10
05/2016
12:45
Kolejne dwa tygodnie więcej do peselu, a w treningu niewiele się zmienia. Zaliczyłem kolejny start, nieco odpuściłem trening siłowy, ale i tak wciąż nabieram masy. Powoli wchodzę w pełny tryb startowy.

Poprzedni tydzień był bardzo mocny treningowo i po tym chyba zawsze dość słabo czuję się na zawodach. Wchodząc w tryb startowy, muszę ograniczyć prędkość niektórych rozbiegań i zmienić nieco układ akcentów. Biegałem szybko, a po powrocie z technicznej siły kilometr przyspieszenia machnąłem w lesie w 3:04. To mocno, nawet bardzo mocno. Zdarzały mi się rozbiegania crossowe w lesie, które w całości robiłem poniżej 4:00/km. Do tego w poprzednim tygodniu 10x500 metrów biegane pod górkę. Nachylenie i prędkość niezbyt duże, ale trochę to odczułem. W minioną niedzielę zawody w Puławach na dystansie 1000 metrów. Wygrałem zdecydowanie, ale wynik dość rozczarowujący - 2:30,20.


Tu jeszcze po poprzednim starcie

Puławy jakoś niespecjalnie mi leżą. Byłem tam po raz drugi w życiu i drugi raz jestem niezadowolony. Czas nie jest może jakoś specjalnie zły, raczej przeciętny. Nie podobało mi się jednak własne samopoczucie i warunki zewnętrzne. Pogoda była tego dnia bardzo dynamiczna - kiepska rano, potem się pięknie wypogodziło. Dwie godziny przed biegiem zachmurzyło się straszliwie, a wiatr był tak silny, że przewrócił sprzęt na murawie. Godzinę później zrobiło się znowu fajnie - wyszło słońce, wiatr zelżał. Widać było, że warunki zależą od szczęścia i nie przewidzi się ich do końca. Dlatego padło kilka niecenzuralnych słów, gdy tuż przed samym startem znowu przyszły chmury, wiatr dmuchnął i zaczęło lekko padać. Wcześniej razem z Arturem Kernem, z którym znowu miałem się okazję ścigać, obserwowaliśmy zamontowany na finiszowej prostej oldskulowy wiatrołap - pokazujący, w którą stronę wieje i jak mocno. Było bardzo zmiennie i w sprintach zdarzały się serie z nieregulaminowym, ale pomagającym wiatrem + 2,4, a po chwili przeciwnym 3,1 m/s. Przy tak krótkim dystansie te podmuchy maja spore znaczenie, bo sekundy uciekają błyskawicznie.

W czasie biegu zerkałem na wiatrołap, który stał tuż przy bieżni - wszystkie trzy proste i kolejny wiraż pod wściekły wiatr! Co więcej, nic nie dało się zyskać na dwukrotnie pokonywanej prostej przeciwległej, bo tam było osłonięte i podmuchy nie chciały pomagać. Pierwotnie chciałem iść mocno sam od startu do mety, ale po rozmowie z kolegą i widząc wiatr, umówiłem się, że on zacznie pierwsze okrążenie Nie dał jednak rady - biegł za wolno i wyprzedziłem go po 300 metrach. Po pierwszym kółku byłem już 3 sekundy w plecy, a nadrobić nie bardzo było jak, bo czekały mnie dwie proste pod wiatr. Do tego czułem się jakoś słabo, ociężały. Po 700 metrach puściłem przed siebie Artura, bo musiałem wyluzować psychicznie, nie dawałem rady iść sam w mocnym tempie. 150 metrów relaksu i ruszyłem znowu mocno finisz, odskakując zdecydowanie, chociaż wiatr znowu zabijał. Czas na mecie rozczarowujący, bo celowałem minimum w 2:28, a liczyłem na 2:26. Rok temu zacząłem sezon jeszcze wolniej, bo w 2:32, ale wtedy w Łomży wiało chyba jeszcze gorzej i było bardzo zimno. Generalnie szału nie ma, ale tragedii też nie.


Wchodzimy na ostatnie okrążenie. ja z przodu, za mną - Artur Kern

To, na co muszę zwrócić uwagę, to kontrola wagi. W ostatnich tygodniach pasłem się jak kulturysta, do ćwiczeń dorzucając opychanie dużą ilością wołowiny, do tego nie szczędząc sobie dodatków takich jak figi, miód czy lody Haagen Dazs - 1200 kcal jedno pudełko! Lizę sobie kalorię w niektórych dniach i ostatnio w porywach przekraczałem 5000 kcal. Efektem była rekordowa od dawna masa, mimo przecież wysokiej intensywności treningu - 73/74 kg w dniu startowym, podczas gdy moja najlepsza waga to 70, a rekordowa - 67. W tym roku nie chcę ważyć tak mało, ale nie ma też sensu przenoszenie zbędnego balastu. Jeśli w dniu startowym spadnę do 71/72, będzie to ogromna różnica w samopoczuciu. Wołowina idzie więc na razie w odstawkę, podobnie jak podwójne McRoyale w zestawie powiększonym w McDonaldzie, na które pechowo zawsze znajduje się okazja.

Cały czas zmagam się z ćmiącym achillesem i przede wszystkim skasowanymi łydkami. To moja naturalna przypadłość, związana ze stylem biegu, ale na hali mi nie dokuczało. Teraz, może ze względu na szybkie biegi, łydki mam cały czas wykończone. Pracuję intensywnie nad rozciąganiem pospinanego dwugłowca i postawą, ale godziny spędzone przed komputerem robią swoje.

Kolejny weekend spędzę w Trójmieście, gdzie w ramach rozbiegania pobiegnę kawałek maratonu z Mezo. Tu był mały dramat, który na razie niewiele się poprawił. Jacek wspaniale przetrenował zimę, zaczął sezon od mocnego uderzenia na dyszce, ale potem przyszedł mega kryzys. Zaatakowało go na kilku frontach - akurat ocieplenie, przesilenie wiosenne, straszliwie pospinane mięśnie i konieczność wdrożenia długich, ciężkich treningów do maratonu. Najgorszy moment. Efekt był taki, że w ciągu ostatniego miesiąca trening praktycznie nie istniał. Jacek biegał tylko luźne rozbiegania, a co parę dni robiliśmy próbę delikatnego akcentu, żeby ocenić, czy coś się zmieniło. Z perspektywy czasu widać, że najlepiej byłoby od razu zrobić tydzień czy nawet dwa wolnego, ale trudno było przewidzieć, że kryzys będzie aż tak głęboki. W efekcie planowane na wiosnę 2:45 musi poczekać. Jeszcze tydzień temu wątpliwe wydawało się nawet złamanie 3 godzin, bo Jacek na rozbieganiach był ledwo żywy. Ostatnie 10 dni to jeszcze krótsze treningi, do tego tylko co drugi dzień... i coś się ruszyło. W niedzielę było nieco lepiej. Dlatego w maratonie w Gdańsku atakujemy razem w tempie mojego rozbiegania, czyli lekko powyżej 4 minut na kilometr i jeśli uda się zrobić jakąkolwiek życiówkę, przyjmiemy to z pocałowaniem w rękę. Potem odpoczynek i dalsza walka, bo Mezo jest mocny i nie pęka.

Mój następny start będzie prawdopodobnie w końcu na 1500 metrów, ale nie jest to jeszcze przesądzone. Ważą się losy najbliższych biegów, dlatego nie mogę planować niczego konkretnie. Skupiam się więc na chwili bieżącej, ćwiczę, biegam, pilnuję z jedzeniem... i zobaczymy, co dalej.
Tagi:
Kategoria: Trening 2016
Komentarze: (16)
Zaktualizowano: 10/05/2016, 13:08

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

Piotr Stanek
10/05/2016, 18:14
#
Marcin
ja wiem, że McDonald kusi ale nie daj się. Junk food daje Ci junk kalorie ;)
Od czasu do czasu można, jednak przecież są lepsze opcje :)

Co do Mezo. Wiem, że po fakcie to każdy mądry ;) ale odpoczynek przydałby się wtedy. Lepiej coś odpocząć, niż się przetrenować. Ogólnie pisząc.
Co do maratonu to trzymam kciuki, walczcie i dajcie z siebie wszystko ;)




11/05/2016, 08:57
#
Szczerze mówiąc to mój życiowy realizm nakazywał mi być sceptycznym wobec porwania się przez Mezo na ekstremalnie szybkie bieganie ale... lubię go a kiedyś nawet dużo słuchałem jego muzy (często podczas biegania) i może dlatego kibicuję mu ze wszystkich sił i chciałbym aby zawstydził mój brak wiary w jego ambitne cele.
Marcinie też dasz radę, aby do wiosny, kurczę wiosnę już mamy więc aby do lata. ;)

Marcin Nagórek
11/05/2016, 13:41
#
Piotr - kalorie to kalorie, nie ma lepszych i gorszych. Zdziwiłbyś się, jak się odżywiają wyczynowi sportowcy. Na pewno mają na tym punkcie mniejszą zajawkę niż amatorzy. A ci, którzy nie muszą dbać o wagę, np. miotacze... jadą prawie na samych "pustych" kaloriach, w tym litrach piwa dziennie.

Mezo długofalowo na pewno da radę. Największy problem jest z wyborem celu, bo maraton to dla niego najgorszy dystans. A taką piątkę czy dyszkę mógłby biegać docelowo na poziomie półwyczynowym. No ale cóż, działamy i zobaczymy, co da się zrobić. Swoją drogą, to ja go wcześniej nie słuchałem, a teraz i owszem ; )
Kuba wnogi.blog.pl
11/05/2016, 14:26
#
Jeśli dobrze pamiętam, to w Puławach chyba nie położyli też najszybszego tartanu, więc to pewnie też swoją rolę odegrało. Ale wynik 2:30 na otwarcie sezonu w takich warunkach nie do pogardzenia :P

Mam pytanie odnośnie Twojego komentarza powyżej - co rozumiesz przez poziom półwyczynowy na piątkę czy dychę :D?
Marcin Nagórek
11/05/2016, 16:17
#
Te Puławy są jakieś lewe po prostu ; )

Poziom półwyczynowy? 15 minut na 5 km i 31 na dychę : ) Czyli to, co biega np. Kuba Pudełko.
Kuba wnogi.blog.pl
12/05/2016, 10:48
#
OK, przekażę Kubie, żeby uważał na Mezo ;)
Marcin Dutka
12/05/2016, 12:36
#
bieganie czasami potrafi tak zdołować że człowiek ma dość,szkoda Mezo bo na 2:45 trzeba dużo pracy włożyć bardzo dużo, ale jak to mówią nie od razu Kraków zbudowali coś o tym wiem. A co do ciebie Marcin 2,30 na początek to całkiem nieźle tym bardziej że warunki tragiczne wiemy co wiatr morze z nami zrobić, a poza tym jak pisałeś wcześniejsze początki miałeś gorsze bo 2,32.także jest dobrze.

pozdrawiam.
17/05/2016, 09:32
#
Serwus, gratuluję bloga, świetnych artykułów w magazynie "Bieganie" oraz wyników sportowych. Jestem po debiucie maratońskim w Gdańsku. Miałem też przyjemność posłuchać Mezo na panelu dyskusyjnym i ciekaw byłem jego wyniku. Złamał 3 h, ale apetyty miał większe. No i już od 27 km walczył na trasie z kryzysem. Pytanie laika: czy dwa maratony biegane na maksa w tak krótkim czasie to nie za dużo?
Marcin Nagórek
17/05/2016, 13:45
#
Jeśli chodzi o Mezo, to sprawa jest dość prosta: apetyty były dużo większe, ale dwa miesiące temu. W kwietniu po starcie na 10 km Jacek wpadł w potężny kryzys treningowy, nie był w stanie regenerować się odpowiednio i w efekcie w ostatnim miesiącu praktycznie nie trenował. Gdyby był wyczynowcem lub nie miał żadnych zobowiązań, w kwietniu zrobiłby dwa tygodnie wolnego i zrezygnował ze startu w maratonie. Ponieważ w Gdańsku miał już od wczesnej wiosny umówiony koncert, wykład i start, zdecydowaliśmy, że spróbujemy jakoś dotrwać do tego biegu.

W ostatnim miesiącu robił tylko krótkie, łagodne treningi i zdecydowanie nie był przygotowany na ostre ściganie. Dwa tygodnie przed startem nie był w stanie przebiec więcej niż 3 km w tempie maratonu! Mieliśmy nadzieję, że będzie w stanie pobiec życiówkę nawet bez specjalnego przygotowania, po samym odpoczynku, ale tempo utrzymywane w pierwszej części dystansu, w mocno wietrznych warunkach, okazało się za ciężkie. W tych okolicznościach złamanie 3 godzin było pozytywną informacją i jesteśmy z tego startu umiarkowanie zadowoleni. Jacek jak na amatora trenuje piekielnie ciężko, celując w szybkie bieganie i taka wpadka to konsekwencja podjętego ryzyka. Równocześnie jednak spodziewam się, że długoterminowo przyniesie to wyniki na wysokim poziomie - czego pierwszym wskaźnikiem jest dycha w 35 minut, osiągnięta w marcu. To jednak tylko pierwsze słowo ; )

Co do dwóch maratonów: wiele zależy, jaki jest cel. Biegając na zaliczenie, można machnąć dwa starty w krótkim czasie. Gdy biega się na wynik, jest to już bardzo ryzykowne. Na poziomie wyczynowym nikt nie podejmuje takiego ryzyka. Jeśli ma się wybór, odradzałbym, chociaż warto zauważyć, że są osoby mniej i bardziej predestynowane do częstych startów.
Jarosław Jagieła
18/05/2016, 09:50
#
Jako baczny obserwator "wyzwania Mezo" pozwolę sobie skwitować ostatnie fakty następującym cytatem:

"...Ktoś sprawił że mam chęć walczyć jak Dawid,
i powstrzymywać bieg pędzących lawin.
To chyba ważne, że utrzymuję tą basztę
i po burzy czekam na tęczę nad miastem.
Ważne gdy patrzysz z nadzieją,
Że ta niedziela nie będzie ostatnią niedzielą.
Że jak sobie pościelą ludzie tak się wyśpią.
Jaką postawę przyjmą taką ujrzą przyszłość."

Wytrwałości dla Ciebie jako Trenera i dla Jacka!
18/05/2016, 22:45
#
A jak radzi sobie pozostała część grupy? Niestety nie występują jako Nagor Team więc ciężko ich odnaleźć ;)
19/05/2016, 13:09
#
Zabiorę głos jako 'pozostała część grupy' Robimy postępy, bo pod takimi skrzydłami inaczej się nie da ;)
Oznaczenie grupy, choćby podczas startów, jako np Nagór Team byłoby fajne, bo zawsze ciekawość gdzieś gryzie czy jakiś podopieczny Marcina obok nie biegnie. Poza tym i trenerowi też miło będzie jak ujrzy swoje nazwisko na pudle :)
Daj znać Marcin czy nie masz nic przeciwko, a narodzi się nowa mocna grupa biegowa która kiesyś może przegoni kenijskich kolegów ;)
20/05/2016, 09:34
#
to i ja się odezwę w imieniu "pozostałej części grupy",

42 lata, 81kg u Marcina od 2 lat. W drugim pod jego okiem(po prawdzie w trzecim, ale jednego nie ukończyłem z powodów żołądkowych schodząc z trasy jeszcze grubo przed 30-tym kilometrem) maratonie 03:23:31 i poprawa życiówki o 14,5 minuty. To było w ostatnią niedzielę tyle, że w Krakowie gdzie trasa była naprawdę wymagająca a wiatr nie mniejszy niż w Gdańsku. W pierwszym też była życiówka 7 minutowa. Na pozostałych dystansach od 5km wzwyż również co bieg to życiówka :)
Trening jest tak ułożony, że najpodlejszy nastrój w tygodniu wypada zawsze w poniedziałki i piątki - kiedy są dni niebiegowe. A tak to radość w najczystszej postaci :)
Jeśli będzie na to błogosławieństwo to z przyjemnością będę zapisywał się jako Nagor Team :)
r.
22/05/2016, 19:13
#
Cześć,

trenuje u Marcina od 10 miesięcy, od wczoraj nowa życiówka na 10km - 30.31

pozdrawiam resztę drużyny
24/05/2016, 12:36
#
cześć, mam pytanie do osób trenujących pod okiem Marcina - jestem ciekaw czy plany treningowe podane przez Marcina na maratonypolskie.pl znacznie różnią sią od Waszych obecnych planów treningowych??
Marcin Nagórek
24/05/2016, 17:47
#
Nie mam nic przeciwko temu, żeby ktokolwiek startował pod moim szyldem. Jednocześnie nie ciągnie mnie taka ostentacja i wielu zawodników też, dlatego pozostawiam to każdemu do wyboru. Progres zawodników trudno śledzić, nie znając wcześniejszego poziomu, zakresu współpracy, jej czasu, celów itd. To są sprawy między mną i biegaczem, tym bardziej, że w grę często wchodzą różnego rodzaju zagadnienia związane ze zdrowiem i osobistymi planami.

Przemek, odpowiem Ci na pytanie ja, bo wiem najlepiej. Plany są jednocześnie i podobne, i nie ; ) Pewne klocki występują niemal u każdego podopiecznego, np. przebieżki czy krótkie podbiegi. Inne - rzadziej. Często pojawiają się podobne formaty zabaw biegowych. W treningu kluczowe jest jednak co się konkretnie robi i kiedy. To jest różne, zależy od zbyt wielu czynników. Jeśli weźmiemy biegaczy skrajnych - bardzo mocnych szybkościowców czy bardzo mocnych wytrzymałościowców, okaże się, że ich trening prawie w ogóle nie jest podobny do tego, co rozpisałem na maratonach. Np. u niektórych jest bardzo silny udział interwału, u innych bardzo niski. Do tego dochodzą niestandardowe przygotowania, np. ktoś startuje w biegach krótkich jak ja, a na koniec sezonu biegnie maraton.

Jeśli weźmiemy natomiast "uśrednionego" biegacza, o przeciętnej charakterystyce, trenującego do konkretnego dystansu, to ogólny schemat treningu będzie bardzo podobny do tego, co jest na maratonach. Różnić się będzie jednak objętość treningu, obecność mocnych akcentów w mikro- i makrocyklu i dopasowanie planu pod konkretny start. Są tacy, którzy trenują u mnie najciężej w życiu, a innym obciąłem trening o połowę. Nie da się tego określić w jednym zdaniu, nawet w kilkunastu. To sprawa bardzo indywidualna i każda odpowiedź będzie inna.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Listopad 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin