16
02/2017
14:13
Wracam do bloga po miesięcznej przerwie, spowodowanej licznymi wyjazdami i chorobą. Biegam, jest OK, za kilka dni startuję w mistrzostwach Polski.

Nie uaktualniałem wpisów bloga, ale pamiętajcie, że dla szczególnie ciekawych są krótkie komunikaty, które wrzucam od czasu do czasu - pojawiają się na czerwono na górze - oraz na samym dole ostatnie starty. Tam można z grubsza zobaczyć, co się ze mną dzieje.

Ostatnim wydarzeniem była choroba. Było to typowe dla mnie solidne przeziębienie ze stanem zapalnym w zatokach, z brakiem lub przy minimalnej gorączce. Niestety, od 3 lat nie byłem tak mocno chory, sieknęło mnie konkretnie. Odpuściłem teoretycznie tylko 3 dni, ale kolejne dwa były rozruchami, potem wyjazd na zawody do Łodzi, gdzie pobiegłem jedynie krótką rozgrzewkę i 300 metrów. Łącznie przez tydzień prawie nic nie robiłem, a lekki katar został mi do dziś. Ale po kolei.

Pierwszy start, o którym nie zdążyłem napisać, to 600 metrów. Bardzo się cieszę, że się na to zdecydowałem i na pewno w sezonie otwartym pobiegnę więcej krótkich dystansów. To, co spada wraz z wiekiem, to nawet nie tyle fizyczna, ile psychiczna gotowość do maksymalnego wysiłku. Maksymalnego również nerwowo-mięśniowo, mechanicznie. 600 metrów i dystanse krótsze to jest wściekła nawalanka, zmuszenie ciała do pracy w okolicach maksa, bardzo niekomfortowe. Kilka dni po tym biegu czułem zakwasy praktycznie wszystkich mięśni nóg, co w ogóle nie nastąpiło po biegu na 1 km. Sam start odrobinę zawaliłem, wynik wyszedł słabszy od oczekiwań - 1 minuta i 24 sekundy, Liczyłem na 1-2 sekundy szybciej, a na tym dystansie to dużo. Lepiej mogłem rozegrać drugie okrążenie z trzech, gdzie trzymałem się za rywalami, wszyscy zwolniliśmy i czułem to. W tym momencie powinienem atakować, ale zawahałem się i okazja przepadła. Na finiszu jednego z rywali nie dałem rady wyprzedzić i byłem drugi na mecie.


Na zawodach weteranów udało się raz stanąć nawet na podium. Od lewej - Emanuel Zimny, rekordzista Polski M-35 na 300m, ja i Radek Sekieta, rekordzista Polski na 300m M-40. Udało mi się wygrać z tak dobrymi biegaczami na krótkim dystansie 300 metrów, ale obaj biegli wcześniej dodatkowo 600 m. (fot. Kamil Weinberg, festiwalbiegowy.pl)

W kolejnym biegu było jednak widać efekty ostatnich dwóch miesięcy pracy. Pisałem i ciągle wspominam o brakach dynamiki, szybkości, komfortu na wysokich prędkościach. Im jestem starszy, tym bardziej na średnich dystansach widać zależność, że im jestem mocniejszy na krótkich odcinkach, tym lepiej na zawodach. Inne treningi nie mają takiego przełożenia, korelacji. Mimo trudnych warunków, czyli zalegającego śniegu, bardzo dużo biegałem krótkich odcinków w kolcach, 100 i 200 metrów. Po starcie na 600 metrów wszystko wreszcie zaczęło ładnie odpalać. Bieg na 1000 metrów w Ostrawie był jednym z tych, z których byłem piekielnie zadowolony, mimo że na mecie wynik słaby - 2:31 i trzecie miejsce. Wszystko przez nagłą eksplozję dawno nie widzianej mocy, przez którą zacząłem bieg dużo za mocno.

Pierwsze 200 metrów pobiegłem w 27,9, czyli w tempie na złamanie 2:20. Co gorsza, pierwsze 100 metrów było na normalnym poziomie, dopiero drugie, kiedy wyszedłem na prowadzenie i chciałem podkręcić, było zabójczo szybkie. Miałem umówione wstępnie prowadzenie z chłopakami, ale wystrzeliłem tak mocno, że żaden nie był w stanie mnie dogonić. Tak mocno w ostatnich latach nie byłem w stanie zaczynać nawet biegu na 800 metrów na stadionie. Potem zacząłem zwalniać, ale było już za późno. 400 metrów w 57,3, 30 metrów przewagi nad stawką i zacząłem czuć, że robi się ciężko. To jeszcze był międzyczas na życiówkę ze stadionu, nie pobitą od 9 lat. Trzecie okrążenie celowo zwolniłem mocno, żeby spróbować się otrząsnąć ze zmęczenia. 600 metrów w 1:28 i to jeszcze był czas na rekord Polski weteranów. Ale na czwartym okrążeniu załamanie, czas tylko 32 sekundy, ogromne zmęczenie. Na ostatnim dogonił mnie Łukasz Oślizło i minął, ruszyłem za nim i jeszcze podciągnąłem tempo. Wynik na mecie rozczarowujący, ale ogólnie byłem z siebie zadowolony. Bieg pokazał, że moc wraca, nie byłem tylko na razie gotowy na aż tak mocny początek. Udało się wyjść porządnie poza strefę komfortu, do czego dążę i co jest naprawdę trudne w biegach średnich.

Niestety, kilka dni po Ostrawie rąbnęło mnie przeziębienie, bodajże w poniedziałek czy wtorek. Jeszcze dzień wcześniej czułem się doskonale, robiłem techniczną siłę i czułem świetną dynamikę. Dlatego zakładam, że to jakiś zewnętrzny wirus, a nie efekt osłabienia organizmu. Tuż po chorobie byłem w Łodzi na bardzo przyjemnych i unikalnych zawodach dla amatorów. Jedna z nielicznych okazji dla biegaczy spoza wyczynu na sprawdzenie się na krótkich dystansów. Ściągnąłem tam kilku swoich podopiecznych. Był Mezo, który w ramach przygotowania do maratonu (sic!) pobiegł 1 km i 300 metrów - w 2:49 i 42 sekundy. Całkiem nieźle, biorąc pod uwagę trudną, ciasną halę, w tym dublowanie po wirażach. Drugi z moich zawodników, Piotrek, pobiegł 2:48 i były to najlepsze wyniki dnia z tego wyjazdu. W Łodzi biega się naprawdę ciężko - pobiegłem na 300 metrów. Niby bez spięcia, ze słabą rozgrzewką, ale i tak oczekiwałem lepszego wyniku niż 40,19. Problemem było jednak mieszczenie się w ciasnych wirażach. Był to mój pierwszy w życiu start sprinterski w hali i pomijając fatalny start z bloków, ledwo biegłem te wiraże.


Walka o życie na zakręcie, w połowie wirażu prawie musiano mnie ściągać z bandy ; ) (fot. Kamil Weinberg, festiwalbiegowy.pl)

I tak dochodzimy do momentu, w którym jestem. Jest OK, chociaż bez szału. Dzień po Łodzi zrobiłem z Mezo rozbieganie 15 km po śniegu i był to mój pierwszy porządny trening po chorobie. Odczułem go w nogach, dzień później dynamiczna siła i było jeszcze gorzej. Wczoraj lekkie odcinki na śniegu - 5x200 metrów w kolcach, od 34 do 30 sekund. W piątek jadę do Torunia na mistrzostwa Polski seniorów, gdzie jestem zgłoszony na dwa dystanse, ale prawdopodobnie pobiegnę tylko jeden - 1500 albo 3000 metrów. Decyzja na miejscu. Na dzień dzisiejszy problemem jest bolesność mięśni nóg po wejściu w trening po chorobie oraz ponownie waga. W okolicach Ostrawy zacząłem już schodzić poniżej 72 kg, czyli łapać moją wagę startową. W czasie choroby jadłem jak prosie i znowu skoczyłem na powyżej 73 kg i nie mogę zbić.

Z drugiej strony jedna ważna refleksja - w treningu ważne są nie tyle chwilowe wyniki, ile dominujące trendy. Gdybym teraz trzasnął świetny czas, z boku byłoby to zaskoczenie, bo ostatnie biegi czasowo były przeciętne. Wiem jednak, z czego to wynikało i czułem do niedawna, że jestem w trendzie rosnącym. Wracają ważne cechy, takie jak dynamika i zdolność do biegu na wysokim poziomie kwasu. Potencjał do wyniku jest. Chwilowo mogę być nieco przytłumiony chorobą, ale patrząc dalej, liczę na dobre bieganie 800 i 1500 metrów na stadionie. Na tym pierwszym chcę wyśrubować własny rekord Polski weteranów, na drugim zaatakować rekord Polski Bogusława Mamińskiego. Zima była ciężka, ale udało się przetrwać i zrobić krok do przodu, co mnie cieszy. Teraz czeka nas pewnie tydzień roztopów, ale liczę, że już wkrótce będzie to bieganie w dużo lepszej pogodzie i przy komfortowym odbiciu.
Kategoria: Starty 2017
Komentarze: (2)
Zaktualizowano: 16/02/2017, 14:32

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg

Komentarze

17/02/2017, 20:58
#
"To, co spada wraz z wiekiem, to nawet nie tyle fizyczna, ile psychiczna gotowość do maksymalnego wysiłku."

Święta prawda.
Niby odporność na ból i świadomość nieuchronności zmęczenia na drodze do wyniku sportowego wzrasta, ale postępująca z czasem podświadoma dążność do świętego spokoju robi swoje.

W łódzkiej hali ostatni raz biegałem w 1985 roku jako junior młodszy- właśnie na 300m. Nabiegałem wtedy coś koło 38s. Do dzisiaj źle wspominam te paskudne ostre wiraże.
Jednak dziwię się, że nie udało Ci się złamać 40s. Liczę to tak: aby biegać 1:54 na 800m trzeba biegać ok. 51-52s na 400m, czyli na 300m powinno się biegać w okolicach 37-38s (kalkulacja zakłada bardzo dobrą wytrzymałość specjalną pod średnie dystanse, dla sprintera relacja 300/400m wygląda zupełnie inaczej). A jak Ty to widzisz?
Marcin Nagórek
18/02/2017, 01:07
#
Umysł to największa bariera : )

Ja nigdy nie biegałem takich typowych, mocnych odcinków na maxa. Do tego raczej wydawałem się zawsze mocny w utrzymaniu tempa, a niekoniecznie w chwilowej prędkości. Ironia losu - z punktu widzenia 800m możliwe, że jestem wytrzymałościowcem.

37-38 na 300m to jest szybko. W roku, gdy pobiegłem 1:48 na 800m i myślę, że byłem gotów nawet na więcej, biegłem kiedyś mocno 600 + 300m, nie pamiętam przerwy. 600m w 1:20,5, 300 m w 37,06. Nigdy więcej nie było tak mocnych odcinków 300-metrowych. W seriach 5x300m w 40 sekund było dla mnie trudne. Kiedyś biegłem 1500 na mityngu w 3:58 jako zając dla kolegi i po tym 300m w 38,2. To były takie pojedyncze strzały. Chociaż zdarzyło mi się pobiec kiedyś 600-400-200 m, gdzie 600m było luźno, na jakieś 1:35, 400m mocno - 52:20, 200 w 25.

Generalnie chyba łatwiej jest mi zrobić 400m w 52-53 niż 300m w 37. Ale tu trzeba wziąć pod uwagę parę spraw. Np jestem bardzo słaby w blokach. To jest u mnie do sekundy w plecy, serio. Na blokach więcej tracę niż zyskuję. Kiedyś nie byłem bardzo szybki, ale miałem spory luz na prędkości rzędu 26-27s/200m. Do tego zawsze na zawodach byłem dużo mocniejszy niż na treningu. Do dziś nie do końca rozgryzam, skąd brały się u mnie pojedyncze strzały treningowe. Nawet biegając 1:48 na 800m, nie łamałem na 400 m 50 sekund, ale... raz strzeliłem w sztafecie 47,9 - zmierzone od linii do linii przez trójkę trenerów. Co więcej, to było po starcie na 800m, gdzie zrobiłem drugi wynik w życiu - 1:48,52.

Wydaje mi się, że po złapaniu luzu prędkości, o których mówisz, nie powinny być problemem. Ba, ja te 38s na 300 jestem w stanie teraz pobiec bez problemu. W Łodzi raz, że wiraże, dwa bloki, trzy - po chorobie, cztery - było paru moich zawodników, sporo z nimi gadałem, nie miałem czasu spokojnie się rozgrzać. Kiedyś oceniałem swój potencjał na 23,5 na 200m, przy założeniu, że opanuję bloki. i ja z tego teoretycznie pobiegłbym 48,0 na 400m i 1:46 na 800m - to takie trochę mętne, ale jako ocena maksymalnych możliwości. Tak mniej więcej wyglądał mój potencjał wytrzymałości specjalnej.

Natomiast żeby pobiec 1:54 na 800m, nie trzeba w ogóle być szybkim : ) Biegając płaskie 400 w 51 jestem w stanie złamać 1:50, jeśli wszystkie inne parametry będą na dobrym poziomie. Formuła mówi,, że 800m można zacząć 3-4 sekundy wolniej od życiówki na 400 i drugie kółko zwolnić 1-2 sekundy. Czyli z 51,0 teoretycznie można wyciągnąć nawet 1:49, a 1:52 nie powinno być żadnym problemem.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Sezon ruszył
Następny: Biegowa wiosna
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Listopad 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin