11
03/2014
12:10
Ciężka to była zima, mimo niezłej pogody. Choroba, która rąbnęła we mnie w okolicach mistrzostw Polski, przeciągnęła się na prawie 2 tygodnie. Do dzisiaj trochę kaszlę. Przez ten czas nie biegałem, zdążyłem więc odpocząć i nabrać ochoty na dalszy trening. Wyszło z tego trochę mocniejsze roztrenowanie niż pierwotnie planowałem. No ale cóż, taka karma.

W miniony poniedziałek wyszedłem na pierwszy trening i byłem pozytywnie zaskoczony. Biegło mi się zaskakująco dobrze. Oczywiście była ciężkość, było zmęczenie i ból nóg, ale kondycyjnie zniosłem ten wysiłek całkiem, całkiem. Chociaż mimo wszystko muszę dodać, że dopiero po takiej przerwie docenia się wcześniejszą formę. Pierwszego dnia zrobiłem skromne 8 kilometrów i nie było to od niechcenia, podczas gdy normalnie w treningu coś takiego to przyjemny spacer i odpoczynek.

W kolejne dni biegałem na zmianę w terenie i na siłowni. Zrobiła się piękna pogoda, ciepło, podłoże suche, teoretycznie więc mogę wszystko robić na zewnątrz. Sęk w tym, że w swoim terenie nie pobiegam szybko, przeszkadza też wiatr, bo biegam po odkrytych polach. Były dni mniej przyjemne i wtedy śmigałem na bieżni mechanicznej. Po kilku dniach byłem w stanie zrobić 10km, w tym 8km w tempie 3:50/km. Nie było to zupełnie na luzie, ale mimo wszystko jest dużą zmianą w porównaniu do jesiennego roztrenowania. Wtedy, wracając po antybiotykach, maratonie i zabiegu chirurgicznych na stopie ledwo powłóczyłem nogami. 4:20/km na siłowni było zabójczą prędkością. Bałem się, że teraz będzie podobnie, ale nie, jest duża różnica. To dodało mi nieco optymizmu, bo do pierwszych startów nie jest daleko.

Weekend spędziłem pracowicie - na mistrzostwach świata w Sopocie. Nadawałem korespondencje dla Magazynu Bieganie. Zebrałem sporo materiałów, które jeszcze się pojawia, nawiązałem też masę kontaktów. Impreza była całkiem udana, nie licząc oczywiście dyskwalifikacji Marcina Lewandowskiego. Muszę jednak zaznaczyć, że gdybym miał płacić 1250 zł za bilety czy 450 zł za jedną sesję, to w życiu bym tego nie zrobił. To jakieś szalone ceny z kosmosu.


W Sopocie z mistrzem świata na 800 metrów, Mohammedem Amanem. Raczej unikałem robienia sobie fotek z zawodnikami, ale on akurat stał w pobliżu i nie robił niczego sensownego, więc złapałem za bety i wciągnąłem w kadr. Łatwo zauważyć, że po dwóch tygodniach bez biegania buźka mi się nieco zaokrągliła.

Procedury bezpieczeństwa w Sopocie były niesamowicie ostre. Na każdych schodach, przy każdych drzwiach stał ochroniarz, sprawdzający, czy ma się wejście do danej strefy. Dziennikarze trochę na to narzekali, bo praca polegała na ciągłym bieganiu z piętra, gdzie była trybuna, do podziemi, gdzie w mixed zonie można było porozmawiać z zawodnikami wracającymi do szatni. Duże redakcje miały po prostu dwie ekipy, jedną tu, drugą tam. Był jeszcze pokój konferencji prasowych, na które mało kto chodził. Wszystko odbywało się w jednym czasie - biegi, schodzący zawodnicy i konferencje - w trzech różnych miejscach. Starałem się być wszędzie, więc nabiegałem się po schodach jak kozica, a i tak większości biegów nie widziałem na żywo.

Mimo wszystko możliwość zadania pytań Bernardowi Lagatowi czy Galenowi Ruppowi to duża sprawa. Obejrzałem tych chłopaków z bliska, zwracając uwagę na buty, szczegóły budowy ciała, wzrost... takie szczegóły wiele mówią o treningu. I mp. zawodnicy Salazara, czyli Cameron Levins, Galen Rupp i Treniere Moser są dość nabici mięśniowo. Szczupli, ale widać, że silni, mocne plecy i klatki piersiowe. Nawet Kenijczycy, którzy są niby chudzi, mięśniowo wyglądali na silnych. Przypomina mi się zdanie z książki Gordona Pirie, w której pisał, że bieganie to ciężki, fizyczny sport, w którym tylko siła i wytrenowanie zawodników dają złudzenie lekkości.


Z naczelnym strony letsrun.com, Robertem Johnsonem

Po weekendzie po raz pierwszy od dawna wybrałem się na stadion na mocniejszy trening. Zrewidowałem trochę swoje przygotowania, przede wszystkim skorygowałem plany pod względem interwałowym. W Portugalii, mając w perspektywie starty na krótszych dystansach, trenowałem na krótkim, bardzo intensywnym interwale. Nawet gdy trafiały mi się pojedyncze dłuższe odcinki, łączna objętość treningu była niska. Nie bardzo mi jednak służy i wracam do innego formatu: duża objętość interwału, prędkości od bardzo luźnych do mocnych pod koniec treningu. Czyli taki a la fartlek, bez równej, stałej prędkości od początku. To uzupełnione swobodnym, mało objętościowym i dość szybkim bieganiem rozbiegań.

Pierwszy trening miał mieć formę 10x1km na przerwie 1 minuty. Tempo miało być bardzo luźne na początek, 3:30-3:20/km plus ostatni odcinek biegany mocno. Okazało się jednak, że i tak przeliczyłem się z siłami. Po sześciu miałem dość. Czułem się mięśniowo ciężki - silny, ale ciężki. Szczególnie góra, gdzie nabrałem masę masy, mocno ciążyła mi w biegu. Po tych sześciu odcinkach dorzuciłem jeszcze dziesięć interwałowych dwusetek, w tempie na 3:15/km, na bardzo krótkiej przerwie, a potem w kolcach 400 metrów mocno. Na koniec kilka sprintów pod górkę na poprawienie rekrutacji włókien mięśniowych. Wracam do tej formuły treningu po kilku latach, zrezygnowałem z powodu problemów z achillesem. Ale ponieważ z achillesem jest trochę lepiej (choć wciąż boli), a zacząłem tracić zdolność raptownej zmiany tempa i osiągania bardzo wysokich prędkości, wracam do krótkich podbiegów.


Kolejny sympatyczny gość z letsrun.com - Steve Soprano, czyli Employee 1.1 - pierwszy zatrudniony przez nich pracownik. Z nim spędziłem najwięcej czasu, nie licząc gościa z flotrack.org, z którym niestety zapomniałem zrobić sobie zdjęcia ; )

Poniedziałek okazał się więc ciężki i dziś czuje się dosyć skasowany. Liczę jednak na to, że po 2-3 akcentach wrócę do większości dyspozycji sprzed choroby. Zwykle tak jest, że ogólna wytrzymałość tlenowa - czyli w moim przypadku bieganie w tempie 4:20-3:50/km - wraca szybko, ale już wyższa forma - opornie. Pisałem o tym nie raz, że np. 33 minut na dychę są dla mnie do osiągnięcia błyskawicznie i prawie bez specjalistycznego przygotowania, ale już choćby 31:50 to ciężka i długa praca. A wspominam o dyszce, bo cały czas mierze się, żeby otworzyć nią sezon. Zwykle mam tak, że jeśli jestem w stanie przemęczyć dychę lub piątkę w przyzwoitym czasie, potem jestem mocny na krótszych dystansach.

Bierzemy się więc do roboty, nieco zwalniam z praca siłową i dociskam bieganie. Masa jest, teraz trzeba zrzucać. Nadal jednak wykonuje tony ćwiczeń rehabilitacyjnych, mających poprawiać sylwetkę.


Poprawiona i wzmocniona sylwetka na tle media roomu w Sopocie, Ergo Arena
Kategoria: Trening 2014
Komentarze: (12)
Zaktualizowano: 11/03/2014, 14:31

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

13/03/2014, 07:57
#
Szybkiego powrotu do dobrej dyspozycji.
Marcin Nagórek
13/03/2014, 18:31
#
Dzięki ; )
14/03/2014, 23:18
#
Jako dziennikarzowi mogę Ci życzyć tylko, żebyś zastąpił miejsce wytrzeszcza Babiarza i grubasa Jóźwika na stanowiskach komentatorskich, bo brak kompetencji tych dwóch panów boli mnie kibica lekkiej, tak bardzo, że nie sposób w słowach to wyrazić ...
17/03/2014, 20:20
#
focia z Rojo, jest fejm, to rozumiem :)

ale te 4:55? wtf? przekwalifikowujesz się?

zdrówko
Marcin Nagórek
18/03/2014, 17:03
#
Nazwijmy to "mocnym akcentem siłowym" : )Byłem ciekaw, jak to jest. Teraz już wiem. Boli. Nadal kaszlę.
19/03/2014, 12:55
#
Trzymaj sie Marcin! Szybkiego powrotu do zdrowia i do mega formy
Marcin Nagórek
19/03/2014, 15:03
#
Dzieki. Śmigam już normalnie i na dniach będzie nowy wpis, nie miałem dotąd czasu. Ale na razie czuje się ciągle słaby. Dzisiaj miałem okazję być w lesie i po 15km ledwo dowlokłem się do domu.
19/03/2014, 22:53
#
Oto popelniam pierwszy wpis niemerytoryczny. Nowy image z broda uwazam za doskonaly pomysl! Mysle, ze panie czytajace to potwierdza. Sam mam brode wiec wiem co mowie :-)
Marcin Nagórek
20/03/2014, 13:42
#
Ha, ha, ha, dzięki Adam :-) Jak dajesz radę z dłuższą? Bo bywa to uciążliwe. Latem bieganie nie jest problemem?
20/03/2014, 14:19
#
Z doświadczenia znanych mi panów - bieganie z brodą nie jest problemem, ale jak trochę pobiegasz, a potem się ogolisz, to masz bardzo twarzową opaleniznę :)
23/03/2014, 23:33
#
We wszystkich pisemkach kolorowych, które mi wpadły w ostatnim sezonie brody są absolutnie na topie! Korzystajmy póki możemy! Ja swoją (jedynie kozią) nosze pewnie z 15 lat lub więcej i wreszcie stałem się modny! Wytrwałość jednak popłaca. A tak całkiem poważnie: trzeba zrobić badania na ile broda zmniejsza opływ powietrza po twarzy i tym samym zwalnia biegacza/biegaczkę. Najwyższy czas powołać Polski Klub Biegających Brodaczy i zorganizować narodowy championat w tej arcytrudnej i wciąż jeszcze nieco niszowej dyscyplinie sportu. Biegać każdy może - bieganie z (długą) brodą to wyższy poziom wtajemniczenia!
Marcin Nagórek
24/03/2014, 12:47
#
Zobaczymy, ile wytrzymam, bo ma to swoje wady. Ale feedback jest na razie pozytywny, więc nie ścinam ; )

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Czerwiec 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin