28
01/2014
23:58
Ben Bernanke twierdzi, że kryzys mija. Ja niestety odczuwam coś wręcz przeciwnego: że narasta. Chodzi oczywiście o kryzys biegowy. Im głębiej wchodzimy w rok 2014, tym jest gorzej. A przy tym zmagam się z problemami zupełnie innymi niż znajomi w kraju.

W miniony weekend miałem okazję połączyć zwiedzanie z treningowym startem w hiszpańskiej Huelvie. To przyjemne, choć niewielkie, stutysięczne miasto, mające piękny stadion. Co roku latem odbywa się na nim jeden z najmocniejszych mityngów w Hiszpanii. Tartan otoczony jest dość wysokim murem, który łagodzi podmuchy wiatru, a sama nawierzchnia to twarde jak kamień i piekielnie szybkie mondo.

Pojechałem tam z założeniem, że biegnę, co się da, uzależniając to od pogody i obecności rywali. Optymistycznie założyłem, że powinienem czuć się lepiej niż w trakcie dwóch pierwszych startów w zeszłym tygodniu. I tak było. Sam bieg został jednak znowu popsuty przez warunki pogodowe. Niestety, o tej porze roku blisko Atlantyku i na zewnątrz bardzo często wściekle wieje. W sobotę pogoda była piękna, słońce, ciepło, ale wiatr był znowu przytłaczający. Może nie aż tak silny jak tydzień temu, ale ta przeklęta przeciwległa prosta chyba będzie mi się śniła nocami. Stadion ponownie był tak ustawiony, że wiało właśnie tam. Nie pomógł mur. Po wirażu wychodziło się na ścianę wiatru, w której piłowałem kończynami jak w galarecie.

Złudzeń co do biegu pozbyłem się już na starcie, kiedy okazało się, że ze zgłoszonych kilkunastu zawodników dojechało tylko czterech. Co gorsza, jednym z nich był 11-latek, którego zdublowałem dwa razy. Na starcie założyłem jednak, że nawet jeśli będzie wolno, chowam się na pierwszym kilometrze, a potem nadrabiam. Cóż, nie przewidziałem, że może być aż tak wolno. Pierwsze 200m z wiatrem w plecy pokonaliśmy w 38 sekund, to jest przerażająco wolno. Chcąc nie chcąc, wyszedłem na prowadzenie. Jeden z rywali próbował się trzymać, utrzymał cały kilometr, ale potem ścięło go tak mocno, że przybiegł 35 sekund z tyłu. Ponownie był to więc samotny wysiłek, który potraktowałem jako dobry trening. Poniżej - początek biegu:



Pobiegłem w swobodnym, równym tempie, na mecie wynik 9:03,25. Co prawda jest to niemal minutę wolniej od życiówki, ale byłem względnie zadowolony. Żałowałem jedynie, że nie złamałem tych 9 minut. Poza tym biegło mi się swobodnie i jestem pewien, że w dobrym biegu, w dobrych warunkach i z mocnymi rywalami jestem w tej chwili w stanie złamać 8:30. Samotne bieganie jest u mnie zawsze wolne. Rok temu na początek sezonu pobiegłem 9:10, a dwa tygodnie później 8:29.

Po starcie wzorem Amerykanów biegałem jeszcze odcinki - 2x (200-300-400 metrów). I to był pierwszy w tym roku mój dobry trening. Kręciłem się średnio w tempie 2:30/km. Zapłaciłem za to w kolejnych dniach potężnym zmęczeniem mięśni, szczególnie łydek. Mam je cały czas doszczętnie skasowane. Przy tym wciąż boli mnie mocno ścięgno Achillesa, więc zarówno łydki, jak i całe spięte pasmo tylno-boczne atakuję masażem i uciskami. Mam kilka pięknych siniaków, ból czasami łagodnieje, ale ciągły trening nie pozwala się go pozbyć.


Spacer w Huelvie

Po weekendzie popsuła się pogoda. Zaczęło wiać jeszcze mocniej i zrobiło się zimno. Szczyt złej pogody przypadł na środę, czyli oczywiście na dzień, kiedy zamierzałem zrobić mocniejszy trening. Wiało tak wściekle, że szybko zrezygnowałem z myśli o biegu ciągłym. Byłem nieco skatowany, ale doszedłem do wniosku, że wystarczy mi pary na odcinki o długości 300 metrów. Pierwszy raz w czasie pobytu tutaj zacząłem je biegać w długich spodniach, długim rękawie i kamizelce. Okazało się, że mięśnie są kompletnie zajechane. Pierwsze 300m w 48 sekund - i czułem ból. Drugie w 47 - i jeszcze większy ból. Wtedy postanowiłem, że zjeżdżam do zajezdni, przerwałem trening i uznałem, że jednak środa nie jest dobrym dniem na szybsze bieganie.

Warto zaznaczyć, że cały czas przechodzę na rytm startowy. Próbuję biegać mniej i szybciej, zrezygnowałem z podwójnych treningów. I tak zresztą nie miałem na nie czasu. To szybsze bieganie prawdopodobnie ma swój udział w ogólnym uczuciu wykończenia. Rok temu przy takim układzie treningu czułem się doskonale, ale warto zwrócić uwagę na podstawową różnicę: rok temu po roztrenowaniu wróciłem w połowie października. W tym roku zacząłem biegać dopiero na początku grudnia. Druga sprawa, że czuję się niewiarygodnie ciężki. Praca siłowa i nieustające obżarstwo sprawiły, że jak na moje standardy jestem potężny. Widać to częściowo na tym zdjęciu z biegu. Ale i ono nie oddaje wszystkiego. Ćwiczenia kalisteniki są zabójcze. Pod prysznicem łapię się na tym, że czuję pod ręką coś dziwnego - patrzę, a to wyrośnięty mięsień piersiowy, którego wcześniej tam nie było.


Centrum Huelvy

Dzisiaj nastąpił splot wszystkich niekorzystnych okoliczności. Wyszedłem na trening z bolącym achillesem, z dużymi zakwasami. Do tego nastąpiła kolejna zmiana pogody - znowu gorąco, plus zabójcza wilgotność po nocnym deszczu. Zacząłem biegać optymistycznie o 13:30, a co tam, w pełnym słońcu. Ostatnio było tak zimno, że nawet ubrałem kamizelkę, ale po 500 metrach musiałem się zatrzymać i schować ją w krzakach - było mi wściekle gorąco. Skoro boli i czuję się marnie, to co robimy? Kopiemy manetkę gazu i lecimy rozbieganie najszybciej jak się da, w okolicach 4:00-3:50/km. To taka zabawa - w którą stronę organizm pęknie. Czy nastąpi kompletne załamanie czy może coś zaskoczy i zacznie biegać się luźniej. Trudno powiedzieć, bo miewałem w życiu i to, i to. Czasami po okresach samopoczucia na totalnym dnie, kiedy ledwo powłóczyłem nogami, przychodziło przełamanie. A czasami załamanie. Na razie próbuję biegać swoje, zobaczymy. Na pewno łatwiej w takim stanie jest mi machnąć krótki, szybki trening niż bawić się w długie i wolne człapanie.

Dzisiaj było ciężko. W słońcu tętno od początku było zabójcze, a ja nagrzewałem się coraz bardziej. Po 9 km musiałem stanąć, bo czułem, że zaraz złapię udar słoneczny. W cieniu porozciągałem się kilka minut, schłodził mnie wiatr i pobiegłem dalej. Jutro planuję, w teorii, odcinki na stadionie. W planie miało być 6x500m, ale nie wiem, czy dam radę. Jeśli nie, to może chociaż 200 metrów. A jeśli nie, to w ogóle odpuszczę.


Huelva - centralny plac i pomnik marynarza zwanego Kolumbem

Szału więc nie ma i perspektywy złapania zabójczej formy na halę coraz bardziej się oddalają. No ale cóż, nie uda się, to się nie uda. Staram się korzystać z pobytu i jeśli jest ciepło, to przynajmniej opalam się na balkonie. Ostatnio wyjechali już wszyscy biegacze z Polski, ale pojawili się chodziarze. Przypadkiem spotkałem na treningu swojego kolegę z klubu, Tomka.

W ten weekend nigdzie nie startuję, ale w przyszły, jeśli się uda, chcę pojechać na halę w okolice Malagi. Ciągnie mnie tam kilka spraw. Po pierwsze, chcę wreszcie zaliczyć szybszy bieg w lepszych warunkach. Tym razem znajome 800 metrów, ewentualnie 1500 metrów, gdyby byli mocni rywale. Na razie nie wiem jednak, czy będę mógł w ogóle wystąpić, są to mistrzostwa Andaluzji. W każdym razie mam już dość tych stadionowych biegów w huraganach. Okolice Malagi są też ciekawe ze względów historycznych, turystycznych oraz kiperskich - to stolica jednego z moich ulubionych win, słodkiej i mocnej malagi. Jeśli się uda, mam zamiar wypełnić swój camelback ; )

Sportowo przyszłość wygląda więc mgliście, ale poza tym robię to, co zwykle. Jeden z kolegów pytał w komentarzach o ostatnie wydarzenia sportowe. Otóż jak pamiętacie, od paru miesięcy jestem człowiekiem od sportu wyczynowego w Magazynie Bieganie. Początkowo zamieszczałem newsy, teraz powoli odchodzę w kierunku stylu bardziej felietonowego. Można poczytać, co sądzę o ostatnich wynikach i treningach Galena Ruppa i czym się różnią polskie zasady kwalifikacji na imprezy od amerykańskich.

I na koniec optymistyczny akcent. Mogę czuć się ciężki, mogę być bez formy, ale nie tracę pogody ducha. Po wyjściu na dwór mam pełne słońce, a cała Portugalia i cała Huelva porośnięte są takimi drzewkami jak poniżej. W takich warunkach bardzo trudno wpaść w depresję:


Kategoria: Trening 2014
Komentarze: (12)
Zaktualizowano: 31/01/2014, 20:09

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Mapa

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

04/02/2014, 07:24
#
I tak można Ci tylko pozazdrościć warunków - u nas poza halą nigdzie nie można szybciej pobiegać - śnieg, lód albo błoto pośniegowe.

Pozdrawiam
04/02/2014, 15:42
#
eee tam :) we Wrocławiu na razie był tydzień ostrych mrozów. Ale od tego weekendu warunki do biegania wyśmienite. Słoneczko, zero śniegu czy lodu i dodatnia temperatura :)
Grzegorz Sztukiewicz
05/02/2014, 19:16
#
Bielsko-Biała to samo. Póki co, zimy było dokładnie tydzień i oby tak zostało.
Artur Dębicki
06/02/2014, 14:38
#
Marcin, a tak w ogóle to masz nadal zamiar spróbować wystartować w Sopocie? A jak tak - to gdzie chcesz zdobyć kwalifikację? Bo zawody to już za pasem?!
Marcin Nagórek
06/02/2014, 15:52
#
Dobrze, że zima się skończyła, bo niedługo wracam. Na same mistrzostwa Polski w hali nie ma minimów, a do rozstawień liczą się czasy z poprzedniego sezonu (co nie jest dla mnie korzystne, bo to był mój najsłabszy sezon od lat). Ale mimo wszystko prawdopodobnie pobiegnę w mistrzostwach Portugalii tydzień wcześniej. Z Malagi musiałem zrezygnować, Hiszpanie postawili za wiele barier administracyjnych i dojazd okazał sie problemowy.
Artur Dębicki
07/02/2014, 11:36
#
Ok, a czy możesz powiedzieć jaki masz teraz pomysł "strategiczny" ? To znaczy - startujesz w czym tylko możesz czy też skupiasz się na jednym dystansie? Wiem że pisałeś jakiś czas temu, ciekaw jestem jak wygląda to teraz, po wykonanym tam treningu. Zmieniłeś plany czy też nie?
W takim zakresie rzecz jasna w jakim możesz i chcesz o tym napisać, jak nie chcesz zapeszać to też jasna sprawa :-)
pozdrawiam z 3miasta, tutaj właściwie zaczyna się odwilż.
Marcin Nagórek
07/02/2014, 15:34
#
Przyznam, że sam mam dylemat, bo teoretycznie najpewniej czułbym się teraz na 800 metrów. Ale boję się, że w wolnym biegu nie mam już depnięcia, żeby wejść do finału. Plus na tym dystansie mamy dwóch znakomitych zawodników, więc nie ma nawet cienia szansy na cud i awans na MŚ. W związku z tym pobiegnę na pewno 1500m i prawdopodobnie trójkę. Chociaż na trójkę nie czuję się zbyt pewnie, nie mam w nogach odpowiedniej dawki długiego interwału.

Dostałem potwierdzenie z mistrzostw Portugalii, zaakceptowali mnie na 1500 i 3000 metrów, pobiegnę i zobaczę, co z tego będzie. Jest mi o tyle ciężko przewidywać, że wszystkie ostatnie treningi biegałem w strasznym wietrze i czasy są nieporównywalne do czegokolwiek. Musiałem zmieniać i kombinować. Jestem już dość szybki na krótkich odcinkach, ale nie czuję w tym jeszcze luzu. Długich zaś prawie nie biegałem, więc mamy tu niewiadomą.
Artur Dębicki
07/02/2014, 22:26
#
Ale masz w planach osiemsetkę na stadionie latem? Czy tak trochę "z rozsądku" się wydłużasz i tak już zostanie?

Trzymam kciuki, żebyś pobiegł tak żeby być naprawdę zadowolonym z siebie i wyniku :-)
Marcin Nagórek
08/02/2014, 01:39
#
Artur, do stadionu jest tak daleko, że nie sięgam myślami ; ) Ale na pewno 800 metrów pobiegnę, bo chcę utrzymać passę. Od 2002 roku mój najsłabszy roczny wynik to 1:53 z zeszłego sezonu. A jeśli dociągnę, to za 2 lata chciałbym poprawić rekordy Polski pierwszej kategorii mastersów na 800 i 1500. Wynoszą 1:55 i 3:48, czyli są do zrobienia.

W tym roku w ogóle koło siebie mam aż dwie dyszki na stadionie: młodzieżówka w Białogardzie i potem seniorzy w Postominie. W związku z tym chcę pobiec obie, a w związku z tym być w formie wcześniej. Po drugiej dyszce leciałbym 800m na lidze, a potem Żylewicza, który jest dla mnie stałym punktem programu. Jaki dystans? Ciężko powiedzieć. Tak samo ciężko powiedzieć, jak wtedy wytrzymam z formą do MP seniorów na koniec lipca.

Na razie mam wrażenie, że bieganie w okolicach 8:00 jest dla mnie nie do zrobienia. Sam nie wiem, jak doszedłem do takiego poziomu w 2009. 8:15 jest ok, bo to nie jest szybko, ale 8:00 to jest mocne bieganie. A z kolei na 1500m żeby zrobić życiówkę, muszę być w formie na 2:22-2:20 na 1km, żeby mieć zapas prędkości. A to oznacza, że muszę być w formie na 1:50 na 800m. I koło się zamyka ;)
08/02/2014, 11:40
#
Rekordy Polski weteranów na tych dystansach są faktycznie niezbyt wyśrubowane, ale czy nie jest tak, że osoby w podobnym do Twojego wieku, ale na znacznie wyższym poziomie sportowym poprawią je przed Tobą? Oczywiście jest szansa, że takich dystansów jak 800m nie pobiegną, ale jednak zagrożenie istnieje, bo chyba musiałbyś być w optymalnej formie, żeby zaatakować te rekordy.
Artur Dębicki
08/02/2014, 12:11
#
na 1500m żeby zrobić życiówkę, muszę być w formie na 2:22-2:20 na 1km, żeby mieć zapas prędkości. A to oznacza, że muszę być w formie na 1:50 na 800m.

Normalnie jakbym słyszał siebie z poprzedniego wątku. :-)
Marcin Nagórek
08/02/2014, 13:54
#
Artur - no możliwe : )

Hubert - problem w tym, że nie ma żadnego mocniejszego 800-metrowca ode mnie, który miałby chociaż 30-lat. Najmłodszy, który biega na jakimkolwiek poziomie, to Bartosz Nowicki, ale on jest młodszy aż o 4 lata. Reszta chłopaków ma po 6-10 lat mniej. I wątpliwe, żeby którykolwiek biegał mocno w wieku 36 lat. Cały myk polega na tym, że na tym dystansie jest to piekielnie trudne. Gdyby nie to, te rekordy byłyby mocniejsze. Sam nie wiem, czy utrzymam formę czy zeszły rok nie był sygnałem, że te możliwości beztlenowe mocno się kurczą. Zobaczymy.

Dodam też, że w ogóle aż tak wielu tych mocniejszych chłopaków się nie znajdzie. Zeszły rok był dla mnie marny, ale zwykle łapię się do pierwszej 20-tki w kraju, tak można to oszacować. W 2012 byłem 26 w tabelach, a w ostatnich latach miałem na 800m raptem dwa starty rocznie. Na 1500m - 12 miejsce w tabelach za 2012. Cały czas myślę, że jestem w stanie biegać 1:50, a może i poniżej, pod warunkiem, że trafiłbym formę i równocześnie dobry bieg w dobrych warunkach. Sęk w tym, że nie chce mi się już jeździć i szukać, nie bardzo też pasuje mi szykowanie formy tylko do 800 metrów. Ale ponieważ na razie odpuszczam maratony i tym podobne biegi, a z braku czasu i chęci przerzuciłem się na trening bardziej szybkościowo-siłowy, kto wie, może w tym roku poszukam jakiegoś szybkiego biegu.

Generalnie mówiąc, do mojego wieku nie dotrwał już żaden średniodystansowiec, wszyscy odpadli. Jedyny z mojego rocznika, który biega, ale poniżej trójki raczej wolniej ode mnie, to Artek Kern. On skupia się bardziej na ulicy, ale w Sopocie będzie na MP na hali i na pewno mocny.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Październik 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin