03
09/2014
10:48
Wygląda na to, że mój sposób na poradzenie sobie z achillesem zaczyna powoli przynosić efekty. Wzmacniam, co trzeba wzmocnić, rozluźniam to, co napięte - czyli staram się mniej działać lokalnie, a bardziej równoważyć cały układ ruchu. Powoli - to słowo klucz. Nie ma tu niestety miejsca na cudowne uzdrowienie. Nadal trafiają mi się dni gorsze, kiedy ból jest spory, poza tym odczuwam to ścięgno niemal cały czas. Trafiają się też dni lepsze, a przede wszystkim jestem w stanie niemal normalnie trenować.

Niemal normalny trening oznacza powolny powrót do większej objętości oraz wprowadzenie solidnych akcentów. O ile w poprzednich tygodniach biegałem jedynie 50-60 kilometrów tygodniowo, tak w ostatnim wyszło już 88. Związane jest to przede wszystkim z tym, że był to pierwszy tydzień od bardzo dawna, kiedy trenowałem codziennie, bez żadnej przerwy. Do tego wprowadziłem całkiem solidne akcenty. Ostatnio było to 8x1km, biegane w lesie w butach, na lekko pofałdowanym odcinku. Było progresywnie, początek spokojny na 3:20, koniec mocny na 3:00. Szacuję, że bieganie na tartanie to co najmniej 10 sekund na plus, oznaczałoby to więc całkiem dobrą dyspozycję.

Początek września to dla mnie także tradycyjny start ligowy dla klubu. To wymusiło przyspieszenie tempa dojścia do szybszych akcentów. Na lidze startuję jak zwykle na 800 metrów. Nie jest to wymarzony dystans w obecnym moim stanie, ale decydowało to, gdzie jestem w stanie przygotować się szybko na przyzwoity poziom i gdzie mogę zdobyć najwięcej punktów. Bieg na 1500 metrów jest na lidze zawsze słaby, chociaż w tej chwili pewnie pobiegłbym go potencjalnie lepiej niż 800. W grę wchodziło jeszcze 3000 metrów, ale to wymaga i dłuższego dystansu przebiegniętego w kolcach po tartanie, i nieco lepszego przygotowania. Krótki akcent szybkościowy jestem w stanie łatwo wpleść w trening, z długim interwałem na szybkościach do 3000 metrów jest gorzej. Mówiąc inaczej, szybciej dochodzę do formy na 800 metrów niż na 3000 metrów. Do tego 800 jest lepiej punktowane na lidze. I wreszcie ostatni czynnik - mam nadzieję na poprawę swojego najlepszego tegorocznego wyniku, czyli 1.54,83. To mój najsłabszy wynik sezonu od 13 lat, więc w grę wchodzi czynnik ambicjonalny.

Na ile realne jest, że pobiegnę szybciej? Przyznam, że nie mam pojęcia. W ostatnich latach na tyle zmienił mi się styl biegu oraz mocne i słabe strony, że właściwie niemożliwe jest porównanie obecnych treningów z tymi sprzed lat. Jestem teraz nieco wolniejszy, ale i wytrzymalszy. W tym roku po raz pierwszy w życiu relatywnie szybciej biegam na 1500 niż na 800, co wskazuje na rosnącą przewagę wytrzymałości nad szybkością.

Zwykle jesienią startowałem na 800 metrów z treningu wytrzymałościowego pod dłuższe dystanse, dodając do tego jeden, dwa albo trzy szybkie akcenty. W najlepszym 2008 roku przyniosło to efekt w postaci wyniku 1:50, w kolejnych latach biegałem zwykle 1:52. Rok temu nie wystartowałem ze względu na kontuzję achillesa. W ostatnich tygodniach skupiałem się na ogólnej dyspozycji, nie na specyficznej formie pod 800 metrów. Właściwe akcenty były tylko dwa. Najpierw po przebiegnięciu krosa śmignąłem mocne 5x200 metrów - w butach, na odcinku w lesie. Zaczęło się straszliwą ociężałością i pierwsza dwusetka wyszła tylko w 32 sekundy. Potem było lepiej i skończyłem na 27,5.

Wczoraj machnąłem ostatni akcent przed startem i jedyny prawdziwie ciężki. Do tego w kolcach, chociaż nadal kręciłem odcinki w lesie, na miękkiej nawierzchni. Było to 600 + 400 + 200 metrów. 600tka przypomniała mi, że 800 metrów należy darzyć respektem. Zacząłem ciut za mocno, do tego ostatnie 200 metrów jest lekko pod górkę, czułem więc straszliwe zmęczenie. Teoretycznie miał to być odcinek biegany z lekkim zapasem, w praktyce wyszło bardzo mocno. Trudno mi było planować czasy tego treningu, bo nigdy nie biegałem jeszcze odcinków w tym lesie i nie mam porównania ani do startów, ani do ogólnej swojej dyspozycji. Co więcej, tego typu trening to u mnie rzadkość, a już wykonanie go poza stadionem - praktycznie niespotykane. Znalazłem jedynie, że w 2004, w mojej szczytowej formie, biegałem identyczny akcent w Słupsku po żużlu. Warunki były jednak o niebo lepsze niż tutaj. Tam była względnie gładka nawierzchnia i odcinek lecący cały czas lekko w dół. Tutaj - pofałdowany, z odcinkami piachu i dużą ilością korzeni, które musiałem omijać lub przeskakiwać.

Wtedy pobiegłem to w 1:32 + 55 + 25 sekund. Piekielnie szybko! W tym czasie wykręciłem jednak życiówkę 1.48,31, a prawdopodobnie byłbym w stanie pobiec jeszcze mocniej. Obecnie 1:53 wziąłbym od ręki.

Przed treningiem szacowałem, dość losowo, że 1:36 na 600 metrów to będzie bardzo dobrze. Ostatecznie wyszło 1:33, ale większym kosztem niż zakładałem. Potem 400 metrów pokonane w 58 sekund i 200 metrów w 27. Trudno mi to porównywać z czymkolwiek, ale mam wrażenie, że w tym lesie to jest nieźle. Zakładam, że da mi to spokojnie 1:54-1:56 w czasie startu, a liczę, że przy dobrej pogodzie i optymalnym rozegraniu może uda się wśliznąć na wynik rzędu 1:53, może nawet 1:52? Zobaczymy. Chciałbym otworzyć pierwsze okrążenie w 56 sekund, a potem walczyć o życie. Będzie to dla mnie powrót na tartan po ponad miesięcznej przerwie. Jest możliwe, że będzie to ostatni stadionowy start w tym roku. W grę wchodzi właściwie jeszcze tylko jeden - mityng w Słupsku 20 września. U siebie, na miejscu, do tego pierwszy memoriał trenera Ryszarda Ksieniewicza, zmarłego przed paru laty. Znałem go i ceniłem, jeśli zdrowie pozwoli - pobiegnę.

Co potem? Mam spory niedosyt, bo w tym roku mało startowałem, a jeszcze mnie biegałem szybko. Treningowo mam spore zaległości, ale dzięki temu nie czuję się w ogóle zmęczony. Ogólna forma jest cały czas na wysokim poziomie, problem jest z wykonaniem specyficznych, szybkich akcentów, podbijających bezpośrednią dyspozycję startową. Ale ponieważ ostatnio się poprawiam, chciałbym pobiec parę startów na ulicy. Planuję dyszkę lub dwie i półmaraton na koniec sezonu, do tego mistrzostwa Polski w przełajach. Odbędą się 22 listopada w Krakowie, termin mi odpowiada.

Teraz mam 3 dni dużego luzu, odpuszczam i ćwiczenia, i mocne bieganie. Wychodzę tylko na krótkie rozbiegania, kontynuuję też rozciąganie oraz piekielnie bolesne wałkowanie i masaże. Trening ma cały czas charakter precyzyjny - staram się nie robić więcej niż jestem w stanie znieść. Zamiast robić wszystkiego dużo i liczyć, że forma dzięki temu wzrośnie, staram się możliwie precyzyjnie celować w podbijanie dyspozycji.
Tagi:
Kategoria: Trening 2014
Komentarze: (5)
Zaktualizowano: 03/09/2014, 11:30

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

03/09/2014, 18:50
#
ech, znowu ani słowa o kobiecie wbijającej swoje pięty w punkty bólowe....
Marcin Nagórek
04/09/2014, 19:10
#
Informacja o tym, kto, co i gdzie mi wbija, wykracza poza tematykę bloga ; )
07/09/2014, 11:56
#
Marcinie, zastanawiałem się nad przebiegnięciem jakiegoś ultra. To byłby wyczyn! No i właśnie mam pytanie jak podchodzisz do takich dystansów?
08/09/2014, 08:16
#
Jednak 1500 na lidze :-) patrzac na czasy wyszlo calkiem niezle.
Marcin Nagórek
08/09/2014, 11:12
#
Radek - dystans jak dystans ; ) Moja ogólna opinia jest taka,żeby nie iść w ultra na siłę, tylko próbować osiągać jak najlepsze wyniki w tym, w czym można być dobrym. Na poziomie amatorskim często widzę, że ludzie zamiast ścigać się na krótszych dystansach, gdzie często ich możliwości są wyższe niż podejrzewają, zaczynają bawić się w ultra, tracąc często możliwość poprawy innych życiówek.

Równocześnie jednak, jeśli komuś bardzo długie biegi sprawiają przyjemność - to czemu nie. Ja osobiście nie lubię - to jest zbyt nudne, nawet maraton znoszę z trudem.

Liga - biegałem 1500 m, bo organizator dzień przed biegiem przesunął start na 800m o 4 godziny i nie zdążyłem dojechać. Czas słaby, miejsce lepsze, bo nie straciłem aż tak wiele do Marcina Lewandowskiego. Ale żałuję 800tki, bo był dla mnie perfekcyjny bieg. Achilles pobolał, ale nie jest źle, widać postęp. Mimo wszystko prawdopodobnie nie wystartuję już na bieżni w tym roku, szkoda zdrowia. Po każdym takim biegu czuję mocno ścięgno i prawdopodobnie skupiam się na ulicy. Więcej w kolejnym wpisie.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Sierpień 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin