20
11/2014
10:56
Ze sporym poślizgiem zamieszczam relację z Biegu Niepodległości, do tego parę zwyczajowych refleksji na tematy biegowe. 11 listopada wystartowałem w Warszawie i pobiegłem 32:51. Co interesujące, jest to mój najlepszy wynik na dychę na ulicy od 5 lat. Z kilkoma zastrzeżeniami. Po pierwsze, nie startuję na tym dystansie często, więc baza wyników nie jest zbyt obszerna. Po drugie, biegałem również na trasach bez atestów i tam mogłem pobiec relatywnie lepsze czasy, ale trudno to porównać. Takie dwa sztandarowe biegi, w których startowałem wiele razy, to ok. 10 km w Czarnej Dąbrówce na Pomorzu oraz cross na 10,5 km w Korzybiu - także na Pomorzu. Wyniki stamtąd trudno odnieść do atestowanej i płaskiej dychy, a np. w Korzybiu zostawiłem wiele zdrowia.

Kolejne zastrzeżenie: 32:51 to czas tylko nieznacznie lepszy od wyników, jakie biegałem nawet w najbardziej słabych sezonach. Rok temu miałem bodajże 33:08, dwa lata temu 32:58. Wszystko są to wyniki na podobnym poziomie. Ale co najważniejsze, dużo szybciej biegam na bieżni. Mój najsłabszy czas na dyszkę na bieżni do 31:38, zrobiony na wiosnę tego roku. Zaś najszybszy w życiu na ulicy - 31:25. Zwykle na asfalcie biegnę od minuty do dwóch wolniej niż na bieżni. Jest to fenomen, który nie do końca ogarniam, chociaż zdaję sobie sprawę, że jest związany z techniką biegu. Wciąż nie mogę jednak uwierzyć, że różnica jest tak duża. Nawet gdy biegam na ulicy w najwyższej formie, wyniki są relatywnie słabe. Dwa lata temu krótko po życiówce na bieżni - 30:55 - startowałem w Czarnej Dąbrówce i osiągnąłem wynik, który przelicza się na nie lepiej niż 32:30. Było gorąco, trasa jest ciężka... ale fakt pozostaje faktem.


Spokojny bieg w pierwszej części dystansu - za grupą

W Warszawie paradoksalnie uratowało mnie słabe samopoczucie. Wiedziałem, że nie mogę sobie pozwolić na szaleństwa, pobiegłem więc bardzo spokojnie, potem mocno finiszowałem. Trzymałem się cały czas Iwony Lewandowskiej i prowadzącej dla niej bieg Michała Bernardellego. Michał to mój dobry kolega od lat, w jego towarzystwie stawiałem pierwsze biegowe kroki. Wiedziałem, że jako matematyk będzie diablo precyzyjny - i tak było. Tempo równiutkie, wszelkie odchylenia od razu korygowane. Prowadził na 33:00 i po pięciu kilometrach biegnąc za nimi miałem na liczniku 16:31.

Pogoda właściwie idealna, trasa płaska, z dwoma wiaduktami. Na robienie wyniku Warszawa jest znakomita, o ile uniknie się tłoku. W drugiej części biegu wyprzedziłem bodajże 7 osób. Widziałem też takich, którzy popełniali "moje" błędy. W pewnym momencie od naszej grupki oderwał się biegacz, dla którego było za wolno. Nadrobił jakieś 50 metrów, a potem już tak został. Walczył sam z wiatrem i nie był dostatecznie mocny, żeby mocno podkręcić tempo. Wyprzedziłem go na ostatnim kilometrze. Gdyby trzymał się z grupą, oszczędzając energię na pierwszych pięciu kilometrach, pewnie pobiegłby mocniej. Przypomina to różne moje szarże, zwykle kończące się kiepsko.


Inne ujęcie, ta sama sytuacja

Biegi długie to jednak diabelnie nieprzyjemna zabawa. Żeby osiągnąć wynik, trzeba mierzyć się z wieloma demonami. Po pierwsze, potężny dyskomfort w drugiej części dystansu. Mimo ogólnie przyzwoitego samopoczucia, miałem kryzys za kryzysem. Tak działa na mnie sama długość dystansu i monotonia, jak wolno bym nie biegł. Potrafię czuć się doskonale i mieć ogromną ochotę na przyspieszenie, a 500 metrów dalej, przy tym samym tempie, wpadać w koszmarny kryzys. Dodajmy do tego pięciokilometrowe proste w Warszawie. Patrzysz, człowieku przed siebie i widzisz tylko niekończącą się nitkę asfaltu, która zdaje się w ogóle nie przesuwać. Koszmar. Nuda, monotonia, długość - to też mnie zabija. Mimo wszystko na ostatnim kilometrze cały czas przyspieszałem, ścigając się z dwoma rywalami. W końcówce byłem pewien, że odpadnę, ale ostatecznie 200 metrów do mety ruszyłem na maxa i oderwałem się dość łatwo. Ta szarża na końcu jest typowa dla szybkościowców, to ten ostatni strzał, odpalenie beztlenowej rezerwy. Na zegarku wyszło mi 3:07 na ostatnim kilometrze, ale znaczniki były ustawione jakoś nie tak, bo przedostatni wyszedł w 3:03 - to niemożliwe.

Przed biegiem dokuczały mi zwyczajowe dolegliwości. Achilles, ciągnący dwugłowiec, stopa, ogólna ociężałość. Zgodnie z tym, co pisałem ostatnio, w treningu zaszły mocne zmiany, mające niwelować zmulenie spowodowane bieganiem po górkach i trudnej nawierzchni. Z powodu ćwiczeń, bóli i braku czasu mocno ograniczyłem też objętość. Nie podliczałem jeszcze ostatnich tygodni, ale wątpię, żeby przekraczał na nich 60 kilometrów w tygodniu. Wcześniej była choroba, potem stopniowy powrót, na objętości pewnie 40-50 tygodniowo. W tych warunkach 32:51 to jest bardzo dobry czas. Ale czeka mnie jeszcze bieg przełajowy na 4km, a potem... maraton. Przygotowania są mocno niestandardowe, ale nie przejmuję się tym. Co ma być to będzie, skupiam się teraz na ćwiczeniach.

Więcej o treningu napiszę w kolejnej notce, którą mam zamiar zamieścić dużo szybciej niż ostatnio. Zmiany są tak głębokie, że chciałbym całościowo opisać ich pochodzenie oraz wykonanie. Streścić można je prosto: biegam mało, ale często szybko.


To zdjęcie mówi samo za siebie: "o niebiosa, gdzie ta przeklęta meta?" Oczywiście finisz.
Kategoria: Starty 2014
Komentarze: (23)
Zaktualizowano: 20/11/2014, 11:47

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.gif
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

20/11/2014, 12:16
#
Czytam Cię od jakiegoś czasu, pewnie od momentu artykułu w "Magazynie Bieganie" o odwróconym nieco treningu. W każdym razie tak to zrozumiałem.
Czekam niecierpliwie na nastepny Twój wpis.
Artur Kern
20/11/2014, 14:54
#
Widzę, że Michałowi jak zwykle zimno.

Co do biegów długich, to Marcinie mamy tyle lat ile mamy i tego już nie zmienisz. Mnie jak coś nie boli przed/na biegu to rzadkość. Nie lubię takiej sytuacji, gdy jak mawiał klasyk "czuję się podejrzanie dobrze". Oznacza to zazwyczaj coś niedobrego :)

Za tydzień ścigamy się na 4km!
Marcin Nagórek
20/11/2014, 15:39
#
Ścigamy się, o ile dotrwamy ; )

Andrzej - dzięki i pozdrawiam!
20/11/2014, 16:13
#
Czy ktoś już powiedział Tobie, że jesteś ciekawą postacią w środowisku biegowym? Dla mnie jesteś takim "Konradem cierpiącym za miliony". Katujesz się na długich dystansach ewidentnie ich nie lubiąc w imię ...nauki? Wcześniej dośc sceptycznie podchodziłem do Twego biegania, trenowania innych czy startów, ale teraz dopiero dotarło do mnie jak niesamowicie bogatym materiałem poglądowym jest to co robisz. Coraz bardziej doświadczony, wykształcony (ogrom wiedzy stricte biegowej, ale i specyficznej medycznej), z przeszłością zawodniczą, jednocześnie tak "amatorski" z tymi wszystkimi bólami, przeciwnościami i szarą rzeczywistością życia codziennego. Cieszę się, że angażujesz się w nowy projekt (Run Times), bo oczekuję nie tylko technicznych wiadomości, ale tego "czegoś" ukrytego w epickich opowieściach.
Marcin Nagórek
20/11/2014, 16:29
#
Jarek, masz wiele racji. Z bieganiem długich dystansów jest tak, że ja nienawidzę PZLA i tych wszystkich pierdół związanych z bieganiem zawodniczym. Nawet nie uwierzysz, z jakimi problemami i nieprzyjemnościami się to wiąże. Dlatego chociaż lubię biegi średnie, w ostatnich latach startowałem w nich rzadziej. Ulica to z kolei wolność - przyjeżdżasz, startujesz, jedziesz. Nie musisz niczego załatwiać, kombinować, żadnych badań, licencji, pozwoleń, uśmiechów do działaczy.

Teraz dochodzi też argument zdrowotny, tzn bieżnia i kolce dają w kość moim achillesom.

Tak w ogóle, to ja w sporcie od początku byłem outsajderem - trafiłem do niego późno, już jako dość dojrzały człowiek, na studiach, z własnej decyzji. Nie biegałem jako junior, na co dzień nie miałem do czynienia z tym komunistyczno-buraczanym klimatem, jaki spotkasz jeszcze często w związkach sportowych. Zbyt wielu działaczy to nadal taki typ Kręciny. Dlatego od początku byłem tu ustawiony w opozycji, z własnym zdaniem, i stąd pewna fala hejtu, która regularnie pojawiała się, gdy zacząłem udzielać się na forum publicznym. Równocześnie jednak od początku pilnie się uczyłem, od każdego, od kogo tylko mogłem, z każdym chętnie rozmawiałem. Dlatego chociaż nie lubię polskiej szkoły treningu, znam wielu trenerów, których bardzo szanuję.

Po 15 latach zgromadziłem trochę wiedzy i lubię ją sensownie wykorzystywać. Nawet mój trening, chociaż nieco rąbnięty, nieregularny i rozbijany przez różne moje zdarzenia oraz codzienność życia prywatnego (o którym nie piszę), nie jest przypadkowy.

Peace ; )
21/11/2014, 17:12
#
Marcinie chyba kończy się wolność na ulicy, PZLA chce coś uszczknąć z tortu. Życzę śmiechu do rozpuku
https://www.festiwalbiegowy.pl/biegajacy-swiat/pzla-chce-wydawac-licencje-dla-biegaczy-i-imprez-biegowych-juz-od-2015-roku
Marcin Nagórek
21/11/2014, 18:34
#
Piotrek - właśnie dzisiaj jeden z czytelników mi to podesłał. Napisałem tekst: http://www.magazynbieganie.pl/obowiazkowe-licencje-amatorow-biegania/

Na razie to jest nie do przeprowadzenia i nie wyobrażam sobie organizatora, który na to pójdzie - od razu będzie miał 95% odpływu frekwencji. Żeby to weszło, musiano by zmienić prawo. Tego zaś nie wykluczam, jeśli sprawa będzie rozwijała po cichu. Dlatego trzeba całość nagłaśniać.
21/11/2014, 19:18
#
W jakich butach biegłeś ?
Marcin Nagórek
21/11/2014, 23:41
#
Asics Tarther. Kupione w bardzo dobrej przecenie rok temu, w Interporcie w Gdyni na Wzgórzu, obecnie Riviera - 190 zł : ) To legendarne startówki maratońskie rodem z Japonii. Na tę ostatnią odsłonę biegacze trochę narzekają, np. że są zbyt śliskie, ale moje sprawdziły się bardzo dobrze. Są o drobinę za duże, bo zwyczajowo je stuningowałem - usunąłem sztywny zapiętek. Po tej operacji są dla mnie perfekcyjnymi butami i chyba pobiegnę w nich maraton.
22/11/2014, 00:29
#
Panowie, śmiejcie się, nawet do rozpuku.Póki urzędnicy nie przeforsują licencji dla amatorów. Przecież dla tej buraczanej organizacji to pieniądze, splendor i jakie wpływy. Marzą im się...
22/11/2014, 16:23
#
Marcin skąd masz informacje, że te licencje mają być obowiązkowe?
Marcin Nagórek
23/11/2014, 10:07
#
Piotrek - wynika to z artykułu Łyżwińskiego oraz prezentacji, które można znaleźć na innych stronach. PZLA docelowo chce wydawać organizatorom biegów licencje na organizacje, a uczestnicy maja być zobowiązani do posiadania licencji. Oczywiście na razie to nierealne - dopóki nie dokonana zostanie zmiana prawa. Mnie by to jednak nie zdziwiło. Ministrem sportu jest były wysoki funkcjonariusz związków sportowych.
23/11/2014, 10:13
#
Nigdzie nie jest napisane, że te licencje mają być obowiązkowe. A jak jestem ślepy to zacytuj jakąś wypowiedź.
Marcin Nagórek
23/11/2014, 19:26
#
Piotrek - nie jest nigdzie napisane, bo cała ta "propozycja" PZLA nie jest nigdzie zapisana. W każdej wypowiedzi działacze nieco zmieniają koncepcję. Gdyby opierać się tylko na ich słowach,to oczywiste jest, że chcą ogólnej szczęśliwości i dobra dla wszystkich ; ) Cytat z artykułu Łyżwińskiego, który podlinkowałem: "W skrócie plan wygląda tak, że biegacz amator powinien mieć licencję wydaną przez Polski Związek Lekkiej Atletyki. Byłaby ona płatna, by ją
otrzymać, konieczne byłyby badania lekarskie".

Co więcej, PZLA nie chce ujawnić swojej całej strategii, twierdząc, że "przyjdzie czas na ujawnienie pełnych planów", jakie ma wobec biegaczy. Tym niemniej cały czas jest mowa o obowiązkowych badaniach dla wszystkich biegaczy oraz obowiązkowym ubezpieczeniu. Chmara czy Korzeniowski nie raz o tym mówili.

Niedawno dostałem maila, w którym autor sugeruje, że w ministerstwie są plany wprowadzenia dotacji uzależnionej od liczby zewidencjonowanych zawodników. To wyjaśnia, skąd pomysł PZLA i jaka kieruje nimi motywacja. Ja mam z tymi ludźmi do czynienia od lat i jedno jest pewne: chodzi o kasę.
24/11/2014, 10:31
#
Oczywiście, że chodzi o kasę dla związku, który oczywiście chciałby aby takie licencje były obowiązkowe, ale nie mogę tego otwarcie powiedzieć biegaczom w twarz i tego nie robią. Według przedstawionego wstępnego projektu licencje (lub dowolne ubezpieczenie NNW - nie musi być licencji zawodniczej) będą wymagane na biegach z certyfikatem pzla, który też nie jest obowiązkowy dla organizatorów.
W związku z powyższym bardzo nie podoba mi się pierwsze pogrubione zdanie w twoim artykule rodem z Super expressu, które nie jest obiektywną prawdą.
Tu masz częściowo prezentację Łyżwińskiego http://dulnikbiega.blogspot.com/2014/11/czy-potrzebujemy-licencji-pzla-zeby.html
Marcin Nagórek
24/11/2014, 15:44
#
A, rozumiem w końcu o co chodzi. Masz rację, że teoretycznie może być tak, że istnieją biegi, w których licencja jest wymagana oraz te spoza kalendarza PZLA, w których jest niepotrzebna. W tym sensie przyznaję, że posłużyłem się pewnym skrótem myślowym, chodzi o to, że bez licencji nie będzie można wystartować w żadnych zawodach certyfikowanych przez Związek. Nie ulega jednak wątpliwości, że celem panów z PZLA jest sprawienie, żeby WSZYSTKIE biegi i WSZYSCY biegacze byli zrzeszeni pod ich kierunkiem. Na początku mogą wykonywać w tym celu małe kroczki pozorujące dowolność, ale jeśli nadstawisz palec, chapną całą rękę. Nie zdziwiłbym się, gdyby za jakiś czas lobbing poszedł w tym kierunku, aby ustawowo nakazać organizatorom biegów otrzymanie pozwolenia od PZLA. Dlatego wolę głośno krzyczeć już teraz - mam po prostu doświadczenie 15 lat biegania pod opieką tych specjalistów.

Generalnie dyskusję nad całością utrudnia fakt, że Szydłowski przedstawił tylko ustną prezentację, nie rozdał żadnych materiałów, a na stronie internetowej PZLA ukazało się właśnie kuriozalne oświadczenie o tym, że nie ma nad czym dyskutować, bo w gruncie rzeczy on jeszcze nic nie zaproponowali i zaproponują dopiero na wiosnę : ) Kolejny dobry tekst na ten temat jest na maratonach polskich.
Daniel CCL
24/11/2014, 15:49
#
otóż to !!!
przedstwiono prezentację (publikację), a następnie się od niej odcięto. Wrażenie ukrywania (skrywania) jakiejś tajemnicy? Czy skrywa się pozytywne zamiary? Rzadko
A PZLA, czym rozwojowym się wykazało w ostatnich dwóch dekadach? ....
próżno szukać wg mnie
Marcin Nagórek
24/11/2014, 20:07
#
Daniel, pisałem to już chyba gdzieś w komentarzach albo miałem zamiar: jeśli przeprowadzić by ankietę na temat współpracy z PZLA wśród osób, które miały styczność z tą organizacją, to nie tylko nie byłoby komentarzy pozytywnych, ale mało kto powstrzymałby się od przekleństw. To najlepiej świadczy o sprawności działania związku - chyba wszyscy, którzy mieli nieszczęście być zapisanymi do tej biurokratycznej machiny, nienawidzą PZLA.
24/11/2014, 20:47
#
Czy w związku z tym rezygnujesz z sobotnich przełajów? Nadal nie widniejesz na liście.
Tekst o całej sprawie Michała Walczewskiego na maratonachpolskich rewelacyjny. Ja szczerze mówiąc nie wierzyłem w powodzenie tego projektu, zlekceważyłem i wyśmiałem.
Marcin Nagórek
24/11/2014, 23:36
#
Biegam przełaje, tylko dopiero jutro wyjaśni się, czy indywidualnie czy również drużynowo.

W sprawie tych licencji jest jeszcze parę bomb, które odpalam w kolejnym tekście. Powinien być jutro w Magazynie Bieganie.
Daniel CCL
25/11/2014, 08:15
#
Świetny dzisiejszy artykuł ;-)
Marcin Nagórek
25/11/2014, 10:39
#
Dzięki! I tak zakładam, że w tej sprawie więcej jest niuansów, o których nie wiemy niż tych, które udało się odsłonić...
Daniel CCL
25/11/2014, 10:57
#
zapewne masz rację, ale bez większej ilości szczegółów nic nie wymiślisz. Trzeba obserwować sytuację, bo na pewno się będzie rozwijać.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Październik 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin