20
08/2014
10:40
Pierwszą część sezonu zakończyłem w niewesołym nastroju. Dokuczał mi szalony ból ścięgna, nie pozwalający na wykonanie praktycznie żadnej pracy treningowej. Wyciągnąłem z tego pewne wnioski i wziąłem się za ćwiczenia. Od tego dzisiaj zacznę.

Przez tydzień po mistrzostwach Polski nie biegałem w ogóle, w kolejnych robiłem lekkie treningi biegowe co drugi dzień. Codzienne trzaskałem jednak zestawy okrutnych ćwiczeń. Mobilizacja okolic biodrowych postępuje, a praca pokazała, że jestem tam słaby jak polski piłkarz w grze w piłkę. Na tych prostych powtórzeniach pociłem się i sapałem jak na najcięższym interwale. Ćwiczenia polegają głównie na unoszeniu i krążeniu raz jedną, raz drugą nogą w różnych płaszczyznach. Wymuszam ruch wielołańcuchowy, który równocześnie rozciąga i wzmacnia wszystkie mięśnie w okolicy miednicy.


W dzisiejszej ilustracji graficznej wpisu zaczynamy od powtórki z Chojnic. Autor w biegu na 3000 metrów, na pierwszym planie. Sylwetka ok, ale dlaczego tak wolno?!

W międzyczasie rozmawiałem ze swoją terapeutką i zasugerowała mi kilka drobnych korekt w tym, co robię. Na przykład to, żeby nie porzucać prostych ćwiczeń motorycznych. Staram się je uwzględniać w treningu i w ogóle wszystkie ćwiczenia wykonywać jak najbardziej poprawnie, nie ułatwiając sobie sprawy np. rozpędem ciała. Nie jest to jednak proste. Przy ćwiczeniach na biodro cały czas odruchowo odchylam się w bok, pomagając sobie podnieść wyżej nogę. Do tego wszystko to wymaga czasu, a jeśli zestawimy bieganie z ćwiczeniami, rozciąganiem i jeszcze masażem czy rolowaniem, to okazuje się, że na idealne zadbanie o siebie trzeba by poświęcić połowę dnia. Cały czas jest to więc wybór, z czego rezygnować, a z czego nie.

I tu dochodzimy do sedna. Prędzej czy później wracam do tego samego z każdą kontuzją - nie ma ucieczki przed rozciąganiem. To jest podstawa wszelkiego treningu. Być może osoba doskonale zrównoważona i dobrze odpoczywająca byłaby w stanie poradzić sobie bez tego elementu. U mnie każde zaniedbanie rozciągania przynosi fatalne efekty. Ostatnie dwa lata były pod tym względem bardzo nieregularne. Niewiele się rozciągałem, porzuciłem ćwiczenia na płotkach - i to na pewno miało swój udział w pogorszeniu sytuacji ze ścięgnem Achillesa. W ostatnich dwóch latach pracowałem głównie nad "górą", poprawiłem stan kręgosłupa, jestem silniejszy. Dół mocno jednak poleciał. Obecnie jak zwykle muszę to nadrabiać. Rozciągam się nawet kilka razy dziennie i czuję po tym sporą ulgę. Dodatkowo jest rolowanie, masowanie i uciskanie.


To zaś cichy bohater dzisiejszej notki. Mój pies, z którym wykonuję niektóre ćwiczenia siłowe (np. szarpanie maskotki) oraz wytrzymałościowe - czytaj marsze i marszobiegi.

Po rozmowie z terapeutką postanowiłem nieco sprecyzować swoje poprzednie wpisy, aby ktoś, kto nie miał do tej pory do czynienia z terapią manualną, nie zniechęcił się przedwcześnie do tego rodzaju pracy. Otóż nie da się ciała odmierzyć przy pomocy linijki, ustawić w jakimś domniemanym, idealnym wzorcu, czyli książkowo wyprostować. Każdy jest nieco inny, budowa i postawa wynikają z trybu życia, wszystko przeplata się nawzajem. W terapii jest takie powiedzenie, że daje się ciału impuls, a dalej leczenie następuje samoistnie. I do tego można sprowadzić cały proces budowy formy: daje się różne bodźce. Trening to bodziec, podobnie ćwiczenia, rozciąganie i terapia. Praca siłowa wzmacnia dany mięsień, tym samym go napinając. Rozciąganie - rozluźnia. Terapeuta działa podobnie, niektóre części stara się napiąć, drugie rozluźnić.

Cały sekret polega na tym, żeby te wszystkie bodźce złożyły się na idealną całość. I tu niestety u mnie w ostatnich latach był problem. Trudno go do końca sprecyzować, ale ja mam wrażenie, że przesunąłem dźwignię za mocno w jedną stronę - zaniedbując za bardzo niektóre ćwiczenia, nadużywając innych. Chodziłem na częste masaże, ale to skutkowało tym, że nie miałem czasu czy siły na to, żeby coś tam porozciągać. To wszystko jest układem naczyń połączonych.

Mój obecny pomysł to przesunięcie dźwigni nieco bardziej w kierunku pewnych ćwiczeń. Bo co z tego, że ustabilizowałem kręgosłup i miednicę, jeśli równocześnie jakiś mięsień został zaniedbany i tym samym stabilizacja achillesa była gorsza niż wcześniej. Chcę na bazie tego, co zrobiłem w ostatnich dwóch latach nadbudować coś nowego i dodatkowego. Bo najlepsze w tym wszystkim jest to, że ogólnie czuję się bardzo dobrze. Jestem silny, wytrzymały i czuję, że do świetnej formy brakuje mi cały czas niewiele, wskoczenia wszystkich elementów na właściwe miejsce.


Ja i pies, mój nowy sparingpartner treningowy. Łatwo zauważyć, że nie jest to byle szczurek.

Treningi biegowe potwierdzają tę obserwację. Pierwsze rozbiegania po tygodniowej przerwie były jeszcze słabe, ale to głównie ze względu na temperaturę i zmęczenie ćwiczeniami. Po seriach ćwiczeń z unoszeniem nóg, na treningu ledwo dźwigałem uda. Miałem jednak cały czas wewnętrzne przekonanie, że wystarczy tu coś lekko skorygować, a nastąpi skokowa poprawa. Do pewnego stopnia nie znałem swojej rzeczywistej prędkości biegowej. GPS w lesie mocno przekłamuje, teren jest trudny, mocno piaszczysty, a temperatura szalona. Nie wiedziałem, na ile jakaś tam prędkość jest prędkością rzeczywistą. Pod koniec rozbiegań rozpędzałem się stopniowo do 4:20-4:10/km, ale co to znaczy w praktyce?

Odpowiedź dał dopiero wczorajszy trening, pierwszy mocny po przerwie. Właściwie to drugi, ale ten pierwszy był tylko lekkim akcentem. Nie robiłem wcześniej nie tylko żadnych akcentów, ale nawet przebieżek, oszczędzając achillesa. Były same rozbiegania i stopniowo dodawałem do tego crossy. Mam teraz dostęp do fantastycznej pętli krosowej, wczoraj odmierzyłem ją dokładnie i tutaj będzie budowała się moja przyszła forma. Cross, jaki zrobiłem parę dni temu to 2 x 4,3 kilometra. Pierwszy odcinek w tempie ok. 4:00/km, drugi w okolicach 3:45-3:40/km. Gdy to biegałem, nie miałem jeszcze zmierzonej całości, biegłem więc zupełnie na samopoczucie. Dopiero w ostatnich dniach stopniowo pomierzyłem całość, bardzo dokładnie, używając takiego sprzętu:


Wbrew pozorom sprzęt jest solidnie wykonany - zbity gwoździkami i tylko wzmocniony taśmą ; )

Cały pic polega na tym, że rozstaw tych kijków to dokładnie metr. Przeszedłem całą trasę, obracając tym przyrządem, było to męczące. Oznaczyłem różne odcinki, teraz pozostaje tylko biegać. Pętla crossowa jest doskonała. Lekko pofałdowana, nie jest bardzo trudna, co oznacza, że można na niej biegać szybko. Jest tylko jeden ciężki podbieg, inne są łagodne. Całość w lesie, do tego bardzo urozmaicone podłoże. Raz piasek, raz ubita ziemia, sporo korzeni, które trzeba przeskakiwać, zmieniając rytm. Sporo zakrętów, skoków. Sceneria zmienia się co chwilę, nie da się tu biec monotonnym, niezmiennym krokiem. Czasami to wkurzające, bo dziś np. robiłem tam luźne rozbieganie, szukałem wzrokiem znacznika na drzewie i nagle tak zaczepiłem stopą o korzeń, że omal nie skończyło się na intensywnej terapii. Jeśli chodzi o stopnień trudności, to oceniam, że w stosunku do tartanu biegnie się tu średnio jedynie 10-15 sekund na kilometr wolniej. Jak na pętlę cross to niewiele, w przyszłości będzie się więc można solidnie porozpędzać.

Pętla ma dokładnie 4327 metrów. GPS pokazał około 4050 metrów, pomyłka jest więc gigantyczna. Dodam zresztą, że pół roku z GPS-em mocno zniechęciło mnie do tego sprzętu. Dokładność jest żenująca. Sprawdza się głównie na równych, odkrytych trasach z długimi prostymi. W lesie na nosa oceniam prędkość o wiele dokładniej niż GPS, zresztą po czasie biegu szacowałem długość pętli na 4300 metrów - na oko! - podczas gdy GPS pokazał prawie 300 metrów mniej. Wyszło na moje.

Dzisiaj zaryzykowałem i zrobiłem pierwszy mierzony, mocny trening. Cały czas czuję się ociężały i nie znałem dokładnych prędkości poprzednich biegów. Podszedłem więc bardzo ostrożnie do odcinków - miało być 6x1km z przerwą 3 minuty, klasyczny trening. Całość biegana raz w jedną, raz w drugą stronę na lekko pofałdowanej prostej. Jak się okazało, odcinki parzyste wychodzą dużo łatwiejsze, musi być tam bardziej z górki. Czego się spodziewałem? Właściwie niczego, przede wszystkim bałem się o ścięgno. Nie spodziewałem się, żebym był w stanie pobiec szybciej niż 3:15, co na tartanie byłoby odpowiednikiem 3:10-3:05.


To efekt zabawy siłowej z pieskiem. Jak wiadomo, najlepiej poprawiać się siłowo i sprawnościowo w realnej walce.

Pierwszy kilometr w 3:23 - i biegnie się ciężko. Drugi jednak, ku mojemu zaskoczeniu - 3:11. Trzeci 3:12. Czwarty - 3:04! Piąty 3:10 i ostatni 3:03. To było zaskoczenie, bo oznacza, że właściwie bez problemu mogę stanąć na tartanie i pobiec sobie kilometr w 2:50 na względnym luzie.

Równocześnie jednak czuję, że właśnie takiego biegania brakowało mi w tym roku dla złapania mocy. Czuję w sobie siłę, ale mięśniowo nie jestem przyzwyczajony do tej prędkości. Pod koniec męczę się fizycznie i psychicznie, organizm broni się przed podwyższonym poziomem kwasu. Coś takiego trzeba trochę porzeźbić, porobić regularnie, dopiero to jest podbudową pod formę specyficzną, czy to pod 1500 metrów czy 5 kilometrów.


Nie wszyscy wychodzą z ćwiczeń bez szwanku...

Najważniejsze pytanie - co z achillesem? Wciąż pobolewa, raz słabiej, raz mocniej. Doświadczenie pokazuje mi, że tego typu problemy mijają bardzo powoli. Spodziewam się, że nawet intensywnymi ćwiczeniami, rozciąganiem i innymi formami terapii zwalczę to najwcześniej w kilka miesięcy. A mogą następować lokalne pogorszenia. Nie jest jednak całkiem źle. Mogę trenować. Następnego dnia po akcencie ból jest większy, ale nie zabójczo mocny. Terapeutka podpowiada mi, żebym rozważył ostrzyknięcie komórkami macierzystymi, to nowoczesna i skuteczna metoda terapii. Ścięgno samo w sobie jest słabo ukrwione, dlatego wszelkie zmiany w nim zachodzą bardzo powoli. Komórki macierzyste znacznie to przyspieszają. Sęk w tym, że do zastrzyków podchodzę z rezerwą. Owszem, posprawdzam, ale na razie stawiam na ćwiczenia i zobaczymy, jak sytuacja będzie się rozwijała. Mam przed sobą jeszcze starty i dopiero po zakończeniu sezonu pomyślę, co robić z tym dalej.


To pies po ćwiczeniach ze mną. Jak widać, nie oszczędzam ani siebie, ani sparingpartnerów...
Kategoria: Trening 2014
Komentarze: (22)
Zaktualizowano: 04/04/2018, 00:56

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

21/08/2014, 12:28
#
Faktycznie solidna dawka informacji i poważny wpis. Jakie planujesz najbliższe starty?
Marcin Nagórek
21/08/2014, 16:22
#
Jeśli dam radę, to 6 września mam ligę na bieżni. Dalej nie wiem, ale raczej coś dłuższego i raczej na ulicy. Chciałbym pobiec coś w październiku - może dycha w Sopocie, jest chyba 12... Ale to wszystko zależy od zdrowia.
Artur Kern
21/08/2014, 18:29
#
GPS nigdy w lesie dobrze nie zadziała. Ale zamiast tracić czas na robienie rekwizytów do Blair Witch Project polecam zainwestowanie nieco ponad stówkę w takie urządzenie:
http://allegro.pl/kolko-pomiarowe-kolo-drogomierz-pokrowiec-pro-new-i4503061307.html
Rewelacyjna sprawa, zwłaszcza że się składa i możesz je wieźć w tramwaju na miejsce swojego katorżniczego wysiłku. Sam sobie jedno sprawiłem i już zaczynam odmierzać pętle na zimowe zabawy w błocie i śniegu.

Może jakiś maraton na jesień? :)
Marcin Nagórek
21/08/2014, 22:18
#
Fajne kółko! Oglądałem podobne w sieci, ale nie widziałem aż tak tanich. Tylko nie wiem, czy u mnie po piasku by poszło. Poza tym już mam zmierzone oznaczone i 100 zł w kieszeni ; ) A jeśli do jesieni nie będę mógł biegać niczego szybkiego, to chyba rzeczywiście zostanie tylko maraton...
25/08/2014, 11:14
#
Cześć,
Na achillesy proponuję przetestować protokół Alfredsona. Jest to zestaw dwóch ćwiczeń ekscentrycznych na mięśnie łydki. Jak wytrzymasz 12 tygodni wykonywania tych ćwiczeń non stop dwa razy dziennie, to efekt powinien być dobry.
Robiłem to dwa lata temu, ale wytrwałem tylko ok. 7-8 tygodni. Redukcja bólu achillesów bardzo znaczna. Gdy zaczynałem ćwiczenia stan ścięgien był taki, że rano bałem się wstawać z łóżka. Bieganie jakiekolwiek było bardzo trudne. Po zaaplikowaniu ćwiczeń poprawa jest znaczna. Trenuję bez bólu przez 3/4 sezonu przygotowawczego. Ból pojawia się gdy wchodzę w sprinterskie treningi wykonywane w kolcach. Ale ból jest znacznie mniejszy niż wcześniej. Może gdybym był konsekwentny i wytrwał 12 tygodni, problem miałbym z głowy?
Szczegóły poprzez wujka google. Może twoja fizjoterapeutka będzie coś wiedzieć?
Marcin Nagórek
26/08/2014, 23:56
#
Fotman, dzięki. Jak zawsze muszę jednak znaleźć jakieś "ale" : ) Zacznę od tego, że wspięcia robię, ale dość nieregularnie. Podstawowym problemem jest to, że u mnie i wspięcia, i bieganie powodują zmęczenie tego samego elementu. Po treningach stopy i łydki mam na tyle zakwaszone i omdlałe, że czasami w ogóle nie daję rady wspiąć się na palce. Co więcej, ponieważ to przeciąża to samo, po wspięciach achilles boli mnie jeszcze bardziej, co potwierdza to, że ból wynika u mnie z przeciążenia całego pasma.

Mam wrażenie, że to działa przede wszystkim u tych, którzy mają słabe łydki. Ja mam taki styl biegu, że łydki mam bardzo mocne, bo od lat je przeciążam. Nie skreślam tej metody i jeszcze popróbuję, ale wstępne próby nie dały rezultatu, a wspięcia mogę robić tylko wtedy, kiedy nie jestem zmęczony treningiem.

I tu druga ciekawostka - nie działa u mnie również rozciąganie łydek. Podobnie jak po wspięciach, przy rozciąganiu czuję ból achillesów, co też pokazuje, że całe pasmo jest napięte. Lepiej działa na mnie rozciąganie dwugłowców i bioder. Natomiast na same łydki najlepiej działają metody, kiedy one są rozluźnione. Wtedy uciskam napięte pasma, rozmasowuję i achilles nieco puszcza.

Ale widzisz, jaki tuj est problem, dlatego to tak długo trwa i właściwie ciągle są nawroty. Nawet po rozmasowaniu punktów bólowych robią mi się inne, kawałek dalej, tak to działa. Zwalona jest cała mechanika ruchu i tu jest problem, a trudno to poprawić, bo naruszasz jeden element, sypią się kolejne...
28/08/2014, 00:34
#
Rozumiem, że to może być inny problem.
Mam tylko jedną uwagę: protokół Alfredsona to nie są wspięcia na palce. Wręcz tego się zabrania. Protokół Alfredsona to są ćwiczenia ekscentryczne, czyli opuszczanie się od pozycji wspięcia do położenia stopy w poziomie.
Tu jest to dosyć dobrze pokazane: https://www.youtube.com/watch?v=M6EKuuZ7C2E
Ale nawet to wideo pokazuje ćwiczenia niedoskonale. Modelka zbyt nisko opuszcza piętę w końcowej fazie ruchu. Wskazane jest zatrzymanie stopy w pozycji poziomej.
Być może użycie przez ciebie określenia "wspięcia na palce" było skrótem myślowym, ale dla pewności wrzucam tę moją uwagę.
A może zamiast szamotaniny, zrobić sobie dwa miesiące przerwy w bieganiu? Ten czas można wykorzystać na rehabilitację a formę ogólną podtrzymywać robiąc siłę i jeżdżąc na rowerze. Ponoć Bernard Lagat po każdym sezonie robi sobie nawet dwa miesiące wolne od biegania...
Może czas na detox? ;-)
Marcin Nagórek
28/08/2014, 12:59
#
Masz rację, nie stosowałem samych opuszczań, tylko wspięcia i opuszczanie. W takim razie spróbuję.

Co do przerwy - sęk w tym, że już robiłem. Parę lat temu miałem podobne problemy i wtedy miałem 4-5 tygodni przerwy. W zeszłym roku po sezonie 3 tygodnie. To jest niestety problem tego rodzaju, że nic nie pomaga. Za pierwszym razem sądziłem, że to zwykły stan zapalny wynikający z lokalnego przeciążenia. Oprócz przerwy robiłem okłady z lodu i brałem leki przeciwzapalne. Nic nie pomogło, po kilku tygodniach ból był identyczny.

Według mnie, żeby przerwa była skuteczna, musiałbym zrobić rok czy dwa, w tym czasie przestawiać cały układ ruchu i potem uczyć się biegania od nowa. A i tak jest duże ryzyko, że byłoby to samo. Z kolei to, co robię teraz, czyli intensywne ćwiczenia, rozciąganie i uciski powodują, że powoli, bardzo powoli stan poprawia się. W tej chwili nadal pobolewa, ale robię prawie normalny trening. Bez przebieżek, kolców i po miękkim, ale akcenty na pełnej intensywności. Wczoraj np. machnąłem 8x1km i stan nogi nie pogorszył się.
28/08/2014, 15:46
#
Mimo, że jestem ciut bardziej zaawansowany wiekiem, to jednak widzę, że objawy achillesowe miałem identyczne. Bolały oba achillesy, niczego nie dawały przerwy, lód nie działał, typowe masaże nic nie dawały. USG nie pokazywało jakiś tragicznych zmian.
Męczyłem się dwa lata. Pomógł Alfredson.
Protokół ma jedną wadę: wymaga wytrwałości. Jeżeli bolą dwa achillesy, to ćwiczenia trwają ok. 35min. i trzeba je wykonywać dwa razy dziennie codziennie przez 12 tygodni. W pierwszych tygodniach trzeba luzować bieganie, a potem trenować z wyczuciem.
Znalazłem w sieci twój adres e-mail (gmail) i wysyłam trochę materiałów, które mi pomogły ogarnąć problem.
Marcin Nagórek
28/08/2014, 16:32
#
Dzięki! Mnie boli tylko jeden achilles i spróbuje włączyć te ćwiczenia do swojej rutyny. To, co robię, też zajmuje co najmniej 20 minut, więc codziennie raczej nie dam rady, ale może chociaż co drugi dzień...
07/09/2014, 14:08
#
Miałem podobny problem z achillesem, który ciągnął się 1,5 roku. Próbowałem prawie wszyskiego i dopiero zastosowanie tych ćwiczeń Alfredsona mi pomogło. Od 2 lat już nie ma ani śladu po kontuzji (odpukać w niemalowane). Szkoda tylko że tak późno to znalazłem w sieci...
Marcin Nagórek
08/09/2014, 12:42
#
Łukasz - dzięki, kolejna ciekawa informacja. Ile trwało, zanim zanotowałeś progres? W tym czasie biegałeś czy tylko ćwiczyłeś? U mnie jest dużo lepiej - po biegu bolało, kuśtykałem, ale następnego dnia normalny trening. Cały czas czuję, ale kroczek po kroczku idzie do przodu. Po mistrzostwach Polski 3 dni nie mogłem chodzić.

Dodam, że głównie rozciągam i masuję napięte pasma, do tego ćwiczenia na biodra. Ostatnio nie robiłem nic na łydki, ze względu na zmęczenie po kolcach.
21/09/2014, 00:30
#
Sorry, ze dopiero teraz odpisuje. Opowiem ci całą historię mojego Achillesa ;)
Ból pojawił się na trenigu w kolcach (przy 4 odcinku) po strasznie kamienistym stadionie (mysle ze powodem mogła być nie zrobiona rozgrzewka - zagadałem się z kolegami lub trucht przed treningiem w dość ciężkim plecaku) Cały czas czułem kłucie ścięgna i że coś mnie uwiera w butach. Po tygodniu odpoczynku, myslalem ze jest ok i wyszedłem na trening. Przy 6. km znowu zaczęło boleć. Od tej chwili trawała ciągle nierówna walka z kontuzją. Najpierw załatwiłem sobie zabiegi -laser, ultradzwieki i magnetronik. Pomogło ale po tygodniu lekkich treningów znawu się zaczęło. Potem poszedłem do znajomego fizjoterapeuty, który nieźle mnie wymęczył, pokazał mi ćwiczenia, które miałem robić w domu i po tych wizytach widziałem poprawę, ale niestety kontuzja cały czas wracała po jakimś czasie. Pojechałem do Wawy zrobić sobie specjalne wkładki do butów, które miały zniwelować różną długosc nóg. Hmmm niekiedy teraz zakładam je do pracy... Potem znowu kolejne zabiegi, i kolejne ale tym razem krio, elektro i jakieś ciepło czy coś takiego. Wróciłem do fizjoterpeuty który znowu mnie torturował, az z bólu prawie płakałem ;) Polecił mi fale uderzeniową. Znalazłem bardzo przystępną cenowo i wybrałem chyba z 8 zabiegów. Wtedy nastąpił duży progres, ale mimo to nadal nie mogłem biegać tzn po tygodniu kontuzja znowu wróciła ale nie była tak dokuczliwa jak wcześniej. Mogłem wychodzić 2x w tygodniu biegać. Z czasem zacząłem zwiększać kilometraż, wystartowałem w zawodach i już myslałem że mogę planować sezon a tu k.....a achilles (miałem chyba 2 takie nieudane powroty). Gdy znalazłem te ćwiczenia w internecie to stosowałem je 2-3 razy w tygodniu. Zawsze dzień po nich robiłem dzień przerwy, dla regeneracji. Po jakimś miesiącu było już miód malina :)
Podsumowując - największa poprawa pojawiła się po fali, ale dopiero cwiczenia pomogły całkowicie wyleczyc kontuzje. Próbowałem biegać jedynie wtedy gdy ból na to pozwalał. Raczej stosowałem trening zastępczy - rower i pływanie (dzięki tej kontuzji i wizytach na basenie nauczyłem się w końcu pływać kraulem, a w te wakacje ukończyłem triathlon :) ) Progres pojawił się po roku czasu czyli zaraz po skończeniu zabiegów fali. Teraz kończę już 3. sezon bez oznak kontuzji.
Marcin Nagórek
22/09/2014, 00:29
#
Niezła historia! Gratuluję samozaparcia! Ja mam w takim razie nadzieję na to samo. Tłukę swoje ćwiczenia, wznosy dodaję, gdy pozwala na to stan łydek. Ale od razu kolejna kwestia - robiłeś to boso czy w butach? Bo w piątek byłem u fizjo i podpowiedziała mi, żeby robić to tylko w butach, z lepszą stabilizacją stopy.
22/09/2014, 11:31
#
To zależy od sytuacji - jesli robilem te cwiczenia w dumu to na boso a jak na dworze to butach (czyli 50/50). Dodam jeszcze ze w domu nad sobą miałem drążek o który się lekko trzymałem dla równowagi. Powodzenia ! W 3 tygodnie poradzisz sobie z tą kontuzją !
Marcin Nagórek
22/09/2014, 17:20
#
Wiesz co, na taki cud jak 3 tygodnie to nie liczę. Ale jeśli w ogóle przejdzie, to już będzie dobrze. Możliwe, że u Ciebie przyczyna była trochę inna, bardziej związana z samą łydką i tym co niżej. U mnie pierwotna przyczyna jest wysoko: biodra, dwugłowiec... Łydki mam mocne, często zakwaszone, biegam zwykle w startówkach. Pozbycie się tego to i kwestia rozluźnienia całego pasma, i mobilizacji bioder, i trochę innego obciążenia stopy. Dlatego te wstępowania traktuje tylko jako dodatek do mojego zestawu. Ale walczę.
20/10/2014, 08:19
#
Cześć, czytam o twoich zmaganiach z achillesem, mogę powiedzieć, że jesteś krok za mną w postępach kontuzji, więc w lepszej sytuacji, ja zaniedbałem objawy przez cały sezon od lutego do września. Zdecydowałem się na całkowitą przerwę w bieganiu, nie biegam od poł. września, obecnie jestem w drugim tygodniu alfredsona i zobaczymy co będzie - staram się trzymać konsekwentnie zaleceń, czyli nie biegać dopóki: 1. Występuje ból (tkliwość) uciskowa ścięgna, 2. Poranny ból (sztywność) w pierwszych krokach.
Na razie po pierwszym tygodniu widzę to tak, - ból uciskowy lekko się zwiększył, samo ścięgno oceniam jako bardziej pogrubiałe, niż przed protokołem, ale opisują to jako normalne zjawisko i jadę z tym dalej. Po 6 tygodniach, jeżeli nie będzie objawów bólowych powolny powrót do truchtania.
Marcin Nagórek
20/10/2014, 09:22
#
Hej Mariusz - myślisz, że u mnie też będzie potrzebna przerwa? : ) Dopuszczam taką myśl, ale chcę dobiegać do końca sezonu, czyli do 7 grudnia. Powiedziałbym jednak, że jest coraz lepiej. Owszem, po asfalcie achilles był mocno poobijany, ale w kolejnych dniach wszystko szybko wraca na dobrą ścieżkę.

Przestałem w ogóle robić jakiekolwiek wspięcia - mam za mocno skasowane łydki. To na razie nie jest droga dla mnie, bo po wspięciach bolało mnie mocniej. Kontynuuję ćwiczenia na biodra, ostatnio nieco mniej intensywnie, a do tego nabieram wprawy w wałkowaniu się na rurze od sedesu ; ) Wygląda na to, że tutaj jest klucz, plus uciski okolic biodra, o których pisałem w ostatnim wpisie. Achilles cały czas odczuwalny, ale coraz mniej.

Co ciekawe, teraz czuję go bardziej w czasie chodzenia niż biegania. Biega mi się całkiem dobrze, pomaga na pewno miękka nawierzchnia w lesie. Za to wałkowanie to ciągły koszmar, bo znajduję ciągle nowe bolesne miejsca i nie wiem, czy one się ciągle tworzą czy są od początku.

Czyli próbuję działać nie kompensacją, ale doprowadzeniem do równowagi całego aparatu ruchu i tak naprawdę w ogóle nie działam bezpośrednio na ścięgno. Droga długa, żmudna i nieprzyjemna, ale mam wrażenie, że w porównaniu z lipcem już jest dużo lepiej. Progres jest po prostu na tyle powolny, że czasami trudno go dostrzec. W razie czego doleczy mnie przerwa w grudniu.
27/10/2014, 14:44
#
Witam,
śledzę blog od dłuższego czasu i widzę, że nadal problemy z achillesami nie mijają. Podobne miałem po pierwszym roku biegania bieżni. Wyjęte dwa miesiące z biegania. Masowałem i rozciągałem wszystko od rozcięgna podeszwowego aż do pleców. Koszmarna sprawa, ból nie do wytrzymania. Pomógł roller i piłka tenisowa. Moim zdaniem na tego typu kontuzje to tylko masaż i porządne rozciąganie. Nawet kilka razy dziennie. Życzę powrotu do 100% sprawności.
Marcin Nagórek
27/10/2014, 16:35
#
Marcin - pojawiają się tu różne pomysły i każdemu pomogło trochę co innego. Mam wrażenie, że to się dobrze sprzęga z tym, co próbuję zrobić, czyli doprowadzeniem do porządku całego układu ruchu.

Miałem teraz tydzień przerwy ze względu na chorobę. O bólu zapomniałem. Być może wróci, gdy zacznę ostrzej biegać, zobaczymy. Ale tak czy inaczej w ostatnich miesiącach zrobiłem spory progres.
22/02/2015, 15:06
#
Cześć, tak sobie przypomniałem o Twoim blogu :), odzywam się, żeby podzielić się moim doświadczeniem, a więc protokół alfredsona ( nie wspięcia a powolne zejścia pięty w dół z obciążeniem)dały efekt!. Ćwiczenia kontynuowałęm do końca grudnia ubiegłego roku. W styczniu trochę przerwy od ćwiczeń i próby wyjścia w teren, jednak ból poranny i uciskowy nadal występował. Na 19 stycznia br.zaplanowana była kriokomora i... był to chyba strzał w 10tkę.Po serii 10 wejść rewelacja. Ból ustąpił całkowicie. Poza tym zafundowałem sobie wizytę u ortoprotetyka, Wkładka termoutwardzalna (260 zyla) Teraz od 2 tygodni powoli wchodzę w rytm treningów. Na razie same wolne rozbiegania. na początku 5-6 km. Teraz 8-12 km. Powrót ciężki, ale ze strony achillesa, żadnych objawów :)). Podsumowując przerwa w treningach 4,5 miesiąca. Stan zapalny- przewlekły trwał około 8 m-cy. Protokół na pewno wzmocnił całą łydkę i ścięgno, a kriokomora ostatecznie wygasiła stan zapalny (tak myślę). Co do innych zabiegów fizjo - myślę że strata czasu. ciekaw jestem Twoich doświadczeń z wyjściem z tego problemu, bo że sobie poradzisz to Wiem;)/.
Marcin Nagórek
23/02/2015, 10:00
#
Mariusz, cieszę się, że wszystko gra! Najgorszy moment jest jednak przed Tobą, tzn wejście w szybsze bieganie, gdzie mocno pracuje łydka i stopa.

Ja zrezygnowałem z ćwiczeń Alfredsona m.in. dlatego, że na akcentach czy podbiegach tak czy inaczej mocno obciążam łydkę i ścięgno. Generalnie zawsze łydki miałem mocne, tam był problem zbyt dużej mocy, a nie zbyt małej. Moje podejście polegało na wzmocnieniu lub rozluźnieniu słabych punktów w całym pasmie od miednicy w dół. Czyli ćwiczenia, rozciąganie, masowanie, wałkowanie, uciskanie. Większość zabiegów fizjo uznaję tylko za próbę oszukania nerwów, czyli wyłączenia odruchu bólowego.

Nie mogę powiedzieć, że jestem zupełnie wyleczony, bo zdarza się, że leciutko coś tam czuję i tendencja do spięcia pozostanie, nie mogę zaniedbać ćwiczeń. Ale ostatecznie miałem tylko tydzień przerwy, potem cały czas biegałem. Przetrwałem intensywne starty w kolcach i mocne treningi, teraz robię bardzo obciążające podbiegi w kolcach i wszystko gra. Jest więc dobrze, długo się z tym cackałem, ale nie zrobiłem przerwy właściwie wcale.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Czerwiec 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin