22
11/2013
13:41
Zabierałem się do tekstu z dużym bólem od dawna. Dlaczego z bólem? Bo wiem, że da pożywkę tym, którzy cały czas wołają, że sport wyczynowy to nic innego jak cyrk, a wszyscy mistrzowie startują na koksie. Ja tak nie uważam, ale to, co działo się ostatnio w sprawie dopingu, zasługuje na wypunktowanie. Przypominam też, że o dopingu już pisałem, czasami wzbudzając duże kontrowersje:

Kyeva przyłapany

Analiza przed Igrzyskami w Londynie

Kenijsko-ukraińska wataha

Zacznijmy od rozczarowujących wieści. Niestety, ujawniane są kolejne przypadki dopingu. W tym i zeszłym roku prawdziwy pogrom wśród czołówki światowych długodystansowców i średniodystansowców wywołał paszport biologiczny, czyli wykrywanie dopingu na podstawie analizy zmian w profilu krwi. To, że łapie się dopingowiczów, jest bardzo pozytywne. Smuci tylko fakt, że potwierdzają się praktycznie wszystkie podejrzenia. Zaskakująco mocno biegające rosyjskie maratonki, dziwna mistrzyni olimpijska z Turcji czy średniodystansowcy z Maroka - wszyscy po kolei zaczęli wpadać w sieci WADA. Wspominałem o tym, że jedynym podejrzanym, ale niezłapanym przypadkiem pozostaje zaskakujący mistrz olimpijski z Londynu, Touffik Maklouff z Algierii. Jego historia jest jednak przykra dla innych biegaczy - po tym, jak zaskoczył wszystkich, znienacka na ogromnym luzie wygrywając 1500 metrów w Londynie... znikł. Pojawił się jeszcze na dwóch mityngach, gdzie pobiegł fatalnie i od tego czasu nie słyszeliśmy o panu Touffiku. Czy nie jest to przypadkiem związane z tym, że jako mistrz wszedł w najściślejszy program antydopingowy wszystkich możliwych organizacji? Podejrzenia są, podobnie jak w przypadku białoruskich młociarzy, którzy nie startowali nigdzie poza swoim terenem, a w końcu i tak wpadli.

Paszport biologiczny cały czas się rozpędza, bo zbierane są kolejne dane, ale mamy już inną burzę. Otóż Niemcy i Rosjanie ogłosili, że mają nowy test, który wykrywa sterydy nawet pół roku po użyciu. Przypominam, że nie raz pisałem o tym, że niebadana tak zwana druga, trzecia liga, czyli głównie biegacze startujący na ulicy, w mojej opinii jadą właśnie na starych, dobrych sterydach. To środki łatwo dostępne w niektórych krajach, łatwe do zażycia w postaci tabletek, piekielnie skuteczne i względnie bezpieczne przy rozsądnym stosowaniu. Skutkiem ubocznym łatwo widocznym dla oka jest bardzo silne umięśnienie, nawet nie w sensie dużej masy (chociaż to również), ale i rzeźby, szczególnie u kobiet. Poza nielicznymi wyjątkami kobiecie bardzo trudno jest wypracować nieotłuszczoną masę mięśniową, więc gdy widzę w biegach ulicznych dziewczyny ze wschodu o męskich rysach twarzy i mięśniach dwa razy większych od moich, zapala mi się w mózgu lampka ostrzegawcza.

Poniżej zdjęcie kobiety, która rzeczywiście była przyłapana na sterydach, co zakończyło jej międzynarodową karierę na bieżni, a teraz pojawia się na biegach ulicznych w Polsce, czasami wręcz zapraszana przez organizatorów, co jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe:



Zdjęcie jest zrobione w ruchu, w Lęborku w 2008 roku i może nie widać tej imponującej muskulatury bardzo dobrze, ale zaręczam, że na żywo robiło to piorunujące wrażenie. Ta Litwinka ma mięśnie potężniejsze od połowy polskich biegaczy wyczynowych! I nie jest istotne, czy nadal koksuje, czy już odstawiła. Jak pokazują badania, pozytywne skutki dopingu są odczuwalne nawet po latach. Raz zbudowana nieuczciwie masa mięśniowa odbudowuje się potem dużo łatwiej, podobnie jak w treningu problemem jest nie utrzymanie formy, a jej podwyższenie. I taki cyborg po odsłużeniu dwóch lat kary bezkarnie przyjeżdża teraz na nasze biegi, a wielu organizatorów, nie wiedząc pewnie o jej przeszłości, cieszy się, że ma wśród uczestników kogoś tak mocnego. Nie ma zaś cudów, nie jest przypadkiem, że ktoś ongiś mocny biega nagle w podwórkowych biegach w Polsce, zamiast zgarniać tysiące euro na światowych arenach.

Pisałem od dawna o sterydach, a teraz, kiedy wprowadzono nowy test, okazało się, że naukowcy sa zaskoczeni: jednak biegacze koksują. Wielkie zaskoczenie! Można być jedynie zdziwionym, że tak prosty i łatwy do wykrycia środek ryzykują biegacze z najwyższego poziomu. Chodzi jednak o skuteczność, taniość i łatwość zażywania. Wśród tych, którzy nie są badani, jest to prawdopodobnie prawdziwa plaga. Ale nawet na tym wysokim poziomie wstrząśnięci badacze mówią o... setkach nowych przypadków, wykrytych po przebadaniu starych próbek. Setkach! I tu kolejne zaskoczenie dla naukowców, ale nie dla mnie: przypadki te dotyczą głównie zawodników z krajów byłego ZSRR. No cóż, po tym, gdy w ciągu roku złapano na koksie chyba ze 20 biegaczek z Rosji, nie powinno to nikogo dziwić.

Ponieważ zawsze broniłem sportu przed głupimi oskarżeniami, jestem podwójnie rozgoryczony. Setki przypadków sterydziarzy to nie wszystko. Kilkunastu przyłapanych w tym roku Jamajczyków i Kenijczyków, wśród nich rekordzista świata Asafa Powell, to nie wszystko. "Wyborcza" napisała ostatnio o książce, która odkrywa kulisy dopingu w piłce nożnej wśród Holendrów w latach 70. XX wieku, ze sławami typu Johan Cruyff na czele. Konkluzja autora jest taka: w piłce koksowali i prawdopodobnie koksują nadal niemal wszyscy. To jest dla mnie przyczynek do dyskusji nad sukcesami polskich biegów w latach 70. i 80. Udowodniono, że w tym czasie koksowano we wszystkich sąsiadujących z nami krajach komunistycznych: W NRD, ZSRR i Czechosłowacji. Sceptycznie podchodzę więc do zapewnień byłych polskich gwiazd, które twierdzą, że ich wyniki były osiągane bez żadnego wspomagania. Np. do rekordu Polski na 400 metrów kobiet od wielu, wielu lat nawet nie może zbliżyć się żadna nasza biegaczka i dalej, po prawie 40 latach ten czas daje medale każdej imprezy międzynarodowej, z Igrzyskami włącznie. Mimo postępu treningu, mimo lepszego sprzętu, tartanu, w tym roku byłby to nadal 4 wynik na świecie. Może to fenomen, ale ja pozostaję sceptyczny, bo za bardzo przypomina mi to nieosiągalne do dzisiaj rekordy świata Jarmiły Kratochwilowej czy Marity Koch, biegających w tym samym czasie. Podobnie jest z różnymi innymi wynikami, szczególnie kobiecymi, np. na płotkach. Nigdy nie odbyła się u nas poważna dyskusja na ten temat, temat jakby nie istniał. Dlaczego nie można tego zbadać, jak zrobiono to w NRD? Jeśli dopingu nie było, to powinniśmy się tym głośno chwalić, bo bylibyśmy jedynym "czystym" krajem komunistycznym, a jeśli był, to należy proceder nagłośnić. Gwiazdy z tamtych lat są teraz uznanymi ekspertami, trenerami, autorytetami, a ja, patrząc na twarze niektórych z nich, mam wątpliwości, czy tak powinno być.

Przeciwnicy dopingu tacy jak ja mieli ciężki rok - kolejne głośne wpadki mocno podważały sens istnienia sportu wyczynowego. Kolejny piorunujący news z ostatnich dni wyszedł od Lance'a Armstronga. Otóż stwierdził on, że w ukrywaniu dopingu pomagali mu sami szefowie Światowej Federacji Kolarskiej, wpisując wsteczne daty na receptach dostarczonych przez lekarzy, pozwalających na terapeutyczne użycie steroidów. Szefowie oczywiście zaprzeczają, ale kiedy to słyszę, dziwny wydaje mi się obraz niejakiego Lamine Diacka, szefa IAAF, który publicznie bronił ostatnio i usprawiedliwiał dopingowiczów z Jamajki i Kenii. Nie wiem, skąd ten facet się wziął, ale gada rzeczy bardzo przykre.

Na szczęście są i pozytywy. Wreszcie, po kilkunastu latach, powrócono do 4 letniej kary za pierwsze przewinienie dopingowe. To i tak za mało, bo w mojej opinii koksiarze powinni od razu dostawać dożywotni zakaz startów... ale dobre i to. Dwuletnia kara była śmieszna, wręcz pozwalała niektórym sportowcom w spokoju przygotować się do kolejnych sezonów. Mamy więc paszport biologiczny, mamy nowe testy, mamy próbki przechowywane 8 lat i ponownie badane, mamy dłuższą karę za doping. Na wysokim poziomie jest coraz trudniej używać dopingu i myślę, że tam problem ten został w dużej mierze rozwiązany, a przynajmniej mocno ograniczony. Kolejne wpadki są powodem do smutku, ale i radości, bo widać, że podobnie jak w kolarstwie, system zaczyna działać bardzo skutecznie. Potwierdzeniem tego jest zresztą spadek poziomu wielu dyscyplin lekkoatletycznych, w niektórych wręcz dramatyczny. Nierozwiązana jest natomiast sprawa tej drugiej, trzeciej ligi biegowej, o której piszę od lat. W biegach ulicznych jest dzicz, co sprawia, że jak to stwierdził ostatnio Sebastian Coe, ten sport zaczyna przypominać wrestling. Gdyby przeprowadzić anonimową ankietę wśród naszych najlepszych biegaczy i spytać, czy wierzą, że startujący u nas Kenijczycy i zawodnicy z krajów byłego ZSRR są czyści, wynik byłby miażdżący. Ale publicznie mało kto chce o tym mówić.

Jest to jednak problem z gatunku nierozwiązywalnych, przynajmniej teraz. Żeby kogoś złapać, trzeba go sprawdzić, a u nas testy przeprowadza właściwie tylko maraton w Poznaniu. I właśnie w Poznaniu co roku kogoś łapią.

Dwa lata temu podsunąłem znajomemu ze znajomościami wśród dyrektorów polskich biegów prosty pomysł: niech biegi przekażą drobne sumy na rzecz komisji antydopingowej, tak, żeby mogła ona przeprowadzić np. dwa niezapowiedziane badania w ciągu roku na polskich biegach ulicznych. Tylko dwa, wystarczy, ale oczywiście może być więcej. Nikt nie wiedziałby, kiedy i gdzie się pojawią testerzy, a wszystkie biegi miałyby w regulaminach zapis o możliwej kontroli oraz wykluczeniu z udziału osób skazanych za koks. Żeby zrobić dwie bardzo solidne, niezapowiedziane kontrole i przebadać całą czołówkę, wystarczy kilkanaście tysięcy złotych. Jeśli złoży się na to np. 30 biegów, koszta będą śmiesznie małe. Efekty tych kontroli po kilku latach byłyby widoczne.

Nikt jednak nie jest tym zainteresowany, bo dla dyrektorów wielu małych imprez przyjazd biegaczy z zagranicy to atrakcja i wcale nie chcą ich karać czy odstraszać. Taki wrestling: biegacze udają, że są czyści, a organizator udaje, że im wierzy. Wynik rywalizacji jest znany od początku. Jedyne, co cierpi na takim stanie rzeczy, to polski sport, którego poziom w biegach jest dramatyczny. U nas bowiem ani doping nie jest łatwo dostępny, ani szeroko stosowany. Nasi najlepsi zawodnicy regularnie biegają w mistrzostwach Polski na bieżni, gdzie w każdej chwili mogą być skontrolowani. I to jest przynajmniej pozytywne w tym wszystkim.
Kategoria: Ważne Teksty
Komentarze: (22)
Zaktualizowano: 22/11/2013, 14:00

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

22/11/2013, 14:34
#
Domniemując jakie pieniądze stoją za widowiskami diamentowj ligi, MŚ czy Igrzyskami Olimpijskimi jestem w stanie sobie wyobrazić że życie jest mniej sielankowe niż byśmy chcieli. Bolt podpisał kontrakt wiążący do 2016r z Pumą na sumę 10 milionów dolarów ROCZNIE z klauzulą, że po przejściu na emeryture, będąc amasadorem koncernu przybywać mu będzie po 4 miliony dolarów rocznie. Wiem że żyje w małej wsi Wrocław w Polsce, ale dla mnie to są kwoty niewyobrażalne jesli mówimy o osobie prywatnej.
Firma dopłacająca komuś takie sumy za noszenie swojej śmierdzącej koszuli zrobi absolutnie wszystko, żeby jego maskotka nie została przyłapana na dopingu. Nie zrozumcie mnie źle - nie wydaję osądu, że ktoś tu coś bierze, ale obawiam się że wizerunek Pumy w przypadku wpadki Bolta sporo stracai. To się poprostu nie może wydarzyć. Ile milionów dolarów potrzeba żeby ulepić parasol ochronny dla paru osób? Troszeczkę sałaty wciśniętej komuś do ryja, skutecznie ucisza. Niewiem jak jest i pewnie nigdy się nie dowiem, ale domniemanie teorji spiskowej i Lekkoatletycznego wrestlingu w obecnej sytacji ma logiczne uzasadnienie.
Położenie organizatorów DL, MŚ czy IO nie odbiega wielce od organizatorów biegów o puchar sołtysa z ukraińskimi wyrobnikami.
22/11/2013, 18:44
#
Bardzo fajny wpis.

Co do Pumy i Bolta, myślę że po ostatnich wydarzeniach z Armstrongiem, korporacje prędzej same przetestują dokładnie zawodnika zanim z nim podpiszą kontrakt, niż będą ukrywały jego koksowanie. Tak więc jego kontrakt powinien raczej świadczyć o czystości. Przynajmniej mój optymizm każe mi w to wierzyć.
25/11/2013, 11:57
#
o proszę
http://marathon.poznan.pl/pl/home-pl/14-aktualnosci/424-dyskwalifikacja-i-oficjalne-wyniki
Marcin Nagórek
25/11/2013, 13:31
#
Thomas, myślę, że tuszowanie dopingu jest w tej chwili bardzo trudne. O ile można mieć wpływ na IAAF, to już WADA jest niezależną organizacją. Do tego procedury w ostatnich latach mocno sie zmieniły i raczej niemożliwe sa triki, jakie stosował Armstrong z ekipą.

Są jednak podejrzenia co do biegaczy sprzed lat. Trudno mi powiedzieć, na ile wiarygodne. Np. Kelly Holmes czy Hicham el Guerroj kończyli kariery nagle, na szczycie, w środku sezonu. Holmes była już dośc wiekowa, więc jej zakończenie może nie dziwić, ale już el Guerroj był przypadkiem dziwnym. Tym bardziej, że połapano praktycznie wszytkich jego kolegów z reprezentacji. Wśród biegaczy istnieje teoria, że został zmuszony do odejścia, bo wpadł na badaniach, ale nie chciano niszczyć legendy. Dostał więc wybór: kończy karierę tu i teraz lub badania zostana ujawnione. To teoria spisku, ale kto wie?

Natomiast Poznzań, dzisiejsze oświadczenie, jest przykre. Dowiedzielismy się już w zezłym roku, że Kenijcycy sa n akoksie, teraz jest potwierdzenie tego, że biegacze zza wschodniej granicy również. Parę lat temu troche mnie skrytykowano, gdy o tym pisałem, tymczasem kolejne lata potwierdzają wszystkie moje słowa. A pamiętajmy, że 99% biegów w Polsce nie ma żadnych badań.
25/11/2013, 16:48
#
Marcin,
ja jestem ciekaw ostatecznego rozwiązania tej sprawy:
http://triathlon.pl/93-uchwala-zarzadu-w-sprawie-zawodnika-sylwestra-kustera
Marcin Nagórek
25/11/2013, 20:35
#
Suchy - no właśnie, w końcu jeszcze nie ujawniono tego środka? Bo w sumie tylko to jest ważne ; )
Grzegorz Sztukiewicz
25/11/2013, 21:56
#
No, proszę. Kuster ode mnie zmiasta. Do niedawna można go było spotkać na trasach biegowych, bo ostatnio, to tylko obozy i inne wyjazdy. Ale wstyd.
Marcin Nagórek
26/11/2013, 01:54
#
Zobaczymy, na czym wpadł, może coś niewinnego. To go nie usprawiedliwi, ale po ludzku można to wtedy zrozumieć. Natomiast twardy koks to raczej brak okoliczności łagodzących.
26/11/2013, 19:35
#
Komisja ma podobno 20 dni na powiadomienie, jaki zabroniony środek znaleziono w organizmie.
Marcin Nagórek
26/11/2013, 21:19
#
A nie masz żadnych przecieków, które mógłbyś podać tu pod innym nickiem? Bo nikt z tych, którzy wiedzą, nie chciał mi powiedzieć ; )
27/11/2013, 17:18
#
Kurcze, myślałem, że sportowcy wytrzymałościowi koksują się co najwyżej EPO. Nie miałem pojęcia, że sterydy też są stosowane. Przecież one są strasznie trujące i masakrują serce. A przecież serce jest cholernie ważne w bieganiu.
Marcin Nagórek
27/11/2013, 20:28
#
Jass, czy ja wiem, czy masakrują? Kulturyści biorą ogromne ilości sterydów i żyją, nawet nie wszyscy mają potem problemy ; ) A branie kontrolowane, w małej ilości jest względnie bezpieczne. Przynajmniej przez jakiś czas. Tu taka moja obserwacja, że o ile niektórzy sportowcy z lat 30 czy 40 XX wieku dożywali 90-tki (np. Zamperini, o którym niedawno wydano książkę), tak obserwuję, że ci aktywni w latach późniejszych żyją dużo krócej: 50-70 lat. Może to przypadek czy jednostkowe obserwacje, ale może efekt stosowania środków dopingowych lub nawet tylko forsownego treningu?

Największą zaletą sterydów jest przyspieszanie regeneracji. Dzięki takim wynalazkom nakoksowany Ukrainiec czy Kenijczyk może biec maraton praktycznie co tydzień, cały czas na dobrym poziomie. I nie ma problemu z kontuzjami, bo te leczą się błyskawicznie. Podobnie działają hormony, np. testosteron. Zresztą hormony są, zdaje się, podgatunkiem sterydów ; )
28/11/2013, 16:15
#
Nie znam osobiście żadnego koksiarza. Może masz rację, że koksy nie zawsze niszczą zdrowie. Może to media rozdmuchują temat, że po sterydach dostaje się trądziku, niszczy się serce i wątroba, zmienia się psychika, można dostać żółtaczki i zostać impotentem...
A co do Ukraińców to rzeczywiście jest kilku rodzynków, którzy potrafią lecieć zawody w sobotę rano, potem po południu w innej miejscowości po czym jadą jeszcze do ninnego miasta żeby wystartować w niedzielę. Dla mnie jest to zupełnie niepojęte, bo jak porządnie dam sobie w kość na wyścigu to potem jestem cały obolały a na następy dzień robię tylko delikatne rozbieganie w celu szybszej regeneracji. A biegam przecież znacznie wolniej od nich - dobr pół minuty na kilometr wolniej :)
Marcin Nagórek
28/11/2013, 17:44
#
Sterydy są szkodliwe, ale wiesz... nawet witaminy są szkodliwe w zbyt dużej ilości. Część sterydów to związki produkowane normalnie przez organizm, więc sprytny lekarz czy koksiarz przez jakiś czas może tym zręcznie manipulować. Długofalowo to się nie opłaca, bo skutki w końcu wychodzą, ale kilka lat biegowej kariery da się ogarnąć.
Grzegorz Sztukiewicz
29/11/2013, 14:06
#
@jass1978 - piszesz o tych Ukraińcach biegających rano i wieczorem, aż mi się przypomniała czerwcowa sobota i dwa półmaratony. Rano w Ostrawie i wieczorem
w Rybniku. Warto się przyjżeć wynikom, chciaż tutaj, w rolach głownych Kenijczycy.

http://www.mkseitl.cz/userFiles/vysledky/2013-29-6.pdf

http://www.maratonypolskie.pl/wyniki/2013/rybpol3op.pdf

dwóch Kenijczyków i Kenijka.
02/12/2013, 23:06
#
Marcinie, A gdyby tak wysłać wiadomości do organizatorów z kilkudziesięciu większych biegów w Polsce o tą zrzutke na kontrole antydopingowe. Myślę że gdy ty i inne osoby ze środowiska biegaczy będą "maltretować" tym tematem organizatorów to prędzej czy później przyniesie to skutek. Tylko siła argumentu musi być duża. Możnaby nawet jakiś ruch ogólnonarodowy stworzyć na fejsie, w kupie siła.
Marcin Nagórek
02/12/2013, 23:09
#
Jest to jakiś pomysł, tylko ustalenie kontaktu do tych organizatorów nie jest takie proste. A znalezienie osoby decyzyjnej - jeszcze gorsze. Wiem, bo zdarzało mi się dzwonić w sprawach startowych. Wydaje mi się, że dopóki nie zrobi tego ktoś, kto dobrze zna organizatorów, najlepiej na spotkaniu, gdzie są wszyscy, to sprawa będzie trudna do przeprowadzenia.

Albo przydałby sie ktoś, kto zna np. dyrektorów 5-6 największych biegów w Polsce i osobno do każdego z nich zadzwoni. Jeśli oni to zrobią, to jest szansa, że za nimi pójdą kolejni.
03/12/2013, 23:59
#
Masz takie znajomośći? albo znajomi twych znajomych? Na pewno trzeba puścić tą myśl w obieg, może ktoś sam sie znajdzie. Albo na fejsie zrobić taką akcje..
Marcin Nagórek
04/12/2013, 00:33
#
Sam nie mam, ale wpływowych znajomych - owszem ; ) Puszczałem tę myśl i nadal będe puszczał. Ale jeśli Ty i inni mnie wspomożecie, będzie skuteczniej. Jeszcze 3 lata temu, gdy pisałem o dopingu, ludzie pukali sie w głowę, że to niemożliwe. Po ostatnich wpadkach ta świadomośc powoli się zmienia.
05/12/2013, 21:27
#
3 lata temu to nie wiedziałem co to jest bieganiie. :P
Jeszcze wracając do tematu wykoksowanych biegaczy co to u nas biegają po kase. Proponuje wysyłać maila do organizatórów owych imprez gdzie ci osobnicy startowali. Np. "czy wiedzą państwo że zawodnik xyz był złapany na dopingu i obecnie ma zakaz startów?" myslę że warto uświadamiać ich o czymś takim. Na forach biegów też możnaby o tym pogawędzić. Niech ludzie wiedzą.
Korci mnie pomysł aby na fejsie zrobić takowy ruch społecznościowy przeciw sterydziarskim biegaczom i za wprowadzeniem kontroli antydopingowej. Tylko nie mam do tego głowy.
Marcin Nagórek
05/12/2013, 22:34
#
Działaj! Tego u nas brakuje.

Z takim mailowaniem jest jeden podstawowy problem. Otóż wszyscy zawodnicy ze wschodu mają taką metodę, że przyjeżdżaja na bieg w ostatniej chwili lub dzwonią do organizatora w ostatniej chwili. Bardzo rzadko są na liście wcześniej, praktycznie nigdy, tylko gdy muszą. Pełna konspiracja. Zwykle organizatorzy dopuszczają ich do startu w drodze wyjątku, co strasznie wkurza tych, którzy sie normalnie rejestrowali. A gdy zdarzy się, że nie dopuści, jak to zrobił Pioterek Suchenia w Gdyni, to jest straszna awantura, z groźbami włącznie.

Z drugiej strony są biegi, o których wiadomo, że pojawi się grono biegaczy z e wSchodu, np. półmaraton w Kościanie czy Inowrocławiu. W Inowrocławiu jest takie kuriozum, że nie dość, że ci zagraniczni nie płacą za start, dostają bezpłatny nocleg (podczas gdy Polacy płacą za wszystko sami), to organizator wprowadził kategorię "najlepszy zawodnik z zagranicy". To jest jakaś paranoja, w biegu w w Polsce taka kategoria, ewenement na skalę światową.

Pamiętaj też, że tych złapanych na dopingu nie ma wielu - bo oni biegają tam, gdzie nie ma kontroli. A w Polsce nie ma praktycznie nigdzie.
11/07/2016, 10:36
#
Odświeżę trochę temat sprzed 3 lat. Jak widać kilka głośnych afer wpłynęło mocno na świadomość zarówno kibiców jak i działaczy co zaowocowało nie tylko napisami na numerach startowych w Amsterdamie: "I run clean". Napiętnowanie nieczystej gry wyeliminowało Rosję z międzynarodowych imprez i jednocześnie pokazało powrót do czystej walki. To cieszy tym bardziej, że nasi biegacze, w tej nowej mam nadzieję "bezkoksowej" atmosferze osiągają wymierne sukcesy mierzone nawet złotymi medalami.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Wrzesień 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin