14
07/2013
14:45
Od czasu, gdy treningi i starty na bieżni stały się dla mnie rzadsze, za każdym razem odkrywam je na nowo. Intensywność i brutalność tych krótkich biegów ciągle mnie zdumiewa. Kiedyś bieżnia wydawała mi się łatwa, teraz ciągle od nowa widzę, że to bardzo trudny sport, zupełnie inny niż starty na ulicy.

Ostatnio pisałem o tym, że wszystko idzie dobrze, czuję się mocny i w dobrym nastroju zaczynam ostatnie tegoroczne dwa tygodnie startów na bieżni. Zrezygnowałem z szybkiego treningu w tygodniu na rzecz startu w wieczornym mityngu w Białogardzie, we wtorek. Pojechałem w dobrym nastroju, a na miejscu okazało się, że jest i świetna pogoda, i paru szybkich chłopaków, z którymi można powalczyć o dobry wynik.

Przed przyjazdem zakładałem, że jeżeli pobiegnę 1:53, będzie dobrze, a jeśli 1:52 - bardzo dobrze. Ze względu na brak typowo szybkościowego, kwasowego treningu do dystansu 800 metrów lepszy wynik wydawał mi się być poza zasięgiem. Kiedy jednak usłyszałem, że najszybszy w tym roku polski miler, Krzysiek Żebrowski biegnie tu mocno, na życiówkę, nabrałem wielkiej chęci na próbę utrzymania się za nim. Pogoda była naprawdę dobra, bieg zapowiadał się szybki i bez wielkiego tłoku - kiedyś dałbym się pokroić za taką szansę na wynik.

Trochę przytemperowała mnie rozgrzewka. Tradycyjnie ostatnio pół godziny przed biegiem robiłem długie przebieżki w postaci 2x200 metrów. Prędkość 28 i 27 sekund okazała się bardzo trudna do uzyskania. Tym czasem na wynik rzędu 1:50 trzeba każde 200m pokonać w okolicach 27,5 sekundy. Wiedziałem więc, że nie będzie łatwo. I tak było. Krzysztof wraz z "zającem" ruszył bardzo mocno i już po 200 metrach był luka. Za nimi miało biec kilku chłopaków, ale ostatecznie dla wszystkich było za szybko, więc ja prowadziłem drugą grupę.


Sytuacja pod koniec pierwszego okrążenia. Na pierwszym miejscu zawodnik nadający tempo, na drugim Krzysztof Żebrowski, ja na trzecim, z dużą stratą. Dalej jest Dawid Klaybor i Łukasz Kujawski.

Po raz kolejny w ostatnich latach odkryłem, że bieg na 800 metrów to jest niewiarygodnie szybkie kręcenie nogami. Kiedyś nie rozumiałem tego, jak wolni są długodystansowcy. Nie wydawało mi się problemem przebiegnięcie pierwszego okrążenia w tempie 53 sekund. Teraz jest inaczej. Trening wytrzymałościowy tłumi nieco te cechy, które pozwalają biec dystanse średnie bardzo szybko. To zresztą największy problem w treningu do 800 metrów - pogodzenie sprzecznych cech: szybkości, siły, wytrzymałości.

W Białogardzie pierwsze okrążenie było w tempie prawdopodobnie lekko powyżej 56 sekund - szacuję na podstawie tego, co widziałem na zegarze. W tym tempie miałem wrażenie, że lecę prawie na maxa. A przecież trzeba jeszcze mieć siły na znacznie trudniejsze drugie okrążenie. Czułem się na tej prędkości sztywno - i tak biegłem. Po 450 metrach wyprzedził mnie Dawid Klaybor, ustawiłem się za nim, do końca próbowałem naciskać i wyprzedzać. Po 600 metrach wytrzymałościowo czułem się bardzo dobrze, był zapas, ale rosnący poziom kwasu mlekowego we krwi sprawiał, że mięśnie robiły się coraz bardziej sztywne. Ostatnie 200 metrów było ciężkie. Dobiegłem w czasie 1.53,38, w równym tempie. Nieźle, patrząc obiektywnie to było to, czego mogłem od siebie oczekiwać, ale przy takiej pogodzie i tak szybkim biegu żałowałem, że nie dałem rady szybciej.

Okazało się jednak, że ten bieg i ten beztlenowy wysiłek wiele mnie kosztował. Najpierw w nocy nie mogłem zasnąć co najmniej do 5 rano - zdarza mi się tak po bardzo mocnych biegach. W kolejnych dniach w nogach czułem wyraźne zmęczenie. Nie biegałem dużo, było to tylko człapanie, ale nie mogłem z siebie strząsnąć tego uczucia niemocy. Do tego po szybkim biegu w kolcach miałem obolałe stopy i łydki. A już 4 dni później, w sobotę, czyli wczoraj, był bieg w Sopocie na 1500 metrów, z którym wiązałem spore nadzieje.

W Sopocie zrobiłem rok temu życiówkę na 1500 metrów. Dwa lata temu również. Co więcej, najlepszy czas na 3000 metrów też wykręciłem tutaj, na tym samym Memoriale Janusza Sidły. W Sopocie zawsze biega się dobrze, powietrze jest świeże, stadion pięknie położony. Miałem zamiar podtrzymać passę corocznych życiówek. Czytałem ostatnio świetną książkę o amerykańskim trenerze McDonnelu i zapadła mi w głowę jedna myśl stamtąd: nie jest problemem pobiec szybko, kiedy samopoczucie jest dobre. Prawdziwa sztuka to dać z siebie wszystko, kiedy człowiek czuje się marnie.


Ostatnia prosta w Białogardzie: duży ból

To motto towarzyszyło mi w drodze do Sopotu. Dzień wcześniej na rozruchu było co najwyżej średnio. Dwa dni wcześniej - bardzo słabo. Przed startem wolny truchcik na rozgrzewce i na próbę dwie długie przebieżki w tempie startowym - po 30 sekund. Czułem,że nogi nie pracują sprawnie. Do tego dość mocno wiało. Ale nie poddawałem się. Na starcie dwóch, trzech mocnych Polaków, w tym Łukasz Kujawski z życiówką poniżej 3:40, ale i słabym biegiem w Białogardzie, biegliśmy tam razem i na 800m był daleko z tyłu. Do tego w stawce Krystian Zalewski, który będzie biegał w tym roku na mistrzostwach świata w Moskwie, na dystansie 300m z przeszkodami. A na dokładkę 5 czy 6 mocnych biegaczy zza wschodniej granicy: Ukraina, Białoruś, nawet Estonia.

Strzał startera i od razu zostałem z tyłu, zamknięty w grupce wolniejszych biegaczy. Widziałem jak czołówka zaczyna odskakiwać, więc zwolniłem, zostałem na końcu i dopiero wtedy zacząłem obiegać wszystkich w pościgu za czołówką. Po 400 metrach była jeszcze luka w stosunku do kilku biegaczy z samego czuba, ale pracowałem wściekle, żeby ją zamknąć. Po 650 metrach udało się, byłem blisko, ale tylko na chwilę. Ten pościg nieco mnie kosztował, ale mimo wszystko nie powinien być aż tak kosztowny. Peleton rozkręcał się, cały czas przyspieszał, a ja od początku walczyłem z drewnianymi nogami. Nie było luzu, biegłem sztywno jak robot na obolałych kończynach. Mocno pracowałem rękami, żeby wycisnąć z siebie prędkość, ale przynosiło to kiepskie efekty. Po chwili czołówka znowu zaczęła mi odskakiwać i już nic nie mogłem zrobić.

Nie dałem jednak za  wygraną. Musiałem pracować sam pod silny wiatr, ale cisnąłem. Przetrwałem jakoś kolejne okrążenie i na 400m przed meta na zegarze widziałem 2:49. To oznaczało, że jeśli dam radę sprężyć się mocno na końcówce, przycisnąć w tempie 58 sekund, przyzwoity czas był jeszcze do uratowania. Ale nie dało rady. 150 metrów pobiegłem mocno i skończyła mi się wszelka rezerwa. Ostatnie 200 metrów toczyłem się już bezwładnie, kompletnie wyzuty z sił. Dobiegłem ósmy w czasie 3.52,07. To są niby niewielkie różnice, ale od wielu lat nie pobiegłem w tego typu biegu wolniej niż 3:50, a zwykle kręciłem w okolicach 3:48. Rok temu pobiegłem 3:45. Tutaj więc wyszło słabo, a co najwyżej mocno przeciętnie. Spodziewałem się, że wycisnę co najmniej te 3.47, a w optymistycznej konfiguracji liczyłem na wynik rzędu 3:44-3:42.

Wszyscy Polacy wypadli bardzo słabo, to jedyne, marne pocieszenie. Goście zza wschodniej granicy kompletnie nas zniszczyli i pobiegli bardzo szybko. Ostatnie okrążenie było w ich wykonaniu zabójczo mocne. Z Polaków byłem drugi, wyprzedził mnie tylko Krystian w czasie 3:48 - dla niego również bardzo słabym.

Co ciekawe, i po dystansie 800 metrów, i po 1500 nie czułem takiego powalającego zmęczenia jak kiedyś. Wydaje się, że po prostu organizm w słabszej czy też mniej specyficznej formie po prostu nie pozwala na wejście w obszar potwornego zmęczenia. Zwykle po 800 metrach przez 10 minut mam czarno przed oczami, ledwo jestem w stanie chodzić, jest straszna zadyszka, a potem kaszel z wypalonych wysiłkiem oskrzeli. Tym razem nie było takich sensacji. Chlast, przebiegłem swoje, chwila oddechu i było w porządku. Ale szybciej - nie dało rady.

Ten bieg sam w sobie nie jest problemem, bo priorytetem na bieżni są mistrzostwa Polski, które biegam za tydzień, ale niestety skomplikował mocno moją sytuację taktyczną. Nie miałem w tym roku w ogóle startów na dystansie 1500 metrów i będę rozstawiony z wynikiem z Sopotu. Jeśli, tak jak w niektórych latach, odbędą się dwa biegi, słabszy i mocniejszy, mogę być w tym słabszym. A wtedy trudno myśleć o szybkim bieganiu i szanse na wynik oraz wysokie miejsce są iluzoryczne. W takim wypadku nie wiem, czy nie wystartuję tylko na 5000 metrów. To by nie było korzystne, bo lepiej przygotowany jestem do krótszego dystansu i z myślą o nim robiłem ostatnio treningi. To jednak na razie melodia przyszłości, wszystko okaże się na miejscu. Teraz największym zmartwieniem jest takie bieganie, żeby złapać moc i obroty na przyszły weekend. Mam nadzieję, że zdążę się pozbierać. Ten tydzień pokazał, że nie regeneruję się po biegach tak szybko jak kiedyś. Chociaż rok temu miałem podobny grafik: start na 800 metrów, a trzy dni później Sopot i życiówka na 1500. Tym razem to się nie sprawdziło. Dzisiaj jeszcze nie biegałem, jest zimno i strasznie wieje, wyjdę wieczorem i zobaczymy, co jest w nogach - drewno czy tylko lekkie zmęczenie. Nie spałem dobrze, po tym biegu też nie mogłem zasnąć prawie do rana.

Czyli - trzymajcie kciuki, żeby moje biedne komórki mięśniowe dały radę z regeneracją po tych krótkich, szybkich wyścigach. A dzisiaj dla równowagi i pokazania, że można mnie spotkać nie tylko w dresie, zdjęcie ze spaceru w Ustce dwa dni temu. To jestem ja, Jarząbek Wacław, Anno Domini 2013:



Kategoria: Starty 2013
Komentarze: (4)
Zaktualizowano: 14/07/2013, 15:46

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

15/07/2013, 13:40
#
To powodzenia w Toruniu!
Marcin Nagórek
15/07/2013, 17:58
#
Dzięki ; )
22/07/2013, 08:28
#
Jak tam po MP? Wynik na 1500m zadowalający? Bo z 5000m to chyba sobie ciągły zrobiłeś? Startujesz na 10000m za tydzień w Inowrocławiu?
Marcin Nagórek
22/07/2013, 09:50
#
1500m powiedzmy, że w granicach przyzwoitości. Opiszę to we wpisie, może jeszcze dzisiaj wieczorem. Trochę zabrakło mi mocy. A 5000m to był bieg na dobicie, 20 minut przerwy + straszny upał, ledwo dobiegłem do mety. To był bieg właśnie z myślą o dyszce. Nie miałem okazji zrobienia treningu pod 10km, dlatego zdecydowałem się na ten start na zmęczeniu. Teraz 5 dni odpoczynku i zobaczymy, co siedzi w nogach na dłuższym dystansie ; )

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Październik 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin