24
04/2016
16:54
Ostatnie dwa tygodnie były znamienne - zacząłem pierwsze starty sezonu letniego. Na razie spokojnie, na różnorodnych dystansach i bez celu wynikowego. Tym niemniej plan jest jasny: stopniowe podbijanie formy startowej.

Pierwsze pozatreningowe bieganie miało miejsce w Łodzi, podczas Akademickich Mistrzostw Polski w Biegach Przełajowych. Trudny dla mnie start, na dystansie 4,5 km. Przed zawodami zakładałem cel minimum na pierwszą dwudziestkę, cel optimum na pierwszą dychę, a marzeniem była pierwsza piątka. Dzień przed obejrzałem listy startowe i widziałem, że nawet o pierwszą dychę będzie ciężko. Nie jestem i nie byłem nigdy typem przełajowca, a na starcie pojawiło się sporo mocnych zawodników. Ja do szybkiego biegania potrzebuję twardej, rytmicznej nawierzchni. Co więcej, nie czułem się wypoczęty. Zaliczyłem pięć tygodni z rzędu ciężkiego, równego treningu siłowego, ćwicząc codziennie prawie bez przerw. Zmęczenie skumulowało się w nogach, czułem się mocno wygnieciony i obolały. Do tego doszły drobne błędy, niewybaczalne przy tej dyspozycji: nieco za szybki początek, nieco za mocne szarpnięcie w środku, słabo dobrane kolce. W efekcie na ostatnim kilometrze zamiast mijać, sam byłem mijany i w sumie ledwo dotoczyłem się do mety na 20 miejscu. Cel minimum zrealizowany. Tempo wyszło mniej więcej na 3:08/km, płasko, ale dwie bardzo solidne górki o długości 100 metrów. Druga kompletnie mnie zabiła, ale przełaje przetrwane.

Tydzień później tegoroczny debiut na stadionie - w miniony weekend. Pierwotny plan zakładał start na 5000 metrów i walkę o wynik w granicach 14:40, na tyle spodziewałem się biegu. Zmieniłem koncepcję, kiedy okazało się, że nie będzie odpowiednio mocnych rywali, a pogoda do niczego. Wystartowałem w tym samym mityngu w biegu na milę, a 5000 metrów półtorej godziny później w formie roztruchtania, walcząc nie o czas, a o miejsca i nagrody. Było ciężko, bo nie dość, że diabelnie zimno, to jeszcze stadion w Postominie jest najgorszy w Polsce pod względem nawierzchni. Leży tam treningowy tartan podwójnej grubości, niesłychanie miękki. Nie da się z niego porządnie odbić, można więc nazwać te biegi przełajami na bieżni. Pasuje tym samym zawodnikom, którzy są mocni w terenie.


Na rozgrzewce w Postominie. Opaska, kaptur, rękawiczki i ciepła bluza - nie byłem tak ubrany od lutego. Zimno było obezwładniające.

Mila okazała się udana. Bieg był przeraźliwie wolny, rozgrywany w podmuchach lodowatego wiatru. 1 km pokonany w 2 minuty i 53 sekundy. To śmiertelnie wolno i czułem się jak na rozbieganiu. Przy tym tempie wszystko się może zdarzyć bo niemal każdy ma siłę na mocny finisz. 500 metrów przed metą ruszył jeden z rywali, za nim Ukrainiec, który wydawał się najmocniejszym przeciwnikiem. Trzymałem ich dość luźno, wiedząc, że jest jeszcze za wcześnie na mocne szarpanie. 250 metrów przed metą włączyłem dopalanie, ruszyłem mocno i szybko minąłem obu. Jak się okazało, finisz był aż za mocny. Na mecie byłem z bezpieczną przewagą 1,5 sekundy, a już w połowie ostatniej prostej mogłem się obejrzeć, rozluźnić i zwolnić. Rywale od razu zostali mocno z tyłu. Rozkręciłem nogi trochę za mocno, mając przed sobą perspektywę piątki. Właściwie jednak po ciężkim przełaju nie spodziewałem się, że jestem w stanie tak mocno depnąć, wyszło to nieco mimowolnie. Ostatnie 400 metrów prawdopodobnie poniżej 57 sekund, ostatnie 200 metrów poniżej 28, po wolnym kilometrze ostatnie 600 metrów wyszło (po korekcie o 9 metrów więcej w mili) w mniej więcej 1:28. Nie uważam tego za szczególnie szybko, ale to jednak tempo na 3:40 na 1500 metrów. Podsumowując: udany start i zwycięstwo w dość ciężkich dla mnie warunkach pogodowo-terenowych.

Odpocząłem 45 minut i wyszedłem na rozgrzewkę przed 5 km. Nogi ciężkie, ale tego się spodziewałem. Różnica samopoczucia była ogromna. Bieganie w takiej kolejności, z pierwszym, bardzo intensywnym biegiem na początku, jest trudniejsze niż odwrotnie. Pierwszy kilometr pokonany w spacerowe 3:10 i wcale nie czułem się luźno. Przeszkadzał nadal wściekły, lodowaty wiatr. Drugi kilometr w 3:07 i tam z grupy uciekł jeden z młodych przeciwników. Nie goniłem go, bo powiedziałem sobie, że nieważne, co się będzie działo, pierwsze trzy kilometry biegnę wolno. Po pewnym czasie młodego zaczął gonić kolega z bieżni, Daniel Chuchała. Usadowiłem się za jego plecami i spokojnie lecieliśmy swoje, na drugim i trzecim miejscu. Nogi robiły mi się coraz cięższe, ale mimo wszystko zakładałem cały czas zwycięstwo. Do zawodnika przed nami mieliśmy może 30-40 metrów straty. Zakładałem, że nieco osłabnie i dojdę go na finiszu. To się jednak nie ziściło. Spodziewałem się, że będę w stanie przebiec ostatnie 300 metrów w 45 sekund i że to wystarczy. Rzeczywiście by wystarczyło, ale zmęczone nogi nie były w stanie odpowiednio odbijać się od miękkiego tartanu i wykręciłem tylko ok. 50 sekund. Ostatnie 100 metrów już odpuściłem, mając bezpieczną przewagę nad Danielem i widząc, że nie dojdę młodego. Wynik 15:30 na mecie jest moim drugim najgorszym w życiu. Gorszy miałem tylko po dublu na mistrzostwach Polski, gdzie w upale pobiegłem mocno 1500 metrów, a już 20 minut później była piątka. Dobiegłem wtedy ostatni w 15:50. Tu było lepiej, ale i przerwa między konkurencjami dużo dłuższa. Były to dwa względnie udane starty, ale łączenie konkurencji w ten sposób to mordercze zadanie. Zaliczyłem jednak fajne bieganie i dobry bodziec treningowy.


Świetne zdjęcie z finiszu biegu na milę. Kończę na luzie, rywale cierpią. Oby tak było zawsze ; )

Wydaje się, że jestem w niezłej dyspozycji i powinno być tylko lepiej. Cały czas mam nadzieję na życiówkę na 1500 metrów w sezonie, co byłoby świetnym osiągnięciem. I mocno poprawionym rekordem Polski M-35, należącym obecnie do słynnego Bogusława Mamińskiego, wicemistrza świata na 3000 metrów z przeszkodami. Wciąż jestem mięśniowo obolały i cały czas pomiędzy startami pracuję nad siłą ogólną i motoryką. To z jednej strony dobry sposób na sukces, a z drugiej - duże ryzyko. Jestem typem zawodnika, który na start musi być mocno wypoczęty. Wszelką pracę siłową muszę odpuszczać wcześniej, bo inaczej jestem kompletnie oklapnięty - tak jak w przełajach w Łodzi.

Ostatnie dwa tygodnie odbyły się też, niestety, pod znakiem nawracającego bólu achillesa. Nałożyło się zmęczenie mięśniowe oraz zaniedbanie rozciągania całego pasma z tyłu. Dwugłowiec spięty, łydka spięta, walczę z tym znowu. Na razie wielce mi nie przeszkodziło w treningu, bo śmigałem, ale muszę się pilnować. Ogólne zmęczenie wzięło się m.in. z tego, że zarówno w treningu biegowym, jak i siłowym wskoczyłem ostatnio na znakomity poziom. Rozbiegania wciąż na crossie, ale często na lżejszych kilometrach kręciłem się w okolicach 3:50/km. Rozruch przed startem cały w okolicach 3:50, w tym wtoczyłem się w 4:01 na mój najcięższy odcinek, prowadzący prawie cały czas pod górkę, z zakrętem o 180 stopni i dwoma o 90 stopni. Takie bieganie niesłychanie mnie wzmacnia, ale i daje w kość. W przełajach czułem się sflaczały, w Postominie było tylko trochę lepiej. Mimo wszystko dobry finisz, dobra prędkość, nadal jednak nie jestem zadowolony ze swojej motoryki, szczególnie w końcówce biegu. Żeby dojść do poziomu 54-53 sekund finiszu z wolnego tempa, muszę być silny, sprawny i technicznie bez zarzutu. Taki finisz zapewni mi zwycięstwo w większości biegów rozgrywanych w Polsce i da szanse na medal mistrzostw kraju.


Początek biegu na 5000 metrów, gdzie usadowiłem się na końcu. Z przodu polski fenomen - Piotr Pobłocki, który ustanowił rekord kraju 50-latków, wynikiem 15:50, a na hali rok temu pobiegł 1 km w 2:40! Tutaj był czwarty w rywalizacji z zawodnikami młodszymi o prawie 30 lat.

Mam też lekkie problemy z wagą - jest wciąż wysoka. W większości to pewnie masa mięśniowa zbudowana treningiem siłowym, ale przyznam bez bicia, że folgowałem sobie ostatnio w suszonych owocach. Pewnego dnia władowałem w siebie cały kilogram suszonych fig. Miód idzie kilogramami. Rozumiem bezpośrednio po treningu, ale niestety siedząc wieczorem przed komputerem też podjadam. Właściwie po treningu aż do późnej nocy jem coś niemal bez przerwy. Niedawno liczyłem kalorie, w wyniku korespondencji z jednym z moich zawodników. Wyszło, że dzień w dzień pocinam ponad 4000 kcal, między innymi obżerając się krótko przed snem. Trzeba tu się nieco ograniczyć.

Poza tym jestem zadowolony z tego, co robię. Wiadomo, że trening nie jest perfekcyjny, ale w życiu nic nie jest perfekcyjne. Bywam leniwy i zachłanny na słodkości. Zbyt dużo pracuję i za mało sypiam. Ogólnie jednak czuję się dobrze i biegam dobrze. Wszystko wskazuje na to, że udany sezon w hali mogę przekuć w udany sezon na stadionie. Siłowo jestem mocny jak nigdy w życiu. Dzisiaj po starcie byłem straszliwie obolały, a i tak biegałem po crossie w tempie 4:15-4:05/km, do tego po blisko siedmiu godzinach w pociągu. Co prawda założyłem najlżejsze buty i parę razy się zatrzymałem, ale, proszę - to jest bieganie, które w idealnym terenie dałoby mi jakieś 4:00-3:50/km, dzień po dwóch startach, ze straszliwymi zakwasami. Dodajmy, że po starcie tradycyjnie ćwiczyłem wieczorem siłowo. Ogólnie mówiąc, jestem mocny jak diabli i modlę się tylko o rozum, aby nie przedobrzyć.
Kategoria: Starty 2016
Komentarze: (7)
Zaktualizowano: 25/04/2016, 00:26

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

25/04/2016, 08:45
#
W swych modlitwach o rozum poproś o trochę również dla mnie. Dopiero co, wracam po kontuzji, a już mnie raz za mocno poniosło ;) A tak na poważnie to bardzo mnie cieszy Twoja wysoka forma. Jestem przekonany, że sezon letni będzie dla Ciebie świetny!
Jarosław Jagieła
27/04/2016, 09:27
#
Piotr Pobłocki, Artur Kern, Marcin Nagórek, jak wino... :)
29/04/2016, 08:43
#
Kupuję od Ciebie ten patent z modlitwą o rozum żeby nie przedobrzyć.

Ja zawsze wznosiłem modły nie o to, żeby wygrać czy zrobić życiówkę ale o to aby pobiec na 100% tego na co jestem przygotowany. Niemniej Twoja modlitwa też jest warta uwzględnienia.

Oby tak dalej.
Marcin Nagórek
29/04/2016, 16:01
#
"To na co jestem przygotowany" to bardzo płynna sprawa. Wystarczy zmęczenie mięśniowe danego dnia i wynik mocno się różni. Jeśli już, to ja zawsze chcę dać z siebie 100% danego dnia pod względem fizycznym i psychicznym.

Mam wrażenie, że przesadzanie to najprostsza droga do upadku, zarówno u początkujących, jak i zaawansowanych. Początkujący nie ma po prostu doświadczenia, nie wie, na co może sobie pozwolić, a zaawansowany jest na tyle mocny, że może w treningu robić rzeczy niesamowite. Czasami to działa stymulująco, czasami gasząco. Dzisiaj w drodze powrotnej z technicznej siły zasunąłem 1 km aktywny w 3:04 - nie wiem, czy nie za ostro. A wczoraj prawie całe rozbieganie na crossie poniżej 4:00, z najszybszym kilometrem 3:43. Taki czas, że trzeba podkręcać, ale pytanie - gdzie jest granica bezpieczeństwa?
Jarosław Jagieła
30/04/2016, 10:35
#
Czy w takim razie można zaryzykować stwierdzenie, że wynik jest kwestią przypadku?
No to raczej trenujemy balansując na cienkiej granicy przesady, by temu przypadkowi pomóc. A ryzyko mamy wkalkulowane.
A może całą wartością dodaną nie są cyfry z komunikatu, a ta praca jaką wkładamy przed?

Marcin Nagórek
30/04/2016, 16:03
#
Życiówka jest w pewnym sensie kwestią przypadku, szczególnie na poziomie amatorskim. Wymaga pojawienia się naraz wielu czynników: dobre samopoczucie, dobra pogoda, fajny bieg, dobra trasa, dobre nastawienie psychiczne. Na poziomie wyczynowym to też się musi pojawić, ale jest łatwiejsze. Np. biegi typu Diamentowa Liga rozgrywane są o najlepszej porze, w super pogodzie, z zającami, a zaproszeni zawodnicy wcześniej odpoczywają w wynajętych hotelach i są dowożeni na sam start.

W naszych warunkach trzeba robić wszystko, co się da i liczyć, że kiedyś wszystkie czynniki przetną się tak, że padnie mega wynik. W treningu nigdy nie dowiesz się, czy robisz coś na 100% czy może na 95% albo 105 i już sobie szkodzisz. Dlatego to tak frustrujące, ale satysfakcjonujące, działa się na żywym organizmie, a nie modelu matematycznym.
05/05/2016, 15:29
#
Gratuluję pierwszych startów. Niestety pogoda w tym roku stroi nam figla i ładnych dni mamy jak na lekarstwo.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Trening w kwietniu
Następny: Bieganie w maju
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Lipiec 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin