07
02/2016
13:09
Zwykle nie przywiązuję wagi do rocznic, ale ponieważ kolejna równie okrągła będzie dopiero za 90 lat, tym razem wspominam. 12 stycznia minęło 10 lat prowadzenia przeze mnie bloga. Zacząłem go tuż po Nowym roku 2005/2006, podczas pobytu w Hiszpanii, w kafejce internetowej w Benidormie. Stamtąd pochodzą pierwsze wpisy. Zamieszczam dzisiaj drobną retrospekcję, a ilustruję ją zdjęciami przypominającymi, czym jest bieganie po wynik: to walka z własną słabością, czasami bólem. Na zdjęciach można zobaczyć, jak cierpiałem biegowo w ostatnich 10 latach.


Rok - 2005 - cierpienie podczas treningu 4x400 metrów mocno

Nie ma w Polsce bloga biegowego nawet w przybliżeniu tak dojrzałego stażem. Prawie nie ma blogów prowadzonych przez zawodników, którzy mieli okazję ścigać się na tak wysokim poziomie i w tak wielu miejscach. Od 2005 uczestniczyłem we wszystkich kolejnych mistrzostwa Polski na stadionie i nie wiem, czy w jakiejkolwiek dyscyplinie lekkoatletycznej znajdzie się jeszcze ktoś taki. Wcześniej, bo od 2001 roku, pracowałem dorywczo podczas mistrzostw Polskich jako pomocnik firmy organizującej pomiar czasu. Miałem okazję obserwować piętnaście kolejnych edycji mistrzostw Polski, zarówno od strony organizacyjnej, jak i jako zawodnik. Ale gdy zaczynałem pisać 10 lat temu, nie miałem pojęcia, że tak to się rozwinie.

Mój blog jest też unikatem pod względem technicznym. Nie jest szablonem robionym na wordpressie czy innym gotowcu. Jest zaprogramowany od pierwszej do ostatniej linijki kodu od zera przez mojego dobrego kumpla, Grześka, który jeśli chodzi o wszelkie sprawy związane z komputerami, jest absolutnym geniuszem. To osoba, która jest szarą eminencja mojego bloga, od czasu migracji ze starego adresu - 800m.blox.pl.

Gdy zaczynałem pisanie, miałem 25 lat, niedawno skończyłem studia, uzyskałem piąty wtedy wynik w Polsce na dystansie 800 metrów. Chciałem spróbować wyczynowego treningu i zimę spędzałem u przyjaciela z liceum, który mieszka w Hiszpanii do dzisiaj. Trochę trenowałem, najpierw w Benidormie, potem na Wyspach Kanaryjskich, nękany kontuzją nieznanego pochodzenia, w sprawie której nie potrafił mi wtedy pomóc żaden lekarz ani fizjoterapeuta w Polsce. Trochę pracowałem dorywczo, sporo czytałem. Miałem poza tym wiele wolnego czasu i stąd wziął się blog.


Rok 2006 - cierpienie podczas ostatnich metrów biegu na 800 metrów

10 lat temu trenowałem bardzo zawzięcie i na diabelnej intensywności, ale miałem bez porównania mniejszą wiedzę. Jeśli chodzi o czystą fizjologię czy zagadnienia związane z mechaniką ruchu, medycyną sportową, siłą, fizjoterapią, to nie wiedziałem praktycznie nic. Znałem jedynie dość dobrze metodykę treningu w Polsce i kilku innych krajach.

Od tamtego czasu nie poprawiłem, ani nawet nie zbliżyłem się do swojej życiówki na dystansie 800 metrów. Obecnie jest to już bardzo mało prawdopodobne. Dopiero w 2011, a później w 2012 poprawiłem życiówki na 1500 metrów. W 2007 zacząłem pierwsze starty na dłuższych dystansach, na których życiówki poprawiałem potem w 2008, 2009, 2010 i 2012. Obecnie od 2012 nie poprawiłem życiówki na żadnym dystansie, ale ponieważ utrzymałem formę na przyzwoitym poziomie, umożliwia mi to obecnie bicie rekordów Polski w kategorii mastersów.


2006 - cierpienie podczas biegu na 5000 metrów, rozgrywanego w upale

Moje najlepsze czasy na wszystkich dystansach od 800 do 5000 metrów są o tyle problematyczne do pobicia, że do dzisiaj każdy z nich co roku plasuje biegacza w ścisłej polskiej czołówce. Gdybym w zeszłym roku uzyskał swoje najlepsze czasy, byłbym 7. w Polsce na 800 metrów, 6. na 1000, 14. na 1500, 4. na 3000 i 5. na 5000 metrów. Pewnym paradoksem jest, że najwyżej byłbym na trójkę, a potem piątkę, która jest relatywnie moją najsłabszą życiówką z tych mocnych. Relatywnie najmocniejszy byłem na 800 metrów i na tym dystansie zdobyłem klasę mistrzowską. Polskie 800 metrów jest jednak najmocniejsze w świecie, stąd relatywnie niska pozycja w rankingu. Rok temu wyjątkowo wysoki był też poziom 1500 metrów.


2007 - cierpienie w biegu ulicznym na 6 km

W 2005 trenowanie kogokolwiek było moją ostatnią myślą. Byłem po studiach dziennikarskich na Uniwersytecie Warszawskim i zakładałem, że pobawię się trochę w sport, a potem zajmę czym innym. Nie mogłem mieć pojęcia, że mniej niż rok później będę już trenował pierwszego zawodnika/zawodniczkę. W tej chwili nie pamiętam już, kto był pierwszy, bo pomagałem paru znajomym osobom, w tym Pawłowi spod Wrocławia, który pod moją opieką pobiegł amatorską dychę w 33 minuty i półmaraton w 1:15. No i oczywiście Oli Jakubczak, która zdobyła potem, o ile dobrze liczę, siedem medali mistrzostw Polski - niestety, bez złota! Na złoto wciąż czekam, a ponieważ nie trenuję ludzi w żadnym klubie sportowym, kto wie, ile to potrwa.

Z początku było to trenowanie bez pobierania za to pieniędzy, w ramach koleżeńskiej przysługi. W kwietniu 2009 otworzyłem własną działalność i zacząłem oferować płatne konsultacje trenerskie wszystkim zainteresowanym. Również na tym rynku byłem jednym z pierwszych - był wtedy już Jurek Skarżyński, był Darek Sidor... i chyba nikt więcej. Być może lokalnie działali ludzie, których teraz nie pamiętam. Obecnie trenuję grupę, której nie mogę powiększać z powodu braku czasu, a na wolne miejsce kolejka chętnych czeka nawet rok. Wszystko to bez reklamy, dzięki ustnym poleceniom zadowolonych biegaczy. Mówi się o tym, że najlepszymi trenerami są zawodnicy, którzy nie są wielkimi talentami - i coś w tym jest. Komuś, komu wszystko przychodzi łatwo, trudno zrozumieć szarego wyrobnika. Ja na swoje drobne sukcesiki musiałem ciężko harować i optymalizować trening, dlatego dobrze rozumiem przeciętnego człowieka.


Rok 2009 - cierpienie podczas ustanawiania rekordu życiowego na 3000 metrów

Od bodajże 9 lat współpracuję dziennikarsko z Magazynem Bieganie, wydawanym przez Fundację Maraton Warszawski. Nie pamiętam dokładnie, kiedy i jak się to zaczęło, ale niedługo wyjdzie setny numer Magazynu i pisałem do niego o bieganiu praktycznie od początku. Najpierw mało regularnie, stopniowo coraz częściej, czasami z dłuższymi przerwami. 2,5 roku temu otworzyła podwoje internetowa wersja Magazynu Bieganie - magazynbieganie.pl - i tam jestem od początku. Wcześniej mniej lub bardziej regularnie współpracowałem z paroma innymi portalami i pismami. Niektóre pozostają na rynku, inne upadły.


Rok 2010 - cierpienie podczas biegu na 10 000 metrów na bieżni

Od strony sportowej widziałem bądź upadek, bądź rozwój niezliczonej ilości talentów biegowych. W 2005 podczas Memoriału Kusocińskiego popełniłem błąd taktyczny i zająłem drugie miejsce w swoim biegu, przegrywając na 800 metrów z nieznanym wtedy Marcinem Lewandowskim. Byłem wściekły, że ograł mnie jakiś nieznany cienias. Ten sam cienias parę tygodni później pobił rekord Polski juniorów, a w późniejszych latach został mistrzem Europy i zajął dwukrotnie 4. miejsce w Mistrzostwach Świata. W 2006 podczas obozu w Międzyzdrojach poznałem ambitnego, ale kompletnie zielonego wtedy biegacza długodystansowego - Henryka Szosta. Uwielbiał szybko biegać rozbiegania, ale nikt nie miał pojęcia, że wiele lat później zostanie rekordzistą Polski w maratonie. Było takich historii wiele. Co ciekawe, w 2002 podczas Młodzieżowych Mistrzostw Polski, mojej pierwszej poważnej imprezie w życiu, na 800 metrów uzyskałem czas 1:52,65, dobiegając trzeci w drugiej serii i przegrywając z nieznanym mi wtedy Arturem Kernem. Dzisiaj razem z Arturem ścigamy się po rekordy Polski weteranów, a jego życiówką na 800 metrów do dzisiaj pozostaje czas uzyskany w tamtym biegu.

Z innych tego typu ciekawostek, przez dwa lata w czasie studiów wynajmowałem mieszkanie z aspirującym wtedy biegaczem z Etiopii - Yaredem Shegumo. Byłem jednym z jego pierwszych partnerów treningowych w Polsce. Do dzisiaj mam w dzienniczku treningowym zapis z pewnego treningowego "rozbiegania", gdzie pokonaliśmy 10 km w 34 minuty. Co oczywiście nie było zbyt rozsądne, ale może pozwoliło Yaredowi sięgnąć wiele lat później po tytuł wicemistrza Europy w maratonie - już dla Polski.

Z dystansem podchodzę do obecnych talentów i ludzi, o których słyszę, że będą w przyszłości gwiazdami. Bieganie to okrutny sport i wiele może pójść nie tak. Czy ktoś obecnie pamięta o takich ludziach jak wicemistrz świata juniorów, Robert Witt, rekordzista Polski juniorów lub juniorów młodszych - Patrycjusz Szwajnoch, mistrz Europy młodzieżowców Tomasz Babiszkiewicz czy rekordziści Polski juniorów młodszych: Roman Antropik oraz Piotr Krupa? Wszyscy byli talentami, które mogły podbić świat, ale los tak się ułożył, że przepadli w odmętach sportowych dziejów.


2011 - cierpienie podczas treningu szybkości, Szklarska Poręba

Jeśli sięgnąć do moich początków, to zacząłem bieganie w 1999 roku, w dość niecodziennych okolicznościach. Potrzebowałem zaliczenia z WF-u na studiach i chciałem iść do sekcji, w której byłbym dobry. Po przemyśleniu, rozważeniu wszystkich za i przeciw oraz analizie swoich możliwości, wybrałem biegi, od początku myśląc o 800 metrach. Miałem o tyle ułatwioną sprawę, że interesowałem się bieganiem - od kilku lat amatorsko biegał mój tata. Ta chłodna analiza, dokonana blisko 18 lat temu, okazała się prorocza. Dystans 800 metrów okazał się moim najmocniejszym. Już wtedy miałem duszę analityka.


2012 - cierpienie podczas zwycięskiej mili ulicznej

Pierwszym wyczynowym biegaczem, którego poznałem w życiu, był Michał Bernardelli, jesienią 1999 roku. Michał rok temu, jako pierwszy z mojego pokolenia, zaczął ustanawiać rekordy Polski weteranów. Do dzisiaj jestem mu wdzięczny za ćwiczenia, które mi pokazywał przed laty, wyjaśniając podstawowe elementy treningu biegowego. Na wiele lat stał się też moim wielkim rywalem, zawsze lepszym, którego udało mi się pokonać po raz pierwszy dopiero w 2005 roku.

Moją pierwszą partnerką w treningu była Gosia Bury, wtedy jedna z najmocniejszych w Polsce biegaczek na 1500 metrów. Oraz Paweł Roguszczak, z którym razem mieszkałem i trenowałem, a który pobiegł 1:49 na 800 metrów. I Irek Walczak, z życiówką 3:44 na 1500 metrów. Oraz Agnieszka Forystek, z życiówką 2:05 na 800 metrów. Wszystko to w grupie trenera Wrony w Warszawie, z którym do dzisiaj jestem zaprzyjaźniony. O większości tych biegaczy nikt już dzisiaj nie pamięta, a takich, których znałem, lubiłem i z którymi trenowałem, było wielu. Mam w pamięci tysiące twarzy, nazwisk, wyników, dzisiaj już zapomnianych.


Cierpienie podczas treningu, Portugalia 2013

Niesamowite, że chłonąłem wiedzę od bardziej doświadczonych biegaczy, a teraz uświadamiam sobie, że obecnie mam kilkukrotnie dłuższy staż biegowy niż wtedy którykolwiek z nich. Większość tych ludzi obecnie już nie biega, ale wielu spotykam w różnych dziwnych miejscach. Niektórzy są fizjoterapeutami, inni zajmują wysokie stanowiska w firmach produkujących sprzęt sportowy. Spora część wyemigrowała. Część nie ma nic wspólnego z bieganiem czy w ogóle aktywnością fizyczną. Wśród nich jest wielu czytelników mojego bloga.

Pierwszy raz, gdy usłyszałem na bieżni "proszę pana, na jaki wynik pan biegnie?", kompletnie mnie zamurowało. Dopiero co byłem aspirującym, młodym biegaczem, otoczonym starszymi, a tu nagle zaczynają mi "panować". Dzisiaj już się przyzwyczaiłem, chociaż każdego zachęcam do mówienia mi na "ty".


2014 - cierpienie podczas biegu na 3000 metrów

Wiele spraw się zmieniło, ale wiele również nie zmieniło. Polskim sportem zarządza cały czas ta sama ekipa, w większości niekompetentnych urzędników oraz wuefistów. Nie pozwalają rozwinąć skrzydeł nie tylko zawodnikom, ale i młodym trenerom. Wiele karier zakończono zbyt wcześnie, nawet nie z powodu tego, że ci biegacze czy biegaczki głodowali, ale dlatego, że nie widzieli perspektyw. Sportowi urzędnicy traktowali ich jak niepotrzebne sprzęty, na każdym kroku dając do zrozumienia, że są tylko zbędnym dodatkiem do machiny biurokratycznej. I tak jest do dziś. Setki talentów przepadły, a prezesi, trenerzy i urzędnicy w PZLA są nadal ci sami.

Mnie dotyczy to w najmniejszym stopniu, bo jestem kompletnie niezależny od wszelkich związków sportowych i wszelkich układów. Równocześnie proszę pamiętać, że osobiście znam większość trenerów w Polsce, masę zawodników, większość działaczy, a także ludzi związanych ze sponsoringiem, markami sportowymi, dziennikarstwem. Trudne jest lawirowanie w tym środowisku, robienie swojego, unikanie konfliktów interesów.

Wielu ludzi pyta mnie, dlaczego nie robię z bloga miejsca bardziej komercyjnego, dlaczego nie próbuję na nim zarabiać. Odpowiedź jest dość prosta - wolę pozostać niezależnym i nie wchodzić w proste deale. Jeśli związałbym się z konkretną marką czy konkretną opcją polityczną, jak mógłbym pozostać wiarygodny? Są w Polsce trenerzy i biegacze, którzy reprezentowali już chyba wszystkie marki biegowe, wszystkie możliwe firmy. Czy myślący człowiek będzie wierzył komuś takiemu, słysząc np. namawianie do kupowania określonego typu buta czy określonej marki? Ja na pewno nie. Czasami angażuję się w projekty sponsorowane przez kogoś, ale nigdy nie sprzedaję swojej wiarygodności. W gruncie rzeczy moje wyniki i moje dobre imię to jedyne, co mam jako kapitał. Ale dzięki temu mogę z dumą powiedzieć, że nigdy nikogo nie oszukałem, nie zawiodłem, nie wplątałem się w podejrzane interesy.


2015 - cierpienie podczas mistrzostw Polski

Metryka działa przeciwko mnie, ale pewnym paradoksem jest, że rok 2016 zaczynam w o wiele lepszej formie i o wiele lepszym zdrowiu i samopoczuciu niż 2006. W ciągu ostatnich lat występowałem w wielu ciekawych rolach, związanych z bieganiem. Miałem okazje prowadzić treningi, przeprowadzać wywiady, prowadzić seminarium dla amatorów oraz wykład dla zawodowych trenerów. Komentowałem zawody sportowe i trenowałem wielu biegaczy, wiele biegaczek. Nie wspominając o tym, że od wielu, wielu lat piszę o bieganiu. W tym wszystkim nie zapominam jednak, kim jestem - przede wszystkim biegaczem. Codziennie wychodzę na trening i codziennie zmagam się ze słabościami ciała oraz ducha, podobnie jak każdy z was. Na zawodach, tak jak 17 lat temu, wciąż odpalam wszystkie cylindry i walczę z całych sił.

Pozostaję przede wszystkim biegaczem i znam wszystkie blaski i cienie tego zajęcia. Jak pokazują moje ostatnie biegi, mam w swym repertuarze wiele sztuczek, którymi mogę jeszcze zaskoczyć młodszych, szybszych i silniejszych przeciwników. I sporo doświadczenia, którym - od czasu do czasu - dzielę się na blogu. Pozostańcie ze mną!


styczeń 2016
Kategoria: Ważne Teksty
Komentarze: (31)
Zaktualizowano: 09/02/2016, 00:30

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

07/02/2016, 19:02
#
Marcin, jak na razie jestem krótko związany z Twoim widzeniem biegania, w moim przypadku - amatorskiego. Niemniej jednak nigdy nie miałem wątpliwości, że poznałem kogoś ponadprzeciętnego. Potrafisz swoją pasją zarazić, czy jak w moim przypadku podsycić na nowo - chęć do regularnych treningów. Twój tekst pokazuje dlaczego tak się dzieje. Nonkonformista pilnujący swoich racji - praktyk z ogromną wiedzą teoretyczną.
Gratuluję osiągnięć i życzę kolejnych sukcesów i jubileuszy.
Niecierpliwie czekam na kolejne teksty, porady i wskazówki. Pewnie nigdy nie uda mi się zrobić 10 km rozbiegania w 34 minuty, ale mam jako dowód kilka zdjęć gdzie widać wyraźnie, że w kwestii cierpienia w biegu naprawdę depczę Tobie po piętach.
Gratulacje jeszcze raz!
Jarosław Glinicki
07/02/2016, 20:22
#
W końcu zarejestrowałem się na Twoim blogu:-)
Skłonił mnie do tego Twój ostatni jubileuszowy wpis.
Kawałek pięknej biegowej kariery .Z większością kwestii się utożsamiamJak walka na każdym biegu i treningu.Cierpienie jest nieodłącznym elementem sportu na takim poziomie na jakim biegasz.Choć każdy zwykły ambitny amator doświadcza tego samego.
Życzę Ci jeszcze długich lat takiej determinacji i oczywiście przyjemności z tego co robisz.
Dzięki Twojej wiedzy i doświadczeniu można wiele się nauczyć i odnaleźć w tym biegowym, i naszpikowanym marketingiem świecie.
Maciek W.
07/02/2016, 21:44
#
Gratuluję jubileuszu!
Choć nie przywiązujesz do tego wagi, życzę kolejnych. :)
Dla mnie ważny tekst. Taki uzupełniający całość obrazka układanego od ponad roku!
Dalej rób swoje. Jak dotąd. Pozdrawiam. Maciek
Krzysztof Mielczarek
07/02/2016, 21:58
#
Ta historia robi wrażenie. Gratulacje!
Jarosław Jagieła
08/02/2016, 01:10
#
Robić w życiu to co się kocha i jeszcze Ci za to .... życzą wszystkiego najlepszego :) Czyż to nie jest powód do dumy? Poznaliśmy się osobiście, "popsztykaliśmy" wirtualnie, ale zawsze z mojej strony w myśl zasady "kto się czubi ten się lubi". Twoje podpowiedzi treningowe sprawiły cud (w dwa tygodnie z wymęczonego 3:10 na 1000 m wyszło 4:34 na 1500 m - na hali!).
Pisz dużo, trenuj mocno, jedz warzywa i owoce. Żyj długo w zdrowiu, bo o wytrwałość, determinacje, podnoszenie się z kolan zadbały te lata prozaicznie zwane bieganiem.
08/02/2016, 17:17
#
Dzięki Marcin że dzielisz się z nami swoją wiedzą i doświadczeniami. Ciekaw jestem jak będzie wyglądał wpis za następne 10 lat
08/02/2016, 19:36
#
Heja!
A ja czytam Twojego bloga od samego początku:) Przeczytałem każdy wpis, a co kilka dni zaglądam tutaj w poszukiwaniu nowego. Tak trzymaj! Powodzenia
08/02/2016, 20:38
#
Twoja koncepcja treningowa zainspirowała mnie do tego aby wprowadzić do swojego biegania różnego rodzaju odcinki. Już po kilku treningach czuje różnice, zwłaszcza w napięciu mięśniowym oraz motoryce. Ciekaw jestem jak to będzie po kilku miesiąc. Przy okazji chciałbym zapytać o pewną rzecz. Mianowicie, jaka jest u Cb różnica między przebieżką na lekkim podbiegu a łagodnym podbiegiem? Ja to rozumiem w ten sposób że przebieżka jest nie znacznie szybsza od podbiegu ale przede wszystkim bardziej estetyczna. Dobrze wnioskuje?
Marcin Nagórek
08/02/2016, 20:48
#
Chyba muszę częściej urządzać rocznice ; ) Damian przebija wszystkich!

Radzio - nie bardzo rozumiem, o co pytasz? Nie widzę żadnej różnicy w przebieżce na lekkim podbiegu a lekkim podbiegiem : )
08/02/2016, 23:10
#
Jak takie Święto na blogu to i ja się zarejestruję ;)
Zacząłem czytać dopiero w 2009 więc kiedyś trzeba będzie przysiąść i nadrobić te pierwsze lata :D W każdym razie powodzenia w najbliższych dziewięćdziesięciu po drodze do setnej rocznicy; obyś niejeden jeszcze rekord, włącznie z tymi Whitlocka, poprawił :)))
08/02/2016, 23:36
#
Cóż, lata lecą. Jestem z Tobą na tym blogu od 5-6 lat. Sprawdzam praktycznie codziennie. Mam zachowanych mnóstwo Twoich wpisów pokazujących ewolucję w Twoim pojmowaniu treningu. Jestem Ci wdzięczny za ten wysoce dydaktyczny blog - merytoryczny, pisany lekkim wirtualnym piórem, z humorem i swadą. Serdeczne dzięki! Życzę kolejnych 90 lat abyśmy mogli cieszyć się kolejną okrągłą rocznicą z dodatkowym zerem na końcu.

Też się podzielę małą ciekawostką: mam plik word, który nazywa się: "Nagórek wiedza", w którym umieszczam co ciekawsze i ważniejsze dla mnie informacje o treningu biegowym.

Brawo i jescze raz dzięki!!!
Byłoby super gdyby udało się częściej uaktulniać bloga ale rozumiem ograniczenia czasowe.
09/02/2016, 08:23
#
Cześć Marcin,
jak myślisz, jeżeli miałbyś teraz takiego zawodnika jak Ty sam 10 lat temu tylko z aktualną wiedzą, to jak bardzo byś wywindował 'jego' poziom? Jakich metod byś użył, bardziej stara polska myśl szkoleniowa, czyli młotek, młotek i jeszcze raz młotek, czy może coś bardziej z aktualnego podejścia treningowego?
09/02/2016, 11:57
#
Dzięki za bloga. Od jakichś 4-5 lat staram się tu zaglądać w miarę regularnie.
Może warto byłoby wrzucić tutaj Twoje plany treningowe, które wiszą na Maratonach Polskich. Korzystałem w ubiegłym roku z planu na 10km i zrobiłem bardzo duży postęp.
Do następnej rocznicy!
Marcin Nagórek
09/02/2016, 12:07
#
Witam wszystkich, bardzo ciekawych rzeczy się dowiaduję.

Krzysiek - bardzo ciekawe pytanie. Mój trening pod względem warsztatowym był całkiem sensowny, a polska szkoła 800 metrów święci obecnie sukcesy. Zmieniłbym jednak poważnie dwie sprawy.

Po pierwsze, praca nad przygotowaniem ogólnym od rozpoczęcia treningu. Robiłem tego i tak sporo, ale robiłabym jeszcze 2-3 razy więcej, codziennie. Co więcej, wiedza w tym zakresie poszła mocno do przodu. 10 lat temu nie było terapeutów manualnych, nie było tak dobrych fizjoterapeutów. Ta wiedza się upowszechniła, więc łatwiej byłoby zdiagnozować, nad czym pracować szczególnie mocno. Siła i sprawność ogólna. Co jednak ciekawe, z rozciąganiem stoję teraz o wiele gorzej niż wtedy - brak czasu i brak mobilizacji.

Po drugie, mając większą wiedzę, nie cisnąłbym tak niektórych treningów. Więcej biegałbym luźno, a treningi na odcinkach częściej biegałbym technicznie, z naciskiem na formę, a nie samą szybkość.
Jarosław Jagieła
09/02/2016, 15:14
#
Abstrahując. Jak już zahaczyłeś o podejście do treningu, to po pierwsze czy nadal będziesz prowadził Mezo, i czy Jego zapowiedź na "łamanie" 2:30 w ciągu dwóch lat została skonsultowana z Tobą, vide akceptujesz ją widząc szanse na realizacje?
Marcin Nagórek
09/02/2016, 16:47
#
Mezo cały czas trenuje ze mną i o ile w każdym innym podobnym przypadku wyśmiałbym te 2:30 w ciągu dwóch lat, tak tutaj jest szansa. Mamy farta, że trafiliśmy akurat na siebie. On jest wysoce trenowalny, z różnych względów, a ja nie zaczłapię go, jak zrobiłaby to większość internetowych doradców. Bo Jacek jest typem zdecydowanie szybkościowym. W wakacje spotkaliśmy się na stadionie i zapalił 200 metrów w 25 sekund, w butach treningowych. Tę szybkość od 1,5 roku rozwijam i staram się zachowywać.

Ostatnio spotkaliśmy się na wspólnym treningu przy okazji jego wizyty u mnie. Wyszliśmy razem na mój trening dynamicznej siły. Koordynacja jest u niego na fantastycznym poziomie, ma jedynie wręcz zbyt sprinterskie zacięcie, tzn zbyt duże usztywnienie w ćwiczeniach, połączone oczywiście z potężną dynamiką.

W drodze powrotnej ja zwyczajowo podkręcam i tu było 4:27-4:08-3:22. Wszystko na crossie, ostatni km łatwy. Jacek trzymał, co pokazuje, jaką ma moc w nogach. Ostatnio wskoczył na trenowanie codziennie i kilometraż po raz pierwszy w życiu przekroczył 100 tygodniowo, z maksymalnym przebiegiem 112. Na razie jednak nie zaczęliśmy jeszcze przygotowań typowo maratońskich. Jacek leci City Trial i Maniacką w marcu, z pełnego treningu. Potem połówkę w Poznaniu jako jedn z dwóch docelowych startów. Drugim będzie maraton. Myślę, że zaskoczy parę osób ; )
fanga w nos
09/02/2016, 18:10
#
To i ja się zarejestrowałem na okoliczność. Choć przy kolegach jestem młokosem, bo bloga obserwuję zaledwie od roku. Mnie się wydaje, że to długo, a tu 10 lat. 10 lat w internecie to wieczność! Gratulacje.

Jednak przez ten rok z zapuszczonego kanapowca doszedłem do normalnej wagi (-18kg). Teraz mam dobrą bazę, 1500km w nogach. Życiówki na rozsądnym poziomie. Wszystko dzięki temu, że mam to szczęście być Twoim podopiecznym.

Już teraz widzę, że bieganie na wyniki to - oprócz satysfakcji z nowych życiówek - cierpienie. Dlatego bardzo rozumiem przeplatankę zdjęciową.
W pierwszym sezonie przebiegłem w zawodach 4 x 5km, 2 x 10km i półmaraton, ale na dwóch piątkach odpaliłem jak to piszesz "wszystkie cylindry", tak że przez dobrych 5 minut nie mogłem podnieść się z ziemi. Ale napieram dalej.

Marcin koniecznie książka, albo ekskluzywne płatne treści na stronie lub chociaż jakieś ebooki!

ps. Mam też swoją wzmiankę w Magazynie Bieganie ;) - w styczniowym numerze "Nieznośna lekkość kontuzji".
To ja jestem tym gościem, który potknął się w nieznanym terenie o murek piszczelą i naderwał sobie więzadło poboczne - 8 tygodni przerwy.
Jakub Pudełko
09/02/2016, 21:37
#
Pamiętam, że gdy ponad trzy lata temu zaczynałem biegać i tym samym szukać informacji odnośnie treningu Twój blog zaskoczył mnie tym, czego na próżno szukać w polskiej blogosferze. Jak do tej pory nie spotkałem nikogo, kto tak jak Ty dzieliłby się swoją wiedzą, w żaden sposób się z nią nie krył i motywował innych zawodników. Pamiętam, że odkrywając Twoją stroną - nie mając jeszcze pojęcia o większości elementów treningowych - przeczytałem Twojego bloga w całości. Dzisiaj wracam do niego codziennie, czekając na każdy kolejny wpis. Twoja wiedza a potem późniejsza pomoc pozwoliły mi stać się lepszym biegaczem, za co w tym miejscu chciałbym Ci bardzo podziękować.
10/02/2016, 01:38
#
Siema Nagór,

dołączam do Damiana ;)
W kwietniu mija mi 11 lat zabawy w amatorskie bieganie i 10lat podczytywania Twojego bloga.

Pozdrawiam!
Marcin Nagórek
10/02/2016, 11:22
#
Sporo ciekawych osób się tu gromadzi, w tym elita amatorskiego biegania. Bardzo mi miło!
10/02/2016, 12:55
#
Marcin, gratulacje za to co dotychczas osiągnąłeś jako bloger i sportowiec.
Jestem Twoim największym fanem i kibicuję Ci od samego początku, a nawet od prapoczątku. Jestem z Tobą kiedy jest dobrze, ale i kiedy Ci "nie idzie".
Niestety mimo możliwości mało korzystam z Twojej wiedzy i efekt był taki, że nabawiłem się kontuzji, która rozwijała się latami i wyłączyła mnie z treningu na pół roku, ale m.in. dzięki Tobie już biegam.
Zawsze czytam Twojego bloga, choć z rozmów na ogół wiem o czym będzie następny wpis. Jednak bardzo lubię czytać wszystkie Twoje teksty bo masz fajne "pióro" i oprócz dobrych rad również mnie rozbawisz.
Najmocniej ze wszystkich trzymam za Ciebie kciuki i życzę wszystkiego najlepszego w życiu sportowym i osobistym.
10/02/2016, 18:15
#
Brawo Nagór, czytam Cię od samego początku. Mimo tych 10 lat nie zwalniasz tempa! Tak trzymaj :)

Pozdrawiam,
Paweł
Piotr Stanek
10/02/2016, 19:32
#
Marcin

pięknie napisana historia, sporo można się dowiedzieć.
Serdecznie gratuluję Ci bloga, biegania, postawy i robienia swojego.

Nie pamiętam jak trafiłem do Ciebie, pewnie szukając wartościowych miejsc o bieganiu, ale jak trafiłem tak zostałem. A jestem wybredny, nie szukam zbędnych relacji, selfie, braku refleksji nad błędami, nachalnej motywacji.
To czego szukam, znajduję i masz i czytelnika i fana we mnie.

Dużym plusem, o czym blogerzy zapominają jest Twój udział w dyskusjach pod postami.
Świetną robotę tutaj robisz, tak trzymaj:)

Też miałem o Mezo zapytać. Sondę nawet zrobili na pewnym portalu ;)
Będzie presja?

pozdrowienia serdeczne
11/02/2016, 08:44
#
Hej Marcin, ja trochę z innej beczki:) Wybacz ciekawość, ale na zdjęciu nr 6 (2010 rok), nr 10 (2014 rok) i na zdjęciu nr 12 (2016 rok) masz ewidentnie przypięty ten sam numer. Dodatkowo na zdjęciu nr 6 zawodnik w żółto-czarnej koszulce ma numer jakby sam go przygotował na domowej drukarce. Czy to oznacza, że jadąc na takie ligowe zawody sam musisz zadbać o takie detale jak numer startowy? Organizator tego nie gwarantuje? Czym się zajmuje zatem związek w Polsce?
Robert
Marcin Nagórek
11/02/2016, 13:36
#
Przeczytanie wszystkich wpisów to naprawdę poważna sprawa. Ja na nowym adresie od kilku lat powoli kataloguję wpisy i jeszcze nie miałem okazji przeczytać i uporządkować wszystkich. Zawsze też przestrzegam, żeby nie sugerować się niektórymi starszymi, bo mogłem napisać coś, w co kiedyś wierzyłem, a co się nie sprawdziło lub okazało nieprawdą.

Z Jackiem presji na pewno nie poczujemy, bo bawimy się w to, co nam daje przyjemność. Cele są potrzebne jako motywacja, ale wyjdzie to wyjdzie, nie wyjdzie, to nie. Robimy po prostu wszystko, żeby wyszło. Chociaż nie ukrywam, że trochę podpuszczałem Jacka, żeby potrenował pod krótsze dystanse, a nie maraton, bo widziałbym go np. na złamanie 2:30 na 1 km lub 15:00 na 5 km, co w mojej opinii byłoby o wiele większym osiągnięciem niż 2:30 w maratonie.

Numerki na zawodach - ma się swoje : ) Ja mam ten 65 od wielu lat i mam własny, materiałowy,przypinany numer. W tej chwili największym plusem jest, że istnieje elektroniczny system zgłoszeń, który zgłasza do mityngów PZLA z domyślnym numerem. Ale trafia się czasami, że jest dwóch gości z tym samym numerem i trzeba kombinować. Ogólnie mówiąc, na mityngach PZLA jest tak, że nie ma ułatwień tylko utrudnienia, a organizator jeszcze robi łaskę, że pozwolił wystartować ; ) To jest system, który utrzymuje się z państwowej kasy, nie musi się bilansować, nie musi być popularny ani oglądany, więc jest jak jest.
14/02/2016, 09:40
#
Ja również dołączam się do gratulacji.

Bardzo fajna retrospekcja.
Ja pomimo mniejszego stażu biegowego troszkę tęsknie za tymi kameralnymi czasami. Jestem ciekawy jak Ty patrzysz na obecny świat biegania gdzie coraz mniej ludzi ciężko pracujących, a coraz więcej dobrze wyglądających. :)

Pozdrawiam i liczę na kolejne 10 lat. :)

15/02/2016, 15:44
#
Gratulacje, Marcin!
Miło się czyta takie wspominki, z niezłą brodą ;)
Lubię czytać twoje rozważania treningowe, których w sumie nie ma nigdzie indziej (rzadko czasem jedynie Giża coś naskrobie pod kątem swojego treningu i tyle), więc nie przestawaj, bo jesteś ciekawą skarbnicą.
16/02/2016, 15:58
#
Marcin, gratulacje! Podziwiam wytrwałość i konsekwencje. Powodzenia w kolejnych biegowych projektach!!
michal lesniak
22/02/2016, 23:08
#
Gratuluje rocznicy !
I wszystkiego dobrego w tym roku ! Z mojej strony dzieki Twojemu blogowi wyniosłem sporo wartościowej wiedzy i ciesze się że moge trenować pod twoim skrzydłem ;D
Pozdro!
25/02/2016, 12:20
#
Marcin!
Z pewnym opóźnieniem, ale również gratuluję - jubileuszu bloga oraz wciąż dobrej - a raczej: coraz lepszej - formy!
Kawał czasu i kawał dobrej roboty, Twój blog to kompendium wiedzy wszelakiej ;).
Powodzenia na dalszej sportowej drodze oraz przede wszystkim zdrowia, co w naszym emeryckim wieku kluczowe ;).
Pozdrawiam serdecznie, Beata - weteranka (również zmagająca się nieustannie ze słabościami ducha i ciała, ech ...).
Marcin Nagórek
25/02/2016, 13:13
#
Dzięki wszystkim, w tym starym znajomym, nie widzianym od lat - Adria, Beata, Wojtek... ; ) Cieszę się, że nadal do mnie zaglądacie!

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Wrzesień 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin