12
11/2015
14:57
Koniec sezonu, roztrenowanie i początek nowych przygotowań to czas przemyśleń, refleksji i podsumowań. Nie będę zanudzał czytelnika nadmiernie bogatą analizą swoich tegorocznych wyników, a w zamian za to skupię się na ogólnych rozważaniach.

Od czasu do czasu spoglądam wstecz na swoje już blisko 16 lat biegania. Niemal 10 lat treningu innych daje mi doskonałą perspektywę. Dopiero po latach wyraźnie widać błędy oraz słabe i mocne strony treningu, sezonów, wyników i własnego organizmu.

Jak co roku, początek nowych przygotowań to skupienie się na treningu ogólnym i sile. To czas, kiedy można biegać mniej lub wcale, a w zamian nadrabiać braki w ogólnej formie. Nie oszukujmy się, biegacze pod wieloma względami są zawstydzająco słabi i nie jestem tu wyjątkiem. Ostatnio zastanawiałem się nad moją formą ogólną i siłą na przestrzeni lat. Czytając tylko bloga, można odnieść wrażenie, że drepczę w miejscu, co roku robię to samo, z lepszymi lub gorszymi efektami. Są tu jednak pewne trendy i wierzę, że ostatnie kilka lat to marsz naprzód, nawet jeśli nie zawsze jest to widoczne w gołych wynikach.

Rozpoczynałem bieganie, mając ponad 20 lat, czyli bardzo późno. W tym okresie byłem jak na przeciętnego człowieka dość silny - potrafiłem podciągnąć się 21 razy podchwytem czy wstać z leżenia tzw. sprężynką. To efekt wspólnych ćwiczeń z kolegami z podwórka i liceum, czyli zajęcia, które było normalne w okresie przedkomputerowym. Mieliśmy sztangi, drążek, worek treningowy, rękawice bokserskie, działaliśmy w harcerskiej drużynie surwiwalowej i doskonale się bawiliśmy. Pod wieloma względami byłem jednak słaby i mało sprawny, bo jak to zwykle bywa, w tym czasie myślałem głównie o kratce na brzuchu, bicepsach i nabraniu masy (a byłem nieprzeciętnie chudy). Do sportu wyczynowego byłem zdecydowanie zbyt mało sprawny i silny ogólnie. W pierwszych latach nie było tego jednak widać. Rzuciłem się w mocny trening specyficzny, zaczynając biegać od razu z bardzo zaawansowaną grupą. Zaowocowało to błyskawicznym progresem i 5 lat później byłem w ścisłej czołówce polskich 800-metrów.

W tym czasie nawet jeśli nie zyskałem siły, to na pewno poprawiłem jej funkcjonalność w kontekście biegowym. Były to lata 2000-2005. Trening ogólny zajmował mi sporo czasu, chociaż był, z dzisiejszej perspektywy, zbyt jednostronny. Lata 2006-2007 to okres przejściowy, kiedy powoli myślałem o przedłużeniu dystansów, eksperymentowałem z treningiem i dietą, ale równocześnie cały czas bazowałem na biegach średnich. 2008-2010 to okres typowo długodystansowy, kiedy poprawiłem bardzo mocno wszystkie życiówki i osiągi w biegach długich, dochodząc w tym do bardzo dobrych czasów na dystansach 3000-5000 metrów. Moje 8:07 na 3000 metrów przebija do dziś niewielu wyczynowych zawodników. W okresie przejściowym i długodystansowym moja siła zdecydowanie spadała, podobnie jak ogólna sprawność. Wiązało się to m.in. z rozpoczęciem pracy i bieganiem dużo więcej objętościowo, co nie zostawiało czasu na inne rodzaje treningu.

Lata 2010-2011 to znowu okres przejściowy, a od 2012 powoli doszedłem do obecnego treningu: opartego na biegach średnich, ale o charakterze wytrzymałościowym, z flirtem z dłuższymi dystansami. Taki wybór to efekt i zdolności, i czasu, i zdrowia, i po prostu chęci. Nie mam już w sobie determinacji, żeby biegać 140 czy więcej kilometrów tygodniowo, wolę bawić się na 60-90 km i patrzyć, co mogę z tego wycisnąć.

O ile więc od 2005 do 2012 moja siła i sprawność spadały, tak po 2012 zacząłem terapię manualną i przygotowania mocno siłowo/sprawnościowe. Startowałem z bardzo niskiego poziomu, bo po latach wytrzymałościowego treningu i zaniedbań byłem po prostu cienki. Podciągałem się może 8 razy, a i to głównie ze względu na niską masę. Na sztandze nie byłem w stanie wycisnąć 65 kg, o sprężynce czy innych wyczynach gimnastyczno-siłowych mogłem w ogóle zapomnieć. Do tego dochodziła blokada w biodrach, okrągłe plecy i wiele innych dolegliwości. Przez pierwsze 1,5 roku bawiłem się głównie ćwiczeniami zalecanymi przez terapeutkę oraz siłownią. Doszedłem na siłowni do niezłych obciążeń, ale skończyłem z kontuzją kręgosłupa w 2013. Co więcej forma biegowa nie wzrosła a spadła, co wiązało się m.in. ze wzrostem wagi - od rekordowych 68 kg w 2009 do równie rekordowych 76 kg w lutym 2014.

W 2014 powoli zacząłem przesuwać ciężar obciążeń w kierunku kalisteniki, czyli ćwiczeń z masą ciała. Ich zaleta polega na tym, że mięśnie pracują w sposób naturalny, całymi pasmami, a nie w sposób izolowany. Rozpędzałem się powoli, bo w okresach startowych zarzucałem lub mocno redukowałem siłę i sprawność, ale ostatnio, a konkretnie od sierpnia 2015, odpaliłem ten trening na maxa. W międzyczasie odkryłem, że na mój organizm działa dość niespecyficzna formuła - trening bardzo często, ale niezbyt mocno. Izolowane jednostki siłowe kompletnie mnie zabijają i negatywnie wpływają na trening biegowy. Od sierpnia tego roku ćwiczę więc codziennie, ale w dość ograniczonej ilości. W ramach przygotowań ogólnych podobnie zacząłem obecnie trening biegowy. Robię bardzo dużo jednostek ogólnych i siłowych, ale ich moc nie jest zbyt duża, podobnie jak łączna objętość treningu. Potrzebowałem wielu lat, żeby zrozumieć, jak istotna jest różnica pomiędzy daniem bodźca a katowaniem na maxa. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że obecnie uczę moich podopiecznych i wielu też nie jest w stanie tego pojąć. Mało kto ma w sobie cierpliwość, aby progres biegowy i treningowy rozłożyć na lata, co jest niezbędne do osiągnięcia wysokiego poziomu. Każdy chce już i teraz. Sam w wieku 20-kilku lat zachowywałem się podobnie i stąd wiele problemów z formą i zdrowotnych na późniejszym etapie kariery.


Doszedłem do wniosku, czego brakuje na moim blogu, w porównaniu do innych tego typu tworów o podobnej tematyce. Otóż nie ma u mnie selfie z gołą klatą lub/i dziubkiem! Niniejszym nadrabiam to karygodne zaniedbanie - jest klata. Bez retuszu, jedynie przycięta i poprawiony kontrast, żeby było cokolwiek widać. Tak się wygląda w listopadzie 2015, w wieku 35 lat, przy masie 72 kg, wzroście 187 cm : )

Biegowo próbuję w tej chwili trzymać się schematu, w którym co drugi dzień robię lekki akcent techniczno-siłowy, co drugi rozbieganie. Oprócz tego codziennie ćwiczę w domu. Efektem było na razie wręcz rewelacyjne samopoczucie i uczucie siły, stabilizacji w biegu. Jak to jednak bywa, wciąż zdarzają się potknięcia. Leczę upierdliwe zęby, czasami wypadają dni wolne, a parę dni temu na gałęzi lekko zwichnąłem kostkę, co wyłączyło mnie z treningu biegowego. Dziś wyszedłem na pierwszy, delikatny trening.

Mówiąc ogólnie, w tej chwili 2-3 razy w tygodniu jestem na podbiegu. Stopniowo włączam trening wytrzymałościowo-siłowy w postaci dłuższych podbiegów w formie łagodnego interwału. Do tego rozbiegania po crossie oraz krótkie podbiegi z ćwiczeniami technicznymi. I tu uwaga - po 8 latach zacząłem wykonywać elementy techniczne takie jak skip i wieloskok. Na bardzo krótkim odcinku, rzędu 50 metrów pod górkę, na długiej przerwie. Traktuję to jako element rehabilitacji po problemach z pasmem kulszowym, dokuczającym mi od wielu lat i doprowadzającym do problemów z z achillesem. Zauważyłem, że straciłem swój pełen swobodny krok biegowy, słabo unoszę nogi, a przede wszystkim nie mam tylnego wahadła - noga unosi się bardzo nisko. Są blokady i stąd słaba ekonomia biegu. A przypomnę, że moim celem na przyszły rok jest przede wszystkim bieganie bardzo krótkich dystansów rzędu 800-1500 metrów, w których wszedłem do pierwszej kategorii weterana i mam szanse na rekordy Polski. Brak pełnego kroku nie jest problemem w maratonie, ale w biegach średnich kompletnie dyskwalifikuje. Dodam, że pasmo kulszowe dokucza mi cały czas i walczę z tym, ćwiczę, rozciągam się, ale trudno powiedzieć, czy kiedyś uda mi się tego pozbyć zupełnie. Problemem jest tu m.in. praca przed komputerem.

Kiedy patrzę teraz na to, jak słaby byłem siłowo i sprawnościowo przed laty, jestem zdumiony, że mogłem w ogóle biegać tak szybko. Obecnie mam w sobie cierpliwość i pokorę, która pozwala oderwać mi się od potrzeb specyficznego, intensywnego treningu. Inwestuję m.in. w swoje zdrowie i robię trening pod wieloma względami mało specyficzny w kontekście uzyskiwania wyników. Biegowo w tym roku zrobiłem taki progres, że cały rok śmigałem w terenie i na lekkim podbiegu, łącznie z odcinkami tempowymi pod bieżnię. W sile ogólnej jesień zaczynam z fantastyczną wręcz formą, jeśli porównać do lat minionych. Oceniam, że obecnie byłbym w stanie podciągnąć się co najmniej 15 razy, może więcej. Codziennie ćwiczę jednak w umiarkowanej ilości, bez doprowadzania do silnych zakwasów. Jest w tym podciąganie się co drugi dzień i doszedłem obecnie do obciążeń rzędu 11 powolnych, technicznych powtórzeń. Nie sprawia mi to problemu. Bardzo mocno pracuję na brzuch, grzbiet i całe pasmo boczne. Dorzuciłem też lekkie ćwiczenia siłowe na nogi.

Jest możliwe, że nieco starszy organizm nie będzie już w stanie biegać biegów średnich i długich bardzo mocno. Równocześnie jednak daję sobie szansę i nie zaskoczyłoby mnie, gdybym znienacka zapalił niespodziewanie mocny wynik. Mam w sobie doświadczenie i mądrość, jakiej nie miałem kiedyś, trenuję cierpliwie i mocno uzupełniam braki ogólne. Co z tego wyjdzie - zobaczymy.
Kategoria: Trening 2015
Komentarze: (15)
Zaktualizowano: 12/11/2015, 15:18

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

Maciek W.
12/11/2015, 15:58
#
Marcin,
fizjoterapeutka, z którą pracuję powtarza podczas prawie każdego naszego spotkania, że biegacze w ogóle nie są sprawni. I nie robią na niej żadnego wrażenia czasy czy starty. Zaprasza na kozetkę i szybko weryfikuje w jakiej dyspozycji jest odwiedzający ją delikwent.

Za pierwszym razem przeżyłem szok, i to podwójny. Po pierwsze zapomniałem jak może boleć terapia manualna i nie dużo brakowało żebym dosłownie nawalił w gacie. A po drugie, wydawało mi się, że jestem nieco wygimnastykowany. Byłem przekonany, że jest nie najgorzej; przecież staram się regularnie ćwiczyć i rozciągać.

Smutne jest to, że ja, taki sprowadzony przez Dominikę do parteru i mimo wszystko cyklicznie wykonujący ogólnorozwojówkę, wydaję się być bardziej sprawny od wielu moich często młodszych kolegów w biurze (biegających i nie biegających). To tak na marginesie – refleksyjka na temat formy ogółu.

Gratuluję samozaparcia. Dla mnie największą trudnością jest niechęć do ćwiczeń. Wolę najbardziej wymagający akcent biegowy (w deszczu, wietrze czy upale) niż rozciąganie czy ćwiczenia stabilizacji ogólnej. I to pomimo towarzyszącej mi od dawna świadomości, że dla zdrowia taka godzinka gimnastyki jest zdecydowanie bardziej przydatna niż np. tysiączki.
Piotr Stanek
13/11/2015, 09:06
#
Ja to mam szczęście.
Kilka lat przed rozpoczęciem biegania ćwiczyłem siłowo.
Najpierw hantle i sztangi w domu, potem siłownia.
Notabene właśnie najbardziej lubiłem górną część ciała - plecy, barki, ręce.
Nogi robiłem rzadko. Myślę, że to dużo mi potem pomogło, gdy biegałem.
I w pierwszym maratonie.

Teraz mam roztrenowanie i czule spoglądam na przyrządy gimnastyczne przed blokiem. Chyba mnie przekonałeś do nich ;)
13/11/2015, 22:31
#
Jeszcze trochę, a dojdziesz do proporcji sprinterskich w treningu. ;-)
W nadchodzącym sezonie masz szanse zrobić RP w weterańskiej kategorii M35.
Obecnie jest: 800m- 1'55,01 Leszka Zblewskiego i 1500m- 3'48,15 Bogusława Mamińskiego. Damy radę? (no, może na 1500m, to przesadzam z optymizmem...)
Pozdrowienia od kolegi weterana.
Marcin Nagórek
14/11/2015, 12:18
#
Z punktu widzenia maratonu to praktycznie jestem sprinterem ; )

Jest jeszcze 1000 metrów i są jeszcze rekordy na hali. 1500 m jest do zrobienia, ale potrzebuję dobrego, szybkiego biegu wtedy, gdy jestem w formie. W tym roku też bym zaatakował ten wynik, gdybym miał dobry bieg w połowie czerwca.

Sęk w tym, że rok w tej kategorii może być wyjątkowo mocny. Jest jeszcze dwóch bardzo szybkich kolegów: Artur Kern i Michał Bernardelli. Michał na razie kontuzjowany, a Artur ma też szansę na rekord na 3000 metrow.
14/11/2015, 16:59
#
Myślę, że żaden z nich nie ma szans na rekordy na średnich dystansach.
W ostatnich latach nie zbliżali się do tych wyników, więc tym bardziej obecnie będzie to trudne.

Zdecydowanie więcej wiary mam w twoją formę.

Niestety, w tym sporcie doświadczenie tylko w ograniczonym zakresie jest atutem. Z upływem czasu doświadczenie staje się balastem. Z każdym rokiem coraz cięższym.
Marcin Nagórek
14/11/2015, 23:13
#
Fotman - Artur w zeszłym roku pobiegł na 1500m 3:51, ale na zawodach, które nie były zgłoszone do kalendarza PZLA, dlatego nie ma ich w wynikach. Do tego na hali zrobił 1 km w 2:29 w samotnym biegu i 3 km w 8:07. Jest bardzo mocny, chociaż jego największą siła są dystanse 3-5 km.

Michał z kolei zdobył w marcu trzy srebrne medale mistrzostw Europy weteranów w hali, biegnąc z kontuzją. Jego życiwóki to 1:48 na 800 i 3:42 na 1500 - jesli doszedłby do pełni zdrowia, byłby groźnym rywalem.

Doświadczenie przydaje się mocno na etapie treningu. Chociaż fajnie mieć przy tym świeże spojrzenie i trochę odwagi do ryzykowania. Na pewnym etapie wygrywac zaczynają ci, którzy najdłużej zachowują zdrowie. Czyli w pewnym wieku jest to bardziej walka o to, żeby przetrwać w ogóle, a nie, jaki konkretnie trening wykonać ; )
15/11/2015, 16:13
#
Z tego co widzę, to Bernardelli ma już kilka rekordów weteranów. A które rekordy uważasz, że są najłatwiej poprawić? No i jakoś wydaje mi się, że więcej osób mogłoby biegać poniżej tych rekordów na średnich dystansach, tylko nikt nawet nie próbuje, bo nic im to nie daje i w tym samym czasie mogą jakiś bieg na 10km z nagrodami obskoczyć.
15/11/2015, 16:36
#
O roli doświadczenia pisałem z przekąsem, mając na myśli upływ czasu i odpływ sił. Coś o tym wiem.
Marcin Nagórek
16/11/2015, 00:26
#
Michał ma chyba jakieś rekordy na hali, ale to nic specjalnego, coś w stylu 1:55 na 800 m. Nawet dokładnie nie wiem.

Ciekaw jestem tych, którzy mogliby pobiec, ale nie biegają : ) Zawodników po 35 roku życia nie ma w czołówce żadnego poslkiego dystansu, łącznie z maratonem. Jestem tylko ja i Artek Kern. Z pozostałych młodszych jest dopiero Henryk Szost, któremu jednak brakują dwa lata do wejścia do tej kategorii. Na 1500m jest Tomek Osmulski, któremu też brakuje dwóch lat, a to bardzo dużo w tym wieku. Poza tym pustka.

Żeby zachować zdrowie, formę i motywację po 35 roku życia i nadal biegać na poziomie pierwszej 20-tki w kraju, trzeba bardzo o siebie dbać i trenować z głową przez całe życie. Dlatego takich ludzi praktycznie nie ma. Dodajmy do tego, że niewielu znajdziesz długodystancowów w ogóle, którzy są w stanie pobiec 800 metrów poniżej 1:54. Np. Heniek Szost, który jest przecież biegaczem wybitnym, ma na 800 m życiówkę z całej kariery tylko 1:53,26 - czyli wolniej niż ja pobiegłem w 35 roku życia. To się więc wydaje proste tylko na papierze. W rzeczywistości nigdy w historii polskiej lekkiej atletyki żaden weteran nie pobiegł poniżej 1:55.
Piotr Stanek
16/11/2015, 13:34
#
Marcinie

wspomniałes o siedzeniu przy biurku.
Od razu pomyślałem o tym:
http://apps.washingtonpost.com/g/page/national/the-health-hazards-of-sitting/750/
oraz http://www.mayoclinic.org/healthy-lifestyle/adult-health/expert-answers/sitting/faq-20058005
Warto przeczytać. Chciałem to wysłać Ci na @, ale czemu Czytelnicy mają nie skorzystać.
Powodzenia z tą rwą kulszową.

Co do "Mało kto ma w sobie cierpliwość, aby progres biegowy i treningowy rozłożyć na lata, co jest niezbędne do osiągnięcia wysokiego poziomu." to przekonałem się do tego po pierwszej, krótkiej kontuzji. I od paru lat mam zero kontuzji.
16/11/2015, 15:21
#
Ogólnie szybkie bieganie nie ma zbyt wielu wyznawców wśród weteranów.
To całkiem naturalne zjawisko związane z procesami zachodzącymi w starzejącym się organizmie. Z wiekiem zanika elastyczność mięśni i ich szybkokurczliwość. Jest to proces nieuchronny, który można lekko hamować, ale nigdy się z nim nie wygra. Dlatego szukając sobie miejsca w sporcie średniodystansowcy z wiekiem się przedłużają. Sprinterzy natomiast odchodzą na sportową emeryturę, bo przedłużenie się ze 100m na 200m (czy 400m) nic nie zmienia. Poza tym, mam takie wrażenie, że sprint bardzo mocno eksploatuje organizm, dużo mocniej niż bieganie wytrzymałościowe, i to powoduje, że kariery sprinterskie są zwykle dość krótkie. Długowiecznością w wyczynowej LA odznaczają się długodystansowcy i miotacze. Wytrzymałość i
siłą to cechy, które można najdłużej podtrzymywać. Paradoksalnie ograniczeniem kariery i dla nich jest spadek szybkośći: długodystansowcy przestają dawać radę młodszym zawodnikom na finiszu, a miotacze samą siłą i techniką nie zniwelują w pewnym momencie spadku szybkości.

Kto to jest weteran w LA? Przeważnie nie jest to osoba, która przechodzi łagodnie od treningu wyczynowego do treningu weterańskiego (bardziej amatorskiego). Przeważnie są to osoby, które za uprawianie LA wzięły się po czterdziestce. Zdarzają się tacy, którzy mieli przygodę ze sportem wyczynowym i po dłuższej przerwie próbują odświeżyć wspomnienia.
Ani jedni, ani drudzy nie są zbyt dobrym materiałem na szybkobiegaczy. Przeważnie wybierają bieganie długich dystansów i starty w biegach ulicznych. Na bieżnię nie trafiają. Bieżnia jest zbyt wymagająca.

Ja należę do garstki polskich weteranów sprinterów. Robię trening przygotowujący organizm do 400m. Dlaczego? Ponieważ jest to trening najbardziej wszechstronny. Jest w nim miejsce na szybkość i wytrzymałość tlenową, na siłę ciężką i siłę biegową, na stabilność ogólną, kalistenikę i crossfit. Robiąc ten trening nie nudzę się i czuję, że mój organizm jest pobudzany na różne sposoby, co uważam za dużą wartość.
W wieku weterana trening jest celem samym w sobie- ma za zadanie podtrzymywać sprawność organizmu. Przebiegnięcie lepsze lub gorsze 400m jest tylko wisienką na torcie.

Ty jeszcze nie jesteś "prawdziwym" weteranem. Wciąż jesteś w ciągu treningu wyczynowego. Ale każdy wyczyn kiedyś się kończy. Przeważnie decydują o tym kłopoty zdrowotne lub motywacyjne. Ciekawe jest to, co się dzieje ze sportowcem po zakończeniu wyczynu. Czy będzie miał ochotę dalej bawić się sportem na modłę amatorsko-weterańską? Czy będzie miał ochotę obserwować jak, pomimo wkładanego wysiłku, poziom sprawności spada?
Myślałeś w ten sposób o swojej przyszłości w sporcie?
Marcin Nagórek
16/11/2015, 16:14
#
Fotman - pamiętaj, że opierasz się na danych historycznych, a te wynikają z pewnych procesów równiez socjologicznych. Do niedawna niemal nikt po 35 roku życia nie biegał wyczynowo czy półwyczynowo, stąd gwałtowny spadek poziomu, bo do sportu weterańskiego wchodzili tylko ci, o których piszesz. A oni są często ograniczeni stereotypowym mysleniem, typu "nie biegaj odcinków, bo się spocisz, ponaciągasz i uszkodzisz".

Dopiero w ostatnich latach w sporcie pojawiają się osoby, które biegają mimo zaawansowanego wieku. Szczególnie tam, gdzie jest kultura ścigania weteranów, czyli zachód Europy i Stany. Anthony Whiteman, Bernard Lagat, Haile Gebrselassie, Jo Pavey czy jeszcze starsze kobiety: Linda Somers-Smith oraz Joan Benoit to ludzie, którzy śmigają po 40-tce i po 50-tce. Martin Rees to fenomen po 60-tce.

Takich będzie więcej, a z nimi przyjdzie kulturowa zmiana podejścia do treningu. Obecnie po 40-tce w Polsce głównie się truchta, bo ludzie nie znają innego treningu, boją się, nie mają wzorców. Taki Martin Rees w wieku 65 lat trenuje intensywniej niż u nas większość 30-latków. To nie jest tupanie, tylko trening o schemacie podobnym do wyczynowego, dostosowany do wieku i trybu życia. Podobnych ludzi spotykałem w Hiszpanii czy Portugalii, ścigali się na bieżni i nikogo nie dziwiło, że 60-latka przygotowuje się do krótkich sprintów, skacze ze sztangą, robi przygotowanie siłowe i ogólne.

Nie dzieliłbym więc ludzi w pewnym wieku na wyczynowców i niewyczynowców. Ja trenuję solidnie, ale poświęcam na to godzinę dziennie, nie więcej. Może jeszcze pół godziny dojdzie na ćwiczenia i rozciąganie. Średnio w roku, biorąc pod uwagę przerwy, moje dzienne zaangażowanie w trening nie przekroczy 60 minut. Ale to nie jest tupanie, to styl życia, związany również z treningiem siłowym, ogólną sprawnością. Ale - nie oglądam TV, nie gram w gry komputerowe, oszczędzam czas na wielu innych sprawach.

Na razie mam perspektywę 10-letnią, czyli mniej więcej do 45 roku życia. Tu wzorem jest dla mnie Anthony Whiteman, który śmiga 800 metrów, prowadząc życie podobne do mojego. Do tego wieku można biegi średnie biegać całkiem mocno i myślę, że jestem w stanie utrzymac poziom rzędu 1:53 na 800 metrów lub lepiej. Dalej się nie zastanawiam, ale aktywny styl życia i sport to dla mnie nawyk taki jak mycie zębów. Nawet więc jeśli bedę miał jakieś dłuższe przerwy, dzieci, wnuki, operacje, wyjazdy, to zamierzam pozostawać aktywnym i w ramach tej aktywności bawić się również w sport.
Marcin Nagórek
16/11/2015, 16:17
#
Piotr - dzięki za linki. Ja oba teksty widziałem, ale może ktoś skorzysta.
16/11/2015, 21:04
#
Wszystko, co napisałeś to prawda.
Za wyjątkiem czasu, który trzeba poświęcić na trening. Aby zachować sprawność w wieku weterańskim trzeba szczególnie dbać o to, by trenować higienicznie. Co mam na myśli? Solidną rozgrzewkę i jeszcze solidniejsze schłodzenie. Najkrótsza rozgrzewka zajmuje mi ok. 25min. (przed biegami o średniej intensywności, przed siłą ciężką- tylko trucht i krótka gimnastyka), najdłuższa nawet 70min. (przed sprintami- trucht, gimnastyka, ćwiczenia bieżne, przebieżki). Schłodzenie to 15-30min (trucht i rozciąganie statyczne). Zrobienie treningu krótszego niż 60min. oznacza przeważnie pójście na zgniły kompromis z higieną.
Moje treningi zamykają się w przedziale 60-120min.
Marcin Nagórek
16/11/2015, 22:44
#
Fotman - podziwiam! Ja tu idę trochę na skróty. Biegi średnie i długie dają możliwość lekkiego "oszukania" - serie są zwykle długie, przerwy krótkie, pierwsze odcinki można biec na dogrzanie. A rzadkie punktowe uderzenia biegam dopiero latem, kiedy jest gorąco.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Styczeń 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin