14
09/2016
12:38
Trochę rozczarowująco, ale postanowiłem zakończyć tegoroczne ściganie się na bieżni. Nie sprzyja mi pogoda ani forma, nie widzę szansy na dalsze śrubowanie rekordów, skupiam się więc na kolejnym celu: tradycyjnym jesiennym maratonie.

Końcówka sezonu była rozczarowująca, zresztą cały sezon był taki, szczególnie w kontekście bardzo mocnego biegania na hali zimą. Pisałem już o słabym starcie na 3000 metrów. Dalej szło nawet gorzej. Na lidze w Częstochowie biegłem dystans 800 metrów i uzyskany wynik - 1:57,67, jest moim najsłabszym na stadionie od 2001 roku. Czyli od pierwszego sezonu, w którym ścigałem się na 800 metrów. Tydzień później walczyłem w Łodzi na 1500 metrów. Było nieco lepiej, ale wynik to i tak tylko mocno przeciętne 3:55,42. Pokonałem tam 1 km po drodze w 2:38, czułem się całkiem dobrze, ale nie miałem rezerwy mocy na przyspieszenie, jakiego oczekiwałem.

Teoretycznie mógłbym ścigać się dalej. Latem pobiłem na stadionie jeden rekord Polski weteranów - na 800 metrów, 1:54,45. Myślę, że mógłbym jeszcze podbić na tyle formę, żeby trochę urwać z tego wyniku. Rok temu pobiegłem 1:53,08, na hali 1:53,81. Sęk w tym, że jest to ryzykowne, trochę mi się już nie chce, a na horyzoncie widzę nowe cele. Dlatego podjąłem ciężką decyzję - odstawiam stadion na te kilka miesięcy, jakie zostało do sezonu halowego. I równocześnie próbuję wyciągnąć wnioski.

Zdecydowanie nie miałem ostatnio formy, jaką złapałem zimą. Brakowało mi błysku, samego końcowego podbicia dyspozycji. Forma ogólna jest na całkiem dobrym poziomie i czuję się dobrze. Stałem się jednak nieco przyciężkawy, ociężały. Bardzo dobrze widać to było w Łodzi, gdzie biegłem całkiem dobrze technicznie, równo, ale zupełnie bez luzu. Myślę, że złożyło się na to parę czynników, które można podsumować krótko: zacząłem biegać zbyt wolno w treningu. Moja bardzo dobra zima wypłynęła z mało objętościowego, ale intensywnego treningu. Codziennie biegałem szybko i to mnie pięknie napędzało. Nie traciłem dynamiki, waga trzymała się w normie mimo ciężkiej pracy siłowej. Latem pojawiły się jednak dodatkowe czynniki. Po pierwsze, upał, który bardzo źle znoszę i związana z nim alergia. Nawet po tych ostatnich wolnych biegach to wróciło: zatkany nos, łzawiące oczy, kichanie, kaszel. Ogólnie czułem się oklapnięty. Na startach już na rozgrzewce byłem rozlazły, przymulony, przegrzany. A wrzesień bardzo nie sprzyjał - to chyba najgorętszy koniec lata w moim życiu. Męczyłem się strasznie i ta pogoda też zdecydowała o zakończeniu sezonu stadionowego. Upał był pierwszym czynnikiem, który sprawił, że w treningu zacząłem biegać wolniej.

Drugi: wraz z latem i upałem moje trasy w lesie znacznie się spiaszczyły. Biega się po nich znacznie trudniej i nie sprzyja to zachowaniu odpowiedniej dynamiki. Biegam wolniej, a im biegam wolniej, tym trudniej biegać mi szybko. I trzeci czynnik: zmęczenie po zawodach. Latem regeneruję się słabo, a startów było więcej. Początek sezonu był obiecujący, w gruncie rzeczy podobny do tego z hali. Ale zamiast się rozpędzić, potem zacząłem zwalniać. Zbyt duże nagromadzenie startów dobiło mnie i w przyszłości muszę się trzymać mądrej zasady z zimy, kiedy poza drobnymi wyjątkami startowałem tylko co 2-3 tygodnie.

Te wszystkie drobne czynniki sprawiły, że moje prędkości treningowe spadły i straciłem dynamikę. Próbując to nadrobić, zwiększyłem objętość - nawet dwukrotnie w stosunku do zimy. To jednak w niczym nie pomogło, a wręcz mnie osłabiło. Straciłem szczytową formę i jej odzyskanie potrwałoby teraz kilka tygodni, dłużej niż pozostało do końca sezonu na stadionie. Widzę też, że coraz słabiej znoszę trening, który kiedyś mnie pięknie budował: piekielnie intensywne akcenty i spokojne dni pomiędzy. Teraz muszę trzymać akcenty w ryzach i biegać pomiędzy nieco energiczniej. To rodzi ryzyko rozmycia się treningu, ale przy odpowiedniej równowadze znakomicie mnie buduje.

Na jesień pozostał mi jeszcze jeden cel: maraton. Ponieważ ogólnie czuję się dobrze, jestem wybiegany, mocny siłowo i wytrzymałościowo, spodziewam się, że w sprzyjających warunkach mogę wykręcić życiówkę. To był kolejny argument do rezygnacji z ostatnich weekendów na bieżni. Pierwotnie maraton miał być zupełnie na luzie, z zerowym przygotowaniem specyficznym. Teraz jednak wykorzystam te wolne dni na zrobienie kilku dłuższych treningów i próbę rozpędzenia się w treningu. Jeśli to zagra, jesień wyjdzie lepiej niż lato. Pewnym problemem jest, że chciałbym równocześnie wrócić do szybkiego biegania z zimy, czyli regularnego śmigania rozbiegań w crossowym terenie w tempie w okolicach 4:00/km, a równocześnie zrobić kilka dłuższych akcentów. Jedno trochę kłóci się z drugim. Jak zwykle będę celował w pewien punkt równowagi.



Ironią losu jest, że na koniec sezonu, gdy biegam dość słabo, mocno poprawił się stan achillesa. To efekt włączenia ćwiczeń rozciągających, niektórych wykonywanych kilkanaście razy w ciągu dnia. Ostatnio nie miałem większych problemów nawet po startach na bieżni. Coś tam pobolewa, ale niezbyt mocno. Szkoda, że nie idzie w parze z szybszym biegiem. Waga stoi lub nawet rośnie, ale też nie bardzo z tym walczę. Tzn nie mam motywacji do trzymania żelaznej diety. Doszedłem do wniosku, że spróbuję to zrobić na stary sposób: jeść do oporu, ale jednocześnie biegać bardzo intensywnie. Do tego wrócę do ćwiczeń siłowych, ale spróbuję w większym stopniu iść w kierunku dynamiki. Eliminacja ćwiczeń się u mnie nie sprawdza. Poza tym na przyszły sezon muszę pomyśleć nad takim trenowaniem, żeby mimo upału być w stanie utrzymać ciągłą, dość wysoką intensywność wysiłku. Nawet dalszym kosztem objętości. Niestety, po 17 latach treningu trzeba kombinować w celu uzyskania szczytowej formy - przestaje to być łatwe i automatyczne.
Kategoria: Trening 2016
Komentarze: (4)
Zaktualizowano: 14/09/2016, 18:52

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

14/09/2016, 20:29
#
Szok, jak można męczyć się latem! Przecież leżenie na słoneczku to najlepsza regeneracja potreningowa EVER! Niesamowite jak różne są organizmy :-)
14/09/2016, 22:53
#
Jak zwykle super precyzyjna analiza. Daje to do myślenia i zachęca do wyciągania własnych wniosków!

Też walczę z achillesami (oba na raz), też rozciągam, wałkuję, wzmacniam, nakłuwam, smaruję, masuję, uciskam, rozluźniam, rozgrzewam, schładzam, rehabilituję, uderzam falą - ale żeby tak 11 razy dziennie??? Dodatkowo, powróciłem do biegania bardziej z pięty - zauważyłem, że trochę przedobrzyłem z próbą biegania ze środstopia. Podczas biegu w fazie lotu kierowałem czubek butów do dołu aby spadać na śródstopie. Napinało to łydkę już w fazie lotu i na tym napięciu lądowałem - w efekcie doprowadziło to do bólu/osłabienia/stanu zapalnego/zwapnień w okolicy kaletki. Nie biegam od marca, mam nadzieję rozpocząć sezon od listopada. Oby. Czy sądzisz, że manipulowanie z techniką biegu mogło być głownym powodem przesilenia achillesów? Zdrówka!
Marcin Nagórek
15/09/2016, 20:39
#
Asia, mnie rozwala alergia i dlatego latem jestem taki zdechły. A zimno mnie konserwuje. Adam - raczej nie szukałbym problemów w samym bieganiu na śródstopiu. Takie bieganie jest poprawną techniką, a jeżeli Ci szkodzi, to znaczy, że coś innego gdzieś szwankuje...
fanga w nos
20/09/2016, 19:29
#
A mnie najbardziej podoba się wątek dotyczący diety, tzn.
jeść do oporu, ale jednocześnie biegać bardzo intensywnie.

Bardzo mi bliskie, po kilku próbach stosowania różnych diet stwierdzam, że aktywność fizyczna to najlepsza dieta.
Każda inna choćby minimalnie obciążająca psychicznie wcześniej czy później skończy się niepowodzeniem.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Bieganie w sierpniu
Następny: Jesienny maraton
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Lipiec 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin