16
07/2015
13:47
Po serii startów ładowałem baterie, biegając w lesie. Mam przed sobą jeszcze zawody na bieżni, ale myślami powoli jestem już w biegach ulicznych na jesień. A jednocześnie pozostaję w tym roku niepokonany na 1500 metrów/milę.

Dwa biegi, o których jeszcze nie pisałem, ale których wyniki wrzuciłem do bazy, to Radom 27 czerwca oraz Białogard 4 lipca. Oba jednocześnie udane i nieudane. Zaliczyłem dwa zwycięstwa, ale z czasami słabszymi od oczekiwań. Najbardziej szkoda mi Radomia, gdzie biegłem na 800 metrów. Była niezła pogoda, czułem się dobrze, chociaż byłem jeszcze obolały po starcie w Katowicach trzy dni wcześniej. Wśród rywali nie pojawił się nikt bardzo mocny i założyłem, że muszę ten start rozegrać samotnie, ruszając bardzo mocno. To doprowadziło mnie do pewnego rodzaju zguby.

Mała ilość biegów na 800 metrów sprawia, że słabo czuję tempo do tego dystansu. W Radomiu na rozgrzewce przed startem pobiegłem 200 metrów, gdzie zmierzyłem sobie czas 27,95. Wydawało mi się to biegane dość energicznie, dlatego nastawiłem się, że muszę biec subiektywnie mocno. Tymczasem mimo braku mocnych rywali młodzi zawodnicy ruszyli piekielnie szybko. Do tego było spore opóźnienie, ok. 50 minut, ostygłem po rozgrzewce. Z wirażu wyszedłem na dalekim miejscu, pod koniec stawki. Byłem tak zaskoczony, że popełniłem błąd - na kolejnej prostej ruszyłem jak szalony, zakładając, że jest za wolno. Wyskoczyłem na trzecie miejsce, na kolejnym wirażu przesunąłem się na drugie. To szarpnięcie kosztowało mnie masę sił. Po 400 metrach byłem tuż za prowadzącym, który zanotował szybki międzyczas - 54,80.

Po 500 metrach wyprzedziłem go i ruszyłem sam do mety. Na ostatnich 200 metrach nie miałem jednak depnięcia i chociaż wygrałem z przewagą 2 sekund, czas wyszedł tylko 1:54,06. Żałowałem tego startu, bo zupełnie niespodziewanie był tam wymarzony bieg dla mnie. Spokojnie mogłem pobiec dwie sekund szybciej, gdybym tak nie szarżował pierwszych dwustu metrów. Pobiegłbym równo, po 400 metrach miał na liczniku 55,5-56 sekund, a potem mocno depnął ostatnie 200 metrów. Zabrakło jednak wyczucia i poszedłem za mocno. Na tych pierwszych 400 metrach druga setka była praktycznie na maksa.

Tydzień później wybrałem się do Białogardu z nastawieniem, że muszę w końcu pobiec 1500 metrów z całych sił. We wszystkich poprzednich, zwycięskich biegach miałem poczucie, że nie dałem z siebie wszystkiego. Albo finiszowałem zbyt późno, albo zbyt łagodnie. Dlatego plan na Białogard był prosty - lecę mocno pierwszy kilometr, a potem walczę o życie. Niestety, trochę nie podpasowała mi pogoda. To był dzień największego upału. 33 stopnie w cieniu jeszcze w godzinie startu, po 19. Czułem się bardzo dobrze, ale temperatura sprawiła, że byłem nieco rozlazły, ociężały. Wśród rywali był mocny długodystansowiec, Damian Kabat, który zapowiedział, że jeśli znajdzie siły, spróbuje wyjść na prowadzenie w drugiej części dystansu, żeby trochę mnie odciążyć. Ale prawdę mówiąc, liczyłem przede wszystkim na siebie.

Ruszyłem mocno, ale i tak na pierwszej prostej doszło do starcia z rywalami, których było sporo, bieg był liczny. Zawsze mnie to wkurza, że ludzie, którzy nie łamią 4 minut na 1500 metrów, na pierwszej prostej wyrywają, jakby mieli przebiec dystans w 3:40. Musiałem pomóc sobie łokciami, żeby wyjść na prowadzenie i pierwsze 200 metrów było trochę za szybkie. Potem zwolniłem, uspokoiłem rytm - za bardzo! Pierwsze 400 metrów wyszło tak, jak chciałem, w 60 sekund. Tempo było jednak spadkowe i ani się zorientowałem, jak na 500 metrach było już 1:17 zamiast 1:15, a na 800- 2:04 zamiast 2:00. Cztery sekundy straty na drugim kółku, nie mogłem tego pojąć. Prawdopodobnie właśnie kwestia upału, byłem zbyt spowolniony, ociężały.

W tym momencie widziałem już, że to nie będzie bieg tempowy, tylko na mocny finisz. Tzn jedyną szansą na wynik był mocny finisz. Damian trzymał się za moimi plecami, więc na jednej prostej zwolniłem i zszedłem na drugi tor, żeby puścić go przed siebie. Zakładałem, że nieco odsapnę i mocno pobiegnę ostatnie 400 metrów. Damian nie dał jednak rady wyjść, tłumaczył się upałem, był ledwo żywy. Zacząłem więc ponownie cisnąć sam i był to pierwszy od dawna bieg, w którym prowadziłem od pierwszego do ostatniego metra. Trzecie okrążenie wyszło w 1:02, czwarte w 1:01. Przyspieszałem, ale jednak nie byłem w stanie depnąć w szaleńczym rytmie. Nie pomagało zdecydowane prowadzenie. Na ostatnich 200 metrach Damian nieco podgonił, ale i tak wygrałem z przewagą 1,5 sekundy, co na tym dystansie oznacza solidny kawał tartanu. Ostatnie 30 metrów nieco odpuściłem, widząc, że jest już wolniej niż 3:50 i przez to nie złamałem bariery 3:54. Skończyłem na 3:54,04. Czułem się doskonale, ale nie dało się wycisnąć więcej tego dnia.

Po powrocie do domu miałem okazję, żeby się nieco zregenerować. Przyznam szczerze, że trochę zmęczyło mnie to bieganie bieżni. To jest specyficzne ściganie, cały czas niemal na maksa, przy dużym napięciu, dużej mobilizacji. Różnica jednej sekundy na okrążeniu to tyle, co nic, ale łącznie daje to cztery kluczowe sekundy, które decydują, czy wynik jest dobry czy tylko przeciętny. Wszystkie cztery moje starty na milę/1500 metrów były zwycięskie i względnie równe. Najwolniejszy w 3:54,04, najszybszy w 3:52,74. To niecałe 1,5 sekundy różnicy. Jest więc dobra, równa forma, ale brakowało mi szybkiego biegu z mocnymi rywalami, żeby coś tu urwać. W tej chwili już mi to nieco zobojętniało. Możliwe, że będzie okazja na mistrzostwach Polski, ale wiem, że muszę trafić i dobry dzień, i dobry bieg, i mieć nieco farta. Dobrze się ustawić, dobrze finiszować. Do Krakowa jadę z Warszawy w dzień startu, nie nocuję, po zawodach od razu powrót. Dawno nie zaliczałem mistrzostw Polski w taki sposób. Właściwie, jeśli głębiej się zastanowić, to nigdy ; )

Zaletą mojego dość luźnego sposobu trenowania, opartego o ogólną równowagę, luz, dbanie o mechanikę ruchu, wypoczynek i szybkość jest to, że w ogóle nie czuję się zmęczony fizycznie. Bieżnia znużyła mnie jednak psychicznie, te wyjazdy, wyścigi, przeliczanie międzyczasów. Dlatego po mistrzostwach Polski zaliczę 1-2 mityngi, w tym ligę we wrześniu, a poza tym trenuję do ulicy. Nie planuję wielu startów, ale chciałbym je zaliczyć przyzwoicie. Ten sezon mam nieco ulgowy, bo jestem na przełomie kategorii seniora i mastersa, dopiero za rok mogę atakować rekordy Polski w M-35. Trenuję więc na spokojnie, z naciskiem na zaleczenie achillesa, ogólną siłę i sprawność.

Achilles trzyma się dobrze, ale nie jest wciąż do końca zdrowy. Jest duży progres, ale podejrzewam, że w ścięgnie są zmiany, które będą się cofać powoli, a może nie cofną się nigdy. Wszystko jest dobrze, jeśli tylko raz w tygodniu biegam w kolcach. Większa ilość startów powoduje przeciążenie łydki i dużo silniejszy ból. Normalnie po trzech dniach biegam już bez śladu bólu, ale po większej ilości startów trwa to dłużej. W tym roku robię więc akcenty na pełnej mocy, ale muszę zachować między nimi spory odstęp. I co najgorsze, od 2 lat w ogóle nie robię przebieżek. To jest ten element, który zawsze pozwalał mi zachować wysoką sprawność układu ruchu. Myślę, że to decyduje, że wyniki w tych latach są nieco słabsze niż w poprzednich. Po akcencie muszę oszczędzać achillesa i robię tylko rozbiegania, nie mogę pozwolić sobie na przeciążenie stopy i łydki i trzaśnięcie przebieżek. Liczę jednak, że to się zmieni, bo progres w stosunku do zeszłego roku jest widoczny.

W ciągu ostatnich dni pobiegałem raz crossa 2x 4,3 km. Tu przeszarżowałem, bo achilles po Białogardzie nie doszedł w pełni do siebie, a przebiegłem długi dystans w bardzo lekkich butach. Łydki miałem skasowane przez cały tydzień i achilles pobolewał. Tym bardziej, że zrobiłem pierwszy raz od bardzo dawna lekkie combo: dzień po crossie biegane 15x200 metrów pod górkę, dość mocno. Oba treningi w butach ale zalazły mi za skórę. W związku z tym kolejny trening tempowy w kolcach był ryzykowny i pobiegłem znowu w butach. Co więcej, w moich najcięższych, Kalenji SD. Trening to 3x500 metrów mocno. Biegane w lesie, pierwsze 150 metrów płaskie, potem lekko pod górkę. Długa przerwa, w trakcie której wracałem na start. Na ścieżce piasek, korzenie, normalna leśna nawierzchnia.

Wyszło to zaskakująco mocno. Mówiąc ogólnie, moc w nogach jest i jest potencjał do tego, żeby na 1500 metrów połamać 3:50. Wyszło mi to w 1:19-1:19-1:18. Czasami nie biegam tak szybko nawet w kolcach na tartanie, w tych warunkach to było doskonałe bieganie na tempo 2:36-2:38/km. Do tego na 15x200m ostatnią bez problemu depnąłem na 30 sekund - pod górkę. Jestem więc szybki i mogę się jedynie obawiać, jak 2,5 tygodnia biegania bez kolców wpłynie na ekonomię wysiłku. Zaliczam jednak mistrzostwa Polski, może jeszcze jeden mityng, potem ligę i kończę na ten rok z bieżnią. Męcząca to zabawa, do tego kolce wykańczają mi achillesa, więc to bieganie z ciągłym ćmiącym bólem też się odciska i w psychice, i technice biegu. A wiem, że po tygodniu odpoczynku i potem treningu tylko w butach zapomnę o achillesie na kilka miesięcy.

Mam już wstępne plany na jesień, ale ostateczne decyzje podejmę pod koniec sierpnia. Biegam, czuję się dobrze, trzymam przyzwoitą wagę, chociaż mimo diety nie mogę zejść poniżej 70 kg. Po odpoczynku ruszam w kierunku kolejnych celów. Na razie pobiegałem ciut więcej, m.in. jednego dnia zamiast moich zwyczajowych 12 km rozbiegania zrobiłem 14 km ; ) Do tego cały czas sporo sprawności i siły. Wiele zajęć pozabiegowych, mało czasu, dużo siedzenia przed komputerem. Ogólnie mówiąc, jest dobrze.
Kategoria: Starty 2015
Komentarze: (11)
Zaktualizowano: 16/07/2015, 13:59

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

16/07/2015, 22:31
#
Marcin odnośnie Twoich problemów z achillesem, próbowałeś kiedyś Protokołu Alfredsona tak promowanego teraz przez fizjoterapeutów? Co o tym sądzisz, szczególnie w kontekście nie przerwania treningów przy stosowaniu PA?
http://pracowniafizjoteka.pl/protokol-alfredsona/
Marcin Nagórek
17/07/2015, 11:39
#
Jeden z czytelników pisał mi o tym i ma to swoje zalety. Sęk w tym, że moje problemy spowodowane są czym innym niż słabością mięśni w tej okolicy. Jest wręcz przeciwnie. Stosowanie tych ćwiczeń u mnie nasila ból, bo jeszcze bardziej przeciążam łydkę i stopę. Prawdopodobnie pobawię się nimi, żeby utrzymać mięśnie w dobrym napięciu po sezonie, poza tym jednak walczę inaczej.

Problemy u mnie są dwa. Po pierwsze, słabość czy też niewydolność całego pasma tylnego w lewej nodze. A jeszcze precyzyjniej - słabość pasm w obu nogach, bo np. okazuje się, że prawa jest gorzej rozciągnięta. To obejmuje pospinanie niektórych mięśni, słabość innych, przesunięcie miednicy i tego typu drobiazgi. Efekt jest taki, że całe obciążenie ląduje w łydce, stopie i achillesie lewej nogi.

Druga sprawa - po latach bólu i problemów oraz kompensacji sam achilles prawdopodobnie jest w słabym stanie. Tzn są tam pewnie zrosty, zwapnienia. Możliwe, że nawet nie samo ścięgno, a jego okolice. Mam w tej chwili silne zgrubienie okolic kości piętowej. To przez to, że napięte pasmo ciągnie tam bardzo mocno, kość i tkanki nabudowały się, żeby znieść obciążenie. Ból jest właściwie nie w achillesie, ale samym przyczepie.

Protokół Alfredsona nie pomaga mi, bo ja już teraz mam bardzo silne, wręcz zbyt silne, mięśnie łydek i stóp. Wszystko przez to, że słabość tylnego pasma powoduje przenoszenie tutaj obciążeń. Np. biodra, nad którymi pracuję - są zablokowane, mięśnie przykurczone, więc zamiast wyrzucać nogę przed siebie, wyrzucam ją bardziej do góry, wybijając się ze stopy.

To wszystko sprawia, że nie ma u mnie prostego rozwiązania. Mogę tylko poprawiać stan tylnego pasma, czyli w praktyce pracować nad całym ciałem i na bieżąco rozluźniać to, co spina się w łydkach i stopach. I czekać, aż coś się poprawi. Niedługo być może przejdę się na akupunkturę, żeby rozluźniać tylne pasmo szybciej i głębiej. Tylko i tak problemem jest to, że siedzę codziennie wiele godzin przed komputerem, co ponownie spina tylne pasmo. To problem z gatunku praktycznie nierozwiązywalnych.

Protokół to w mojej opinii trochę oszukiwanie - w tym sensie, że nie dotykasz samego problemu, tylko maskujesz objawy. Wzmocnisz łydki i stopę, odruchowo zmienisz styl biegu - i achilles przejdzie, ale to nie znaczy, że przeszły problemy, które spowodowały pośrednio ból. Chyba że problemem jest właśnie słabość łydek i stopy - wtedy protokół pomoże.
18/07/2015, 08:40
#
Co myślisz o bieganiu na 1500m - 3'50? ...przez kobietę. I jak by nie patrzeć to nie na "żółwiach".
Marcin Nagórek
18/07/2015, 14:22
#
Fenomenalny wynik, ale też nie jest zaskakujący, biorąc po uwagę, że ona pobiegła już 14:15 na 5000 metrów. Prawdę mówiąc, przy takiej piątce, gdyby biegła z mężczyznami, mogłaby uzyskać 3:45 - to moja opinia. Na pewno gdybym ja był teraz w formie na 14:15, mógłbym myśleć nawet o okolicach 3:40 - ale to dlatego, że jestem bardziej średniodystansowcem niż długasem.

3:50 wydaje się kosmosem, ale po namyśle już takie nie jest, biorąc pod uwagę inne rekordy świata. Dla porównania, ja w tym roku zrobiłem na razie 3:52, a na 3000 metrów tylko 8:30. Ten drugi wynik poprawiło co najmniej kilkanaście kobiet. Więc dobre bieganie 1500 metrów przy tej wytrzymałości to kwestia szybkości, siły, mocy beztlenowej. Kobiety są często słabsze w tych cechach, ale jeśli trafia się mocniejsza, to 3:50 absolutnie nie szokuje.

To, co mnie wkurza, to fakt, że Dibaba finiszowała mocniej ode mnie. 1000m w ok. 2:34, a potem mocne ostatnie 400 metrów - tego mi brakowało do tej pory, żeby łamać 3:50. Ale też nie miałem ostatnio dobrego zająca, to raczej ja byłem zającem ; )
21/07/2015, 22:28
#
Marek Jóźwik nadal w formie. Organizatorzy MP w Krakowie zrobili mu na złość i pozamieniali nr na spodenkach. Fajne było jak wygrałeś swoją serię, a pp. Jóźwik i Babiarz przekonani byli, że wygrał Adam Nowicki, który z resztą biegł w pierwszej serii... Gratulacje występu, to był dobry bieg.
21/07/2015, 23:07
#
Marcin, jak oceniasz swój bieg w MP? Rezultat chyba dobry, ale jak warunki pogodowe? Szkoda, że biegłeś przy slabszej obsadzie... Kto/co o tym zdecydowało?
Marcin Nagórek
22/07/2015, 00:26
#
Tam razem druga seria była sprawiedliwa na 100%, przynajmniej w moim przypadku, bo w pierwszej były pewne jednostki wątpliwe ; ) Rozstawienie jest zawsze według wyników tegorocznych, a ten miałem słaby. Do tego brak oficjalnego minimum. MOżna oczywiście zastanawiać się, na ile to efekt problemów wcześniej w sezonie, czyli niesprawiedliwe rozstawienie wcześniej przyczyniło się do tego sprawiedliwego teraz ; )

Wiedziałem jednak od dawna, że będę w drugiej i nie miałem do nikogo pretensji, to jest normalna sytuacja, jasne zasady. Przy tym nie jestem przekonany, czy coś bym urwał w pierwszej. Było tak wściekle gorąco, że byłem ledwo żywy już przed biegiem. Słabo biegam w takiej pogodzie, do tego ostatnio jestem mocno niewyspany, bo mam remont na klatce schodowej od 3 tygodni, a często muszę pracować do późna.

W sobotę biegne jeszcze jeden start i tydzień odpoczywam.
Mikołaj Raczyński
23/07/2015, 08:16
#
Z tego, co widzę, tak jak ja jesteś zgłoszony do Białogardu, spotkamy się w 1 biegu, chyba, że zrobią serie i będę w słabszej.
Marcin Nagórek
23/07/2015, 13:50
#
Jestem i biegam, to będzie właśnie mój ostatni start, potem odpoczynek : )
26/07/2015, 22:38
#
SB w Białogardzie ;-) Gratulacje.
Generalnie z perspektywy czasu duża szansa dla Ciebie na 5000 byla w Krakowie - przy stosunkowo wolnych 3000.
pozdrawiam
Marcin Nagórek
27/07/2015, 16:12
#
Dzięki! Teoretycznie szansa była, ale w praktyce nie wiem, czy umiałbym z tego ruszyć. Nie robiłem żadnych treningów pod piątkę, więc w mojej opinii złamanie 14:30 byłoby niemal niewykonalne. No i ten upał!

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Listopad 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin