07
04/2016
11:35
Mijają kolejne dni i tygodnie pracy ciężkiej, ważnej i kluczowej dla wyników w sezonie, ale trochę mało spektakularnej. Jest ciężko, jest czasami szybko, ale to bieganie, o którym trudno napisać coś bardzo interesującego. Wbrew temu, co piszą niektórzy autorzy i co sądzą laicy, duża część formy sportowej to pochodna nie konkretnego bodźca, a całej sekwencji pracy. Nie ma wielkiego znaczenia, czy na danym treningu biegnie się nieco szybciej czy nieco wolniej. Pod czy nad mitycznym progiem - to bzdury. Liczy się kierunek wykonywanej pracy, rodzaj bodźca, rodzaj specyficznego zmęczenia. I to nie tylko tego bezpośredniego, ale także będącego następstwem wykonanych wcześniej treningów.

W moim przypadku praca jest cały czas mało specyficzna w stosunku do docelowych dystansów, jeśli spojrzymy na prędkości. Ale jeśli zaczniemy analizować, jakie obszary zmęczenia i progresu mnie interesują, okaże się, że jest inaczej. Przede wszystkim cały trening wykonuję w warunkach silnego zmęczenia mięśniowego wywołanego ćwiczeniami. Ostatnio bałem się wręcz, że przesadziłem. Codzienne ćwiczenia kalisteniczne dają mi zdrowo w kość, szczególnie te rzadkie wykonywane na nogi. Cały poprzedni tydzień stał pod znakiem mięśniowego kryzysu, który pośrednio spowodował m.in. powrót lekkich bóli ścięgna Achillesa. Łydki miałem totalnie zamęczone. To samo uda, plecy. Biegałem w warunkach kompletnego wykończenia i - uwaga! - trzymałem prędkości. To jest największa zmiana w stosunku do lat poprzednich. Wybrałem taki format treningu, na takiej objętości, który pozwala mi cały czas utrzymać wysoką jakość pracy. Nawet na zmęczeniu, a właściwie - w szczególności na zmęczeniu. Wtedy część włókien mięśniowych, angażowanych priorytetowo, jest wyłączona z pracy, a trenuje się ich zastępców. W biegu to właśnie Ci zastępcy są kluczowi - bo podejmują wysiłek, gdy primary engine, czyli podstawowy silnik, ulega przeciążeniu.

Trenuję więc secondary engine, a równocześnie kontynuuję prace nad usprawnieniem całego aparatu ruchu. Proste ćwiczenia kalisteniczne sprawiają, że czuję się niewiarygodnie silny, mocny i stabilny. Silne ciało pozwala na wyzwolenie tkwiącego w nim potencjału. W sobotę przed Półmaratonem Warszawskim miałem na ten temat wykład podczas seminariów biegowych w Warszawie. Przygotowanie fizyczne, przygotowanie ciała do wysiłku, jest znacznie ważniejsze niż wykonanie specyficznych bodźców biegowych. To jest sprawa drugorzędna, tylko ostateczny tuning.

Poza wzmocnieniem ciała moim bazowym treningiem wytrzymałości są rozbiegania. To, czego w tym roku pilnuję, to bezbłędnej sylwetki i odpowiedniego rytmu biegu. Dzięki temu rozbiegania są szybkie, a nie mogą być długie. Cały czas kręcę średnią rzędu 4:05/km w warunkach dość trudnego crossu, biegając po piasku, korzeniach, z góry i na dół. Wolniejsze kilometry zdarzają mi się tylko wtedy, gdy jestem totalnie wykończony. Dbam tu o doskonalenie pewnej sekwencji ruchu, dlatego nie mogę biegać wolniej - byłoby to wprowadzenie do systemu błędnej komendy. Ponieważ chcę biegać szybko, unikam przyzwyczajania ciała do biegania wolno - w sensie biomechanicznym, a nie intensywności. Stąd np. przerwy w spacerze na rozbieganiu. Bieg ma być szybki, ale nie ma być obciążający psychicznie czy nadmiernie zaburzający regenerację. Gdy czuję, że utrzymanie tempa jest trudne, robię sobie przerwę w spacerku.

Na krótkim podbiegu pracuję nad mechaniką ruchu, w tym skróceniem czasu kontaktu z podłożem. Oraz nad techniką i szybkością. To są ćwiczenia "siły", ale ich celem nie jest siła ani maksymalne zmęczenie. Stąd cały czas ich dość swobodny charakter - spaceruję w przerwach, odpoczywam do skutku, ale samo ćwiczenie jest techniczne, dynamiczne i poprawne. Biegnąc krótki odcinek pod górkę, robię to w okolicach maxa, podnosząc wysoko, po sprintersku nogę, trzymając rytm, nie wychodząc poza fizjologiczny zakres ruchu - czyli nie wydłużając nadmiernie kroku. Podobnie ćwiczę skipy czy wieloskok. Mój wieloskok prawie nie różni się od biegu - to są krótkie, dynamiczne kroki, z wybiciem często w górę. Celem ćwiczenia jest po pierwsze, rozciągnięcie mięśni w ruchu, a po drugie - zwiększenie siły uderzenia o podłoże, co pozwala wyzwolić większą siłę odbicia. Z tego względu wykonywanie tego w amortyzowanych butach byłoby bezsensowne - dlatego biegam tylko i wyłącznie w startówkach, od wielu miesięcy. Męczę do wykończenia dwie pary butów z przebiegiem już ponad 6000 km każde i jak na złość nie chcą się rozpaść. Z tego względu wciąż nie publikuję "testów do zajechania".

Jak widać z powyższego opisu, ten trening jest ryzykowny i wymaga perfekcji technicznej. Świetnie się to zazębia z kalisteniką. Przy kiepskiej technice, słabej sile ogólnej lub nadmiernej wadze można się na tym błyskawicznie wysypać. Stąd też taka a nie inna objętość treningu. Nie może być wyższa, bo zaburzy jakość pracy i zwiększy ryzyko kontuzji.

I wreszcie trzeci element - trening wydolności i wytrzymałości siłowej. Tu nastąpiła spora zmiana. Mój krótszy, stromy podbieg stał się mocno sypki, bo jego połowa prowadzi drogą gruntową uczęszczaną przez samochody. Przeniosłem się więc na inny. Koniec z podbiegiem 237 metrów. Myślałem o tym od pewnego czasu i pogorszenie jego stanu było dobrym pretekstem do zmiany. W tej chwili biegam odcinki 500 metrów  na podbiegu bardzo lekko nachylonym - od 1 do może 3% na ostatniej setce. To jest cały czas w lesie, na sypkiej, nierównej, pełnej korzeni i częściowo piaszczystej drodze, utrudniającej odbicie. W tych warunkach pracuję nad szybkim rytmem, szybkim odbiciem i aktywnym krokiem. Biegam na relatywnie niskich prędkościach, rzędu 3:30-3:20/km, ale górka i podłoże powodują, że mięśniowo rzeczywista wartość pracy jest dużo, dużo wyższa. A wykorzystanie niskich prędkości oszczędza układ nerwowy - nie muszę się tak spinać, jak na bardzo szybkim odcinku.

Jest to trening z jednej strony mocno ogólny, a z drugiej - trenujący cechy przydatne na moich dystansach. To cała tajemnica mojej formy. Jeśli chodzi o spektakularne konkrety, to wczoraj, wracając z krótkiej siły, zapaliłem zwyczajowy kilometr przyspieszenia w 3:08. Nadal w warunkach dość trudnej nawierzchni, chociaż na niemal płaskim odcinku. Cały czas z dużą kontrolą ruchu, z zapasem mięśniowym i oddechowym. Po cięższych treningach w kolejnym dniu trzymam prędkość rozbiegań na stałym poziomie, mimo dużego zmęczenia. To nie jest bieg zupełnie swobodny, jest luźny, ale aktywny. Relatywnie, biorąc pod uwagę zmęczenie mięśniowe, biegam mocniej niż zimą.

Czuję drzemiącą we mnie moc. Jej uwolnieniu może w tej chwili przeszkodzić tylko kontuzja lub choroba. Na razie skutecznie udało mi się unikać i jednego, i drugiego. I taki jest cel na dalsze tygodnie. W przyszły weekend czeka mnie start przełajowy, na który trochę odpuszczę ogólną siłę i liczę na lekką kompensację. Ciężko mi przewidywać, co z tego wyjdzie, ale chcę walczyć. A za dwa tygodnie z kawałkiem prawdopodobnie pojawię się w Postominie w biegu na 5000 metrów. Nie cierpię tego stadionu, tartan jest tam fatalny, biegam dużo wolniej niż gdzie indziej, ale pokusa sprawdzenia się na piątkę na początku sezonu jest zbyt silna. Zrezygnuję, jeśli będę zbyt wykończony po przełaju, bo staram się nie naruszać ogólnej równowagi. Na razie jednak jestem dobrej myśli.
Kategoria: Trening 2016
Komentarze: (29)
Zaktualizowano: 07/04/2016, 12:28

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

08/04/2016, 14:29
#
Witaj Marcin, czy jest gdzieś dostępna powtórka relacji z Półmaratonu Warszawskiego z Twiom komentarzem? Niestety nie mogłem obejrzeć na żywo, pozdrawiam
08/04/2016, 19:00
#
Jest na stronie głównej PMW
http://pzupolmaratonwarszawski.com/transmisja/
Marcin Nagórek
08/04/2016, 19:14
#
Jest: http://pzupolmaratonwarszawski.com/transmisja/
Piotr Stanek
09/04/2016, 09:00
#
Dużo można się dowiedzieć Marcin od Ciebie.

"Wbrew temu, co piszą niektórzy autorzy i co sądzą laicy, duża część formy sportowej to pochodna nie konkretnego bodźca, a całej sekwencji pracy."
hmm, laikom się nie dziwię, ale że są autorzy, którzy tak twierdzą to się toczkę dziwię. Chyba, że autorzy podpadają pod kategorię "niby się znam".

Ciekawa rzecz z tym przyzwyczajaniem organizmu do szybszego biegania z przechodzeniem do spacerów.

A jakich to butów nie możesz zajechać?

Marcin Nagórek
09/04/2016, 12:32
#
Ten cytat odnosi się choćby do Danielsa i tego typu ścisłych tabelek. Że musisz biec dokładnie w takim i takim tempie, bo jeśli pobiegniesz wolniej lub szybciej, to akcent będzie niewłaściwy. To jest głupota.

Moje buty do zajechania to wciąż Adidas Attune, lekki tani model biegówki z niższej półki oraz Kalenji Eliofeet. Pierwsze kosztowały mnie 40 dolarów,czyli wtedy 120 zł, a drugie 60 zł w przecenie : ) Oba mają łyknięte minimum po 6 tysięcy kilometrów. Nie liczę tego dokładnie, więc to bardzo ostrożne szacunki. Attune męczę od 2010 roku, Eliofeet chyba od 2009. Eliofeet już opisywałem, ale postanowiłem je dobić doszczętnie. I nie dają się. Przez ostatnie 8 miesięcy biegam na zmianę niemal wyłącznie w Attune/Eliofeet.
09/04/2016, 15:45
#
Hej! Marcinie mógłbyś podac przykłady cwiczeń kalistenicznych, które wykonujesz?
powodzenia w startach tak trzymaj.
Marcin Nagórek
10/04/2016, 01:02
#
Dzikigor - polecam "Skazany na trening" Paula Wade'a. Tam są wszystkie moje ćwiczenia, a docelowo idę w kierunku kroków mistrzowskich. Jeśli nie chce Ci się kupować, jest do obejrzenia w Empiku. To tylko 6 ćwiczeń, ale do każdego prowadzi 10 kroków. Robię 5, bez stania na rękach, każde na innym etapie.
12/04/2016, 14:43
#

Cześć Marcin,

pewnie nie jest to dobre miejsce aby wdać się w dyskusję nad Twoimi artykułami w Mag. Bieganie ale na ich stronie nie znalazłem miejsca na taką możliwość.

Ja od wielu lat śledzę Twoje artykuły i jestem prawie zawsze pod ich wielkim wrażeniem, punktem kulminacyjnym był ten o 3:30 w maratonie, co spowodowało moje przestawienie się na inny sposób treningu o wiele skuteczniejszy ale do rzeczy.

Pewnie masz rację pisząc w felietonie, że amerykańskie wzorce bywają słabe, szczególnie te w publikacjach masowych lub opierając się na wynikach amerykańskich maratończyków, jednak pojedyncze przypadki są dla mnie zbytnim uogólnieniem. Zobaczymy np. na olimpiadzie jak wypadnie nasza młodzież i amerykański 41 latek. Poza tym nasza rodzima publicystyka dotycząca biegania maratonów jest dla mnie również wcale nie lepsza od tej amerykańskiej.

Nie chcę wdawać się w polemikę z naszym Guru J. Skarżyńskim bo nie odpowie na ewentualne zarzuty ale u niego przerost kilometrażu nad jakością, proponowanie wieloskoków amatorom, czy brak tygodni luźniejszych to moim zdaniem tylko kilka rzeczy które spowodowały kontuzję u niejednego amatora. Dlatego "Maraton dla zaawansowanych" uważam za pozycję nie gorszą od "Maratonu" pana Jerzego.

Gratuluję natomiast bardzo trzeźwej oceny w art. "Co z tą ścianą?" dokładnie sam głoszę taką teorię jak Ty, że "ściana jest zawsze spowodowana zbyt wysokim tempem biegu w stosunku do możliwości" uzupełniłbym jeszcze to zagadnienie o odwodnienie ale o tym pisze się często.

Tymczasem wielu z nas mówi i pisze "za mało miałeś długich wybiegań". Za rok robią ich więcej i mają kontuzję lub znowu biegną za szybko czując się w lepszej formie. Moim zdaniem najlepszą polisą na unikniecie ściany jest pobiec wolniej niż uważasz że jesteś przygotowany tylko prawie nikt tak nie robi co ciekawe na mecie Ci biegnący z rezerwą wcale nie rzadko są lepsi pod niepoprawnych optymistów.

Czekam na kolejne publikacje nawet jeśli sporadycznie mam delikatnie inne zdanie. Dzięki Marcin.

Marcin.
Marcin Nagórek
12/04/2016, 23:37
#
Dzięki runnerski. W sumie to jest może najlepsze miejsce na dyskusje, tylko nie każdy wie, że prowadzę bloga.

Informacje o skuteczności amerykańskiego maratonu to nie pojedyncze przypadki, tylko analiza wyników całej czołówki, a nawet rozmów z samymi Amerykanami. Zwróć uwagę, że z ich bogactwa, czyli tych 50 osób łamiących 29 minut i kilkuset łamiących 30 minut, dobrych wyników praktycznie nie ma. A nawet gdyby taki Meb zdobył złoto, to to jest właśnie pojedynczy przypadek. Statystyka działa mocno na ich niekorzyść.

Canova ma bardzo złą opinie na temat amerykańskiego treningu do maratonu i tu się z nim zgadzam. Przy ich poziomie w biegach krótszych powinni mieć dziesiątki biegaczy poniżej 2:10. To, że nie mają, to błąd systemowy w szkoleniu.

Dodatkowo opieram swoją opinię na znajomości treningu amerykańskiego, który jest często kompletnie nonsensowny. Takim sztandarowym przykładem jest Ryan Vail - gość z ich czołówki, który w mojej opinii 2:08 powinien biegać w każdym starcie, lekko. On na swojej stronie upublicznia własne treningi dzień po dniu. To jest kompletny nonsens z punktu widzenia maratonu, nie wiem, kto mu to pisze.

Do Skarżyńskiego mam wiele zastrzeżeń, ale on to na pewno nie jest cała polska szkoła. Większość czołówki trenuje inaczej, nawet mocno inaczej.
13/04/2016, 08:41
#
Marcin,

nie miałbym nawet szans wdawać się z Tobą w polemikę, bo nie jestem na odpowiednim poziomie natomiast chciałbym jeszcze zwrócić uwagę, że może te wspaniałe wyniki na 10 km i jak słusznie wskazujesz mizeria na 42 km wynikają nie tylko ze złych wzorców ale może specyfiki sportu w USA.

Z tego co wiem biegając maratony nie dostaniesz stypendium takiego jak uprawiając biegi krótsze np. 10 km. Oni mają zupełnie inny system szkolenia a nie tylko metody treningowe.

Ich uczelnie są bez porównania inne niż nasze kluby AZS-u. Inne zasady inna motywacja za długo by o tym pisać na pewno doskonale wiesz co mam na myśli, no i wiek maratończyka optymalny jest ten późniejszy a nie studencki. Osobiście po przytoczonych przez Ciebie danych co do 10 km ja staję się wręcz entuzjastą ich szkoły i z chęcią poznałbym tajniki treningu na dychę.

I jeszcze jedno, chodziło mi o zestawienie w felietonie danych o zawodowcach z książkami dla amatorów. To chyba trochę inne metody mimo wszystko. Pomijam już fakt że każdy trener kładzie nacisk na specyficzne rzeczy.

Reasumując dla mnie odrzucenie amerykańskich publikacji tylko na podstawie słabych wyników w maratonach Amerykanów (przy doskonałych na 10 km)i przy mizerii naszej rodzimej literatury to porównanie nieprzekonywujące. I chyba lepiej żeby ludzie czytali chociażby zachodnie książki niż biegali "na czuja", czy porady sąsiada. Oczywiście niech mają swój rozum i go używają w ocenianiu rzetelności tych publikacji.

Marcin.

13/04/2016, 08:53
#
Marcin, a czy mógłbyś coś napisać na temat szkoły "amerykańskiej" w treningu do krótszych dystansow? 5-10 km? Wszyscy tylko o tym maratonie :) Mógłbyś polecić jakieś źródła informacji na ten temat?
Marcin Nagórek
13/04/2016, 10:17
#
Daniels nie rozdziela swojej książki na "dla zawodowców" i "dla amatorów", podobnie np. Pfizinger.

Co do maratonu, to masz rację, że nie biega się go na poziomie college'u. Ale już na poziomie wyczynowym to właśnie maraton jest numerem 1 i to teraz Olympic Trials w maratonie przyciągały główne zainteresowanie. Wystartowało kilkuset zawodników i zawodniczek. Wyczynowe grupy trenują głównie do maratonu, z drobnymi wyjątkami. I jak się patrzy na tabele, to calutka amerykańska czołówka kończy w maratonie, z bardzo słabymi wynikami. Więc nie przekonuje mnie ten argument.

Książki mi nie przeszkadzają, chodzi o to, żeby nie podchodzić do nich bezkrytycznie i mieć świadomość, że amerykańskie podejście słabo sprawdza się w praktyce w porównaniu do innych szkół.

Co do dychy - ja próbuję na niektórych szybszych zawodnikach wprowadzać wzorce z innych szkół treningowych, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Moc USA opiera się na bardzo intensywnych treningach. Nie ma zabawy na BC2 jak w Polsce, tylko bardzo ciężki interwał i mordercze oraz długie biegi ciągłe. U nas się tego nie biega i to jest błąd. Generalnie na poziomie wyczynowym w Stanach biega się bardzo szybko. Czołówka robi rozbiegania na 3:30-3:20/km, ciągłe w okolicach 3:00/km. U nas czołówka truchta powyżej 4:00/km, często okolice 4:30/km, ciągłe na 3:30-3:20/km. To jest ta jakościowa różnica.
Piotr Stanek
13/04/2016, 11:15
#
Runnerski

piszesz:
"Gratuluję natomiast bardzo trzeźwej oceny w art. "Co z tą ścianą?" dokładnie sam głoszę taką teorię jak Ty, że "ściana jest zawsze spowodowana zbyt wysokim tempem biegu w stosunku do możliwości" uzupełniłbym jeszcze to zagadnienie o odwodnienie ale o tym pisze się często."
to tak:
1. Też jestem za tym, że to błędy zawodnika powodują mityczną ścianę.
Bo to mit i tyle. Jeśli ktoś nie zadba o fundamentalne rzeczy jak: dostosowanie tempa do wytrenowania, odpowiedni start, odżywianie się i prace nad głową aka radzenie sobie z narastającym zmęczeniem to sorry.
Ściana to tylko mit.
2. Za to kwestię odwodnienia uważam za sporo naciąganą. Prawda pewnie leży gdzieś między naukowymi opracowaniami a marketingiem. Polecam dwie książki Noakesa: "Lore of running" (niedługo nowe wydanie), i "Waterlogged".
Jak chcesz podeślę Ci wyciąg z tej drugiej na @.

Piszesz:
"Tymczasem wielu z nas mówi i pisze "za mało miałeś długich wybiegań". Za rok robią ich więcej i mają kontuzję lub znowu biegną za szybko czując się w lepszej formie."
zacząłem eksperymentować z mniejsza ilością długich, właśnie dzięki Marcinowi i jego txt tutaj na blogu. Ale to dopiero początek, na wyniki przyjdzie czas sporo w przyszłości.
Za to, u naszych amatorów biegaczy tkwi przesadne przywiązanie do długich jak i mierzenia dystansu w km. Zamiast oprzeć się na czasie treningu zafiksowani są na tym, aby zrobić 30km a nie pobiec sobie 2-2,5h.
Bieganie powinno być efektywne i ekonomiczne, osiągnij jak najwięcej jak najmniejszym kosztem - zwłaszcza jeśli jest się amatorem.

Marcin, wybacz mi proszę off topic trochę, jednak co do ściany chciałem się ustosunkować. I to jest właśnie fajne, że można poznać dzięki temu (Twojemu blogowi i otwartości na komcie), że są inni którzy podobnie i niepodobnie myślą.
Pozdrawiam serdecznie

ps. czy jest możliwość przeczytania tego art. "Co z tą ścianą?"?
13/04/2016, 14:16
#
Piotrkiem wymiana poglądów jest zbyteczna bo mamy w niektórych kwestiach niemal identyczne, bieg na czas zamiast 30 km to doskonały przykład, Piotrek z chęcią poczytałbym Noakesa od Ciebie ale moje umiejętności językowe chyba wypaczyłyby sens zrozumianych przeze mnie zdań.

Marcinie pozwól na mi na szczerość na którą aż trudno mi się odważyć, mam wrażenie, że ludzie zajmujący się kiedyś sportem (sam trenowałem koszykówkę) a szczególnie byli zawodnicy, którzy są teraz trenerami nie mają pojęcia o świecie w jakim poruszają się amatorzy, to nie jest o Tobie. To znaczy im się wydaje że wiedzą jak to wygląda ale w rzeczywistości to zupełnie inny świat. Z kolei amatorzy chcą naśladować zawodowców często nie rozumiejąc podstawowych słów typu BC2, ciężki interwał. Sam się tego uczę mimo, że poświęciłem już na to 9 lat.

Piszę to dlatego aby pokazać, że ogromna część ludzi biega na wyczucie, nie stosuje żadnej periodyzacji, wybiórczo biega treningi w planach treningowych, wali 30-stki bo tak trzeba a to że jednemu zajmuje ona 2,5 h a innemu 4 h to nieistotny szczegół tak jest w planie itd. przykładów są setki o czym świadczą nasze wyniki i dlatego jestem za tym abyśmy czytali i rozmawiali jak najwięcej i tu zgadzam się z Tobą żeby podchodzić krytycznie ale jednak edukować się.

Natomiast pozwolę sobie na jeszcze jedno zdanie. Oceniając jakość szkoły po wynikach mistrzów to należałoby zdecydować się na Kenijską, gdzie głównym elementem (poza treningowym) jest trenowanie, jedzenie i spanie. To daje bezspornie lepsze wyniki. Problem w tym, że jak mam więcej obowiązków niż wolnego czasu, biegam o 20.00 bo wcześniej nie ma na to szans co już jest masakryczne dla mojego organizmu ale takie jest życie.

Wszystkiego dobrego Marcin, dalszych rekordów.

Marcin.
Marcin Nagórek
13/04/2016, 16:12
#
Piotr - tekst o ścianie w najnowszym numerze Magazynu Bieganie. Ale wielkich sensacji tam nie ma ; )

Runnerski - pod wieloma względami zgadzam się z twoim zdaniem, ale różnimy się w interpretacji szczegółów. Na pewno jakaś część amatorów, może i większość, trenuje zupełnie na czuja, bez żadnej wiedzy. Sam takich znam. Ale sęk w tym, że to nie są ci, którzy czytają moje teksty : ) To jest ta świadoma grupa, szukająca artykułów, książek, dopytująca. Takich amatorów znam dziesiątki, a pewnie i setki. Ich trenuję, do nich piszę i z nimi mam regularny kontakt.

Tekst o treningu amerykańskim wziął się stąd, że z tej powyższej grupy coraz częściej zaczęły padać w moją stronę pytania, z powołaniem się na autora tego czy tamtego. I czasami były to straszne bzdury. Zacząłem drążyć temat i doszedłem do wniosku, że trzeba rzucić na to pewne światło. To nie znaczy, że neguję całą tę wiedzę, chcę tylko pokazać, że to tylko jedno z wielu źródeł i amerykańscy autorzy nie tylko nie mają monopolu na prawdę, ale i mylą się w wielu sprawach.

Co do skuteczności szkół - to nie jest prosta dyskusja. Bo zawsze można spytać: jakim kosztem? Sukcesy kenijskie to dzieło trenerów europejskich, w tym Włochów i Niemców. Dla porównania sukcesy Etiopii to dzieło trenerów z NRD i bloku wschodniego. W obu krajach pojawili się i pojawiają miejscowi następcy, ale to są źródła ich wiedzy. Tylko to działa tak, że w Kenii biega masa ludzi i z tego selekcje przechodzą i przeżywają najlepsi. Podobnie jest w Stanach. Natomiast polska szkoła to jednostki i te jednostki dają radę, mimo słabości naszej szkoły. Gdyby w Polsce mieć taki przerób ilościowy jak w Kenii czy USA, prawdopodobnie mielibyśmy sporo sukcesów.

Czyli Kenijczyków trzeba widzieć w kontekście tego, że biega dobrze może z 1% zaczynających. W USA ta skuteczność jest jeszcze niższa. U nas nie jest źle, jeśli chodzi o maraton, ale tragicznie na dyszce i piątce.
Jarosław Jagieła
13/04/2016, 19:47
#
Marcin, znając Twój sposób na bieganie - rodzaje treningów, dbałość o ogólną sprawność, i.t.d - chciałbym poznać Twój pogląd w kwestii psychologii sportu.
Sprowokowały to pytanie recenzje książek "Obsesja doskonałości" oraz "Siłownia umysłu" (pierwsza na MagazynBieganie.pl, druga w ostatnim papierowym wydaniu Magazynu). Thor Heyerdahl, norweski podróżnik, powiedział kiedyś : "Granice? Nigdy żadnej nie widziałem. Ale słyszałem, że istnieją w umysłach ludzi".
A dla Ciebie czym jest "potęga umysłu"?
Marcin Nagórek
13/04/2016, 20:15
#
Jarek, powiem tak: im dłużej biegam, tym bardziej doceniam sprawy psychiki. W tej chwili uważam, że psychika to co najmniej połowa sukcesu w biegach, może i 3/4.
Piotr Stanek
14/04/2016, 08:50
#
Runnerski

gorąco Ci polecam czytanie w j. angielskim. Słownik internetowy, mobilizacja i już. Dużo materiałów, i to bardzo dobrych (Lore of Running, Perfect Mile, The Inner Game of Golf) jest po angielsku.
Zobaczysz, jeśli chcesz więcej wiedzieć o bieganiu to Ci się opłaci.

Ale część materiałów Noakesa mam po polsku, więc na priv podaj @ jak chcesz.

Marcin - oki, zapoznam się. Prawdopodobnie będziemy mieli to samo zdanie.
Jak coś to napiszę ;)
Sensacje to mają Ci, którzy wierzą w mityczną ścianę, zamiast przeanalizować co za tym się kryje ;)

Piotr Stanek
14/04/2016, 08:52
#
Jarosław Jagiełło

pytałeś Marcina, chętnie jednak włączę się w dyskusje nt. psychiki, jeśli mogę.

Marcin
witaj w klubie :)
Zresztą wczoraj dodałem sobie 1 Twój art. do skomentowania właśnie o mózgu ;)

pozdrawiam
Jarosław Jagieła
18/04/2016, 16:18
#
Pytanie jakie nasuwa się w kwestii psychiki : czy mocna głowa to głowa świadoma jakości wykonanego treningu (nazwijmy to syndrom amerykański), czy raczej głowa gotowa na walkę z pojawiającym się cierpieniem w trakcie biegu (nazwijmy to fantazją ułańską). A może "wash and go" 2 w 1?
Marcin Nagórek
18/04/2016, 18:58
#
Mocna głowa przydaje się po prostu i na treningu, i w zawodach ; ) Rasowy zawodnik ma wszystko, dodam jeszcze odporność na stres i presję, bo to jest czynnik, który wykańcza dużą część trenujących.
Piotr Stanek
21/04/2016, 18:23
#
Marcin,
widzisz, wspomniałeś presję jako czynnik itd.
Właśnie dlatego na FB swego czasu pytałem Cię o to jak ona może wpłynąć na Jacka Mejera i jego 2.30

Jarosławie
można rzecz, upraszczając, że głowa to wszystko.
To kwestia wychodzenia na treningi, mądrego długofalowego planu, radzenia sobie z dyskomfortem wysiłku i przekraczanie swoich granic aka podnoszenie poprzeczki, to umiejętność radzenia sobie z np. presją itd.

Żelazne lektury IMO w tym temacie to Perfect Mile (Marcin dziękuję Ci za polecenie, czytam i jest wspaniała), Lore of Running czy Iron War i The Inner Game of Tennis.

A co do odp. na pytanie o mocną głowę to za Marcinem - przydaje się i na zawodach i na treningu.
22/04/2016, 20:18
#
Hej Marcin,piszę odnośnie dzisiejszego tekstu w magazynbieganie.pl - dlaczego piszesz ze w męskim maratonie 2 miejsca są zajęte?przecież ani Heniu Szost ani Yared Shegumo nie potwierdzili minimum co jest wymagane W oficjalnych kryteriach.
Marcin Nagórek
22/04/2016, 23:59
#
Piotr - Mezo jest na szczęście wyluzowany podobnie jak ja ; )

Tomi - wystarczy, że dobiegną o mety, a minimum będzie potwierdzone. A nawet gdyby nie dobiegli, to wyobrażasz sobie, że ktoś podjąłby decyzje o tym, żeby nie wysłać na igrzyska rekordzisty Polski i wicemistrza Europy? Według mnie nie ma szans, żeby nie pojechali. Inna sprawa, że nie sadzę, żeby minimum zrobiły więcej niż 3 osoby. Może nawet nikt, największe szanse ma Chabowski.
23/04/2016, 17:08
#
Witam
Zwracam się z prośbą o opisanie Pana problemu z kaszlem. Mam już dość dławienia się, wręcz duszenia się na każdym bieganiu. Miałem badania już niemal na wszystko i nic nie wykazali. Z tym problemem, który występuje tylko przy bieganiu i po nim nie mogę już żyć. W którymś wpisanie napisał Pan, że również ma pan może nie tak wielką, ale podobną przypadłość, Jak to zdiagnozowali i który lekarz? Z czego może to wynikać? Proszę o pomoc.
Marcin Nagórek
23/04/2016, 20:41
#
Nikt mi tego nie zdiagnozował : ) Szukaj w kierunku astmy i może Tobie pomogą leki wziewne. Jeśli nie, to może kwestia alergii. Ja mam alergiczne,ale łapie mnie tylko po bardzo intensywnych wyścigach.
Piotr Stanek
25/04/2016, 09:23
#
"Piotr - Mezo jest na szczęście wyluzowany podobnie jak ja ; )"

to dobrze Marcinie ;)
Oby tak było dalej, bo ten wpływ ala presja to niedoceniana rzecz.
Jeśli ma motywować to dobrze, ale jeśli ma mieć negatywny wpływ to już źle.
Powodzenia w Waszej drodze ku Waszemu celowi/celom.

27/04/2016, 08:39
#
Dotarły do mnie jakieś strzępki informacji o tym, że Szost jednak wycofał się ze zmiany trenera i wrócił pod skrzydła Shvetsova. Jak Ty Marcin oceniasz takie zmiany po zaledwie kilku miesiącach pracy - jeśli taka zmiana faktycznie miała miejsce. Patrząc przez pryzmat wątku o psychice i dodając do tego rok olimpijski: czy nie jest to podobne do niechęci przechodzenia pod stojącą drabiną i rozsypywania soli na stole (o czarnym kocie przebiegającym drogę nawet nie wspomnę)? Masz większe doświadczenie, ale czy po kilku miesiącach pracy na takim poziomie zawodowstwa, można jednoznacznie powiedzieć, że trener się nie sprawdził? Może są jakieś inne zakulisowe sprawy, które spowodowały taką nagłą zmianę?
Marcin Nagórek
27/04/2016, 11:32
#
Sęk w tym, że zmiana na trenera Króla była częściowo kosmetyczna, bo Heniek i tak trenuje sam. Widocznie nie dał rady tak pracować i możliwe, że pod względem psychicznym bardziej odpowiadały mu treningi Szwetsowa. A pracy tylko na swój rachunek się bał, bo to jednak bardzo trudna sprawa, co mogę potwierdzić po 10 latach trenowania sam siebie.

Jest też możliwe, że następuje pewne zmęczenie materiału, co widać po stopniowo coraz słabszych wynikach i to są takie trochę paniczne ruchy, bo zbliża się najważniejsza impreza w życiu. Generalnie wygląda to słabo. Heniek miał impuls w postaci zmiany rodzaju wykonywanej pracy u Szwetsowa oraz prawdopodobnie spadku wagi, co było widać po zdjęciach. Możliwe, że teraz fizycznie brakuje mu siły, bo "spalił" cały zapas mocy, jaki budował wcześniej latami. Dlatego spodziewałem się, że trening z Królem może mu pomóc. Najlepszy w treningu z nim jest jednak trening face to face, a nie na odległość, bo podstawą u trenera Króla jest nadzór nad techniką i wykonywaną siłą.

Generalnie Heniek ma słabsze ostatnie dwa sezony i wygląda to niezbyt dobrze. Podejrzewam, że może to być kryzys jak u Ryana Halla, związany m.in. ze skupieniem się tylko na maratonie, co uważam za błąd. Parę lat temu Heniek był maratończykiem, który biegał 1:53 na 800 metrów i 3:44 na 1500 metrów, miał zapas siły i szybkości. Obawiam się, że tego może mu teraz brakować. U Halla skończyło się źle, mam nadzieję, że u Heńka będzie inaczej.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Wrzesień 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin