22
07/2013
17:45
Wróciłem właśnie z pierwszych w tym roku mistrzostw Polski na bieżni. Pierwszych, bo za tydzień są kolejne, na dystansie dłuższym. Wrażenia? Jest niedosyt, ale z pełną oceną muszę poczekać do startu na 10 000 metrów.

Zajmijmy się wszystkim po kolei. Po pierwsze, Toruń to piękne miasto. Fantastyczna starówka, mnóstwo zieleni w centrum, jest rzeka, jest gdzie się przejść - wydaje się świetnym miejscem do mieszkania.

Tradycją ważnych startów są dla mnie pewne, nazwijmy to, kłopoty z pogodą. Nie piszę tego dla usprawiedliwiania wyników, bardziej z powodu ogólnej irytacji. Nie raz wspominałem o najgorszym wariancie na start: trening w chłodzie, potem start w upale. I kolejny raz właśnie to się zdarzyło. Nad morzem tydzień był bardzo chłodny, okolice 14 stopni i bardzo zimny wiatr. Biegałem w długim rękawie, w kamizelce i raczej się nie przegrzewałem. A gdy w dzień startu wyszedłem z hotelu, powitała mnie ściana gorąca. Stadion odkryty, pełne słońce. Rano nie było ani chmurki, potem pojawiły się na niebie, sytuację łagodził też nieco silny wiatr. Myślę, że w biegu na 1500 metrów temperatura nie była mocno przeszkadzająca, chociaż swoje wniosła. Gorzej z piątką.

Rozgrzewkę w upale robię zawsze bardzo krótką i luźną - 10 minut truchtu, potem kilka dynamicznych przebieżek. Przed biegiem chłodzę jeszcze głowę pod kranem. Na pierwszy ogień szło 1500 metrów i byłem nastawiony bojowo. Pisałem o tym zmęczeniu po poprzednich biegach, ale podjąłem dość radykalne środki - 2 dni zupełnie wolne, plus kolejne trzy bardzo symbolicznego treningu. Na starcie nie było najgorzej - brak pełnego luzu, ale prędkości uzyskiwałem bez problemu.

Stanęliśmy na linii w pełnym słońcu i Marcin Lewandowski powiedział wszystkim, że jest zając, bieg będzie szybki, nie ma się co pchać. W związku z tym wszyscy zaczęli się pchać. Pierwsza prosta była koszmarem. Ruszyłem mocno i dwa razy zostałem podcięty z tyłu, ratowałem się przed upadkiem bardzo głębokim wypadem. Kolizja kilku osób była dosłownie o włos. Czy mogło to mieć wpływ na bieg? Możliwe, ale pierwszy, bezpośredni impuls był taki, że złość dodała mi adrenaliny. Po wydostaniu się z tłumu wystrzeliłem mocno do przodu i pierwsze okrążenie było za szybkie. Na drugim uspokoiłem tempo i było idealnie, ale... na trzecim zaczęło się robić ciężko. Na nim też straciłem szanse na dobry wynik. Dałem się wyprzedzić dwóm czy trzem rywalom, straciłem cenne sekundy. Na ostatnim, czwartym krążeniu jeszcze trochę się poderwałem i ostatecznie wykręciłem 3.50,65, co dało 10 miejsce.

To jest przeciętny wynik - ani bardzo słaby, ani bardzo mocny. Mieści się w granicach przyzwoitości, ale nie rzuca na kolana. Intuicyjnie oceniam, że lepsza pogoda i mniej inwazyjny początek mogły z tego odjąć ze dwie sekundy - ale to by wiele nie zmieniło w sytuacji. Do życiówki zabrakło 5 sekund.

Wygląda na to, że zabrakło mi po prostu mocnego, specyficznego treningu do 1500m. To, co do tej pory zapewniało mi bardzo dobre samopoczucie: ogólny, wytrzymałościowy, wszechstronny trening, ukierunkowany na starty na wielu dystansach, nie sprawdziło się w ważnym, szybkim biegu. Zakładałem, że te dwa ostatnie krótkie biegi będą wystarczającym impulsem dla skokowego wzrostu formy. Jednak nieco starszy organizm, rozleniwiony mniej intensywnym treningiem, nie reaguje tak szybko jak kiedyś. Każdy kolejny start był lepszy i pewnie w kolejnych poprawiałbym wyniki, ale wczoraj zabrakło mi tej beztlenowej mocy, która pozwala na walkę właśnie na tym trzecim okrążeniu. Kiedy poziom kwasu mlekowego przekroczył krytyczny poziom, nie miałem w sobie energii, żeby z tym walczyć. W zeszłym roku nie miałem większej ilości startów, ale o wiele więcej mocnych, intensywnych treningów. W tym roku trochę za długo się oszczędzałem.

Jednak z drugiej strony ciekaw jestem, jak pójdzie mi start na dystansie 10 kilometrów na bieżni. Moje wyniki z tego roku układają się dość liniowo i gdyby podtrzymać to na dyszce, byłaby świetna życiówka. Zobaczymy, czy wytrzymałościowy trening spowodował nieco słabsze bieganie na średnich dystansach, a poprawę na długich. Jeśli tak, to te wyniki potraktowałbym bardzo lekko, byłyby dla mnie satysfakcjonujące. Nie można bowiem mieć wszystkiego i poprawiać tydzień po tygodniu życiówki na wszelkich możliwych dystansach.

Pogodę najbardziej odczułem po biegu. Na co dzień nie mam wielkich problemów alergicznych, ale po takim krótkim, intensywnym starcie było bardzo źle. Od razu rozkichałem się, rozsmarkałem i rozkaszlałem. Ta kombinacja: pylenie + upał + szybkie bieganie jest często trudna do zniesienia. Myślę, zresztą, że słabe samopoczucie w wakacje zwykle jest u mnie z tym związane. Kryzysy często dopadają mnie w lipcu lub sierpniu. A wiem z rozmów, że wielu biegaczy ma tego typu problemy.

Mimo wszystko plan był taki, żeby po pierwszym biegu od razu startować na 5000 metrów. W teorii było 30 minut przerwy, w praktyce mniej, bo przecież sam bieg to prawie 4 minuty, na starcie też ustawiają nas sporo wcześniej. Zanim otrząsnąłem się z pierwszego zmęczenia, zdjąłem buty z kolcami, sprawdziłem wynik, przeszedłem przez cały stadion i wymieniłem numer (to jakiś absurd, do każdego biegu inny numer, a co najlepsze, były też nazwiska, ale przypinaliśmy je... na plecach!), praktycznie trzeba było ustawiać się na linii. Zdążyłem jeszcze zmoczyć głowę pod kranem, wypić łyk wody - i drugi bieg! Już na pierwszym okrążeniu, mimo wolnego tempa, czułem, że to było za mało czasu i ukończenie tego będzie wymagać bardzo mocnej psychiki. Po biegu w upale bolała mnie głowa i było mi wściekle gorąco. Na szczęście dla mnie, temperatura dokuczała każdemu i był to chyba najwolniejszy bieg w historii mistrzostw Polski. Dzięki temu przez pierwsze dwa kilometry mogłem trzymać tempo prowadzącej grupy.

Nie wiem, jaka idea przyświeca organizatorom mistrzostw Polski, którzy puszczają tego typu biegi w najgorszej temperaturze. Być może wiosną, kiedy układa się program startów, brakuje im wyobraźni, pozwalającej przewidzieć, że w lipcu jest lato, a lato to zwykle gorąco. A może liczą na dodatkowe atrakcje, np. że ktoś zemdleje lub padnie na zawał serca? Wyżyny intelektualne, na których bujają organizatorzy tego typu imprez są po prostu poza moim zasięgiem. Sporo ludzi, znajomych i nieznajomych, pytało mnie, dlaczego biegaliśmy piątkę o takiej godzinie. A ja naprawdę nie wiem i nie rozumiem.

Taki dubel, jaki wykręciłem, jest do zrobienia w niskiej temperaturze w całkiem dobrym czasie. W tym słońcu to była walka o życie. Po dwóch kilometrach zostałem w tyle i zaczęło się cierpienie. Byłem pewien, że nie ukończę tego biegu, zagadką było dla mnie tylko to, dokąd dobiegnę. Po trzech kilometrach pomyślałem: "dobra, udowodniłeś, że jesteś mocny psychicznie, dobry trening zrobiony, jeszcze kawałek i schodzimy". Skupiłem się na kolejnych okrążeniach i nagle okazało się, że do mety już tylko 3 kółka. Dopiero w tym momencie pomyślałem: "a może dobiegnę do końca?" Przetoczyłem się przez następne 400 metrów, sprawdziłem wszystkie systemy sterujące i doszedłem do wniosku, że jest szansa na dobiegnięcie. Tak też zrobiłem.

Wynik to 15:51, czyli mój najgorszy w życiu w biegu na 5km, ale przyznam, że byłem z siebie zadowolony. O ile mi wiadomo, nikt nigdy w Polsce nie przebiegł jeszcze na mistrzostwach jednego dnia i 1500m, i 5000 metrów. Ja przymierzałem się do tego już rok temu, ale wtedy upał mnie załatwił jeszcze bardziej. W tym roku forma do 1500m była nieco niższa, nie byłem w stanie sięgnąć do najgłębszych rezerw i to dało mi siłę do ukończenia piątki. Plan tego startu był zresztą prosty: ponieważ nie miałem okazji zrobienia dobrego, specyficznego treningu do dystansu 10 km, ten bieg na zmęczeniu miał być właśnie takim rodzajem treningu. A za tydzień zobaczymy, na ile się to sprawdzi.

Efektem tych biegów jest na razie spory ból lewego achillesa. Bierze się to z łydki, rozmasowałem ją mocno i pojawiły się straszne zakwasy. Do soboty powinno jednak minąć. Moja terapeutka jest na urlopie do końca sierpnia, nie byłem u niej już 2 tygodnie, muszę poradzić sobie sam.

Podsumowując te starty: szału nie było, ale i wstydu też nie. Jestem rozczarowany brakiem życiówki, ale po tylu latach startów mam też w sobie sporo pokory i wiem, że im szybciej się biega, tym życiówki są rzadsze. Tylko, co za ironia, o ile na względnie przyzwoitym biegu na 1500 metrów nikt mnie nie widział w czasie transmisji, tak wszyscy znajomi po kolei dają znać, że podziwiali mnie na piątce. Tak, na tej samej piątce, na której cierpiałem i biegłem zupełnie na końcu. Większość z nich nie miała pojęcia, że było to dla mnie wytruchtanie po dużo szybszym wcześniejszym biegu. Taki los ; )

Teraz czeka mnie kilka luźnych dni, może skoczę z raz na siłownię - i atakujemy dyszkę. Tu mam wiele do zrobienia. Start powinien być w okolicach godziny 20, mam też nadzieję, że może do tego czasu upał zelżeje? Zobaczymy. W razie czego zapraszam do kibicowania w Inowrocławiu.
Kategoria: Starty 2013
Komentarze: (11)
Zaktualizowano: 24/07/2013, 13:03

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

Marcin Nagórek
22/07/2013, 21:15
#
Na 800m nie miałem minimum. Do tego Bydgoszcz 2 lata temu wyleczyła mnie z takich pomysłów. Czym innym jest pobiec 800m w 1:50 w równym, szybkim biegu - to jeszcze sobie wyobrażam. Ale czym innym machnąć okrążenie w 59, a potem w 53 - na to już mam za mało mocy. A tak się często biega na mistrzostwach.

Jedynym dobrym pomysłem byłoby bieganie tylko 5000m - ale jednak liczyłem na to, że na 1500m wykręcę lepiej. A na piątkę wolny bieg był praktycznie pewny.
Krzysztof Bartkiewicz
22/07/2013, 23:04
#
Marcin, co do samej pogody to niewymagajmy zbyt wiele, to że jest o tej godzinie, wybacz ale ja np. poszedłem tam popatrzeć z synem i niewyobrażam sobie pokibicować Wam wieczorem czy wcześnie rano. Olimpiada czy ME są też latem. Zresztą były to MP i czas nie był istotny jaki tutaj wykręcicie. Liczył się medal i tytuł-chyba że się mylę.
Jak wspomniałem byłem tam i akurat trafiłam na oba Twoje występy. Z mojego punktu widzenia wyglądało to tak jakbyś całkowicie nie miał chęci do rywalizacji w tym dniu, może w ogóle jakbys nie miał motywacji do czego kolwiek. Strasznie się męczyłeś i było to widać już po pierwszym okrążeniu na 1500m (Nie widziłem czy miałeś starcie z innymi zawodnikami po pierwszych metrach z racji iż musiałem mieć oko na syna). Niemniej mocno byłem zaskoczony że jeszcze mimo wolnego zdawać by się mogło biegu nabiegałeś jeszcze 3.50... Dlatego mocno się zdziwiłem jak zobaczyłem Ciebie w biegu na 5000m. Ten start w mojej ocenie był już Ci niepotrzebny, ale szacunek że mimo ostatniego miejsca to dobiegłeś do mety. Chyba tyle oklasków dawno nie zebrałeś, bo spiker podkreślił żeby Tobie pokibicować jako kończącego rywalizację na 5000m. Mimo słabych wyników czołówki, to okiem kibica rywalizacja była wspaniała i ta końcówka w wykonaniu Artura Kozłowskiego... ostatnie okrążenie mu zmierzyłem 58 sekund. Ja jakbym się spiął to nawet jednego okrążenia w takim tempie bym nie dał rady..:)
Marcin Nagórek
22/07/2013, 23:35
#
Wiesz można tak zorganizować plan, żeby tego typu bieg był np. na koniec zawodów, o 20 w piątek lub sobotę. Wtedy i wilk syty, i owca cała.

Co do mojego biegu, to początek był szybki. Być może tak to wygląda z boku, bo nie czuję w tym roku luzu na wysokich prędkościach, nie mam ich obieganych. Bywało tak, że biegałem pierwsze okrążenie w 56 sekund i czułem się zupełnie luźno, teraz na 58 sekund muszę cisnąć. A tym razem i tak było dużo lepiej niż w Sopocie tydzień temu, gdzie od początku się mocno męczyłem. Dlatego mam nadzieję, że inaczej będzie na taką dyszkę, gdzie można tuptać w tempie 72 sekund na kółko. Chociaż nigdy nie udało mi się jeszcze wytuptać tyle do końca ; )

Piątka była już tylko z myślą o dyszce, na pewno nie o wyniku. Już po 2km widziałem, że to nie będzie szybciej niż 15:40.

A w ogóle mogłeś do mnie podejść ; )
Krzysztof Bartkiewicz
23/07/2013, 10:53
#
Wierz mi że chciałem podejść, ale niestety syn był tak zajęty w tym czasie zabawą w innym miejscu że nie sposób było go oderwać od zabawy. Zatem wolałem żeby syn miał zajęcie i tym samym miałem więcej swobody dla siebie, ale z racji opieki nie mogłem go samego zostawić. Jeszcze będzie okazja:)
Grzegorz Sztukiewicz
23/07/2013, 15:51
#
udało mi się w niedzielę w porę ocknąć i załapałeć na transmisję z Torunia. Nie wiedziałem tylko w którym biegu startujesz. W tv było widać to potknięcie (podcięcie?) na początku biegu, ale jeszcze wtedy nie widziałem komu się to trafiło. Do biegu na 5k nie dotrwałem, bo uznałem, że jeden dystans z drugim się wyklucza w tak krótkim odstępie. Mam chyba całość nagraną więc sobie odtworzę przy okazji.
Marcin Nagórek
23/07/2013, 18:06
#
Nie ma czego odtwarzać ; ) Całość jest dostępna w internecie, przejrzałem to nawet dzisiaj. Bieg wygląda na trucht, w tym sensie, że nie widać, żebym się bardzo męczył. Bo to było bardziej wycieńczenie upałem niż jakieś mięśniowe siłownie się z dystansem. Ale za to mam straszne zakwasy w łydkach - dwa dystanse w kolcach plus tam jest bardzo twarda, szybka nawierzchnia. Mam problemy z zejściem po schodach.
23/07/2013, 18:22
#
A zdążyłeś zrobić wcześniej jakieś przygotowanie pod dychę? Ciągłe, dwójki czy trójki w treningu, czy startujesz bez większych przygotowań?

Dokładnie, wyglądałeś jakbyś robił ciągły na tej piątce, też miałem takie odczucia.
Marcin Nagórek
23/07/2013, 21:52
#
Co Ty, nic specyficznego pod dychę. Tylko dużo startów, na dystansach od 400m do 10,5 km crossu. Z mocnych treningów zrobiłem dwa - najpierw 6x1km w tempie ok. 3:00, potem, niedawno, 4x1200m w tempie 2:50/km. Czyli to raczej interwał wedle Danielsa (a swoją droga, u niego nie ma czegoś takiego jak praca specyficzna do 10km).

To był trening bez akcentów ; ) Ale za to ciągłe rzędu 12km po 3.30/km to było dla mnie luźne bieganie. Raz zrobiłem tempo run 8km w tempie 3.14/km, ale na bieżni w siłowni. Ostatnio po startach byłem mocno podmęczony, bo wszedłem na bieżnię, zrobiłem 7km w tempie 3.40/km i przerwałem, bo nie miałem siły. Teraz więc muszę odpocząć do startu, a powinno być dobrze.

Biegłem też dwie piątki, ta druga to w czasie MP. Pierwsza to było 14:56, gdzie prowadziłem na zmianę z kolegą i tam tempo w okolicach 3:00/km wydawało się luźne. Leciałem też na początku startów 3km - 8:29, ze zbyt mocnym początkiem, ale generalnie bezproblemowo. Teoretycznie jest więc podbudowa tlenowa, jest sporo startów na przetarcie, są jakieś podstawy, żeby myśleć o dobrym biegu. A z drugiej strony nie było żadnych typowych akcentów, więc trudno to ocenić. Zobaczymy ; )
24/07/2013, 08:37
#
No to zobaczymy jak Ci to pójdzie, może akurat z tego biegania wyjdzie życiówka, a bieg powinien być dosyć dobry jak warunki pozwolą. Tylko może być tak, że pójdzie grupa za mocna jak na Ciebie i drugiej nikt nie będzie chciał prowadzić. W każdym razie powodzenia.
Marcin Nagórek
24/07/2013, 12:13
#
Tak było niestety rok temu, pierwsza grupa na 29:30, druga na ponad 31 minut. W tym roku powinno być jednak więcej ludzi. Jedyny problem jaki widzę to zapowiadany upał. Ale generalnie nie przejmuję się, raczej celuję w duży fun i walkę ; )
Marcin Nagórek
27/07/2013, 23:57
#
Wyniki jeszcze chyba nie są nigdzie dostępne, ale mogę napisać, że niestety nie byłem w stanie ukończyć biegu na mistrzostwach Polski. Z jednej strony był potworny upał i po dwóch pierwszych kilometrach w tempie na życiówkę czułem, że nie jestem w stanie tego utrzymać, a z drugiej była też groźniejsza przyczyna: otóż od mistrzostw Polski i trudnego biegu na 5km czułem dziwny ból. w lydce. Wydawało mi się, że to zakwas, ale wygląda, że to coś poważniejszego. Dzsiaj bolało micno od pierwszego okrążenia, nie mogłem wybijać się z palców i również z tego plwodu zdecydowałem się nie walczyć. Na dziś wygląda na to, że muszę też zrezygnować z Biegu Św. Dominka i zrobić kilka dni wolnego.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Następny: Reset systemu
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Październik 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin