03
02/2016
18:38
Przeciągnąłem swoją serię zwycięstw do trzech - po grudniowym City Trailu, potem starcie na 1000 metrów w hali, obecnie 800 metrów. W niedzielę wygrałem mityng w Spale z wynikiem 1:53,81, moim najlepszym na hali od 2011 roku, kiedy zdobyłem brązowy medal mistrzostw Polski na tym dystansie.

Do Spały wybrałem się w średnim nastroju. Biegowo miałem bardzo słaby tydzień. Podobne sygnały nadchodziły zewsząd, więc myślę, że była to przynajmniej częściowo kwestia pogody. Zaczął topnieć śnieg i kilka dni biegałem po lodzie i błocie. Mechanika ruchu uległa pogorszeniu, do tego ciągłe zmiany nawierzchni i bieganie w napięciu mięśniowym, żeby nie zaliczyć wywrotki. No i nagłe ocieplenie. Warunki były na tyle marne, że w tygodniu startu zrobiłem niewiele. W poniedziałek 13x237 metrów pod górkę. Czułem się kiepsko. We wtorek były straszliwe roztopy, a nogi rozbite. Wyszedłem i po kilkuset metrach wróciłem do domu. W środę dalszy ciąg kiepskiej nawierzchni, pobiegłem tylko 6 km i skończyłem trening. W czwartek lekka siła na podbiegu. W piątek rozruch - 3 + 3 km. Czułem się marnie, ale był to pierwszy dzień zupełnie bez śniegu i efekty wyraźnie widoczne - rozruch na crossie w tempie 4:05-3:55/km. W sobotę wolne, w niedzielę start.


Spała - pierwszy wiraż

W pewnej książce wyczytałem kiedyś mądre zdanie, że nie sztuką jest pobiec dobrze, gdy czujesz się dobrze. Najlepsi biegają na poziomie, czy czują się dobrze czy źle. I taki był mój cel na Spałę - pojechać i zrobić swoje, nie zwracając uwagi na samopoczucie. Bieg okazał się o tyle sprzyjający, że miałem obok siebie dość mocnych młodych zawodników. Nie musiałem nadawać od początku tempa, biegłem w grupie, wyprzedziłem dopiero na ostatnich 30 metrach. Efekt: 800 metrów w 1:53,81 i po miesiącu sezonu halowego jest to najlepszy wynik w Polsce. Mam pewną satysfakcję, widząc się na czele tabel, ale oczywiście zdaję sobie sprawę, że zawodnicy wagi ciężkiej nie zaczęli jeszcze sezonu. Już dzisiaj startuje Adam Kszczot, więc mój wynik spadnie pewnie na drugie miejsce.

Jest to też, rzecz jasna, rekord Polski weteranów w kategorii M-35. Poprzedni najlepszy czas poprawiłem o 1,83 sekundy. To sporo. A ponieważ mało kto dociąga do mojego wieku z odpowiednim zapasem prędkości i w zdrowiu, nie widzę w najbliższych latach żadnego biegacza, który były w stanie poprawić ten wynik. Rocznikowo pierwszy na liście jest Marcin Lewandowski, o ile utrzyma formę przez kolejne 7 lat. Co nie jest pewne.


400 metrów za nami, dobra pozycja do ataku

Czy mógłbym pobiec szybciej? Zacznijmy od tego, że bieg kosztował mnie sporo. Na samej mecie czułem się doskonale, zero bólu, pełen zapas sił. Ale po 10-20 minutach miałem tradycyjne zejście, kiedy zakwaszona krew wypływa z mięśni i zaczyna przepływać przez mózg. Musiałem się położyć, bo ma się wtedy takie uczucie, jakby miało się zaraz zejść z tego świata. Można powiedzieć, że to zatrucie krwi kwasem mlekowym. Trwa kilka, kilkanaście minut, zanim mięśnie i wątroba nie uporają się z jego nadmiarem. A uderza z opóźnieniem, bo początkowo wysokie stężenie mleczanu jest tylko w pracujących mięśniach i dopiero z komórek stopniowo przesącza się do krwioobiegu. U mnie efekt jest nasilony, z prostego powodu: nie biegam na treningu mocnych odcinków, przygotowujących do tego rodzaju uderzenia. Dlatego każdy start na początku sezonu jest bardzo bolesny.

W kolejnych dniach czułem też ogólne zmęczenie mięśni i niestety męczy mnie tradycyjny kaszel. W pierwszych dniach było dobrze, ale zbyt szybko odstawiłem tabletki na alergie i dwa dni po starcie kaszel się nasilił.

Mimo wszystko po analizie jestem pewien, że mogę pobiec szybciej. Jest kilka czynników, które trzeba wziąć pod uwagę. Specyficzny trening i tolerancja kwasowa to jedno. Zwykle nawet po przygotowaniu pierwsze starty mam słabsze niż kolejne. Tutaj wyszło nieźle mimo braku specyficznego treningu, ale może być lepiej. Każdy start to potężna dawka kwasu mlekowego, organizm zaczyna się bronić i lepiej go buforować. W Spale zaczęliśmy mocno, pierwsze 200 metrów było najszybsze z całego biegu. Odczułem to. Ustawiłem się na trzeciej, a potem drugiej pozycji i miałem zamiar zaatakować po 500 metrach. Zanim to zrobiłem, czując się dość kiepskawo, zaatakowało dwóch biegaczy zza moich pleców. Ruszyli mocno i odskoczyli mi na kilka metrów. Na ostatnie okrążenie wbiegłem trzeci i tak zostało aż do ostatniej prostej, długości 50 metrów. Tam rzuciłem na szalę rezerwy i wystarczyło do zwycięstwa.

W kolejnych startach powinienem znosić kwas coraz lepiej i mieć w sobie zapas, który pozwoli na wcześniejszy, mocny finisz. Do poprawy jest też sam techniczny aspekt biegu. Miałem kogo gonić, ale wadą była rywalizacja w tłoku. Dużą część dystansu przebiegłem na granicy pierwszego i drugiego toru, co oznacza sporą stratę czasową. Dwa razy zostałem lekko zahaczony z tyłu przez zawodnika za mną, co mocno wybija z rytmu. No i szarpane tempo. Znacznie lepiej biega się, gdy nikt nie plącze się pod nogami. Gdy obejrzałem zdjęcia, nie podobała mi się też strata biegowej formy na ostatnich 100 metrach. Ogólna motoryka to coś, nad czym mocno pracuję od trzech lat, jest coraz lepiej, ale wciąż mam rezerwę, aby ostatnie 200 metrów biec szybciej, luźniej i poprawniej technicznie.


210 metrów do końca - zostałem wyprzedzony i czołówka ucieka

Poza tym 800 metrów to krótki, brutalny wyścig. Ciągle to sobie przypominam. Wszystko dzieje się szybko, a na hali trzeba naprawdę mocno kręcić nogami, żeby utrzymać prędkość. Na 1000 metrów można pokonać pierwsze 400 metrów w 58-59 sekund. Tutaj było już 55-56, a przy tej prędkości to wielka różnica. Tylko przez dwie godziny byłem podwójnym rekordzistą Polski, bo wieczorem na 1000 metrów biegł mój dobry kumpel, Artur Kern. We dwoje jesteśmy zdecydowanie najmocniejsi w tej kategorii wiekowej i nie ma obecnie nikogo, kto mógłby się do nas w ogóle zbliżyć. Artur trafił na bardzo dobry, mocny i równy bieg. Dobiegł dopiero trzeci, ale poprawił mój poprzedni rekord o 0,63 sekundy - na 2:28,74. Myślę, że mogę to jeszcze sporo wyśrubować, ale prawdopodobnie nie będę miał już szansy w tym roku. Artur jest bardziej długodystansowy niż ja, dlatego na poprawę 800 metrów raczej go nie widzę. To są za wysokie prędkości. Na 800 i 1000 metrów jestem raczej szybszy, na 1500 mamy równe szanse, a w dystansach dłuższych Artur jest zdecydowanie mocniejszy. Mamy, co prawda, bardzo podobne życiówki na 3000 metrów, ale Artur jest w stanie osiągać ten poziom rok po roku, podczas gdy ja nie widzę siebie obecnie na bieganie na poziomie 8:07. A może się zaskoczę? Na mistrzostwach Polski prawdopodobnie pobiegnę 1500 i 3000 metrów, będę miał okazję do przetestowania dłuższego dystansu.

Proszę zwrócić uwagę na jeszcze jedną sprawę - w biegach średnich biegają zwykle potężne, dobrze zbudowane chłopy. Na zdjęciach widać, że ścigałem się z młodzieżą, która nie jest jeszcze mocno obudowana mięśniami, ale mimo dość wysokiego wzrostu, nie wyróżniam się w tłumie. To ważny aspekt tego ścigania - gdy dochodzi do przepychanek czy nawet zwykłego wyprzedzania, w większości startów trzeba sobie radzić z potężnie zbudowanymi mężczyznami. Tak zostałem stłamszony na starcie biegu na 1000 metrów trzy tygodnie temu. Patrzę w lewo - chłop wyższy ode mnie o pół głowy i szerszy o połowę. Patrzę w prawo - to samo. A potem jeden wbił mi łokieć w brzuch z jednej strony, drugi z drugiej. Biegi średnie, szczególnie w hali, to nieustanny kontakt fizyczny na pełnej prędkości i jeśli trzeba ominąć jednego czy drugiego Hulka Hogana, na finiszu często brakuje sił. To sprawa, z której nie zawsze zdają sobie sprawę długodystansowcy, przyzwyczajeni do komfortowego płynięcia we własnej przestrzeni. A ma ogromny wpływ na wynik. Proszę spojrzeć, jak wyglądał start w przypadku Artura Kerna:


Artur z nr 80


We dwójkę zmazaliśmy już dwa halowe rekordy Polski, czas na 1500 i 3000 metrów. Na razie jednak, podobnie jak po biegu na 1000 metrów, odpocznę od ścigania. W pewnym wieku trzeba się szanować, a szczególnie po osiemsetce dochodzę do siebie bardzo powoli. Ten dystans zawsze mocno mną wstrząsa, pamiętajmy, że to jest niemal sprinterskie ściganie, bardziej dla młodych osobników niż starych wyjadaczy.


Na szczęście na ostatniej prostej miałem zapas energii...

Treningowo jest jednak dobrze, mimo odczuwalnych zakwasów i upierdliwego kaszlu. Już dzień po starcie pobiegłem 10 km na crossie w tempie  w okolicach 4:20/km, co jest jak dla mnie mocnym tempem po zawodach. Dwa dni po robiłem lekką siłę na podbiegu, wcześniej biegając 4 kilometry, potem wracając tyle samo. Najwolniejszy kilometr wyszedł w 4:17, na odcinku, który prowadzi niemal cały czas pod górę i zawiera jeden zakręt o 90 stopni i jeden o 180. Pozostałe kilometry wybijałem w 4:08, 4:09, 4:02, 3:56, 3:56 - jakoś tak, niekoniecznie w tej kolejności. W drodze powrotnej jeden kilometr często uderzam mocniej - tutaj depnąłem na 3:24. I pamiętajmy, że mówię o bieganiu na crossie, wśród korzeni, pniaków, częściowo po piasku, po górkach, na dokładnie zmierzonym odcinku. Biegam szybko, czując się dobrze, to pokazuje stan mojej formy. Dzisiaj kolejne rozbieganie, progresywnie od okolic 4:20 do 4:02/km. Również na crossie. Od pewnego czasu nie biegam na płaskim zupełnie nic, nawet żadnych odcinków. Jeszcze rok temu odpoczywałem od górek, biegając luźne interwały na płaskim, teraz czy to mocne bieganie czy regeneracja, wszystko grzmocę na górkach. Ale jest to jeden z powodów, dla którego nie zwiększam kilometrażu - mięśniowo jest to bardzo wymagające.

Dalsze plany nie zawierają nadal treningu specyficznego, ale po starcie na 800 metrów powinienem czuć się komfortowo na niższych prędkościach biegu na 1500 czy 3000 metrów. O startach decyduję niemal z dnia na dzień, cały czas jestem w wysokiej formie, a równocześnie nie szykuję się do niczego specyficznie. Gdybym miał okazję na szybkie 1000 metrów, to pewnie skorzystam. Najbardziej zależy mi jednak, żeby na serio zaatakować 1500 metrów, póki nogi kręcą. Nie zdecydowałem jeszcze ostatecznie, ale prawdopodobnie zrezygnuję z mistrzostw Polski weteranów i mistrzostw Europy weteranów. W marcu mam napięty terminarz, sporo imprez biegowych i prywatnych, nie jestem w stanie wcisnąć wszystkiego. A ponieważ w tym roku nastawiam się głównie na szybkie czasy, co nieco musi odpaść.

Koncentruję się na ogólnym wzmacnianiu i dobrym treningu. Nie kombinuję, nie ścigam się na odcinkach, nie wykańczam na co dzień. Za to w dzień startu kipię energią, czuję się mocny i fizycznie, i psychicznie.


Z Arturem - dwóch rekordzistów weteranów : )






Kategoria: Starty 2016
Komentarze: (7)
Zaktualizowano: 03/02/2016, 20:00

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

Jarosław Jagieła
03/02/2016, 23:31
#
Jak dla mnie świetny wynik! Gratulacje!
K woli ścisłości. Czy te Twoje "luźne wybiegania" od 4:08-3:56 to aby nie przesada?! Jaki to jest procent tętna max? To znaczy ja nie neguję tego, że na pewnym poziomie rozbiegania osiągają takie tempo, tylko, że po mocnym starcie takie bieganie dwa dni po wydaje mi się delikatnie powiedziawszy ryzykowne.
Marcin Nagórek
04/02/2016, 01:26
#
Jarek - nie mierzę tętna ; ) Tętno jest mocno przereklamowane.

To jest ciekawe zagadnienie, bo ogólnie mówiąc, po starcie i po akcentach robi się treningi luźne. Dla mnie bieganie krótkiego, szybkiego rozbiegania jest o wiele luźniejsze niż zrobienie np. 20 km po 5:00/km. Nie wiem, czy pamiętasz, że miałem sezon, kiedy biegałem WSZYSTKIE rozbiegania w tempie rzędu 3:40-3:30/km. Trzymając się terminologii angielskiej, nie nazywałbym tego rozbieganiem, co sugeruje "recovery jog", ale "aerobic training" - bieg tlenowy.

Osiągane na treningach (i zawodach) prędkości są w dużej mierze pochodną napięcia mięśniowego. Jeśli utrzymujesz wysokie napięcie mięśniowe, dobrą reaktywność mięśni, bieganie szybko jest dziecinnie łatwe. Dla mnie zrobienie 10 km w tempie nawet 3:40/km to trening wręcz zabawowy. Patrząc na zmęczenie, zastanawiam się bardziej nad obciążeniem mięśni niż nad tym, jaki to procent tętna. Próbowałem biegania po starcie interwałów, siły, wielu kombinacji. Te metaboliczne teorie o bieganiu na określony procent tętna są mocno przereklamowane, szczególnie w przygotowaniu do biegów krótszych.
Piotr Stanek
04/02/2016, 10:17
#
Świetny bieg i gratulacje Marcinie!

" Za to w dzień startu kipię energią, czuję się mocny i fizycznie, i psychicznie." jak kiedyś pisałeś o to chodzi, aby w dniu 0 być gotowym do działania.

O co chodzi z tym napięciem mięśniowym?
Vide:
"Jeśli utrzymujesz wysokie napięcie mięśniowe, dobrą reaktywność mięśni, bieganie szybko jest dziecinnie łatwe."
pozdrowienia

update: nie ten cytat, poprawiłem.
Maciek W.
04/02/2016, 10:58
#
Ale fajnie! Gratulacje! :)
I koszulka z wilkiem. Mega!
Pozdrowienia.
Jarosław Jagieła
04/02/2016, 10:59
#
Liczyłem właśnie na taką odpowiedź :) Ta moja uwaga była swoistą zaczepką, bo nie jest tajemnicą, że Twoje podejście do treningu jest "inne", a mnie bardzo interesują takie elementy, które optymalizują ćwiczenie organizmu.
W kwestii temp tych tlenowych wybiegań bardziej ciekawi mnie ich faktyczna rola krótko po zawodach. To ma być regeneracja podniszczonych włókien mięśniowych czy powolna utylizacja produktów tzw. zakwaszenia?
Pewnie ocena zależy od dystansu na jakim się ścigaliśmy i poziomu ogólnego wytrenowania.
P.S. Też nie mierzę tętna :) I od paru miesięcy uwagę skupiam na poprawie motoryki, tzw. stylu, unikając zbędnego napięcia mięśni odcinka lędźwiowego.
I jest git!
04/02/2016, 11:04
#
30 stycznia na 800m startował Konieczny, więc chyba niestety ani razu na czele tabel nie byłeś. Tym niemniej gratulacje. I pytanie jakie plany startowe na marzec, skoro kalendarz taki napięty? Może półmaraton?
Marcin Nagórek
04/02/2016, 17:46
#
Jarek, tu nie chodzi o konkretny cel, a o to, co można zrobić i co się opłaca długoterminowo. Nie wiem, czy pamiętasz, ale rok temu po startach dorzucałem dzień po krótkie podbiegi, żeby maksymalizować wzrost siły. To nie zdawało egzaminu. Rozbieganie jest dlatego, że się najbardziej opłaca w długiej perspektywie. W krótkiej chyba zresztą też.

Regeneracja zniszczonych włókien to nie jest. Jeżeli już, to praca na innych włóknach niż używane dzień wcześniej. Zawsze staram się bodźcować naprzemiennie. Wypłukanie z mleczanu - całkiem możliwe. Poza tym po mocnym bodźcu aktywującym enzymy beztlenowe jest czas na aktywację tych tlenowych.

Piotr - napięcie mięśniowe można tu definiować jako gotowość do szybkiego biegu. Są treningi, które obniżają, są takie, które podnoszą. W moim obecnym treningu jestem niemal zawsze gotowy do szybkiego biegania, mimo braku specyficznych treningów.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Mocny styczeń
Następny: 10 lat bloga
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Listopad 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin