25
02/2016
13:38
W najbliższy weekend wystartuję prawdopodobnie po raz kolejny, ale czas w końcu napisać o biegu sprzed niemal dwóch tygodni. Wcześniej nie pozwolił mi brak czasu. Ponownie w Spale, było to 1500 metrów, które wygrałem i uzyskałem czas 3:51,63. Najpierw garść statystyk:

- Jest to rekord Polski w kategorii M-35, poprzedni poprawiony o 5,5 sekundy
- Jest to moja życiówka w hali, poprzednia była ustanowiona w 2005
- W dniu ustanowienia był to szósty czas w Polsce, obecnie dziewiąty
- Jest to mój drugi najlepszy wynik w ostatnich prawie 4 latach, uwzględniając starty stadionowe

Jak by nie spojrzeć, był to bardzo udany bieg, a nadal istnieje potencjał poprawy. Nie było to szybkie bieganie, w którym tylko trzymam się czołówki. Rozprowadziłem te 1500 metrów z dwoma kolegami: Rafałem Stachowskim i Arturem Kernem.

Dodam, że samo ustanowienie halowej życiówki nie znaczy aż tak wiele, bo po prostu na hali prawie nie startowałem na tym dystansie. Ale też w Spale szybko przypomniałem sobie, dlaczego. 1500 metrów jest dość okrutnym dystansem, który trudno pobiec z samego przygotowania ogólnego. Biegnie się bardzo szybko i całkiem długo, więc zwykle wymaga to przygotowania tempowego. W moim przypadku nie było go, ale jakąś tam role przygotowującą spełniły wcześniejsze starty. Bardzo dokuczliwe są wiraże na hali. Wbiega się na nie i zbiega 15 razy, z dość dużą prędkością, co straszliwie męczy nogi. Spała pod tym względem nie jest tak wybaczająca jak Toruń. Ale z drugiej strony jest oczywiście brak wiatru w porównaniu do stadionu.

Przed zawodami umówiliśmy się, że Artur prowadzi pierwsze 500 metrów, kolejne - Rafał, a ja wychodzę na ostatnie i cisnę, ile dam radę. Każda zmiana ma swoje wady i zalety. Początkowe najłatwiej poprowadzić, ale istnieje ryzyko spalenia się. Z kolei na ostatnią wychodzi się w momencie największego kryzysu i bardzo trudno trzymać czy podkręcać tempo. Środkowa łączy te dwa problemy.



Bieganie w hali to straszliwa ilość okrążeń. Skromne 15000 metrów to 7,5 kółka w hali. Efekt był taki, że kompletnie się pomieszaliśmy. Artur przebiegł pierwsze 400 metrów w niecałe 61 sekund, zgodnie z planem, ale Rafał wyskoczył na prowadzenie zbyt wcześnie. Przez to ja również się zakręciłem i mimo że wcześniej wiedziałem, gdzie mam wyjść, ostatecznie też ruszyłem przedwcześnie. Znalazłem się na czele już po gdzieś 870 metrach. Na stadionie nigdy nie atakuję tak wcześnie, przebiegnięcie na prowadzeniu szybko, do tego na zmęczeniu, ponad 600 metrów jest diabelnie trudne psychicznie. Z reguły na tym dystansie największy kryzys ma się pomiędzy 1000 a 1200 metrów.

Zaraz po wyjściu Rafał zasunął bardzo mocne 200 metrów, co sprawiło, że 600 metrów pokonaliśmy naprawdę szybko - w 1:31, czyli tempie na 2:32/km. Zapowiadało to doskonały wynik, chociaż pierwsze 600 na 1500 metrów to tyle, co nic... Potem było zwolnienie i 800 metrów minęliśmy w 2:04. 1 km - 2:35 - odrobinę wolniej niż zakładałem, ale wciąż można było z tego urwać czas na poniżej 3:50. Ostatecznie to się nie udało, dwa okrążenia były dla mnie bardzo trudne, zerwałem trochę końcówkę. Cały czas naciskał mnie Artur i obroniłem się cudem, wpadając na metę pół sekundy przed nim. Obaj walczyliśmy nie tylko o zwycięstwo, ale i rekord Polski. Rafał straszliwie osłabł w końcówce i na mecie był daleko.

I teraz, uwaga - dawno nie zniosłem tak ciężko żadnego biegu. Na mecie byłem totalnie wykończony. Chciałem pochodzić i potruchtać, ale nie dałem rady. Po chwili musiałem się położyć. Uderzenie kwasu mlekowego do krwi było tym razem zabójcze. Po 20 minutach wstałem i - wybaczcie dosłowność - poszedłem na zewnątrz się wyrzygać. Nie zdarzyło mi się to chyba od 13 lat.

Co było problemem? Po pierwsze, szybkie tempo, do tego długie prowadzenie. Na końcu zmobilizowałem się tylko dlatego, że czułem na plecach Artura. Samotnie zrobiłbym pewnie wynik o sekundę, dwie słabszy - to dużo. Brak przygotowania tempowego i tolerancji mleczanowej dał o sobie znać. Nie biegam zimą mocnych odcinków, mój trening jest taki, jak opisuję i jest to do pewnego stopnia problemem. Oczywiście tylko względnym, bo z drugiej stronie jestem w formie, w jakiej nie byłem od lat. Po analizie doszedłem też do wniosku, że byłem nieco zmęczony i przeginałem w tygodniu startu. Priorytetem musi być zawsze dobre samopoczucie w dniu zawodów i ja jestem biegaczem, który potrzebuje bardzo mocnego odpuszczenia, bardzo dużego luzu. Przez dwa ostatnie dni prawie nic nie robię, ale to jeszcze mało. Ciekawe, że zupełnie innym typem jest Artur, który biega bardzo dużo i mocno i nie sprawia mu to problemu. On jest wytrzymałościowcem, ja - szybkościowcem.

W tygodniu startu nogi kręciły mi tak niewiarygodnie mocno, że nieco przegiąłem. Na moich wymagających crossach kręciłem wyjątkowe międzyczasy. Dość powiedzieć, że któregoś dnia na rozbieganiu złapałem jeden z kilometrów, z łatwiejszych, ale nie najłatwiejszy, w 3:42! Tu krótka notka wyjaśniająca: rozbiegania są dla mnie treningiem łatwym, lekkim i przyjemnym. Mają być takie zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Z tego względu nie zawsze biegam ciągiem. Jeśli mam ochotę, potrzebę fizyczną lub psychiczną, często zatrzymuję się na chwilę, spaceruję. Nie ma żadnych reguł. Czasami lecę 10 km ciągiem, czasami staję pięć razy. Po tym 3:42 też od razu zatrzymałem się, uspokoiłem, dałem sobie chwilę i pobiegłem dalej znacznie wolniej. Chodzi o to, żeby się nadmiernie nie nakręcać i nie zamęczyć. Treningi łagodne muszą być łagodne, ale czasami trudno się opanować. Szczególnie przy moim rozkładzie, który jest bardzo pobudzający, biegam dość mało, ale z naciskiem na wysoką jakość. Biegając szybko, łatwo wpaść w manierę biegania ZA szybko. Granica jest cienka i zwykle niedostrzegalna.



Poza mocnym bieganiem w tygodniu nieco za mocno przycisnąłem rozgrzewkę przed startem. To mi nigdy nie służyło. Przed biegiem w Spale poszedłem rozgrzać się na stadion, w środku było gorąco i duszno (ale co ciekawe, wszyscy tłoczą się w tych zakurzonych pomieszczeniach, nikt nie wpadł na ten pomysł co ja). Pobiegałem ciut za mocno, w okolicach 4 minut/km i lekko szybciej. A dodajmy, że to nie był mój dobry dzień, nie czułem się rewelacyjnie. Później, gdy dla wyczucia tempa robiłem przebieżki w kolcach, wychodziły cały czas nieco wolniej niż przy poprzednich startach.

I wreszcie - przed startem spędziłem miło czas na kawie z Arturem, jego synkiem, żoną oraz Jeanem Marckiem - mężem Lidii Chojeckiej. Pogawędziliśmy, pośmialiśmy się, ale problem w tym, że ja nie pijam zwykle kawy. Tym razem czułem się nieco przytłumiony i wypiłem, dwie godziny przed biegiem, chyba niezbyt korzystnie zadziałało to na żołądek.

Po biegu kaszlałem ponad tydzień, co po 1500 metrach zwykle nie jest problemem, w przeciwieństwie do 800 metrów. Tu kolejne uwarunkowanie - te mocne starty powodują u mnie silną reakcję alergiczną w oskrzelach. Kaszel bywa koszmarny i cały czas pracuję nad procedurą, która ma go minimalizować. Bo kaszlę tak mocno, że nie mogę spać i normalnie egzystować,w przypadku skrajnym - tygodniami. Biorę na co dzień tabletki na alergię, co może mnie przytłumiać. To nie są środki, które mogą pomagać w sporcie, wręcz przeciwnie - to dostępne bez recepty tabletki, które wśród skutków ubocznych mają senność, ospałość, otumanianie. Od razu po biegu ładuję też ich dodatkową, dużą dawkę. Niestety, po tym starcie zapomniałem, że chwilę później zwróciłem te tabletki i nie mogły zadziałać. W kolejnych dniach jestem najwyraźniej podatny na alergie pokarmowe. Na co dzień nigdy mi to nie dokuczało i nie dokucza, od zawsze jestem uczulony na trawę i zboża, to wszystko, w życiu codziennym praktycznie niedostrzegalne. Czasami zdarzały mi się jakieś drobne reakcje na np. dużą dawkę czereśni. Ale po mocnym starcie na średnim dystansie wszystko się zmienia i nagle szkodzą mi rzeczy, które normalnie zjadam kilogramami. Teraz władowałem się tak na mandarynkach, a gdy już zaczynam kaszleć, musi potrwać kilka dni, zanim się uspokoi. To wszystko jest dodatkowym problemem, który muszę brać pod uwagę w treningu i planowaniu startów. I np. tydzień później był w Spale genialny, doskonały bieg na 1500 metrów, w którym mógłbym zrobić super życiówkę... ale nie mogłem ryzykować dobicia oskrzeli.

Podsumowując - czułem się średnio, biegło mi się ciężko, straszliwie się wykończyłem, ale bieg był bardo udany. W ten weekend kolejny, tym razem być może wolny z szybkim finiszem - chętnie spróbowałbym takiego biegania przed mistrzostwami Polski.

Mój trening działa na razie doskonale. Jest ustawiony tak, że starty są jego elementem, podbijają dyspozycję. Pozostaję zdrowy i bez kontuzji. Zwykle na poziomie wyczynowym ludzie trenują kompletnie inaczej. Elementem przygotowania są mordercze treningi tempowe, przy których sam start wydaje się lekki. To wtedy jazda na krawędzi: albo będzie dobrze, albo zawodnik rozsypie się jeszcze przed startem. W tej chwili wśród polskich wyczynowców panuje straszliwy pomór. Wszyscy po kolei chorują, co może fatalnie wpłynąć na dyspozycję. Tym bardziej, że większość z nich wcześniej siedziała na obozach treningowych w Afryce czy Hiszpanii i po powrocie przeżywają duży szok pogodowy. Ja do tej pory trzymam się doskonale i moja forma rośnie z tygodnia na tydzień. Z tego jestem dumny, bo to świadczy o słuszności mojej - nietypowej! - drogi. Trening jest dość łagodny, za każdym razem wracam z myślą, że mógłbym dużo szybciej, dużo więcej. Starty są najmocniejszym bodźcem, o nieporównywalnej skali trudności.

Po biegu na 1500 metrów jeszcze wieczorem ćwiczyłem siłowo, co dobija mnie mięśniowo. W kolejne dni także. Dzień po zrobiłem tradycyjną dychę na crossie, w tempie ok. 4:15/km. Kiedyś biegałem więcej, ale wolniej, teraz przygotowanie jest inne. I już dwa dni po robię krótką, dynamiczną siłę na podbiegu, a wracając mocno podkręcam tempo - ostatnio podkręcony kilometr przeleciałem w 3:16. Kiedyś, przy innym systemie, dwa dni po starcie byłem kompletnym wrakiem. Teraz start jest etapem, błyskawicznie dochodzę do siebie mięśniowo i nawet rozbieganie dzień po jest tylko nieznacznie wolniejsze niż po mocniejszym treningu. Ale oczywiście wysiłek odczuwam w mięśniach.

Plany dalej - biegamy!
Kategoria: Starty 2016
Komentarze: (10)
Zaktualizowano: 25/02/2016, 16:02

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

Marcin Dutka
26/02/2016, 08:31
#
Cześć
Marcin jestem w szoku że na takim poziomie robisz rozbiegania z przerwami dla odpoczynku,widzę że to jest dosłowna definicja tych biegów samopoczucie!!.
muszę to zastosować.

pozdrawiam
Marcin
26/02/2016, 14:28
#
Marcin, gratuluję kolejnego rekordu i super koszulki :)
Marcin Nagórek
26/02/2016, 19:16
#
Rozbiegania rzeczywiście mogą być ciekawostką, ale ja tak biegam praktycznie całe życie. I nawet zauważyłbym, że gorsze sezony często pokrywały się bieganiem rozbiegań na siłę bez przerwy.

W 2008, kiedy miałem pierwszy duży skok wynikowy na dłuższych dystansach, m.in. 8:15 na 3 km i 14:24 na 5 km, miałem problemy ze stopą. Biegałem sporo, ale bardzo wolno, a na każdym rozbieganiu musiałem zatrzymywać się nawet kilkanaście razy, żeby rozluźnić stopę.
Maciek W.
29/02/2016, 15:54
#
Gratulacje Marcin. Serdeczne gratulacje!
A Tak na marginesie, to wydaje mi się, że po "dużej dawce czereśni" drobne reakcje występują u każdego. :)
Pozdrawiam. Maciek
05/03/2016, 18:54
#
Brawo Marcin za dzisiejszy występ na Mistrzostwach Polski. Sky is the limit :)
Jarosław Jagieła
06/03/2016, 16:25
#
Marcin jesteś wielki! PB ! Niech Twa postawa tchnie nadzieję w innych (starzejących się :) ). Kurde, jesteś jak dobre wino!
Jarosław Jagieła
06/03/2016, 20:02
#
No weterani rządzą! Artur Kern Mistrzem Polski na 3000 m !
Jarosław Jagieła
06/03/2016, 21:43
#
https://youtu.be/9WH_OAbHfvw
Pod tym linkiem można obejrzeć relacje z wczorajszego dnia HMP. Polecam oczywiście bieg Marcina (mniej więcej od 25 minuty) i chociaż nie widać Jego wbiegnięcia na metę to zerwanie na 100 m przed końcem to majstersztyk ( i trzech rywali za plecami:)). Jeszcze raz gratulacje Marcin!
Marcin Nagórek
08/03/2016, 09:51
#
Dzięki! Dobre bieganie na 1500 metrów, na 3000 metrów zabrakło mi sił. Więcej szczegółów we wpisie w najbliższych dniach, na razie jestem jeszcze w podróży.
Jarosław Jagieła
08/03/2016, 10:07
#
"na 3000 metrów zabrakło mi sił"...
Ale czy mnie oczy nie mylą, że i tak na 3-kę to Twój rekord życiowy? :)
Liczę na szczegółowy, ciekawy opis tych zmagań.
Jeszcze raz gratuluję sukcesów.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Listopad 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin