17
01/2017
15:11
Pogoda ostatnio nie rozpieszcza biegaczy, ale udało mi się zachować dobry rytm. W trudnych, zimowych warunkach uwypuklają się zalety mojego zgrabnego planu. Przed laty narzekałbym, że nie mogę biegać niczego szybkiego w śniegu, obecnie mam tak poukładane akcenty, że właściwie wszystko robię bez większych problemów. To trening naturalny w pełnej krasie - bez stadionu, hali, wszystko śmigane w lesie i po śniegu.

Na początku stycznia pojechałem do Torunia, żeby sprawdzić w praktyce pogłoski o moim wyjściu z kryzysu. Bieg na 1000 metrów okazał się lepszy niż zakładałem - w sensie rywalizacji. Spodziewałem się, że podobnie jak rok temu, będę cisnął sam od startu do mety, tymczasem pojawił się mocny rywal, którego wyższość musiałem uznać. Miałem kogo gonić, chociaż podyktowane tempo okazało się na tyle mocne, że niewiele na nim skorzystałem. Przez cały bieg miałem sporą stratę, którą nadgoniłem dopiero na ostatnim okrążeniu. Nie wiem, czy zyskałem na tym czasowo, bo całe pierwsze okrążenie biegłem szeroko, nadrabiając mocno dystans. Moje braki mocy ujawniły się z pełną mocą. Na pierwszym wirażu młodzież totalnie mnie zdominowała, mimo że zakładałem, że wyjdę z niego pierwszy. Zobaczcie zresztą sami na filmiku na dole wpisu. Pobiegłem 2:29,92, przegrywając o 0,11 sekundy. Była to najszybsza z sześciu serii.

Nasłuchałem się sporo pochwał, bo z punktu widzenia przeciętnego człowieka bieganie 1 kilometra poniżej 2 minut i 30 sekund to mega wyczyn. Jestem zadowolony z tego, że wróciłem na pewien poziom przyzwoitości, ale do euforii mi daleko. Był to względnie dobry start, który pokazał, że wracam do gry. Poza tym jednak moje standardy są wyższe. Może niepotrzebnie, ale cały czas mam w głowie czasy, kiedy wyniki rzędu 2:26 biegałem na zawołanie, czy byłem w formie, czy nie. Rekordowo wycisnąłem 2:24,21 - co prawda na stadionie, ale hala w Toruniu w mojej opinii może być nawet szybsza niż stadion. Może trochę traci się na ciaśniejszych wirażach, ale zyskuje na braku wiatru. Dla porównania w maju zeszłego roku pobiegłem 2:30,20 w Puławach, ale tam była ściana wiatru i podejrzewam, że ten wynik, tamta forma i tamten wysiłek, dałyby w Toruniu spokojnie 2:28.

Zdrowie gra, forma w miarę OK, waga też powolutku spada, z okresowymi powrotami wyżej, gdy mam kilka gorszych dietetycznie dni. Dzisiaj rano dobiłem do 72,0 i jeśli utrzymam tę tendencję, za miesiąc powinienem mieć już idealną wagę startową. Trenuję, jak wspominałem, tylko w lesie, co powoduje drobne problemy. Przede wszystkim wspomniany brak mocy, bo w lesie trudno jest osiągać tak wysokie prędkości jak na tartanie. Trudniej znaleźć samo miejsce, gdzie można pobiec szybki odcinek. Ostatnio wspominałem o bieganiu treningów typu 10x200 metrów w kolcach, teraz wprowadziłem nowy bodziec. Częściowo jest to odpowiedź na śnieg, częściowo efekt sprawdzenia, że z mocą miałem problem zawsze, a wyniki padały wtedy, gdy w treningu przetarłem się na bardzo mocnych odcinkach, bieganych w okolicach maxa. Ponieważ mam u siebie jakieś 15 centymetrów śniegu, odpowiedziałem na zimę z pełną mocą:



To moje treningowe ostatnio kolce i wkręty, które czekały w szufladzie chyba ze trzy lata. Najdłuższe na rynku, z tego, co pamiętam, 15 milimetrów. Pierwotnie biegałem w krótkich wkrętach, teoretycznie 6 mm, ale po latach używania mające realnie jakieś 4 mm. Można je porównać z obecnymi na poniższym zdjęciu, bo długich miałem tylko 12 na oba buty, a te uniwersalne kolce mają 10 dziurek. Swoja drogą, jest to prosty, wszechstronny model, do użycia w różnych konkurencjach, który kupiłem jakieś 6 lat temu, z tego co pamiętam, za 50 zł na Allegro. Zimą sprawdzają mi się, bo są dość ciężkie i dość zabudowane, solidne, ale na pewno nie użyłbym ich do ścigania na bieżni. Tam mam lżejsze kolce, a ostatnio zamówiłem nowe - z dużymi problemami, bo te, które lubię, zeszły już z rynku, w Polsce są praktycznie nie do dostania, ściągnąłem je z ebaya z USA (zresztą za połowę ceny, którą zapłaciłbym w Polsce za nowe kolce, mimo że z USA połowa to i tak koszt przesyłki). Oto różnica we wkrętach, spójrzcie na środek i na skraj zewnętrznego boku:



Pierwszy trening po śniegu w krótkich wkrętach był kompletnie nieudany. Biegałem 200-tki w tempie 35-34 sekund, straszliwie się ślizgając i męcząc. Właściwie nie było różnicy w stosunku do butów z dobrą trakcją - np. Asicsów Tarther. Za drugim razem założyłem kolce, w których biegach przełaje - stare, czarne New Balance z dłuższymi wkrętami. Pierwotnie było to chyba 12 mm, ale teraz mają na oko może 8. Było lepiej, ale nadal bez szału, a śniegu dopadało. Dzisiaj w końcu założyłem Pumy z długimi wkrętami i różnica była znaczna, mimo że znowu dosypało. To nadal nie jest idealne bieganie i profesjonalni zawodnicy, którzy biegają teraz w Kenii, RPA czy Portugalii, złapaliby się za głowę. Na moje potrzeby dało jednak radę. Na ścieżce w lesie śnieg jest udeptany, ale nierówny. Chodzą tam ludzie, trochę topnieje, trochę dosypuje, psy kopią dołki, a najgorsze są konie, które kopytami wybijają wielkie, niewidoczne przy szybkim biegu dziury. Samo podłoże bazowe też nie jest równe. Trzeba mieć pewne poczucie równowagi, mięśnie spinają się dużo bardziej niż zwykle, bo stopa telepie się na wszystkie strony. To wszystko w wybiciu z maksymalną mocą i oczywiście kolce nie mają żadnego wsparcia czegokolwiek, to jak bieganie boso. Kostki trzeba mieć elastyczne, a ja tłumaczę sobie, że to działa na moją korzyść - nie ma lepszego ćwiczenia na propriocepcję. Mięśnie muszą stabilizować nogę w ułamku sekundy, bo czas kontaktu z podłożem jest minimalny, a odbicie bardzo mocne.

Co biegałem? Otóż dwa razy powtórzyłem teraz kilerski akcent - 20x100 metrów z przerwą 30 sekund. Dla długodystansowca to się może  wydaje proste i krótkie, ale wychodzi z tego równo 15 minut totalnego katowania mięśni oraz płuc. Bo sęk w tym, że te setki biega się na maxa. No, może to nie jest pełne 100% mocy, ale tak 95%. Coś w rodzaju popularnego w fitnessie Tabaty. Zarówno system beztlenowy, jak i tlenowy jest eksploatowany w tym czasie do granic możliwości. Trening ma z mojego punktu widzenia niemal same zalety. Po pierwsze, mimo śniegu mam kontakt z wysokimi prędkościami. Biegałem te odcinki w 15-16 sekund, na tartanie byłoby sekundę lub dwie szybciej. Po drugie, o ile znalezienie w lesie płaskiego odcinka 1 km jest praktycznie niemożliwe, a zimą taki pomysł nawet nie przyszedłby mi do głowy, tak 100 metrów - nie ma problemu. Znajdzie się zawsze. Ja mam od dawna pomierzone i oznaczone eleganckie odcinki. Po trzecie, start w Toruniu pokazał mi duże braki w przygotowaniu beztlenowym. Tak to nazwijmy, a chodzi pewnie o to, że oduczyłem się rekrutacji części włókien mięśniowych w stanie bardzo dużego zmęczenia. Stąd brak rezerwy na finiszu - ostatnie 200 metrów niby przyspieszyłem, to było 29 sekund, ale dawniej spokojnie finiszowałem w 27.

Może to powoływanie się na dawniej brzmi nieco desperacko, ale w gruncie rzeczy uważam, że cały czas fizycznie stać mnie na szybsze bieganie. Nawet w okolicy życiówek, a na 1500 metrów wyraźnie szybciej. Oczywiście, wraz z wiekiem zachodzą pewne zmiany - a w tym roku skończę 37 lat. W wyczynowym sporcie to bardzo dużo, szczególnie w tych krótkich, energetycznych biegach. To mój 18. sezon biegowy (i niedawno stuknęło 11 lat prowadzenia bloga), a niektórzy rywale w Toruniu mieli mniej lat. Chłopak, z którym przegrałem, był 17 lat młodszy. Ale - widzę różnicę w szybkości regeneracji, muszę mieć zupełnie inny plan niż kiedyś, robię połowę tej pracy, ale nie mam uczucia, że same graniczne możliwości spadły. Nie pobiegnę trzech mocnych biegów dzień po dniu, jak robią finaliści olimpijscy, ale jeden - czemu nie.

Problem w tym, że to co nietrenowane, zanika. I żeby bardzo mocno biegać krótkie biegi, trzeba trenować na zabójczych prędkościach i czasami intensywnościach. Tym bardziej, że ja nigdy nie byłem demonem mocy i ostatnio przejrzałem stare dzienniczki treningowe, z 2001 i 2002 roku i sprawdziłem to. Dochodziłem do pewnego poziomu, ale żeby pójść dalej, musiałem zmobilizować organizm na bardzo, bardzo mocnych krótkich odcinkach. Dopiero one po pewnym czasie mnie przełamywały. Oczywiście jest w tym jeden problem - achilles. Ostatnio po wizycie u terapeuty był duży progres. Znalazł nowe napięte miejsca w stopie, które pracowicie rozmasowywałem. Był znowu dni, że praktycznie nie czułem bólu. Wystarczył jednak bardziej intensywny plan i wszystko odzywa się znowu. Podjąłem jednak ryzyko i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Cały czas działam, rozciągam się, masuję, bardzo rzadko nakładam na siebie dwa dni mocniejsze pod rząd. Śnieg działa jednak na moją niekorzyść, mięśnie ogólnie są bardziej spięte. I achillesa czuję nawet przy rozbieganiu, gdzie noga ucieka na wszystkie strony.

Mimo wszystko mój plan jest bardzo zgrabny na tę pogodę. Rozbiegania biegam po prostu wolno, pełna regeneracja oddechowa, wychodzą okolice 5:00/km, ale najtrudniejszy kilometr na crossie biegam nawet w 5:25. Wszystko oczywiście w śniegu, częściowo rozchodzonym. Siła - z tym nie ma problemu, to tylko krótkie odcinki. Robię na śniegu, zawsze mam kolce na wszelki wypadek, chociaż jeszcze nigdy nie użyłem. Ostatnio za to śmigałem odcinki na asfalcie, gdzie było sucho i równo. Ale tylko dlatego, że nie zdążyłem przed zmrokiem.

Jedyny trening, z którym teoretycznie jest problem, to te mocne odcinki - ale je biegam rzadko. Zadyszka pod koniec jest obezwładniające, płuca wyją i rzężą o tlen. Nie zrobiłbym tego biegania w silnym mrozie, powiedzmy, poniżej 5 stopni. Na szczęście tak wypadało, że biegałem w okolicach zera. Dodatkowo na ten jedyny trening zakładam na usta buff. Na rozbieganiach tylko przy silniejszym mrozie. Na razie zdaje egzamin, a w szczyt mrozu miałem akurat start. Bieg był w ciepłej hali, dzień wcześniej wolne, dzień później tylko lekkie rozbieganie. Mam nadzieje, że te mocne odcinki pomogą mi na uderzenia kwasu. Po biegu w Toruniu 20 minut po starcie byłem kompletnie zniszczony. To jest coś zupełnie innego niż biegi długie, gdzie panuje względny komfort. Po biegu na 1 km po chwili jest potężne uderzenie kwasu do krwi. Mnie tak złamało, że 20 minut na zmianę leżałem i siedziałem, nie będąc w stanie wstać. Kiedyś znosiłem to lepiej. To jest taki silny, wewnętrzny ból, nie do opisania. Do tego oczywiście podrażnienie oskrzeli i kaszel - ale z tym nie jest źle. Pokasływałem tydzień, ale było wyjątkowo dobrze. Mam swój schemat postępowania, od diety aż do polityki startowej i jeśli się go trzymam, zdrowie względnie dopisuje.

Walczymy dalej - po weekendzie odpoczynku od startów w kolejnym prawdopodobnie wystartuję na sprinterskie 600 metrów. Jeszcze się waham, ale chyba ta opcja wygra.
Kategoria: Starty 2017
Komentarze: (40)
Zaktualizowano: 17/01/2017, 16:14

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg

Komentarze

Maciej Gach
17/01/2017, 17:23
#
Gratuluję doskonałego biegu. Gdyby nie nadrobienie dystansu na dwóch pierwszych wirażach zwycięstwo byłoby gwarantowane. Młodzi zawodnicy ruszyli zdecydowanie za mocno. 6 stycznia też miałem startować, ale uległem wypadkowi 1 stycznia uszkadzając mięśnie pleców i musiałem wycofać się z zawodów. Może będzie mi dane zadebiutować na toruńskiej hali 22 stycznia. Też planuje pan wtedy start? Sądzę, że przy tak wysokiej dyspozycji mógłby pan z powodzeniem ubiegać się o start w tegorocznym Copernicus Cup ;)
Jarosław Jagieła
17/01/2017, 22:15
#
Gratuluję fajnego ścigania! Miło się to ogląda. Liczę też na to, że Twoja podrażniona ambicja ściągnie Cię pod koniec lutego na Mistrzostwa Weteranów :) Miałbym wymarzonego zająca :). Z tym tylko wyjątkiem, że tam nie ma 1000. Ale 800 to też niezłe ściąganie.
Marcin Nagórek
18/01/2017, 01:14
#
Dzięki ; ) 22 stycznia będę prawdopodobnie biegł właśnie na 600 metrów, a mam drobne wątpliwości tylko z tego powodu, że dzień wcześniej idę na spotkanie mocno towarzyskie w Wwie. Na Copernicusa w obecnej formule jestem raczej za wolny, bo to ma być mityng gwiazd. A MP weteranów - zastanawiam się. Trochę mi nie pasuje, że są tydzień po MP seniorów. Moje oskrzela nie wytrzymują tak częstych startów, idealny termin to byłyby dwa tygodnie po. Ale kto wie, czy nie pobiegnę jakiegoś innego dystansu - np. 3000m czy 400.
Jarosław Jagieła
18/01/2017, 13:07
#
Rzeczywiście z oskrzelami po bieganiu w Toruniu to jest jazda... Nie wiem czy to kwestia wentylacji, klimatyzacji, ale ogólnie rok do roku to drapanie i suchość w gardle do przyjemnych nie należą. Zając na 3000 też by się przydał:)
Tym bardziej, że będę "skuty" po 4 krążeniach :)
fanga w nos
18/01/2017, 15:18
#
Jarek to ile Ty chcesz nabiegać w tym Toruniu? ;)
Bo podejrzewam, że na 800m dostałbyś od Marcina jakieś 15s, a na 3000m pewnie ze dwa duble.
Co Ci po takim zającu?
Jarosław Jagieła
18/01/2017, 16:16
#
Duble mi nie przeszkadzają.
Hala to przede wszystkim bombowa zabawa!
Marcin to oczywiście nie moja liga, ale jest wysoki więc widoczny :). Ponieważ jesienią przetestowałem podobny układ gonienia za "nieosiągalnym", to realnym staje się poprawienie zeszłorocznych 2:18 i 10:20. Run for fun!
18/01/2017, 18:15
#
Prawie dogoniłeś chłopaka. Szybkość masz zarąbistą, poprawisz wytrzymałość i jeszcze pokażesz młodzieży jak się biega :) Pozdrawiam!
19/01/2017, 08:41
#
Nie znam się, ale wygląda na to, że gdybyś lepiej się ustawił na starcie albo wcześniej zaczął mocny finisz to spokojnie byś odstawił młodego.
A z innej beczki, w jaki sposób ambitny amator (który nie jest już studentem), może wziąć udział w takim mityngu?
pozdrawiam
Jarosław Jagieła
19/01/2017, 13:21
#
Jeśli chodzi o weteranów,a do takich zalicza się Marcin, info o możliwości udziału znaleźć można na stronie PZWLA.
Aktualnie jest tam mowa o następnych dostępnych zawodach: 22 i 29 stycznia.
fanga w nos
19/01/2017, 16:45
#
Jarek, to na 800 mamy podobny czas. Jak zdrowie pozwoli to zobaczymy się w Toruniu ;)
Marcin Nagórek
19/01/2017, 18:01
#
U mnie to nie kwestia ani czystej szybkości, ani tym bardziej wytrzymałości, tylko raczej mocy przy wysokiej prędkości. Czyli coś pośredniego. Wytrzymałość mam bardzo dobrą. W tym biegu pierwsze 200 metrów miałem w 29,50, realnie szybciej, bo biegłem szeroko. Ostatnie znowu 29,50. Ale środkowe okrążenie tylko 30,94 - bardzo wolno. Tam straciłem cały bieg, za bardzo się rozluźniłem. Oczywiście pozostaje pytanie, jak wyglądałby finisz przy mocniejszym tempie wcześniej. A ustawiony byłem idealnie, tylko nie spodziewałem się, że młodzi tak ruszą : )

Zawody coraz częściej dostępne są także dla biegaczy bez licencji. Weterańskie też, ale ich jest mało. Coraz częściej normalne mityngi PZLA. Ja mam tego plusa, że jestem cały czas regularnym zawodnikiem klubowym, z licencją i mogę startować wszędzie.

Z MP Weteranów jest ten problem, że jeśli dobije się mocno na seniorach tydzień wcześniej, oskrzela mi nie dojdą do siebie i będzie pogorszenie. Zobaczę jeszcze, jak będzie teraz po weekendzie. Ewentualnie gdybym chciał pobiec 3000 ma na seniorach, to mi nie zaszkodzi, po tym dystansie oddechowo jest w porządku. Po 1500m często też, o ile nie startuję już z podrażnionymi oskrzelami. Prawdziwe zabójstwo to 800 metrów.
24/01/2017, 13:54
#
Panowie weterani- litości.
Sam jestem M45 i startuję na MPW jak czas i zdrowie pozwalają.
Uważam jednak, że ściąganie aktywnych zawodników na polskie zawody weterańskie mija się z celem. No, chyba że przyjadą w kilku i zrobią bieg pod siebie.
W ub. roku najlepsze wyniki na 800m na HMPW były w granicach 2:09. Toż to spacer, nie bieganie dla aktywnego zawodnika. Inaczej byłoby gdyby to były weterańskie ME lub MŚ.

Poczekajmy aż Marcin przekroczy smugę cienia (zwykle dla zdrowia jest to magiczna granica 40lat) i wtedy warto będzie spotkać się na bieżni. M35 to taka słaba kategoria weterańska- szczególnie w biegach długich i rzutach łatwo jest utrzymać w tym wieku wysoką dyspozycję. Czas nas uczy pokory względem naszego ciała. :-)
Marcina nie nękają poważne kontuzje i nie ma zobowiązań rodzinnych- w takiej sytuacji jest stosunkowo łatwo bawić się sport. I trzeba się z tego cieszyć startując na prawdziwych zawodach, a nie z połamańcami- weteranami. ;-)
25/01/2017, 08:24
#
Nawiązując do tego o czym napisał fotman. Czy Ty Marcin masz jakieś informacje jak wygląda poziom biegowy weteranów w innych krajach? Kiedyś pisałeś coś o Portugalii, że tam bieganie weteranów jest bardzo popularne. Jak jest w innych krajach Europy zachodniej? Jak wyglądamy na w porównaniu?
Marcin Nagórek
25/01/2017, 12:33
#
Z bieganiem weterańskim jest trochę jak z poziomem biegów europejskich w latach 70. i 80. W Polsce poziom jest bardzo niski, z wielu powodów, ale jednym z nich jest właśnie brak konkurencji. Brak mocnych rywali sprawia, że zawodnicy nie mają impulsu do biegania szybciej, często wręcz nie wierzą, że to możliwe. A przeciętny amator nie ma często pojęcia, jak wygląda prawdziwy trening lekkoatletyczny, w odróżnieniu od niezdarnego joggingu uprawianego przez masy.

Na Zachodzie wygląda to trochę inaczej. Po pierwsze, są kluby w których zawodnicy mają opiekę trenerską i trenują głównie pod bieżnię. Przed laty w Hiszpanii biegałem w takim klubie i do dziś pamiętam kobietę o imieniu Rosa - 60 lat i trenowała do 100 metrów, wykonując m.in. wyskoki ze sztangą! Wyglądała na 15-20 lat młodszą niż metryka. W klubach spotykają się byli zawodnicy z lat młodości, jak i całkowicie nowi. Martin Rees w Wielkiej Brytanii, który w wieku 50 lat pobiegł 1:06 w połówce, a po 60-tce złamał jeszcze 33 minuty na dychę, zaczął trenować w wieku ok. 40 lat. Trudno powiedzieć dokładnie, bo tak mówił w wywiadzie, ale w statystykach jest jeden jego i to bardzo dobry wynik na 10 km z kategorii M-35. Co najważniejsze - trenuje w klubie z mocnymi zawodnikami i nie robi sobie wiele z tego, że ma lat tyle czy tyle. Po prostu zasuwa i to trening lekkoatletyczny, a nie jogging.

Nie wiem, czy pojadę na MP Weteranów (raczej nie), ale przymierzam się do Mistrzostw Europy. Teoretycznie mam tam szansę nawet na złoto. W praktyce jest całe grono biegaczy z Hiszpanii, Włoch czy Wielkiej Brytanii, którzy trenują w mocno profesjonalny sposób i osiągają wyniki rzędu 1:53 na 800m czy łamią 3:50 na 1500 m. Różnica jest więc mentalna - u nas się mówi, że 40 lat to już dziadek i musi trenować ostrożnie, a mocni i ambitni zawodnicy z Zachodu młócą trening, który przeraziłby naszych profesjonalistów. Brytyjczycy np mają kulturę biegania bardzo szybko tzw rozbiegań i tam weteran biegający tlenowe treningi po 3:40/km nikogo nie dziwi.
25/01/2017, 19:25
#
W większości zgadzam się z tym, co o sporcie weterańskim napisał Marcin.
Dodałbym tylko jedno- jesteśmy społeczeństwem na dorobku, a poważny trening weterański wymaga czasu i pieniędzy.

O ile o treningu pod długie dystanse jest dużo poważnej i mniej poważnej literatury, o tyle im krócej, tym gorzej. Ambitny amator biegów od 5000m w górę ma szansę wyjść poza opłotki truchtactwa. O biegach średnich już jest słabo, a o sprincie (czy to weterańskim, czy młodzieżowym) nie znajdzie się niczego świeżego i zrozumiałego dla laika.
Inna sprawa, że nie ma tego dla kogo wydawać. Zainteresowanie w narodzie jest zerowe. Dwa lata temu na portalu bieganie.pl prowadziłem minibloga opisującego moje przygotowania do próby pobicia RP weteranów na 400m. Liczyłem, że będzie to ciekawostka, która pokaże ludziom inną stronę biegania. Czytelników miałem tylu, co kot napłakał. Rozumiem, że to portal dla amatorów, a większość amatorów to truchtacze. Uznaję, że moje wpisy mogły nie być wystarczająco kwieciste... Jednak oczekiwałem jakiegoś odzewu- pytań, krytyki, dyskusji. A tu cicho wszędzie, głucho wszędzie.

Nie ma portalu dla sprinterów. Nie ma, bo (chyba) nie ma zapotrzebowania. Dreptanie kilometrów ludziskom wystarcza.
I dlatego każdy, kto wystartuje na MPW na 400m ma prawie zawsze zagwarantowane miejsce na pudle- w danej kategorii wiekowej zwykle startuje 3-4 zawodników. Do tego większość z nich traktuje start na 400m jako jedną z wielu konkurencji obskakiwanych na MPW (mania startowania w wielu konkurencjach i kolekcjonowania medali) i nie jest przygotowana do prawdziwego ścigania na tym specyficznym dystansie. Może dla nich ja jestem śmieszny, bo jadę kawał drogi na zawody i startuję tylko w jednej konkurencji???
Adam  Słodowy
25/01/2017, 23:51
#
Dodajmy jeszcze, że zabawa w zawody masters dotyczy głownie tzw. bogatego świata zachodniego. W Afryce nikt się nie bawi w masters - tam sport ma przynieść korzyści finansowe zawodnikowi oraz jego rodzinie + wiosce. Gdzie jesteśmy z polskim maratonem w klasyfikacji światowej? Natomiast w mastersach regularnie zdobywamy medale. W innych dyscyplinach może to mieć mniejsze znaczenie, lecz doskonale wiemy jak spada poziom sportowy w konkurencji maratońskiej po wyłączeniu z niej Afryki. Fajnie, że w bogatych społeczeństwach Zachodu bawimy się w sport lecz obnoszenie się z tytułem np. Mistrz Świata w maratonie +50 traktowałbym podobnie do pierwszej nagrody w konkursie 'Wzorowa altana' organizowanego przez Prezydium Krajowej Rady Polskiego Związku Działkowca. Tylko tyle i aż tyle. O tym ostatnim wspominam bo wiem, że Marcin jest powszechnie szanowanym i szalenie aktywnym członkiem kapituły konkursu.
Adam  Słodowy
26/01/2017, 00:04
#
Fotman - mam podobne odczucia odnośnie kategorii masters 35. Przypomina mi to również sytuację gdy dwudziestolatek podając swoje miejsce w biegu nie przywołuje miejsca w generalce lecz miejsce w swojej kategorii wiekowej bo siłą rzeczy tu będzie wyżej. Na Boga - dwudziestolatku! - odejmujesz wszystkich szybszych od siebie dziadków po 50-ce?! Nie mówisz, który jesteś w generalce bo wyprzedziło cię również 346 kobiet, z których 68 miało więcej niż 50 lat? Mam nadzieję, że cię to zawstydziło a piszę o tym bo z takimi sytuacjami sie spotykam. Kategorie wiekowe nie zostały wprowadzone aby 18-letni chłopak mógł sie pochwalić lepszym miejscem lecz by ludzie 40+ mogli rywalizować z osobami o podobnej metryce.
Marcin Nagórek
26/01/2017, 03:08
#
Zastanawiałem się dzisiaj na treningu nad głównymi problemami z upowszechnieniem biegania na stadionie. I widzę głównie dwa. U byłych zawodników psychiczny - sport jest im obrzydzony przez zbyt duży nacisk na wyczyn i profesjonalizm w młodym wieku. Zwykle nie chcą mieć potem nic więcej z tym wspólnego. Drugi - względy proceduralne, bo wiemy, jak wygląda droga przez mękę biegacza, który chce startować na stadionie. Licencje, badania, kluby, problemy ze zgłoszeniem.

Co do ścigania się z Afryką, to akurat tutaj nie widzę potencjalnego problemu. Afryka jest mocna w młodym wieku. Styl życia, genetyka, klimat sprawiają, że oni dojrzewają bardzo szybko, stąd fenomenalne wyniki w maratonie nawet nastolatków. Ale i szybko przejrzewają. Poza nielicznymi wyjątkami szybko się kończą. W bieganiu weterańskim byliby w bardzo trudnej sytuacji. Generalnie jednak nie szukałbym dziury w całym. Zawsze można znaleźć, że w skokach narciarskich jest praktycznie tylko Skandynawia, w szachach Rosjanie, a siatkówka nie istnieje poza Polską i Włochami. Ale co z tego? Potrzebujesz do pełni szczęścia Kenijczyków-weteranów? Tylko po co? Afryka nie bawi się w bieganie weteranów, ale i nie bawi się choćby w powszechną opiekę zdrowotną czy sporty typu kolarstwo. Czy przez to Rafał Majka jest słabszym zawodnikiem i ma się nie obnosić z medalem Igrzysk? Moje pytanie - do czego chcesz równać, do jakich standardów, po co szukać dziury w całym?

Fotman - czytelnika trzeba sobie wychować... Ale problem jest głębszy, bo wybór portalu też nie był zbyt szczęśliwy. Trzeba było zgłosić się do mnie, zrobiłbym z tego cykl tekstów, który byłby czytany : )
Adam  Słodowy
26/01/2017, 10:56
#
Fotman - jest dokładnie tak jak napisałeś. Chcesz startować tylko w jednej konkurencji i to w dodatku na 400m? Chyba coś z formą nie za dobrze? Biec na 400m? Przecież każdy przebiegnie 400m to po co w czymś takim startować. Ewentualnie dzieci, to rozumiem ale żeby dorosły facet jechał 400 km żeby przebiec 400m? No śmieszne to i niezrozumiałe. Ale na pewno jak już poprawisz formę to będziesz mógł pobiec maraton lub inne ultra i wtedy dopiero ludzi zaczną Cię szanować....

Pamiętam jakie zdziwienie wśród znajomych wzbudziłem jak jadąc z Białegostoku na Maraton Warszawski wystartowałem na 5 km, który to dystans jest obecnie moim głównym zainteresowaniem. Dodam również, że spiker (pan Dowbor) tuż przed startem na 5 km mówił coś o słabszej formie startujących na 5 km o tym że to taki dystans 'kobiecy' i że jak więcej startującu pobiegają to zobaczymy ich za rok na starcie maratonu. Tyle w temacie.
26/01/2017, 12:55
#
OK- trzymam cię Marcin za słowo.
Rekord w M45 mam już zaliczony (53,82). Za rok będę M50, ale tu szanse na rekord są marne- jest wyjątkowo wyśrubowany przez śp. Ryszarda Nowakowskiego (53,70- robiąc ten wynik zdobył wicemistrzostwo świata).
Wychodzi na to, że zgłoszę się do Ciebie za jakieś 5 lat z opisem przygotowań do bicia rekordu M55 (obecnie 57,71). :-)))

Jak Bóg da.
Marcin Nagórek
26/01/2017, 13:56
#
Adam, to podejście to na pewno też trochę kwestia mediów i tego, jak kształtują opinię czytelników. Ja w tym temacie walczę i rzeźbię, próbuję coś zmieniać. Mam wrażenie, że i tak są pewne postępy i pojawia się grupa ludzi zainteresowanych ściganiem, a nie tupaniem maratonów. Powoli, powoli i coś się ruszy. Ale na masową skalę na pewno ni wcześniej niż tego typu biegi będą łatwo dostępne dla mas. Akurat wczoraj rozmawiałem ze Sławkiem, który też się tu udziela, że ostatnim biznesowym pomysłem na organizację biegów w Polsce jest właśnie cykl startów na stadionie - ze statystykami, klasyfikacjami, pucharami. Na podobnej zasadzie jak City Trail, tylko w stadionie widzę dużo większy potencjał.

Fotman - pomyślę trochę nad tym, bo w sumie jakiś ciekawy tekst o treningu do krótszych dystansów można by zrobić nawet teraz. Może chociaż rozmowa? Temat na pewno wart uwagi, a ja takie sprawy chętnie pokażę w Magazynie Bieganie.
26/01/2017, 16:44
#
Służę pomocą.
Z zastrzeżeniem, że będzie to raczej pomoc zaawansowanego amatora-weterana z pewnym doświadczeniem wyczynowym w młodości, a nie profesjonalnego trenera.
Jak chcesz się czegoś wstępnie dowiedzieć, to przejrzyj mojego minibloga na forum bieganie.pl (autor: fotman, tytuł: fotman- 400m).
26/01/2017, 20:00
#
Fotman:
"Nie ma portalu dla sprinterów. Nie ma, bo (chyba) nie ma zapotrzebowania. Dreptanie kilometrów ludziskom wystarcza".

Jak nie ma? Jest przecież "Sprinterzy.com"

Nie rozumiem zarzutu, że ktoś nie chce startować w jednej konkurencji, tylko musi w kilku. Jak chce to niech startuje w 2 lub 3, jego sprawa. Są/byli goście, którzy zdobywali na olimpiadach 2,3 a nawet 4 złote medale olimpijskie i co uważasz, ze to mięczaki, amatorzy albo słabeusze? Według mnie to zaleta, że ktoś potrafi wystartować np. 2-3 razy. Dzięki temu ma okazję się sprawdzić być może jedyny raz w roku.

Poza tym uważam, że warto być wszechstronnym i dobrze startować w kilku konkurencjach. Marcin o ile dobrze kojarzę startuję od 200 m do maratonu (100 m nie kojarzę). Oczywiście czasami start w kilku konkurencjach wpływa na jakość, ale to indywidualna sprawa, kwestia doboru konkurencji, harmonogramu ew. potraktowania jednej konkurencji treningowe (np. jako zając).

Pozdrawiam
27/01/2017, 08:07
#
Andrzej, jeżeli ktoś startuje w wielu konkurencjach i robi to dobrze to OK. Ale w przypadku weteranów przeważnie jest tak, że startują we wszystkim jak leci (czasem obskakują 5-6 konkurencji) i wszędzie słabo. I co z tego, że medale wpadają? Wpadają, bo konkurencja jest nieliczna i osiąga również kiepskie wyniki.
Ja wolę jak ktoś przygotuje się solidnie i startuje w jednej lub dwóch konkurencjach na dobrym poziomie. Też mógłbym wystartować w wielu konkurencjach, tylko wpłynęłoby to na poziom uzyskanych wyników. Nie da się pobiec 400m, zaraz pójść na skocznię i skoczyć w dal, a po godzinie polecieć np. 5000m, po drodze rzucić oszczepem, a wszystko to zrobić na dobrym poziomie.
Marcin startuje na prawie wszystkich dystansach, ale na MP startuje normalnie: 1-2 konkurencje (zbliżone do siebie charakterem) i ewentualnie sztafeta 4x400m (to raczej na lidze).
A sptinterzy.com to słabiutka strona internetowa, na której artykuły pojawiają się z częstotliwością raz na tydzień lub (szczególnie poza sezonem) rzadziej. Tam nie ma forum, które dawałoby możliwość jakiejś dyskusji. Komentowanie artykułów jest możliwe przez FB i robią to nieliczni. Aktywność komentatorów świadczy o poziomie zainteresowania ludzi tą tematyką- jest nikłe.
fanga w nos
28/01/2017, 20:59
#
fotmam, a ja nie widzę niczego złego w startowaniu w kilku konkurencjach nawet jak się jest jak piszesz słabo przygotowanym.
Pierwotny problem to frekwencja na zawodach, a nie uczestnictwo w wielu konkurencjach. Można dodać przewrotnie, że udział w wielu konkurencjach podnosi konkurencyjność Mistrzostw. Bez tego medal można by otrzymać bez walki, choć jak pisałeś nawet teraz zdarzają się konkurencje gdzie startuje np dwóch zawodników ;)

Ja póki co byłem na Mistrzostwach raz i zaobserwowałem zjawisko takie, że zawodnik był na stadionie, był zgłoszony, ale nie wystartował, bo ... nie miał szans na medal. A zorientował się przed startem.
Zatem jeśli będzie frekwencja, to zacznie się rywalizacja, specjalizacja i poziom wzrośnie.

A propos samego poziomu Mistrzostw. Z tym też jest różnie. Podałeś przykład ostatnich halowych na 800m, gdzie 2:09 dawało złoty medal, ale na ostatnich letnich Mistrzostwach zwycięzca nabiegał praktycznie w samotnym biegu 2:01.
To też nie jest szał, ale już nie takie hop-siup.
Sam też jesteś chlubnym przykładem.
W ogóle jak się popatrzy na przeliczniki punktowe, to sporo jest wyników z punktacją 900+ niestety w większości w kategoriach 55+ ;)

Apel do "dinozaurów" - rejestrować się, bo póki co w każdej kategorii jest maks. dwóch zawodników ;)

31/01/2017, 11:45
#
Marcin, a takie dłuższe wkręty na zawody typu City Trail by się nadawały? Jakie byś założył na takie 5 km?
Marcin Nagórek
02/02/2017, 11:21
#
Wszechstronność jest dobra, ale jeżeli chodzi o starty docelowe, trudno uzyskać wysoki poziom bez specjalizacji w określonej konkurencji. Ja przez całe życie w imprezach mistrzowskich poruszam się w konkurencjach najpierw 800-1500, potem 1500-5000 metrów. Okazyjnie biegałem dychy na mistrzostwach, ale tylko dlatego, że były poza terminem najważniejszych startów - tzn mistrzostwa Polski na 10 000 metrów to osobna impreza.

Starty jednego dnia - raczej nie do zrobienia na najwyższym poziomie. Chyba że coś w stylu bieg średni + start w sprincie typu sztafeta 4x400m. Kilkukrotne starty to opcja raczej treningowa.

Długie wkręty na Trail - tak, jeśli będzie śnieg i lód. Wtedy jak najbardziej. Ja w nich biegam w lesie po śniegu szybkie odcinki.
fanga w nos
02/02/2017, 13:24
#
Marcin na poziomie aktywnego zawodnika, który regularnie stratuje owszem - jeden start docelowy. Tu w ogóle nie mam co dyskutować, bo nie mam doświadczenia.

Jednak typowy weteran M40+ jest poza bieganiem uwikłany w różne sytuacje rodzinno-zawodowe i nawet nie ma się jak przetestować, a bez przeszłości zawodniczej po prostu nie wie na jakim dystansie będzie miał najbardziej wartościowe wyniki np. 400m czy 800m.

Właśnie planuję biec 800m i za 2h godziny dobić się 400m.
Wiadomo, że ten drugi bieg będzie relatywnie słabszy, ale jednak jakąś informację przyniesie.
Marcin Nagórek
02/02/2017, 20:53
#
Akurat 800 + 400 to jest całkiem sensowna kombinacja ; )
03/02/2017, 21:36
#
Marcin, za kilka lat wyzwaniem może być rekord Polski weteranów mojego dobrego znajomego w kat. M40 na 400m - 52,26 ;-) I dodam, że to był jego rekord życiowy,pamiętam tydzień wcześniej 1.59,20 na 800m. Bez wcześniejszej przeszłości zawodniczej.
Marcin Nagórek
03/02/2017, 22:19
#
To jest bardzo mocny rekord. Z 52,26 miałbym teraz problem, a co dopiero za 4 lata... Ale generalnie na razie planuję iść w dynamikę i biegi średnie, więc kto wie.
03/02/2017, 22:58
#
Jeżeli dobrze pamiętam to nabiegał to w wieku 42 lat ;-) Trenował wówczas z juniorami młodszymi,. m.in. z Damianem Pieterczykiem i swoim synem. Trening robiony był typowo pod biegi średnie.W tym samym sezonie bodajże 2.42 na hali w Grudziądzu. Wiem, ze regularnie biega do dziś, ale już bez startowania. Szkoda.Ciekawe co można było z tego wykrzesać w młodości?
04/02/2017, 16:50
#
@fanga w nos
Niestety, nie mogę się z Tobą zgodzić. Dla weterana start jednego dnia, z przerwą ok. 2 godzin, w dwóch tak wymagających konkurencjach jak 400m i 800m jest bez sensu. Nawet dla zawodowca byłoby to trudne.
Jeżeli 800m pobiegniesz na 100%, to 400m będzie zwykłym człapaniem. Taki start nie da Ci żadnego obrazu formy, nie dowiesz się który z dystansów jest dla Ciebie lepszy. Po prostu się zmęczysz.
No, chyba że chcesz oba dystanse pobiec na 90%.

@zaprawiony na bieżni
RP na 400m w kat. M40 ustanowiony przez Mirosława Szynkowskiego (1958) w 2000r był zawsze dla mnie wielką zagadką. Przyszedł człowiek znikąd, walnął rewelacyjny wynik i... zniknął. Zastanawiałem się przede wszystkim, czy miał przeszłość zawodniczą i dlaczego nigdy potem nie startował na letnich MPW? Przez chwilę zastanawiałem się też, czy ten wynik nie był skutkiem pomyłki sędziowskiej. Ale ta "teoria spiskowa" szybko upadła, gdy zobaczyłem jaki wykręcił wynik na 800m następnego dnia. Pomyłki nie było.
Napisz coś o tym tajemniczym Rekordziście Polski.
04/02/2017, 23:55
#
@fotman

Mirek był wykładowcą w-f w szkole SG w w Kętrzynie (dawniej WOP), wychował wiele pokoleń słuchaczy. Przeszłości zawodniczej typowo na bieżni nie miał, ale wiele lat trenował wojskowy wielobój. Niezwykle wszechstronny - np. w wieku 20 lat nauczył się pływać, by...później wykręcić w ramach wieloboju 1.10 na 100m! Był rewelacyjny w gimnastyce na przyrządach, strzelaniu, grach zespołowych.
Nie zgodzę się, że przyszedł znikąd i zniknął (choć takie może być wrażenie) - w latach 1999-2007 startował co dwa lata w World Police and Fire Games - światowych igrzyskach dla funkcjonariuszy służb mundurowych, biegając regularnie 2.00-2.03 na 800m oraz 52-55 na 400, do tego biathlon letni i wielobój. Nie wiem czemu nie startował na MPW, ale w 2006 r. startował w mistrzostwach europy w Poznaniu, zajmując w kat M45 lat (mając 48) 8 miejsce na 800m - 2.07.
05/02/2017, 23:22
#
Dzięki.

Znalazłem w Google: płk rez. SG Mirosław SZYNKOWSKI – miłośnik i promotor sportu, wielokrotny reprezentant i medalista Straży Granicznej w międzynarodowych zawodach sportowych (maratony, biathlon i triathlon).

Obecnie raczej sędziowanie i biegi uliczne- szkoooda.
Pewnie mógłby wiele pokazać w sporcie weterańskim na bieżni.
Mikołaj Raczyński
09/02/2017, 08:54
#
Marcin widzę, że kolejne starty za Tobą, czekam na jakiś wpis :)
Mateusz Piechnik
23/03/2017, 10:04
#
Ciesze się, że temat weteranów został tu mocno rozwinięty.
W tym roku skończyłem 33 lata i za dwa będę weteranem. Mam dużą ochotę wrócić do biegania.
Podstawa jakieś są, biegałem na studiach 100, 200, 400m. Od jesieni 2016 wznowiłem treningi.
Jak to wygląda od strony formalnej? Wystarczy licencja aby startować w zawodach dla weteranów, czy potrzebna jest przynależność klubowa. Mieszkam w Warszawie niedaleko stadionu Orzeł, który niestety jest dość zamknięty i wszystkie próby kontaktu na razie zawiodły.

fotman niedawno odkopałem Twój temat o 400m na bieganie.pl. Już mi pomógł i masz przynajmniej jednego czytelnika.
Myślę, że problem lekkoatletyki weteranów poza postrzeganiem w społeczeństwie to całkowity brak promocji tego sportu.
Sprinterzy.com maja całkiem przyzwoity kanał na You Tube, chociaż bardziej zaawansowani treningowo zawodnicy pewnie mało na nim zyskają.

Jeśli była by okazja wystartować gdzieś już w tym sezonie, nawet PK to pewnie bym się odważył, tylko nieco zniechęcają mnie formalności/biurokracja.
Za wszelkie rady i sugestie będę wdzięczny.

Pozdrawiam
Mateusz Piechnik
matteo20@wp.pl
Marcin Nagórek
23/03/2017, 16:34
#
Mateusz - Orzeł to koszmar, ale teoretycznie za 15 zł można tam wejść i trenować. Nie wiem jak teraz, ale kiedyś wieczorami można było przeskoczyć płot i nikogo nie było do pilnowania. Na krótkie odcinki coraz częściej zdarzają się szkolne bieżnie. W twoich okolicach jest przy Wspólnej Drodze, ale nie wiem, jak z dostępnością - płot stoi ; )

W mityngach warszawskich można coraz częściej biegać bez licencji jako PK, z opłatą rzędu 30 zł i one często są na Orle. Ale najprostsza sprawa to zapisanie się do klubu z licencją - może na Orle się da? Trzeba przekalkulować, czy bardziej opłacają się jakieś składki w klubie czy starty PK. Na weteranów licencji nie trzeba, ale tych zawodów jest mało.
Mateusz Piechnik
24/03/2017, 00:12
#
Dzięki za podpowiedź

Orzeł to tylko jedna alternatywa. Przez płot jeszcze nie skakałem, kilka razy wszedłem po prostu przez restauracje na beszczela, nikt nie pytał czy mam prawo czy nie.
20min od domu mam ogólnodostępna Agrykolę. Bieżnia zniszczona, ale są płotki, trochę sprzętu i fajne schody pod Pałac prezydencki tuż obok. 15min od domu mam leśna ścieżkę biegowa z wyznaczonymi odcinkami co 200m.

Jakaś przynależność klubowa była by fajna i mogła by zmotywować do treningów. Właściwie mam klub i licencję od kilku lat, ale kolarska.... :)
Na początku wolał bym wystartować w czymś łatwiejszym niż otwarty miting. To nic przyjemnego przybiec 20 metrów za przedostatnim na mecie, a tak by to teraz prawdopodobnie wyglądało. Start z weteranami (przy całym szacunku dla nich) chyba byłby mniej stresujący na początek. Są zawody dla amatorów na Agrykoli właśnie chyba Track Cup się to nazywa, ale najkrótszy dystans to 800m, trochę długi dla mnie.

Pozdrawiam
Marcin Nagórek
24/03/2017, 10:26
#
W razie czego 13 i 21 maja są Akademickie Mistrzostwa W-wy, o pewnie bardzo zróżnicowanym poziomie. Myślę, że tam start PK też jest możliwy. Tylko są chyba na AWF.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Wyjście z mroku
Następny: Powrót po chorobie
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Wrzesień 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin