09
09/2014
16:59
W sobotę machnąłem pierwszy start po parutygodniowej przerwie. Szału nie było, ale tragedii również, biorąc pod uwagę fakt, że przybiegłem 1,5 sekundy za Marcinem Lewandowskim. W ostatniej chwili musiałem jednak zmieniać dystans.

Trening w ostatnich dniach był dość oczywisty: duży luz, w sobotę start. Trudno tu było cokolwiek wymyślać. Zrobiłem swoje, w czwartek i piątek mocno odpuszczałem, wychodząc tylko na krótkie rozruchy. Było mi to potrzebne, bo po ostatnich szybszych treningach i ciągłych górkach czułem się ciężkawo. W sobotę liga. Dojeżdżałem tam w dzień startu, wszystko miałem perfekcyjnie wyliczone. Niestety, jak to bywa, cały misterny plan wziął w łeb. Jest to kolejny przykład na to, jak trudne jest w Polsce bieganie na bieżni. Poziom kretynizmu w wykonaniu działaczy sportowych bywa tak wielki, że trudno zaplanować jakikolwiek start nie tylko tygodnie czy miesiące naprzód, ale nawet... trzy dni wcześniej.

Organizator zawodów ligowych w Białej Podlaskiej wpadł na genialny pomysł i dzień przed startem przesunął o 4 godziny start biegu na dystansie 800 metrów. Wszystko po to, żeby ktoś tam mógł zdążyć na coś. Jak to zwykle bywa w polskiej lekkiej atletyce, swojaków się pieści, innych ignoruje. W związku z tym nie miałem szans zdążyć na start, tym bardziej, że o zmianie dowiedziałem się przypadkiem, już siedząc w busie, 20 minut przed zmienioną godziną biegu. Start był o 12:15, ja na miejsce dojeżdżałem o 13. Pierwotna godzina startu - 16.25... Przez lata ścigania widziałem różne kurioza, ale takiego jeszcze nie. Niestety, w Białej Podlaskiej pomysłodawca tej zmiany terminu nie chciał się ujawnić, a szkoda, bo warto byłoby poznać osobę tak profesjonalnie podchodzącą do organizacji zawodów.

Szkoda mi było tego biegu, bo okazał się idealnym dla mnie. Równe tempo, mocni zawodnicy do gonienia na finiszu. Była szansa na poprawę najlepszego czasu w tym roku, tym bardziej, że na przebieżkach tego dnia czułem się dobrze pod względem szybkościowym. W ostatniej chwili musiałem jednak załatwiać przeniesienie na 1500 metrów. W podobnej sytuacji był zresztą Marcin Lewandowski, który leciał na start bezpośrednio z zawodów Diamentowej Ligi. W ten sposób organizator rozegrał 800 metrów, wtedy, gdy na stadionie nie było nikogo, pozbawiając się równocześnie największej polskiej gwiazdy w tej konkurencji. Myślę, że mamy tu faworyta do konkursu na klops roku. Równocześnie widać, jak mało komukolwiek zależy na tak oczywistych sprawach jak oglądalność zawodów czy ich atrakcyjność dla kibiców. Sport wyczynowy to w Polsce nadal głównie zabawa dla działaczy. Ktoś, kto bierze udział w często perfekcyjnie zorganizowanych biegach ulicznych, może mieć problem ze zrozumieniem, że takie rzeczy mogą się dziać w rzeczywistości. Tymczasem dzieją się, ba - nie tylko takie, ale i gorsze.

Ostatecznie o 15:10 biegałem 1500 metrów. Biegł został rozegrany w bardzo spokojnym tempie, z mocnym finiszem. 1 km pokonany w 2:38-2:39, trzymałem się na końcu stawki, potem jeszcze zwolnienie i ostatnie 300 metrów mocno. Na mecie złapano mi 3.55,76. To mój najwolniejszy bieg w tym sezonie, ale równocześnie nawet Marcin Lewandowski wykręcił tylko 3.54, czyli również wolniej niż wszystkie inne moje półtoraki z tego roku. Kolega żartobliwie zauważył, że skoro Lewandowski dwa dni wcześniej pobiegł 1000metrów w 2:15, a ja na 1500 metrów przybiegam 1,5 sekundy za nim, to znaczy, że jestem gotowy do złamania 2:20... Szkoda, że to tak nie działa ; ) Myślę jednak, że tego dnia bylem w stanie zrobić najlepszy wynik sezonu i a 800, i na 1500 metrów. Wszystko było kwestią szczęścia i odpowiedniego tempa wyścigu.

Wcześniej, po pierwszych od tygodni przebieżkach w kolcach, czułem ból achillesa. Zapowiadało się, że będzie bardzo źle. Po biegu - znowu silny ból i kuśtykanie. Na szczęście okazało się, że to efekt tartanu i związanego z tym silnego napięcia łydek. W kolejnych dniach miałem silne zakwasy, mam zresztą do dzisiaj, ale ścięgno nie bolało mocniej niż ostatnio. Niedziela to tylko 8 km truchtu, w poniedziałek 10 kilometrów, wolno i po miękkiej nawierzchni. Oba dni upalne. No i dzisiaj, we wtorek, najlepszy treningowo dzień od bardzo dawna.

To w sumie zaskakujące, bo wydawało się, że i achilles się pogorszy i dwa dni po starcie nie będę jeszcze w stanie mocno biegać. Dodam zresztą, że po tych 1500 metrów mocno dogorywałem przez 20 minut, to był spory szok dla organizmu. Dziś jednak zaskoczenie. Po pierwsze, achilles był w najlepszym stanie od paru miesięcy. Pierwszy raz od dawna biegłem z niemal pełnym odbiciem ze stopy. To pokazuje, jak chimeryczny i skomplikowany jest ten problem. Tak jak pisałem wcześniej, będą mi się teraz zdarzać krótkotrwałe, lokalne pogorszenia i lokalne poprawy. Ogólny trend powinien iść w kierunku wyzdrowienia, wkładam w to naprawdę dużo pracy.

Druga sprawa, że dzisiaj, po lekkim spadku temperatury, zrobiłem najszybszy trening od bardzo dawno. Biegałem 2x 4,3 km crossa i wykręciłem średnie rzędu 3:39 i 3:35/km. To mocno, bo ostrożnie szacuję, że na crossie biegam 10-15 sekund na kilometrze wolniej niż na płaskim stadionie. Do tego dochodzi znacznie intensywniejsze zmęczenie mięśni. Dodajmy też, że cały czas ćwiczę i machałem zestaw ćwiczeń zarówno w sobotę po zawodach, jak i wczoraj, czyli w poniedziałek. Pogoda też nie była powalająca - 23 stopnie, piekielna wilgotność. Rezerwa jest więc w samych czynnikach zewnętrznych, liczę też na dalszy wzrost formy w kolejnych tygodniach.

Coraz jaśniejsze są więc moje plany startowe na jesień. Prawdopodobnie zrezygnuję już z biegów na bieżni, chociaż jeszcze dopuszczam taką możliwość. Na mityngu w Słupsku, o którym pisałem ostatnio, nie ma odpowiedniego dystansu, a nie bardzo chce mi się jechać na odbywający się tydzień później mityng w Białogardzie. Przemyślę to jeszcze, bo chętnie pobiegłbym 3-5 km jako przetarcie przed dychą. Nie będę jednak robił niczego na siłę. Nawet 1500 metrów na bieżni moje łydki zniosły ciężko, co by było po starcie dłuższym?

Mam teraz dwa docelowe, względnie bliskie biegi. Pierwszym będzie dycha w Sopocie 12 października - z gościnnym udziałem Pauli Radcliffe. Drugim - półmaraton w Gdańsku. Potem coś na 11 listopada i 22 listopada przełajowe mistrzostwa Polski.

Co jestem w stanie wykręcić na dychę? Trudno powiedzieć, ale jeśli achilles będzie się cały czas poprawiał, liczę na zbliżenie się do swojej ulicznej życiówki, czyli 31:25. Takie bieganie wymaga zrobienia paru solidnych akcentów i to od tego zależy, czy dojdę do odpowiedniej dyspozycji. Gdyby się udało, to teoretycznie w zasięgu będzie też życiówka w półmaratonie - ale to akurat wydaje mi się mało prawdopodobne. Biegam mało, specyficzne akcenty nie są na razie ani odpowiednio długie, ani odpowiednio szybkie. Ale niczego nie wykluczam, przyjadę i będę cisnął, ile wlezie. Bieg w Sopocie to prawdziwa gratka - największa gwiazda, jaka kiedykolwiek pojawiła się na polskim biegu ulicznym, plus dobry termin i atestowana trasa. Wstyd nie biec, tym bardziej, że na Pomorzu jest cała gromada niezłych biegaczy z poziomu 30-32 minut na dychę. Na pewno będzie mocna konkurencja, pozwalająca na szybkie bieganie.
Kategoria: Trening 2014
Komentarze: (2)
Zaktualizowano: 09/09/2014, 17:31

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

10/09/2014, 11:53
#
Dlaczego cąły czas twierdzisz że MP w przelajach są 22 listopada? Jakieś przecieki?
http://www.pzla.pl/index.php?_a=2&_id=2617
Marcin Nagórek
10/09/2014, 16:59
#
Mój błąd, wiedziałem, że pod koniec listopada, a nie sprawdzałem dokładnie. 29 to jeszcze lepszy termin : )

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Pierwsze starty?
Następny: Niezła rąbanka
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Styczeń 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin