12
08/2013
19:25
Wracam do biegania po przerwie, chociaż muszę powiedzieć, że realna przerwa była krótsza niż ta na blogu. Zrobiłem sobie tydzień luzu, w tym czasie wyszedłem na dwa krótkie treningi. Razem w ciągu 9 dni wyszło mi 6 dni wolnych. Psychicznie sporo mi dało, pojawiła się ponowna chęć do biegania. A fizycznie? Trochę gorzej.

Kontuzje i terapia

Ostatnio skończyłem na bólu łydki - i to w pewnym sensie przeszło... przeszło na ścięgno Achillesa. Od prawie 2 tygodni biegam już codziennie, ale ból towarzyszy mi każdego dnia. Czasami jest na tyle nieprzyjemnie, że po mocniejszym treningu nie jestem w stanie normalnie chodzić. Z urlopu wróciła moja terapeutka i obejrzała całość, ale wyniki oględzin nie są zbyt pocieszające. Te moje kontuzje w tej chwili są jakby "odwracane", ciało cofa się i dokucza mi to, co dokuczało kiedyś.

W 2006 roku miałem poważne problemy z tym ścięgnem. Wyleczyłem się wtedy wkładkami do butów i ćwiczeniami. Sęk, w tym, że jak się okazuje, to wyleczenie polegało w dużej mierze na kompensacji. Odruchowo i pewnie też pod wpływem wkładek zacząłem inaczej ustawiać stopy. Z czasem to narosło do tego stopnia, że miało wpływ na całe ciało. Być może nie jest przypadkiem, że po tym 2006 roku już nigdy nie pobiegłem szybko na 400 i 800 metrów. Możliwe, że ta kompensacja pozwoliła pozbyć się bólu, ale naruszyła jakieś ważne mechanizmy związane z techniką biegu. Od tamtego czasu do dzisiaj podeszwa buta w lewej nodze ściera się inaczej niż w prawej, ląduję nią bardziej na piętę i lekko ciągnę stopę.

Teraz terapeutka powoli prostuje wszystkie moje krzywizny i stopy również wróciły na swoje miejsce. Wróciły, a z nimi ból. Żeby się go pozbyć, muszę kontynuować terapię, do tego robić cały czas ćwiczenia korygujące, rozciągające i tym podobne zabawy, na które często nie mam czasu ani ochoty. Czyli w perspektywie nie ma szybkiego pozbycia się bólu. Nadal nadmiernie napięte jest całe tylne pasmo w ciele, a achilles przez lata był mocno przykurczony. Teraz to wszystko powoli rozciąga się i rozluźnia. O bieganiu w kolcach nie ma na razie mowy. Biegam w butach i przy niskich prędkościach to jest do wytrzymania. Trudno to jednak nazwać pełnym i komfortowym treningiem. Akcenty wykonuję na bieżni na siłowni, która jest bardziej miękka i równa niż cokolwiek, po czym mógłbym biegać, ale mimo wszystko po każdym mocniejszym treningu bywa, że chodzenie sprawia mi trudności.

Mamy więc zabawną sytuację, że zacząłem terapię jako człowiek pozornie zdrowy, nic mnie nie bolało, a po paru miesiącach  zdążyłem przejść przez prawie wszystkie bóle całej kariery i teraz ledwo biegam. Na szczęście jestem świadomym i rozumiejącym pacjentem, nie martwi mnie to za bardzo. Z moja panią terapeutką dużo rozmawiam, wiem dobrze, co się dzieje i dlaczego, daje mi to sporą świadomość własnego ciała.

Pojawiają się zresztą pewne ciekawe momenty. Jeśli przyjrzeć się historii moich bóli, łatwo zauważyć, że one w dużej mierze związane są ze stopami, szczególnie lewą. Bolało mnie i rozcięgno, i same stopy, i achilles, i łydki. To jest konsekwencją pewnego stylu biegu, mocno obciążającego stopy i łydki, w mniejszym stopniu praca z uda. Pani masażystka powtarza mi zresztą cały czas, że mam za słabe mięśni przywodziciele i za słabe czworogłowce - mimo że zimą brałem 120 kg w półprzysiadzie. Z powodu silnej supinacji w biegu pracowałem jednak tylko częścią tych mięśni, np wewnętrzna strona czworogłowca jest słaba i słabo rozwinięta. Wyjaśniło się wiele rzeczy. Mój styl biegu został ukształtowany w treningu na bieżni, w kolcach. Kompletnie nie sprawdza się na ulicy. Niektórzy z Was pewnie pamiętają, że długo próbowałem pozbyć się tego uporczywego podskakiwania w biegu, chciałem przyspieszyć rytm, bo mam zbyt długi, zbyt leniwy krok. I nie dało się, chociaż wydawało się łatwe. Przyczyną jest fakt, że te nawyki ruchowe mam tak zaprogramowane, że odbiły się na poziomie budowy ciała. Są przerosty pewnych mięśni w stopie i zanik innych. To zresztą wyjaśnia, dlaczego ból tak szybko nie minie. Nawet gdyby rehabilitantka wyprostowała mnie w ciągu jednej sesji, muszą się równomiernie rozwinąć mięśnie w stopie. W tej chwili część z nich jest zbyt silna, bo przejęła na siebie całe obciążenie, inne podświadomie oszczędzałem.

Wpakowałem w tę terapię sporo pieniędzy, zużyłem wiele czasu, ale plusem jest to, że cały czas się uczę. Te sesje są dla mnie bezcenne, nie tylko w kontekście własnego stylu biegu, ale i późniejszej pomocy innym. O ile normalna sesja trwa 30-40 minut, tak ja często leżę na kozetce ponad godzinę. Przez cały ten czas rozmawiam - pani rehabilitantka sama przyznaje, że dużo mówi ; ) Potem dyskutujemy jeszcze w poczekalni, kobieta pokazuje mi zdjęcia z książek, ryciny, objaśnia pewne struktury. Fascynująca sprawa.

Wiele rzeczy stało się dla mnie zrozumiałych, pojawia się też tendencja do poszukiwania przyczyn określonych kompensacji. Każdy może zrobić podobną analizę u siebie, ale sięgać trzeba bardzo, bardzo głęboko. Ja zaczynałem trening jako człowiek dorosły, miałem ponad 20 lat. Przeskoczyłem etap treningu w czasach dorastania, wtedy uprawiałem tylko clubbing. Z jednej strony pozwoliło mi to na uniknięcie poważnych urazów, ścięgna i kości spokojnie urosły i wzmocniły się... ale z drugiej braki wytrzymałości, sprawności i siły, te braki z czasów nastoletnich, odczuwam do dzisiaj i nie da się tego końca nadgonić.

Kiedy zacząłem trening, na studiach, trafiłem od razu do mocnej grupy. Biegałem codziennie z ludźmi, którzy byli na 800 metrów o 20 sekund szybsi ode mnie. Wytrzymałościowo - jeszcze bardziej. Trener od początku powiedział, że jestem starszy, mam duże braki i nie ma za bardzo możliwości, żeby coś z tego wyszło. Ja zawziąłem się i podszedłem do tego na zasadzie "przetrwaj albo giń". Każdy trening to była walka, na akcentach zaciskałem zęby i kurczowo starałem utrzymać się z mocniejszymi. Non stop byłem przemęczony, obolały, chorowałem, miałem krwotoki z nosa... ale przetrwałem. Dzięki temu osiągnąłem dość szybko bardzo dobre wyniki w biegu na 800m. Koszta tego treningu odczuwam jednak do dzisiaj, to szarpanie, walka, ciśnięcie to były nabywane przykurcze, drobne nawyki, zmiany w technice biegu, które mszczą się teraz. Obecnie próbuję to rozplątać, ale to jest tak jak zmiana rakiety u Federera: bez tego trudno myśleć o rywalizacji na określonym poziomie, ale sprawa jest trudna, niemal beznadziejna. Możliwe, że najlepiej byłoby przerwać trening na rok, poprawić całe ciało i zacząć się uczyć biegania od nowa. Nie jestem jednak na tyle zdeterminowany, nastawiony na konkretne cele sportowe, żeby bawić się w takie rzeczy. Uda się, to się uda, nie to nie.

Za 3 sezony wskakuję w pierwszą kategorię weterana, wtedy można myśleć o rekordach Polski - o ile dotrwam ; )


Trening

Mimo wszystko zacząłem wstępne przygotowania do jesiennych startów półmaratońskich i maratońskich. Nastawiam się bardziej na maraton, bo mam do niego jeszcze 11 tygodni, czyli jest nadzieja, że do tego czasu bardziej stanę na nogi. Połówkę pobiegnę za niewiele ponad 3 tygodnie i w obecnej sytuacji nie widzę sensu wyjazdu do Piły na mistrzostwa Polski, zostanę u siebie, mam blisko inny bieg.

Treningowo musiałem dostosować się do materiału na jakim pracuję. Jest zresztą sezon, mam w nogach trochę startów, więc nie biegam jak wiosną, częstych, szybkich rozbiegań. Zamiast tego wykonuję tradycyjne, spokojne rozbiegania i dość klasyczne akcenty - biegane jednak na bieżni w siłowni. Powoli staram się wracać do długiego rozbiegania, ale nie jest to łatwe. Ostatnio po długim czasie wyszedłem na trening nie wieczorem, a w dzień - i było to chyba błędne. Było gorąco i wilgotno, do tego potworny wiatr. Wymęczyłem się niesamowicie, ledwo dobiegłem do domu - a było to skromne 20 kilometrów! Wcześniej trzasnąłem dwa razy po 18, oczywiście nie dzień po dniu. Spory wpływ na samopoczucie mają ćwiczenia, które macham regularnie. Nie mogę do końca wyżyć się biegowo, więc robię to na siłowni. Robota idzie w dwóch kierunkach: po pierwsze, ćwiczenia korekcyjne zalecone przez terapeutkę. One mają charakter bardziej core stability i skupiają się na czworogłowcach, wewnętrznych stronach ud i całej stabilizacji kręgosłupa, z naciskiem na mięśnie skośne brzucha. Robię tego tony.

W drugim kierunku ćwiczę nad tym, co mam słabe i co wymaga wizualnej korekty: czyli nad całą górną częścią ciała. Zarzucam sztangę na klatkę, plecy, triceps - trzeba przecież jakoś wyglądać ; ) To są też piekielnie ciężkie ćwiczenia, bo pracuję głównie na dużych ciężarach. Robię też pewien eksperyment - siłownia tuż przed akcentem na bieżni. Czyli najpierw katuję mięśnie, a potem na zmęczeniu biegnę z prędkościami startowymi lub wyższymi. Ma to sens teoretyczny, ale zobaczymy, co wyjdzie w praktyce. Na razie mogę jedynie powiedzieć, że jest to cholernie męczące.

Praca

Moje blogowe milczenie ma też niestety przyczynę w nawale pracy. W tej chwili jestem do tyłu z kilkunastoma tekstami, całkiem możliwe, że jest ich ponad 20, dla spokoju ducha wolę nie liczyć. Nie zachwalam nigdzie tych moich projektów, ale jest ich sporo. Regularnie piszę teksty do Magazynu Bieganie - coś tam mojego znowu ma się ukazać, chociaż napisane dużo wcześniej, w tej chwili nie pracuję nad niczym. Ludzie z Magazynu robią projekt Leksykon Polskich Maratończyków - ciekawa sprawa, w wolnej chwili napiszę o tym więcej. Kto jest jednym z autorów tekstów? Oczywiście ja.

Dalej - Magazyn Bieganie rozwija swoją wersję internetową, robi się z tego bardzo ciekawa strona, wizualnie na pewno najlepsza na polskim rynku. Zostałem tam redaktorem prowadzącym dział newsów ze sportu wyczynowego. To coś, co mnie interesuje, ale newsów do wrzucania jest sporo.

Poza powyższymi cały czas piszę dla maratonówpolskich.pl cykl planów treningowych, to dalszy ciąg projektu, w którym opublikowałem już i sporo planów, i dwa cykle Poradnika Początkującego Biegacza. Ale to nadal nie koniec! Piszę też zestaw tekstów do papierowego Kalendarza Biegacza na przyszły rok, wypuszczanego przez jedno z wydawnictw. Będzie to połączenie dzienniczka treningowego z poradnikiem - raczej dla początkujących. I wreszcie, prowadzę swoją amatorską grupę treningową, która jest dla mnie priorytetem. Mam z tego niesamowitą frajdę, bo poziom sukcesów osiąganych przez wielu biegaczy przerasta moje oczekiwania. Zdarza się, że niektórzy biegają szybciej ode mnie, co jest równocześnie motywujące i przykre ; ) A przy tym, ponieważ mam trochę doświadczenia w tej materii, rozpisuję treningi tak, żeby biegacz był równocześnie zadowolony z życia, z biegania i unikał kontuzji. W mojej opinii mam najniższy współczynnik kontuzji ze wszystkich polskich grup - ale oczywiście trudno to potwierdzić. W każdym razie trening jest na tyle urozmaicony, na tyle dbający o wszechstronny rozwój biegowy, że jakiekolwiek urazy są bardzo rzadkie. A poważne urazy to ewenement, zdarzający się u któregoś z biegaczy raz na 2-3 lata i wynikający najczęściej z jakiejś ukrytej wady budowy ciała.

Jestem więc w tej chwili ekstremalnie zapracowany i mam wrażenie, że aż nieco przesadziłem. Głównie dlatego, że wszystkie te projekty wypadły w jednym czasie i w efekcie mam opóźnienia w każdym. A pisanie nie jest pracą jak w fabryce, że siadam i rąbię mechanicznie kolejne strony. To musi mieć sens, musi być na to pomysł. Zdarza się, że machnę 2-3 teksty jednego dnia, ale potem jestem tak umysłowo wykończony, że w kolejnych kilku nie mogę z siebie nic wycisnąć. Nic więc dziwnego, że nie wystarcza mi energii na pisanie na blogu. Raz na jakiś czas trzeba się jednak zebrać i przysiąść. Efektem dzisiejszego zebrania jest niniejszy wpis. Działam, chociaż boli noga, na jesień cisnę maraton i tym razem, w przeciwieństwie do dwóch ostatnich startów na tym dystansie, jestem zdeterminowany i jest to mój główny cel. Nie mogę zostać w tym sezonie bez życiówki, więc jaka by nie była trasa, jak by nie była pogoda, lecę co najmniej na te 2:35.
Kategoria: Trening 2013
Komentarze: (23)
Zaktualizowano: 21/08/2013, 03:22

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

16/08/2013, 09:03
#
Te 11 tygodni to nie jest za dużo czasu, ale zdrowia i powodzenia życzę. Czekam na relacje z postępów.
Marcin Nagórek
16/08/2013, 12:42
#
Dla mnie to rzeczywiście niedużo, ale ogólnie dla zawodnika wytrenowanego to jest masa czasu do przygotowania do maratonu. Przełamanie się jest szybkie. W pierwszym tygodniu zrobiłem 18km po 5:00/km na sporym zmęczeniu, a wczoraj to samo przetruchtałem w terenie w tempie 4:20/km bez wielkiego wrażenia. Problem jest z naprawdę długimi biegami, no i ten ból achillesa, ale jestem dobrej myśli. Od wtorku jestem solidnie otejpowany i jest odczuwalna różnica.
16/08/2013, 15:15
#
Witam, mam do Ciebie pytanie odnośnie biegania z bólem. Bo sam przechodzę coś takiego a nie wiem czy to zdrowe. Boli mnie punktowo kilka centymetrów nad kostką. Chyba mięsień strzałkowy. Ortopeda po zrobieniu USG powiedział, że nic złego nie widać, że to przykurcz i żebym się nie przejmował i trenował dalej. Rehabilitant zbadał mnie ręcznie też powiedział, że to przykurcz, trochę rozmasował i kazał rozciągać i biegać dalej. No to biegam ale ciągle boli. W sumie najgorzej jest zaraz po treningu, później mija (może dlatego, że obkładam lodem i smaruję fastum). Nie wiem czy to dobry pomysł żeby jednak biegać, czy nie zrobię sobie w końcu jakiejś poważnej kontuzji. Pozdrawiam :)
Marcin Nagórek
16/08/2013, 20:15
#
Jeżeli to przykurcz, to raczej nie powinno być problemu. Trzeba po prostu robić zalecane ćwiczenia rozciągające, w dużej ilości. Ból teoretycznie nie powinien się powiększać, a stopniowo wręcz zanikać. Potrwa to jednak co najmniej kilka tygodni. Lód natomiast raczej nie pomoże. Można nim okładać bolące miejsce po treningu, żeby nie doszło do opuchlizny, ale generalnie w takim wypadku zaleca się raczej coś na rozluźnienie: gorące kąpiele i saunę. Powodzenia!
16/08/2013, 21:01
#
Dziękuję za odpowiedź. Lód stosuję właśnie po treningu. Np. dzisiaj biegałem w kolcach po tartanie i dosyć niefajnie potem się czułem. Lód pomógł. Mimo wszystko wydaje mi się, że jeżeli boli to mogę nieświadomie jakoś inaczej stawiać stopę i przez to zmienia się układ ruchu. Teraz boli mnie prawy mięsień strzałkowy a np. mogę uszkodzić sobie lewe kolano.
Marcin Nagórek
16/08/2013, 23:52
#
Zmiana sposobu biegu jest możliwa. Mnie chyba tez bolało to miejsce i poradzę Ci coś praktycznego: uciskaj to bolące miejsce, na mięśniu i kilka, kilkanaście centymetrów wyżej. Pojawi się potworny ból, a potem wręcz siniaki. Po kilku dniach powinno się jednak rozejść. To nie likwiduje przyczyny, bo ten przykurcz z czegoś się bierze i może wracać, ale powinno załatwić sam ból i sam przykurcz nad kostką.

Nad wszystkim najlepiej pracować z dobrym terapeutą, tzn nad ogólną poprawą funkcjonalności ruchu. Tylko to jest robota na miesiące, a może i lata. Sam się tym bawię.
17/08/2013, 00:10
#
Hej Marcin,

Widzę dużą fascynację Panią Fizjo, możesz zapodać zdjęcie ;-)
Poprosimy zdjęcie pod tytułem "Ręce, które leczą", tylko prośba nie wstawiaj zdjęcia Kaszpirowskiego.

Nic nie napisałeś, mimo ponagleń, o MŚ w Moskwie w LA, o co prosiłem ;-)
No bez kitu ale Lewy był 4, tuż za podium, pragniemy komentarza i rozłożenia biegu na każde 100 m + taktyka i takie inne drobiazgi.

I nie wykręcaj się robotą ;-) 2:35 trzeba pobiec




17/08/2013, 06:20
#
Tak, wiem co masz na myśli. Mój terapeuta też mi tak robi - techniki manualne. Z tym, że on najczęściej robi to w ten sposób, że uciska poniżej bolącego miejsca, ja wówczas mam wyprostowaną stopę w stawie skokowym. Każe mi prostować stopę a sam równocześnie przesuwa mocno palcem w górę.
Podobno jest to skuteczna terapia.
17/08/2013, 17:19
#
http://ofsajd.onet.pl/dziewczyny/najpiekniejsze-polskie-lekkoatletki/npxpd
17/08/2013, 17:20
#
Marcin, jaki kilometraż tygodniowy planujesz przez te najbliższe tygodnie poprzedzające maraton? Pozdrawiam, życzę zdrowia i sukcesów.
Marcin Nagórek
19/08/2013, 01:34
#
Tomek, kto wie, może zdążę wstawić jakiś komentarz. Generalnie jednak będzie ciężko. Ostatnio jestem masakrycznie zagoniony.

Daniel - planuję trening w ten sposób (i to stała zasada), że nie zakładam konkretnego kilometrażu, ale bardziej buduję całość wokół specyficznych bodźców. Powiedzmy więc, że docelowym szczytowym tygodniem jest np. taki, w którym jest jeden średni bieg, rzędu 18km, jeden bardzo długi, rzędu 32-34km, plus dwa akcenty: jeden bieg w tempie okołomaratońskim trwający 45-60 minut i jeden interwał. Konkretna objętość zależy od tego, jak się znosi te bodźce. Ich objętość tez może byc różna, bo np. docelowym interwałem może byc w teorii 8x1km w 3:00 na przerwie 1km w 4:00. Ale to teoria, a całość decyduje sie na podstawie tego, jak organizm znosi treningi. Może być tak, że pomiędzy tymi treningami będzie tylko 40-50 minut wolnego biegu, ale jeśli organizm pozwoli, to luźnym dniem będzie 70-75 minut. Wszystko zalezy od tolerancji docelowych, specyficznych treningów.

To, co jest dość pewne: nie planuję biegać biegać 2x dziennie. Ani nie mam na to czasu, ani ochoty. W związku z tym maksymalny kilometraż może przy mega tolerancji i dużej motywacji sięgnąć w porywach do 120 km, ale nie więcej. Ostatnio miałem ok. 90km i od tego buduję więcej, zaczynając od tych specyficznych treningów. Większość tygodni to będzie prawdopodobnie 90-105 km.
20/08/2013, 14:37
#
A miałeś dużo okresów w których biegałeś 2 razy dziennie? Twój kilometraż jest niski nawet jak na średniaka, nie mówiąc już o przygotowaniach do maratonu, ciekawa koncepcja.
Marcin Nagórek
20/08/2013, 16:59
#
Miałem okresy,w których biegałem 2x dziennie i robiłem spory kilometraż (mój tygodniowy rekord to ponad 200, ale zwykle było to 140-150). Czasami przynosiło to dobre efekty, czasami nie. Wynik zależy od zbyt wielu czynników.

Teraz trzeba brać pod uwagę dwie sprawy: po pierwsze, nie chce mi się, a po drugie, nie celuję w wynik 2:15, a bardziej w 2:30 ; ) Do tego nie trzeba trenować jak gwiazdy światowego biegania. Powiedziałbym więc, że jak na 2:35 to 120km tygodniowo byłoby sporo.

W poprzednich tygodniach miałem 87, 94, a w tym możliwe, że przebiję 100. Te długie, spokojne biegi zaczynam znosić bardzo dobrze.
20/08/2013, 20:09
#
Mam nadzieję, że jak ucelujesz 2:30, to następny celem będzie przynajmniej 2:20, co po dobrej zimie nie powinno być dla Ciebie problemem. Jak będzie się chciało oczywiście :)
Krzysztof Bartkiewicz
20/08/2013, 23:07
#

W przygotowaniu do maratonu zarówno kilometraż jak i przepracowana zima nie jest istotna. Na moim chociażby przykładzie można wywnioskować że przy jednym, ale konkretnym treningu dziennie przy 120km tygodniowo można z powodzeniem biegać maratony nawet co tydzień. Trzeba mocno w siebie wierzyć a mocna psychika w trakcie biegu to podstawa. Nie kalkulować tylko mocno iść do przodu. Nie patrzeć na rywali i nie liczyć na innych. W maratonie
trzeba zawsze liczyć tylko na siebie.

Co do stopy to ciekawa analiza, obecnie też mam problem z łydką, też od pewnego czasu biegam w wyprofilowanych wkładkach, szukam dogodnego dla siebie rozwiązania gdzie tkwi przyczyna, ale nie zamierzać pozbywać się wkładek. Być może będę musiał zastosować jakieś zmiany ale w pewnym wieku nie wyobrażam sobie żebym mógł jeszcze coś w dalszym stopniu porozciągać skoro do tej pory mi się to nie udało..:)
Marcin Nagórek
21/08/2013, 03:18
#
No niestety 2:20 może być dla mnie problemem ; ) Do tej pory całe życie lepiej wypadałem na dystansach szybkościowych, a od 10km wzwyż jest już bardzo cienko.

Krzysiek - całkiem możliwe, że u Ciebie jest jakiś problem motoryczny, ale pytanie jest takie: czy po tylu latach biegania można to jeszcze odkręcić? Ja u siebie próbuję, ale gwarancji powodzenia nie ma.
25/08/2013, 20:06
#
Jestem jednak zdania, że przepracowana zima jest istotna na każdym dystanscie. Oczywiscie poźniej można trochę "odpracować", ale to nie to samo. Takie jest moje zdanie.

Jak tam przygotowania? Są chęci? ;)
Marcin Nagórek
25/08/2013, 22:26
#
Zimę można przepracowac nawet latem ; ) A u mnie jest ok, achilles coraz mniej boli, a treningi idą coraz łatwiej.
Jarosław Jagieła
26/08/2013, 10:18
#
Spodobało mi sie "zimę można przepracować latem". Też tak robiłem przygotowując sie do jesiennego maratonu.A kto wie czy ze wzgledu na upały taka letnia praca nie jest trudniejsza (ale to jest subiektywna ocena, bo uwielbiam zimę).
Jestem świeżo po lekturze Twoich artykułów w "Bieganiu", które jak zawsze w przystępny sposób przekazują zawiłości zarówno treningu jak i fizjoterapii.
Poszedłeś pod prąd wobec tzw. starej szkoły maratońskiej gloryfikującej duży kilometraż i uważam, że masz rację.Liczę też, że Twój jesienny start będzie niejako potwierdzeniem tych tez.
P.S. My amatorzy, maratończycy zbyt często zapominamy o odnowie, odpoczynku, regeneracji, a jak dołożymy do tych "klepanych" kilometrów nasze życie codzienne z pracą i obowiązkami rodzinnymi na czele, to okazuje się, że w chwili ważnego startu i noga ciężka i płuco płytkie. Pozdrawiam
Marcin Nagórek
26/08/2013, 13:40
#
Dzięki Jarek. Sam liczę na to, że maraton pojdzie w końcu lepiej, bo wiosenny start był sporym rozczarowaniem. Na razie jestem dobrej mysli. Stan achillesa wyraźnie zaczął się poprawiać, a do startu mam jeszcze dwa miesiące. Powinienem zdążyć z formą.

Co do treningu, to rzeczywiście nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że na poziomie amatorskim zwykle nie ma sensu trening taki, jaki wykonują wyczynowcy. Profesjonalny sportowiec śpi 8-12 godzin w nocy plus czasami 1-2 w dzień. Na tego typu regenerację nie jest sobie w stanie pozwolic żaden normalny człowiek, w związku z tym trening też musi być inny.

Pozdrawiam!
26/08/2013, 18:58
#
coś dla Ciebie lanserze sprzętowy ;-)
http://polskabiega.sport.pl/polskabiega/56,105612,14481877,,,9.html
Marcin Nagórek
26/08/2013, 22:43
#
Ciekawy test - czyli nie tylko ja takie testuję ; )
Grzegorz Sztukiewicz
27/08/2013, 17:25
#
czyli twoje artykuły już się pojawiają w "bieganiu"?
czekałem do lutego i się nie doczekałem. Teraz chyba czas wrócić do prenumeraty.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Reset systemu
Następny: Cel: maraton
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Październik 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin