05
02/2015
11:47
Zima za pasem, a na hali biegają. Startuję i ja - w zeszłym tygodniu w Łodzi, w bieżącym - w Toruniu. Miałem okazję poznać dwie hale, w których jeszcze nie byłem.

Tydzień po starcie w Warszawie przyszedł czas na Łódź. Zrobiłem swój standardowy ostatnio tydzień, z dwukrotnie bieganymi krótkimi podbiegami i jednym łagodnym interwałem, łącznie 42 kilometry w tygodniu - skromnie. W kolejnym - 48. Start nie poszedł tak dobrze jak się spodziewałem i prawdopodobnie miało na to wpływ zbyt duże treningowe szaleństwo dzień wcześniej. Na rozruchu biegłem po lekkim śniegu i na swoim lekko pofałdowanym kilometrze pomiarowym złapałem czasy 3.45 i 3.33! To za szybko nawet jak dla mnie.

Mam ostatnio szczęście do szybkich biegów. W Łodzi miałem się za kim schować. Czułem się jednak strasznie pospinany i w ogóle nie mogłem dogonić czołówki. Bieg idealnie równy, ze zwolnieniem na trzecim okrążeniu, gdzie zbyt późno wyprzedziłem zawodnika przede mną. Dopiero na ostatnim okrążeniu zacząłem mijać i dobiłem się do drugiego miejsca. Wynik na mecie - 1.58,08. Słabo, liczyłem na 1:56. Na dole wpisu można obejrzeć filmik z tego wyścigu. A jeśli nie działa, to proszę tutaj kliknąć ręcznie. Łatwo mnie poznać, na pierwszym łuku jestem przedostatni.

W czasie tego biegu miałem okazję zobaczyć, jak wygląda 800 metrów z punktu widzenia długodystansowca. Impet i dynamika takiego ścigania są niesamowite. Tego w ogóle nie da porównać się z ulicą czy dystansami typu nawet piątka. 1:58 to żaden wynik, a tempo wydawało się oszałamiające. Zachęcam każdego do sprawdzenia na treningu swojej szybkości i wytrzymałości beztlenowej - przebiegnięcia 400 metrów poniżej minuty. To daje orientację, jak mocno trzeba pracować nogami w tych krótkich biegach. Z początku utrzymanie takiego tempa wydaje się niemożliwe.

Po tym biegu zastosowałem lekką korektę w treningu. Podbiegi zmieniłem na dłuższe - z 60 metrów na sto, a drugie w tygodniu, wykonywane 3 dni przed startem, przeniosłem na bardzo lekko nachylony odcinek. Miało to dwa powody - po pierwsze, wysiłek bardziej zbliżony mięśniowo do startu i mniej siłowy, po drugie - wejście w lekkie zakwaszenie. W niedzielę miałem biegać w Spale, ale pojawiły się problemy z transportem i odpuściłem. Zamiast tego wykonałem pierwszy trening, który można nazwać specyficznym do 800 metrów. Na bardzo lekkim podbiegu, rzędu 1% nachylenia lub mniej, śmigałem 5x200 metrów pod górę. Cały problem polega na tym, że wykonuje się to w tempie startowym, wtedy nawet to lekkie nachylenie jest problemem. Zacząłem na 32 sekundy, skończyłem na 29. Całość po śniegu, w lesie, z przeskakiwaniem i omijaniem korzeni i nierówności. Dało mi to bardzo mocno w kość. Kolejne dwa dni ledwo biegałem, a trzeciego... kolejny start.


Dzisiejsze zdjęcia pochodzą jeszcze z listopada - z przełajowych mistrzostw Polski, gdzie biegałem po chorobie. Kolega niedawno podesłał mi zdjęcia. Jak widać, masa jest - nadal jestem 4 kg cięższy niż w najlepszych latach.To efekt pracy siłowej.

Tym razem wybrałem się do Torunia. Bieg pokazał, jak mylące może być samopoczucie. W poniedziałek i wtorek tuptałem po śniegu w tempie rzędu 4:30/km, czując się mocno zmęczony. Nasiliło się to we wtorek, kiedy ledwo wybiegałem łącznie 4 kilometry. Potem 3,5 godziny podróży i godzina odpoczynku przed rozgrzewką. Specjalnej mocy nie czułem, ale byłem nastawiony bojowo.

I tu zaskoczenie. W biegu było dobrze, a nawet bardzo dobrze. Na mecie wynik 1.54,51 - to jest już nieźle. W tej chwili jest to 14-ty czas w Polsce w tym sezonie. To nadal daleko od moich najlepszych wyników, ale widać było kilka bardzo pozytywnych trendów. Po pierwsze - jest duży progres ze startu na start, cztery sekundy w porównaniu do poprzedniego. Po drugie - czułem się bardzo dobrze, a w biegu była swoboda - przy tempie 56,9 na pierwszych 400 metrach. Po trzecie - czułem w sobie zapas. Biegłem w tłoku, był to znowu bardzo dobry wyścig i przez pierwsze 600 metrów cały czas musiałem hamować. Nie mam jeszcze w sobie tyle dynamiki, żeby pobiec w samym czubie, a równocześnie trzymam równe tempo, podczas gdy młodsi biegacze, którzy przeszarżowali na początku, coraz bardziej zwalniają. Trzeba biec za nimi i starać się wyprzedzać na prostych, co na hali nie jest łatwe.

Tu znowu dygresja długodystansowa. Będąc w środku kilkuosobowej grupki dziwię się, że to wszystko jakoś biegnie. Przy całym tym impecie, na ciasnych zakrętach, latających wszędzie nogach i rękach, rzadko zdarzają się potknięcia czy zderzenia. To także coś zupełnie innego niż bieganie ulicy, gdzie jest zwykle ogrom miejsca i czas na decyzje taktyczne. W biegach stadionowych trzeba umieć biegać w tłumie i na dużych prędkościach, decydując w ułamkach sekund. Maratończyk się w tym nie odnajdzie nie tylko fizycznie, ale i psychicznie.

Co dalej z pozytywów po Toruniu? Najszybsze w całym biegu miałem ostatnie 200 metrów - ok 28,0 - 27,5 sekundy. Co ciekawe, 600 metrów pokonane po drodze w tempie podobnym jak w pierwszym starcie w Warszawie, właśnie na 600 metrów. Tym razem pobiegłem to samo i na finiszu przyspieszyłem. Dla niezorientowanych dodam, że utrzymanie tego tempa jeszcze przez 200 metrów daje czas 2.23,0 na kilometr. To duża różnica w stosunku do tego, co zwykle widzi się na ekranie GPS-a ; )

To, co mnie cieszy najbardziej, to przełamanie negatywnego trendu, w którym biegałem coraz wolniej, z sezonu na sezon i ze startu na start. Wynik 1.54,51 to szybciej niż pobiegłem w zeszłym roku na stadionie. Czyli fizycznie to moje najszybsze 800 metrów od 2013, a jeśli wziąć pod uwagę przelicznik z hali na stadion, to nawet najszybciej od 2012. Poza tym znowu jestem mocniejszy niż rekord świata kobiet - co w pewnych kręgach jest wyznacznikiem bycia prawdziwym zawodnikiem. Aha, a na deser - to czas szybszy od rekordu Polski w tej kategorii wiekowej - M35 - do której należę już rocznikowo, ale jeszcze nie datą urodzenia. Na to poczekam 8 miesięcy. Ale faktem jest, że żaden Polak w moim wieku nie biegał nigdy tak szybko.


Masa biega ; )

Niedawno w komentarzu pisałem o tym, że jestem bardzo ciekaw, czy po paru latach biegania ulicy dam radę odbudować szybkość, dynamikę i moc beztlenową. Wczorajszy start zdaje się pokazywać, że owszem, jest to możliwe niezależnie od wieku. Tym bardziej, że w Toruniu było jeszcze trochę starszych biegaczy i padały czasami szokujące wyniki - np Piotr Pobłocki z Lęborka, 50-latek rocznikowy, przebiegł 1000 metrów w czasie 2.41.

Tak naprawdę jednak brakuje mi jeszcze sporo. Z boku luźne 56 sekund na 400 metrów może wydawać się szybkim, ale po latach biegania średnich dystansów wiem, że prawdziwa bariera jest niżej. W 2012 pobiegłem na 800 metrów na stadionie czas 1.51,95 i to był jedyny raz od 2009, kiedy zszedłem średnio minimalnie poniżej czasu 56 na 400 metrów. Poza tym biegałem najczęściej 1.52-1.53. To 56 sekund zawsze było we mnie, tylko różnie znosiłem bieg pod względem wytrzymałości specjalnej do dystansu. Prawdziwa sztuka polega na tym, żeby umieć przebiec pierwsze okrążenie w 54 sekundy lub szybciej i czuć się względnie swobodnie. Do tego sporo mi brakuje, tym bardziej, że bodajże dwa lata temu na otwarcie sezonu przebiegłem na zawodach 400 metrów z bloku w czasie jedynie 53,89. To, co jest moim celem i wyzwaniem, to dojście do formy szybkościowo-siłowej, która umożliwi złamanie na jedno okrążenie stadionu 50 sekund. Było to dla mnie wyzwanie praktycznie nie do zrealizowania nawet dziesięć lat temu, teraz sprawa wydaje się beznadziejna. Ale zobaczymy. Na razie mam wrażenie, że jeszcze mogę dojść do wyniku 1.52 na hali, co byłoby doskonałym rezultatem.

Z uwag pobocznych - mój achilles spisuje się fantastycznie. Czasami czuję go na treningu lub po zawodach, ale są to lekkie nerwobóle, efekt nagromadzonych przez lata mikrouszkodzeń. Poza tym jest nieprawdopodobnie dobrze. Aż trudno mi uwierzyć, że pół roku temu po jednej przebieżce w kolcach przez tydzień potrafiłem mieć problemy z chodzeniem. Cały czas trwa opieka nad ścięgnem - praca na całym paśmie, wzmacnianie, rozluźnianie, masowanie, rolowanie, uciskanie. Biodra, dwugłowce, pasmo boczne, łydki. O tym napiszę więcej w kolejnych wpisach, które poświęcę treningowi.

Dwie hale, w których startowałem, nie mogłyby być bardziej różne. Łódź to stary obiekt treningowy z wymienionym tartanem. Mieć coś takiego na co dzień - marzenie, można zrobić wszystko w każdej pogodzie. Ale już na zawody... znacznie gorzej. Zakręty są ciasne, jak zresztą cała hala. Wiraże mocno nachylone, na miejscu praktycznie zero przyzwoitej infrastruktury. Zszokowała mnie toaleta - jedna na całą imprezę. Rozumiecie - kilkaset osób, a na miejscu jest jeden skromny sedes, do którego cały czas stoi gigantyczna kolejka. Można się za to komfortowo wykąpać po biegu.

Toruń natomiast to niedościgniony dla innych ideał. Przepiękna, nowoczesna i przestronna hala. Fantastyczna bieżnia, doskonale wyprofilowane łuki. Całość rozłożona dużo lepiej niż w Sopocie w zeszłym roku. Tam rozegrano mistrzostwa świata, ale jednak ta sama bieżnia leżała na prowizorycznym rusztowaniu. W Toruniu jest na właściwym miejscu i to najlepsza hala, w jakiej kiedykolwiek biegałem. Plus cała infrastruktura - światła, zaplecze, szatnie. Coś pięknego - taki obiekt powinien znajdować się w każdym większym mieście. Wielkie brawa dla tych, którzy doprowadzili do budowy takiej hali.

Zdjęcie z wczoraj:


Kategoria: Starty 2015
Komentarze: (5)
Zaktualizowano: 13/02/2015, 14:46

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Mapa

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

Arkadiusz Gołębiewski
05/02/2015, 13:53
#
Cześć Marcin
A biegłeś w jakiejś konkurencji w Copernicus Cup??
05/02/2015, 14:52
#
Cześć,
Chcesz śmigać 400m poniżej 50s? Plan jest ambitny. Myślę, że za ambitny.
Moim zdaniem żeby pobiec 1'52 na 800m doświadczonemu zawodnikowi wystarczy międzyczas 55s na 400m. A to oznacza, że odpowiedni zapas szybkości powinno dać bieganie 400m w ok.50-50,5s. Myślę, że jest to wynik trudny do osiągnięcia, ale w twoim zasięgu. Jeżeli teraz 400m biegasz swobodnie po drodze na 800m w 56s, to znaczy, że w biegu na 400m jesteś w stanie zakręcić się w okolicach 51,5s. Urwać 1s na 400m... Niby niewiele, ale niektórzy walczą o to bardzo długo.
Szczerze mówiąc, jestem zaskoczony, że po wariackim treningu pod długie dystanse nie zamuliło cię i tak łatwo udało ci się wrócić do dobrej dyspozycji szybkościowej. Wyraźnie masz predyspozycje do takiego biegania.

Wspomniany przez ciebie bieg na 400m z czasem 53,89s to jakaś pomyłka sprzętu pomiarowego. ;-)

Powodzenia.
Marcin Nagórek
05/02/2015, 16:54
#
Arek - biegałem dzień później, na mityngu dla tych słabszych : )

Fotman - trzeba mieć ambitne cele : ) 1:52 na 800m to dla mnie nie problem. Wiem, że to dziwnie brzmi, bo ostatnio biegałem dużo wolniej, ale to kwestia przygotowania. Długo udawało mi się trzymać poziom 1:52-1:53 z treningu długodystansowego. Ostatni sezon był wypaczony przez ból achillesa, nie mogłem robić nawet przebieżek. Stąd spadek wyników na wszystkich dystansach. Przy treningu skrojonym pod 800 do 1:52 dochodzę bardzo szybko. Takich biegów miałem w życiu z 50, jeśli nie więcej.

Prawdziwym wyzwaniem jest poniżej 1:50 na 800 m. Do tej pory udało mi się to zrobić 5 razy w życiu, w dwóch sezonach. W trzecim zaliczyłem wynik 1.50,05. Czy jest realne w ogóle zbliżenie się do tego czasu? Nie spinam się na to, ale gdyby okazało się, że jest szansa, będę atakował.

Generalnie założenie na ten rok jest takie, że robię trening z dużo większym naciskiem na sprinterski do 400 metrów, z uwzględnieniem struktury, specyficznych bodźców, samej techniki biegu. To obejmuje i te krótkie podbiegi, i później szybkie odcinki z bardzo długimi przerwami. Często zapomina się, że na 800 metrów trzeba być dobrym i na 400, i na 1500m.

Z płaskim 400 jest ten problem, że w blokach jestem niezdarny jak kuropatwa. Załamałbyś się, gdybyś mnie zobaczył. Natomiast jako średniodystansowiec regularnie biegałem w sztafetach na 2 i 3 zmianie, gdzie łatwo jest zmierzyć wynik od linii do linii.

I tak, moje oficjalne życiówki z bloków to 12,46 na 100 metrów, 24,46 na 200 i 51,20 na 400. W sztafecie biegałem zwykle 50-51 sekund. Ale co ciekawe, w najlepszym sezonie na 800 m różnica była nie w treningu wytrzymałości, ale w szybkości. Robiłem wtedy szalone jak na mnie odcinki, potrafiłem pobiec 36,1 na 300m czy 24,0 na 200m na koniec treningu tempowego. Machnąłem też kiedyś 52,20 na treningu. Albo 3x400 w tempie 56-53-53. Z kolei to 53,89 to wynik z treningu maratońskiego i krótko po maratonie, bez żadnego przygotowania szybkościowego.

W pierwszym roku treningu na uniwerku trener od sprintu mierzył mi czasy na 60m na postawienie - najlepiej wycisnąłem 6,95. To nie jest źle, a byłem wtedy słaby siłowo i w ogóle nie trenowałem biegów. W drugim starcie w życiu na 400m pobiegłem wtedy 52,64 - praktycznie bez przygotowania. Sam łapałem sobie kilka lat temu lotną setkę w 11,3. Czyli jakieś tam predyspozycje szybkościowe mam, a one nigdy nie były rozwijane.

I teraz najciekawsze. W najlepszym sezonie na 800m, w 2005 roku poleciałem w sztafecie 49,5 na początku sezonu. Na koniec, po 3 miesiącach prawie nieprzerwanego ścigania, zrobiłem bieg życia w Krakowie. Najpierw 800 m w 1.48,52 - mój drugi wynik w karierze. Pół godziny później sztafeta i tu szok. Poleciałem 47,95. To jest oczywiście czas nieoficjalny, ale mierzony od linii do linii przez trójkę uznanych trenerów, pomiary różniły się dosłownie o kilka setnych. Nikogo nie goniłem, leciałem sam i nie miałem wrażenia, że biegnę szybciej niż zwykle. Byłem tak wyścigany na koniec sezonu. Wtedy na finiszu biegu na 1500 m potrafiłem dmuchnąć ostatnie 300m poniżej 40 sekund.

Dlatego teraz jestem ciekaw, czy mogę nawiązać do tych czasów, a jeśli tak - to ile. Łamanie 50 sekund to trochę takie hasło, bo nie mam pojęcia, czy to w ogóle jest realne.Ale jakiś cel trzeba sobie postawić ; )
18/07/2016, 00:12
#
Cześć.

Pamiętam Ciebie z mitingu na gdańskim AWF-ie w 2005 lub 2006r. Miałeś wtedy niezły czas ok 1:50-51, ale bieg był z "zającem". Ja biegałem wtedy na 400m w 54s. Co ciekawe trener nigdy nie wystawił mnie na 800m a mówiąc dokładnie nigdy nie pobiegłem tego dystansu z pomiarem czasu. Często za to biegałem 100 i 200m (oficjalne czasy 11,71 i 24,30 z bloków).
I teraz śmieszna sytuacja. Po prawie 10 latach wracam do biegania. Aktualnie tylko biegi uliczne, ale kusi mnie, żeby pościągać się również na stadionie. Z wytrzymałością nie mam większych problemów, ostatnie 6 lat to solidne treningi kolarskie i stosunkowo szybko przekłada się ją na biegi. Natomiast zastanawia mnie, czy mam realne szanse na odbudowanie szybkości? Czy w wieku prawie 33 lat warto inwestować czas w taki trening?

Pozdrawiam Mateusz
Marcin Nagórek
19/07/2016, 22:46
#
Jasne, z odbudową szybkości nie powinno być problemu. Tylko w tym wieku trening musi być czymś, co lubisz. Prawdziwym wyzwaniem jest połączenie biegania, pracy, odpoczynku i życia prywatnego. Do tego regeneracja jest słabsza niż w młodym wieku. Efekty osiąga się więc trudniej, a jeśli nastawiasz się tylko na efekt, a nie na sam proces, możesz się dość szybko zniechęcić. Jeśli czujesz bluesa, lubisz to - bierz się i jest możliwe szybkie bieganie.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Listopad 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin