05
11/2013
13:50
Do tego wpisu skłoniło mnie parę obserwacji, a w sposób bezpośredni - relacja z ostatniego maratonu w Nowym Jorku oraz analiza moich zdjęć z biegu w Toruniu.

Jestem gorącym zwolennikiem poprawy techniki i sposobu biegu, to mogę powiedzieć bez wątpienia. Zyski są widoczne szczególnie u amatorów. Poprawa techniki przede wszystkim w cudowny sposób leczy wiele dolegliwości, typu bóle kolan, bioder, kręgosłupa. Równocześnie nie jestem zwolennikiem skomplikowanych metod typu Romanow. Zauważyłem, że piorunujący efekt przynosi samo urozmaicenie treningu, wprowadzenie do niego różnych prędkości, odcinków, podbiegów, łącznie z bieganiem praktycznie na maxa. Dla wielu moich podopiecznych podstawową zmianą w stosunku do tego, co robili wcześniej, jest właśnie obecność dużej ilości dynamicznych elementów, u każdego nieco innych.

Z drugiej strony pojawia się pytanie - jak głęboko można zmienić technikę i jaki to przyniesie efekt? Sposób biegania zależy bezpośrednio od budowy ciała. Tę można poprawiać terapią manualną, ale zmiany są powolne i stopniowe, tu nie ma rewolucji. Co więcej, każda zmiana budowy ciała czy ustawienia nóg powoduje, że układ nerwowy musi się do tego zaadaptować, co zajmuje kupę czasu i nie ma gwarancji, że będzie skuteczne. Ostatnio w wywiadach śledziłem wypowiedzi ludzi związanych z Agnieszką Radwańską. Trenerzy i fizjoterapeuci wypowiadali się, że ona nie może raptownie nabrać siły, co związane jest ze wzrostem masy, bo straci "czucie" piłki. Mówiąc inaczej - układ nerwowy musi się nauczyć, że takie i takie napięcie mięśni powoduje taki a taki efekt. Ponieważ Radwańska opiera grę o precyzyjne uderzenia, każda zmiana niesie za sobą duże konsekwencje. Silniejsze mięśnie sprawią bowiem, że uderzenie z wykorzystaniem dokładnie takiego samego napięcia, takiego samego bodźca ze strony układu nerwowego, przyniesie inny efekt, bo piłka wyląduje np. 2 metry dalej.

Podobnie sprawa wygląda w każdym sporcie. Sam od roku opisuję swoje zmagania z terapią manualną i próby poprawy techniki na asfalcie. Od lat widać, że na asfalcie biegam bardzo słabo w porównaniu do bieżni i przyczyny są oczywiste. Zbyt długi krok, zbyt skoczny, odbicie i lądowanie za bardzo z palców, bardziej w górę niż do przodu. Mówiąc wprost - skaczę długimi susami, a nie biegnę krótkim, płynnym rytmem. Zalecany minimalny rytm biegu to 180 kroków, a np. 160 Jack Daniels uważa za katastrofę. Ja kręcę cały czas tylko 170 kroków skocznych  na minutę. Przez ostatnie 3 lata usiłowałem to poprawić i... co najmniej częściowo się udało. W tej chwili biegnę na asfalcie krótszym krokiem, lądując od razu na całej stopie, mniej obciążając łydki, a bardziej uda. Problem w tym, że stałem się... wolniejszy! Nie mogę poprawić swoich życiówek na ulicy, ustanowionych nawet 5 lat temu, kiedy technikę miałem typowo średniodystansową. Co gorsza, nie poprawiłem się w biegach długich, a dodatkowo osłabłem w krótkich. I to nie koniec - analizując zdjęcia z biegu w Toruniu doszedłem do wniosku, że nogi, co prawda, układają się lepiej, ale ta zmiana sprawiła, że fatalnie pracują ręce. Kiedyś nie wykonywałem ramionami nadmiernych ruchów, górę miałem bardzo luźną, a teraz ręce latają wszędzie, kołyszę tułowiem, skręcam się. Poniżej parę zdjęć, autorstwa mojego brata, które pokazują co ciekawsze zjawiska:


Po 13 km. Tutaj jest przykład dobrego ujęcia. W momencie lądowania tułów stabilny (to mocno poprawiłem), noga układa się prosto, kolano nie leci na boki. Noga idzie lekko do wewnątrz, ale dzięki temu biegnę po linii prostej, to naturalny ruch. Lądowanie na całą stopę. Można mieć pewne zastrzeżenia co do rąk, ale generalnie - jest OK.

Na zdjęciu niżej jest już gorzej:


Widać kilka błędów. Po pierwsze, prawa stopa leci na zewnątrz - nie mogę się tego pozbyć. W momencie wybicia z podłoża wyginam ją mocno. Po drugie - jest niepotrzebny skręt tułowia. Po trzecie - prawa ręka idzie za mocno do tyłu, zamiast wykonywać krótkie ruchy przy biodrze. Po czwarte - lewa ręka za wysoko, nienaturalnie, widać usztywnienie na poziomie barku.

Kolejne zdjęcie:


To wrzuciłem ze względu na pracę rąk: idą za bardzo na boki, są uniesione wysoko, macham nimi zbyt mocno.

Kolejne:


To jest przykład dobrego ujęcia. Tułów dalej stabilny, nogi lecą prosto. Ręce za sztywne, ale to widać też wcześniej. Ogólnie mówiąc, widać, że wykonałem bardzo ciężką pracę, żeby ustabilizować tułów, ale są duże problemy z rękami i stopą lecącą na zewnątrz.

Ostatnie:


O ile tamte były na 13 km, tak te są na 29 km. Widać jeszcze bardziej sztywną pracę rąk. Dodatkowo łamię się za bardzo w biodrach - i dlatego to umieściłem. Częściowo tłumaczy mnie bieg pod wiatr, ale tylko częściowo. Czyli - jest nieźle, ale wciąż sporo do poprawienia. A co gorsze - biegam wolniej.

Z drugiej strony podczas maratonu w Nowym Jorku można było oglądać pierwszą zawodniczkę, Priscah Jeptoo, która wygląda wprost fatalnie. Biegnie jak upośledzona ruchowo, nogi są krzywe i latają na wszystkie strony, za nic nie chcą układać się w linii prostej, ręce jeszcze gorzej. Kenijka kaleczy styl biegowy, ale... wygrywa! Pojawia się hipotetyczne pytanie - czy gdyby ją nieco poprawić, wyprostować, biegałaby szybciej czy wolniej? Odpowiedzi na to nie ma i nigdy nie będzie, przeprowadzenie takiego eksperymentu w idealnie kontrolowanych warunkach jest niemożliwe.

Dzięki temu, że sam nad tym pracuję, wiem, że w tej sprawie nie ma jednoznacznych odpowiedzi. U mnie np. wpływ na formę ma nie tylko wiele lat biegania, nie tylko wieloletnie ściganie na krótkich dystansach na bieżni, nie tylko obecna terapia i ćwiczenia korygujące, ale i styl życia. Spędzam bardzo dużo czasu przed komputerem, w pozycji siedzącej. Mięśnie dwugłowe, pośladkowe i biodrowe mam w bardzo słabym stanie, pospinane i kompletnie nierozciągnięte. Coś tam z tym robię, ale 15 minut ćwiczeń nigdy nie przeważy 10 godzin w pozycji siedzącej.


Tutaj mamy tę Jeptoo. Dwie Etiopki obok niej to najwybitniejsze biegaczki w historii biegów długich na bieżni. Doskonała technika, luz. I niewiarygodne, ale ta połamana Kenijka wygrała! Widzę tu dwie możliwości : albo to jest jakiś niewiarygodny talent, albo niewiarygodny koks..

Jeszcze jedno ujęcie, to nie jest tylko na mecie, ona naprawdę tak biega:



Technika biegu jest więc zagadnieniem, na które wpływ ma wiele czynników, czasami nieuświadomionych. Jej poprawa jest bronią obosieczną - z jednej strony można wiele zyskać, a z drugiej - wiele stracić. Sam w bieganiu podjąłem to ryzyko, że zmiany ustawienia ciała spowodują, że organizm nie będzie w stanie nauczyć się szybko, jak pracować efektywnie w nowym ułożeniu. Mam do tego jednak podejście spokojne. Podobnie jak do treningu. Już od dłuższego czasu odchodzę od tego, co powinno się robić dla osiągnięcia maksymalnego efektu w kierunku robienia tego, co lubię. Gdybym zbił wagę do 66 kg, na pewno biegałbym szybciej, ale jak bym wyglądał? Gdybym biegał 180 kilometrów w tygodniu, co teoretycznie jest możliwe, pewnie też byłbym lepszy na długich dystansach - ale jaka byłaby jakość mojego życia? Wolę więc ćwiczyć w sposób, który sprawia mi przyjemność i w jego ramach próbować maksymalizować wyniki niż żyć życiem sportowego mnicha, poświęcającego wszystko dla urwania paru sekund.

W tym roku planuję więc lekką zmianę podejścia do techniki. Z jednej strony mam zamiar jeszcze więcej ćwiczyć i kontynuować pracę z fizjoterapeutką. To się doskonale wpisuje w moje zainteresowania, bo od paru miesięcy niesamowicie kręci mnie kalistenika. Część biegaczy z mojego pokolenia idzie w biegi ultra lub triathlon. Mnie to nie kręci, na myśl, że miałbym spędzić w biegu, pływaniu i na rowerze 10 godzin, robi mi się słabo. Umarłbym z nudów! Jestem natomiast zmotywowany, żeby dojść do zrobienia czegoś takiego:



Lub takiego:



Czyli kręcą mnie raczej wyzwania sprawnościowo-siłowe niż długodystansowe wysiłki. Będę więc ćwiczył, ćwiczył i ćwiczył. Ale w bieganiu pojawią się pewne zmiany. W ostatnich latach mocno okroiłem swój trening szybkościowy i interwałowy, chcąc lepiej przygotować się energetycznie do długich biegów. To odebrało mi wiele przyjemności z treningu oraz spowodowało, że jestem wolniejszy. Teraz zamierzam do tego wrócić, bez względu na efekt. Po prostu lubię biegać szybko, a nudzą mnie długie, monotonne wysiłki. Będę startował w dłuższych biegach, ale bez spinania. Czy będzie w tym maraton? Zobaczymy. A na razie cały czas celem na zimę jest przygotowanie do mistrzostw Polski na hali i pośmiganie na krótkich dystansach. Tylko musi to poczekać - po operacji usunięcia pieprzyka ze stopy, gdzie jak się okazało, mam założone 3 szwy, na razie nie mogę jeszcze normalnie chodzić, nie wspominając o bieganiu.
Kategoria: Felietony
Komentarze: (23)
Zaktualizowano: 19/02/2018, 16:25

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

05/11/2013, 17:01
#
Zdjęcia Jeptoo są mega optymistyczne: jest dla mnie jeszcze jakaś nadzieja!!! :D
Marcin Nagórek
05/11/2013, 17:40
#
Nadzieja jest zawsze, pytanie tylko: na co ; )
05/11/2013, 18:06
#
Na skończenie inaczej niż marnie :)

BTW jak tam zębiska? Ja właśnie rozpoczęłam maraton z wiertłem dentystycznym. Wprost nie mogę się doczekać kolejnych etapów. Trochę mnie uspokajała myśl, że i tak nie jest ze mną tak najgorzej - Ty się nacierpiałeś mocniej. Podlinkowałam Cię u siebie we wpisie na blogu ;-)
Marcin Nagórek
05/11/2013, 20:56
#
Zęby się leczą - kolejna wizyta za 10 dni. Pocieszę Cię, że ja 2 lata temu też myślałem, że poważne problemy z zębami to już przeszłość...

Nie wiedziałem, że masz bloga. Znalazłem, zajrzałem - widzę, że lubisz długie wpisy ; ) I że biegałaś pod opieką trenerów, których znam. I że jesteś strasznie wychudzona. I że studiujesz na UW?

Miło wiedzieć ; )
05/11/2013, 22:18
#
Długie wpisy to moje życie :))))

Odezwę się do Ciebie na FB, tylko zobacz skrzynkę "od spamu".. ;)
Jarosław Jagieła
06/11/2013, 08:35
#
No, no, no! Czyżby biegowy flirt?
Widzę, że niejako wymuszona przerwa zmusiła Cię Marcin do refleksji o przyszłości. I dobrze. My amatorzy mamy to do siebie, że wszystko chcemy biegać wyśmienicie, zapominając, że może nie mamy predyspozycji do np. maratonu. Do "połówki" jest cudnie, a maraton "be".I w większości wynika to z niewiedzy na temat funkcjonowania organizmu podczas wysiłku przekraczającego 2-3 godziny. A, że fantazja ułańska Polaków jest szeroko znana, to masa biegaczy rusza w myśl "hajda na wroga!" i pada.
Bardzo spodobało mi się sprecyzowanie tego co sprawia Ci przyjemność w bieganiu i plany, by robić wszystko co konieczne by tę radość podtrzymać.
Oglądałem Cię kiedyś na żywo na tartanie w Bydgoszczy więc to jest chyba TO.
P.S. Ale czemu nie umieściłeś mojego wpisu w poprzednim temacie?
Marcin Nagórek
06/11/2013, 11:19
#
Jarek, czytanie w kółko od internetowych ekspertów o tym, że wszystko co robię, nie ma sensu, a moje życie i bieganie to pasmo ciągłych błędów i porażek jest na dłuższą metę nużące. Nie po to prowadzę bloga, takie wpisy usuwam. Przed Tobą zdarzali się inni, więc to dla mnie rutyna.

Spróbuj umieścić coś takiego na jakiejkolwiek stronie kogokolwiek, z obojętnie jakiej dziedziny i zobacz, ile czasu minie, zanim Cię zbanują.
Jarosław Jagieła
06/11/2013, 12:48
#
Qrcze! Poczułem sie lekko nieswojo, bo zdarzyło mi się po raz pierwszy, że w pewnym sensie zostałem ocenzurowany. Czy było aż tak ostro?
Nieważne. Wytłumaczę Tobie o co chodzi takiemu czytelnikowi Twojego bloga jak ja.
Nie jestem ekspertem, by się "wymądrzać", ale z małymi przerwami bawię się bieganiem od 15 lat i szukam sposobów, bodźców, na przesuwanie swoich kolejnych granic. Mnóstwo rzeczy, o których piszesz przypada mi do gustu, np. duży nacisk kładziesz na "niebieganie", a prace nad solidną sylwetką (j.w.).
Bywają jednak chwile gdy łapię się za głowę i oczom nie wierzę, bo np.nie przetestowałeś picia w trakcie biegu...Ty. Ekspert. Trener.
Stąd ta krytyka.
Ale powtarzam. Nadal śledzić będę Twoje losy, bo niesiesz kaganek wiedzy o bieganiu, które wbrew powszechnej opinii wcale do łatwych nie należy.
06/11/2013, 23:20
#
Robienie "czegoś takiego" dla biegacza jest ogromnym wyzwaniem. Górne partie ciała ze względu na posturalne zaangażowane w czasie setek godzin treningu adaptują się do pracy wytrzymałościowej, a nie siłowej. Przekłada się to bezpośrednio na fakt, że mięśnie obręczy kończyny górnej będą uposażone we włókna wolno kórczliwe - dzięki temu pochłaniają mało energii i wolniej się męczą.
Żeby dojść do poziomu ekspert w przyjmowaniu pozycji pozycji akrobatycznych musisz tak wytrenować górne partie mieśniowe ciała, by przybyło w nich włókien szybko kurczliwych, które są zdolne generować dużą moc, ale szybko się przy tym męczą. Wolno kurczliwe są że tak powiem energooszczędne, a przemiany tlenowe w nich zachodzące są gwarantowane przez utlenianie trójglicerydów. Włókna szybkokurczliwe pożerają ogromne ilości glikogenu (glikogen jest "producentem" kwasu mlekowego!) i mają większą masę. Musisz się liczyć z tym, że Twój wydatek energetyczny w czasie np. maratonu teraz i w momencie kiedy będziesz obudowany szybkokurczliwymi włóknami ulegnie zmianie w kierunku jego powiększenia. Dodatkowo zmienisz proporcje rozmieszczenia masy mięśniowej w ciele - podniesienie środka ciężkości oznacza kolejne koszty energetyczne i modyfikujesz przy tym mimowolnie technikę biegu.
Widać więc konflikt interesów jeśli bierzemy pod uwagę atletykę i lekkoatletykę. Przy treningu maratońskim wydaje mi się, że jednym treningiem będziesz blokował postęp drugiego. To chyba troszkę jak jedzenie ogórków kiszonych i popijanie mlekiem - może wyjść z tego niezła biegunka ;)
Osobiście również jestem fanem takich wyzwań sprawnościowo-siłowych, ale uważam, że stosowanie ich jest zdrowe jedynie u biegaczy ograniczających się do dystansów sprinterskich zamykających się na 800m.
Jeśli jesteś zdeterminowany żeby i tak eksperymentować - polecam Ci książkę "Nagi wojownik" - popularnonaukowy poradnik, ale trafia w sedno treningu ukierunkowanego na "czystą siłę".
Marcin Nagórek
07/11/2013, 10:45
#
Jarek - dla mnie wytykowanie rzekomych błędów jest to tyle nużące, że robiący to nie ma pojęcia, w jakich warunkach odbywa się mój trening. A nie da się na blogu pisać za każdym razem, że robiłem taki a taki bodziec, bo tego dnia miałem wyjątkowo mało czasu, albo byłem niewyspany, bo poprzedniego dnia pisałem coś na ostatnią chwilę do czwartej rano. Albo że pogoda była taka i taka, albo że musiałem zmienić, bo okazało się, że na ścieżce, gdzie biegam, jest kładzenie betonowych płyt i jest zamknięta.

W idealnej sytuacji pewnie stosowałbym idealny trening, ale ja już dawno zmieniłem podejście. Niektóre treningi robię głównie dlatego, że je lubię i mogę np. wykonać blisko domu. Czasami zmieniam zaplanowany dzień, bo nie chce mi się jechać na stadion albo jest straszna wichura. Czyli poruszam się w przestrzeni ograniczonej wieloma czynnikami i w jej ramach staram się trzymać przyzwoity balans treningowy, jakoś równoważyć bodźce. Myślę, że nieźle mi się to udaje, bo naprawdę, jeśli porównałbyś to, co robię, z tymi chlopakami, z którymi ścigam sie na mistrzostwach Polski, to wykonuję jakieś 30% obciążeń. Na więcej częściowo nie pozwala zdrowie, częściowo lenistwo. A aż takiej róznicy w biegu zwykle nie widać.

Do wielu spraw mam podejście czysto amatorskie. Owszem, wytyczam sobie pewne cele, choćby po to, żeby jakoś porządkować to bieganie, ale nie umieram za te docelowe starty. Jeśli danego dnia pomyślę, że w celu przećwiczenia picia w biegu miałbym latać z butelką, albo jechać gdzieś samochodem, tracąc dwa razy więcej czasu, kombinować z ustawianiem kubeczków i w ogóle robić z tego treningu solidny ambaras... to wolę wyjść z domu bez stresu, potruchtać i wrócić. A potem męczy mnie słuchanie, że powinienem był poćwiczyć to. No może powinienem był, ale nie chciało mi się i taki jest jedyny powód. Życiowa sprawa.

W treningu amatorów radzę sobie znakomicie właśnie z tego względu, że biorę pod uwagę takie sprawy, że komuś się nie chce, inny jest niewyspany, w weekend zapił, a przez ostatnie 5 lat nie zrobił ani jednego ćwiczenia rozciągającego, bo wydawało mu się to bezsensowne. Albo że może biegać tylko 30 km tygodniowo, bo ma dzieci, które wozi do przedszkola. Nie namawiam wtedy takiego człowieka na wstawanie o 4 rano, żeby zrobił w tygodniu dodatkowe 30 kilometrów, tylko planuję trening w ramach tych ograniczeń.

Tymczasem w polskich biegaczach, często nawet u amatorów, jest jakieś dążenie do perfekcji, do trenowania jak zawodnicy Salazara. Ja uważam bardziej, że realny trening to jest próba ogarnięcia morza chaosu. Nie porozciągasz się po bieganiu - to nie zbrodnia, zdarza się 100% biegaczy. Nie ma więc sensu szukanie jakiegoś idealnego wzorca.
Marcin Nagórek
07/11/2013, 11:12
#
Thomas - w grudniowym "Bieganiu" będzie mój tekst o sile. W polskich warunkach - rewolucyjny. Rozpisałem zmienne całego układu, łącznie z wyjaśnieniem roli różnych włókien, ich wzajemnych wpływów na siebie, rekrutacji jednostek motorycznych zależnie od typu wysiłku i tak dalej. Od dawna chcę dopisać o tym coś na blogu, ale wstrzymuję się do publikacji.

Generalnie, przy stanie dzisiejszej wiedzy trudno powiedzieć, że zachodzą zmiany jednych włókien w drugie. Raczej jest tak, że włókna szybkie zostają wytrenowane w kierunku przemian wytrzymałościowych, ale pozostają mniej efektywne od tych z urodzenia wolnych. Czyli urodzony sprinter może poprawić wyniki w maratonie, ale mistrzem tej dyscypliny nie zostanie.

Jest jeszcze kwestia tego, że najszybsze włókna są rzadko rekrutowane. Powiedzmy więc, że te ćwiczenia siłowe wykonam na włóknach, które zwykle pozostają w bezruchu ; ) A w praktyce - wiem, że to jest dla mnie prawie niemożliwe, ale trzeba próbować. W wielu tych ćwiczeniach pracują głównie mięśnie brzucha i grzbietu, te bliskie szkieletu, które mają duże ilości włókien wolnych. A wykonanie niektórych figur to bardziej napięcie całego układu, technika niż trenowanie siły, która pozwoli mi wycisnąć 120 kg na ławeczce.

To jest bardzo ciekawa kwestia. Ja np. byłem bardzo silny jak na takiego chudzielca, gdy zaczynałem trenowanie. Podciąganie na drążku i tego typu zabawy wychodziły mi bardzo dobrze, teraz mam problem ze zrobieniem połowy tego, co kiedyś. Ta ogólna siła na pewno pozwoliła mi szybciej dojść do wyników. A z drugiej strony po tym, jak w ostatnich latach pracowałem nad wolnymi włóknami i techniką pod asfalt, zrobiłem się wolniejszy na wszystkich dystansach. To jest paradoks, a może wskazówka, że życiówkę w półmaratonie i na dyszkę na ulicy wykręciłem bezpośrednio po ostatnim mocnym starcie na 800m, gdzie pobiegłem 1:50. Czyli, można rzec, najlepiej biegi długie wychodziły na dobrze wytrenowanych włóknach szybkich, a nie wolnych. Czyli - może nie da się i wręcz nie trzeba zmieniać natury danego biegacza?
08/11/2013, 14:25
#
Widzę Marcin, że kręcą Ci podobne rzeczy (poza bieganiem), co mnie :-) Mi puki co wychodzi to słabo, ale często staje w szranki z drążkiem po treningu biegowym :-P

08/11/2013, 18:45
#
Mam pytanie. Gdybyś zechciał na nie odpowiedzieć to byłbym Ci bardzo wdzięczny. Zwróciłem uwagę, że piszesz o pracy rąk przy bieganiu. Jakoś wcześniej nie uświadomiałem sobie, że jest to ważne. Zwróciłem uwagę (z youtubowych filmików z zawodów, w których byłem podmiotem wykonawczym), że strasznie bezsensownie macham rękami. Trzymam je z daleka od tułowia i jakoś dziwnie to wygląda. Moje ramiona strasznie patykowate - nigdy ich nie ćwiczyłem (do biegania przeszedłem z kolarstwa), a że mam bardzo szczupłą budowę (61 kg przy 177 cm wzrostu)to same z siebie mi nie urosły (np. od jakichś prac domowych). Robię co prawda pompki (co drugi dzień) ale to chyba jest bardziej ćwiczenie na plecy niż na ręce (przynajmniej tak mi się wydaje). Czy jeżeli zaczął bym robić jakieś ćwiczenia z hantelkami to przyrost siły w rękach spowodował by poprawę wyników w zawodach. Teraz biegam dychę (jak akurat jestem w gazie) pomiędzy 37:30-38:00. Może dało by się coś z tego urwać gdybym był fizycznie śilniejszy.
08/11/2013, 21:10
#
witam, czytam od lat , ale pierwszy raz o coś nieśmiało zapytam. Jakie jest Twoje zdanie na temat relacji alkohol-bieganie? bo mam z autopsji mieszane odczucia;) pozdrawiam
Marcin Nagórek
09/11/2013, 00:01
#
Czy można coś urwać z samych rąk? Wątpię. Jeżeli już, to z ogólnej poprawy siły, stabilności sylwetki - ale to indywidualna sprawa. Spróbuj porobić ćwiczenia ode mnie ze strony (zestawy ćwiczeń) i zobacz, czy dajesz radę. Ale tak ogólnie, to ja ćwiczę ręce głownie dla walorow wizualnych, a nie wyników ; )

Jeśli chodzi o alkohol, to wiadomo, że jest to podstawowe paliwo biegacza ; ) A serio - w umiarkowanych ilościach to nie problem, czasami wręcz potrafi pomóc, poprzez poprawę krążenia. Wielu biegaczy pije piwo na zakwasy. Czy działa? No skoro pija, chyba działa ; )

Po pijaństwie może być gorzej, ale nawet jakieś ostre imprezy, jeśli nie trafiają się zbyt często, moga powodować kilkudniową zniżkę formy, nic więcej.

Daniel - poćwicz i będziemy się motywować. Tylko Ty masz przewage na starcie, bo fizycznie jesteś dużo mocniejszy ode mnie.
Jarosław Jagieła
10/11/2013, 09:02
#
Marcin. Nie rozumiem Twojego oburzenia po moich komentarzach. Ale jeśli poczułeś się urażony to przepraszam.
Ja traktuje to jako luźną rozmowę o skądinąd rzeczach, które frapują i Ciebie i mnie.
Wiem jakie dylematy ma biegacz pragnący pogodzić pracę na pełen etat z życiem rodzinnym i pasją.
Umiem czytać ze zrozumieniem więc znam Twoje opowieści o "kłodach", które spotykasz na swej drodze (pogoda, remonty nawierzchni, nieodśnierzone ulice). One są nie tylko Twoim utrapieniem, ale trzeba się w tym odnaleźć. Nie tylko uelastyczniając trening, ale biorąc poprawki do założeń startowych. A ja odnoszę wrażenie, że .....
P.S. Jaki był cel umieszczenia Twojego bloga w sieci?
P.S.2 Dałeś możliwość komentowania oczekując - czego?

Marcin Nagórek
10/11/2013, 10:38
#
Jarek - bloga zacząłem pisać 8 lat temu, wtedy miałem inne cele niż teraz. Ale generalnie chcę się dzielić tym, co robię.

Dyskusję rozumiem. Tylko dyskusja nie polega na stwierdzeniu: "nie rozumiem, jak można popełniać takie koszmarne błędy" - i koniec dyskusji, bez słowa wyjaśnienia, na dodatek nie mam pojęcia kto to mówi, czy ktoś, kto biega lat 15, czy może zaczął w zeszłym tygodniu. Dyskusja to jest wymiana poglądów, w tym uzasadnianie swoich, a w tej wymianie można wiele zrozumieć i wyjaśnić.

Musisz też zrozumieć, że niemożliwe jest traktowanie człowieka jako jakiegoś wyizolowanego materiału doświadczalnego, który zawsze robi matematycznie zaprogramowany trening, niezależnie od okoliczności. Czasami na pytanie: "dlaczego akurat dzisiaj biegałeś odcinki?" odpowiedź nie brzmi, że uzasadniał to jakiś cykl treningowy, a może po prostu ma się na to ochotę, jest potrzeba wyżycia się. Pamiętam bardzo ciekawy fragment z książki - chyba Brada Hudsona, ale nie dam za to głowy - który właśnie a propos przygotowania do maratonu pisał o tym, jak różnie rozkładał trening swoich zawodników. Była tam panienka, która z racji przeszłości na średnich dystansach w okresie taperingu lubiła pobiegać szybkie odcinki 400 metrów. Pasowało jej to fizycznie i psychicznie. Trener się na to nie oburzał, nie narzekał, tylko wpasowywał do planu. Trudno więc mówić, że coś w treningu jest błędem albo nie. To jest zabawa na żywym organizmie, który ma różne potrzeby, tak fizyczne, jak i psychiczne.

Ja zrezygnowałem z czystego wyczynu i wyniku za wszelką cenę właśnie dlatego, że nie miałem już ochoty na podporządkowywanie całego życia i treningu w skali roku po to, aby kiedyś tam urwać te parę sekund. Chcę mieć z tego trochę przyjemności, niezależnie od tego, jaki będzie efekt wynikowy. Czy pobiegnę trochę lepiej czy trochę gorzej, nie ma to wielkiego znaczenia. W moim wieku i z takim stażem niewielu jest zawodników, którzy nadal startują w zawodach na przyzwoitym poziomie. Na mistrzostwach Polski jestem od dawna najstarszy, szczególnie w biegach średnich. Reszta wypaliła się i większość moich rywali z dawnych lat w ogóle nie biega, nawet hobbystycznie. Takie są psychiczne koszta wyczynu. Sam często czuję się zmęczony, więc wybór określonego rodzaju treningu to często w praktyce wybór pomiędzy: albo w ogóle nie biegam, albo biegam tak, żeby sprawiało mi to przyjemność.

W tym roku mam zamiar jeszcze bardziej pójść w tym kierunku i uważam, że w przygotowaniu do maratonu za bardzo poszedłem w trening "obiektywny", zamiast plan oparty o to, co lubię. Przed startem byłem już znudzony, co nie jest korzystne. Ale to też było konsekwencją pewnych zdarzeń, bo do września nie mogłem zrobić nic poza wolnym bieganiem z powodu achillesa, potem były problemy zdrowotne. Czyli wyboru właściwie nie było.

Zresztą jeżeli zaczynamy tak wnikać, to jest wiele uwarunkowań. Np. zawsze bardzo słabo biegam przed południem, taki mam organizm, może też związany z tym, że przez pierwsze 10 lat startów praktycznie zawsze brałem udział w zawodach tylko po 16 lub wręcz wieczorem. Do dzisiaj rano jestem półprzytomny, choćbym wstawał o 5. Wieczorem zaś roznosi mnie energia. Z tego względu maratony słabo mi pasują, a start o 9 rano to największy koszmar.

Trening to jest wypadkowa wszystkich tych czynników.
10/11/2013, 20:31
#
Prowadź bloga dalej, nie przejmuj się krytyką. Piszesz naprawdę fajne i wartościowe teksty (wiele się można dowiedzieć), a że popełniasz błedy, każdy to robi. Swoją drogą jakie miałeś cele związane z blogiem 8 lat temu?

Pozdrawiam
Marcin Nagórek
10/11/2013, 21:10
#
Mikołaj - nie pamiętam ; ) Wtedy byłem jednym z pierwszych blogerów, do dzisiaj mam chyba najstarszy, najdłużej działający i aktualizowany blog biegowy w Polsce. Byłem też pierwszym gościem ze świata wyczynowego, który pisał o swoich trneingach - i to chyba zostało do dzisiaj. Na pewno chciałem sie tym jakos podzielić, może też pisanie o tej pracy pozwalało mi ją łatwiej znieść ; )
Jarosław Jagieła
11/11/2013, 22:34
#
Ja poprostu nie byłem świadom tego subtelnego przejścia z pozycji wyczynowca na drugą stronę barykady. A dla mnie to wielka różnica. Stąd te małe nieporozumienia, które w obliczu Twojej wypowiedzi stają się "niebyłe".

Marcin Nagórek
12/11/2013, 14:20
#
Jarek, w takim razie coś słabo czytasz bloga ; ) Zerknąłem w archiwum, że np. swoje podejście do treningu bardzo ładnie podsumowałem we wpisie z 11.X.2012. Az jestem zaskoczony, czytając teraz, jaki to fajny wpis ; ) W zeszłym roku z takim sposobem treningu biegałem trochę mocniej, w tym trochę słabiej. Bywa. Teraz mam już ponad 2 tygodnie przerwy, noga jeszcze nie wygojona, przeciągnie się chyba do 3 tygodni. I znowu nabieram ochoty na ściganie, ale trudno powiedzieć, ile potrwa ta determinacja.
21/11/2013, 22:36
#
Uwazam, ze te credo treningowe wyluszczone przez naszego Autora powinno byc wytatuowane przez rzesze biegaczy-amatorow. Sam w mojej 13 letniej przygodzie z bieganiem przeszedlem podobna droge. Zawsze amator lecz mialem kilka sezonow gdzie ze wszystkich sil staralem sie podporzadkowac wszystko bieganiu, wyrabianiu zadanego kilometrazu itp. W ostatnim sezonie postanowilem, ze dalsze naginanie pracy, czasu wolnego, czasu spedzonego z rodzina nie jest sensowne. A wiec dostosowalem rodzaje treningu, jego czestotlwosc oraz intensywnosc do czasu, ktory moglem wygospodarowac bez koniecznosci wstawania o 5 rano aby pobiegac w mrozie przed praca o 8. Efekt? Trening zrobil mi sie bardziej efektywny, wiecej mialem korzysci z kazdego kilometra oraz minuty spedzonej na treningu. Trenowalem rzadziej (4 biegi w tygodniu) mialem wiec wiecej regeneracji pomiedzy treningami. Z takiego treningu zrobilem zyciowke w polmaratonie. Podobne zalozenia mam/musze miec i na ten sezon. Dziekuje za Pana prace: wglad w specyfike treningu zawodowego bardzo duzu mi dal choc nie powodouje u mnie potrzeby jego kalkowania. Poszdrawiam!
29/11/2013, 09:16
#
Z tym że leci noga na zewnatrz tez mam problemy, i problem tkwi głównie w przestawionym kolanie :( Jak ustawiam noge prosto to kolano włazi do wewnatrz i to mocno, i dlatego naturalny ruch jest dopiero jak ustawiam stopę na zewnątrz, na ostatni zdjeciu strasznie sie garbisz, mozliwe ze słabe mieśnie górnych partii ciała, pozderko fajny blog...

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Listopad 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin