06
08/2015
11:13
Podjąłem ostateczną decyzję co do jesiennych startów. Wybrałem najbardziej wariacki wariant i na dobicie atakuję znowu maraton. Ponieważ czuję się dobrze, liczę, że w wariancie optymistycznym padnie życiówka. Dzisiejszy wpis ma charakter mocno treningowy, teoretyczny, techniczny.

Jesień nie będzie obfita pod względem startów. We wrześniu zaliczam ligowe 800 metrów, a w październiku chcę pobiec w Poznaniu. Potem być może jeszcze dycha na 11 listopada. Nie czuję w sobie chęci do częstych biegów, po solidnym sezonie na bieżni. Chcę za to rozprawić się z maratonem. Poza tym bawi mnie myśl o tym, że będę miał najbardziej szalony cykl startowy, jaki można sobie wyobrazić, czyli w ciągu miesiąca start na 800 metrów oraz w maratonie.

Nie będzie to dla mnie pierwszyzna. W 2008 pobiegłem najlepszy w ostatnich latach wynik na 800 metrów - 1:50,80, a trzy tygodnie później zrobiłem życiówkę w połówce, aktualną do dziś - 1:09:04. Dodajmy do tego moje aktualne osiągnięcia maratońskie - życiówka to 2:39:59, a w zeszłym roku, przy przebiegu rzędu 40-60 km tygodniowo trzasnąłem w grudniu Malagę w czasie 2:45:57. Tym razem mam zamiar przygotować się nieco solidniej i w związku z tym w wariancie optymistycznym zakładam atak na życiówkę. Dobrze się czuję, jestem w solidnej formie, więc nie widzę powodu, dla którego nie miałbym przetupać 42 km w tempie bliskim 3:40/km. Przy okazji chciałbym pokazać w praktyce, że maraton to nie tylko kilometraż, długie człapania i ogólne pieszczenie się z dystansem, ale przede wszystkim solidny, wszechstronny trening.


Mój pierwszy maraton: Dębno 2010 - po słabym sezonie, w trudnych warunkach pogodowych, ale po solidnym treningu, machnięte 2:39:59

Zanim napiszę o swoich przygotowaniach, krótki rys teoretyczny. Jak wiadomo, wśród biegaczy umownie wyróżnia się dwa typy: przeważająco szybkościowy oraz przeważająco wytrzymałościowy. Nie ma tu cudów - ktoś, kto ma w sobie cechy głównie szybkościowca, nigdy nie pobiegnie wybitnego maratonu. Dlatego też nie nastawiam się na wybitny wynik. Chcę pobiec ten maraton na poziomie przyzwoitym, a wcześniej 800m na poziomie dobrym.

Pokażę to na prostym przykładzie. Mój najwartościowszy rezultat w życiu to czas z 800 metrów. 1.48,31 daje wedle umownych przeliczników ok. 2:14 w maratonie, jeśli chodzi o wartość wyniku. I o ile wyobrażam sobie, że w sprzyjających warunkach mógłbym pobiec 1:46, czyli odpowiednik 2:12-2:13, tak złamanie 2:20 w maratonie jest dla mnie praktycznie niemożliwe. Mówię nawet o wyczynowym treningu od dzieciństwa, najlepszym wieku itd. Dopuszczam myśl, że kilkanaście lat treningu w tym kierunku może przekształcić komórki mięśniowe tak, że następuje tu poważna zmiana. Zasadniczo jednak, przy takiej charakterystyce fizycznej jaką mam jako dojrzały biegacz, choćbym robił nie wiem co, nie wiadomo jak długo, łamanie 2:20 jest niemożliwe. Mam wątpliwości, czy dałbym radę złamać nawet 2:25. Oczywiście chętnie zmienię zdanie w tej kwestii, ale takie są smutne realia. O ile szybkie odcinki nie stanowią dla mnie problemu nawet po objętościowym przygotowaniu, tak prędkości poniżej 3:30/km, nie wspominając o 3:20, nie są dla mnie komfortowe nigdy. Nie zmieniło tego nawet trzaskanie wielkiego kilometrażu, specyficzny trening itd. Nawet w takim przypadku poprawiam głównie dystanse krótsze, nie dłuższe.


Drugi start dopiero dwa lata później, trening zerowy, ale po dobrym sezonie: prowadzenie biegu Oli Jakubczak w tempie 4:00/km, potem jej problemy żołądkowe i 20 km spaceru. Na mecie czas 3:03:48 - Maraton Warszawski.

Mimo wszystko każdy może pobiec maraton na poziomie przyzwoitym, oczywiście różnie definiując tę przyzwoitość. Przygotowanie musi być jednak zgodne z fizjologią organizmu. Praktyczna różnica między szybkościowcem a wytrzymałościowcem polega na tym, że ten drugi biegnie maraton na relatywnie wyższej intensywności. Nie kwasi się tak mocno i jest bardziej ekonomiczny na specyficznych prędkościach. I o ile wytrzymałościowiec potrafi ciachnąć 42 km z intensywnością nawet powyżej 80% vVO2 max, tak szybkościowiec zatrzymuje się bliżej 70%. Czyli musi biec relatywnie luźniej, a każde przyspieszenie powoduje załamanie wyniku na mecie.

W związku z tym strategie treningowe obu biegaczy muszą być różne. O ile wytrzymałościowiec korzysta na wysokim kilometrażu, w relatywnie szybkim tempie, morderczych długich biegach i - przede wszystkim - forsownych treningach na intensywnościach średnich, dążąc do wysokiej ekonomii przy prędkości startowej, tak szybkościowiec celuje bardziej w przygotowanie ogólne, wysoki poziom siły, sprawności, szybkości i, co najważniejsze - wydolności. Szybkościowiec pracuje bardziej nad podniesieniem maksymalnej formy, dzięki czemu jego 70% jest szybsze, natomiast wytrzymałościowiec operuje bardziej na specyficznych prędkościach, starając się podnieść prędkość startową z np. 78 na 80%. Przygotowanie człowieka szybszego jest bardziej ogólne, wytrzymałego - bardziej specyficzne. Mówimy oczywiście o maratonie, bo np. w biegu na 5000 metrów proporcje te będą niemal odwrotne.


Wiosna 2013, Orlen Maraton - moje drugie podejście do szybkiego biegu, po przyzwoitym treningu. Tym razem moje problemy z żołądkiem i ponad 20 km marszobiegu. Na mecie czas 2:57:41. Z perspektywy czasu uważam, że do problemów przyczyniło się nadmierne szarpnięcie tempa po 10 km.

Dobry maraton kogoś takiego jak ja jest w większym stopniu powiązany z formą ogólną niż specyficzną. Im szybciej potrafię przebiec krótki dystans, tym mocniejszy będę w maratonie. Oczywiście, pod pewnymi warunkami, np. poprawienia specyficznej siły (czyli unikaniu spadku sprawności mięśni pod wpływem dystansu). W związku z tym praktyczny trening szybkościowca zawiera sporą ilość krótkiego interwału, najlepiej realizowanego na podbiegu, do tego biegi ciągłe w bardzo umiarkowanym tempie i rzadsze, bardzo wolne długie biegi, realizowane na zmęczeniu mięśniowym. W moim przypadku plan był taki, że tłukę interwał i odpuszczam długie biegi na rzecz crossów - realizowanych w tempie bliskim startowemu, ale z intensywnością wyższą, ze względu na górki. Ich objętość stopniowo by rosła, poczynając od dwóch powtórzeń mojej pętli 4,3 km do nawet pięciu czy sześciu. Do tego pewna ilość spokojnych rozbiegań. Crossy miały być moim bread and butter.

Wszystko wzięło jednak w łeb - przez pogodę. Zrobiło się piekielnie gorąco, a oczywiście wtedy, gdy miałem tydzień przerwy od biegania, było zimno i padało. W temperaturze powyżej 30 stopni nie dam rady zrealizować ani treningu objętościowego, ani wysokiej intensywności. Crossy kompletnie odpadają. Na tyle znam swój organizm, że wiem, że nawet gdybym dał radę wykonać taki trening, będę po nim kompletnie nieżywy. Zamiast budować, kompletnie mnie zabije.


Trzecie podejście do szybkiego biegu tym razem spacyfikowane wcześniej. Potężne problemy z zapaleniem zęba, poważne leczenie antybiotykami, w efekcie silne skurcze na ostatnich 6 km. Czas - 2:50:15, Toruń 2013

Biegać jednak trzeba, więc zdecydowałem się na zupełnie inny wariant. Wychodzę na trening dwa razy dziennie - po raz pierwszy od blisko czterech lat! Wcześnie rano i późno wieczorem robię krótkie rozbiegania, rzędu 6-12 km, budując w ten sposób podstawy wytrzymałości mięśniowej. Z doświadczenia wiem, że bieganie w sposób monotonny nie wpływa istotnie na ekonomię biegu, o ile trwa krótko i jest poprzedzone okresem pracy na wysokich prędkościach - w moim przypadku startowym na bieżni. W skrajnym przypadku przetrenuję tak dwa tygodnie, liczę jednak, że uda się gdzieś wcisnąć jakiś akcent. Jeśli chodzi o 800 metrów, to zrealizuję kilka punktowych, niezbyt ciężkich, ale specyficznych treningów typu 5x200 metrów mocno. Dodatkowo katuję się codziennymi ćwiczeniami, rozciąganiem oraz wałkowaniem. Zmniejszyłem liczbę ćwiczeń siłowych, ale podniosłem ich ilość. Robię kilka ćwiczeń, które tłukę do porzygania, ile tylko dam radę, reszta to ewentualne uzupełnienie.


Piąty przebiegnięty maraton, tym razem turystycznie, a wyszedł drugi wynik - 2:45:57 - Malaga, Hiszpania 2014

Głównym celem jest zachowanie ogólnego luzu i dobrego samopoczucia. Lokalne zmęczenie jest nieuniknione, ale nie mam zamiaru trenować zbyt ciężko. Do tego prowadzę się bardzo zdrowo, moja dieta podlega ciągłym usprawnieniom, im bardziej odzwyczajam się od słodyczy. Obecnie z rzeczy niezdrowych zostały mi tylko okazyjne lody, a od niedawna kupuję takie bez konserwantów. Doszło do tego, że wyciskam własnoręcznie soczek z marchewki, jabłka i natki z pietruszki i sączę go przez cały dzień. Szalone, prawda?! Waga jeszcze lekko drgnęła i obecnie mam 69,5 kg. Więcej będzie chyba ciężko.

Trzymajcie kciuki i do zobaczenia na trasie ; )
Kategoria: Trening 2015
Komentarze: (19)
Zaktualizowano: 06/08/2015, 14:12

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

06/08/2015, 14:34
#
Pomysł szalony ale do odważnych świat należy :)
Powodzenia w poprawie życiówki w maratonie.
Marcin Nagórek
06/08/2015, 14:39
#
Dzięki!
michal lesniak
06/08/2015, 16:36
#
Hej Marcin! niespodziewałem się że bedziesz atakować maraton!
Powodzenia :)
Nie ukrywam że też mnie korci pobiec go w nastepnym roku :) Ciekawe jak bedą wyglądały twoje przygotowania!
czekam za kolejnym wpisem ! Pozdro
Mikołaj Raczyński
08/08/2015, 21:00
#
Pogoda nie sprzyja i chyba na razie lepiej nie będzie. Ja dzisiaj na treningu byłem już o 8, a i tak nie było lekko, poźniej bym się kompletnie zagotował.

Pozdrawiam i czekam kolejne relacje
11/08/2015, 08:23
#
Fragment Twojego tekstu "Mimo wszystko każdy może pobiec maraton na poziomie przyzwoitym..." i akapit dalej oddają całą moją filozofie biegania od czasu tekstu "3:30" w magazynie "Bieganie". Znowu rewelacyjne zdefiniowanie tego w co żaden wytrzymałościowiec nie chce uwierzyć woląc biegać do zabiegania się (najczęściej kontuzji) ale zostawmy to.

Masz pomysł pewnie motywację więc kibicuję Ci z całego serca być może nawet będę miał okazję zrobić to osobiście w Poznaniu na żywo, bo też wybieram się na te zawody.

Natomiast mam pytanie: widzę, że jesteś osobą wysoką nie wiem masz pewnie w okolicach 190 waga 70 kg to dla mnie nieosiągalny poziom sam mam 194 i waga 82 kg jest graniczna potem wyglądam jak śmierć, natomiast czysto teoretycznie jaki czas wywróżyłbyś sobie z wagą większa np. o 7-10 kg. Złamałbyś trójkę czy nie byłoby aż tak dużego przełożenia? Pomijam fakt, że Twój trening ległby w gruzach.

Innymi słowy widziałeś gdzieś przelicznik kilogramów wagi do wyniku w maratonie, nigdy czegoś takiego nie widziałem. Pozdrawiam i kibicuję życząc zdrowia.
Marcin Nagórek
11/08/2015, 09:38
#
Pogoda nie sprzyja i już mam dość tego upału. Ale robię, co mogę.

Runnerski - mam 187 cm i mniej więcej 70 kg. Myślę, że zmiana wagi akurat w maratonie nie ma aż tak dużego znaczenia jak w innych konkurencjach. Wszystko dlatego, że biegniesz tu na submaksymalnych intensywnościach, daleko od maksa. Liczy sie bardziej ekonomia spalania paliwa i wytrzymałość siłowa mięśni, odporność na klepanie po asfalcie.

Rok i dwa lata temu byłem dużo cięższy, bo bardzo mocno ćwiczyłem na siłowni. Widać to na zdjęciu z Torunia z 2013. W szczytowym okresie miałem wtedy 76 kg, w czasie startów, powiedzmy, 74 kg. Nie widziałem różnicy w treningach tlenowych, typu rozbieganie czy szybkie rozbieganie. Maraton pobiegłem wtedy w 2:50, ale w sprzyjających warunkach widziałbym to i na poniżej 2:40. Terz mam niższa wagę, ale to oznacza też prawdopodobnie mniejsze zapasy węglowodanów i wody w mięśniach.

W mojej opinii największa różnica jest w konkurencjach, gdzie liczy się maksymalna wydolność, czyli głównie od 1500 do 5000 metrów.

Fajnie byłoby się poznać, ale często na zawodach jest tak, że stres, masa ludzi i nie ma okazji.
11/08/2015, 13:13
#
Można w Internecie bez problemu znaleźć kalkulator, który przelicza wynik wg konkretnej wagi ciała:
http://www.runningforfitness.org/calc/diet/weighteffect
Generalnie wychodzi, że im dłuższy dystans tym waga ma większe znaczenie i tu nie zgodzę się z Marcinem! Problem z wagą ciała polega na tym, że ta waga musi być "naturalna" a nie zbita na siłę. Bo jak człowiek schudnie to ma mniej siły, zdrowia, glikogenu i psychika gorsza. To jest moich zdaniem czynnik dzięki, któremu wygrywają Kenijczycy, Etiopczycy itp. KOLOR SKÓRY NIE MA ZNACZENIA - oni są nienaturalnie chudzi (genetyka), są chyba nawet chudsi niż więźniowie obozów koncentracyjnych z czasów II wojny i dzięki temu wygrywają. WAGA CZYNI CUDA.
Marcin Nagórek
11/08/2015, 15:06
#
Andrzej, wydaje mi się, że w tych kalkulatorach niepotrzebnie przelicza się teoretyczne zyski na krótszych dystansach również na maraton. Tymczasem w maratonie to nie jest tak automatyczne - mówię o białych biegaczach. Bo z Kenijczykami masz rację, oni mają nieprawdopodobnie niską wagę. U białych zależy z czego zrzucasz - tłuszcz będzie ok do pewnego poziomu, ale już mięśnie niekoniecznie. Oczywiście też przy pewnym poziomie, ale zakładam, że mówimy o względnie zaawansowanym biegaczu, takim jak ja.

Dodatkowo dochodzi to tylko do dolnego poziomu BMI i dla mnie pokazuje, że nie mogę zejśc poniżej 69 kg. Tymczasem pisałem, że taki Asbel Kipro ma przy 190 cm tylko 62 kg - poniżej skali niedożywienia dla białego.

Mówiąc ogólnie - zgadzam się, że spadek wagi może podnieść wyniki, ale najmniej sprawdza się to w mojej opinii w maratonie. Tutaj po prostu ważniejsze są inne cechy.
12/08/2015, 08:22
#
No i kolega Andrzej zabił mi ćwieka. Moim jedynym marzeniem biegowym jest 1:30' na polówce teraz po ośmiu latach treningów doszedłem do 1:31'02" a tymczasem zgodnie z kalkulatorem Andrzeja to tylko 1 kg no 1,5 kg i mam więc iść na trening czy zrezygnować z kolacji oczywiście trochę żartuję ja zgadzam się z Wami jednocześnie.

Dla amatora zrzucenie wagi to z pewnością tłuszcz (prawie zawsze) dla takiego zawodnika jak nasz gospodarz to mogą być mięśnie a spalanie własnych mięśni to podcinanie gałęzi na której się siedzi.

Jeszcze zdanie o wspomnianych powyżej Kenijczykach, widziałem ich z bliska na moim ostatnim półmaratonie obserwowałem ich z bliska przez kilkanaście minut ich uda są prawie jak moje przedramię to najlepsze porównanie a potem czytam całe tony artykułów jak to należy wzmacniać mięśnie, najlepiej wszystkiego.

Wiem że w tym temacie podobnie jak innych zawsze są przeciwstawne teorie i finalnie zawsze jest tak, że to co dobre dla nich może szkodzić innym ale Ci którzy wręcz nakazują nam rozbudowywać brzuch, kręgosłup i inne grupy mięśni nie piszą o tym, że może to nic nie dać tylko nakazują robić ćwiczenia a potem kolega dzwoni i pyta czemu nie może zgubić ani grama mimo że biega po 50 km tygodniowo i mam nadwagę... zapomniał tylko o crossficie, na który też chodzi.
Marcin Nagórek
12/08/2015, 09:58
#
Runnerski - ćwiczenia wcale nie spowodują wzrostu masy. Ja w tej chwili ćwiczę codziennie, ale chudnę. To kwestia przede wszystkim diety, w drugiej kolejności treningu. I jeszcze pewnie predyspozycje genetyczne. A Kenijczycy są zwykle, wbrew pozorom, całkiem silni. Nic zreszta dziwnego, skoro u siebie pracują często fizycznie.
12/08/2015, 12:19
#
Zawsze trochę inaczej wygląda to z perspektywy zawodowca i amatora, U Ciebie zgoda. Twoje mięśnie raczej osiągnęły prawie swoje maksimum więc jeśli chudniesz to zapewne tracisz tłuszcz bo dbasz o dietę. Co do Kenijczyków znowu zgoda. Nie odważyłbym się polemizować z Tobą bo moja wiedza jest przy Twojej symboliczna ale znam się minimalnie na amatorstwie przez własne doświadczenia.

U amatora który ma zaniedbany brzuch, biceps czy czworogłowe nawet małe obciążania powodują, że mięsień początkowo nagle przyrasta znacząco szczególnie jeśli taki amator jest jeszcze młody i ostatni raz pompki robił w liceum a jedyną siłą robioną na co dzień jest podnoszenie kubka z herbatą. Gdy po przerwie zimowej wróciłem do SB moje nogi rosły w oczach, gdy zacząłem robić pompki w dni wolne od biegania efekt również był zauważalny, tak to wygląda u amatorów.

Przepraszam za zajmowanie Twojego czasu ale skoro dyskusja z Tobą jest możliwa i do tego dla mnie pouczająca to będę tu zaglądał częściej. Pozdrawiam.
12/08/2015, 13:02
#
No, w końcu dystans bliższy mojemu sercu ;)
możliwe, że również pobiegnę w Poznaniu, więc będę wypatrywał ;)
a na poważnie to jestem ciekawy twoich przygotowań pod tym kątem, bo czytając o typie "wytrzymałość" vs. "szybkość" to już sam nie wiem, do kogo mi bliżej.

Poza tym trening mocno zróżnicowany jest ciekawy sam w sobie, zawsze jest coś innego, nowego, niż przed chwilą... ale z drugiej strony schematycznie prosty trening łatwo daje się porównywać na przestrzeni dni/tygodni, wówczas chyba łatwiej reagować i ew. coś zmieniać.
Tyle pytań... więc zapowiada się ciekawy okres :)

Pozdro
Piter Ł.
Marcin Nagórek
13/08/2015, 10:29
#
Runnerski, dyskusja jest zawsze możliwa. Co do tych mięśni, to zaznaczę, że nie jestem ekspertem dietetyki, ale w mojej opinii reakcja na trening zależy od diety - nie tylko ilośći, ale i struktury, np. ilości węglowodanów, białka. Nie ma technicznej możliwości, żeby mięsień rósł, gdy dieta jest zrównoważona i skromna, a trening ma charater wytrzymałościowy. Ja teraz ćwiczę codziennie i w pierwszych dniach czy tygodniach był może jakiś minimalny przyrost masy mięśniowej, ale znikł od razu, gdy objętość treningu wzrosła.

To, co widziałem w przyszłości, to "puchnięcie" nóg, gdy biegałem dużo i wolno. Trudno powiedzieć, skąd się to brało, czy rozrost mięsni czy jakieś inne substancje, np. nabranie wody. Ale to też minimalne i podtrzymywane detą. Odkąd zmieniłem dietę na w pełni zrównoważoną, waga tylko spada. Nie wzrosła nawet o gram nawet w tygodniu wolnym od biegania, wręcz lekko spadła. Podobnie kiedys nabierałem masy w górach na obozie, ale jadłem tam potworne ilości i byłem wiecznie głodny. Teraz jem wyraźnie mniej, ale za to produkty wartościowe, bez śmieci.

Snipster - najśmieszniejsze jest to, że z powodu upału mój trening jest teraz monotonny, że głowa boli. Same rozbiegania, a co 4 dni staram się pobiegać krótkie odcinki. Mimo wszystko porównanie jest trudne - bo im biegam więcej, w im trudniejszym terenie, tym bardziej spada prędkość. To nie znaczy jednak, że forma staje sie słabsza.
Piotr Stanek
21/08/2015, 08:00
#
Marcin

zatem powodzenia w przygotowaniach.
Ciekawy tekst, dziękuję. Sporo mi się potwierdziło z tego co sam uważam.

Runnerski.pl (albo i Marcin także :)
podeślesz/cie mi proszę link do tego txt: "od czasu tekstu "3:30" w magazynie "Bieganie"."?

Runnerski.pl o tym, że amatorzy w przygotowaniach do maratonu robią za dużo km Marcin pisał w świetnym tekście o maratonie Mezo. Polecam.
I witaj, niedawno trafiłem też i na Twój blog, zostanę na nim dłużej :)

A co do wagi i jedzenia.
Mam 183cm i 69kg. Do tego roku przez 4 lata wstecz ważyłem ok. 72kg, a startowa waga to 70kg. tyle statystyk. A jem tak jak biegam, czyli z balansem. Sporo warzyw i owoców, kasze, makarony, z nabiału kefir&maślanka, owsianki, czasem mięso, sporo sera żółtego, całkiem sporo słodyczy - ale domowej roboty (bo tańsze, bo wiem co mam w środku, a są szybkie do zrobienia). Korzystam z otrębów, zarodków pszenicy (taki fajny wynalazek ;) natki pietruszki - często. Sporo kawy, wody, soków - od niedawna mam sokowirówkę ;)
Do tego kilka nawyków dotyczących jak jeść.

Chyba widać, że nie popadam w skrajności. Śmieciowe jedzenie typu chipsy, hamburgery itp. dawno odstawiłem. Szkoda zdrowia i efektywności, aby dostarczać po prostu puste kalorie.

pozdrowienia :)
Marcin Nagórek
21/08/2015, 12:43
#
U mnie więcej biegania + poukładana dieta przynosza efekty - dzisiaj już 68 kg. Aż mnie to przeraża. W wolnej chwili postaram się zrobić nowy wpis.
22/08/2015, 12:37
#
Dawaj dawaj z tym wpisem;).Piszesz o tej swojej diecie,ale bez szczegółów,a chętnie bym się dowiedział więcej:)No chyba,że to "top secret"?
Marcin Nagórek
23/08/2015, 23:10
#
Dieta jest bardzo prosta - wyeliminowałem po prostu większość prostych i przetworzonych węglowodanów. Plus jem zdrowo, tzn kupuję tylko produkty bez konserwantów, zagęszczaczy i tym podobnego badziewia. Np. jeśli kupuję jogurt, to naturalny Zotta i do niego ładuję do smaku syrop klonowy.

Wyeliminowane węglowodany to przede wszystkim słodycze, chleb i makaron. Zamiast tego jem wafle ryżowe, miód.

I tak: na pierwsze śniadanie ładuję wafle ryżowe (najlepsze i najtańsze są w Lidlu) z miodem + zielona herbata - przed treningiem. Zielonej herbaty piję w ogóle dużo, po treningu ładuję taką ostudzoną, schodzą mi zwykle dwa duże dzbanki dziennie. Po treningu wafle ryżowe z serem i pomidorem - w Lidlu jest jeden z nielicznych w Polsce serów żółtych bez konserwantów i stabilizatorów, w wielu można też dostać camemberty bez dodatków. Czasami zamiast pomidora ładuję oliwki, które bardzo lubię.

Na obiad kasza gryczana + wołowina lub czarny ryż + kurczak, tak mniej więcej, do tego czasami jakaś surówka. Zdarza się soczewica lub inne roślinne wynalazki. Po obiedzie raz na parę dni pozwalam sobie na lody - kupuję Haagen Dazs, bez konserwantów, drogie jak diabli, ale też dużo bardziej sycące niż Grycany. Na frisco.pl ostatnio jest dobra promocja na nie i zawaliłem cały zamrażalnik ; )

Potem biegam drugi trening, a po nim albo znowu zielona herbata + wafle z miodem, albo już po napiciu się same owoce, np. borówki.

Jako przekąski między tymi posiłkami jem owoce, jogurt oraz np. suszone daktyle czy rodzynki. Nie jem: chleba, makaronu, wędlin, słodyczy, żadnych odżywek, słodzonych napojów. Raz na tydzień czy dwa piwo. Do tego popijam witaminę C oraz okazyjnie żelazo z Olimpu. Jem relatywnie mało warzyw, jakoś mi nie wchodzą. Ale staram się i np. latem robiłem sobie soki typu marchew, jabłko, natka pietruszki.

Raz na jakiś czas muszę odreagować i idę do McDonalda czy na dobry deser do pijalni czekolady Wedla. Ale rzadko, do tego ostatnio Mac przestaje mi smakować. A od dość dawna do zestawu nie biorę coli tylko wodę. Jem dość monotonnie, ale też sobie dogadzam, np. borówkami czy suszonymi daktylami (najlepsze z bioplanet, inne są często konserwowane związkami siarki).

Poza tym lubię ostrą kuchnię, więc do wszystkiego na obiad ładuję suszone papryczki jalapeno, w dużej ilości i najostrzejsze, jakie znajdę w Polsce. Najwięcej kasy wydaję na miód, bo schodzi mi minimum kilogram tygodniowo, a nie kupuję byle czego. Oprócz najtańszego wielokwiatu, który jest bazą, dogadzam sobie wynalazkami z okolicznego sklepu zielarskiego: pokrzywowy, lipowy, malinowy, wrzosowy, gryczany, z aloesu itd.

I koniec diety : )
24/08/2015, 14:34
#
Co do jogurtu naturalnego to polecam Piątnica czy Bakoma, ogólnie te bez mleka w proszku. Zott z tego co pamiętam takich nie posiada.
29/08/2015, 19:40
#
Dzięki Marcinie. Proste,bez cudaczenia. Węgle około treningowe, no i zdrowo jak najmniej chemii.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Styczeń 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin