17
06/2014
10:00
Mam za sobą kolejne dwa tygodnie biegania i następny start na 1500 metrów. Tym razem karty rozdawała głównie pogoda. Przede mną teraz dwa biegi w odstępie trzech dni.

Po poprzednim starcie byłem pełen optymizmu i jako następny mocny trening biegałem krótkie, szybkie odcinki. 600-500-400-300-200 metrów to jeden z moich ulubionych treningów. Optymizm jednak znacznie się zmniejszył. Okazało się, że taki bodziec jest dla mnie morderczy, a do pełni formy pod krótkie dystanse brakuje mi więcej niż się spodziewałem. W latach najwyższej dyspozycji zaczynałem 600 metrów w 1.36, czyli tempie 2:40/km, biegnąc na dużym luzie, a potem mocno podkręcałem. Teraz - 1.37 i czułem, jakbym od tego pierwszego odcinka biegł na maxa. Owszem, dość mocno wiało, ale przy tak krótkich powtórzeniach nie ma to większego znaczenia.

Największa różnica wyszła na odcinku 400 i 300 metrów, czyli tam, gdzie zawsze mocno przyspieszałem. Rekordowo dociskałem 55 i 39 sekund. Ostatnio - tylko 59 i 43, z dużym zmęczeniem. Strata mocy beztlenowej po latach wytrzymałościowego treningu jest większa niż można się było spodziewać. Niedawno pisałem do Magazynu Bieganie długi tekst o tym, jak zmieniają się założenia treningowe wraz z wiekiem. Ironia losu polega na tym, że sam stosuję to w niedostatecznym stopniu. Mocne, pobudzające bodźce, konieczne do trenowania i powstrzymania zaniku szybszych włókien mięśniowych są u mnie najwyraźniej za rzadkie i za mało mocne. I ponownie, jak w poprzednich latach, obserwuję, że dojście do pełnej dyspozycji trwa coraz dłużej.

W związku z tym założyłem, że przed memoriałem Żylewicza wystartuję jeszcze raz, na mityngu w Łomży. Miał być dość mocny kolega, chcieliśmy pobiec razem na zmiany 1500 metrów, zaczynając dość szybko, co byłoby bardzo mocnym akcentem. Dzień przed startem kolega dał mi jednak znać, że ma kontuzję stopy i nie wystartuje. W związku z tym również zrezygnowałem. W międzyczasie doszło zresztą do nagłej zmiany pogody, która mocno pomieszała mi szyki. Wściekły upał, ponad 30 stopni w cieniu. Robię się wtedy słaby jak niemowlak, bo wiadomo, że biednemu zawsze wiatr w oczy. I słabo znoszę upał, i nasila to alergię na trawy, która wykańcza mnie co roku. Bywały sezony, kiedy zbyt mocnym bieganiem w taką pogodę totalnie się wypompowałem. Tym razem podjąłem środki zaradcze - mocno ograniczyłem trening. Wychodziłem jedynie na krótkie, powolne rozbiegania.

Zamiast Łomży pojechałem tego dnia na tartan i zamiast zwyczajowego przed startem krótkiego, pobudzającego treningu, dorzuciłem do odcinków 200-metrowych jedną 400-tkę, bieganą energicznie. 56,11 to nie jest dla mnie szybko, ale czułem, że na tej prędkości silnik wciąż się krztusi. Czyli nadal brak trochę mocy. Miałem jednak nadzieję, że będzie lepiej.

I owszem, było lepiej, ale tylko trochę. Znowu zmieniła się pogoda - na memoriale Żylewicza było 10 stopni, wiatr, deszcz. Na tyle zimno, że trudno było się rozebrać. Do tego 45 minut opóźnienia i awaria sprzętu do pomiaru czasu. Tartan mokry, nasiąknięty, nie oddający wybicia. Na rozgrzewce zwyczajowo robię jedną lub dwie szybsze 200-tki i tym razem było wyjątkowo wolno - 31 sekund. Tak wolno przed startem nie biegałem jeszcze nigdy. Bieg był bardzo dobry pod względem taktycznym - było wielu mocnych chłopaków i szybkie tempo. Pobiegłem przeciętnie - 3.52,80 to pół sekundy lepiej niż w Inowrocławiu, dopiero 11 miejsce. Zakładam, że w optymalnej pogodzie mógłbym z tego urwać ze 2 sekundy, ale to wciąż dość wolno.

To, co mi w tej chwili przeszkadza, to silny ból achillesa. Przez to zresztą nie mogę zrobić treningów tak mocnych, jak bym chciał. To się niestety napędza: achilles nie pozwala na odpowiednio szybkie bieganie, a bez tego brakuje mi cały czas mocy beztlenowej. W Gdańsku od początku miałem problemy z utrzymaniem grupy. A na rozgrzewce - ból ścięgna, które potem odruchowo odciążam w biegu. Dzień po starcie - ból tak silny, że mimo tempa 5:10/km musiałem kilka razy stawać. Mechanizm tego bólu jest mi znany, ale niewiele można z tym zrobić. Wchodzi tu w grę taka budowa ciała, wymuszająca taki ruch, który cały czas napina nieprawidłowo mięśnie. Walczę z tym ćwiczeniami, ale trudno powiedzieć, czy kiedyś da się to zupełnie przełamać. Z achillesem zmagam się od 2005 roku, nie jest to nic nowego.

Na razie kontynuuję tę samą zabawę. Są starty, a pomiędzy nimi próbuję doprowadzać ścięgno do porządku. Jutro biegam 800 metrów w Toruniu. Aż się boję tego biegu, po kłopotach z osiąganiem wysokich prędkości. 800 metrów to wysoka prędkość od początku do końca. Ból, od którego mocno się odzwyczaiłem. Ma to jednak być jeden z etapów dojścia do formy, nie wspominając o konieczności zaliczenia ligi dla klubu. Pocierpię. W środę Toruń, a potem w sobotę ponownie 1500 metrów, tym razem w Krakowie. Zobaczymy, co się zmieni w samopoczuciu. Może nic, a może wszystko.

Poza startami trening jest praktycznie nieistniejący. Od 2 tygodni nie zrobiłem więcej niż 10 kilometrów i wszystko to były tylko wolniutkie, regenerujące rozbiegania. Być może odsapnę od startów po Krakowie. Właściwie na pewno odsapnę, pytanie tylko, jak długo. 20 lipca jest memoriał Sidły w Sopocie i tam chce biegać. W międzyczasie nie ma prawie nic, z wyjątkiem mityngów 5 lipca - je biorę pod uwagę. Chcę startować jak najwięcej, bo starty pomagają mi w osiągnięciu wysokiej dyspozycji. Nawet w latach najwyższej formy potrzebowałem zwykle 5-10 krótkich biegów do osiągnięcia szczytu. Co więcej, sezon jest krótki, niedługo mistrzostwa Polski, a po nich już tylko pojedyncze, mało znaczące biegi na bieżni.
Kategoria: Starty 2014
Komentarze: (16)
Zaktualizowano: 17/06/2014, 10:23

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Mapa

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.gif
promo.jpg

Komentarze

18/06/2014, 16:07
#
Czy mógłbyś napisać jak długie robisz przerwy w swoim treningu 600-500-400-300-200 pomiędzy poszczególnymi odcinkami? Czy czas, który spędzasz w truchcie jest większy, równy czy mniejszy od długości trwania szybkich odcinków?
Może moje pytanie jest głupie ale zupełnie nie znam się na treningach biegaczy średniodystansowych...
18/06/2014, 20:40
#
Starość nie radość. Zbliżasz się do wieku weterańskiego.
Podtrzymywanie dyspozycji szybkościowej po trzydziestce nie jest łatwe. Istnieją ludzie z niezwykłymi predyspozycjami, ale generalnie obowiązuje zasada równi pochyłej.
Nie bez kozery z wiekiem zawodnicy się przedłużają. Wytrzymałość i siłę można trenować zdecydowanie dłużej niż szybkość.

Życzę ci łagodnego przebiegu procesu uświadamiania sobie nieuchronności upływu czasu. ;-)
Marcin Nagórek
18/06/2014, 21:08
#
Fotman - i tak, i nie. Oczywiście wraz z wiekiem zdolność do pewnych wysiłków spada, ale z drugiej strony jest to często spowodowane zmianami treningu. Im jest się starszym, tym większa chęć i presja, żeby trenować inaczej, właśnie przedłużając się. Zmiany dotyczą w dużej mierze psychiki, trudno przełamać się i trenować bardzo mocno, bo pojawia się właśnie przekonanie, że to już za późno, że szybkość spada. Sam wpadam w tę pułapkę, ale chcę walczyć :-) Kiedyś pod 800 metrów potrafiłem robić w tygodniu 5-6 mocnych treningów. Teraz robię dwa i są zwykle dużo łagodniejsze niż kiedyś. Czy mógłbym mocniej? Trudno powiedzieć, na ile to wiek, a na ile lenistwo i przekonanie, że się nie da.

Nie wie, na ile to jasne, co piszę. Chodzi o to, że mamy to przekonanie, że z wiekiem jesteśmy wolniejsi, słabsi, wytrzymalsi - i do tego dostosowujemy trening, do tych oczekiwań. Tymczasem badania pokazują, że na trening siłowy i szybkościowy bardzo korzystnie reagują nawet 70-latkowie. U mnie spadek mocy do krótkich dystansów jest w dużej mierze spowodowany zabawą z długimi dystansami i ulicą. Zmienia się zdolność do przyjmowania wysiłków beztlenowych. Dziś biegłem 800 m i wyszło słabo - 1:54. To oznacza, że pierwszy raz w życiu jestem w tym momencie relatywnie mocniejszy na 1500 niż na 800. Te dystanse mają ze sobą wiele wspólnego i myślę, że to, że dłuższy jest mocniejszy, to bardziej pochodna treningu niż spadku mocy związanej z wiekiem. Bo 1500 m t dystans jeszcze bardziej zabójczy niż 800, tak samo albo bardziej narażony na ryzyko spadku poziomu z wiekiem.

Ciekaw jestem, czy startując teraz regularnie na bieżni - a mam zamiar zaliczyć najwięcej krótkich startów od lat - sprawią, że we wrześniu, w drugim terminie ligi dojdę do poziomu 1:51 na 800m. Jeśli ta, to znaczy,że można jeszcze wiele wycisnąć. Zobaczymy.

Jass - na tym treningu przerwy wynosiły akurat 3 minuty, częściowo spacer, częściowo trucht. Wiele zależy od celu treningu, bo np. robię czasami bardzo szybkie, krótkie bodźce, typu 400-300-200, gdzie przerwa może wynieść 6-8 minut. Tylko wtedy celem jest maksymalna szybkość i maksymalny kwas. Teraz tego typu treningi staram się zastępować startami.
19/06/2014, 21:16
#
To, co piszesz o wpływie metod treningowych na szybkość jest oczywiste. Rypiąc wytrzymałość tlenową zamulamy organizm i ograniczamy możliwości szybkościowe.
Ale spadek możliwości trenowania szybkości z wiekiem nie jest iluzją, czy projekcją- to smutna rzeczywistość, która dopada mnie corocznie w moich zmaganiach weterańskich.
Bodźce typowo szybkościowe (sprinterskie) są tak silnie obciążające dla mojego organizmu, że objętość treningu w okresie wiosenno-letnim musi spaść z 6 treningów/tydzień do 3. A i tak regeneracja pomiędzy nimi nie jest pełna.
Buntują się dwugłowce, achillesy, stawy skokowe. A to wszystko ma miejsce mimo solidnej bazy w postaci siły pod różnymi postaciami- od stabilności ogólnej, przez siłę biegową, ogólnorozwojówkę i w końcu siłę ciężką.

W tym sezonie ułożyłem sobie bardzo bezpieczny plan i go realizowałem w 99%.
Nic mnie nie bolało od września do kwietnia. W kwietniu zaczęły się kolce i szybsze bieganie- natychmiast, mimo bardzo łagodnego wprowadzenia, zaczęły się pojawiać dziwne napięcia, bóle i przykurcze.

Upływ czasu- z tym trzeba się pogodzić.
Marcin Nagórek
20/06/2014, 19:49
#
Masz rację z tym, co limituje trening. U mnie też problemem są bóle, przede wszystkim achilles oraz regeneracja. Ale pytanie, czy to efekt samego wieku czy raczej zbieranych latami problemów z postawą? Moje bóle biorą się w dużej mierze z zaniedbań - lata garbienia się, godziny przed komputerem, brak odpowiedniego rozciągania. Czyli czynniki pośrednio związane z wiekiem i narastającą ilością obowiązków na innych polach. Mogąc sobie pozwolić na 9 godzin snu i dwie godzinny w ciągu dnia, pewnie wyglądałbyś inaczej? A takie są często realia treningu w młodszym wieku, szczególnie na obozach. Oczywiście biorę pod uwagę również mniejszą determinację, bo mnie taki tryb życia od dawna nie bawi i mój jest bardzo mocno niesportowy ; )
20/06/2014, 21:13
#
Z uporem maniaka stawiam na upływ czasu. ;-)
Można źródła doszukiwać się w niehigienicznym trybie życia, wadach postawy, złej diecie, czy niedoskonałych metodach treningu. Ale jakoś dziwnie to wszystko do pewnego wieku nie przeszkadza uzyskiwać postępu wynikowego. Aż tu nagle ktoś nam mówi, że kilka sezonów bez postępów to nie jest zbieg okoliczności tylko biologia. :-(
Wtedy robimy, co możemy: modyfikujemy metody treningowe, dietę, szukamy magika-rehabilitanta, zmieniamy materac na zdrowszy i... czujemy się świetnie. Tylko po wszystkich tych zabiegach ledwo nawiązujemy do wyników ostatniego w miarę udanego sezonu.
Po dwóch-trzech sezonach szamotaniny kumamy, że albo zmienimy podejście do
zabawy w sport, albo trafimy do Tworek.
Nie tryskam może gejzerami optymizmu, pewnie z Tobą nie jest jeszcze tak źle (to proces pełzający), ale tak ja widzę proces starzenia z perspektywy 46-letniego pseudosprintera (w ub. roku 54,21s/400m).
Artur Dębicki
24/06/2014, 14:41
#
Ja z innej beczki - swego czasu pytałeś się o usługi bankowe godne polecenia i wypłaty z bankomatów za granicą.
Mam informację z pierwszej ręki :-)
Wypłacałem miesiąc temu pieniądze z konta złotówkowego w bankomacie Euronetu w Berlinie, bank obecnie T-Mobile Usługi Bankowe, zakładałem konto jak był to jeszcze Alior Sync. Jedną z opcji, którą się chwalą to wypłaty pieniędzy za granicą z wszystkich bankomatów bez prowizji, przeliczenie według kursu na dzień zaksięgowania pieniędzy. To marketingowa ściema. Euro stało poniżej 4,2 PLN kiedy wypłacałem pieniądze (najwyższy kurs dnia z dnia zaksięgowania), bankomat policzył mi około 4,5 PLN za Euro, składałem reklamację, jest już rozpatrzona. "Procedury zostały zachowane, bankomat tego typu informuje jaki ma kurs przed akceptacją, więc wszystko jest w porządku".
Dla mnie to był jednostkowy przypadek, po zmianie banku powiedziałem sprawdzam w celu przetestowania systemu (wymieniłem większośc kasy w kantorze, wyciągałem tam 20 Euro) i efekty są dla mnie niezadawalające. W praktyce wypłata pieniędzy w bankomacie poza granicami Polski w T-Mobile Usługi Bankowe bez żadnych prowizji i opłat dodatkowych jest według mnie, mówiąc językiem kolokwialnym "zwykłą marketingową ściemą", na przyszłość będę to robił dalej "na piechotę", czyli bankomat w Polsce + Kantor.
Marcin Nagórek
02/07/2014, 11:09
#
Hej Artur - czyli w bankomacie naliczają wyższą cenę waluty czy jest to koszt prowizji? Ciekawa sytuacja, czyli wygląda na to, że opłaca się tylko kantor lub kantor internetowy. Czytałem coś o bezpłatnych kontach walutowych w Aliorze, ale to chyba nie dotyczy byłego Syncu. Wygląda na to, że najtaniej jest siedzieć w Polsce ; )
Marcin Nagórek
02/07/2014, 11:24
#
Fotman - na pewno jest duża różnica pomiędzy wiekiem 46 a 34. Ja czuję spadek zdolności do regeneracji, ale jeśli chodzi o maksymalne możliwości fizyczne, to nie widzę wielkiego spadku. Siłowo jestem np. mocniejszy niż kiedykolwiek w ostatnich 15 latach. Spadek formy to raczej wina zmian trybu życia, mniejszego zaangażowania treningowego, kontuzji.

Zawsze lubię szukać tego, co mogę zrobić. Może np. zmiany w treningu siłowym, typu - rzadziej, mniej ilościowo, ale piekielnie intensywnie? Sport weteranów dopiero teraz się rozkręca i pewnie dokona się tu wiele odkryć w najbliższych latach. Do tej pory to była ziemia niepoznana. A kiedy patrzę na wyniki niektórych 60-latków, jestem w szoku:

http://www.magazynbieganie.pl/rekord-swiata-60-latka-na-dystansie-10-km-3248/

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że inaczej może to wyglądać w sprincie, spadek może być szybszy i głębszy.
02/07/2014, 11:58
#
Marcin,

ja od niedawna korzystam z kantoru Alior przy wyjazdach za granicę czy zagranicznych płatnościach. Nie chcę im tu robić reklamy, ale opcja jest naprawdę warta rozważenia i jest dostępna dla wszystkich, zakładasz konto w kantorze przez internet, robisz przelew aktywacyjny i możesz szaleć :) Złotówki zamieniasz na walutę po ich kursie (moim zdaniem atrakcyjny) i z wymienionych u nich środków możesz robić bezpłatne przelewy i transakcje bezgotówkowe kartą za granicą. Za wypłatę w bankomatach zagranicznych płacisz 9 zł od drugiej transakcji w miesiącu. Wszystko do sprawdzenia na stronie.

Pozdrawiam!
Marcin Nagórek
02/07/2014, 19:11
#
Na szczęście na razie nie wybieram się za granicę, bo kolejne konto z hasłem i loginem do zapamiętania wykończyłoby mnie psychicznie ; ) Ale opcja ciekawa!
03/07/2014, 09:31
#
"Spadek formy to raczej wina zmian trybu życia, mniejszego zaangażowania treningowego, kontuzji."

Marcin/fotman, a czy to nie jest tak, ze wlasnie proces starzenia i pewnych ograniczen z tego wynikajacych wplywa na nas poprzez psychchike, aby nieco zwolnic. Tryb zycia, czy mniejsze zaangazowanie niekoniecznie musi powstawac z naszego lenistwa czy niecheci do podejmowania wyzwan. Moze organizm tak sprytnie stara sie nas madrze ograniczyc poprzez zniechecenie do podjecia wiekszego wysilku, zebysmy nie zrobili sobie krzywdy.

Rowniez kontuzje to wedlug mnie aspekt "informacji" organizmu skierowany do nas, ze ograniczenia ze wzgledu na proces starzenia czy zmeczenia zwiekszaja sie. Podsumowujac, mysle, ze gdybysmy probowali za wszelka cene zmienic ten tryb zycia na bardziej sportowy, rezimowy, to kontuzji i przesilen byloby coraz wiecej, a i zniechecenie byloby bardziej skumulowane. W mlodosci kontuzji jest mniej, bo organizm wiecej jest w stanie zniesc.

Inna kwestia jest taka, ze wedlug mnie kazdy organizm ma pewna ograniczona ilosc bodzcow do zniesienia w formie wysilku, zmeczenia, dlugotrwalego treningu, czy niekorzystnego wplywu roznych czynnikow zewnetrznych, obciazen psychiki itp. Jesli ktos w mlodosci wyczerpie ten naturalny zasob, potem jest mu ciezej utrzymac sie na wysokich obrotach. Zgodnie z zasada, ze nie mozna w nieskonczonosc konsumowac.

Podany przez Ciebie przyklad o 60 latku moze to pokazywac, tu cytat z artykulu: "Co ciekawe, w młodości nigdy nie uprawiał sportu wyczynowo. Rozpoczął trening w wieku 37 lat." Byc moze gdyby w mlodosc uprawial wyczynowo sport to teraz nie bylby w stanie utrzymac takiego rezimu treningowego i kolko sie zamyka.

Taka ciekawostka, serce czlowieka w ciagu calego zycia bije okolo 3 miliardy razy. To jak wykorzystamy ten zasob, w duzej mierze zalezy od nas, ale tez tej liczby pewnie zbytnio nie da sie zmienic, czytaj zwiekszyc. Po prostu tak to jest zaprogramowane, oczywiscie nie liczac skrajnych wyjatkow tylko potwierdzajacych regule.

To oczywiscie luzne i nienaukowe wnioski, tak dla podtrzymania ciekawej dyskusji :-)

pozdrawiam
Marcin Nagórek
03/07/2014, 10:45
#
Hej Piotr,

w wielu sprawach masz rację. Niedawno pisałem do Magazynu Bieganie tekst o treningu w starszym wieku w świetle odkryć naukowych. Tam też wspomniałem o tym, że jest taka teoria, że w starszym wieku człowiek robi się bardziej "osiadły". Na pewno spadek motywacji jest z tym związany. To czas wychowywania potomstwa, a nie szaleństw ; )

Ale nie ze wszystkim się zgadzam. Kontuzje - tu dużo rozmawiam z fizjoterapeutami i raczej jest tak, że ich większa ilość w starszym wieku to efekt tego, że nieprawidłowości postawy coraz bardziej się kumulują. Jeśli np. masz krzywe plecy i mocniej obciążasz lewą stronę ciała, to rok wytrzymasz bez problemu, pięć też. Ale po dziesięciu latach to w końcu da znać o sobie. Spada też ogólna aktywność, której mamy sporo jako dzieci. I jeśli spędzam czas w pracy przed komputerem, to te 8 godzin dziennie nie wyjdzie po roku, ale dopiero po dziesięciu czy dwudziestu. Można temu zapobiec, te zmiany to raczej efekt trybu życia w starszym wieku niż samej zmiany w organizmie. Ale to trzeba by być pod opieką np. terapeuty manualnego od wieku dorastania.

Co do ilości bodźców i serca - też nie do końca tak. Np. serce biegacza bije dużo oszczędniej. Owszem, w treningu przez godzinę dziennie podnosisz mocno tętno, ale poza tym moje spoczynkowe to okolice 30, przy średniej ludzkiej rzędu 70. Czyli trening daje dużą łączną oszczędność tej ilości uderzeń. Natomiast bodźce to kwestia odpowiedniego trenowania oraz wypoczynku dla układu nerwowego. To są piekielnie interesujące sprawy, mało poznane, ale nie sądzę, żeby było automatycznie tak, że im się jest starszym, tym te zdolności bardziej słabną. A przynajmniej nie do wieku 40-50 lat. Właściwie badania pokazują, że prawdziwy, skokowy spadek możliwości fizycznych następuje dopiero po 70-tce.

Teraz coraz bardziej sądzi się, że te zmiany to w dużej mierze efekt pośredni - zmiany trybu życia związane z cywilizacją, tym, że starszy człowiek raczej spędza czas w samochodzie niż tarzając się w piaskownicy. I coraz więcej jest zawodników starszych, którzy biegają naprawdę mocno. Co ciekawe, np. w boksie to było od dawna, zobacz, że taki Holyfield zdobywał tytuły i po 50-tce.
03/07/2014, 12:00
#
Marcin, po przeczytaniu tego co napisales odnosze wrazenie, ze wlasnie w duzej mierze jest zgodnosc w naszym mysleniu :-).

We wczesniejszym poscie, piszac 'Marcin/fotman', bardziej zalezalo mi na tym, aby podkreslic, ze wydaje mi sie, ze w sumie oboje macie racje, jesli chodzi o temat starzenia sie. Roznica bardziej polega na tym, ze inaczej odbieracie ten proces. Tu nie chodzi o wiek w wydaniu bezwzglednym, a bardziej o w pewnym sensie zuzycie organizmu, ktore moze nastapic w wieku juz np. 30 lat, a u kogos innego po 60-tce. I to duzo zalezy od tego, jakie mamy doswiadczenia i skumulowane obciazenia.

Czyli Ty troche masz racji dajac do zrozumienia, ze wiek bezwzgledny (np. przekroczenie 30-tki, 40-tki itp.) nie jest miara konca mozliwosci, ze mozna probowac walczyc i osiagac wyniki, nie poddawac sie i z gory mowic "nie da sie".

Z kolei fotman mam wrazenie pisze, ze przy pewnym zestarzeniu sie (czytaj zuzyciu organizmu, a nie tylko przekroczeniu jakiegos wieku, choc czesto to sie pokrywa), juz cudow nie zrobimy i nie przeskoczymy pewnych barier i ze nie pozostaje nam nic innego, jak sie z tym pogodzic.

W drugim akapicie, gdzie opisujesz dziecinstwo, kontuzje i problemy zwiazane z kumulowaniem sie pewnych procesow, to wydaje mi sie, ze tez nie do konca moze trzeba je wiazac z samym wiekiem, a znow bardziej z pewnym procesem zuzycia i zmeczenia organizmu. One po prostu wystapia niezaleznie od wieku, a bardziej skumulowania sie bodzcow, ktore przyjmujemy przez dluzszy czas.

Co do serca, to dokladnie tak, masz racje, to wlasnie chcialem uzyskac piszac, ze od nas zalezy, jak te ilosc lacznych uderzen rozlozymy w czasie, niejako wykorzystamy. Biegacz srednio poprzez madry trening obnizy ilosc dziennych uderzen, bo tak jak napisales, srednio powiedzmy przez 2 godziny dziennie bedzie mial grubo ponad 100, ale pozostale 22 godziny np. 40 uderzen, wiec srednia bedzie niska i pozyje pewnie dluzej. Z kolei milosnik nocnych imprez suto zakrapianych alkoholem i duzej dawki tytoniu w ciagu dnia bedzie mial powiedzmy tetno 70-90, na imprezach i po nieprzespanych nocach jeszcze wyzsze, wiec srednia dobowa wyjdzie duzo wyzsza, pewnie pozyje krocej. Podsumowujac chodzilo mi, ze te umowne 3 miliardy sa wartoscia w miare stala, tyle niejako przewidziana przez nature.

Podejrzewam, ze z bodzcowaniem ukladu nerwowego moze byc analogicznie, znow jako biegacz, czy sportowiec bedziesz lepiej wytrenowanym i relatywnie zdrowszym czlowiekiem, ale tez mysle, ze jest okreslona ilosc takich bodzcow, ktore w calym swoim zyciu mozesz przyjac, nawet jak bedziesz to robil najbardziej profesjonalnie. Po prostu w pewnym momencie zycia bardzo wyczerpiesz te zasoby i mozliwosci oddzialywania na swoj organizm beda bardzo ograniczone - tutaj uwazam, ze wlasnie duze znaczenie ma staz, jak dlugo to robisz. Nie mozna rozwijac sie w nieskonczonosc, wszystko kiedys sie konczy i przemija.

Stad tez mozna obserwowac przypadki osob, ktore pozno zaczely, a mimo to udaje im sie uzyskiwac dobre wyniki w starszym wieku i z drugiej strony wyczynowi sportowcy, ktorym nie brakuje niczego (wiedzy, sprzetu, fachowej opieki, czasu, zasobow finansowych itp.), a mimo tego na pewnym etapie nie sa w stanie przekroczyc planowanych granic. Taki troche absurd polegajacy na tym, ze na pewnym etapie mimo ogromnej wiedzy, doswiadczenia i zewnetrznych mozliwosci, ktore powinny kogos rozwinac, zwyczajnie zaczynaja go ograniczac :-)

Co do boksu, to rzeczywiscie zdarzaja sie przypadki jak Ali czy Holyfield, ktorzy czynili cuda w ringu przez bardzo dlugi okres czasu, ale tez boks w wiekszosci przypadkow dobitnie potwierdza moja teorie nazwijmy to "zuzycia organizmu". Zwroc uwage, ilu piesciarzy wydawalo by sie bedzie zwyciezac bez konca, a w pewnym momencie nastepowal krach doslownie z walki na walke. Oczywiscie probowali to tlumaczyc spadkiem motywacji, ewentulnie pewnych zewnetrznych zdarzen, ale wedlug mnie bezlitosnie nastepowalo skrajne zmeczenie organizmu, to owe zuzycie.
Marcin Nagórek
03/07/2014, 15:11
#
Ogólnie mówiąc, zgadzam się z tym, ale z pewnymi zastrzeżeniami. Musimy brać pod uwagę to, że mamy do czynienia nie z mechaniką jak w przypadku samochodu, a biomechaniką. Ta różnica jest ważna, bo o ile normalny materiał poddajemy obciążeniom i roku na rok jest słabszy, tak w przypadku materiału biologicznego staje się coraz mocniejszy - pod warunkiem,że zachowamy odpowiedni dowóz składników odżywczych i odpoczynek. Np. kości biegaczy robią się mocniejsze pod wpływem kumulowanych uderzeń.

Teoretycznie wzrost nie ma granic, ale im jesteśmy na wyższym poziomie, tym w grę wchodzi więcej czynników - np. za mocne mięśnie obciążają za mocno ścięgna itd.

Czyli stały wzrost poziomu wymaga coraz większej uwagi i dbałości o wiele składników. A przy tym coraz silniejszych bodźców, coraz więcej czasu na trening. W pewnym momencie coś trzaśnie, a wtedy powrót do formy jest długi. Można z kolei nie przekraczać pewnych granic, tylko dość do względnie wysokiego poziomu i go utrzymywać - prawdopodobnie bardzo długo.

Moja teoria jest więc taka, że to zużycie przy odpowiednim serwisowaniu jest bardzo wolne, na pewno wolniejsze niż się powszechnie wydaje. Tylko serwisowania na odpowiednim poziomie nie ma praktycznie nikt, a do tego nie bardzo wiemy, jak sterować treningiem w miarę upływu czasu. Mamy trochę danych, ale trening 40-50 latków dopiero staje się powszechny, metody przedłużania kariery sportowej dopiero są odkrywane.

Serwisowanie oznacza odpowiednią dietę, opiekę kogoś od mechaniki - i to od dzieciństwa, a także odpoczynki od biegania. Podobnie jak sanatorium pozwala naładować baterie, tak odpoczynki od biegania dają możliwość regeneracji mięśni. Sam tego nie przestrzegałem w latach młodości. A taki Bernard Lagat, który śmiga bardzo szybko w wieku 40 lat, mówi o tym, że zawsze na koniec sezonu robi nawet 5-6 tygodni wolnego.

Czyli przyspieszone zużycie to efekt w pewnym stopniu starzenia, ale w znacznie większej części - niewłaściwego użycia. Problem w tym, że właściwie użycie nie jest do końca znane, a poza tym prawie niemożliwe do spełnienia.
03/07/2014, 15:31
#
Marcin, to co piszesz wydaje sie bardzo rozsadne. Roznica wedlug mnie miedzy mechanika a biomechanika nie jest tylko jednostronna na korzysc biomechaniki. Mam na mysli to, ze biomechanika to nie tylko plusy z mozliwosci wzmacniania, ale tez minusy w postaci trudnej przewidywalnosci, duzo trudniejszej niz w mechanice, bo wiecej czynnikow decyduje i "maszyna" zyje swoim zyciem. Nie do konca chyba tez to wspomniane wzmacnianie jest nieograniczone.

Tutaj zaczynamy dotykac tematu jak daleko mozna dojsc i kiedy powiedziec sobie dosc, kiedy dalszy mocny rozwoj jest ryzykowny pod wzgledem utraty wszystkiego i czy nie lepiej utrzymywac wzglednie wysoki poziom (choc nie najwyzszy) przez jak najdluzszy czas bardziej dla zdrowia, niz dla wyniku.

Tak czy siak zuzycie wystepuje wszedzie i wedlug mnie nie jest tylko kwestia wieku, choc im dalej, tak jak piszesz, jest wieksza potrzeba w doborze i subtelnosci metod treningowych.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: 1500 metrów
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Styczeń 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin