04
05/2015
13:12
Zgodnie z planem na początku maja wystartowałem w mili ulicznej w Piasecznie. Udało się wygrać, chociaż okoliczności nie były do końca sprzyjające. Poprzedni dzień spędziłem na zwiedzaniu Warszawy, m.in. w Muzeum Żydów Polskich. Wieczorem ledwo żyłem i na rozgrzewce dzień później czułem się bardzo słabo. Nie pękałem jednak, zrobiłem, co mogłem i na mecie byłem pierwszy.

Dystans został rozegrany dość klasycznie jak na tego typu rywalizację. Pierwsze 300 metrów to szaleńcze tempo - pierwsza setka według oficjalnych pomiarów wyniosła 13 sekund. Było lekko w dół, więc jest to możliwe. Po 300 metrach miałem ok. 10 metrów straty do prowadzącej dwójki. Nie forsowałem się jednak, bo wiedziałem, że to tempo jest nie do utrzymania. Biegłem wręcz za szybko. Po 400 metrach tempo zaczęło drastycznie spadać i bez problemu dogoniłem prowadzących. Zrobiło się na tyle wolno, że pierwszy kilometr mógł być w okolicach 3:00 - to jest bardzo słabe tempo w biegu na milę. O ile po pierwszych 400 metrach odczuwałem typowe średniodystansowe sensacje, czyli potężną zadyszkę i ogólne uczucie palenia wszędzie, tak w połowie byłem już kompletnie zregenerowany. Oficjalny pomiar na 800 metrach pokazał czas 2:22.

Warto dodać, że trasa miała kształt prostokąta, dwie pętle, co oznaczało pokonanie kilku bardzo ostrych zakrętów. Koniec był nieprzyjemny - najpierw 200 metrów pod górkę, potem dwa zakręty o 90 stopni wokół małego ryneczku. Przy wysokich prędkościach robi się niebezpiecznie, a w Piasecznie dodatkowo okazało się, że dublowaliśmy maruderów.

Biegłem z Krzysztofem Wasiewiczem - młodym zawodnikiem z Piaseczna, który ograł mnie w biegu na 1000 metrów na hali. Ja wtedy pobiegłem 2:33, on 2:32. Widać było, że jest w formie i bieganie na ulicy mu leży. Ostatnie 500 metrów to nieustanne podkręcanie. Koniec był szaleńczo mocny. Wynik na mecie to 4:28, co oznacza, że na końcówce wyciągnąłem tempo do średniej 2:46/km. Ostatnie 400 metrów musiało więc być sporo poniżej 60 sekund, mimo górki i zakrętów. Krzysiek prowadził, ja siedziałem na ogonie. Z mojej strony było to typowe bieganie na miejsce. 400 metrów do mety - rywal mocno ruszył. 300 metrów - jeszcze podkręcił. 250 metrów przed ja zaatakowałem - ale nie udało mi się wyjść na prowadzenie, bo Krzysztof depnął jeszcze mocniej. W tym momencie wydawało mi się, że jest po biegu - zostało mniej niż 200 metrów, w tym dwa ciasne zakręty. Na dodatek w pierwszy z nich rywal wszedł znakomicie, biegnąc po prostej między tłumem ludzi, podczas gdy ja musiałem obiec ich szeroko.



Na szczęście nie na darmo pisałem o znakomitym ostatnio samopoczuciu. Niecałe 100m do mety, przed ostatnim zakrętem, zakręciłem potężnie nogami jeszcze raz, sięgając do ostatecznych rezerw. Nie spodziewałem się, że mogę wygrać, bo nie czułem wielkiej rezerwy, a na zakrętach jestem słaby - mam za długie nogi. Najwyraźniej jednak przeciwnik wyczerpał wszystkie siły w czasie poprzednich ataków, bo dość niespodziewanie minąłem go na kilkunastu metrach. Lawirując między ludźmi, władowałem się w ostatni zakręt jako pierwszy i wygrałem z bezpieczną przewagą kilku metrów.

Bieg był potwierdzeniem zwyżkującej ostatnio formy. Pisałem już wcześniej, że czuję się mocny. Po kontrolnym starcie w Łomży było tylko lepiej. Dyspozycja rosła tak, że byłem aż zaskoczony. Kolejne mocne treningi - najpierw 8x400 metrów, potem 10x200 metrów - śmigałem w tempach nieosiągalnych od paru lat. Czterysetki skończyłem w 61 sekund. Dwusetki - w 27 z małym kawałkiem, biegnąc w moich najcięższych butach. I cały czas mówimy o odcinkach w lesie - po lekkim piasku, dwusetki pod lekką górkę, czterysetki w większości również. Co więcej, szybko regenerowałem się po tych treningach. Jeszcze po Łomży następnego dnia na kontrolnym kilometrze zanotowałem najniższą prędkość od wielu miesięcy - 4.52. Po czterysetkach dochodziłem do siebie błyskawicznie i już dwa dni po nich wracając z rozbiegania miałem pomiar kilometra - 3.54.

A propos butów - pisałem niedawno o Kalenji Kiprace, które spodobały mi się we Francji. W Piasecznie miałem okazję wypróbować ten model i przerósł moje oczekiwania. Piekielnie dynamiczne startówki, jedne z lepszych, które miałem na nodze. Rozgrzewałem się na asfalcie w Kalenji SD, a po przesiadce na Kiprace czułem się, jakbym fruwał. W tej chwili to zdecydowanie najtańsze startówki na rynku i na pewno jedne z najszybszych.

Wiosna była dla mnie w tym roku bardzo dobra i owocna. Mam nadzieję, że nie zdarzy się nic niespodziewanego, bo na razie czuję, że może to być mój najlepszy sezon od lat, a może najlepszy w życiu. Na treningach fruwam, czuję się lekki i silny. Achilles jest pod kontrolą. To zresztą cała historia. Rozluźniam kolejne mięśnie, znajduje kolejne słabe punkty. Co jakiś czas miałem wrażenie, że dochodzi do przełomu, ale wyskakiwało coś jeszcze i ból nadal wracał. Rozluźniłem straszliwie spięty mięsień płaszczkowaty - achilles nie puścił go końca. Tym razem jednak wydaje mi się, że docieram do końca tej epopei.

Od miesięcy znęcam się nad łydkami, rozciągając, rolując i masując. To działa tak, że rozluźniając warstwy wierzchnie mięśnia, można dotrzeć coraz głębiej. Ostatnio wbiłem się paluchami w sam środek łydki, bardzo głęboko - i znalazłem kolejny punkt bólu. Wcześniej trudno go było wyczuć, bo był otoczony warstwami innych pospinanych mięśni. Mam wrażenie, że dotarłem do punktu, od którego zaczął się ostatni epizod z achillesem. Niemal dwa lata temu, podczas mistrzostw Polski biegłem jednego dnia dystanse 1500 i 5000 metrów, w strasznym upale. Po biegu poczułem silny ból łydki, wkrótce przerodziło się to w ból achillesa. W kolejnym biegu - dyszce na stadionie - zszedłem z tego powodu z trasy. Myślę, że to jest ten punkt, do którego dotarłem obecnie. Był spięty, być może uszkodzony od dwóch lat, ale teraz dzień po dniu pracuję nad nim, udrażniam - i jest dużo lepiej. Co najważniejsze, achilles mocno puścił. Dzień po Piasecznie niemal nie czułem bólu - co jest czymś niespotykanym, bo po każdym starcie do tej pory on się pojawiał.

Nie oznacza to końca walki, bo spięte mam jeszcze choćby dwugłowce. Włożyłem też w kontuzję masę czasu. Cały czas pracuję nad siłą i ogólną sprawnością, pracuję nad biodrami, do tego rozciągam się, masuję, wałkuję, uelastyczniam kręgosłup. To mozolna praca, bez natychmiastowych wyników, upierdliwa i nieprzyjemna. Efekty są takie, że tej wiosny kręcę najlepsze akcenty od lat, czuję się luźny i diabelnie dynamiczny. Po raz pierwszy od bardzo dawna odbijam się lewą stopą z całą siłą. Daje mi to niezłą moc i wierzę, że mogę być naprawdę szybki.

Pozostaje mi liczyć na to, że potwierdzenie znajdę w startach na bieżni. W połowie maja chcę wystartować kontrolnie, ale jeszcze nie wiem na jakim dystansie/dystansach. Myślę m.in. o biegu na 400 metrów, żeby sprawdzić moc i szybkość. Zobaczymy jednak. Na razie jest dobrze i skupiam się przede wszystkim na utrzymaniu tej tendencji. W czerwcu odpalam sezon na całego i wtedy wszystko się wyjaśni.


Kategoria: Starty 2015
Komentarze: (2)
Zaktualizowano: 04/05/2015, 13:39

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

Tomasz  K.
05/05/2015, 19:56
#
Hej Marcin, te 4.52/km to był ten swobodny, spokojny kilometr ze względu na samopoczucie tego dnia, czy dodatkowo jakieś inne powody (spokojna regeneracja po zawodach?)? Marcin wiesz może jakie miałeś wtedy tętno?
I jeszcze z ciekawości, jakie to są te Twoje najcięższe buty?
Marcin Nagórek
06/05/2015, 12:50
#
To była spokojna regeneracja po zawodach i po prostu czułem się ciężko. Zwykle wychodzi ok 20 sekund szybciej. Tętna nie mierzę, nie interesuje mnie. A najcięższe buty to Kalenji SD - lekkie, ale wszystkie inne mam lżejsze. Wczoraj np. biegałem w Brooksach Green Silence.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Listopad 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin