29
11/2015
14:40
To, że trening bywa bolesny nie powinno być dla mnie zaskoczeniem po kilkunastu latach biegania. A jednak! I dotyczy to czasami nieoczekiwanych bodźców.

Ponieważ w tym roku nastawiam się szczególnie mocno na bieganie krótkich dystansów, mam spory komfort: mogę robić to, co zawsze lubiłem i co, jak sądziłem, przychodziło mi bez trudu. Czyli biegać mniej, ale energicznie, wykonywać regularne sesje siłowe i interwałowe. Te ostatnie zaskoczyły mnie jednak ilością energii, jaką trzeba w nie włożyć.

Biegając w ostatnich latach więcej, z większym naciskiem na dłuższe biegi, w myślach trochę idealizowałem przygotowania, które wykonywałem kiedyś. Po przestawieniu na długi dystans zdarzało mi się biegać swego czasu naprawdę dużo - mój rekordowy tygodniowy przebieg to 211 kilometrów. Oczywiście nie teraz, tylko w latach 2008-2010. W ostatnich latach na takie szaleństwa nie pozwalał już brak czasu i kontuzje. Nawet w szczycie objętości tego typu wyskoki zdarzały się niezmiernie rzadko, ale kilometraż rzędu 100-140 tygodniowo był dla mnie przez pewien czas normą.

Na tym tle trening średniodystansowy, kiedy rzadko biega się więcej niż 70 km tygodniowo, a tygodnie powyżej 90 można policzyć na palcach jednej ręki, wydaje się zabawą. Oczywiście jest to coś za coś - jest mniej biegania, ale za to częste, agresywne akcenty i ciężka siła. To jednak trening, który lubię i który zawsze wydawał mi się przyjemny - w odróżnieniu od wielkiej objętości, biegów ciągłych, długich rozbiegań i długich interwałów. Przeglądając dzienniczki treningowe z lat 2000-2006, mogłem wzdychać - ach, kiedyś to się robiło takie fajne przygotowania! Sama przyjemność, odcinki, niemal codziennie coś szybkiego.

Ostatnio mocno nawiązuję do tamtych czasów, a ponieważ akcenty wytrzymałości siłowej rozwijają się, pobiegałem całkiem solidne sesje podbiegowe. Dwa razy zrobiłem 15x200 metrów pod górkę, z przerwą w truchcie, raz 20x200 metrów. I co się okazało? Przyjemność z tego jest... no, powiedzmy, średnia. Nie ma jednak cudów, swoje trzeba wybiegać. 20x200 metrów, mimo że biegam bardzo swobodnie, bez ciśnięcia, to akcent, który daje mocno w tyłek. Mina trochę mi zrzedła, gdy przejrzałem stare dzienniczki. Owszem, do biegów średnich biega się mało, ale jest to orka, którą mało kto jest w stanie znieść. Te akcenty, interwały i zabawy biegowe wyglądają skromnie tylko na papierze. Gdy trzeba je wycisnąć, po prostu boli. Kiedyś normą było dla mnie bieganie sesji odcinków dzień po dniu. Np. 20x200 metrów pod górkę w piątek, a w sobotę 20x200 metrów mocno na płaskim. W przygotowaniu tempowym w jeden dzień 5x400 metrów na maxa, następnego dnia 10x200 metrów na maxa. Obecnie trenuję inaczej, ale nabrałem szacunku do samego siebie ze starych czasów. Coś, co z perspektywy lat wydaje się względnie łatwe, wtedy było wykonywane na granicy możliwości. A byłem 15 lat młodszy!

Równocześnie jednak jestem zadowolony. Czasami boli, ale jest to przyjemny ból i przyjemne akcenty. Moja forma wygląda bardzo obiecująco i ogólnie czuję się dobrze. Kontynuuję siłowe zmagania opisane ostatnio, a dzisiaj sprawdziłem się w kontrolnym starcie. To, co mnie cieszy, to fakt, że mimo niewielkiej objętości jestem w stanie utrzymać podstawy tlenowe i na nich budować coś więcej. Interwał działa na mnie budująco.

Wystartowałem w cyklu City Trail - po raz pierwszy w życiu. Bardzo mi się podobało - świetne zawody, przyjemna organizacja, malownicza trasa. No i sam pomysł doskonały. W Warszawie trafiłem na bardzo mocną ekipę, padł rekord trasy. Dobiegłem na 5 km czwarty z czasem 15:47. Na mecie czułem wielkie zadowolenie. Przed startem zakładałem, że złamać 16 minut będzie bardzo ciężko, a pesymistycznie byłem gotowy nawet na bombę i czas rzędu 16:30. Wszystko trzeba widzieć w odpowiednim kontekście. Po maratonie biegałem do tej pory bardzo mało. Ani razu nie udało mi się zamknąć tygodnia siedmioma treningami. Najpierw wprowadzenie, potem jakieś wyjazdy, skręcona kostka. Biegałem tylko 5-6 razy w tygodniu i ciągiem ani razu nie zrobiłem więcej niż 10 km. Najbardziej objętościowy tydzień - 60 kilometrów. Do tego regularna siła na podbiegu i siła ogólna w domu, po której czuję się ociężały i wciąż zmęczony. W porównaniu do września mam 3 kg więcej. No i wszystkie moje akcenty to krótkie odcinki, czasami wręcz bardzo krótkie. Siła techniczna, w czasie której robię skip i wieloskok, to zaledwie 50 metrów, z komfortowymi przerwami w spacerku.

Równocześnie jednak utrzymuję ogólnie dobre samopoczucie i trenuję zgodnie z zasadą, która się u mnie sprawdza: regularne akcenty, ale niezbyt ciężkie. Unikam przemęczenia. Kto wie, czy nie zostanę już na stałe z 6 treningami tygodniowo. Przed podbiegami biegam mało, podobnie na koniec, tylko 3-4 kilometry. Ale za to nie hamuję się, a gdy czuję moc, nawet przydeptuję gaz. Normą są dla mnie prędkości rzędu 4:10-4:00/km na crossie. Dwa tygodnie temu, wracając z podbiegów, przycisnąłem jeden kilometr w 3:35. Tydzień temu - w 3:20. Rozbiegania często śmigam po crossie i przeciętnie wychodzi mi poniżej 4:20/km. Na bazie niezłego ostatniego roku i siłowych przygotowań z trzech ostatnich buduję bardzo obiecującą formę. Szczególnie w kontekście średnich dystansów. Jestem dobrej myśli.

Równocześnie nie jest to jednak zupełna zabawa. Na 3:35/km czułem już lekką zadyszkę, na 3:20 dość znaczną. Nogi są zmęczone po podbiegach i nigdy nie mam zupełnej świeżości. Zanim wypocznę zupełnie, dobijam się kolejną wymagającą sesją. Plany są zaś jeszcze ambitniejsze. Myślę o podbiegach rzędu 30x200 metrów, a jeśli wydłużę odcinek na maksa, to 20 lub nawet 30x300 metrów. Wtedy mam 60 metrów płaskiego i 240 metrów podbiegu. No i siła w domu. Tu moim niespełnionym od lat marzeniem jest zrobienie pełnej flagi lub deski w staniu na rękach, o tak:



Jest więc dobrze, a miejmy nadzieję, że będzie jeszcze lepiej. Jeśli w grudniu pogoda się utrzyma, zaatakuję jeszcze jeden City Trail, w Warszawie lub innym mieście, licząc na jeszcze szybsze bieganie. Na razie kontynuuję moją zabawę, która po bliższym przyjrzeniu się okazuje się nie taką znowu zabawą.
Kategoria: Trening 2015
Komentarze: (29)
Zaktualizowano: 29/11/2015, 15:20

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

29/11/2015, 16:07
#
Deska w staniu na rękach przy wzroście prawie 190cm??? Będę śledził postępy... :-)))
Marcin Nagórek
29/11/2015, 22:42
#
Na razie poza zasięgiem, ale może kiedyś...?
Piotr Stanek
30/11/2015, 09:40
#
Może te 6 treningów tygodniowo faktycznie można sprawdzić na dłuższy czas?

"Na razie kontynuuję moją zabawę, która po bliższym przyjrzeniu się okazuje się nie taką znowu zabawą." dobrze napisane :)
Marcin Nagórek
30/11/2015, 12:18
#
Jest to możliwe. Tym systemem trenuje Bernard Lagat, zdecydowanie szybkościowiec i dokładnie mój typ treningu. Mam wrażenie, że w grudniu i tak utrzymanie reżimu 7 treningów w każdym tygodniu jest nierealne, ze względu na Święta, związane z tym wyjazdy itd.

No i szybkościowiec musi pracowac na względnym luzie - to jest pewne.
Mikołaj Raczyński
30/11/2015, 15:31
#
Marcin, posługujesz się terminami szybkościowiec / wytrzymałościowiec, jak to rozpoznajesz kto jest ten, a kto ten. W Twoim przypadku to ok, trenujesz już x lat i już znasz swój organizm, ale w przypadku innych, np. zawodników, których trenujesz?

Pozdrawiam
Marcin Nagórek
30/11/2015, 19:21
#
Nie da się tego opisać w skrócie, ale spróbuje zagadnieniowo: analiza wyników, analiza treningu, analiza reakcji na różne rodzaje treningu, analiza słabych i mocnych stron na zawodach, ewentualnie test maksymalnego zakwaszenia i maksymalnej szybkości. I może jeszcze porównanie prędkości różnych rodzajów treningu przy spontanicznym bieganiu.
Marcin Nagórek
30/11/2015, 19:23
#
Trochę pisałem o tym przy okazji umieszczenia planów na maratonach polskich: http://www.maratonypolskie.pl/mp_index.php?dzial=8&action=8&code=7
30/11/2015, 20:07
#
Zrobić 30x200m podbiegu, to nie obejdzie się bez urazu na psychice :D Żartuje oczywiście, najwięcej w swoim treningu robiłem 20x200m pod górę, najbardziej dłużyło sie pierwsze 10 odcinków. Co do flagi, ja założyłem, że muszę wykonać wejście siłowe na drążku z pełnego zwisu. Nie jakieś udawane przy pomocy nóg, tylko czysto siłowe. Po dwóch miesiącach zabawy na drążku udało się. Flaga chyba definitywnie trudniejsza. Pozdrawiam.
Marcin Nagórek
01/12/2015, 01:59
#
Wejście siłowe to uniesienie się na drążku do pionu? Ile razy byłeś wtedy w stanie sie podciagnąć? Dawałeś radę na jednej ręce?
01/12/2015, 08:13
#
Dokładnie tak, uniesienie do pionu z pełnego zwisu. Udało mi się zrobić dwa takie pełne wejścia jedno po drugim a prawidłowych podciągnięć 18. Bawiłem się a w sumie nadal się bawię na drążku, podciąganie nachwytem, podchwytem, od bardzo wąskiego chwytu po szeroki. Kombinuje z ułożeniem rąk np. jedna nachwyt, druga podchwyt i się podciągam albo też z dodatkowym obciążeniem. Jedną ręką nie próbowałem się podciągać. Ogólnie to takie zainspirowanie po zobaczeniu filmiku z Frankiem Medrano https://www.youtube.com/watch?v=mvJHw64fxgQ gość wymiata niesamowicie. Drążek kapitalny i chyba bardzo niedoceniany przyrząd do ćwiczeń.
Mikołaj Raczyński
01/12/2015, 11:57
#
Dzięki za odpowiedź
Marcin Nagórek
01/12/2015, 12:04
#
Medrano znam, a drążek promuje w swojej książce Paul Wade. Polecam - "Skazany na trening" - masz całą ścieżkę dojścia do podciągnięć na jednej ręce. Plus jest tam cała teoria o tym, dlaczego te ćwiczenia są korzystniejsze od zabawy ze sztangą. Pogrzeb też na youtube pod hasłem Miro-Spartan - to polski 64-latek, ktory wyczynia cuda. A przy tym bardzo pozytywny człowiek.

Kolejnym krokiem po podciąganiu na jednej ręce jest podciąganie na jednym palcu : )

To twoje ćwiczenie z kolei wymaga piekielnie silnego brzucha. Dla mnie wydaje się do zrobienia, nawet gdy przekroczę barierę 20 podciągnięć - jestem za długi. Ale próbuję. U Wade'a jednym z ćwiczeń docelowych jest uniesienie prostych nóg w zwisie do kąta 45 stopni. To samo można zrobić, opierając się rękami o podłogę. Mnie oprócz siły blokują pospinane dwugłowce.

Zabawa przednia, a ja gratuluje postepu. Przy okazji, nie wiem, czy kojarzysz, ale w moich wczesnych czasach był w bieganiu biegacz Piotrek Krupa. Obecnie prowadzi profil na facebooku, gdzie bawi się tymi ćwiczeniami i też jest niezły.
01/12/2015, 13:28
#
Tak, kojarze takiego gościa, całkiem szybki ścigacz był. Jak zacząłem jeździć na obozy to słyszałem takie powiedzenie ''luźno w trupa jak Piotrek Krupa'' :D Przejrzałem kilka filmików o których mówiłeś, Miro daje czadu, zadziwiająca sprawność i siła. Wracając do drążka, pracuje ze mną kolega który chodzi na pakernie, ciska tam 100kg na klate a na drążku jest cienki jak barszcz :)
01/12/2015, 13:45
#
Widzę, że koledzy tu piszą dużo o podciąganiu na drążku i treningu z ciężarem własnego ciała. Próbował ktoś robić pompki w staniu na rękach? Z własnego doświadczenia powiem, że trudne to zadanie. O ile z drążkiem idzie i w miarę, bo obecnie jestem wstanie robić nachwytem na szerokim rozstawie do 12 podciągnięć to z pompkami na rękach jest ciężko. Samo stanie nie sprawia mi problemu, ale już ugięcie rąk to tak. Raz udało mi się zrobić jedną pełną pompkę i to jeszcze przy asekuracji kolegi, który lekko mnie pod koniec podciągnął. Ma ktoś jakieś doświadczenia z tym związane i mógłby się podzielić?

Mam pytanko jeszcze jak by ktoś mógł poradzić. Ze względu na pogodę zdarza mi się coraz częściej odwiedzać siłownię i biegać na bieżni elektrycznej. Co sądzicie o bieganiu przykładowo 30-40 min przy nachyleniu 5-7%?? Ma to jakiś większy sens? Jest to dobry zamiennik dłuższych podbiegów?
Marcin Nagórek
01/12/2015, 19:14
#
Podciąganie w szerokim rozstawie wzmacnia bardziej plecy niż ręce. Natomiast do pompek w staniu na rękach potrzebujesz silnych rąk i barków. Jeśli chodzi o podciąganie, to spróbuj w wąskim chwycie, ręka przy ręce. Podobnie klasyczne pompki, w wąskich chwycie.

Generalnie jednak polecałbym Wade'a, o którym pisałem wyżej. Tam masz ścieżki dojścia do 6 kroków mistrzowskich, 6 ćwiczeń: podciąganie na jednej ręce, pompki na jednej ręce, pełny przysiad na jednej nodze, wyjście ze stania do mostka i powrót, podciaganie prostych nóg do klatki w zwisie... i to, o czym piszesz, czyli pompki w staniu na rękach - ale tu docelowe jest robienie tych pompek na jednej ręce : )

W kalistenice fajne jest to, że uzyskujesz sprawność i siłę funkcjonalną, czyli możesz robić niewiarygodne rzeczy ze swoim ciałem. Siłownia to jednak sztuczne, wymuszone ruchy, izolowana praca mięśni. Można ciskać gigantyczne ciężary, a wpraktyce mieć problem, żeby np. podnieść 50-kilogramowy worek ziemniaków.

Podbiegi - jeśli nie masz długich, to można się bez nich obejść. Ważne, żeby regularnie biegać krótkie. Mało kto ma dostęp do długich podbiegów i nie ma tu zdania, jeśli chodzi o bieżnię. Mam wrażenie, że to nie do samo i lepiej wtedy skupić się na innych elementach treningu, ale też nigdy tego nie stosowałem.
02/12/2015, 10:08
#
Chłopaki, czy ja czytam blog biegacza, czy może jednak blog skoczka o tyczce? :-)
Kalistenika jest świetna właśnie dla tyczkarzy, ale w bardzo ograniczonym zakresie w bieganiu.
Trzy lub cztery razy w tygodniu podciągam się na drążku i w ub. sezonie doszedłem do 16 podciągnięć nachwytem, ale nie widzę bezpośredniego związku tego osiągnięcia z osiągami biegowymi. Drążek jako ogólnorozwojówka jest OK, ale bez przesady...
Marcin Nagórek
02/12/2015, 11:38
#
To dyskusja nieco na uboczu treningu, ale podciąganie to tylko jeden z elementów. Ja zauważam dużą różnicę w samopoczuciu na treningu i jakości wykonywanych bodźców po wprowadzeniu intensywnego programu siłowego. Weź pod uwagę, że we wszystkich sportach na świecie w ostatnich latach znacznie wzrosła rola przygotowania fizycznego. Np. jak wyglądają piłkarze teraz i 30 lat temu. Obecni są znacznie bardziej umięśnieni. Do biegania ta rewolucja nie dotarła, ale w końcu dotrze - Salazar juz to robi.
02/12/2015, 20:01
#
"Np. jak wyglądają piłkarze teraz i 30 lat temu. Obecni są znacznie bardziej umięśnieni".
Kulturyści obecnie też są bardziej umięśnieni niż 30 lat temu!
Ciekawe jak działają na ludzie STERYDY?!

Zasadne byłoby odpowiedzieć na pytanie:
Czy Kenijczycy (biegacze) są lepiej umięśnieni niż 30 lat temu!
Wątpię!
Marcin Nagórek
03/12/2015, 00:43
#
Akurat sterydy były bardziej popularne 30 lat temu niż teraz ; )

Kenijczycy w światowych biegach pojawili się masowo dopiero 20 lat temu. Wcześniej były pojedyncze przypadki. A teraz to Kenijczycy najczęściej wpadają na koksie.

Każdy profesjonalny sport prędzej czy później idzie w kierunku dobrego przygotowania fizycznego. MOżna się spierać jedynie, jak to powinno wyglądać. Np. Mo Farah mimo morderczego treningu siłowego wcale nie wygląda na mocno napakowanego.
04/12/2015, 23:12
#
No dobra, może to dobry czas i miejsce żeby porozmawiać o znaczeniu CrossFit w bieganiu. Obecnie rozpocząłem program 5 treningów CrossFitu w tygodniu + 4 biegi. W przyszłym sezonie interesują mnie tylko 5K i 10K myślę więc, że dynamika, róznorodność oraz intensywność CrossFitu powinna dobrze się tu sprawdzić. Czy ktoś jeszcze łączy bieganie z CrossFitem w podobny sposób?
Marcin Nagórek
07/12/2015, 00:38
#
Dla mnie crossfit jest o tyle mało wartościowy, że ćwiczenia same w sobie są niekoniecznie poprawne i niekoniecznie zdrowe. W swoich ćwiczeniach atakuję słabe punkty, część z nich jest zalecana przez terapeutkę. A crossfit kojarzy mi się raczej z pierdołowatym machaniem sztangielką nie wiadomo po co i jak.

W crossficie problemem jest też to, że nie wiem, co robię i po co. Jeśli ćwiczę siłę, to robi się to na zasadzie mało i dość ciężko. Jeśli wytrzymałość siłową - ruchy specyficzne biegowo. A w crossficie jest wszystkiego po trochę i nie wiadomo, czemu to służy.

Poza tym myślę, że crossfit to po prostu modna nazwa czegoś, co było w sporcie od zawsze...
07/12/2015, 15:31
#
'Poza tym myślę, że crossfit to po prostu modna nazwa czegoś, co było w sporcie od zawsze...' Tu pełna zgoda - moja pierwsza reakcja na CrossFit: zaraz, zaraz jak 20 lat temu wyczynowo trenowałem judo to robilismy sobie bardzo podobne treningi lecz nikt tego nie nazywał CrossFitem. Zrobiłem mały research, trochę sam obserwuję po sobie i stwierdzam takie oto Top Ten problemy z CrossFitem (kolejność przypadkowa):

1. Problemy z przygotowaniem merytorycznym części (większości?) 'coachow' - tzw. certyfikowany coach CrossFit level 1 to jakis makabryczny żart - dwa dni szkolenia, kupa dolarów wydana i 20-latek wraca do swego boxu aby trenować podnoszenia ciężarów swoich adeptów. Co ów 20-latek robił wcześniej w sporcie? Ano, pakował na siłowni...

2. Jak wiemy, nie ma w medodyce treningu dowolnego sportu zasady: zapieprzam do zarzygania na każdym treningu. Mniej więcej taki jest jednak cel i etos wśród CrossFiterów: nie wiem po co, lecz wiem, że muszę dać z siebie wszystko. Dziś i zawsze. Tak trzeba. A co z mikro/makro cyklami? A co z progresem? Jak go mierzyć? Jak dozować bodźce? Kiedy jest czas na spokojniejszą pracę itp?

3. Kolejny argument: variety but not randomness. Już to wspomniałeś w swoim wpisie - jaki jest porządek ćwiczeń, dlaczego te, gdzie dążymy? To są trudne pytania do trenerów Crossfit - wydaje mi się, że oni są zakotwiczeni w 'tu i teraz' - moim celem jest zniszczyć was dzis na treningu lecz jeżeli chodzi o szerszy obraz treningowy oraz długofalowe cele - tu jest słabo. Jest źle. Jest tragicznie.

4. Uważam, że na każdym treningu CrossFit'u powinienem mieć informacje: słuchajcie słabeusze dzis trenujemy na 80% mocy bo pracujemy nad.... lub: dziś mamy serię ultrakrótkich submaksymalnych krótkich uderzeń więc.... Takich informacji brak zatem domniemaną zasadą jest, że po prostu pracuje się na maksa i tyle.

5. Problem z interwałową naturą CrossFitu - podczas gdy anaerobowy progres jest ograniczony, aerobowo możemy się rozwijać praktycznie nieskończenie (vide Lidiard). CrossFit sam w sobie nie oferuje takiej podbudowy, bazy aerobowej. Bez niej łatwo o wypalenie, kontuzje.

6. Próba wplatania podnoszenia ciężarów w wymiarze olimpijskim i oferownia tak trudnych technicznie, inwazyjnych i potencjalnie kontuzjogennych ćwiczeń masie amatorów bez przygotowania fizycznego jest bardzo ryzykowne. W efekcie powiela się błędy instruktora, który w najlepszym razie ma o tym blade pojęcie (tak, tak - to ten sam 'certyfikowany instruktor Level 1' - całe dwa dni szkoleń)

7. Pomniejsze problemy: kultowy/religijny charakter CrossFitu jest dość iritujący, częste przechwalanie sie Crossfiterow o ich rzekomej niezwykłej sprawności dość żenujące. CrossFiter nie jest bardziej wytrzymały od biegacza ani silniejszy od ciężarowca. CrossFiter jest po prostu dobry w .... CrossFicie.

8. Jak na wypozażenie (tanie z natury) oraz kwalifikacje instruktorów CrossFit jest zbyt drogi.

9. Brak indwywidualizacji oraz specyficzności treningu. Pomimo szumnych haseł to właśnie obiecujących, wszyscy trenują to samo i tak samo. Owszem można je zeskalować ale nie na tym ta indywidualizacja ma polegać. Zamiast zatem przemyślanego wyboru mamy nacisk na czas, nacisk na ilosc zamiast na technikę, specyficzność oraz przemyślany rozwój.

10. I wreszcie ostatni problem, który mam z CrossFitem: ja po prostu lubię dostać w kość - w grupie jest raźniej, człowiek się cieszy, że innym jest jeszcze gorzej (bardzo ludzkie i polskie podejście! :-) Zatem, pomimo krytyki uczęszczam nadal. Zobaczymy co będzie.
07/12/2015, 17:19
#
Jeśli dobrze pomyśleć nad crossfitem to mamy do czynienia z wytrzymałością siłową/szybkościową (interwały) i oszczędnością czasu (właśnie zacząłem realizować dla urozmaicenia). Natomiast 5 treningów crossfitu w tygodniu hm... kolega chyba pomylił fora internetowe. Tak jak Marcin pisał crosfit już był dawniej/zawsze (interwały, trening stacyjny-obwodowy itp. itd.). Jak ktoś lubi to można zrobić wszystko, nawet 5 razy dziennie może przebiec 2km zamiast 1 raz 10km. Jeśli ktoś robi bardzo dużo treningów to poprostu robi je źle. Jak zrobisz 1 katorżniczy trening siłowy w tygodniu to przez kilka dni dochodzisz do siebie. Ale jeśli ktoś lubi ... wolna wola. Czekamy na relację z efektów.
Jarosław Jagieła
08/12/2015, 10:49
#
"To dyskusja nieco na uboczu treningu, ale podciąganie to tylko jeden z elementów. Ja zauważam dużą różnicę w samopoczuciu na treningu i jakości wykonywanych bodźców po wprowadzeniu intensywnego programu siłowego. Weź pod uwagę, że we wszystkich sportach na świecie w ostatnich latach znacznie wzrosła rola przygotowania fizycznego. Np. jak wyglądają piłkarze teraz i 30 lat temu. Obecni są znacznie bardziej umięśnieni. Do biegania ta rewolucja nie dotarła, ale w końcu dotrze".

Zgadza się z Tobą Marcin w całej rozciągłości. Dodałbym jednak taką uwagę, że ta jak piszesz rewolucja raczej oświeci rzesze amatorów, bo zawodnicy pod okiem trenerów nad tą sprawnością pracowali zawsze. Przykłady Pana Andrzeja Dworskiego (w kadrze Polski na 10 000m - lata 80-te)mojego nauczyciela wf-u z podstawówki, a trenera klubowego mojej siostry w biegach średnich, czy też już bliższy przykład Pana Grzegorza Stefanki, pokazują, że tzw. trening obwodowy był podstawą zimowych przygotowań do sezonu. Uważam, że jeszcze ciągle pokutuje przekonanie o wyższości klepanych kilometrów nad ogólną sprawnością, na którą "szkoda" czasu. Osobiście użyłbym takiej zachęty dla nieprzekonanych: jeśli uporczywe dokładanie kilometrów nie daje poprawy wyników, to impulsem napewno będzie praca nad siłą i sprawnością. Mi się udało:)
Marcin Nagórek
08/12/2015, 11:29
#
Jarek, masz rację, ale wydaje mi się, że te obwody i starsze podejście do treningu siłowego było jednak zbyt przypadkowe. Wszyscy robili to samo, niezależnie od stopnia rozwoju, wad postawy itd. Do tego trener po AWF-ie nie ma wiedzy, jak wykonywać dane ćwiczenie poprawnie technicznie. Podejście idealne to dopasowanie treningu siłowego indywidualnie, czyli to, w co się bawią Amerykanie w Oregonie. Tam trener biegowy zajmuje się jednym, trener przygotowania siłowego drugim. Są w kontakcie, żeby obciążenia się nie nakładały, ale jeden nie narzuca niczego drugiemu.
08/12/2015, 22:26
#
Litości, a w tym Oregonie, z tymi dwoma trenerami to oczywiście trenują amatorzy z ulicy wzięci. :-)))
Przecież to jest program dla talentów wyselekcjonowanych z całych Stanów. Zestawianie treningu w grupie w warunkach polskiego klubu, gdzie wszyscy robią to samo, ze zindywidualizowanym treningiem czołówki biegaczy USA jest błędem logicznym.
Poza tym Oregon to jedno, a reszta ośrodków LA w USA to zupełnie inna bajka. LA w USA to głównie uniwersytety. Tam jeden trener "obsługuje" nawet kilkudziesięciu zawodników z różnych konkurencji. W rzeczywistości większość zawodników trenuje na własną rękę otrzymując tylko ogólne wskazówki od trenera. Oczywiście, ci najlepsi są inaczej traktowani, ale najpierw trzeba się przebić do tej grupy.
A tak na marginesie, jesteś pewien, że Salazar powierza swoich wybrańców jakiemuś trenerowi od przygotowania siłowego? Szczerze mówiąc, nie bardzo sobie to wyobrażam. To pachnie sportami drużynowymi, ewentualnie tenisem, gdzie trenerzy mają niewielką wiedzę nt. przygotowania motorycznego i dlatego posiłkują się specjalistami (często właśnie trenerami LA). Tymczasem LA to prawie czysta motoryka. Jeżeli trener LA nie wie jak kształtować siłę, szybkość i wytrzymałość, to ja nie wiem kto powinien to umieć.
Oczywiście można i należy w treningu szukać inspiracji w innych dyscyplinach sportowych (np. podnoszenie ciężarów, gimnastyka sportowa, kolarstwo), ale adaptacji do specyfiki LA musi dokonać trener LA.

Zgadzam się, że w przygotowaniach średniaków i długasów często zaniedbuje się przygotowanie siłowe (poza siłą biegową), ale nie ma co tego demonizować. Ściganie się na ilość ogólnorozwojówki ze sprinterami nie ma sensu... ;-)

Co do niuansów takich jak poprawnie technicznie wykonywanie ćwiczeń i dostosowanie ich do wad postawy itp., to jest to połączenie science fiction z chciejstwem.
Pytanie zasadnicze o technikę brzmi: jak perfekcyjnie biegacz ma wykonać popularne ćwiczenie ze sztanga o nazwie "rwanie"? Tak perfekcyjnie jak robią to sztangiści? Oczywiście nie. Ma zrobić je na tyle poprawnie, by nie zrobić sobie krzywdy i by ćwiczenie kształtowało siłę odpowiedniej grupy mięśniowej. Detale są nieistotne bo to jest jedno z wielu ćwiczeń do wykonania w treningu biegacza. Do tego nie jest potrzebny osobny trener od przygotowania siłowego.
Zindywidualizowanie treningu ze względu na wady postawy można praktykować z wybitnie rokującymi jednostkami, albo z tymi, którzy... za to zapłacą. Grupa treningowa to nie jest sanatorium i do pewnego poziomu wszyscy robią to samo bo inaczej się nie da (jest jeden trener na 10-15 dzieciaków).

Narzekanie na trenerów cross-fitu (nie lubię tej nazwy), że nie skupiają się na technice wykonywania poszczególnych ćwiczeń też nie bardzo ma sens. Jak powyżej, technika wykonywania ćwiczeń nie jest istotą tego typu treningu. Tu ćwiczeń ma być dużo, mają być wykonywane w tempie i mają zawodnika doprowadzić do zajeżdżenia. Taki trening biegaczowi też się przyda- jako uzupełniająca jednostka, np. raz w tygodniu w głębokim okresie przygotowawczym.
Jarosław Jagieła
09/12/2015, 01:35
#
To też trafna uwaga. Sam, zupełnie przez przypadek dowiedziałem się o lekkiej przepuklinie tzw.dysku w odcinku lędźwiowym i po serii typowych ćwiczeń zaleconych przez fizjoterapeutę, poczytaniu i obserwowaniu filmików w sieci pilnuję żeby nieprzemyślonymi ruchami-ćwiczeniami nie zrobić sobie krzywdy. Teoria Pana fizjoterapeuty choć brzmi banalnie i "mało" medycznie ma w sobie taką głębię, że aż trudno nie przyznać Mu racji. Otóż nasze nawyki ruchowe, postawa gdy stoimy (obciążasz jedną nogę?:)), siedzimy (np.kierując autem w pozycji półleżącej wyginasz się w kierunku dźwigni biegów?:), noszenie torby na ramieniu powoduje, że z automatu podciągasz to ramię by przytrzymać torbę( i robimy to przez iks lat),zachwiewa to harmonię, powoduje skrzywienia, one napięcia, naciągnięcia. A to już prosta droga do niekończących się kontuzji, bo treningiem potęgujemy nieświadomie dysfunkcje ruchowe.
A mądrze ukierunkowany trening siłowy, wzmocni korpus, przytrzyma postawę w ryzach. I np. łatwiej, a raczej lżej wykonamy podbiegi z aktywną pracą rąk.
Zmęczyłem "Skazanego na trening", i powiem jedno. Mocna rzecz. Po raz kolejny okazało się, że trzeba mieć cierpliwość, ale także determinację i wytrwałość czyli cechy pozwalające wierzyć w sukces. I tego wszystkim życzę!
09/12/2015, 10:18
#
Ważna dyskusja moim zdaniem. Ja po zaledwie tygodniu codziennej wieczornej jogi poczułam silną wewnętrzną potrzebę przełożenie torby na drugie ramię :) oraz przemeblowania stanowiska pracy na idealnie symetryczne.
Marcin Nagórek
09/12/2015, 10:28
#
Fotman - tam w Oregonie nie kryją się, że inspiracją dla nich są drużyny piłkarskie, w tym konkretnie chyba Manchester United, z którym jakoś współpracowali. To jest oczywiśćie model idealny, ale przecież do takiego się dąży. Jeśli ktoś woli ryzykowac i machac ćwiczenia w ciemno, ryzykując rozwalenie kręgosłupa czy pogorszenie techniki - jego sprawa.

Oregon nie jest dla mnie ideałem, ale pokazuje, gdzie są jeszcze rezerwy w bieganiu i w jakim kierunku prawdopodobnie pójdzie to w kolejnych latach. Pamiętam wywiad z Karą Goucher czy Dathanem Ritzenheinem. Oni nie tylko mieli osobnego trenera od przygotowania siłowego, ale też własnego osteopatę i dietetyka. Oprócz tego konsultacje biomechaniczne, analizę składu potu, żeby dobrać odpowiednio odżywki na maraton, komputerowe modele stopy, żeby zbudować odpowiednie buty i wkładki. I w tym wszystkim oni mimo to mieli kontuzje i nie biegali wcale jakoś specjalnie szybko. Ta nauka jest jeszcze w powijakach, bo nikt nigdy tego w bieganiu nie robił i nie jest w stanie przewidzieć, jak się zsumują obciążenia. Co widzę także u siebie i mojej historii terapii manualnej.

Tym niemniej profesjonalizacja sportu, jeśli nastąpi, pójdzie w bieganiu w tym kierunku. W piłce nożnej w największym klubach trener w ogóle nie zajmuje się przygotowaniem fizycznym, tylko samą taktyką. W bieganiu może być podobnie - trener będzie rozpisywał trening biegowy i nic więcej. Pewnie, że na poziomie lokalnym to zawsze będzie wyglądało inaczej, ale nawet szkolny trener może skorzystać na efektach badań gigantów.

Pamiętajmy też, że społeczeństwa nie są coraz zdrowsze, to raczej idzie w innym kierunku. I o ile kiedyś do sportu wchodzili ludzie całkiem dobrze zrownoważeni, tak teraz jest to, o czym pisze Jarek - ogólne powykrzywianie. Trudno znaleźć zdrowych kandydatów np. na pilotów wojskowych.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Trenujemy siłę
Następny: Ciężki grudzień
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Listopad 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin