11
01/2016
16:20
Siedemnasty rok startów biegowych zacząłem z przytupem. Pojechałem na halę do Torunia, gdzie w pierwszym podejściu, po trzech miesiącach od 35. urodzin, rozjechałem rekord Polski w tej kategorii wiekowej na dystansie 1000 metrów. Wynik 2:29,37 jest przy okazji moim najlepszym od paru lat, konkretnie od 2011, kiedy pobiegłem - ale na stadionie! - 2:29,35. Myliłby się jednak ten, który uznałby mnie za w pełni usatysfakcjonowanego. Cieszę się z potwierdzenia dobrej dyspozycji, ale czuję w sobie moc na jeszcze szybsze bieganie. Zawsze jestem głodny lepszych wyników.

Pamiętajmy że 1 km to dystans biegany dość rzadko. Rok temu miałem dwa podejścia, jedno na hali, drugie na stadionie i wykręciłem 2:33 i 2:32. W obu przypadkach warunki były jednak ciężkie i już wtedy czułem, że mogę pobiec mocniej. Zresztą okolice 2:35 kręciłem po drodze na 1500 metrów. Mimo wszystko jestem bardzo zadowolony z wejścia do nowej kategorii wiekowej, weterańskiej. Odbyło się to jak należy, z mocnym uderzeniem. Stary rekord poprawiłem o prawie 3,5 sekundy. Cieszy mnie, że mimo coraz bardziej zaawansowanego wieku rozsądnym treningiem trzymam dobrą dyspozycję, unikam kontuzji, a nawet myślę o kolejnych rekordach życiowych.

Od czasu mojej ostatniej życiówki minęły już blisko 4 lata, a to bardzo dużo w tym wieku. Czy jestem w stanie wrócić do formy rzędu 3:45 na 1500 metrów? Najpierw rzućmy okiem na sam start. Dwa dni przed nim byłem załamany. Spadł śnieg i na prostym, krótkim rozruchu w lesie po raz kolejny władowałem prawą stopę w dołek i uszkodziłem kostkę. Trzeci raz w ciągu dwóch miesięcy, co oznacza, że ryzyko chronicznej niestabilności rośnie. Szczęście w nieszczęściu, że było to odrobinę inne miejsce niż ostatnio - bardziej pod kostką i na samym stawie niż z przodu. Poprzednio przemieściłem nogę w bok i do przodu, teraz tylko mocno w bok. Na domiar złego wieczorem podczas spotkania redakcyjnego doprawiłem się na schodach. Stanąłem na stopniu samym koniuszkiem stopy, straciłem równowagę i kostka znowu poleciała w bok.

Rytuał przedstartowy był podobny jak przed ostatnim City Trailem. W środę rozruch 3+3 km, w środku krótka gimnastyka. Czwartek wolny, start w piątek. Znowu nie czułem się rewelacyjnie, w pociągu wręcz marnie. Podczas rozgrzewki w Toruniu było już w miarę ok, ale prawdziwą moc poczułem po założeniu kolców. Kostka była wyczuwalna minimalnie, co trochę mnie blokowało, bo w kolcach koniecznie jest wysokie wspięcie na palce. Dałem jednak radę. Dwie przebieżki po okrężnej hali wyszły w 13,5 sekundy, co pokazywało dużą moc pod butem. To był start totalnie na żywca - bez specyficznego przygotowania. Odejście od niego można było widzieć u mnie już w poprzednich latach, ale tym razem było totalne. Kolców nie miałem na nodze od początku września i mniej więcej od tego czasu nie biegałem w ogóle szybkich odcinków. Z jednym wyjątkiem: robiłem krótkie, strome podbiegi. Poza mną w Polsce nikt tak nie startuje.

W biegu popełniłem dwa główne błędy, jeden będący konsekwencją drugiego. Sędziowie puścili aż 15 biegaczy, co na hali, na takim dystansie jest bardzo nieprzyjemne. Normalnie na stadionie w biegu na 1500 metrów finał liczy tylko 12 zawodników, a tutaj jest przecież o wiele mniej miejsca. Wszystko to wyrośnięta młodzież bez instynktu samozachowawczego. Pierwsze 50 metrów to wyścig na maxa, w którym nie chciałem brać udziału. Zostałem z tyłu, kompletnie zamknięty i żeby wydostać się na czoło, musiałem szeroko obiegać całą grupę po wirażu, co chwilę hamując i przydeptując kogoś. Pierwsza setka wyszła w związku z tym wolno - ok. 15 sekund. Gdy się w końcu oswobodziłem, od razu trzepnąłem gaz do dechy i zdecydowanie przeszarżowałem - 13,3 sekundy kolejna setka, czyli tempo na 2:20. Za mocno, pierwszy błąd. Poczułem to w nogach. Pierwsze 200 metrów w 28,3 sekundy i chociaż potem hamowałem, 400 metrów wyszło jeszcze w 58,5.

I tu błąd numer dwa - za bardzo się rozluźniłem. 1000 metrów to pięć okrążeń hali i trzecie oraz czwarte były zdecydowanie za wolne. Trochę odczułem to szarpnięcie z początku, poza tym brakowało mi tych specyficznych odcinków, czułem zmęczenie i nie wiedziałem, czego się spodziewać. Przy tych prędkościach wyczucie oraz instynkt są piekielnie ważne, a po paru miesiącach bez ścigania trzeba to budować od nowa. Spokojnie mogłem bardziej docisnąć. Po 800 metrach na liczniku było 2:00,5. Za mną trzymało się dwóch mocnych juniorów. Ale wtedy na ostatnim okrążeniu znowu szarpnąłem i odskoczyłem im na ponad dwie sekundy. To sporo.

W biegu czułem moc, miałem finisz i dobrą motorykę. Ostatnie 200 metrów pobiegłem w 28,8. To lepiej niż w ostatnich trzech latach, ale jest tu jeszcze rezerwa. 28,0 należy się jak psu buda, a moim celem jest zejście do poziomów z najlepszych lat, czyli przy równym tempie finisz w 27-26 sekund. Te różnice wydają się ułamkowe, ale przy tych prędkościach są bardzo znaczące. Trudność jest kolosalna. W biegu średnim 200 metrów przed metą człowiek czuje się kompletnie wypompowany, boli wszystko, brakuje tlenu - uczucie, jakby od 5 minut przebywało się pod wodą. W tych warunkach i na tym zmęczeniu trzeba bardzo mocno zmienić rytm i zmusić mięśnie do pracy na maksymalnych obrotach. A to jest wejście z już bardzo wysokich obrotów. To jak w samochodzie redukcja z wysokich obrotów na czwórce na trójkę - można spalić silnik. Bardzo wiele zależy tu od psychiki i tego, do jakiego zniszczenia można doprowadzić mięśnie. Dobry finisz jest jak harakiri - oddajesz wszystko co masz, pierwsza setka z ostatnich 200 metrów to wbicie noża w brzuch, potem traci się głowę. Sęk w tym, że to ostatnie okrążenie wydaje się diabelnie długie i trudno przyłożyć się od początku. Mózg to blokuje. To tak, jakby biec pod górkę na maxa 400 metrów, a na szczycie zorientować się, że trzeba jeszcze przyspieszyć na kolejne 200. Sztuką jest zmiana prędkości od razu na maksymalną, ale mało kto to potrafi.

Moją ulubioną maksymą a propos biegów średnich jest powiedzenie: pierwsza połowa na maksa, a potem przyspieszamy. To doskonale oddaje specyfikę tych dystansów i dokładnie takie uczucie jest w biegu.

Podsumowując: fajne bieganie, przyzwoity czas, ale jest tu rezerwa. Przy idealnym rozprowadzeniu widzę się na 2:25 w samotnym biegu. A wiem, o czym mówię, bo swoją życiówkę, czyli 2:24,21, też zrobiłem samotnie, z drugim miejscem 20 sekund z tyłu.

Jest jednak kilka spraw, które mnie diabelnie cieszą. Po pierwsze, ogólny powrót mocy. Od paru lat pracuję nad motoryką, a w ostatnich miesiącach skupiłem na niej wszystkie siły. I jest dobrze, czuję się silny i szybki, mam swobodny krok, mimo codziennych długich godzin wytłukiwanych przed komputerem. Po drugie, był dobry finisz. Przyspieszenie z prawie 31 sekund na czwartym okrążeniu na te 28,8 na ostatnim, co zniszczyło dwóch ostatnich trzymających się rywali. To nie jest tak łatwe jak brzmi. Tu zresztą ciekawostka dla tych, którzy sądzą, że trening to prosta sprawa: biegam od pewnego czasu dużo mniej, mam więcej dni wolnych, nie robię długich rozbiegań, żadnych biegów ciągłych, interwałów, ani odcinków w tempie startowym. A finisz coraz lepszy - nie tylko na tym 1 km, ale i na 5 km, które biegłem w grudniu. Na chłopską logikę zdolności tlenowe powinny spadać i powinienem być słabszy, a tu proszę. Po prostu trening nie rządzi się chłopską logiką.

Trzecia, ogromnie ważna sprawa: stan achillesa. Z powodu achillesa ostatnie dwa sezony miałem do niczego. Ale w końcu kombinacja ćwiczeń oraz wkładek do butów odpaliła. Dość powiedzieć, że dwa dni po starcie robiłem siłę techniczno-podbiegową i ponieważ było ślisko, założyłem kolce. Czegoś takiego nie mogłem wykonać od wielu lat. Jeszcze w lipcu po każdym biegu w kolcach regenerowałem ścięgno przez tydzień. Tym razem zero bólu, to aż niewiarygodne. I mam nadzieję, że tak zostanie. W całkiem dobrym stanie mam też łydki. Zwykle po pierwszym starcie w kolcach nie mogłem chodzić przez kilka dni.

Co dalej? Otóż nic. Na razie nie startuję, zrobię dwa-trzy tygodnie czystego treningu. Głównym powodem jest stan oskrzeli - po bieganiu na hali łapią mnie straszliwe stany alergiczne. Kaszlę tygodniami, nie mogę spać, nie pomagają żadne leki. W zeszłym roku straciłem przez to mistrzostwa Polski. Tym razem jest nieźle. Od razu po starcie ładuję tabletkę na alergię. Mimo to kichałem, smarkałem, kaszlałem i leciało mi z nosa. Po dwóch dniach jest jednak niemal dobrze. Wszystkie noce normalnie przespałem. Duży postęp w porównaniu do zeszłego roku, co jest efektem rygorystycznej diety i ogólnego hartowania. Nie chcę jednak próbować, co się stanie po starcie tydzień w tydzień. Nie mam też czasu w kolejny weekend. Mogę za to skupić się na dalszych przygotowaniach, w tym treningu siły ogólnej,w którym jestem coraz lepszy. Niewiarygodne, jak pod wpływem kalisteniki zmienia się ciało i poczucie kontroli nad nim.

Na przełomie stycznia i lutego planuję kolejny start, ale nie wiem jeszcze, jaki dystans. Chciałbym zaatakować chociaż raz 800 metrów, ale tutaj pobiec samotnie na hali szybciej niż 1:54 jest bardzo trudno. Dlatego szukałbym biegu z dobrą obsadą. Docelowo pobiegnę 1500 metrów, ten sam dystans planuję na mistrzostwach Polski. Ale jeśli po drodze zdarzy się możliwość startu na 3000 metrów, rozważę go. Trening tak czy inaczej zostaje taki sam. Robię swoje, to co dotychczas, bez zmian i bez wskakiwania w specyficzne odcinki.

Kategoria: Starty 2016
Komentarze: (13)
Zaktualizowano: 11/01/2016, 17:17

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

11/01/2016, 19:39
#
Gratulacje! Twój trening pokazuje jak bez morderczych odcinków można biegać całkiem, całkiem szybko. Ciekawe kiedy ''trenerzy'' kadry wpadną na pomysł, że nie trzeba katować juniorów, młodzieżowców żeby Ci biegali 3.45min na 1500m. Na profilu jednego z młodzieżowców czytam, że machnął w Szklarskiej Porębie blisko 200km w tydzień. Owy junior ma PB 3.51, 8.13, 14.18. Nie twierdzę, że nie trzeba zasuwać na treningach ale gdzie sens, gdzie logika?

A odbiegając od tematu, czy wiesz może Marcinie jaka była przyczyna zakończenia współpracy Henryka Szosta i Leonida Shvetsova? Aktualnie Henryk trenuje ze Zbigniewem Królem i szykuję się do maratonu Lake Biwa.

Pozdrawiam!
Marcin Nagórek
11/01/2016, 20:43
#
Hej Damian - zajezdnia młodych to norma, niektórzy nawet psychicznie nie mogą opuścić. Akurat rozmawiałem przez telefon z kumplem i wspominał "rozbiegania" młodzieży z Zamościa - zwykle mocniejsze niż zawody.

O Heńku Szoście sam się dowiedziałem dopiero dzisiaj. Podejrzewam, że zadziałała kombinacja odległości, braku progresu w ostatnich 2 latach, słabej komunikacji. Ale kto wie.
Jarosław Jagieła
11/01/2016, 22:10
#
Duże gratulacje! Sedno tej opowieści poza rekordowym wynikiem brzmi - RADOŚĆ.
Miło poczytać świadomie szczęśliwego człowieka :)
Rozumiem, że 12 marca widzimy się na Mistrzostwach Polski Weteranów ;)
Marcin Nagórek
11/01/2016, 23:14
#
Jarek, dzięki. Nie mam jeszcze pewności co do mistrzostw Polski, ale pewnie przyjadę i przebiegnę dystans czy dwa ; )
12/01/2016, 08:45
#
Marcin gratulacje! Widać, że upór i konsekwencja przynoszą rezultaty. Bo jakby nie patrzeć Twoje wyniki seniorskie, choć bardzo dobre, to rekordowe nie były. A teraz Twoi rówieśnicy albo już w ogóle nie startują, albo nie mają takiej formy.
A tu pierwszy start i od razu rekord i kolejne plany.
Poza tym miło komuś powiedzieć: "A mój Trener w zeszły weekend pobił rekord Polski"
12/01/2016, 17:20
#
Gratulacje!
Z ciekawości - czy żeby Twój rekord został oficjalnie uznany, muszą zostać spełnione jakieś warunki (obecność delegata PZLA lub inne formalności itp.)?
Marcin Nagórek
12/01/2016, 19:57
#
Rekord uznaje Polski Związek Weteranów Lekkiej Atletyki, a nie PZLA. PZLA nie oficjalnie prowadzi takich statystyk. Z tego co wiem, nie ma obecnie żadnych wymogów, bo to nie jest profesjonalne bieganie.
Piotr Stanek
15/01/2016, 06:54
#
Marcine

gratulacje wielkie dla Ciebie :)
Oby tak dalej. I fajnie, że jak Jarosław zauważył, że widać Twoją radość :)
19/01/2016, 22:59
#
Gratuluję dobrego wejścia w rzeczywistość weterańską.
HRP M35 na 1000m był łatwy do zrobienia, obecny HRP M35 to kupa śmiechu (3'57,08s), wyzwaniem jest 800m- obecnie 1'55,64s Michała Bernardelliego.
Ale wierzę, że dasz radę.
Marcin Nagórek
20/01/2016, 12:51
#
Mnie oba wydają się łatwe, a 800 metrów w szczególności ; ) Sęk w tym, że 1500 nie jest łatwo pobiec na hali. Raz, że kwestia dystansu i prędkości, ale dwa - trudność w wykonaniu specyficznego treningu w warunkach zimowych. Dlatego zwykle nie startowałem w hali na tym dystansie. W tym roku będzie inaczej.

Jako ciekawostkę powiem Ci, że 3:57 jest chyba mocniejsze lub na tym samym poziomie co 1:55. McMillan podaje je jako równoważne, ale 3:57 to 2 klasa ze sporym zapasem, a 1:55 - ledwo, ledwo.
01/02/2016, 11:48
#
Marcinie, rekord już chyba nieaktualny ;) Zdaje się że Artur Kern wykręcił wczoraj 2:28,74
01/02/2016, 11:59
#
1'53,81s. Gratulacje!!!!
Co to był za dziwaczny bieg? W komunikacie z zawodów (http://domtel-sport.pl/insidethecode/files/6614-pl.pdf) podają, że międzyczas na 400m wynosił 61,24s??? Druga połowa w 52,5s? Czy to nie pomyłka?
Marcin Nagórek
01/02/2016, 14:47
#
W komunikacie jest błąd. Nie wiem dokładnie, ile było pierwsze 400m. Zegar był daleko i w przelocie rzuciłem okiem, widząc 55, ale ktoś inny twierdzi, że 56. Było mocne pierwsze 200m, potem uspokojenie tempa i bardzo mocne ostatnie 150. Na 52,5 na drugim okrążeniu na razie mnie chyba nie stać : )

Rekord na 1000 m nieaktualny. Stałem obok, kibicując i robiąc zdjęcia, więc dobrze o tym wiem. Spodziewałem się, bo 2:29 to jest relatywnie wolne bieganie. Jestem w stanie wykręcić dużo więcej, ale chyba nie będę miał okazji w tym roku.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Następny: Mocny styczeń
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Maj 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin