12
01/2015
10:03
Miniony weekend spędziłem w Nicei, biegając 10 kilometrów na ulicy, jeden z najszybszych biegów w Europie. Głównym sponsorem biegu jest Kalenji i na zaproszenie tej marki we Francji spotkała się dwudziestka blogerów z całej Europy.

Zacznijmy od genezy wydarzenia, czyli skąd się tam wziąłem. Kalenji organizuje takie spotkania dla blogerów już od pewnego czasu, a w tym roku po raz pierwszy wzięli w nim udział ludzie z Polski. A konkretniej: ja i Bartek Olszewski, prowadzący bloga warszawskibiegacz.pl. Kalenji jest w Polsce jednym z liderów sprzedaży sprzętu biegowego, m.in. ze względu na przystępną cenę i powszechną dostępność we własnych sklepach, czyli Decathlonach. O ile jednak ciuchy rządzą na rynku, tak buty są postrzegane czasami jako mniej poważne, nadające się dla początkujących, ale nie do prawdziwego, brutalnego treningu czy ścigania. I to właśnie Kalenji w Polsce chce zmienić. Dlatego do Francji poleciało dwóch jedynych blogerów w Polsce, których głównym zajęciem jest nie robienie zdjęć i pisanie lukrowanych recenzji, ale szybkie bieganie.


Z Bartkiem Olszewskim na lotnisku w Nicei

Miałem okazję, żeby zastanowić się nad tym fenomenem, więc krótka dygresja: nie brakuje w Polsce szybkich biegaczy, brakuje natomiast szybkich blogerów. To znaczy takich, którzy na jakimkolwiek dystansie osiągają wyniki przynajmniej w okolicach 1 klasy sportowej PZLA. Jest to poziom, na który trzeba solidnie popracować. Nie wystarcza samo bieganie, konieczny jest trening nastawiony na ściganie. Poza mną i Bartkiem jedynym w Polsce szybkim biegaczem piszącym o treningu jest Mariusz Giżyński. On jednak jest ściśle związany z firmą Nike. Czyli my dwaj praktycznie nie mamy konkurencji jako niezależni, piszący wyścigowcy. Paru biegaczy prowadzi profile na facebooku, niektórzy mają własne strony, ale czym innym jest wrzucenie od czasu do czasu kilku zdjęć, a czym innym regularne pisanie na określony temat. Jeśli ktoś szuka niszy w blogosferze, to tego nadal nie ma: ścigaczy, którzy piszą o tym, jak wygląda ich życie.

Problemem w Polsce jest to, że szybcy biegacze otaczają własne poczynania niezrozumiałą tajemnicą, prawdopodobnie bojąc się krytyki i negatywnych komentarzy. Żaden z nich nie napisze prostej rzeczy: co robi na treningu, żeby biegać szybciej. Nie wiem, czego się boją, bo chyba nie tego, że biegający o wiele szybciej Kenijczycy podstępnie wejdą na ich blogi i odkryją tajemnice sukcesu. Panuje u nas jakiś dziwny kult tajemnicy, podejrzliwości, skrytości, podstępu.

No dobra - koniec dygresji. Ja i Bartek zjawiliśmy się w Nicei, gdzie mogliśmy spotkać się m.in. z głównym inżynierem butów Kalenji oraz mocnymi biegaczami, których firma otacza opieką sprzętową. To jest w Polsce działalność kompletnie nieznana i nawet ja byłem zaskoczony. W sprzęcie Kalenji biega np Sophie Duarte, ubiegłoroczna mistrzyni Europy w przełajach. Benjamin Malaty jest z kolei maratończykiem z poziomu 2:12. W zspole mającym wpływ na kształt butów jest jeszcze Stephane Diagana, były mistrz świata na dystansie 400 metrów przez płotki i do dzisiaj aktualny rekordzista Europy na tym dystansie. Obecnie ma 45 lat i biega maratony, pracując na co dzień dla Kalenji. Jego życiówka to 2:54 - nigdy nie spotkałem byłego sprintera, który byłby tak mocny na ulicy po zakończeniu kariery.


Sophie Duarte, mistrzyni Europy w przełajach

Niezmiernie ciekawa okazała się dla mnie rozmowa z głównym inżynierem butów. Ze swojej strony wyjaśniał mi, jakie zmiany zachodzą w butach Kalenji, szczególnie modelach startowych, pod wpływem współpracy z profesjonalnymi biegaczami. I tak na przykład w nowej startówce - Kiprace, która będzie na rynku dopiero za miesiąc, przemodelowano śródstopie. I tu kolejna dygresja. W Nicei wszystko toczyło się wokół butów z serii Kiprun, konkretnie nowego modelu SD, ale na mnie największe wrażenie zrobiła startówka. Nie była jeszcze oficjalnie prezentowana, ale inżynier miał te buty na nogach, więc poprosiłem go o pokazanie. Fantastyczny model, lekki i szybki, to są buty, które najbardziej lubię. Nie wiem, w jakiej cenie pojawią się na rynku, ale mogą być hitem. Na oko w niczym nie ustępują modelom startowym najbardziej znanych marek. W porównaniu do poprzedniego modelu Inspid są jeszcze lżejsze i mają cieńszą, bardziej wyczynową podeszwę.


Nowe startówki Kiprace na nogach głównego inżyniera

Olivier Weber, czyli gość od butów, również został zaskoczony - przeze mnie. Pokazałem mu, w jaki sposób tuninguję swoje treningowce, co zrobiłem również z nowym Kiprunem SD. But pojawi się wkrótce na rynku i jest zupełną nowością w porównaniu do swojego poprzednika. Jest bardzo lekki, zresztą wkrótce zamieszczę opis. Mnie to jednak nie wystarczało i jak zwykle pokroiłem zapiętek. Inżynier omal nie padł, gdy to zobaczył i był niezmiernie zaciekawiony. Nie wiem, czy jakakolwiek inna marka umożliwia taka gratkę jak spotkanie "normalnego" biegacza z głównym projektantem. Okazuje się, że ci ludzie żyją trochę we własnym świecie i nie mają pojęcia o różnych oddolnych inicjatywach. Tuning butów, w Polsce sprawa znana od paru lat, zajmuje się nią kilka osób, był dla Webera kompletną nowością. Wyjaśniłem mu, po co się to robi, jak, pokazałem swoje cięcia i but po przeróbce.

To jednak nie wszystko. Raz na parę lat ukazują się u mnie "testy do zajechania" - biegam w bucie tak długo, aż się rozpadnie. Jednym z modeli, który jest już bliżej końca niż początku, jest u mnie Kalenji Eliofeet, z jednej z pierwszych serii, fantastyczny but. Jak się dowiedziałem, Weber zajmował się nim osobiście i było to jego ukochane dziecko. Projekt nie będzie chyba rozwijany, bo zabrnął ostatnio w ślepą uliczkę, tzn stał się za bardzo kompromisowy i stracił wyrazistość. Szkoda! Pierwsze modele były kwintesencją biegania naturalnego, lekkie, proste, kolorowe i tanie. Kupiłem but chyba z 5 lat temu na wyprzedaży za jakieś 50 zł czy 60 zł i do tej pory zrobiłem w nich ok. 4000 kilometrów. Może i więcej, nie notuję tego dokładnie. Eliofeety są nadal zdatne do użytku, a informacja o tym, że mam coś takiego, z takim przebiegiem, zelektryzowała inżyniera. Oczywiście koniecznie muszę przesłać mu zdjęcia, a gdy test do zajechania ukaże się na blogu, chce go podlinkować do głównej strony Kalenji.


Niektóre nowe modele Kalenji, które będą dostępne na wiosnę

Jeśli chodzi o mnie, nigdy nie ograniczałem się do myślenia, że aby biegać, potrzebuję nie wiadomo jak drogiego buta. Testowałem wiele tanich modeli, łącznie z butem z Biedronki. Z serii Kalenji mam nie tylko Eliofeeta, i to dwa modele, ale także startówkę sprzed kilku lat - Inspid Comp. Wygrałem w niej kilka biegów na dystansie mili, startowałem także na 10 km i w półmaratonie. Nadal są w doskonałym stanie, bo używam ich tylko do startów. Miałem też terenowe Kaptereny, dwa modele. W pierwszym przebiegłem chyba 5000 kilometrów, drugie szybko zajechałem w najgorszym błocie, jakie można znaleźć. Nie jestem przywiązany do żadnej marki, biegałem w butach niemal wszystkich firm dostępnych na rynku. Przez prawie 15 lat biegania trochę się tego nazbierało. Dodajmy zresztą, że mój blog, najstarszy w Polsce, niedawno ukończył dziewiąty rok istnienia i leci mu dziesiąty. Pisać zacząłem w styczniu 2006 - kawał historii, prawda? Nie wiem, czy w całej Europie znajdzie się ktoś z takim stażem.


Kolacja ze Stephanem Diaganą, mistrzem świata na 400 m przez płotki

Poza butami z nowej serii Kalenji zachwyciły mnie nowe spodnie - najwyższy poziom, chociaż to model bardziej na wiosnę i lato niż zimę. Lekkie jak piórko, elastyczne, z zamkami na dole - znakomite. Dodajmy, że ja nie biegam w getrach, tylko spodnie, nigdy nie ciągnęło mnie do "Jeziora Łabędziego". Kolejne zaskoczenie tego spotkania - kolce Kalenji do średnich dystansów, w których biega Duarte. Niestety, obejrzałem je tylko na zdjęciu, ale zrobiły na mnie duże wrażenie. Razem z Bartkiem podpytaliśmy Sophie oraz Diaganę o trening, starty - były to niezmiernie ciekawe rozmowy. Okazuje się, że Diagana, jako typ szybkościowy, ma podejście identyczne do mojego. 2:54 w maratonie wykręcił bez długich biegów, z przebiegu 30-40 km tygodniowo. Jak jednak mówi, nigdy nie biega wolno, dba o to, aby być ekonomicznym, pracuje nad techniką i ogólną sprawnością.

No i przyszedł wreszcie sam bieg. Prom Classic to jedna z najszybszych dyszek w Europie - w zeszłym roku 100 osób złamało barierę 33 minut. To też pierwszy szybki bieg w Europie na tym dystansie w każdym roku. Nie nastawiałem się jednak na ściganie, ze względu na moje aktualne plany startowe oraz dyspozycję. W ostatnich tygodniach biegałem tyle, co nic: 30-50 km tygodniowo, a w tym prawie wcale nie robiłem przygotowania do dłuższych dystansów. Przebiegłem tylko dwa rozbiegania o długości 12 km, i to z przerwą na gimnastykę w środku. Poza tym katowałem siłę ogólną w domu oraz krótkie, siłowe i wściekle szybkie podbiegi, na odcinku 60 metrów. Nie robiłem nawet swojego tlenowego interwału, z powodu braku miejsca w planie i kiepskiej pogody. Od początku grudnia pobiegałem interwał tylko dwa razy. Miałem więc poważne obawy, co będzie z dyszką. Okazało się jednak, że poszło gładko, tym bardziej, że pobiegłem spokojnie.


Tu jeszcze dzień przed biegiem, mentalne przygotowanie do startu

Na mecie wynik 34:16 - najsłabszy w życiu, ale właściwie nigdy nie zdarzyło mi się startować w biegu czysto treningowo, w tym sensie, że nie ścigam się do upadłego. Po 5 km miałem idealnie równy międzyczas - 17:08. Druga połowa była pod spory wiatr, więc w praktyce wyszła nieco szybciej. Za mocny pierwszy kilometr, chociaż mocno się hamowałem, było to gdzieś w okolicach 3:15, z wyprzedzaniem, omijaniem i szarpaniem. Na starcie stałem mniej więcej w 15 rzędzie - tylu było szybkich zawodników. Mimo spokojnego tempa na dystansie wcale nie czułem się rewelacyjnie. Dzień przed biegiem zjedliśmy gigantyczna kolację, a w samą niedzielę musiałem odespać, więc wstałem dopiero o 8, podczas gdy bieg startował o 10. Zjadłem normalne, solidne śniadanie i czułem je na żołądku. Do tego jeszcze w czwartek robiłem podbiegi, a po takim treningu 2-3 dni jestem kompletnie martwy mięśniowo.

Pogoda w Nicei - genialna, chociaż niekoniecznie do biegania. 18 stopni w cieniu, biegaliśmy wzdłuż morza w pełnym słońcu. Po przyjeździe z Polski trochę się gotowaliśmy. Spociłem się i zgrzałem niesamowicie, do tego stopnia, że poobcierałem sutki, co nie zdarza mi się zwykle nawet w maratonie. Po biegu połaziliśmy jeszcze po mieście, co odczuliśmy w nogach. Dzisiaj jestem jednak w bardzo dobrym stanie i prawdopodobnie od razu po starcie zrobię dynamiczne podbiegi. A za tydzień chcę się sprawdzić na bieżni na kompletnie innym dystansie - sprinterskie 600 metrów!


Widok na Niceę
Kategoria: Starty 2015
Komentarze: (50)
Zaktualizowano: 16/01/2015, 20:25

Oceń

1 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Mapa

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

Tomasz  K.
12/01/2015, 12:04
#
Hej Marcin,
Super sprawa takie spotkanie z głównym inżynierem... Poza tym znów dowiedziałem się czegoś nowego, a mianowicie, że ciągnie mnie do "Jeziora Łabędziego" :-) i że biegam tyle co nic :-)
Pozdrawiam
Marcin Nagórek
12/01/2015, 12:30
#
Tomek - lepiej biegać tyle, co nic i kręcić wyniki na zawodach niż ładować jak górnik kilofem, a potem na zawodach kupa ; )
Maciek W.
12/01/2015, 12:49
#
Hej Marcin! Gratuluję wielowymiarowej wycieczki.

Jestem w szoku.
Muszę z większym zrozumieniem przeczytać wpisy dotyczące sprzętu. Być może powinienem zmienić zdanie.
O ile ciuchy Kalenji uważam za dopuszczalne i mam ich trochę, choć moim zdaniem na sieciowych wyprzedażach można kupić lepsze za podobną cenę, to buty omijałem szerokim łukiem. Wręcz odwracałem od nich wzrok.

Tegoroczny budżet obuwia biegowego właśnie się rodzi (jest planowany), może więc należy przyjrzeć się i Kalenji. Takie zakupy z pewnością łatwiej udźwignąć. Ciekawe jak z numeracją, bo US14 (49 1/3) to nie wszyscy oferują. :)
Piotr Stanek
12/01/2015, 16:44
#
Marcin

świetna sprawa z tym wyjazdem - faktycznie wielowymiarowy jak Kolega wcześniej napisał.
Kalenji miało dobry pomysł z tym zaproszeniem szybkich biegaczy-blogerów. Zobaczymy, jak to sie odbije na sprzedaży butów.

I myślę, że buty tej firmy nie kojarzą się nam biegaczom zbytnio z szybkimi biegami. Dla początkująychc owszem. Ale to zaproszenie ma za zadanie to zmienić :) Zobaczymy

Dobre to z tym " Inżynier omal nie padł, gdy to zobaczył i był niezmiernie zaciekawiony." :)
pozdrawiam serdecznie
Marcin Nagórek
12/01/2015, 17:04
#
Maciek, z tego co widziałem w dokumentacji, Kalenji produkuje chyba tylko do numeru 47. Nie dam za to głowy, ale tak chyba wygląda.

Normalnie najlepszą strategią jest kupowanie butów nie wtedy, kiedy się potrzebuje, ale podczas wyprzedaży. Ja tak robię od lat. U Ciebie z taką numeracją problem jest na pewno większy, ale za to czasami duże rozmiary można trafić za granicą w naprawdę dobrych cenach.

Jeśli chodzi o ciuchy, to Kalenji trudno przebić. Np przez większą część roku moje podstawowe spodnie do biegania to model z Decathlonu, który kosztuje 59,99 zł. Kupuję je jedne za drugimi - chociaż tutaj szybka uwaga, że po 2 latach terapii manualnej mam wrażenie,że spodnie prawie wcale mi się nie przecierają, podobnie skarpetki. Tak, jakby pracował teraz w innej płaszczyźnie nogami. Kupić cienkie, zdatne do biegania spodnie Nike czy Adidas w cenie poniżej 150 zł to prawdziwe wyzwanie. Dopadłem np. kiedyś na wyprzedaży jakieś New Balance i nie nadają się do niczego. To muszą być spodnie długie i względnie obcisłe - NB są za luźne, mimo że to model biegowy. Zaś te nowe spodnie Kalenji były na targach w cenie 24,99 euro, czyli ok 100 zł. To i tak taniej niż cokolwiek innego w podobnej jakości.

Kurtka do biegania, używałem nawet dziś - kupiłem w Decathlonie na wyprzedaży chyba za 15 zł. Cienka, luźna i co ważne - czarna! - wiatrówka. Mam jeszcze jedną New Balance, której używam od kilku lat, ale kupiona bardzo tanio w Stanach. Jakakolwiek kurtka Nike czy Adidasa podchodzi pod 200 zł. To samo kamizelki.

Rekawiczki - w Decahlonie 29,99 zł, podobne wiodących marek - 50-80 zł. Po sezonie te z Decathlonu można mieć nawet za 9,99, tyle samo płaciłem na wiosennej wyprzedaży za opaskę na uszy. Cieplejsze - Decathlon bodajże 49,99 zł, innych marek okolice 100 zł. Skarpetki - podstawowy model Kalenji 50 w cenie 15 zł za 3 pary. Są najlepsze, bo cieniutkie, te droższe są zwykle grubsze i to mi nie pasuje. Ale spróbuj znaleźć inne skarpety biegowe w cenie poniżej 50 zł za parę - praktycznie niemożliwe! Buff na szyję - Kalenji chyba ok 50 zł, mam też zwykły bawełniany kupowany za 24 zł na biegu. Ale juz modele firmy Buff czy innych - 100-200 zł.

Na koniec mam jeszcze okulary do biegania, też z Decathlonu, w cenie 20 zł. Być może skarpetki za 100 zł są lepszej jakości niż te za 5 zł, ale praktyczna róznica jest minimalna. W tych tanich biegałem wszystkie biegi, łącznie z maratonem.

Podsumowując - o ile w butach można miec wątpliwości, tak w ciuchach Decathlon bije konkurencję cenowo co najmniej o 50% w ogólnym przekroju. Dlatego moja szafa ciuchów to albo rzeczy kupowane na wyprzedażach w USA czy Wlk Brytanii, albo Kalenji. Decyduje pragmatyzm...
Krzysztof Bartkiewicz
12/01/2015, 23:40
#

Marcin fajny wpis. Jednak zastanawiam się gdyby jakiś dziennikarz z programu Uwaga wyemitował materiał o Tobie to jestem ciekaw czy byłaby jakaś rozbieżność z tym co piszesz:)
Ja osobiście miałem 2 modele Kalenji i jak dla mnie mają zbyt delikatną podeszwę i czuję każdy niemal kamyczek jak w nich biegałem więc mimo kilku treningów musiałem z nich zrezygnować. Co do ciuchów to się zgodzę iż cenowo wymiatają rynek, jednak jakość ich jest też znacznie niższa od marak jak chociażby Nike czy adidas.
Interesujące jest że przebiegłeś w danych modelach ok 4000 kilometrów, nie wiem czy jest ktoś w Polsce z Twojego poziomu który by miał porównywalna ilość kilometrów w innych modelach i tu się też zastanawiam czy gdybym dał gdzieś ukryta kamerę czy zauważyłbym że biegasz w butach innej marki, czy chcesz się tylko przypodobać Kalenji:)
Zgodzę się też co do blogowania naszej czołówki. Chciałem kiedyś podać miesięczny wykonany plan Mistrza Polski w półmaratonie, ale zastrzegł to tajemnicą... Przy czym przyczyna uważam jest inna...: Mianowicie zauważ że większość naszej czołówki wchodzi w trenowanie on-line zawodników, gdyby podawali swoje treningi być może w ten sposób nie mieli by chętnych do skorzystania z ich oferty .....

Co do samej promocji Kalenji, bardzo fajny mieli gest i chwała im za to. Jestem przeciwnikiem reklamy tv i w internecie, nie ma to jak zaoferować odpowiedzieć osobie ciekawą wycieczkę z możliwością spotkania si z inżynierem danej marki..
13/01/2015, 00:25
#
Już pisałem chyba gdzieś u Bartka, że jesteście moimi ulubionymi blogerami. Piszecie konkretnie, macie bardzo dobre wyniki, oby było co raz więcej takich blogerów. Jak będę biegał treningowo 10km w 34:16 to też może założę bloga i dołączę do blogerów ścigaczy :)

Pozdrawiam i powodzenia w treningu.

Marcin Nagórek
13/01/2015, 01:05
#
Piotr - pozdrawiam również!

Krzysiek: nie wiem, co dokładnie sugerujesz. Mam w tej chwili, łącznie ze startówkami, jakieś 12-15 par butów. Większość kupiona samodzielnie, w tym w ciągu ostatnich dwóch lat co najmniej 6 par. Najstarsze męczę od 5-6 lat, musiałbym to policzyć dokładnie. Pamiętam np że w Kalenji Inspid Comp biegłem półmaraton w Kościanie w 2009 roku - to był mój pierwszy bieg w nich, dostałem wtedy te buty. Co roku przebiegam 3800-5800 kilometrów, tak było w ciągu ostatnich 6 lat. Łatwo policzyć, że w tym czasie miałem kilka modeli, które katowałem zamiennie i w każdym z nich wykręcałem minimum 3-4 tysiące kilometrów. Wyjątkiem było znowu Kalenji, ten model Kapteren, który tuningowałem na blogu. Zakładałem je na potworne błoto i siateczka szybko poszła.

Do dobicia i opisania mam w tej chwili co najmniej 3 pary, ale jeszcze się trzymają. Niestety gdzieś zgubiłem Pumy Infinitus, które dobiłem już przed paru laty i ich test nie pojawił się na blogu. Rok i dwa lata temu temu moim podstawowym butem latem był Adidas Attune - kupiony w USA za 40 dolarów. Nadal nie mogę ich dobić. Eliofeetów używam zwykle w trudniejszych warunkach, bo plastikowa nakładka na palcach chroni przed szybkim przemoczeniem palców. Biegałem w nich dwa razy w zeszłym tygodniu.

W ostatnich miesiącach moim podstawowym butem stały się Brooksy Green Silence. Biegałem w nich i wcześniej, ale głównie starty i szybsze treningi. Teraz katuję prawie wszystko. Ale rok temu przed maratonem biegałem długie treningi w żółtych Mizuno bodajże Precision. Na bieżni startuję w kolcach Adidasa, wcześniej Saucony, do treningu mam jeszcze jedne Adidasy - (kupione w 2001 roku!) i Pumy oraz New Balance (w tych leciałem mistrzostwa Polski w przełajach). Co jeszcze z ciekawostek? Treningi na bieżni w siłowni oraz niektóre starty robiłem w Pumach Roadracer III. W tym roku założyłem je raz w styczniu na interwał i pewnie jeszcze założę nie raz.

Mówiąc ogólnie - biegam w butach niemal każdej firmy. Do tej pory decydująca była dla mnie cena zakupu. Na razie nie mam problemu z nadmiarem butów do wybiegania, ale gdyby firmy obuwnicze zaczęły się zabijać o to, żebym przetestował ich modele, wtedy wprowadzę za to odpowiednie opłaty. Problem będzie rozwiązany. Nie zgadzam się natomiast na testy, w których producent sam wybiera mi model buta i jeszcze narzuca jakiekolwiek warunki. Miałem takie propozycje i wtedy wolę kupić sobie to, co mi odpowiada i napisać, na co mam ochotę.

Pisanie o własnych treningach nie ma nic wspólnego z ilością chętnych na współpracę. Ja piszę dokładnie, co robię, a chętnych na trening mam więcej niż czasu, który mogę na to poświęcić. Z mojego punktu widzenia wynika, że szczerość i otwartość się opłacają. To, czego ludzie nie trawią, to pisanie nieprawdy.

Zbyszek - dzięki!
Marcin Nagórek
13/01/2015, 01:25
#
Krzysiek, jeszcze a propos butów - Kalenji mają w ofercie bodajże kilkanaście modeli. Ja biegam tylko w startówkach i butach treningowo-startowych. Jeśli szukasz czegoś mocno amortyzowanego, to można to również kupić w Decathlonie. W Eliofeetach również czuję każdy kamyczek, ale na tym polega bieganie w lekkich butach. Podobnie mam w Pumach, Brooksach czy Asicsach. Gdybym chciał czegoś innego, kupiłbym sztywne, obudowane buty. Kalenji też takie mają.

Ciuchy - nie wiem, na czym polega ta różnica jakości, skoro wszystkie firmy szyją w tych samych fabrykach w Chinach czy Wietnamie ; ) Jak znam życie, porównujesz najniższą linię Kalenji z najwyższą, powiedzmy, Nike. Miałem okazję wypróbować najdroższe modele Kalenji i one w niczym nie ustępują najdroższym ciuchom innych producentów. Tylko wtedy bluza potrafi kosztować 300 zł. Nie wiem, jak teraz, ale parę lat temu Kalenji miało zasadę, że ich sprzęt ma być o 30% tańszy niż porównywalna półka innych producentów. Nie wchodzą przy tym w najwyższą półkę, np. nie mają nic z goretexem, nad czym ubolewam.

Ja kupując, kalkuluję i gdybym miał okazję kupić fajną kurtkę Nike za 80 zł - kupiłbym. Jeśli nie, nie chcę płacić nie wiadomo jakich pieniędzy za samo logo. Niedawno kupiłem kurtkę za 320 zł - goretex Adidasa, który w pierwszej cenie stał za 1500 zł. Teoretycznie na wspinaczkę i wędrówki, ale w praktyce znakomicie sprawdza się w bieganiu. Nie jestem przywiązany do żadnego producenta. Ale z drugiej strony dopadłem też spodnie z membraną chyba Quechua - moja dziewczyna wypróbuje je na rowerze w deszczu. Przed przeceną kosztowały 399 zł, po przecenie - 100 zł. Jak widzisz, i w Decathlonie są drogie ciuchy. Cała sztuka polega na tym, żeby znaleźć je taniej ; ) Ja to lubię i dlatego poluję na okazje. Mam w tej chwili więcej ciuchów i butów niż potrzebuję i jeśli kupuję, to tylko wyjątkowe strzały.

Co do jakości Kalenji - mam koszulkę startową, której używam latem non stop w treningu, również zimą na siłowni. Nie pamiętam, ile ma lat, ale startowałem w niej w mistrzostwach Polski na dychę już w 2009. Nie ma śladów zużycia, materiał zachowuje właściwości. Ale też piorę zgodnie z informacjami na metce.

Wszystkie ciuchy, jakie mam są trwałe, niezależnie od producenta. Jedyne, co wyrzucałem, to obcisłe koszulki z długim rękawem Nike, które po pewnym czasie strasznie śmierdziały. Poza tym cały czas używam nawet bluz i koszulek, które kupiłem w Stanach w 2006 roku : ) Tak wygląda rzeczywistość. Wszyscy sprzedają mniej więcej to samo, oczywiście mając i niższe, i wyższe półki jakościowe. Sekret polega na tym, żeby nie przepłacać.
Maciek W.
13/01/2015, 11:10
#
Marcin,
obecnie u mnie jest podobnie, czyli nie jestem przywiązany do żadnej marki, odzieży biegowej mam duuużo więcej niż potrzebuję i kupuję tylko gdy się trafią okazje. Najlepsza z ubiegłego roku to długie getry Asicsa z windstopperem (a może należałoby napisać, że z windstopperu) za 107,- PLN. To więcej niż w Decathlonie, ale moim zdaniem do przyjęcia. I taką różnicę miałem na myśli używając sformułowania, że w podobnych cenach. Setek złotych na ciuchy już nie wydaję. Na buty tak.

Nie do przebicia cenowo są majtki Kalenji (pierwsza warstwa). Chyba pięć lat temu kupiłem parę slipów i więcej bokserek. Biegam w nich prawie codziennie gdy nie jest zbyt zimno. I na siłownię zakładam. Nie widać zużycia. A pranie robię po każdym treningu. Inaczej tkaniny techniczne bardzo szybko przechodzą zapachem potu. Szkoda, że nie mają w ofercie gatek na mrozy.

Jednak moim zdaniem jest coś innego w ubraniach Kalenji (i pozostałych „mniej markowych” producentów). Nie koniecznie są gorsze jakościowo, choć tak bywa. Używają innych włókien, innych splotów, nie wiem. Odczuwam to jako mniej przyjemne dla skóry, bardziej sztuczne. Ale, że w majtkach nie mam tego wrażenia dopuszczam możliwość własnej demoralizacji. Że ciało już na samą myśl o wyrobie bez trzech pasków, łezki czy innego rozpoznawalnego logo reaguje odmownie. :)
Zapis wysokiego tętna na początku treningu występuje zdecydowanie częściej gdy mam na sobie obcisłe koszulki z Decathlonu (pierwsza warstwa). Wyraźnie bardziej się elektryzują zanim się spocę.
Zakładając w upalne dni koszulki na ramiączkach Kalenji muszę się smarować, bo w nich prawdopodobieństwo obtarcia klaty jest zdecydowanie wyższe. Włókno, splot, a może cecha osobnicza? Ale i tak w nich biegam.

Pomijam wzornictwo, bo to sprawa gustu, a jak wiadomo, o gustach się nie dyskutuje. Mi ono średnio odpowiada.

Ze dwa lata temu skusiłem się na paczkę krótkich letnich skarpetek Kalenji, takich tuż za kostkę. Kosztowała chyba 9,99 PLN (za trzy czy cztery pary). Założyłem raz, z reszty korzystam sporadycznie (na siłowni, lub w bardzo mroźne noce). Rozciągnęły się i zdefasonowały natychmiast. Ja lubię skarpetki mocno opinające stopę, nie przesuwające się. Biegam w Nike’ach, w stópkach i takich do połowy łydki w cenie coś 25,- PLN za parę (outlet w sąsiedztwie). Długo się nie przecierają, ale wreszcie to następuje. Natomiast właściwości elastyczne zachowują do końca. Oczywiście można się naciąć i na produktach z logiem Nike czy innym super markowym. Mi się nie zdarzyło i np. w tym obszarze nie szukam innych produktów.

Ciekawe czy stosunkowo szybki koniec rozmiarówki obuwniczej oznacza, że i w ubraniach jest podobnie. Bo jak dotąd w Decathlonie nie znalazłem podkoszulek z odpowiednio długim rękawem. A te które mam Adidasa czy Nike sięgają poza nadgarstek. No, ale ja jestem specyficzny. Nie ekonomiczny, jak mawia mój wuj. :)
Marcin Nagórek
13/01/2015, 12:13
#
Maciek, tak jak pisałem Krzyśkowi, trzeba pamiętać, że każdy producent ma niższe i wyższe półki cenowe. Trudno porównywać najtańsze ciuchy z jednej linii z tymi najdroższymi. Skarpetki Kalenji można kupić za 5 zł za parę, można i za 80 zł. Ja akurat lubię te najtańsze, bo są miękkie, niezbyt obcisłe, cieniutkie i można ja wyrzucać, gdy tylko robi się coś nie tak. Czyli tu upodobania mamy odwrotne. Ale np. mój tata biega często w Kalenji za ok. 50 zł, takie czerwono-białe, obcisłe. Też mam jedną parę i to jest zupełnie inna jakość, bo nie są robione z samej bawełny.

Dokładnie to samo robię z praniem - wszystko ładuję do pralki po jednym treningu, z wyjątkiem warstw wierzchnich. Wtedy trzymają się całe lata bez nieprzyjemnego zapachu.

Ciuchy innych marek lubię, ale przede wszystkim te z najwyższych półek. Np. Adidas produkuje wszystko, co tylko możliwe. Ich najtańsze buty to czasami tragedia, podobnie np. najtańsze spodnie ze zwykłej bawełny (które zresztą wcale nie są takie tanie). Ale już najwyższa półka, czyli np. startówki Adios, kurtka na goretexie, czy bluza climaheat, którą zresztą niedawno dostałem od Adidasa - to jest pierwsza klasa i z tymi produktami markom typu Kalenji na razie trudno walczyć.

Tylko sęk w tym, że jeśli kupuje się takie ciuchy bez przecen, wtedy, gdy są potrzebne, to Adiosy kosztują 600 zł, a kurtka 1500 : ) Możliwe, że dla kogoś to nie robi różnicy, ale jednak w takim wypadku ja dochodzę do wniosku, że dam radę w innych. Rozmawiałem wczoraj ze znajomym z branży biegowej i on uważa, że wielkie marki prędzej czy później będą musiały przystopować te politykę, która polega na tym, że ceny skaczą do góry jak szalone z sezonu na sezon. Doceniam jakość produktów z najwyższej półki Adidasa czy Nike, ale nigdy w życiu nie zapłacę 600 zł za buty. To dla mnie szaleństwo. Tym bardziej, że znam trochę tę branżę i wiem,że marże są i po kilkaset procent. T ogromne pieniądze, które Nike czy Adidas wydaje na sponsoring i reklamę, nie biorą się z niczego.
Marcin Nagórek
13/01/2015, 12:30
#
Albo jeszcze przykład z innej branży. Kupiłem w październiku goretexy Ecco za koszmarne pieniądze, ponad 700 zł. To moje najdroższe buty w życiu. Są niesamowicie wygodne i kupiłem, bo potrzebowałem tego typu butów, które można założyć na trudne warunki, a równocześnie nie są typu sportowego i można je założyć do spodni innych niż jeansy. Szukałem dobrej oferty przez rok, ale nic nie ma, bo goretexy inne niż sportowe zwykle trzymają cenę. W końcu się złamałem i kupiłem.

No i mijają niecałe dwa miesiące i te same buty stoją we wszystkim sklepach Ecco w przecenie 40%. Jestem 350 zł w plecy. Krew mnie zalała. Dodajmy jeszcze, że tydzień po zakupie była noc zakupów, w której też bym oszczędził na tym samym modelu 120 zł, tylko nikt mi o tym w sklepie nie powiedział.

Dla mnie to nic innego jak zwykłe oszustwo. I od razu mam postanowienie, że nigdy, przenigdy w życiu nie kupię już żadnego produktu Ecco w podstawowej cenie. To jest szukanie frajerów, który dadzą się wydoić za koszmarne pieniądze, a potem na obniżce o 50% firma i tak zarabia. Tym razem mnie wydoili i na tym zakupie straciłem sporo tego, co zaoszczędziłem ostatnio w innych miejscach. Ale nie wiem, czy Ecco będzie się to opłacało, bo tę historię opowiadam każdemu, komu mogę. I do tej firmy jestem od razu uprzedzony.

Wielkie marki biegowe działają, niestety, tak samo.
Maciek W.
13/01/2015, 14:00
#
Marcin,
ta wymiana opinii i spostrzeżeń jest fajna i dlatego, że wiele mi przypomniała.

Prawie osiem lat temu, gdy tylko zacząłem biegać, pierwszej zimy korzystałem ze starych spodni od dresu z grubej bawełny i w fasonie pumpów. Do tego zakładałem kurtkę z gore-tex’u, taką na spacery, górskie wycieczki itp. Za buty miałem dobrze już przechodzone adidasy z równiutko wytartą podeszwą. Biegałem tylko po lesie. Ależ te galoty szybko się moczyły i jakie robiły się ciężkie! Szelki musiałem zakładać. Z tego patentu korzystam do dziś żeby getry nie zjeżdżały, a tyłek i trochę powyżej były cały czas zakryte i w cieple.
A jak się pięknie ślizgałem w obuwiu bez bieżnika.
I co? Dało się. Tylko, że przez pierwszy rok nie myślałem o startach, treningach. Wystarczało, że z moimi dwoma huszczakami mogłem pędzić przez las.

Zmieniło się gdy zacząłem startować, poczułem emocje zawodów, rywalizacji (choćby z samym sobą). Coraz częściej zaglądałem do sieci, odkrywałem nowe strony. Z pewnością dałem się naciągnąć marketingowej maszynce. Przez rok, dwa zaopatrywałem się w salonach. Dużo płaciłem. Ale i gdzie indziej pracowałem.

Teraz sklepy firmowe odwiedzam tylko żeby coś przymierzyć, sprawdzić rozmiar. Kupuję na wyprzedażach sieciowych, albo w out lecie. No i w sieciówkach. Dość często jeżdżę służbowo i staram się zaglądać do takich sklepów. Można nieźle trafić. Nie kupiłbym chyba żadnej z posiadanych par Adidasa gdyby nie przeceny ogłaszane przez producenta. Tak jak piszesz, 30%. Czasami nawet 40%. Co nadal daje kilka stówek za buty. A o Adiosach to marzę i we śnie. Ale nie ma mojej rozmiarów ki. Kończy się na 48. :(
A tak na marginesie, o butach dla mnie to chciałbym z Tobą podyskutować. Nie o konkretnych markach czy modelach, ale ogólnych wskazaniach. Tutaj czy mailowo?

Ecco to moja ulubiona marka butów do chodzenia. Mam ich dobrych kilka par, od klapek i sandałów do eleganckich pantofli tylko na śluby czy do opery. W pobliżu zlokalizowane są ich dwa outlety. Tam się zaopatruję. Mam szczęście.
13/01/2015, 19:51
#
Decathlon ma dosyć daleko więc za często tam nie wpadam. Byłem kilka razy i chciałem kupić jakąś techniczną koszulkę Kalenji. Dodam, że kiedyś kupiłem sobie koszulkę na ramiączka z wyciętymi łopatkami. Niestety koszulka Kalenji wszędzie mnie obcierała i to przy samej przymiarce. Wisiała jak na wieszaku mimo dobrego rozmiaru. Mimo niskiej ceny nie zdecydowałem się. Natomiast ta startówka z nike jest najlepszym zakupem, jaki kiedykolwiek zrobiłem (do biegania). Fakt, kosztowała 160zł, ale każdy starty mam w niej, jest niezniszczalna, nic nie obciera. Świetna. Niestety mój mały rozmiar jest nie do złapania na wyprzedażach, zazwyczaj są większe rozmiary, bo i koszulka jest raczej dla "szybszych" biegaczy.
Teraz są całkiem dobre wyprzedaże na newbalance.pl
Natomiast z butów też mam praktycznie każdą markę. Saucony, Nike, Asics, Salomon, Brooks, inov-8, Puma, nawet Montrail. Kupuję tylko na mega promocjach, bo nie potrzebuję nowych par. Chciałem sobie sprawić startówki Adidas adizero Feather 4, ale były trochę powyżej mojego limitu cenowego - 231zł + wysyłka. Mam na oku Mizuno Hitogami, idealnie leżą na nodze, po prostu bajka, ale czekam na obniżki.
Musisz pisać więcej na tematy okołobiegowe, nie tylko treningowe, bo jest duże zainteresowanie i dyskusja;)
Krzysztof Bartkiewicz
13/01/2015, 20:50
#

Marcin, chodziło mi o to iż mając (jak wspomniałeś) 12-15 par butów i jak twierdzisz jednym z modeli zrobiłeś ok 4000km to ile musiałbyś biegać żeby w pozostałych modelach też mieć taki kilometraż..?:)
Zakładam oczywiście że w pozostałych modelach biegasz 1-2 tys. kilometrów to i tak niewyobrażalnie dużo wychodzi w stosunku do tego co opisujesz. No chyba że masz tak jak ja czasami, iż ostatnio po przecenie kupiłem Adidasy i po pierwszym treningu stwierdziłem że nie są na moje stopy i je bezpłatnie oddałem innemu miłośnikowi jogingu któremu się nie przelewa...

Co do ciuchów Kalenji. Ja osobiście jeszcze chyba nie trafiłem na tą wyższą półkę i dlatego zwyczajnie nie doceniam ciuchów tej firmy.
Co do przecen to się zgadzam że lepiej poczekać niż trzaskać kasą na lewo i prawo żeby się pokazać w najnowszej kolekcji danego obuwia a z czasem (zresztą bardzo często) okazuje się że ta nowa kolekcja jest totalna klapą i stare modelu butów były dużo lepsze...

Ostatni mój nabytek to jedne z modeli Saucany, u nas za nowe trzeba zapłacić ok 500pln, z ogłoszenia udało mi się zamówić sprowadzone ze Stanów modele Saucany za 150PLN który nigdy nie trafią na nasz rynek i zapewne figurowały by jako najnowsze...
Podobnie ze spodniami Jeans które udało mi się sprowadzone kupić za 30% ceny obowiązującej w Polsce..

Twierdzisz że Ecco przez Twoje wpisy opustoszeje. Osobiście w to wątpię. O wiele więcej czytelników miało w rękach jak sądzę książkę Urodzeni Biegacze, jak ktoś czytał to zapewne zauważył jak tam pojechali nieco po Nice, czy jednak coś to zmieniło? Jedynie to że producenci wpadli na pomysł żeby zaczął robić modele zbliżone do naturalnego biegania:)
Organizm szybko się przyzwyczaja, pamiętam jak żonie kupiłem sandały ecco, była nimi zachwycona, po roku czasu jednak zakupiła sandały innej marki - znacznie tańsze i jak twierdzi, nie widzi różnicy...

Co do sugestii jeszcze to zastanawiałem się czy jak promujesz Kalenji to czy faktycznie tak jest i z ukrytej kamery nie zauważyłbym że biegasz w czymś innym, przy czym odwołuje to bo jak pamiętam bardzo fajnie dałeś sprawozdaniu z testu jednego z modeli New Balance..:)
Pamiętam jak kiedyś jeden z czołowych zawodników miał kontrakt z firma Fila, a biegał w Asics, a żeby obie strony były zadowolone to z Fila ściągał podobno napisy i przyszywał na Asics..:)
Marcin Nagórek
13/01/2015, 22:56
#
Krzysztof - teraz mam kilkanaście par, wcześniej miałem mniej. Połowa butów to startówki, w których prawie nigdy nie biegam. Kalenji IC od 2009 mają na liczniku mniej niż 100 km, bo służą tylko do pojedynczych biegów. Podobnie jedne Brooksy, Adiosy, Tarthery. Mam też dwie pary Pumy Faas, w których na razie w ogóle nie biegam, bo bolą mnie od nich achillesy. Podstawowych modeli biegowych mam ok 5 - i w nich wycisnąć 4000 przez 5 lat to nie problem. Dochodzę do tego w każdym bucie po kolei i wyrzucam dopiero, gdy się rozpada.

Wbrew twojej opinii nie zajmuję się promocją Kalenji i nikt tego ode mnie nie oczekuje. Nie bardzo rozumiesz, o co chodzi w nowoczesnym marketingu. Każda firma ma swoją strategię. Gdyby Nike zaprosiło mnie na spotkanie z Salazarem, też bym chętnie skorzystał i opisał. Oni staraliby się przekonać do tego, że warto za ich produkty zapłacić więcej, z jakiegoś tam powodu. Taki Brooks uważa, że za jego buty warto płacić więcej, bo po pierwsze, oni zajmują się tylko bieganiem, po drugie, zwracają dużą uwagę na ekologię. Do wielu osób to przemówi, do mnie też.

Kalenji pokazuje, że robi coś fajnego i ja miałem okazję to obejrzeć. Bardzo mi się podoba i z przyjemnością podejmuję i opisuję tego typu projekty. A równocześnie jest to przekaz - w naszych butach można szybko biegać, nie są gorsze niż buty innych marek, startuje w nich m.in. mistrzyni Europy.

Jeśli chodzi o rynek, Kalenji rządzi w sposób nieprawdopodobny. Wystarczy popatrzyć, co noszą biegacze spotykani na ulicach. Nikt nie podaje wielkości sprzedaży, ale oceniam na oko, że co najmniej 70% rynku ciuchów należy do Decathlonu. I nie dziwi mnie to, bo sam kupuję ciuchy za własną kasę i wiem, co jest wtedy ważne. W mojej garderobie co najmniej 50% to jest Kalenji, w tym prawie wszystkie skarpetki, rękawiczki, czapki, buffy, okulary i wkręty do kolców. Cena to jedno, drugie dostępność - Decathlon jest prawie wszędzie, bez problemu przymierasz czy oddajesz do reklamacji. Kupisz Nike za 500 zł i masz problem, bo będziesz się użerał ze sprzedawcą, czy ma Ci uznać reklamację czy nie. W Decathlonie jeśli coś Ci nie pasuje, oddajesz i nawet nie wnikają za bardzo dlaczego.

Ciuchy innych firm też mam i też z większości jestem bardzo zadowolony. Ale tutaj prawie wszystko ściągane z USA i GBR. Według mnie trzeba być szalonym, żeby wydawać kilkaset złotych na prostą kurtkę znanej firmy, podczas gdy można mieć to samo o połowę taniej ściągnięte z Wysp czy kupione w Decathlonie.

Kiedy czytam, że ta koszulka jest lepsza od tamtej, to po prostu w to nie wierzę. Raczej zakładam, że to efekt placebo - sorry PP ; ) Jeśli płacisz za koszulkę 5 x tyle, co normalnie, oczekujesz, że będzie lepsza. Dla mnie wszystkie koszulki i bluzy, które mam - mówię o najprostszej półce - są takie same. Można wyczuć drobiazgi, jedna jest ciut bardziej miękka, inna się bardziej elektryzuje - ale to jest tak nieistotne, że nawet nie zwracam uwagi. To są wszystko te same tkaniny, walone maszynowo w tej samej fabryce w Chinach. Fajnie było to widać po katastrofie fabryki w Pakistanie, gdy wymieniono listę firm, które tam szyły - były prawie wszystkie bez wyjątku, łącznie z polskim Reserved.

W tej chwili firmy mogą konkurować jedynie wzornictwem i ideologią. I dokładnie to robią, usiłując wmówić klientowi, że jeśli będzie biegał w tym czy tym, będzie kimś wyjątkowym, poczuje się wolny czy co tam jeszcze wymyślą agencje reklamowe. Ja tego nie łykam. Na zawody używam zamiennie dwóch koszulek - klubową chyba Esy (nie wiem, czy ta firma jeszcze działa) od 9 lat i nieistniejącego już Walkera od 10. Nie różnią się niczym od koszulek Kalenji, NB czy Nike.

Ale żeby nie było, że tylko chwalę - w Kalenji zaliczyłem wpadkę w postaci spodenek. Strasznie mnie obcierają i usiałem przestać używać. Zamiast tego startuję w Adidasach (kupione w Decathlonie po 50% obniżce) oraz od niedawna New Balance - kupione z Wielkiej Brytanii.

Tak w ogóle, to wszystkie moje ciuchy można obejrzeć na zdjęciach, które prezentuję na blogu - wtedy widać, i w czym trenuję, i w czym startuję.
Marcin Nagórek
13/01/2015, 22:57
#
Dodam jeszcze jedno, to dla wiadomości pracowników tych firm, jeśli zaglądają. Nadal otwarty jest rynek ciuchów najwyższej jakości. Od lat próbuję znaleźć proste, rozciągliwe i odpowiednio długie oraz wąskie spodnie do biegania z goretexem, z wodoodpornością i oddychalnością na poziomie co najmniej 20 000 mm. Tego po prostu nie ma, a dałbym za nie spokojnie i 600 zł, jeśli by odpowiadały moim potrzebom. Firmy zasypują rynek prostymi produktami z bawełny czy poliesteru, bo to jest tanie i można opchnąć łatwo z marżą 500%. Natomiast naprawdę dobrych tkanin nie ma.

Niedawno kupiłem w fajnej przecenie tego typu spodnie narciarskie jakiejś szwajcarskiej firmy. Nie są jednak idealne. Trochę za krótkie, trochę za szerokie w pasie - musiałem zszywać na własną rękę. A co gorsza - są ocieplane i jest w nich gorąco jak diabli. Jedyny plus, że nie są szerokie tak jak zwykle tego typu produkty, tylko fajnie pasują, do tego rozciągliwe.

Czego jeszcze szukam i jestem w stanie zapłacić dużo? Buty z goretexem typu startówkowego, tzn lekkie treningowo-startowce. Od niedawna biegam nawet w deszczu, czego do tej pory nie robiłem. Mam dobrą kurtkę - tu niezmiernie ważny jest krój kaptura i Adidas odwalił dobrą robotę. Mam spodnie, w których daję radę. Nie mam natomiast butów, bo jedyne goretexy, jakie można znaleźć, to sztywne i ciężkie modele dla pronatorów. Gdyby np. pojawiła się wersja Kalenji SD w goretexie, brałbym z pocałowaniem w rękę.

Poza tym jeszcze ewentualnie lekka czapka z gore, lekkie rękawiczki i skarpetki. Tego nie ma.
14/01/2015, 00:17
#
Uwierz mi, że ta koszulka Kalenji była wyjątkowo badziewna. Mam wiele koszulek z różnych biegów - są lepsze i gorsze, a jedna wręcz beznadziejna. Jednak żadna mnie nie obciera tak, jak ta Kalenji. Już nawet ta słaba koszulka z Biegu Niepodległości jest lepsza. Może akurat trafiłem na taki model. Nie wiem. W każdym bądź razie tamtej nie wziąłbym nawet za darmo. Na temat innych produktów z Kalenji nie będę się wypowiadać, bo nie używam
Marcin Nagórek
14/01/2015, 11:13
#
No to może rzeczywiście jakiś pech, niepasujący krój czy cokolwiek ; )
Daniel CCL
14/01/2015, 11:22
#
@Krzysztof,

ja nie widzę nic dziwnego w tym, że w jednej parze biega się ponad 4 tys. km. Sam robię to nacodzień, bo każda z moich par ma ponad 4 tys. Oprócz ostatnio zakupionej. Nie posiadam 5 par a obecnie jedynie 4. Zazwyczas but rozsypuje sie u mnie po 5 tys. Moi koledzy mają podobnie. Dlatego nie dziwi mnie wartość km wpisana przez Marcina.
14/01/2015, 12:44
#
Ja postępuję podobnie jak Marcin, mam 70% rzeczy biegowych z Kalenji i bardzo chwalę. Mam też ubrania z innych firm ostatnio kupiłem cienkie spodnie z Nike za 70zł(obniżone z 200 :) ) i szczerze mówiąc niczym się dla mnie nie różnią jeśli chodzi o jakość materiału od tych zwykłych z Kalenji za 50zł.
Jedyne co mi z Kalenji nie pasuje to te najtańsze skarpetki zimowe, ocieplane. Mam po nich czasami odciski na palcach.
Podejście, że chce kupić coś tanio to ide do Decathlonu nie koniecznie jest zawsze najlepszym wyjściem. Jakiś czas temu chciałem kupić kurtkę przeciwdeszczową z kapturem, Kalenji kosztowała 180zł, wybrałem się do NB a tam przecena i kupiłem świetną kurtkę za 120zł.
Generalnie chodzi o to, żeby świadomie kupować. Typowe sklepy biegowe raczej odpadają, bo ceny tam to kosmos w porównaniu ze sklepami internetowymi czy outletami. Warto szukać promocji, kupować poza sezonem, na wyprzedażach.
Robert Mar
14/01/2015, 15:23
#
Przychylam się do tego co pisze Marcin.

W 2014 roku miałem przyjemność pobiec maraton w Paryżu i przyznaję, że 80% z tych czterdziestu kilku tysięcy biegaczy było ubranych w ciuchy Kalenji. Sam zresztą również biegłem w takiej koszulce bo zamarzyło mi się pobiec w narodowych barwach z napisem POLSKA na piersi i tylko w Decathlonie udało mi się znaleźć odpowiednią koszulkę i to za symboliczne 39,90 (napis robilem we wlasnym zakresie). Czy jest gorsza od innych? Nie sądzę. Z czystej chęci posiadania kupiłem sobie jakiś czas temu startówkę The North Face - oprócz wielokrotnie wyższej ceny nie zauważam żadnej różnicy.
Również rękawiczki kupiłem The North Face za chyba 80 zł - okazało się, że wytrzymały o wiele krócej od tych za 30-40 zł z TCHIBO. Po jednym sezonie zimowym pojawiły się dziury na szwach zarówno w lewej jak i w prawej. Kolejny ciuch - spodnie adidasa - paski w logo, które są przyklejone a nie naszyte odrywać się zaczęły chyba po 4 czy 5 praniach - aż zerwałem je całkowicie bo wyglądało to koszmarnie. Za to najlepiej sprawują się spodnie z LIDLA z windstoperem na udach. Są estetyczne, trwałe i kosztowały 30 zł. I nawet suwaki w nogawkach wytrzymują choć obawiałem się, że to ich najsłabsza strona. Nie zakładam pod nie termicznej bielizny nawet przy -15 stopniach.
Buty ASICS Excel Lyte 2 za chyba 400 zł (lub więcej) po 6 miesiącach biegania wyglądały jak bym biegał w nich 24/h 7 dni w tygodniu. Poprzecierały się wszędzie tam gdzie się tylko dało od zapiętka po czubek - po próbie zareklamowania ich u sprzedawcy dostałem pisemną odpowiedź, że zniszczenia nie powstały z winy producenta a mojej nieprawidłowej techniki biegu. Potwierdza się zatem to, że klient jest ważny dopóki nie odejdzie od kasy.
Ale nie wszędzie.
Jakiś czas temu chciałem kupić licznik do roweru, ale zależało mi na tym by czujnik był mocowany do tylnego koła. W Decathlonie ekspedientka z działu rowerowego poleciła mi jeden model, ale zaznaczyła, że 100% gwarancji nie daje bo swoją wiedzę opiera tylko na tym co przeczytała w internecie. I, że jeśli nie zadziała to spokojnie mogę go zwrócić. Na moją sugestię, że przecież uszkodzę opakowanie przy wyjmowaniu odpowiedziała, że nie ma najmniejszego problemu bo wtedy wystawią ten egzemplarz na wystawę jako pokazowy.
Okazało się oczywiście, że licznik nie działa z tej prostej przyczyny, że odległość do czujnika wynosiła więcej niż 70cm. Nie było najmniejszego problemu ze zwrotem bo zadowolenie klienta to wartość nadrzędna. Dodatkowo ten zakup został mi doliczony do konta i otrzymalem po kilku dniach mailem bon zakupowy na 20 zł. Przy zwrocie licznika powiedziałem o tym ale zaliczonych wcześniej punktów lojalnościowych nikt mi już nie wykasował.
Dlatego na buty asicsa nie zerkam nawet na wyprzedażach a do decathlonu zaglądam zawsze z przyjemnością.
R.
14/01/2015, 19:00
#
Marcinie (można tak?), ciekawa relacja.
Kiedyś mieszkalismy w Szkocji, ale musieliśmy wyjechać, bo Szkoci byli denerwująco rozrzutni. Stąd brak mi wiedzy, co i za ile.
Mam problem treningowy, pomożesz? Jeśli nie, nie obrażę się (wtedy nie publikuj mojego wpisu). Biegam 3 razy w tygodniu (4 tylko w porywach). A chciałbym więcej, 4-5, może i 6. Przeszkadza mi w tym trochę siatkówka. Gram w poniedziałki i piątki, traktuję ją jak trening siłowy. Wyskoki, wykroki itp. Biegam we wtorki, środy i soboty/niedziele (jak się uda może nawet w oba dni). Co zmienić, jak ustawić rodzaje treningu, żeby zwiekszyć efektywność, nie nabawić się kontuzji, zachować świeżość w jednej i drugiej dyscyplinie? Tygodniowo ok. 40 km, czasami więcej, rzadko wyraźnie mnie.
Marcin Nagórek
15/01/2015, 12:45
#
Dzięki wszystkim za dyskusję.

Andrzej - z góry powiem, że pewnym problemem jest utrzymanie poziomu i siatkówki, i biegania. Tu masz wysiłek typowo wytrzymałościowy, tu siłowy i skocznościowy. Nie można być dobrym w obu, szczególnie jeśli bieganie jest do typowo długich dystansów.

Z drugiej strony można traktować siatkówkę jako trening siłowy, biegać we wszystkie pozostałe dni. Unikałbym wtedy dzień przed siatką mocnego treningu - chodzi zarówno o akcent, jak i objętość. Rozbiegania trwające do godziny - owszem. Dłuższe to już mocno rosnące ryzyko.

Można natomiast próbować opcji z akcentami po siatce. Gra jest wtedy przygotowaniem siłowym, następnego dnia robisz coś szybszego, szczególnie odcinki czy interwały. To korzystne, bo wtedy masz zmęczoną część włókien mięśniowych i pracujesz tymi rzadziej rekrutowanymi. Czyli akcenty do zrobienia we wtorek i sobotę. Do tego najdłuższy trening dałbym na środę, jeśli to możliwe. Najdłuższy to może być tylko godzina, zależnie od tego, co biegasz teraz i do czego się przygotowujesz. Czyli obecnie, trenując do 10 km, można zrobić taki cykl ogólny:

pn - siatkówka
wt - zabawa biegowa, np. 15x30 sekund, przerwa 90 sekund trucht
śr - 75' spokojnie
czw - krótkie rozbieganie i przebieżki, typu 20' spokojnie + przebieżki + 20' spokojnie
pt - siatkówka
sb - podbiegi, typu 10-15x200m
ndz - 60' spokojnie

Przed zabawami i podbiegami rozgrzewki, po nich schłodzenia. A w okresie bezpośredniego przygotowania do startów:

pn - siatkówka
wt - zabawa biegowa typu 6x3' przerwa 4'
śr - 75' spokojnie
czw - krótkie rozbieganie i przebieżki, typu 20' spokojnie + przebieżki + 20' spokojnie
pt - siatkówka
sb - threshold typu 6km mocno lub 2x3km mocno
ndz - 50' spokojnie

To tylko przykład, można szukać innych rozwiązań, ale na pierwszy rzut oka to najlogiczniejsze podejście.
15/01/2015, 13:54
#
Marcinie, bardzo dziękuję. Jestem wdzięczny za pochylenie się nad problemem. Spokojnie poczytam i przemyślę. Pozdrawiam
Na marginesie. Uwielbiam siatkówkę, ale odkąd zacząłem biegać mam dwie kochanki sportowe całoroczne. Wybieram tę młodszą, taka ironia losu.
Wojciech Maliszewski
16/01/2015, 20:38
#
Ja z bieganiem próbuję łączyć squasha i piłkę nożną (aktualnie na hali).
I u mnie to wygląda całkowicie odwrotnie. Squash w niedzielę 2:30h, piłka we czwartek 1:30h, więc akcenty staram się robić dzień wcześniej. A dzień po raczej rozbieganie albo wolne bo nogi są ledwie żywe. Czy u mnie też byś polecił mimo wszystko robić akcent dzień po ? Dodatkowa informacja. Długie rozbiegania zarzuciłem w połowie zeszłego roku, totalnie się zajechałem, za to wszelkie interwały, fartelki, przebieżki, biegi z narastającą prędkością zdecydowanie szybko pomagają mi osiągnąć dobrą dyspozycję na 10km - 21km. Zdecydowanie jestem typem szybkościowym.
16/01/2015, 20:53
#
Apropo nowych modeli na zdjęciu, które podpisałeś "Niektóre nowe modele Kalenji, które będą dostępne na wiosnę" (3 buty). Mamy w tej chwili początek stycznia, a ja te buty widziałem w Decathlonie już chyba w grudniu, są również w sklepie internetowym - to Kiprun MD (249zł) i 2 kolory butów Kiprun LD (279zł). Chyba, że będą jakieś jeszcze inne?! Dzisiaj widziałem trochę wyprzedaży np. eliofeet za 99zł.
Marcin Nagórek
16/01/2015, 23:31
#
Wojtek - mam podopiecznego, który grywa w squasha 2-3 razy w tygodniu. Wiele tu zależy od intensywności gry, a także ogólnego treningu. Mam wrażenie, że na pewnym poziomie nie daje się połączyć bardzo intensywnej gry z treningiem.

W jego przypadku robimy jeszcze inaczej. Po pierwsze, squash jako akcent - wtedy w tygodniu jest tylko jeden akcent biegowy. Gra w poniedziałek, środę, czwartek, akcent w sobotę, długie bieganie w niedzielę. Druga opcja - akcent jest w ten sam dzień, kiedy squash. Kolejny na odpoczynek.

Piłkę trudno mi ocenić, ale niewątpliwie zarówno squash, jak i halówka to wysiłki zupełnie inne niż siatka. W siatce tylko skaczesz, są krótkie, dynamiczne zrywy, bez zadyszki i pracy wytrzymałościowej. W squasha masz ciągłe zrywy w postaci niemal interwału, w piłce zależy pewnie od momentu. Czyli siatka może być siłą, a squash i piłka bardziej interwałem.

Typ szybkościowy może też znieść większą liczbę akcentów - byle nie były zbyt intensywne. To tak jak z tym moim łagodnym interwałem, który robię w tempie mniej więcej dychy, dla serca to bardziej coś pomiędzy półmaratonem i maratonem, a z punktu widzenia metodyki - jedynie ogólna wytrzymałość biegowa.

Andrzej - ciekawe, ale możesz mieć rację. Gość z Kalenji pisał do mnie ostatnio, że na wiosnę będzie ten nowy SD i Kiprace - oba w cenie 249 zł. Za startówkę to genialna cena i kto wie, czy ich nie kupię. A wygląda na to, że te poprzednie modele mogły pojawić się wcześniej. One mnie trochę mniej interesują, dlatego nie wnikałem.
Wojciech Maliszewski
17/01/2015, 12:14
#
Intensywności są duże na squashu - ostatnio 44 min w polarowym 5 zakresie (między 177 a 197bpm), na piłce mniejsze, w 5 zakresie 10 min, ale w 4 już 40min. Więc chyba nie będę robił ani w ten sam dzień akcentów ani dodatkowych skoro za interwały można uznać te dwa sporty. Lepiej na moim poziomie wyjdzie mi popracować nad siłą ogólną, pod koniec zeszłego roku miałem wypadek i tutaj mogę najwięcej nadrobić, a za dwa, trzy miesiące pomyślę o większej ilości treningów w tygodniu.
Krzysztof Bartkiewicz
18/01/2015, 11:07
#
Marcin a co sądzisz o odsprzedaży butów używanych? Ostatnio pojawiła się plaga ofert, gdzie często powiedzmy po 200km dana osoba twierdzi że but mu nie leży i sprzedaje asics zaraca (taka oferta jest teraz na maratonach) za 200pln:)
Marcin Nagórek
19/01/2015, 18:48
#
Krzysiek, pierwsze słyszę o czymś takim. Jak dla mnie - kompletne szaleństwo!
Krzysztof Bartkiewicz
19/01/2015, 19:52
#
Zatem kopiuje zatem kilka wyrywkowo ogłoszeń (jestem ciekaw Twojej opini):

"Sprzedam używane asicscy, rozmiar EU 44. Buty są w bardzo dobrym stanie, przebiegłem w nich 230 km. To lekkie i komfortowe buty z systemami: Removable Sockliner, 3M Reflective, Full Length Guidance Line, GEL Cushioning System. Idealne dla stopy neutralnej bądź supinującej." (maratonypolskie.pl)

"Sprzedam buty: adidas Supernova Sequence Boost 7
Buty zakupione jako nowe, bardzo mało używane (przebiegłem w nich zaledwie 40 km).
Rozmiar - 42
Cena - 220 zł" (bieganie.pl)

"Sprzedam buty Mizuno, model Wave Rider 16, rozmiar 44 (wkładka 28cm) ale na metce napisane jest tak: US 10,UK 9, EURO 43, BRA 42, JP 28
Zdjęcia butów: http://tufotki.pl/7Gr2C#p5015092

Moja długość stopy 27,8 cm (+ skarpeta zwykła lub kompresyjna) i ten rozmiar buta jest idealny.
Przeznaczenie: stopa supinująca/neutralna. Waga: ~280g
Heel-to-toe drop/ spadek na linii pięta-palce = 12 mm

Jest to jeden z najlżejszych i najlepiej ocenianych butów dostępnych w Polsce do biegania po twardej nawierzchni, wykonany z profesjonalnych materiałów w tym podeszwa o zwiększonej odporności na ścieranie. Buty zakupiłem w Polsce w 2013r. (gwarancja 2 letnia kończy się w maju 2015r) i wybiegałem na nich ok.320km. Niewiele,dlatego, że do treningów używam jeszcze dwóch par butów o różnych przeznaczeniu innych firm . Jedyny naturalny niewielki ślad zużycia jest na podeszwie (pięta), poza tym buty są w bardzo dobrym stanie technicznym - nie ma przetarć,wytarć, zmechaceń czy rozerwań. Były konserwowane zgodnie z zaleceniami producenta, nie były prane w pralce ani czyszczone z użyciem agresywnych środków chemicznych oraz nie suszone na grzejnikach i innych silnych źródłach ciepła. Biegałem w nich po szutrze i asfalcie i tylko w suchych warunkach pogodowych.Buty są czyste na zewnątrz i wewnątrz, gotowe do założenia. Są to buty z wyższej półki, spokojnie na nich można zrobić jeszcze ponad 1000 km przy założeniu, że zawodnik ma prawidłową wagę. Buty są przeznaczone dla osób o masie ciała do 80kg. Dla osób cięższych zużywanie się butów będzie odpowiednio szybsze.
Cena 150 zł (do negocjacji)." (bieganie.pl)


19/01/2015, 20:39
#
Hej.
Piszesz, że szukasz butów z gore-texem typu startowo-treningowego.
Na sportshoe.co.uk i na wiggle.co.uk znajdziesz saucony kinavara
i saucony ride. Oba modele z gore-texem, ale pasować Ci powinny bardziej "kinavary" jako typowe startowo-treningowe buty niż "ride"-typowe treningówki.
Marcin Nagórek
20/01/2015, 00:01
#
Krzysiek - nie miałem pojęcia, że istnieje taki "czarny" rynek. Dziwię się tym ludziom, przede wszystkim kupującym. a nigdy nie nosiłbym butów po kimś. Po pierwsze, względy estetyczne i higieniczne, po drugie, kwestia ukształtowania wkładki i pianki (każdy wybija własny ślad), po trzecie - tanio można kupić nieużywane.

Rafał - dzięki! Akurat tam były tylko damskie, ale znalazłem gdzie indziej i chyba kupię na próbę : )
Piotr Stanek
20/01/2015, 20:54
#
Marcin, Zbyszek, Krzysztof Bartkiewicz, PP

interesująca dyskusja się wywiązała o tych ubraniach itp. :)

to włączę się do niej :)

Marcin
tak jak PP napisał "Musisz pisać więcej na tematy okołobiegowe, nie tylko treningowe, bo jest duże zainteresowanie i dyskusja;)"przyłączam się, myślę że spokojnie możesz rozwinąć temat na wpis, korzystając z komentarzy.
Po drugie wielu osobom rozjaśni potoczny obraz/wizerunek firmy, o której poniżej. A na pewno pokaże, że jest wybór, a co zrobią to ich sprawa :)


Co do firmy Kalenji to ją lubię. Akceptuję niższą jakość i funkcjonalność jak kupuję ich tańsze rzeczy(nie te z najwyższej półki)Mam kurteczkę, którą używam przez 5 lat, przez 3 pory roku i nadal jest OK. Ma swoje wady, jednak stosunek jakość&trwałość do ceny mówi wszystko :) Kosztowała ok. 50zł albo mniej, nie pamiętam dokładnie.

Dobre uwagi z tymi promocjami co do butów i ogólnie ubrań. To Ciebie Marcin Ecco zrobiło na szaro (kolokwialnie mówiąc), taki biznes wg. nich. Mnie ostatnio jeden popularny sieciowy sklep biegowy tak zrobił, stracił klienta, który byłby wierny, cóż, ich problem, nie mój.

Zacznę sam większą uwagę zwracać na wyprzedaże, czasem ciężko się połapać gdzie, kiedy. Bo zazwyczaj kupuję jak mi coś jest potrzebne, a to rzadko się zdarza. A amortyzacja przydaje się...

pozdrawiam serdecznie
Piotr
Marcin Nagórek
20/01/2015, 23:07
#
Piotr - w tej chwili rynek jest tak nasycony, że wyprzedaże są praktycznie wszędzie, z kolosalnymi zniżkami. W tych warunkach trzeba być desperatem lub kompletnie nie liczyć się z pieniędzmi, żeby kupować buty w podstawowych cenach.

Ja nadal trzymam się zasady, że nie płacę więcej niż 200 zł za buty. Może teraz powoli przesunę to w kierunku 250 zł, ale na razie nie musiałem. Jedynym wyjątkiem są goretexy. Za nie płacę więcej, czasami słono. Podobnie rzecz ma się z ciuchami do biegania. Zamiast bawić się w kurtki do biegania za 200 zł, wolę wydać 2x więcej i od razu kupić goretex. To też nie jest łatwe, ale udało mi się trafić tego Adidasa za 320 zł - jest to genialny ciuch i od razu docenia się jakość odzieży z najwyższej półki. Nigdy natomiast nie wydałbym dużych pieniędzy na markowy ciuch, który nic w sobie nie ma. Jeśli oddychalność i wodoodporność jest minimum na poziomie 10 000 mm, idealnie na 20 000, można płacić sporo. Jeśli nie, szkoda kasy. Do tego oczywiście dobra wiatroszczelność.

Jeśli kupuję coś z niższej jakości niż dobra membrana, wtedy głównym wyznacznikiem jest cena i tu Kalenji rządzi, z wyjątkiem rzadkich okazji, czyli ciuchów przecenionych o 70 i więcej procent.

Buty do biegania z goretexem są relatywnie tanie - najtańsze złapałem na amazonie za 180 zł parę lat temu (co ciekawe, dzisiaj w polskim sklepie internetowym widziałem dokładnie ten sam but sprzed paru lat "przeceniony" na bodajże 369 zł. Problem w tym, żeby znaleźć dobre buty z gore - to jest prawie niemożliwe. Na razie zamówiłem te Kinvary z Wielkiej Brytanii, koszt ok. 320 zł. Jestem ciekaw, nie mam doświadczenia z tym modelem i w ogóle słabo znam Saucony. Jeśli okażą się lekkim, prostym butem z cienką podeszwą, to będzie perfekcyjny zakup.

Najdroższe, co istnieje, to goretexy w typie niesportowym - czyli np. pantofle z membraną. W Polsce sprzedaje to tylko Ecco, czasami pojedyncze modele inne marki. Podobnie moim wymarzonym ciuchem są dżinsy z goretexem. Widziałem je jakiś czas temu na przecenie - marki Holden, po przecenie 600 zł :) Nowe kosztują ok. 1500 zł, to jednak jest przegięcie. Liczę na to, że kiedyś gdzieś je trafię tanio.

Tak poza tym, to dobrych spodni do biegania nie ma praktycznie nigdzie.
21/01/2015, 21:57
#
Marcin zdziwiłeś mnie, że słabo znasz Saucony. Tym bardziej, że przebywałeś jakiś czas w Stanach. Saucony jest jedną z nielicznych marek produkująca buty tylko do biegania. O ile nie każdy model saucony może
Ci odpowiadać, o tyle znając Ciebie w Kinavarach się zakochasz. Jestem ciekaw Twojej recenzji, bo nigdy nie biegałem w tego typu butach z gore.
Zapewne kupiłeś 4tą wersję. Amerykanie na 4-rkę akurat narzekają, ale np. mojej żonie 4-ka bardziej leży. Zapiętek w 3-jkach ocierał jej achillesa i zaginał się, czego nie odczuwa w Kinavarach 4-kach. Także jak chwalisz adidasy
(wąskie europejskie kopyto) Kinavara 4 powinna spełnić Twoje oczekiwania.
Kinavara to but lekki i niesamowicie dynamiczny. U mnie spełniaja rolę startówek od 10k do maratonu i szybkich treningów, ale zdarza mi sie ich używać na dłuższych treningach.

Od razu napiszę, że nie jestem przedstawicielem marki, nie sprzedaję butów i nie prowadzę bloga, ale jestem wielkim fanem Saucony.

Czekam na recenzję.
Marcin Nagórek
22/01/2015, 00:29
#
Rafał - Saucony w Polsce jest dość słabe, dystrybutorem jest Michał Bartoszak, który nie jest zainteresowany wielką ekspansją. Buty są więc dość drogie, nie ma walki cenowej, nie są dostępne wszędzie. Znam dobrze ich modele, ale słabo, jeśli chodzi o doświadczenie z pierwszej ręki. Kiedyś biegałem trochę w Saucony Paramount - fatalny model jak dla mnie, a od paru lat mam kolce Saucony. Znam ich startówki A Type i Fastwitch, ale jakoś nie było okazji kupić ich taniej. Zobaczymy, co poradzą te Kinvary. Na zdjęciach wyglądają trochę topornie, ale waga niska. Będę je miał najwcześniej za tydzień. Jeśli okażą się dobre, kto wie, czy nie kupię od razu drugiej pary ; )
23/01/2015, 12:31
#
Marcin, po co Ci goretex w butach eleganckich, jak rozumiem skórzanych? Odpowiednia impregnacja skóry daje bardzo wysoką wodoodporność, a przy okazji podtrzymuje trwałość i estetyczność buta.
Marcin Nagórek
23/01/2015, 23:20
#
Skóra nie pozwala chodzić w kałużach i strumieniach ; )
24/01/2015, 11:42
#
@Krzysztof Bartkiewicz
Oferta typu: 200 PLN za uzywane Asics Zaraca jest jakims skrajnym oderwaniem sie od rzeczywistosci...

Ja kupowalem je w ub. roku za ok. 180 PLN, aktualnie w Sieci da sie je znalezc za 170-190 PLN.

Ogolnie, jak juz tutaj kilkukrotnie sugerowano, jesli ceni sie wlasne pieniadze, trzeba poczekac 4-6 miesiecy, gdy sklepy pozbywaja sie "starych" modeli butow - bez wiekszego problemu da sie je kupic za polowe pierwotnej ceny detalicznej.
26/01/2015, 14:45
#
Marcin, oczywiście, że pozwala. Dobre buty, krem impregnujący i wosk na szwy, trochę chodzę po górach i wiem, o czym mówię. Moje buty przemakają wyłącznie po dłuższej wędrówce przez zmrożony stary śnieg i zwykle później od tych z membraną na nogach znajomych. Właśnie w tym roku będę musiała wyrzucić swoje pierwsze meindle, chodziłam w nich na wszystkie wycieczki płaskie i po niskich górach plus przez wszystkie zimy przez 10 lat, no ale się w końcu poprzecierały na szwach w zbyt wielu miejscach i podeszwa się za bardzo zdarła. Lubię tę firmę m.in. dlatego, że produkują świetne górskie buty także i bez membrany. Natomiast zwykłe buty skórzane zaimpregnowana też na pewno nie przemokną od codziennego wdepnięcia w kałużę, chyba za bardzo uwierzyłeś w membranowy marketing.
Marcin Nagórek
26/01/2015, 21:54
#
Magda, no nie wiem. Prawdę mówiąc nie chciałoby mi się bawić z tymi smarowidłami. W goretexach stałem w strumieniu i nic nie przemokło - to mi wystarcza. Normalne goretexy do chodzenia nie są drogie. Ostatnie Pumy używałem do wszystkiego: zima, lato, błoto, śnieg. Chodziłem trzy lata i w tym czasie nie robiłem z nimi nic, żadnej impregnacji, nawet ich nie myłem : ) Nie przemakały do końca, wyrzuciłem, bo podeszwa była już mocno starta, wyłaziłem w nich setki, a może i tysiące kilometrów - nie mam samochodu i wszędzie chodzę pieszo, szczególnie w Słupsku.

Możliwe, że dobre skórzane buty + odpowiednia pielęgnacja dadzą porównywalne efekty, ale mnie by się nie chciało. Dodajmy, że skórzane buty z solidną podeszwą są zwykle ciężkie jak diabli i maja sztywną podeszwę, czego nie cierpię. Goretexy są leciutkie i chodzi się w nich jak w tenisówkach. Chociaż np. te wspomniane Ecco są pierwszymi, w których nie mogę chodzić, gdy jest ciepło. Albo mają dodatkowe ocieplenie, albo słabą oddychalność. Biegówki z gore używam nawet latem.

Teraz właśnie kupiłem Reeboki z goretexem do chodzenia w brytyjskim sklepie za niecałe 240 zł - konkurencyjna oferta : )
Piotr Stanek
27/01/2015, 11:30
#
Marcin

dziękuję, przyda mi się ta wiedza niebawem.

Saucony - kupowałem je stacjonarnie w Bortex Sport (Rumia) i raz od Pana Michała Bartoszaka na Festiwalu Biegowym w Krynicy. Także i ja, myślę, że Kinvary powinny Ci się spodobać.

Magda, ciekawa uwaga, ja dopiero w grudniu kupiłem buty w góry i aby nie bawić się z pastami, woskiem itd. wybrałem z membraną. Tu mam podobne zdanie do Marcina, wolę wygodniejsze rozwiązanie.
pozdrawiam serdecznie

ps. widzę na bieganie.pl, że Kalenji ostro pracuje nad promocją i PR :)
27/01/2015, 13:17
#
Jeżeli chodzi o Kinvary, to ja zużyłam 3 pary - od dwójki do czwórki, i mam wrażenie, że w każdej następnej generacji pianka w podeszwie udeptywała się szybciej zmniejszając limit komfortowego przebiegu. Plus niestety bardzo szybko przecierała mi się siatka z przodu, ale tym się akurat za bardzo nie przejmowałam - lubię dobrą wentylację w bucie :) Wydaje mi się, że są to świetne buty tzw. przejściowe, czyli dla osób, które chcą się powoli przestawiać na minimalizm. Ja już chyba przeszłam na prostszą stronę mocy, ale nadal bardzo cenię startówki type A, o których wspomniał Marcin, są cudownie lekkie, jakby ich nie było na nogach.

Membrana w butach to kwestia gustu, bardziej chodziło mi o to, że na pewno nie jest jedynym woododpornym wyborem. Na pewno jest mniej trwała i słabiej oddycha, dużo osób narzeka na silniejsze pocenie się stóp i to, że w butach szybcko pojawia się brzydki zapach nie do usunięcia.

Konieczność natłuszczania butów skórzanych jest faktem, ale Marcin akurat wspomniał o opcji eleganckiej, która tak czy inaczej wymaga (mam nadzieję) pastowania ;) Ja osobiście bardzo przywiązuję się do klasycznych butów górskich (wiem, to trochę głupie) i wybieram rozwiązanie na lata. Pielęgnacja nie tylko zapewnia woododporność, ale i przedłuża żywotność. A do biegania po górach wolę buty jak najbardziej przewiewne, które szybko nabierają i wypuszczają wodę. W początkach biegania nabyłam buty z membraną i po pierwsze, miały zbyt sztywną podeszwę (to może być akurat specyfika marki), a po drugie jak wdepnęłam w strumień i woda dostała się górą, to bardzo długo musiałam ją nosić ze sobą :)


Wojciech Maliszewski
27/01/2015, 23:29
#
Moje Kinvary również się poprzecierały na siateczce z przodu, a na dodatek od nich zaczęło się kilka moich problemów ze ścięgnami ale to drugie niekonieczni musi być związane z marką tylko ze złym przejściem na buty minimalistyczne. Tak czy inaczej przetarcie po 100 km kiedy nie biegałem w ogóle w ciężkich warunkach tylko w słoneczne dni po asfalcie zniechęciło mnie do Saucony.
Marcin Nagórek
28/01/2015, 18:42
#
Co do siateczki, to zwykle jest tak, że wersja goretex jest dużo bardziej wytrzymała. Zwykle siateczka drze się z powodu przemoczenia, a wersja membranowa się nie przemacza. Moje terenowe Kalenji za 89 zł poszły błyskawicznie właśnie z tego powodu - but był cały czas mokry. Mam więc nadzieję, że te Kinvary wytrwają dłużej.

Jeśli zakładałbym, że woda wlewa mi się górą, to wtedy szukałbym kaloszy : ) Zwykle biega się po mokrych liściach, mokrej trawie, resztkach śniegu czy po bardzo płytkich kałużach. Woda chlapie na but i po chwili jest cały mokry, szczególnie od strony palców - to mnie doprowadza do szału i jest mi zimno. Goretex w biegówkach ma być głównie na to.

Te do chodzenia to właściwie nie tyle eleganckie pantofle, co takie trzewiki, wyglądające nieco lepiej niż biegowe. Masz rację Magda, że je czasami trzeba będzie przejechać jakimiś preparatami. Ale tu znowu objawia się zaleta gore-texu. Woda po nich tylko spływa i jakoś w ogóle... nie brudzą się. Fakt, że nie chodzę w błocie i nie używam ich codziennie, ale na razie po 4 miesiącach wyglądają praktycznie identycznie jak po wyjściu ze sklepu. Ta zewnętrzna powłoka butów z goretexem jest dlatego praktyczna - woda spływa, przez co zwiększa się trwałość i praktyczność.

Ja się bardziej przywiązuję do butów biegowych ; )
30/01/2015, 14:12
#
Marcin, gore-tex to jest membrana, która jest umieszczona wewnątrz buta i nie ma nic wspólnego z materiałem zewnętrzym, którym but jest pokryty:

http://www.gore-tex.com/remote/Satellite/content/footwear-technologies#sec-footwear-tech--extended


Jeżeli powierzchnia buta wykazuje właściwości hydrofobowe, to właśnie dlatego, że materiał zewnętrzny został zaimpregnowany fabrycznie. Zobaczysz, że z czasem ten efekt zniknie, jeżeli buta ponownie domowo nie zaimpregnujesz (do butów matariałowych używa się łatwych do aplikacji impregnatów w spreyu, no ale najpierw trzeba je mniej więcej wyczyścić). Membrana to kolejna linia oporu, która zadziała dopiero wtedy, jak materiał zewnętrzny przemoknie. Niestety, kiedy ona również przemoknie, nigdy już nie odzyska pierwotnych właściwości, będzie bardziej podatna na kolejne przemoczenia. Z tego samego powodu butów z gore nie można prać. Tutaj górskie buty bez membrany mają przewagę, bo są zrobione najczęściej z jednego kawałka grubszej skóry i po przemoczeniu wystarczy je porządnie wysuszyć, przetrzeć impregnatem, i będą jak nowe. Nie są również tak podatne na przetarcia jak delikatna membrana, która może się przerwać od środka np. na zgięciu stopy i but straci właściwości pomimo tego, że z zewnątrz będzie nienaruszony.

Również trawałość siateczki w bucie biegowym zależy po prostu od jej rodzaju, mam 2 pary butów terenowych ze wzmocninioną siatą i nic się jej nie dzieje, pomimo biegania po górach w bardzo ciężkich warunkach. A standardowe Kinvary niestety przecierają się jak kolega napisał - po 100-200 kilometrach w suchych warunkach miejskich. Bardzo możliwe, że wersja z gore ma inny rodzaj siatki i będzie bardziej wytrzymała.
Marcin Nagórek
30/01/2015, 22:26
#
Magda, generalnie zgadzam się z tym, co piszesz. Mam jednak wrażenie, że praktyczne znaczenie ma też to, że mebrana jest przyklejona bardzo dokładnie do pierwszej warstwy. Pomiędzy nimi nie ma powietrza i to wpływa zarówno na trwałość, jak i na nieprzemakalność.

Tuningowałem dwa modele butów z goretexem i wycięcie usztywnienia z tyłu to wtedy koszmar. Tych warstw jest w ogóle kilka, a wszystkie sklejone tak dokładnie, że porozrywanie ich i dotarcie do usztywnienia było koszmarem. Tuning trwał 4x tyle czasu co w normalnym bucie. I chyba z tego względu ten materiał się nie drze. Pumy mi się lekko przedarły, ale po kilku latach, do tego w końcowej fazie używałem ich do wypadów typu ognisko, kopałem gorące gałęzie, parę razy zmoczyłem w morzu, oblepiłem piaskiem, potem przymarzały na mrozie itd. W tym czasie sama podeszwa była już prawie dziurawa.

Miałem parę modeli goretexów i są zwykle bardzo trwałe. Jest możliwe, że materiał zewnętrzny jest inny, ale mam wrażenie, że jednak jest to sklejenie kilku warstw, co czyni z niego jedną, grubą warstwę materiału.

Trudno powiedzieć, jak takie buty sprawdziłyby się w wyższych górach, pewnie średnio - tam przecież śnieg i lód czasami tną jak szkło.
02/02/2015, 17:58
#
W wysokich gorach tna jak szklo tylko raki ;)
But gorski zaleznie od pierwszej warstwy mozna woskowac lub tylko impregnowac.
Meindle island pro maja miekka skore ale licowa wiec potraktowanie ich pasta/kremem/woskiem niestety sprawi ze beda brzydko wygladac. Zostaja impregnaty w speju lub na bazie wody (nikwax) co do hydrofobowosci to magda ma racja czesto takie buty maja skore olejowana czy olejona (nie pamietam jak to oni nazywaja) przez co woda splywa po nich jak po kaczce.
A co sklejenia warstw w srodku to tez nie do konca jest membrana sklejona ze skora bo klej by chamowal oddychalnosci itp zreszta dwie pary albo i cztery (alpinus akku i 2x las portiva) przecieralem tak ze byly dziury w skorze a pod spodem nie raz cala membrana (pomimo ze pod skore wkladalem dwa palce a potem nawet i cztery wchodzily to but byl wzglednie wodoodporny - trawa snieg bo jak sie woda tam wlala to juz nie dawaly rady)

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Lipiec 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin