27
04/2014
21:45
Mój ostatni blogowy wpis był proroczy. Jest jakąś dziwną regułą w blogosferze, że po każdej notce, w której piszę o bardzo dobrym samopoczuciu, następuje obniżka formy. 10 dni temu zrobiłem jeden z najmocniejszych treningów w życiu, a potem było już słabiej. Przed dzisiejszym startem miałem spore obawy.

W gruncie rzeczy było to jednak do przewidzenia. Nie odpuszczałem w treningu, więc po bardzo mocnych bodźcach byłem solidnie podmęczony. Po czwartkowym mocnym biegu ciągłym w niedzielę łupnąłem solidne, szybkie rozbieganie w lesie - 14km w tempie 3:48/km. W poniedziałek - moje standardowe podbiegi na 200-metrowej górce. Wtorek i środa były bardzo łagodne, ale nie odzyskałem pełnej świeżości. Był to jednak najmniejszy z moich problemów. Otóż po mocnym treningu na bieżni w kolcach odezwało się znowu ścięgno Achillesa. W pewnym momencie bolało na tyle mocno, że miałem poważne obawy, czy dam radę przebiec dychę. Pomogło rolowanie stopy butelką od wina. Okazało się, że przykurcz szedł w dużej mierze od stopy. Jeszcze dwa dni przed startem było kiepsko, w niedzielę na rozgrzewce czułem napięcie i drobne bóle, ale dyszka poszła gładko. Teraz robię bardzo luźny tydzień, myślę więc, że będzie już z górki.

Podejrzewam, że na stan ścięgna ma wpływ moje biegowe podłoże. Nad morzem jest teraz susza, dawno nie padało, a trasy, po których biegam, prowadzą przez pola regularnie rozjeżdżane traktorami i samochodami. Po poprzednich deszczach pojazdy wyrzeźbiły w nich niezliczone koleiny, które w tej chwili zastygły na kamień. W rezultacie w biegu właściwie nie ma kroku, który mógłbym postawić zupełnie stabilnie. Stopa cały czas drga, chodzi na boki, ześlizguje się, kostka skręca mocno, czasami tracę równowagę. Z jednej strony to świetne ćwiczenie mięśni stabilizujących, ale z drugiej - mocne obciążenie ścięgien nadwyrężonych ciężkim treningiem na bieżni. Biegam czasami z duszą na ramieniu, ale na razie udaje mi się utrzymywać stan równowagi pomiędzy bodźcem a odpoczynkiem.


Nie mam żadnych nowych zdjęć, więc dzisiaj jako ilustrację wykorzystuję swoje archiwum portugalskie. Tutaj akurat moje izotoniki rodem z Hiszpanii.

Druga sprawa - susza i ciepła pogoda sprawiły, że jest koszmarna pogoda dla alergików. W Słupsku stężenie pyłków brzozy jest teraz na maksymalnym poziomie, zaczęły też pylić trawy. Akurat na to dziadostwo jestem uczulony, wstaję więc rano z oczami zapuchniętymi i czerwonymi jak zombie. Kicham, nos zatkany, a ogólne samopoczucie nazwałbym oklapniętym. Dzisiaj rano było już na tyle źle, że pierwszy raz w tym sezonie musiałem łyknąć tabletkę z loratadyną. Na ogół tego unikam, bo te leki mają tendencję do jeszcze większego zamulania, ale nie miałem wyjścia: nie mogłem spać z zatkanym nosem.

I żeby jeszcze podciągnąć litanię zastrzeżeń, dodam, że pogoda jest na tyle zmienna, że można dostać szału. W poprzedni czwartek upał - biegałem na stadionie w krótkiej koszulce i krótkich spodenkach. W kolejne dni trafiło się ochłodzenie, biegałem w zimowej opasce na uszy i dwóch długich rękawach. Następny czwartek, przed startem latałem luźne 300-tki na stadionie - ukrop, pierwszy raz w tym roku zdjąłem na treningu koszulkę i opalałem klatę. Dzień później wieczorem przenikliwy wiatr i znowu zimowe ubranie. Jak wiadomo, kwiecień-plecień, doskonale się to sprawdza. W centralnej Polsce w ostatnie dni lało, u mnie było słonecznie, ciepło i alergicznie - chyba pierwszy raz żałowałem, że przed startem deszcz nie oczyścił powietrza.

Na szczęście w Białogardzie było dużo lepiej, większy chłód, przyjemnie, a podczas oczekiwania na stadionie zrobiło mi się nawet chłodno. Okazało się, że jest tyle zgłoszeń do mistrzostw Polski w kategorii poniżej 23 roku życia, że my, weterani, musimy startować w drugiej serii. Miałem blisko, bieg traktowałem na luzie, więc było mi w sumie wszystko jedno, a na dodatek okazało się, że wyszło to na plus. W mistrzostwach Polski było mocne tempo, a u mnie równy, spokojny bieg. Pisałem wcześniej o tym, że boję się, że problemem może być brak bardzo mocnych treningów, na prędkości wyższej niż startowa. Mięśniowo jest mi to potrzebne, a że dodatkowo trzymałem swój stały rytm z podbiegami, nie zmieniałem go, było ryzyko, że mogę być nieco ociężały. Dlatego chociaż treningi wytrzymałościowe pokazywały, że mogę myśleć nawet o życiówce, podchodziłem do tego bardzo spokojnie. Celem minimum było złamanie 32 minut. Pamiętajmy też o tle - ostatnia dycha na stadionie, w zeszłym roku, skończyła się dla mnie zejściem z bieżni. Dodajmy do tego mój umiarkowany trening, na niezbyt wysokim kilometrażu, podwyższoną wagę - było sporo czynników ryzyka.


W utrzymaniu, a nawet podwyższeniu formy pomaga mi moja ulubiona odżywka węglowodanowa. Producent mnie nie sponsoruje, i szkoda. Mimo to wstawiam ten product placement. Można spożywać w zestawie z czekoladą.

Cieszyłem się więc, gdy grupa, na której końcu się umieściłem, tłukła w miarę równe kilometry w tempie 3:10/km. 5 kilometrów pokonane w czasie 15:47. Tempo było odrobinę rwane, niektóre okrążenia szybsze, inne wolniejsze. I czułem, że gdy tylko tempo skacze, zaczynam mieć problemy. 3:10/km było komfortowe, szybciej tego dnia nie dałbym rady. Brakuje mi na razie zapasu szybkości. Biegłem więc bardzo spokojnie. Pierwsze dwa kilometry - samopoczucie kiepskie. Ale po 3-4 kilometrach złapałem dobry rytm i zacząłem czuć się nawet bardzo dobrze. Na szóstym czułem w sobie ogromną moc. Kiedyś ruszyłbym do przodu, wykonał szarpnięcie, próbował coś urwać. Rutyna robi jednak swoje. Wiedziałem, że do mety jest jeszcze daleko i to bywa złudne. Spokojnie biegłem swoje. I bardzo dobrze. Po 8 kilometrach złapał mnie solidny kryzys. Zarówno oddechowo, jak i żołądkowo oraz mięśniowo czułem się marnie. Akurat wtedy grupa zaczęła podkręcać, puściłem ich i zostałem sam. Byłem pewien, że na ostatnim okrążeniu jestem w stanie nadrobić i ich dogonić, ale tego dnia nie było to możliwe. Nogi w kolcach siadły, straciłem lekkość biegu i dynamikę. Dobiegłem swoje, na mecie byłem piąty, czas 31:38:02.

Mówiąc ogólnie, jestem zadowolony. Wynik jest dla mnie przyzwoity. Zrobiłem minimum na mistrzostwa Polski z dużym zapasem, do życiówki zabrakło mi ok. 40 sekund. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, a w Postominie za miesiąc byłaby dobra pogoda, jestem w stanie urwać z tego minutę, co byłoby dla mnie na dyszkę bardzo dobrym czasem. Jest to dla mnie fantastyczna baza do biegania 1500 metrów. Dopuszczam jednak myśl, że jeśli na koniec maja będzie upalnie, odpuszczę te drugie 10 kilometrów na stadionie i skupię się na krótszych dystansach. Zobaczymy. Na razie robię tydzień dużego luzu i dopiero w sobotę lub niedziele planuję pierwszy akcent, podbiegi rzędu 100-200 metrów, zależnie od samopoczucia i okoliczności. Będzie to majówka, jadę się odprężyć, więc różnie może być.

Jest jednak zaskakująco dobrze. 6 tygodni temu byłem na dnie formy, a w ciągu kilku tygodni wskoczyłem na zaskakująco dobry poziom. Mam fajną podbudowę wytrzymałościowo-siłową, jestem względnie zdrowy, waga poszła w dół - czyli wszystko toczy się w dobrym rytmie. Jeśli sytuacja ułoży się dobrze, możliwe, że w sezonie zaatakuję swoje życiówki na dystansach 1500-5000 metrów. Jeśli nie... No cóż, to nie ; ) Na razie robię swoje i nie zaprzątam tym sobie myśli.


Na koniec palma, bo jak wiadomo, palmy są ładne i je lubimy. Ta tutaj rośnie w portugalskim miasteczku Pombal.
Kategoria: Starty 2014
Komentarze: (3)
Zaktualizowano: 28/04/2014, 13:20

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.gif
promo.jpg

Komentarze

michal lesniak
28/04/2014, 01:34
#
Super marcin!byla moc :D
Aprops niezle te izotoniki!:)
01/05/2014, 17:00
#
Też lubię takie izotoniki, choć wolę jednak Porto czy Rieslinga. Jest to pylenie - ja też zatkany na maxu przez alergie. Dalej ciagne Twój plan gorski w wersji lajt i jest super. Nóżki mocne jak nigdy :)
Marcin Nagórek
02/05/2014, 12:03
#
Izotoniki rządzą : ) A z planu się cieszę - lubię taki feedback, wiedzieć, czy to działa i ewentualnie coś skorygować.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Grudzień 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin