraz, pewnie - znając siebie - "aż" jeden dzień odpocznę (dziś i tak straszna pagoda) a od jutra - napieram dalej ;)
Zatem, nic Marcin Tobie nie poradzę, ale mogę napisać - w zupełności Ciebie rozumiem, bo mam tak samo ;). Ale dobrze czasem poczytać, że ... nie tylko ja walczę z ciągłym uczuciem zmęczenia i ... ciągłą potrzebą ruchu i trenowania ;). Powodzenia i walcz dalej! :)
Beata
Marcin Nagórek
23/08/2017, 12:41
#
To w sumie nie tyle wyczynowe bieganie, co styl życia ; )

Sebbor - a propos 8 tys. kcal - zdarzały mi się takie dni, ale to oczywiście pojedyncze przypadki. Tym niemniej przy intensywnym życiu + trening nie ma problemu ze spaleniem takiej ilości.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Wrzesień 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin