16
07/2014
12:36
Znowu minęło sporo czasu od ostatniego wpisu, a w tym czasie wydarzyło się wiele. Przede wszystkim: przebiegłem 3000 metrów z przeszkodami. Potem zdążyłem pobiec w jeszcze jednym mityngu.

Przeszkody atakowałem w Radomiu, podczas mistrzostw Polski weteranów. Ponieważ w przyszłym roku kończę 35 lat, powoli przyglądam się tej kategorii wiekowej. Mam szansę na co najmniej dwa rekordy Polski na stadionie. W Radomiu mogłem zobaczyć, jak wyglądają takie zawody w praktyce.

Mój debiut na przeszkodach odbył się w mocno niesprzyjających okolicznościach. Przede wszystkim zapanował piekielny upał, a biegi były rozgrywane wcześnie, między godziną 16 a 17. W takich warunkach czuję się jak wrak. Normalnie pewnie zrezygnowałbym z wyjazdu, nie widząc szans na wynik, ale tu sytuacja była wyjątkowa - nowy dystans, który chciałem sprawdzić sobie na spokojnie w starcie bez presji. Drugą niesprzyjającą okolicznością był brak rywali na odpowiednim poziomie. Spodziewałem się tego, ale kolejny raz sprawdziło się, że w samotnym biegu nie jestem w stanie trzymać mocnego tempa. Zwalniam mimowolnie i nawet tego nie odczuwam.

Jak wyglądały moje przygotowania do przeszkód? Otóż wcale nie wyglądały. Z braku czasu, miejsca oraz z powodu problemów z achillesem nie zrobiłem żadnego specyficznego treningu, ani do 3000 metrów, ani do przeszkód. Raz pojechałem na stadion w Słupsku, przeciągnąłem przeszkodę na trawę (co kosztowało mnie trochę zdrowia) i poskakałem kilka razy. Chodziło mi tylko o to, żeby zobaczyć, czy jestem w stanie przedostać się na drugą stronę. Byłem w stanie.

W tym czasie gorszym problemem był achilles, który w pewnym momencie spuchł m tak mocno i bolał tak bardzo, że ledwo dawałem radę chodzić. Pomogła mi moja fizjoterapeutka, a poza tym pomogłem sobie sam: robiąc w końcu zalecone ćwiczenia rozciągające. Problem z tym ścięgnem zaczyna się już w okolicy biodra, gdzie mam blokadę i nie mogę zrobić normalnego siadu płotkarskiego na tę nogę. Rozciągam to teraz namiętnie, ale mój praktyczny trening wygląda tak, że biegam tylko w lesie, niemal same rozbiegania i biegi z narastającą prędkością, od czasu do czasu odcinki w lesie, pokonywane w butach. Trudno się w ten sposób przygotować do startów na bieżni, ale robię, co mogę. Co weekend startuję, po tym ścięgno dochodzi do siebie 2-3 dni, w czasie których muszę być bardzo ostrożny. Jedynymi poważnymi akcentami stały się dla mnie starty, dlatego eksploatuję je do granic możliwości.

Zacznijmy od przeszkód. Moje przemyślenia po biegu są sprzeczne. Z jednej strony było łatwiej niż się spodziewałem, ale z drugiej - o wiele trudniej. Przede wszystkim pobiegłem bardzo słaby czas - 10:00,84. Byłem jednak tak wymęczony upałem, że od początku nie trzymałem tempa. Tak się to zwykle kończy, gdy biegam sam i w niezbyt sprzyjających warunkach. Nie było jakiejś wielkiej ściany czy dramatycznego zwolnienia - tempo od początku było o wiele za wolne. Same przeszkody nie były aż tak trudne jak zakładałem. Wspominałem wcześniej o naskakiwaniu na przeszkody, ale przebieg biegu mnie zaskoczył. Odbijałem się z takim impetem, że to podpieranie się nogą było często niepotrzebne. Mimo to w większości przypadków podpierałem się, ale bardziej z potrzeby psychicznej niż fizycznej. Parę razy skoczyłem też bez podparcia i w sumie różnica nie była duża, ze względu na impet odbicia, który i tak przerzucał mnie nad belkę.

Problemy znalazły się dwa, bardzo poważne. Po pierwsze, arytmiczność biegu. To zaskoczyło mnie kompletnie, nie spodziewałem się, że będzie aż tak źle. Ba, zaskoczyła mnie nawet ilość przeszkód. Przed biegiem wiedziałem, że muszę skoczyć 35 razy, ale nie zastanawiałem się za bardzo, co gdzie stoi. Wolałem tego nie wiedzieć. Pierwsze 200 metrów jest bez belek, ale potem obsługa zaczęła wstawiać jedną za drugą. To mnie zszokowało - na okrążeniu są aż cztery belki i jeden rów z wodą. Oznacza to ciągłe skoki i ciągłe wybicie z rytmu. Najgorsze było nie samo przeskoczenie, ale właśnie to wybijanie. Zanim po przeszkodzie dochodziłem do ładu z plączącymi się nogami, wpadałem w dobry rytm i próbowałem rozluźnić - był już następny skok. Co gorsza, dwie przeszkody stoją na wirażu, czyli biegnie się, lekko skręcając i wtedy trzeba skakać. Jakoś mnie to kompletnie rozbijało, nabiegałem na przeszkodę lekko z boku, nadrabiając ogromny dystans.

Druga sprawa - rów z wodą. Było marnie. Przed pierwszym skokiem sędziowie chyba dostrzegli niepewność na mojej twarzy, bo zachęcali mnie z daleka, żebym skakał bez strachu. I skakałem, ale niestety lądowałem na dwie nogi. To jest karygodny błąd techniczny, na którym straciłem spokojnie z 15 sekund, może więcej. Normalnie po odbiciu z belki ląduje się na jednej nodze i od razu biegnie. Pierwsza noga ląduje w wodzie, druga już na suchym. Skacząc na dwie, ląduje się w wodzie obiema i kompletnie zatrzymuje. Trzeba ruszyć z dołka od zera - czyli na dystansie 3 kilometrów trzeba siedem razy kompletnie stanąć.

Problem był psychiczny, nie fizyczny. Zdawałem sobie sprawę cały czas, że robię to nie tak jak trzeba, ale kiedy byłem w locie, odruchowo wysuwałem obie nogi dla zamortyzowania lądowania. Podejrzewam teraz, że być może skakałem za mocno i za wysoko, leciałem tak bardzo w górze, że wydawało mi się to ogromną odległością i dlatego tak reagowałem. Trzeba jednak wziąć pod uwagę to, że boli mnie achilles i czuję odruchowy opór przed lądowaniem na tę nogę. Druga jest z kolei słabsza - i też jest opór. Lądowałem daleko, to nie było w wodzie po kolana, prawie przeskakiwałem rów. Był jednak i szok uderzenia, i strata rytmu, i zatrzymanie, i lekki szok po solidnym chlapnięciu wody. Jedyne, z czym nie miałem problemu, to przyspieszanie przed skokiem - chodzi o to, żeby nie zwalniać, bo wtedy skacze się trudniej. Ja przed przeszkodą zwiększałem siłę odbicia, dlatego z samym przeskoczeniem nie było problemu.

Jakie podsumowanie? Z pewnością jestem w stanie urwać sporo z tego czasu, myślę, że w dobrych warunkach 9:15 jest spokojnie do złamania. Ale to nadal jest słaby czas. Na szybsze bieganie nie bardzo się widzę. Może po jakimś treningu i obieganiu się, kto wie? Ale na tę chwilę najbardziej problematyczne jest dla mnie to wybicie z rytmu. Jestem dość wysokim biegaczem, wpadającym w dobry rytm i wykorzystującym ogólne rozluźnienie w biegu do oszczędzania energii. Na przeszkodach nie mogę tego użyć, to jest dystans dla ludzi silnych fizycznie, którzy świetnie czują się również w błocie czy na innych trudnych trasach, nie wybijają ich zmiany kierunku biegu, zmiany nawierzchni, podbiegi i tym podobne atrakcje. Ja jestem biegaczem rytmowym, który efektywność uzyskuje dopiero wtedy, gdy już się rozpędzi. Strata pędu jest dla mnie dramatyczna, na wysokich obrotach niskich biegów jestem bardzo mało efektywny.

Mam jednak zaliczone przeszkody i kto wie, czy nie skuszę się jeszcze raz, żeby pobiec to w chłodzie. Jestem w tej chwili chyba jedynym czynnym zawodnikiem w Polsce, który zrobił każdy klasyczny dystans biegowy. No, może nie każdy, każdy od średnich w górę, bo nie zaliczyłem 400 metrów przez płotki ani 110 metrów przez płotki. Startowałem jednak na wszystkim innym, od 100 metrów do maratonu. 100 metrów nie mam oficjalnie w bazie danych, bo było to na zawodach studenckich, w 2000 roku. Z bloków pobiegłem wtedy, o ile dobrze pamiętam, ok. 12,5 sekundy, a dodam, że kompletnie nie umiem biegać z bloków. Mam w bazie wyniki 200m, 400m, 600m, 800m, 1000m, 1500m, mili, 3000m, 3000m z przeszkodami, 5000m, 10 000m oraz 10km, półmaraton i maraton na ulicy. Plus sporo dystansów bieganych na hali. Mówiąc wprost, bieżnia nie ma przede mną tajemnic ; )

Po przeszkodach doleczyłem znowu ścięgno i w ostatni weekend pojechałem na mityng do Puław. Tu znowu pechowo - nie było upału, ale za to ochłodziło się do 14 stopni, padał deszcz i wiało. Listopadowa pogoda. Temperatura mi nie przeszkadzała, wręcz uznałem ją za idealną, ale praktycznie cały pierwszy tor bieżni stał w wodzie. Zakładałem, że będę musiał biegać sam, bez szybkich rywali i tak było. Spodziewałem się jednak lepszych warunków i szybszego biegania. Wygrałem 800m, prowadząc od początku do końca, w 1.56,17. Pół godziny później wygrałem też 1500m w 4:08 - tu biegłem wolno (ale i tak mając problemy w połowie dystansu) i tylko zaatakowałem na finiszu. Pewne wątpliwości są co do pomiaru czasu. Na zawodach był obecny mój pierwszy trener, który mierzył czasy z ręki. Różnica przy pomiarze fotokomórki wyniosła prawie 1,5 sekundy na naszą niekorzyść. Trudno podważać pomiar elektroniczny, ale jest kilka okoliczności, które warto wziąć pod uwagę. Po pierwsze, trener mierzy czasy na każdych zawodach co tydzień przez cały sezon i powiedział, że w tym roku jeszcze nigdy nie pomylił się o więcej niż o 0,2 sekundy. Po drugie, w wynikach pierwotnie wyczytano mnie na ostatnim miejscu, co pokazuje, że nie do końca wszystko grało. Po trzecie, cała bieżnia i płyta były zalane wodą, a w takich samych okolicznościach parę tygodni temu padł pomiar czasu podczas mityngu w Gdańsku. Jest więc możliwe, że bieg był ciut szybszy, co w tych warunkach byłoby bardzo dobrym wynikiem. Nawet w szczycie formy najszybciej w samotnym starcie pobiegłem tylko 1.52,64. Co ciekawe, problem tkwi zwykle w początku, bo innym razem, kiedy kolega poprowadził mi tylko 350 metrów, pobiegłem już 1.50,11, co jest dużo lepszym czasem.

Być może będę miał okazję przekonać się w najbliższy weekend, na co mnie stać na 800 metrów. W Sopocie jest memoriał Janusza Sidły. Niemal co roku kręciłem tu swoje najlepsze wyniki na dystansie 1500 metrów, stąd mam życiówkę. Ku mojemu zaskoczeniu, w tym roku tego dystansu nie ma, jest tylko bieg na milę dla juniorów młodszych. Zamiast tego ma być mocne 800 metrów, co mnie niespecjalnie urządza. Nie mam minimum na mistrzostwa Polski i mój tegoroczny najlepszy wynik na 1500 m jest dość marny. Miałem zamiar go poprawić, biegnąc równo i w dyscyplinie taktycznej, w Sopocie, gdzie zawsze biega mi się najlepiej. Zamiast tego prawdopodobnie wystartuję na 800 metrów, bo innego wyjścia nie ma.

Co gorsza, w tym roku spełniło się wreszcie to, na co czekałem od 5 lat. Na mistrzostwach Polski pierwszego dnia jest 5000 metrów, co oznacza, że bieg będzie rozegrany wieczorem, przy dobrej pogodzie. I jak na złość w tym roku nie jestem odpowiednio przygotowany, boli mnie achilles, nie wiem, czy jestem w stanie znieść piątkę. Prawdopodobnie wystartuję, ale trudno przewidzieć, co z tego wyjdzie. Nie widzę się, niestety, na życiówkę. Ostatnio z powodu braków treningowych mam i zaległości szybkościowe, i wytrzymałościowe.

No ale cóż, biegam i zobaczymy, co będzie. Jesienią prawdopodobnie postartuję na ulicy, na razie zostało jeszcze kilka tych startów na bieżni.
Kategoria: Starty 2014
Komentarze: (9)
Zaktualizowano: 16/07/2014, 13:29

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.gif
promo.jpg

Komentarze

Artur Dębicki
18/07/2014, 10:17
#
Marcin, ja Ciebie trochę nie rozumiem z tym Sopotem. W Polsce mila na stadionie nie zdarza się zbyt często. Uważasz, że jesteś optymalnie przygotowany do startu na półtoraka, tak? Obsada na tę milę na bieżni (chyba) będzie przyzwoita. Więc dlaczego patrzeć na to zdarzenie jak na problem? Nie lepiej postrzegać tego jako fajną okazję? No wiesz: "Ale fajnie, super, wykręcę solidną życiówkę na milę na dobrym stadionie w dobrej stawce".
Ja rozumiem, że chciałeś półtoraka, ale skoro go nie ma, to nie lepiej pobiec dobrze milę niż nie wiadomo jak osiemset?
Marcin Nagórek
18/07/2014, 14:32
#
No właśnie nie ma obsady. To jest bieg dla juniorów młodszych, najmocniejszy z nich ma życiówkę 3:57 na 1500 m. Gdyby była obsada, to może... Ale ogólnie mówiąc, na milę na stadionie nigdy nie biegałem, nie mam żadnego punktu odniesienia. A co do formy - tragedii nie ma, ale są zaległości tempowe. W tym roku nie zrobiłem właściwie ani jednego dobrego treningu tempowego, między startami muszę się mocno oszczędzać.
Artur Dębicki
18/07/2014, 15:04
#
W takim razie mój błąd, odczytałem ten zapis jako mila dla seniorów, 1500m dla juniorów młodszych, co miałoby o tyle sens, że tego samego dnia jest mityng w Toruniu gdzie również nie ma męskiego półtoraka (kobiecy jest).
A co do odniesienia - nie bez kozery mówi się czasem na 1500 "mila europejska" :-) To jest ten punkt odniesienia :-)
Marcin Nagórek
18/07/2014, 18:18
#
Dwa dni później jest mityng w Chojnicach i też nie ma 1500m, mimo że jest w regulaminie ; ) Marność, marność. Tak to jest, że kiedy nie ma szans na wynik, są biegi, a kiedy forma rośnie biegi się kończą.

Za to od dwóch dni wałkuję łydkę nowym sposobem i achilles odrobinę się poprawia. Ale co się nacierpię na tym wałkowaniu, to moje ; )
Artur Kern
23/07/2014, 14:37
#
Uuu, jak mogłeś nie pomyśleć o mnie pisząc: "Jestem w tej chwili chyba jedynym czynnym zawodnikiem w Polsce, który zrobił każdy klasyczny dystans biegowy". Słowo "chyba" uratowało całe zdanie. ;)
Zaczynałem w podstawówce od sprintów, także w oficjalnych zawodach sportowych startowałem głównie na 60m ale setkę raz lub dwa też zaliczyłem. Oczywiście były to zawody szkolne w I poł lat 90-tych, więc wyników raczej nigdzie nie znajdziesz. Pamiętam tylko że za j.mł. pobiegłem, już w zawodach pzla, 25.40 na 200m w Lublinie. Rok później życiówka na 400 53:7x. Tak samo jak ty nie biegałem nigdy 110m ppł. ani 400m ppł, za to 200m z płotkami poleciałem na żużlu. Do tego wszystkie średnie klasyczne od 800m do maratonu, plus przeszkody 2000m i 3000m. Do tego oczywiście dochodzi 90km w Comrades Marathon. Ciekawi mnie tylko czy Łukasz Panfil nie przebił nas obu?
Ach ten rocznik '80...

A tak z zupełnie innej beczki. W Sopocie chyba jednak nie było tej mili, bo chłopaki pobiegali kosmiczne wyniki jak na swoje możliwości.
Marcin Nagórek
25/07/2014, 17:13
#
No tak, Artur, zapomniałem o Tobie. Łukasz chyba nie był taki wszechstronny. A może jeszcze coś wymyślimy, typu chód albo jakieś konkurencje techniczne czy wielobój? To by było wyzwanie : )

W Sopocie nie było mili, zrobili 1500m dla tych młodych. Ja cisnąłem 800m - bardzo słabo, a 3 dni później 3000m - też słabo. Wykańcza mnie i achilles, i brak sensownego treningu. Odruchowo boję się mocno odbić. Ale prawdopodobnie pojadę na mistrzostwa Polski, spróbuję jeszcze zaatakować piątkę, potem poświęcam się leczeniu.
Daniel CCL
20/11/2014, 12:32
#
Marcin, Artur. Z wymienionych dystansów ja rownież większość mam zaliczone :-p nadal jestem czynny, niestety rocznik nieco młodszy ;-p
Marcin Nagórek
20/11/2014, 15:38
#
Daniel, Ty to młodzian jesteś ; )
Daniel CCL
21/11/2014, 11:45
#
oj tam oj tam ;-p

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Styczeń 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin