26
06/2015
13:28
Kolejne dwa tygodnie sezonu startowego za mną. Zaliczyłem kolejne dwa biegi - jeden bardzo słaby, jeden udany.  Kompletnie złamało mnie 5 km, znowu zwyciężyłem na 1500 metrów.

Na pierwszy ogień poszła piątka. Zdecydowałem się na ten start w ostatniej chwili, a co więcej - pojechałem zgłoszony na 1500 metrów. Na miejscu okazało się jednak, że nie ma się z kim ścigać na krótszym dystansie, jest za to bardzo dobra obsada na 5000 metrów. Trochę trwało, zanim podjąłem decyzję, bo na tego typu zawodach organizator do ostatniej chwili nie wie, kto się pojawi, kto zrezygnuje. Biegałem w tę i z powrotem, szukających chłopaków zgłoszonych na 1500 metrów. Okazało się, że wszyscy biegają bardzo mocne na tym mityngu 800 metrów. Zdecydowałem więc, że dam szanse piątce, a organizator przepisał mnie na inny dystans.

Na miejscu był jeden bardzo mocny biegacz - Sebastian Nowicki z Poznania, który miał apetyt na zaatakowanie minimum na młodzieżowe mistrzostwa Europy - 14:05. Oznacza to tempo na 2:49/km i takich miał "zająców". Wiedziałem, że dla mnie jest to czas absolutnie nieosiągalny. Moja życiówka to 14:15, ale sprzed sześciu lat i nie jestem teraz kompletnie gotowy na takie bieganie. Zresztą nawet w szczycie formy długodystansowej wolę biegać spokojniej i mocno finiszować - takie bieganie mi służy. Równocześnie miałem jednak prosty wybór - albo ryzykuję i biegnę mocno, albo zostaję sam. Moim celem było zrobienie minimum na mistrzostwa Polski, czyli czas 14:55. Założyłem, że nawet jeśli mocno zwolnię, dam radę utrzymać tyle po mocnym początku. Było jednak inaczej.

Pogoda była znakomita, czułem się dobrze, chociaż wciąż dokuczał mi kaszel po niedawnym przeziębieniu. Ruszyłem mocno i z początku trzymałem liderów. Pierwszy kilometr - 2:50 i czułem się OK. Przed biegiem miałem nadzieję, że "zające" trochę zwolnią, to się zdarza, może ja będę nieco z tyłu. Tempo rzędu 2:55-2:58/km bardzo by mnie urządzało. Nic jednak z tego. Zając był na tysiącu poniżej 2:50, a potem było wręcz szybciej. Wytrzymałem tempo do 1,5 km i poczułem, że jesli nie zwolnię, będzie ciężko. Zwolniłem, ale niewiele to pomogło. Zostałem sam, tempo coraz bardziej spadało. Jeszcze na 3 km było 8:50, ale z mocną tendencją spadkową. Mocne tempo na początku kompletnie mnie ugotowało. Ostatnie cztery okrążenia to koszmar, ledwo biegłem. Na mecie skończyłem w 15:10 - jeden z moich najgorszych wyników w życiu. Wyleczyło mnie to chyba z myśli o piątce na mistrzostwach Polski, tam też będzie pewnie szybkie bieganie.


Start

Stoczyłem ostatnio parę rozmów ze znajomymi i często spotykaną reakcją było - "no co Ty, 15:10 to fantastyczny czas!" Tak się składa, że jest chyba tylko jeden bloger szybszy ode mnie na tym dystansie - Mariusz Giżyński. Równocześnie jednak wszystko zależy od tego, do kogo człowiek się porównuje. Jest w internecie cała gromada biegaczy, którzy uprawiają propagandę sukcesu, biegając taką piątkę relatywnie wolno. Bądźmy jednak szczerzy - każdy wynik powyżej 15 minut to czas bardzo słaby. Janusz Kusociński biegał 30 sekund szybciej w 1939 roku, na żużlu. Rekord Polski kobiet to 15:05 i wszystko, co wolniejsze, to nie jest szybkie bieganie dla mężczyzny. Rekord świata kobiet to 14:11. Równocześnie jest w Polsce trochę młodych biegaczy, w tym juniorów, biegających ten dystans nawet sporo poniżej 15 minut. Dlatego dla mnie 15:10 to po prostu lipa, bo lubię się porównywać do najlepszych, zamiast pławić w samozadowoleniu, jaki to nie jestem mocny.

To mój piąty w życiu bieg na piątkę wolniejszy niż 15 minut. W zeszłym roku zrobiłem 15:05 w Postominie, też przy zbyt mocnym początku. Parę lat temu w Warszawie na mityngu pobiegłem samotne 15:18 w potwornym upale. Także w upale zrobiłem na zmiany z kolegą bieg w 2008 i wygrałem z czasem 15:01. Do tego w 2013 na mistrzostwach Polski biegłem piątkę 20 mnut po 1500 metrów, też w upale i wybiegałem zaledwie 15:50. Ustanawiam więc swoje nowe standardy ; ) Dla równowagi dodam, że najmocniejsze biegi to 14:15, 14:24 i 14:28.

Równocześnie nadal uważam, że jestem w stanie nawet teraz pobiec sporo mocniej niż 15:10, chociaż może jednak nie ogłaszane wcześniej 14:30. Po latach biegania różnych dystansów widzę, jak ważny jest trening specyficzny. W tym starcie nie tylko padłem wytrzymałościowo. Przede wszystkim kompletnie obumarłem mięśniowo. Dla organizmu był to szok, że każę mu biec tak szybko i tak długo. Co więcej, zawiódł też żołądek. Zwykle na jednym z pierwszych bardzo mocnych treningów tempowych do biegów długich przeżywam różnego rodzaju męki żołądkowe, ale potem jest spokój. Tutaj treningu nie było, więc brzuch odezwał się na dystansie, powodując silny dyskomfort. Żeby pobiec poniżej 14:30, musiałbym zrobić pod to jakieś przygotowanie, trenując organizm w kierunku znoszenia specyficznego rodzaju zmęczenia.


Biegniemy piątkę - ja na końcu składu, ostatecznie byłem 4

Trenuję jednak do czegoś innego i tu są efekty. 6 dni później biegłem 1500 metrów w Katowicach. Mam po nim mieszane uczucia. Z jednej strony wygrałem zdecydowanie i wykręciłem czas minimalnie lepszy niż najlepszy w zeszłym roku, co oznacza dla mnie najszybszy bieg od dwóch lat. Z drugiej - to cały czas za wolno jak na moje standardy.

W Katowicach spodziewałem się dobrej ekipy, ale okazało się, że jest tylko jeden kolega zainteresowany szybkim bieganiem - Rafał Stachowski. Reszta stawki wolała bezpiecznie biec z tyłu i zobaczyć, co z tego wyjdzie. Z Rafałem umówiliśmy się na prowadzenie na zmiany. Przycisnąłem pierwsze 600 metrów, on drugie, potem wyszedłem znowu na prowadzenie 300 metrów do mety. Rafał mocno zapłacił za odważny bieg, bo na końcówce kompletnie osłabł i dobiegł dopiero czwarty. Ja finiszowałem mocno i na mecie miałem cztery sekundy przewagi. Wynik - 3:52,74.

Po piątce przez kilka dni czułem się fatalnie. Pomiędzy tym startem a Katowicami machnąłem raz w terenie swoją tradycyjną mocną dwusetkę w 27 sekund. Ogólnie jednak czułem się dobity. Tym większym zaskoczeniem było bardzo dobre samopoczucie w czasie biegu. Rozsadzała mnie moc i pierwsze 500 metrów poprowadziłem aż za szybko. Potem cały czas biłem się z myślami, czy nie wyjść wcześniej na prowadzenie i czy nie podkręcić tempa za Rafała. O ile pierwsze 500 metrów było w tempie na 2:30/km, potem zwolniliśmy i kilometr po drodze był gdzieś 2:34, może nawet wolniej. Kółko do mety zobaczyłem na zegarze 2:51 i byłem optymistą. Z tego można jeszcze depnąć i wykręcić dobry czas. Nie udało się jednak, chociaż końcówkę mocno przyspieszyłem i biegłem sam z przewagą. Pogoda była fajna, chłodno, ale dość mocno wiało i to nie pomagało w rozwinięciu wielkich prędkości.

Mocne bieganie tak krótkich dystansów to ciężka sprawa. 5 sekund to tyle co nic, a decyduje o tym, czy wynik jest dobry czy przeciętny. Łatwo te sekundy gdzieś tam pogubić, szczególnie gdy trzyma się tempo samemu. Zupełnie inne jest bieganie z "zającem". W tym roku biegłem dwa razy na 1500 metrów i raz na milę, za każdym razem wygrywając. Na tym dystansie jestem niepokonany, a równocześnie jest możliwe, że skończę sezon bez satysfakcjonującego czasu. Wszystko zależy od tego, czy da się trafić dobry bieg, dobrą pogodę, samopoczucie. Na razie nie miałem szans na prawdziwie mocne ściganie, a sezon na bieżni zbliża się do końca. Nie mam minimum na mistrzostwa Polski i nie wiem, co z tym zrobić, jechać na nie bez wyniku, celując w (być może) dobry bieg czy też zrobić sobie wcześniej wakacje. Zobaczymy.

Na razie w sobotę, tylko trzy dni po Katowicach, dobijam się biegiem na 800 metrów. Potem jest jeszcze tylko jeden termin mityngowy i pewnie spróbuję pobiec 1500. Dalej zobaczymy. Zaliczyłem tych biegów sporo i już powoli zaczyna mnie to nudzić. Myśl sięga do pierwszych startów na ulicy jesienią. Na razie jednak ścigam się, póki mogę. Pojedyncze starty na bieżni są do września - mam wtedy zawody ligowe.
Kategoria: Starty 2015
Komentarze: (5)
Zaktualizowano: 26/06/2015, 14:31

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

01/07/2015, 10:20
#
Trochę szkoda tych 5000 m, bo pewnie, gdybyś poskromił zapędy na początku biegu, to wynik byłby znacznie lepszy. Sam kiedyś pisałeś, że w przypadku biegów dłuższych, jeśli ktoś jest zagotowany na początku, to już wiadomo, że nic z tego nie będzie. A mokry tartan pewnie jeszcze dołożył swoje...

Ale chciałem poruszyć kwestię minimów na Mistrzostwa Polski. Zauważyłem, że od kilku lat w biegach średnich i długich minima są stopniowo obniżane (może poza 10 000 m). Czy to w jakikolwiek sposób przekłada się na liczbę uczestników czy nie ma żadnego wpływu i startują ci, którzy i tak by startowali?
Marcin Nagórek
01/07/2015, 17:56
#
Hej Kuba - mam wrażenie, że to się w ogóle nie przekłada. Tym bardziej, że i tak dopuszcza się zawodników bez minimum. Czyli co roku biegaja ci sami, z małymi zmianami, bo wiadomo, że jest trochę zmian, które po latach powodują, że wymiecieni zostają prawie wszyscy.

W biegach dłuższych na mistrzostwach coraz mniej jest mocnych biegaczy. Zostaje druga liga, dla której to jest atrakcyjny start. Poza tym poziom jest coraz niższy.

Odwrotnie w biegach średnich - w tej chwili jest najwyższy poziom w historii.
02/07/2015, 23:21
#
W takim razie zastanawiam się jaki w ogóle jest sens określania minimów na MP, nie wystarczy, że są określone wyniki na klasy sportowe? Chociaż to pewnie bardziej pytanie do ludzi w PZLA niż do Ciebie :)

Fakt, rzeczywiście widać, że najmocniejsi na ogół omijają tę imprezę, ale wbrew pozorom sądzę, że może to być plus. Przynajmniej teoretycznie daje szanse pokazać się mniej znanym zawodnikom i dodać im pewności siebie. Weźmy choćby przykład Krzysztofa Gosiewskiego i jego Mistrzostwa Polski w przełajach - dzięki temu, że nie było mocniejszych rywali miał swoje 5 minut w biegach (i mediach). Nie twierdzę, że jest to umyślne działanie PZLA, ale może w ten sposób jest szansa na wykreowanie nowych biegaczy na poziomie :)

Co do biegów średnich to rzeczywiście - i u kobiet i u mężczyzn jest się czym emocjonować, a gdzieś w środowisku chodzą słuchy, że w przyszłym roku szykują się jakieś rekordy Polski w biegach średnich w kategorii mastersów :P
Mikołaj Raczyński
14/07/2015, 10:24
#
Jak tam? Startujesz MP? 800,1500?

Pozdrawiam
Marcin Nagórek
15/07/2015, 11:22
#
Trochę zaniedbałem bloga, ale postaram sie jeszcze dzisiaj wrzucić wpis. Biegam MP, chyba że mi nie pozwolą. Startuję we wtorek na 1500 m. W ostatnich tygodniach miałem dwa wygrane biegi, które jednak skończyły się nieco słabszymi czasami. Teraz aż do startu wychodzi łącznie 2,5 tygodnia bez mityngów. Wczoraj biegałem mocny akcent w lesie, w butach - 3x500 metrów - i to właściwie ostatnie bardzo mocne bieganie przed MP. Potencjał na złamanie 3:50 jest, ale czy się uda, trudno powiedzieć. Myślami jestem już powoli bardziej przy ulicy na jesień.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Czyżby piątka
Następny: Bieganie w lipcu
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Sierpień 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin