28
08/2013
14:20
Sierpień zbliża się ku końcowi, w moim regionie można zauważyć pierwsze oznaki schyłku biegowego sezonu. Nad morzem wygląda to nieco inaczej niż w innych miejscach w Polsce. W całym kraju we wrześniu dopiero zaczyna się dobre ściganie, pogoda jest coraz lepsza, są okazje do poprawiania życiówek. Tutaj biegi są powiązane z sezonem turystycznym i o ile latem można startować praktycznie co tydzień, tak jesienią biegów jest bardzo mało. A już atestowane, dobre trasy to prawdziwa rzadkość.

Ostatecznie podjąłem decyzję o rezygnacji w tym roku z kolejnych startów na bieżni. Ponieważ mój klub startuje w lidze lekkoatletycznej, rozważałem jeszcze jeden lub dwa biegi na krótkich dystansach. Nie pozwolił jednak na to stan ścięgna achillesa i odbywana fizjoterapia. W ciągu ostatniego tygodnia nastąpiła tu duża poprawa, ale nadal nie jest możliwe bezbolesne bieganie pełnym, szybkim krokiem przy odbiciu z palców. Nie mogę więc ani wykonać treningów umożliwiających podbicie formy pod biegi na bieżni, ani wystartować w kolcach. Ryzyko kontuzji jest zbyt duże.

Oznacza to, że skończę sezon z najsłabszymi wynikami na średnich dystansach od bodajże 9 lat. Ale z drugiej strony - nie jest to dla mnie aż tak istotne, a te różnice są dość niewielkie. Bardziej chodzi tu o to, że nie złamałem psychologicznych barier - 3:50 na dystansie 1500 metrów i 1:53 na dystansie 800 metrów. Już przed sezonem pisałem jednak, że bieżnia motywuje mnie w coraz mniejszym stopniu, nie zwracam więc na to wielkiej uwagi. Za rok prawdopodobnie nadal będę startował w mistrzostwach Polski i zawodach ligowych, więc kto wie, być może życiówki na bieżni jeszcze padną.

Na razie biegowo skupiłem się na leczeniu, poprawie moich słabych stron oraz docelowym starcie maratońskim. Do tej pory tylko raz startowałem w maratonie w ten sposób, że był to mój główny cel i trenowałem z myślą o nim. Dwa kolejne były po drodze, w ramach przygotowania do biegów na innych dystansach. Ten pierwszy start zakończył się życiówką, dwa kolejne były słabsze. Tej jesieni mam zamiar zaatakować swój najlepszy czas, czyli 2:39:59. Mimo że mam zamiar biegać na trudnej trasie w Toruniu, myślę, że urwanie z tego kilku minut jest możliwe. Wykonam kilka specyficznych treningów maratońskich, poćwiczę też jedzenie i picie w biegu, czyli to, co powodowało problemy w ostatnich biegach.

Biegam w tej chwili regularnie i bardzo solidnie, nie mogę tylko wykonać żadnych treningów typowo szybkościowych i w kolcach. W trakcie rozbiegań achilles poprawił się do tego stopnia, że prawie w ogóle nie czuję bólu, jedynie lekkie ćmienie. Co tydzień chodzę na terapię manualną i progres tutaj jest duży. Ćwiczę bardzo ciężko na siłowni, masa prawie nie rośnie, ale rzeźba owszem. Akcenty wykonuję na bieżni na siłowni, jest miękka i równa, pozwala mi to utrzymywać stan ścięgna pod pełną kontrolą. Jeszcze 3 tygodnie temu po każdym szybszym biegu ledwo chodziłem z bólu, teraz dyskomfort jest niewielki.

Osiągam progres w objętości treningu oraz objętości długich biegów. W poprzednim tygodniu wybiegałem 109 kilometrów, w tym zbliżę się do 120. W poniedziałek zrobiłem najdłuższy trening od dawna - 28 kilometrów rozbiegania. Pogoda była bardzo dobra, ani za ciepło, ani za zimno, czułem się w porządku dlatego wykręciłem więcej niż zamierzałem. Tempo spacerowe, rzędu 4:40/km, w lesie. Oczywiście zmęczenie się pojawia, ale daję radę. We wtorek biegałem po tym szybszy bieg ciągły na bieżni - tempo 3:14/km, a wcześniej kilka kilometrów w tempie 3:50/km. Było ciężko. Piątki to dla mnie interwał - rozpędzam bieżnię do maksymalnej prędkości. Myślę, że na tartanie nie byłbym w stanie zrobić w tej chwili tak dobrych treningów. Na bieżni jest odrobinę łatwiej, no i na zewnątrz nigdy nie ma takich warunków, nigdy nie jest idealnie równo i bezwietrznie. Dochodzi też czynnik psychologiczny. Podczas biegu ciągłego miałem sporą ochotę zwolnić, ale bieżnia toczy się w jednostajnym rytmie. To umożliwia wykonanie treningu do końca. Mierzę na tym tętno i jest książkowe - podczas 6km tempo run moja średnia wyniosła 88%, a maksymalne 93%. Warto przy tym zwrócić uwagę, że w siłowni jest bardzo ciepło, jestem wściekle mokry, więc te wartości mogą być nieco wyższe niż na zewnątrz.

Ostatni tydzień to poza tym praca i praca, napisałem tyle tekstów, że poobijałem od klawiatury opuszki palców ; ) Efekty będą widoczne jesienią i na początku przyszłego roku. Zresztą w najnowszym Magazynie Bieganie pojawił się mój spory tekst, o nietypowym przygotowaniu do maratonu. W najbliższych dniach powinny też ukazać się kolejne plany treningowe dla odchudzających się, w portalu maratonypolskie.pl. Cały czas można też przeglądać moje kolejne newsy biegowe w internetowej wersji Magazynu Bieganie. Blog nieco zamarł, ale to tylko przejściowe trudności.

Z początkiem września wracam do startów i liczę, że achilles nie będzie już dokuczał. 7 września mam zamiar pobiec półmaraton w Ustce. Wstępne założenie - zaczynam w tempie 3:30/km i zobaczę, co z tego wyjdzie. Tydzień później jest bieg Westerplatte na dystansie 10 km i tam też prawdopodobnie się pojawię. Ta dyszka znalazła się w planie właściwie tylko dlatego, że będzie to dla mnie jedyna w tym roku okazja na zaliczenie tego dystansu na ateście. Jestem ciekaw, ile jestem w stanie wykręcić. W obu przypadkach pewnym wyzwaniem jest przestawienie się na wstawanie rano, bo ostatnio często kończyłem pisanie o 2, 3 czy 4 rano. Zobaczymy, co z tego wyjdzie, oba starty traktuję jako treningowe w ramach przygotowania do maratonu. 5 dni przed półmaratonem mam zamiar zrobić jeszcze rozbieganie 30km lub więcej. Możliwe, że wystartuję też gdzieś na początku października - żałuję, że nie ma wtedy półmaratonu nigdzie w okolicy.

Jak widać, wszystko u mnie gra, życie toczy się dobrym rytmem, a biegowe wyzwania nadal przede mną. Ostatnio nie miałem w ogóle ochoty na ściganie, ale liczę na to, że wrzesień ponownie mnie zmobilizuje.
Kategoria: Trening 2013
Komentarze: (3)
Zaktualizowano: 28/08/2013, 16:00

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

Krzysztof Bartkiewicz
28/08/2013, 17:24
#
Za bardzo się stresujesz moim zdaniem udziałem w maratonie. Bierz przykład ze mnie: miałem teraz 3 tygodnie przerwy na wyleczenie urazu i już w następny weekend przewiduję start w maratonie. Mimo tak długiej przerwy powinienem przez 2 tygodnie dojść do siebie na tyle żeby 2:40 pobiec, a w Warszawie powinienem już być na 2:30
Marcin Nagórek
28/08/2013, 20:44
#
Ja się stresuję? Chyba żartujesz - jestem najbardziej bezstresowym biegaczem, jakiego znam ; ) Wręcz brakuje mi trochę presji i nacisku, dlatego często pokonuje mnie lenistwo. A na maraton chcę się po prostu przygotować w miarę solidnie - mam z nim pewne porachunki ; )
Jarosław Jagieła
29/08/2013, 11:44
#
Też mnie zaskoczyła opinia Krzyśka.... Czy podejście skrupulatne oznacza stresowanie? Nie sądzę. To tylko dowód na szacunek dla badź co bądź królewskiego dystansu. A, że Marcin ma umysł analityczny i z roku na rok pogłębia wiedzę na temat swojego biegania, to trudno Mu nie przyznać racji, gdy rozkłada na czynniki pierwsze swoje przygotowania, stan zdrowia i.t.p.
Zresztą czytelnicy bloga wyssają dla siebie małe co nieco z tych rozważań :)
P.S. Konfrontacja w Toruniu zapowiada się nad wyraz ciekawie...

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Po przerwie
Następny: Pechowa czternastka
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Lipiec 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin