23
02/2014
02:55
Miałem już dzisiaj nie wstawiać postu, ale ponieważ kaszel nie daje mi spać - oto jest. Sezon halowy kończę na tarczy, rozbity chorobą.

Od ostatniego wpisu niewiele się zmieniło, a jeśli już, to na gorsze. Pisałem o tym, że bierze mnie choroba i dalej wszystko toczy się wedle rytmu, który poznałem już dobrze. Najpierw dwa dni bólu gardła, potem tydzień kataru, zawalone zatoki i kaszel. Brak gorączki lub lekki stan podgorączkowy, pękająca z bólu głowa. Za tydzień będę zdrowy.

Po bardzo spokojnym tygodniu biegowym pojechałem dziś do Sopotu. Miałem wolny poniedziałek, czwartek i piątek, a we wtorek i środę zrobiłem krótkie treningi na podtrzymanie napięcia mięśni. To odpuszczenie nie zmieniło ogólnego samopoczucia, które było marne. Czuję się jednak w obowiązku lekkiego wytłumaczenia, bo ci, którzy mieli ze mną okazję korespondować, znają dobrze moje podejście do biegania z infekcją. Są dwa stany: albo jest się zdrowym i się biega, albo chorym i się nie biega. Zabawy w stany pośrednie nie mają sensu i bywają wręcz szkodliwe.

Mój dzisiejszy bieg był jawnym złamaniem tej zasady i jego przebieg tylko potwierdził jej prawdziwość. Są jednak okoliczności łagodzące. Start miał miejsce blisko i na hali. Bieg krótki, nie było ryzyka przewiania, przemarznięcia czy nałykania się zimnego powietrza. Do tego była to wyjątkowa okoliczność: nowa hala, jedyna taka okazja na 100 lat. Pojechałem więc z prostym założeniem, że wystartuję i kto wie, jeśli nogi okażą się luźne, może powalczę o halową życiówkę (która jest stara i słaba). A jeśli nie - to nie ryzykuję wiele. Ani nie powinno to pogorszyć mojego stanu, ani nie mam w najbliższych dwóch miesiącach żadnego innego biegu. Mogę sobie pozwolić na to, że np. kolejne dwa tygodnie robię wolne. Co więcej, życiówkę w biegu na 800 metrów wykręciłem przed laty w dość podobnych okolicznościach. Byłem przeziębiony, startowałem jeszcze niedoleczony, ale kilka dni odpoczynku sprawiło, że nogi kręciły jak piekielna machina. Tym razem kalkulowałem więc tak, że ryzyko jest minimalne, a są szanse na bieganie, jeśli nogi odpoczęły.

Skończyło się inaczej. Zrobiłem bardzo symboliczną rozgrzewkę - 6 minut truchtu i ok. 10 luźnych przebieżek na 20-40 metrach. Na więcej nie miałem siły, a w hali było upalnie. Poszedłem na start, ruszyłem z grupą i starałem trzymać się za wszystkimi. Tempo było spokojne - kilometr w 2:40. Sił mi jednak brakowało. Nogi od początku jak z waty. Dwa okrążenia przed metą nie byłem już w stanie trzymać rozpędzających się rywali i odpuściłem bieg. Samopoczucie po - bardzo kiepskie. W domu doszedłem nieco do siebie.


Zdjęcie jeszcze z Portugalii - finisz 3000 metrów

Start, do którego trenowałem zimą, kompletnie więc nie wyszedł. Jestem zgłoszony jeszcze jutro na 3000 metrów, ale oczywiście już nie biegam, to byłoby szaleństwo. Myślę, że jest to cios, który polska lekkoatletyka będzie w stanie znieść ; ) Czeka mnie co najmniej tydzień wolnego, wyleczenie się i budowa formy od nowa. Nie jest to zbyt optymistyczne, ale prawdę mówiąc zniosłem rzecz na spokojnie. Od paru dni wiedziałem, że tylko cud może mnie uratować, a cuda mają to do siebie, że zdarzają się rzadko i raczej innym. W ciągu kilkunastu lat startów na bieżni poznałem już wszystkie możliwe cienie i blaski tej zabawy. Złorzeczenia i smarowanie twarzy popiołem nie poprawiają biegowej dyspozycji. Ścigam się dalej, a co będzie, to będzie. Najbliższy, wstępny cel, to bieg na dystansie dłuższym niż docelowy, czyli 10 000 metrów. Będę miał ten bieg blisko siebie, na fajnej bieżni, więc chciałbym w ten sposób zacząć sezon.

W Sopocie słabo wypadł też mój drugi kolega z tego samego rocznika, czyli Artur Kern. Dobiegł, ale na ostatnim miejscu i pewnie jest wściekły, bo gdybym ja ukończył, byłby jedynie przedostatni ; ) Łączymy się razem w pechu, bo Artur też jest przeziębiony. Co gorsza, rok temu zaliczył podobną wpadkę, z mistrzostw Polski na hali wyeliminowało go zapalenie płuc. Nasz rocznik wraca więc na razie na tarczy, ale jutro Artur jeszcze powalczy na 3000 metrów. A w sezonie dalszy ciąg rywalizacji. Dzisiaj w USA mistrzostwo na dystansie 3000 metrów zdobył 39-letni Bernard Lagat, więc wszystko przed nami. Co ciekawe, trzeci z tego rocznika, który jeszcze ostał się w bieganiu, czyli Łukasz Panfil, był w Sopocie w obsłudze technicznej.

Jest jeszcze jedna sprawa, o której pisałem w komentarzach. Jak wiedzą stali czytelnicy, ostatnie 1,5 roku poświęciłem na intensywny trening siłowy i ogólne wzmocnienie. Rozkręcałem się powoli, ale w ostatnich miesiącach przyrost muskulatury zaczął przyspieszać. Po powrocie z Portugalii wskoczyłem na wagę i nie wierzyłem własnym oczom - niemal 76 kilogramów! Nigdy w życiu nawet nie zbliżyłem się do takiej masy tucznika. Kalistenika i regularny dowóz wołowiny, z dodatkiem kilogramów makaronu i obowiązkowej (gorzkiej!) czekolady na deser zrobiły swoje. I chociaż bycie silnym na pewno nie jest treningowym problemem, tak taka waga zaczyna utrudniać szybkie przemieszczanie się na dwóch kończynach. Utrzymuję dalej trening siłowy, zmniejszam jednak podaż wołowiny i mam nadzieję, że wiosenne interwały nieco mnie zmniejszą. To jest bowiem 6 kilogramów więcej niż moja waga startowa z ostatnich lat oraz 8 kg więcej niż ta z roku, kiedy kręciłem najlepsze czasy na 3000 i 5000 metrów! W razie, gdyby któryś z czytelników próbował odzyskać jakiś dług i szukał dużego pana w kształcie szafy - wiecie, gdzie się zgłaszać...
Kategoria: Starty 2014
Komentarze: (3)
Zaktualizowano: 23/02/2014, 03:25

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.gif
promo.jpg

Komentarze

Krzysztof Bartkiewicz
23/02/2014, 07:57
#
Marcin, doś często widzę chorujesz, nie zastanawiałeś się co jest tego przyczyną? Może zbyt mało witam jesz, ewidentnie widać że masz osłabiony organizm
Marcin Nagórek
23/02/2014, 12:16
#
Ostatni rok był pod tym względem marny, wcześniej było w normie. Mam zamiar iść teraz na solidne badania krwi, przebadać wszystko co możliwe. Być może gdzies jest jakiś stan zapalny lub coś w tym guście, co działa jak piąta kolumna. Ostatnie 12 miesięcy to koszmar - chyba 5 takich bardzo mocnych przeziębień.
24/02/2014, 07:14
#
Cześć Marcinie,
zgadzam się z kolegą Krzysztofem, że stan zdrowia zależy od stanu odżywienia organizmu. Polecam Ci analizę pierwiastkową włosów (biomol.pl). Osobiście jestem wegetarianinem, ale nawet mięsożercy mogą z pewnością poprawić coś w odżywianiu.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Październik 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin