30
09/2013
12:25
Czas mija bardzo szybko, do maratonu zostało mniej niż 4 tygodnie. Trening jakoś tam się ciągnie, wszystko szło dobrze, machnąłem kilka solidnych jednostek. W weekend była bardzo dobra pogoda, stąd świetne wyniki w Warszawie i Berlinie. Złośliwie muszę zauważyć, że gdy mnie nie ma na starcie, pogoda najczęściej jest dobra. Warszawę biegałem rok temu na jesień i w tym roku na wiosnę. W obu przypadkach był wściekły wiatr. Nie pojechałem - i mamy super warunki. Do tego mój trzeci maraton to Dębno, gdzie szalał wręcz huragan, łamiąc gałęzie i rzucając na trasę. Aż się boję o ten Toruń...

Ostatnio stanęliśmy w narracji na weekendzie, w którym biegłem Bieg Westerplatte. Był to też pierwszy tydzień po dłuższej przerwie z szybszym treningiem - 10x200 metrów, gdzie byłem kolosalnie ociężały. Na tamtym etapie czułem się wytrzymały, silny i ciężki. Wszystko dzięki monotonnemu bieganiu oraz dużej dawce siłowni. Plus, oczywiście, trwająca cały czas terapia manualna.

Po starcie najpierw miałem kilka dni luźnych, w tym we wtorek średnio luźny: biegałem na bieżni w siłowni 15 km, w tym 14 km w tempie 3:40/km. Do tego cały czas ćwiczenia siłowe, chociaż ostatnio nieco zmniejszyłem ilość typowej siły ładowanej na ręce i barki. Jest mniej ćwiczeń i mniej serii,a więcej ogólnego machania na brzuch i grzbiet. Prawdziwie atletyczny trening siłowy zacznę dopiero po maratonie i odpoczynku.

W czwartek ponownie poszedłem na asfalt na 10x200m. Trening na długich przerwach i nadal ociężałość oraz spowolnienie godne ślimaka. 35 sekund to było średnio komfortowo. 34 już wyraźnie nieprzyjemnie. Na ostatnim odcinku 33 sekundy. Co ciekawe, tabele Danielsa dają mi przy wyniku 2:34 w maratonie prędkość na 200 metrów - 35 sekund. Bardzo ciekaw,e wygląda na to, że to monotonne bieganie nie tyle podciągnęło moje wolniejsze tempa do poziomu szybkich, co odwrotnie. Zawsze byłem szybki na odcinkach i słabszy na długich biegach, teraz zaś jestem równie słaby na obu. Czyli mamy treningowy postęp ; )

W piątek znowu 12 km w tempie 3:40/km, biegane na siłowni na bieżni. Podczas tych biegów ćwiczę picie w czasie wysiłku i widzę ciekawą sprawę. Otóż w trakcie picia tętno skacze mi nawet o 6-8 uderzeń, a potem albo nie spada, albo spada bardzo wolno. Powrót do wartości przed piciem trwa nawet dwa kilometry. Czy to znaczy, że jestem słabo przystosowany do przyjmowania pokarmu w biegu? To by tłumaczyło poprzednie dwa maratony i porażki żołądkowe.

Sobota luźna, a w niedzielę w Gdyni biegałem najcięższy trening całego cyklu maratońskiego: 35 kilometrów - i to dobre 35, może nawet bliższe 36. Najpierw 23 kilometry wolno, z przerwami na popijanie i rąbanie żeli (cały czas żelki z Decathlonu, pasują mi). Potem atakowałem mocno ostatnie 12 km, biegane mocno, w sumie na maxa, ale to był mizerny max, taki sub-max, biorąc pod uwagę kompletnie zarąbane nogi. 23 kilometry były wolno, ale po solidnych górkach. Właściwie czułem się całkiem dobrze, ale pod koniec zaczęła się bolesność. I właśnie wtedy trzeba było przyspieszyć. Co gorsza, nie było tam prawie w ogóle płaskich fragmentów. Najpierw leciałem 4,5 kilometra w dół. Pierwsze 2,5 km leciutko w dół, z wypłaszczeniami, ale potem 2 kilometry na złamanie karku, duże nachylenie. Kręciłem kostylami jak młynkiem, celem było solidne rozbicie mięśni, a potem praca na podbiegu na tym zmęczeniu. Bo kolejne 2 km były pod górkę. Pierwszy łagodny, z wypłaszczeniami, wzdłuż obwodnicy Trójmiasta, częściowo po asfalcie, a drugi to atak na solidną ścianę. Tam rzęziłem i charczałem, nogi bolały mnie tak, że ledwo unosiłem. Po piasku, po korzeniach, ściana godna Szklarskiej Poręby. Ba, przyznam bez bicia, że te trasy w Gdyni są dwa razy lepsze niż Szklarska. Dłuższe, przyjemniejsze ścieżki, duże urozmaicenie - bajka.

Po 2km podbiegu był może z kilometr wypłaszczenia, w okolicach ulicy Apollina w Gdyni. Tam przetuptałem przez spokojne osiedle i znowu wzdłuż obwodnicy zbiegałem lekko w dół jakieś 1,5 kilometra po płytach. Potem pod obwodnicą przejściem i znowu podbieg, ostatni szturm - blisko kilometr pod górkę, narastająca stromizna. Na koniec spacerowe 2km - kawałek lasem, potem lekko w dół wzdłuż ulicy bodajże Chwaszczyńskiej, chodnikiem obok pędzących samochodów. Po tym biegu pół godziny leżałem i piłem soki. Nogi wytarmoszone naprawdę solidnie. Był to jeden z dwóch moich najdłuższych treningów w życiu. Podobny zrobiłem w 2010 przed Dębnem, w Ustrzykach. Tam mocno leciałem ostatnie 11 km pod górkę, ale chyba byłem bardziej zniszczony, wtedy w ogóle czułem się słabo cały rok.

Po tym treningu próbowałem lekkiej zmiany - czyli 10x200m już następnego dnia. Chciałem zobaczyć, czy totalnie skasowałem wszystkie włókna mięśniowe. Okazało się, że nie - lub część włókien regeneruje się błyskawicznie. O ile rozgrzewka była bardzo ciężka, tak szybkie włókna na odcinkach działały w pełni sprawnie. Odcinki swobodnie i wreszcie luźniej, samopoczucie bardzo dobre. Prędkość niby ta sama, 35-33 sekundy, ale inne samopoczucie. Ostatni odcinek w 31, całość na asfalcie w butach. Wniosek z tego taki, że potrafię wykończyć swoje mniej liczne włókna wolne, liczne włókna średnie, ale mam też sporo szybkich, których przy długich biegach nie mogę zrekrutować w żaden sposób. Albo inaczej - być może rekrutuję je, ale one się błyskawicznie męczą, po czym błyskawicznie regenerują. Dlatego znakomicie znoszę interwał - wystarczy krótka przerwa, żebym był w stanie wykonać kolejny szybki odcinek. Natomiast bieg ciągły - kaplica. Taka genetyka po prostu.

Tu tkwi sedno mojego problemu w maratonie - jestem zbyt szybki, mam zbyt duży talent do krótkich dystansów. Włókna wolne są mniej liczne i nie są w stanie unieść ciężaru maratonu. Zaś szybkie, jeśli już zdołam je uruchomić, męczą się błyskawicznie. Tu zresztą krótka dygresja, że na razie właśnie z tego powodu zrezygnowałem z długich, szybkich biegów. Typ taki jak ja zamęczy mięśnie czy biegnie długo i wolno, czy długo i szybko. I tak, i tak jestem po długim treningu kompletnie wykończony - wolę więc zrobić mniej i być tak samo padnięty. To zmiana po zimie, bo wtedy byłem bardziej wypoczęty i zakładałem, że skoro mam być tak samo zmęczony, to lepiej, jeśli pobiegam szybciej ; )

Natomiast prawdziwy wytrzymałościowiec musi biec nie tylko długo, ale i szybko, żeby doprowadzić do potężnego kryzysu energetycznego. U mnie ciekawe jest natomiast, na ile jestem w stanie pociągnąć adaptację do długiego wysiłku, ile da się wykręcić w tym maratonie. Żeby dorównać poziomowi z 800 metrów, musiałbym łamać 2:14 - a na to się nie zanosi.

Kolejny tydzień był rekordowy objętościowo - 121 kilometrów, szczyt mojego obciążenia. Samopoczucie mocno średnie. W piątek kolejny bieg na bieżni w siłowni, a wcześniej zabawa ze sztangą. Na bieżni zrobiłem 18 kilometrów i od monotonii ratuje mnie tylko Apocalyptica. Najpierw 2 km na rozgrzewkę, tempo 4:06/km. Potem 12 km w tempie 3:40/km, z tego wejście w 2 km po 3:30/km i ostatni kilometr mocno: 500m w tempie na 3:13 i 500m w tempie na 3:00/km. Ten bieg dał mi mocno w kość, ledwo wróciłem do domu.

W niedzielę robiłem kolejne długie spokojne rozbieganie - 32 km. I tu pojawił się pierwszy kamyczek w ogródku - niby wszystko ok, ale jak na to tempo czułem się na koniec zdecydowanie zbyt zmęczony. Wczoraj znowu 10x200m i to był kolejny dzień zaskakującego zmęczenia. W tym samym dniu miałem też wizytę u dentysty i zdjęcie rentgenowskie całej szczęki, bo od kilku dni nasilał mi się dziwny ból zębów, w nieokreślonym miejscu. No i wyszło szydło z worka... Potężny, zaawansowany stan zapalny. Tak duży i tak mocno uszkadzający tkanki, że musiał dokuczać i osłabiać od bardzo, bardzo dawna. Co najmniej miesiące, a może i dłużej. Co gorsza, epicentrum jest w korzeniach zęba leczonego kiedyś kanałowo, na którym siedzi... korona i dwa tytanowe ćwieki. Dlatego zresztą nie czułem bólu wcześniej i w tym konkretnym miejscu - bo ząb jest martwy, teoretycznie wyleczony. Być może jednak dentystka popełniła błąd, nie wypełniając kanałów do końca, może zaś nastąpiło np. pęknięcie kanału.

Efekt: jestem na antybiotykach, ból od razu zaczął mijać. Jest mała szansa na uratowanie zęba, a nawet jeśli się uda, to leczenie tak zaawansowanego stanu potrwa miesiące. Alternatywą jest... leczenie chirurgiczne z rozcięciem szczęki lub rwanie zęba i leczenie powstałej rany. Trudno ocenić szkody, jakich dokonają leki, stan zapalny i leczenie, ale nie wygląda to za dobrze. W sobotę planowałem stan w Starogardzie, trudno powiedzieć, czy pojadę tam na antybiotykach. Nie wiadomo też, co z maratonem. Wszystko szło tak dobrze! Na razie robię dzisiaj wolne, jutro kolejna wizyta i próba przecięcia korony i wyjęcia tych tytanowych ćwieków. Straszny, straszny pech...

Ktoś z Was biegał kiedyś w trakcie tego typu leczenia? Dodam, że ostatnio miałem pewne dziwne objawy, np. strasznie zaczerwienione oczy rano, pokazujące stan zapalny. Podejrzewam też, że wiosenny i niedawny jesienny stan zapalny zatok też zaczął się od tego zęba. Te choroby zniosłem wyjątkowo ciężko, niby niewinne przeziębienia, a potem zatoki i duże osłabienie - szczególnie wiosną nie mogłem dojść do siebie miesiąc.
Kategoria: Trening 2013
Komentarze: (12)
Zaktualizowano: 01/10/2013, 13:19

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

Krzysztof Bartkiewicz
01/10/2013, 14:39
#
Marcin, mnie osobiście trzydziestki męczą, można dobrze pobiec robiąc maksymalnie 24-25km z tym że z większą częstotliwością. Podstawa w maratonie jest też regeneracja, wiele o tym osób zapomina. Gdybym nie był w stanie odpowiednio się regenerować to niebybym w stanie biegać maratonu co tydzień. Co do bólu zęba, jest to upierdliwy problem, najlepiej jest wyrwać ząb, kiedyś na siłe zęby leczyłem a obecnie i tak ich już nie mam więc po co przepłacać:)
Marcin Nagórek
01/10/2013, 19:38
#
Ale jak potem gryżć, panie Krzysztofie, jak gryżć? ; )
01/10/2013, 21:35
#
Czesc Marcin, przede wszystkim gratulacje osiagniec sportowych i ciekawej stronki o bieganiu, milo sie czyta.
Mam obecnie podobna sytuacje z dosc zaawansowanym stanem zapalnym zeba. Ja z tym biegam w miare normalnie, ale nie na tak wysokim poziomie jak Ty. Druga roznica jest taka, ze nie przyjmuje antybiotyku, zab jest leczony (przynajmniej na razie) lokalnie, zalozone lekarstwo o dzialaniu antybakteryjnym. Co do samego treningu, to uwazam tylko, aby sie skrajnie nie przeciazac i rezygnuje z treningu w sytuacji skrajnej pogody (bardzo zimno, wietrznie lub duze skoki temperatury, jakies wieksze zmiany pogody itp.), no i oczywiscie gdyby zab zaczal bolec. W przypadku zebow ciezko cos doradzic, bo tu nie ma reguly, a leczenie zazwyczaj dlugie i upierdliwe. Co do objawow z oczami, to u mnie bylo podobnie, mialem dluzszy czas zaczerwienione lub lzawiace.
Przede wszystkim glowa do gory - psychika najwazniejsza!
Pozdrawiam i zycze szybkiego powrotu do zdrowia.
Krzysztof Bartkiewicz
01/10/2013, 22:23
#
Nie musisz gryźć, możesz sobie mielić:)

Marcin Nagórek
01/10/2013, 22:54
#
Ha, ha, Krzysiek ; ) Jednego miałem już rwanego, kilka jest solidnie leczonych i albo boję si e nimi mocno gryźć, albo reagują na temperaturę. Jeśli pójdzie kolejny, to kaplica, naprawdę trzeba będzie mielić. Dentystka proponuje mi implanta, ale to dość droga zabawa ; )

Piotr - wielkie dzięki za informacje. U mnie sytuacja będzie podobna jak u Ciebie, o ile da się dojść do kanałów - wtedy parę miesięcy zabawy z tym wkładem antybakteryjnym. Ale w kanałach siedzą tytanowe wkręty i jutro się okaże, czy da radę je usunąć. Teraz też najbardziej martwi mnie antybiotyk. Takie cierpliwe leczenie z powolnym odkażaniem też kiedyś miałem. Uciążliwe, ale przynajmniej pozwala uratować ząb.

Pozdrawiam i powodzenia również w twoim leczeniu!
02/10/2013, 11:17
#
Wszystko tak naprawde zależy od indywidualnego stanu zęba, najlepiej zdać sie na doświadczenie dentysty, który najlepiej przewidzi, co warto z tym robić. Nie ma co się też źle nastawiać, bo czasami trudne przypadki okazują się być w pełni wyleczalne. Na usunięcie zęba zawsze jest czas.

Co do antybiotyków, to ja osobiście uważałbym ze zbyt forsownym wysiłkiem, bo one niestety dość mocno "kopią" w organizm nawet jeśli tego się nie odczuwa bezpośrednio. Dokładanie wysiłku, zamiast pomagać leczyć, tak naprawdę bardziej wyniszcza organizm. Lepiej odczekać, pozwolić na dobre działanie leku, a czas wykorzystac na regenerację.

Często bezpośrednio po antybiotyku można się mile zdziwić, bo forma wcale nie jest zła. Często pełne wyleczenie czegoś co osłabiało przez długi czas plus kumulacja dłuższego odpoczynku daja naprawdę zaskakujące efekty. To można często zobaczyć wśród zawodników, którzy po ciężkich sezonach bez sukcesów i np. z kontuzjami, po kilku miesiącach powracają i zaliczaja najlepsze momenty w karierze. Organizm ludzki to wielka zagadka.

Może spróbuj coś pośredniego, nie rezygnuj z maratonu, ale też biegnij go w pierwszej części zachowawczo. Ocenisz sytuacje po 25-30 km, jak wszystko bedzie w porządku, to pobiegniesz mocniej, jak nie, to potraktujesz to jak dobry trening i lekcję innych aspektów podczas długiego biegu. Może akurat odkryjesz coś nowego podczas takiego biegu, co potem zaprocentuje w innych sytuacjach. Często nie "spinając się" i nie nastawiając na konkretny cel można osiągnąć więcej. Zgodnie bodajże z chińskim przysłowiem, ze jak chcesz trafić w środek, celuj troche w bok :-)

pozdrawiam i trzymam kciuki.
Artur Dębicki
02/10/2013, 12:21
#
"Marcin, mnie osobiście trzydziestki męczą, można dobrze pobiec robiąc maksymalnie 24-25km z tym że z większą częstotliwością."

Krzysiek, weź przestań opowiadać takie rzeczy, to już kolejny raz kiedy czytam o braku Longów u Ciebie. Ile masz w ciągu roku startów w maratonie? No właśnie. Co w tym dziwnego, że przy takiej ilości mocnych czterdziestek nie potrzebujesz biegać ich więcej, za to organizm wymaga regeneracji?

Najgorsze w zębach jest to, że mają trudny do precyzyjnego określenia wpływ na cały organizm, do tego często się zdarza, że trudno jest odpowiednio wcześnie zauważyć, że w ogóle zaistniał problem.
Powodzenia życzę.
03/10/2013, 18:01
#
Zdrowiej Marcin, ja lekko zepsułem czwórgłowy na osiemsetkach a maraton mam ...20.10 :/ 2 dni nie trenuję, ale może to przyczyni się na + bo lepiej się zregeneruję, zobaczymy.

Ma ktoś jakiś patent na bieganie w upałach? Lekko nie podoba mi się, że mam maraton biec w temp. + 20 C trenując przy 10 - 12kreskach, pełnym zachmurzeniu i chłodnym wietrze.
Marcin Nagórek
03/10/2013, 18:59
#
Suchy, cięzka sprawa z maratonem. Takie przejścia ja uważam za największe zło, mnie to niszczy. A jeszcze wiesz, nie spodziewaj się tych 12 stopni na pewno, bo dzisiaj nad ranem, kiedy walczyłem z bólem zęba, widziałem na termometrze minus dwa stopnie.

U mnie rzeź. Dzisiejsza noc nieprzespana kompletnie, koszmarny ból. Wczoraj babka rozwierciła mi koronę i wkręty, czyli ząb do uratowania... po czym zalepiła - za wcześnie! Spcuhło mi pół szczęki, w nocy biegałem po ścianach z bólu. Dotrwałem do rana, wtedy znowu bieg do dentysty, ponowne rozwieracanie i dalsza walka z potwornym bólem. To wszystko mimo kilkunastu ibupromów spożytych w ciągu doby (jako dokładka do antybiotyku). Teraz jakby powoli puszcza, choć od tego bólu szczęki teraz boli mnie głowa. To były bardzo cięzkie 24 godziny.

Jeszcze nawiążę do tego, co pisał Arutr i Krzysiek. Oczywiście Artur ma rację, ale Krzyśka bym nie odsądzał od czci i wiary. On rzeczywiście łupie masę tych maratonów i w związku z tym nie potrzebuje długich treningów. Podejrzewam jednak, że Krzysiek tyle już się nabiegał tych maratonów, że za bardzo osądza wszystkich swoja miarą, uważając, że 2:30 to się leci tak sobie i bez treningu. To niestety zależy od talentu i wcześniejszego przygotowania. Ja tak samo czasami myślę: "jak można nie łamać 2:00 na 800 metrów, przecież niemowlak by to zrobił". Ale potem się łapią na tym, że za bardzo osądzam wszystkich swoją miarą. Mnie ten dystans leży i do 1:53 prawie nie potrzebuję trenować. U Krzyśka odpowiednikiem jest maraton, do którego na 2:30 on nie musi wiele robić i zdaje mu się, że tak ma każdy.
04/10/2013, 06:01
#
Suchy.Ty to jestes z tej bandy "no risk no fun" i latwo sie nie poddasz.Ja to 6 razy do roku mam takie przejscia z temperatur krajowych na azjatyckie.Poczatek jest zawsze slaby.Czyli napewno aklimatyzacja.Biegalem tez w tym roku tam gdzie jedziesz.Bylo to latem.Teraz warunki beda lepsze.Nie bedzie pewnie jakiejs strasznej wilgotnosci."Jedynie" temperatura.Jak zastosujesz taktyke nawadniania/polewania jak w IM (czesto!!!) to powinno byc OK.Czyli:aklimatyzja,woda i zmiana stroju z pomaranczowego :-) na bialy to bedzie git.
04/10/2013, 14:01
#
Marcin ja kiedyś popełniłem ten błąd, mianowicie wyrwałem martwego zęba i 4 godziny później zrobiłem 3x3km po 9:53. Kosmiczny ból przez następne 2 dni. Nie wiem jak wygląda krwotok, ale chyba go miałem :) W sumie nie jestem pewien jaki wpływ miał sam trening na te sensacje, ale zapewne miał. W każdym razie tydzień treningowy po wyrwaniu zęba nie miał żadnej wartości.
Zdrowia życzę!
P.S. Osiemsetka "under 2:00" - kosmos :)

07/10/2013, 11:12
#
Będzie walka, robotę mam zrobioną całkiem przyzwoitą, fakt że objętościowo nie wyszło za różowo, ale jakościowo jest dobrze a nawet bardzo dobrze.

Będzie walka !!!

Marcin trzymaj się i walcz, do maratonu jeszcze trochę czasu. Będzie git.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Następny: Lizanie ran
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Lipiec 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin