24
10/2013
13:03
Start w maratonie zbliża się, to już tylko trzy dni. Najchętniej pobiegłbym nawet dzisiaj, bo zaczyna nużyć mnie to oczekiwanie. Miałem za to bardzo dużo czasu na przemyślenia.

Moja pierwsza refleksja: klątwa pogodowa znowu uderza! Jak wspominałem, nie miałem do tej pory żadnego startu w dobrej pogodzie, kiedy jest chłodno, bezwietrznie i sucho. Specjalnie zaplanowałem tegoroczny maraton na koniec października, godząc się z mocno pofałdowaną trasą, byle uniknąć niespodzianek pogodowych. Spodziewałem się przenikliwego zimna, temperatury rzędu 5-10 stopni i zastanawiałem, czy biec w rękawiczkach i opasce na uszy. A tu niespodzianka. Na start ma być ciepło, wilgotno i wietrznie. Temperatura rzędu nawet 19 stopni, pełne słońce, a na deser solidna wichura, która prawdopodobnie będzie uderzała ścianą akurat podczas ostatnich 20 kilometrów biegu. Dzisiaj byłem biegać w tej pogodzie, w godzinie startu. Było tylko +15 stopni, ale w połączeniu ze słońcem, wilgocią i wiatrem stworzyło bardzo trudne warunki. Po 3 kilometrach byłem kompletnie przegrzany. Wygląda na to, że może być gorzej niż w czasie wiosennego Orlen Maratonu.

Uczucie jest tym bardziej nieprzyjemne, że w poprzednich 2 tygodniach było zimno jak diabli. Rano zdarzały się nawet przymrozki. Kolejny raz uderza więc moja klątwa, kiedy ociepla się tuż przed biegiem, co znoszę wyjątkowo źle, nie mając czasu na aklimatyzację. A najlepsze jest to, że w ostatnich 3 tygodniach przestałem biegać na siłowni, żeby lepiej adaptować się do chłodu i asfaltu. Próbuję sobie wyobrazić gorszy scenariusz wydarzeń... myślę, myślę i nic. Nie sposób przy tym nie zauważyć, że Warszawa i Poznań miały w tym roku znakomitą pogodę - bo akurat mnie tam nie było.

Na szczęście znacznie spadło ryzyko wyczerpania zapasów węglowodanów. W ostatnim tygodniu znacznie ograniczyłem bieganie, do tego lekko zwiększyłem dowóz kalorii, witamin, minerałów i suplementów. W efekcie mam najwyższą wagę w życiu - kocham drożdże! Dzisiaj przed treningiem 74,5 kg, a wczoraj wieczorem 75,1. Żeby pokazać to w odpowiedniej perspektywie, wspomnę, iż oznacza to, że mogę mieć nawet 7 kilogramów więcej niż w czasie gdy biłem życiówkę na 5km cztery lata temu. Zapasów zdecydowanie nie powinno mi zabraknąć, jestem doładowany jak Antonow 225. Nie powiedziałem przy tym ostatniego słowa - jeszcze trzy dni do startu.

To jest bardzo ciekawa sytuacja, bo dwa kilogramy złapałem w ostatnich 2-3 dniach. Raczej nie jest to przyrost tłuszczu, tym bardziej, że wizualnie nie widać, żebym się zmienił. Czyli mamy ciekawą sytuację: być może jest to zwiększenie zapasów glikogenu i wody (co jest ze sobą powiązane, bo glikogen wiąże w sobie spore ilości wody, która jest potem uwalniana w czasie wysiłku). 2 kg to dużo, a to oznacza, że możliwe, że wcześniej cały czas biegałem na znacznie ograniczonych zapasach. To by mogło tłumaczyć ogólne uczucie zmęczenia i ociężałości. Jest to najciekawsza obserwacja tego przedmaratońskiego cyklu. Przygotowując się do krótszych biegów w przyszłości, postaram się jeść więcej węglowodanów i solidniej odpoczywać po długich treningach i zobaczymy, jak to wpłynie na samopoczucie.

Nie żeby teraz uczucie ociężałości całkowicie zanikło. Dzisiaj na treningu czułem co prawda ogromną energię, ale tylko na przebieżkach. To była moc w nogach, gdy zaczynałem się rozpędzać i wybijać z palców. Myślę, że gdybym miał teraz pobiec 1500 metrów, tragedii by nie było. Najwyraźniej do krótkich biegów tego typu tapering, gdzie biegam bardzo mało, mam też dni wolne, może być dla mnie korzystny. Całkiem możliwe, że moje mięśnie i zapasy odbudowują się wolniej niż u przeciętnego biegacza, w ogóle by mnie to nie zdziwiło. Natomiast przy nieco dłuższym biegu jest gorzej. Czułem się ciężko i było mi wściekle gorąco. Do tego musiałem przebijać się przez potężny wiatr. Zrobiłem 3 km na rozgrzewkę (w tym ostatni w 3.42), potem gimnastykę, przebieżki i 3km dość szybko - 3:42-3:34-3:23. Prędkość rzędu 3:50/km jest dla mnie bardzo swobodna. 3:40/km jest już takie sobie. 3:35/km dość mocno niewygodne, a poniżej 3:25/km zaczyna się duży kryzys oddechowy. Ale i tak są to dane mało istotne, bo najważniejsze jest, jak spalam energię przy tych prędkościach. To zaś będzie wiadomo dopiero po biegu.

Jak trenowałem w ostatnich dniach? Poniedziałek wolny, wtorek luźne 10 kilometrów w 47 minut, środa wolna, dzisiaj łącznie 6,5 kilometra na stadionie. Jutro 6 km wolno, pojutrze wolno, a w niedzielę start. A, co! Niech żyje lenistwo i carboloading!

Do startu jestem nastawiony bardzo pozytywnie w dniach, kiedy nie biegam. Moja forma wyraźnie wtedy rośnie. Leżąc na fotelu czuję, że mógłbym atakować nawet 2:20. W dniach treningowych jest znacznie gorzej, a po każdym biegu morale spada. Dzisiaj po 3 km na stadionie byłem zagotowany i wykończony, a wczoraj przeglądałem na google earth trasę biegu. Przesuwam to na dużym przybliżeniu, przesuwam, mijam jedną wioskę, drugą, trzecią czwartą... W końcu doszedłem do wniosku, że maraton to piekielnie długi dystans, nawet na mapie. Do tego będzie tam masa górek, właściwie jest cały czas pod górkę lub w dół. Dlatego staram się myśleć o tym jak najmniej.

Moja taktyka na bieg jest prosta: przetrwać. Mam jeszcze resztki nadziei na niespodziewane ochłodzenie oraz zaskakujący przypływ energii. Planuję biec tak, żeby było to komfortowe i na pewno nie szybciej niż 3:40/km, możliwe, że wolniej. W wersji pesymistycznej: bardzo wolno. Do startu jest jeszcze trochę czasu, ostatnie 48 godzin nie biegam. A w razie czego zawsze mam jeszcze alternatywę w postaci otwarcia żył w gorącej kąpieli, żeby skrócić te męczarnie.


Kategoria: Trening 2013
Komentarze: (8)
Zaktualizowano: 24/10/2013, 15:24

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

24/10/2013, 18:13
#
Proponuje dwa dni przed startem zrobic lodowata kompiel u mnie to poskutkowało żałuje ze nie robiłem tego cały tydzień przed startem , swietnie pobudza krążenie taka zimna kompiel 15 min w wodzie o temp około 10 stopni naprawdę czyni cuda
24/10/2013, 21:44
#
Myślę, że bedzie dobrze. Złapal Cie juz stres ale ma on mobilizować (tylko Cie cytuje). Sam dobrze wiesz, że na kilka dni człowiek czuje się zawsze nie tak jakby mógł sobie życzyć. To za krótko spał, to znowu zupa za słona itp :) W chwili startu swoje zrobi adrenalina. Paradoksalnie pomęczysz sie tylko 160 min - 150 lub jeszcze mniej czego Ci życzę. Pomyśl sobie o tych, co morduja sie 200 - 240min :) lub jeszcze więcej. Głowa do góry.
Swoją drogą daj znać jak planujesz starty w przyszłym roku to postaram się omijać je dużym łukiem (mam na myśli klątwę :) )
24/10/2013, 22:39
#
Z mojego własnego doświadczenia empirycznego wynika, że o ile ma się możliwość, to lepiej przystosowywać się do wyższych temperatur, bo do nich w razie czego trudniej zaadoptować się w dniu staru. Chłód itak można pokonać odpowiednią odzierzą, która w perspektywie maratońskiej, nawet w bardzo niskich temperaturach niebędzie aż tak gruba i ciężka.
Co do sytuacji pogodowej - na południu polski ostatnie 2 tygodnie były komfortowe, teraz rzeczywiście robi się gorąco, ale głowa do góry! Znów wieje pesymizmem w Twoich wpisach - tłumaczysz swój rezultat zanim jeszcze w ogóle go uzyskałeś ;)
Powodzenia !
25/10/2013, 07:13
#
Powodzenia, powalcz o życiówkę!
Jarosław Jagieła
25/10/2013, 09:29
#
A ja znowu swoje... :) Po jaką ch... robisz takie szybkie odcinki na treningach? Przypominam: po kuracji antybiotykowej, w sytuacji gdzie tempo docelowe nie ma przekraczać 3:40/km ?!( a i tak moim zdaniem to za szybko, skoro 3:50 czujesz jako komfort). Czasami Twoja postawa przypomina królika doświadczalnego, którego losy śledzimy on line. I nie wiem czy te lekcje jakie dajesz nam przez to co robisz mnie cieszą, czy raczej wprowadzają w zakłopotanie. Bo przypominam, że wiele osób prowadzisz jako trener, uczestniczysz w zawodach rangi mistrzowskiej, więc siłą rzeczy stajesz się autorytetem w dziedzinie biegania, a śledząc Twoje wpisy zbyt często wyłapuję błędy, które wybaczyłbym początkującemu biegaczowi, ale nie komuś z taką wiedzą.
P.S. Jedno Cię wytłumaczy w moich oczach: zbierasz materiał do poradnika "Jak się nie rzucać na życiówkę, gdy się nie jest dostatecznie przygotowanym".
Marcin Nagórek
25/10/2013, 09:52
#
Dzięki za słowa otuchy ; ) Maraton jest o tyle wnerwiający, że walka z upałem czy wiatrem trwa te dwie i pół godziny. Krótkie dystanse są pod tym względem przyjemniejsze, chwila bólu i do domu.

Jarek - najwyraźniej nie słyszałeś o takim rodzaju treningu jak przebieżki. Polecam doczytanie, bo występuje to w treningu w każdej szkole na świecie, od Danielsa do nawet Skarżyńskiego i ma wiele pozytywnych skutków. Sam pisałem o tym wielokrotnie, więc dziwię się, że ktoś może być tym zaskakiwany. To trening mechaniczny, a nie metaboliczny, nie ma bezpośredniego związku z prędkością startową.
Wojciech Maliszewski
26/10/2013, 19:21
#
z jakim numerem biegniesz ?
27/10/2013, 14:52
#
2:50:15, gratulacje :)

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Lipiec 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin