28
05/2014
13:39
W miniony weekend zacząłem oficjalnie sezon startowy. W sobotę biegałem 5000 metrów na stadionie, w niedzielę milę na ulicy. Z krótkimi przerwami będę teraz startował aż do mistrzostw Polski na koniec lipca.

Tak jak zapowiadałem, zrezygnowałem z dychy na stadionie. I chyba słusznie. O życiówkę byłoby tam ciężko - było gorąco, wietrznie, a stadion jest kiepski. Właściwie problemem był nie tyle upał w sam dzień startu, ale to, co działo się wcześniej. Po raz kolejny nad morzem w ciągu dwóch dni temperatura skoczyła o kilkanaście stopni. W cieniu zrobiło się nawet 30, do tego wilgoć po padających wcześniej deszczach. Cały zeszły tydzień był piekielnie ciężki. Dwa razy biegałem w największy upał, żeby jakoś przyzwyczajać się do tych warunków, dwa razy wieczorem. Były to tylko lekkie rozbiegania, a tętno miałem o 15-20 uderzeń wyższe niż normalnie. Dzień przed pierwszym startem byłem już tak wycieńczony upałem, że zrobiłem wolne. Chciałem wyjść na krótki rozruch, ale przebiegłem 200 metrów i zrezygnowałem. Z trudem w ogóle podnosiłem nogi. Niestety, wygląda na to, że upał mi nie służy, a szczególnie w kontekście dłuższych biegów.

Przed startem nie robiłem już żadnych bardzo mocnych akcentów. Ale że nie pisałem prawie trzy tygodnie, chyba co nieco się nazbierało. 14 maja śmigałem ostatni długi trening na stadionie. Było zimno i wietrznie, biegałem w długim rękawie i spodniach. Najpierw 3km w 9:15. Potem luźne 4km w tempie 3:50/km. Potem odcinki 1200 + 1000 + 800 + 400 metrów. Nie było to powalająco szybko, np. 1km w czasie 2:55, 800m w 2:19. Na ostatnie 400 metrów byłem już tak zmęczony, do tego wiało, że nie dałem rady złamać 60 sekund - było 60,33. Zrezygnowałem też ze sprintów pod górkę, nie czułem się tego dnia najlepiej.


Ostatnie chwile przed startem w mili na ulicy - zakładam startówki i koszulkę z numerem

18 maja pierwszy w tym roku naprawdę szybki trening, przynajmniej w porównaniu do tych poprzednich. 6x600 metrów w tempie od 1:42 do 1:35. Tak mocno nie biegałem jeszcze odcinków tego typu. Było z przygodami, bo na rozgrzewce ulewa, a potem słońce i gorąco. W kolejnych dniach był już upał na całego i nie robiłem nic poza rozbieganiami i przebieżkami. A, przepraszam, w środę 21 maja było to w upale nieco szybsze bieganie, 2x4km w tempie rzędu 3:45/km i przebieżki 10x100 metrów. Było to tlenowy, łagodny bodziec.

Przyszedł wreszcie weekend i starty. W sobotę piątka na przystawkę. Było gorąco, ale nie tak upalnie jak w kilku poprzednich dniach. Bieg odbywał się w Postominie, w ramach mityngu, przed mistrzostwami Polski na 10 000 metrów. Nagrody finansowe za miejsca, na liście raczej słabsi rywale, a ja jeszcze bez przetarcia, niezbyt wyścigany. Zakładałem, że będzie to bardzo wolny wyścig, ewentualnie z mocną końcówką. To świetnie pasowałoby mi do planu treningowego. Los jednak jak zwykle spłatał niespodziankę. W ostatniej chwili dopisało się dwóch mocnych rywali. Co więcej, jeden z nich ruszył od startu w samobójczym tempie. Miałem mało czasu na decyzję - albo biegnę  czołówką mocno, albo trzymam własne tempo i potem ewentualnie odrabiam. Ponieważ mocno wiało, przytrzymałem czołówkę. Kosztowało mnie to masę sił, dwa pierwsze okrążenia były zabójczo szybkie, w tempie na 14:10, czyli lepiej od mojej życiówki, do której nie zbliżyłem się od pięciu lat. Kilometr minąłem w czasie 2:54, ale zbyt szybki początek totalnie mnie zniszczył. Nie byłem jeszcze na to gotowy.

Tempo potem siadło, ale ja i tak czułem się marnie. Dwóch pierwszych zaczęło mi odjeżdżać, a ponieważ czwarty rywal był daleko z tyłu, zwolniłem, zaczekałem na niego, a potem wyprzedziłem na finiszu. W tym biegu nie zależało mi na czasie, tylko na miejscu na podium, a ponieważ pierwsza dwójka była poza zasięgiem, skupiłem się na utrzymaniu trzeciego miejsca. W efekcie wyszedł słaby jak na mnie czas - 15:05, jeden ze słabszych w mojej historii biegania 5000 metrów. Muszę jednak zauważyć, że trudno byłoby mi pobiec w Postominie szybciej. Na stadionie leży treningowy, bardzo gruby i miękki tartan. Ciężko się od niego odbijać, a ja jestem biegaczem rytmowym, skaczącym na palcach. Po weekendzie mam coś, co nie dotknęło mnie od lat - straszne zakwasy w mięśniach piszczelowych. Zawodnicy startujący później na 10 000 metrów też narzekali i właściwie wszyscy pobiegli marnie. Dlatego decyzja o odpuszczeniu tej dychy wyszła mi raczej na zdrowie.

Dzień później kolejne solidne przetarcie - mila uliczna. Najpierw 6km crossu, kwalifikuje się pierwsza dziesiątka. Mogłem przebiec luźno, udało się. Dwie godziny przerwy i wyścig na milę. Było ciepło, rozgrzewałem się bez koszulki. Rywale wyjątkowo mocni, wśród nich m.in. Tadek Zblewski, który dzień wcześniej ograł mnie na piątkę oraz Łukasz Kujawski, którego życiówka na 1500 metrów to 3:39.


Start do mili dziesiątki "elitarnych". Autor drugi od lewej, taktycznie z tyłu.

Na tej trasie startowałem już po raz czwarty, wiem więc, jak to ugryźć. Tego dnia nie było jednak mocnych na Łukasza. Biegnie się tam po dość ciężkich górkach, 800 metrów, jest nawrót za pachołkiem, a potem powrót. Do pachołka tempo było było bardzo spokojne, a po nawrocie Łukasz od razu zaatakował sprintem i odskoczył na 30 metrów! Jedynym, który był względnie blisko niego, był młody Daniel Pek, trenowany przez Leszka Zblewskiego, który kilka razy wygrywał na tej trasie. Przez kolejne 200 metrów sytuacja niewiele się zmieniła, trochę goniłem i zmniejszałem przewagę, a za mną czaiło się kilku chłopaków. Dwóch rywali było z przodu ze sporą stratą.

600 metrów przed metą zaczęły się ataki zza moich pleców. Najpierw ruszył Oskar Przysiężny. Kawałek dalej - Tadek Zblewski. 250 metrów przed metą byłem dopiero piąty, ze sporą stratą do biegnącej z przodu czwórki. Dlaczego nie ruszyłem wcześniej? Otóż patrzyłem na siebie. Nie czułem się za dobrze i wiedziałem, że tak wczesny finisz nie będzie udany. Trasa jest pofałdowana, a ostatnie 200 metrów mili prowadzi lekko pod górkę. Ten, kto przeszarżuje, cierpi tam okrutnie i tylko traci. Dlatego robiłem swoje i nie zastanawiałem się, co z tego wyjdzie. Jeśli czterech rywali miałoby się okazać lepszymi - no trudno.


Ostatnie 300 metrów widziane z perspektywy mety. W tym momencie jestem piąty, widać mnie całkiem z lewej.

Skończyło się jednak lepiej. 200 metrów do mety wrzuciłem niższy bieg, sięgnąłem do ostatnich rezerw. Daniel i Oskar zaczęli właśnie wtedy płacić za przedwczesną szarżę. Obaj nagle usztywnili się, zaczęło ich miotać na boki - pamiętajmy, że mówimy cały czas o biegu w tempie w okolicach 2:40/km i mocniej. Minąłem ich szybko i bez większego problemu. Z przodu był Jeszcze Tadek Zblewski, który niewiele zwalniał, ale nie ma takiego zapasu prędkości jak ja. Tadek jest raczej długodystansowcem, a ja sprawdzam się na dystansach średnich. Zbliżałem się z każdym krokiem i jakieś 30 metrów przed metą dogoniłem go i w końcu wyprzedziłem. Łukasz Kujawski był poza zasięgiem i muszę uczciwie przyznać, że czego bym nie zrobił, nie miałbym tego dnia szans. Na Pomorzu wygrywa na ulicy wszystko, na wszystkich dystansach, nie boi się ani Kenijczyków, ani Ukraińców.

Skończyło się ostatecznie na drugim miejscu. Mój bilans z tej mili to dwa zwycięstwa i dwa drugie miejsca w czterech startach - na siedem edycji, które się odbyły. Nie jest źle. Wczoraj spłynęły wreszcie oficjalne wyniki i okazało się, że pobiegłem 4:26. Tylko raz na tej trasie pobiegłem szybciej - 4:24. Dwa pozostałe moje wyniki to 4:27 i 4:33. Było więc względnie szybko, intuicja w czasie biegu nie myliła mnie. Fakt, że 4:24 wystarczyło do zwycięstwa, ale nie byłem na to gotowy. Brakuje mi startów, zetknięcia się z wysokimi prędkościami i tym specyficznym zmęczeniem,cierpieniem. Jest nieźle, ale z tygodnia na tydzień powinno być lepiej. Na razie biegam bardzo lekko, bo bilans weekendu jest ciężki. Byłem dwa razy na podium, ale zapłaciłem za to sporym bólem. Potężne zakwasy w łydkach i piszczelach, ból dwugłowca i achillesa. Straty są czysto mechaniczne, bo np. tętno szybko wróciło do normy. Musze zregenerować uszkodzone mięśnie, martwi mnie tradycyjnie pobolewające ścięgno Achillesa. Każdy mocny start czy trening sprawiają, że ból wraca. Na razie jest jednak pod kontrolą.


Podium

Co dalej? W kolejny weekend startuje na bieżni, prawdopodobnie na 1500 lub 3000 metrów. Start, który jest dla mnie ważny i będzie prawdziwym testem odbędzie się 14 czerwca - to memoriał Żylewicza w Gdańsku. Do tego czasu szukam prędkości.
Kategoria: Trening 2014
Komentarze: (19)
Zaktualizowano: 28/05/2014, 21:55

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

28/05/2014, 15:54
#
Ten memoriał Zylewicza to na pewno 14 mają? ;)
Marcin Nagórek
28/05/2014, 21:54
#
Ha, ha, masz rację, chciałem to mieć jak najszybciej za sobą ; )
michal lesniak
29/05/2014, 01:46
#
Gratulacje! zabojcza ta mila!
Krzysztof Bartkiewicz
29/05/2014, 22:33
#
Dla Łukaza ta mila była spokojna, przy swoim PB mógłby pobiec sądze w granicach 3.58
Krzysztof Bartkiewicz
29/05/2014, 22:41
#
Jestem ciekaw gdyby Łukasz miał z kim biec ile byłby w stanie z tego jeszcze wycisnąć...
Marcin Nagórek
29/05/2014, 23:22
#
Krzysiek, chyba żartujesz. Nie znasz trasy, ona jest ciężka, po górkach, z nawrotem, tam zawsze wieje. Ja najszybciej pobiegłem 4:24, w roku, kiedy Leszek Zblewski miał własnego zająca, a on cisnął od początku. Przegrałem wtedy o dwa kroki i chyba nikt nie pobiegł nigdy tej mili szybciej niż wtedy Leszek. Łukasz w niedzielę powiedział mi na mecie, że ledwo dobiegł, końcówka była na drewnianych nogach. Będąc w formie mógłbym się z nim ścigać, ale brakuje mi do tego przetarcia. Najszybciej pobiegłem w roku, w którym tydzień wcześniej biegłem 800m i byłem przetarty na tych prędkościach.

Dla porównania, na szybkiej trasie w Częstochowie wykręciłem kiedyś 4:06 na mili, ale tam są dwie proste z górki i jedna pod górkę. W Goleniowie najszybciej 4:17, trasa dość łatwa. Mówiąc ogólnie, na ulicy jest bardzo trudno rozwinąć prędkości poniżej 2:40/km. Dlatego wymyślono tartan ; )

Obliwice są co najmniej 10 sekund wolniejsze od stadionu, możliwe, że więcej. Na stadionie 1500m w 4:00 to jest spacer, a na ulicy mila w 4:17 to morderczy bieg. Im szybciej się biegnie, tym większą różnicę robi tartan, nie wspominając o górkach czy tej nawrotce, gdzie masz od razu 4 sekundy w plecy na zatrzymanie i ponowne rozpędzenie.
Marcin Nagórek
29/05/2014, 23:29
#
Dodam jeszcze, że dla kogoś, kto biega długie, te różnice w średnich wydają się minimalne, a takie nie są. Np. na 800 metrów na moim poziomie, w dobrej obsadzie 1:52 to jest bieg bez większego spinania, a 1:50 - już szybkie bieganie. Różnica pomiędzy 1:52 a 1:50 to jest różnica klasy i ten wolniejszy biegacz bardzo rzadko ma szanse wygrać, niezależnie od tego, jak się ułoży rywalizacja. A to są niby tylko 2 sekundy. Tak samo na 1500 m - 3-4 sekundy to jest przepaść. Będąc w formie na 3:48 na 1500m nigdy nie przegrywam z biegaczem z forma na 3:50, to się jeszcze nie zdarzyło. Jeśli Łukasz pobiegł 4:24, a uważasz, że miałby tam pobiec 3:58, to jesteś szalony. Złamać tam 4:20 byłoby piekielnie trudno. Nawet na bieżni na 1500 m w idealnych warunkach bieg z zającem to jest zysk 2-5 sekund, nie więcej, zależnie od typu biegacza. Teraz na Bahamach Kiprop, który ma życiówkę 3:27, pobiegł 3:32 zupełnie sam - przy silnym wietrze. Bez wiatru byłby w stanie wykręcić 3:30, z zającem - 3:27, to jest ta realna różnica. Tak samo ja, jeśli pobiegłem w średnim, nierównym biegu 3:45, zakładałem, że na idealne warunki i tempo, wszystko na tip top, mogę zyskać jeszcze te 2-3 sekundy. Więcej to jest w średnich biegach szaleństwo, a mówienie o 26 sekundach różnicy to absolutne wariactwo.
30/05/2014, 07:38
#
i jak zwykle gołe zdjęcie na zachętę ... ;?
Marcin Nagórek
30/05/2014, 12:32
#
No, ba ; )
Krzysztof Bartkiewicz
30/05/2014, 12:43
#
Marcin, fakt jestem szalony ale dzięki temu uśwaiadam sobie i innym że rzeczy nie możliwe stają się możliwe. Kto by powiedział że nap można pobiec maraton w 2:10 w odstępach dwóch tygodni tak jak robi to Kawauchi, czy m jak w moim przypadku 4 maratonu w miesiącu ze średnią poniżej 2:30m jak to miało miejsce u mnie:)
Nie wiem jak to jest u milowców, ale sądze że jeszcze nie raz Ciebie ktoś Marcin Ciebie zaskoczy. PS jestem ciekaw ile na tej trasue wykręciłby jakiś lepszy Kenijczyk.

PS ja nie brałem pod uwagę trasy, lecz stosunek mili do PB na 1500m. jeżeli Łukasz w swoich najlepszych latach był w stanie pokonać 1500m poniżej 3.40, to wychodzi poniżej 15 sekund każde 100m, więc dokładając 109 m zmieściłby się w przedziale poniżej 4 minut na mili..:)
Marcin Nagórek
30/05/2014, 13:05
#
Rozumiem, o czym mówisz, ale nie zdajesz sobie po prostu sprawy z tego, jak to wygląda w biegach średnich, jakie są zależności między różnymi prędkościami. To jest też mimo wszystko inny poziom biegania. Maraton w 2:30 biega kilkaset kobiet na świecie, a mila w okolicach 4:00 to jest poziom klasy mistrzowskiej wśród mężczyzn. Trudno to porównywać.

Dodajmy do tego, że o zaskoczenie w biegach średnich nie jest łatwo. Już 30 lat temu najlepsi na świecie biegali poniżej 3:30 1500m i 1:42 800m. Od tego czasu te rekordy niewiele poprawiono, mimo wielu zmian, również związanych z dopingiem. I trening, i poziom tych dyscyplin jest mocno wyśrubowany, nie ma tu miejsca na zaskoczenia.
Krzysztof Bartkiewicz
31/05/2014, 07:43
#
Gwoli ścisłości, zgadzam się że kilkaset kobiet na świecie biega maraton poniżej 2:30, ale wskaż mi chociaż jedną która pobiegnie 4 maratony w ciągu miesiąca poniżej 2:30..:)

Co do biegów średnich mam nieco odmienne zdanie, sam zauważ, z tego co wyczytałem biegłeś dzień wcześniej 5km, ponadto przed milą była jeszcze szóstka.. zatem wynik byłby zapewne lepszy gdybyś był świeży..

I co do biegów średnich można na dobrym poziomie pobiec dzień po dniu ale maratony już nie...

Odnośnie wyników i dopingu, zauważ że wiele dawnych rezultatów jest mocno zaskakujących i mają się ni jak do wyników obecnych. Dawniej nie było chociażby paszportu biologicznego, jestem przekonany że bardzo dużo dawnych rezultatów byłoby anulowanych zwłaszcza z bloku Wschodniego (Chiny)
01/06/2014, 06:58
#
super czytac o Twoich startach! Uwielbiam Twoje opisy taktyczne, analize samego biegu, danej sytuacji czy przeciwnikow itd. Powodzenia w kolejnych startach!
Marcin Nagórek
02/06/2014, 01:14
#
Krzysiek - nie wiem w sumie, o co ci konkretnie chodzi. Zgadzam się z wieloma rzeczami, które mówisz. Ale twierdzenie, że Łukasz byłby w stanie pobiec tę milę w 4:00, jest kompletnie chybione. Mówi Ci to ktoś, kto biega i śledzi biegi średnie 14 lat. Na tej trasie zawodnik z poziomu 3:30 miałby spore problemy ze złamaniem 4:00.

Na bieżni sprawa jest inna, ale i tak nie biegają życiówki, tylko realni ludzie, którzy są w różnej formie w różnych latach. <br><br>W biegach średnich nie ma wielkich zaskoczeń - u mężczyzn. U kobiet rzeczywiście większość najlepszych wyników jest prawdopodobnie uzyskana na koksie. U mężczyzn medale na imprezach międzynarodowych dają podobne wyniki jak 30 lat temu.

Juan - dzięki, wkrótce kolejne relacje ; ) Dzisiaj biegłem 1500m w Inowrocławiu, 3 :53,25. Wynik mocno średni, ale jestem względnie zadowolony. W mocnym wietrze prowadziliśmy to na zmianę, w trochę za szybkim dla mnie tempie i na ostatnim kółku dosyć mnie ścięło. Mimo wszystko każdy kolejny start jest lepszy, czuję się coraz mocniejszy. Jeśli achilles pozwoli, to jeszcze pobiegam - chociaż w ostatnich dniach musiałem niestety mocno luzować ze względu na ból.
michal lesniak
02/06/2014, 05:03
#
Niezle Marcin ! tak trzymac :)
03/06/2014, 17:34
#
Marcin mam pytanie, pewnie byłeś już w wielu miesjcach na obozach. Też mam zamiar się wybrać w tym roku na przełomie lipca/sierpnia na 2-3 tygodnie, gdzieś w góry. Możesz polecić jakieś miejsce - Szklarska, czy coś innego? Może jakieś miejsce noclegowe? Żeby wyszło stosunkowo najlepiej w rachunku miejsce/cena. Z góry dzięki
Krzysztof Bartkiewicz
03/06/2014, 17:49
#
Marcin, Chodziło mi wcześniej o to że jakoś nieadekatwnie wolne wyniki przeliczyłem tej mili w stosunku do PB na 1500m, ale oczywiście wyjaśniłem mi że tu jest trudna trasa i mile uliczną ogólnie sie wolniej biega o jakieś 10sek/km więc jest ok i przepraszam za zamieszanie:)

PS gratuluję biegu w Inowrocławiu. Pozdrawiam
Marcin Nagórek
04/06/2014, 00:03
#
Krzysiek - spoko, ja się też czuję zdecydowanie bardziej kompetentny w biegach średnich niż maratonie, więc tu wchodzimy na moją pasję.

Mikołaj - trudno powiedzieć. Ja od paru lat nie jeżdżę na obozy, bo mnie męczy ta atmosfera. Wiele zależy od tego, czy chcesz jechać na obóz sam czy z kimś. Przy wyjeździe we dwójkę najlepiej wynająć pokój z dostępem do kuchni, to jest wtedy często kwestia nawet 40-50 za dobę za pokój, zależnie od długości pobytu, czasu i miejsca. Ja tak np. wybierałem wyjazd w Bieszczady - druga połowa września, czyli terminy mało popularne, można było negocjować, cena była bardzo niska.

Myślę, że przede wszystkim musisz brać pod uwagę walory biegowe, bo ceny będą podobne w różnych miejscach. Szklarska trochę się popsuła, jest dużo ludzi, drogi rozjechane i jest problem z wejściem na stadion, jeśli nie mieszkasz w "maratonie" - a tam jest zwykle dość drogo. Byłem w Szklarskiej ze 3 lata temu po długiej przerwie i byłem mocno rozczarowany.

Gdybym ja miał teraz jechać, wybrałbym się na jakieś odludzie, typu Bory Tucholskie. Fajny jest też Wałcz i te okolice. W górach ludzie od pewnego czasu jeżdżą do Zakopanego, gdzie jest nowy stadion. Czyli - wiele zależy od tego, na czym konkretnie Ci zależy: czy na stadionie, innych biegaczach czy może po prostu lesie do biegania.
05/06/2014, 07:48
#
Dzięki za odpowiedź. Powodzenia!

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Moc odpoczynku
Następny: 1500 metrów
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Sierpień 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin