07
07/2013
16:08
Buty, które przestawiam, to doskonały przykład tego, jak sprawdza się moja filozofia doboru sprzętu biegowego. Wzbudza ona duże zaniepokojenie dystrybutorów... i nic dziwnego! Moja podstawowa zasada: żadne buty, produkowane przez małe chińskie rączki w cenie kilku dolarów za sztukę, nie są warte tego, abym wydał na nie więcej niż 200 zł. Mówimy oczywiście o czystej, praktycznej wartości sprzętu. Nie obejmuje to sytuacji, gdy ktoś chce po prostu zaszpanować czymś drogim na nogach. Ale ja wtedy wolałbym błyszczeć np. wypasionym zegarkiem z szafirem i w tytanie, ze sportowym chronometrem, o wartości chociaż skromnego tysiąca dolarów ; ) Co to za szpan, gdy ma się buty za 600 zł. Lepiej dać sobie spokój i kupić coś taniego oraz praktycznego.

Moje buty kosztowały w 2006 roku 10 dolarów amerykańskich. Zostały kupione na wyprzedaży w sieciówce odzieżowej w Albuquerque, USA, w stanie Nowy Meksyk. Po ówczesnej cenie dolara było to jakieś 30 złotych. Próbowałem rozgryźć, co to za model - na metce jest jakaś data, która wygląda na datę produkcji i pokazuje rok 2005. Po wielu staraniach wygrzebałem w końcu jakąś dalekowschodnią stronę, gdzie można je dostać (chyba?) do dziś: http://isehara.nfashitwam.com/P43214/ Poza tym adresem nigdy nie znalazłem nigdzie takich bucików.

Obecnie wyglądają tak:





Kontynuując rozważania na temat mojej filozofii kompletowania sprzętu: nigdy nie kupuję topowych modeli danej marki. Najczęściej są to buty kompletnie nie nadające się do biegania. Producent ustawia na nie zaporową cenę, a żeby to uzasadnić, ładuje w taki model wszystkie możliwe "udogodnienia". Amortyzacja taka, że można w nich skakać z dziesiątego piętra, przeliczają trening, świecą, mówią i opiekują się dziećmi. Są znakomite, gdy trzeba popracować na działce lub rozładować ciągnik. Ale do biegania - nie ma szans. Przeładowane technologią, z grubymi podeszwami, sztywne i przekombinowane.

W opozycji do tego stoją proste modele. Tanie, niepozorne, proste, lekkie. Dokładnie takie, jak te na zdjęciach. To był jeden z moich lepszych zakupów w życiu, a biorąc pod uwagę cenę, prawdopodobnie najlepszy. Buty lekkie jak piórko i niewiarygodnie miękkie. Przy tym niepozbawione odrobiny amortyzacji i sprężyste. Wyprodukowane na Filipinach z przeznaczeniem na rynek amerykański i na ich przykładzie mogę uwierzyć w dobrą jakość produktów firmy Nike. Te buty nie zostały zajechane nawet dzisiaj. Nadal nadają się do biegania - po siedmiu latach!


Widok z boku

Nie pytajcie mnie, ile wykręciłem w nich kilometrów. Tysiące! Wiem, że są maniacy, którzy zapisują, w czym biegli każdy trening, ja jednak mam w życiu ważniejsze problemy.

To był długo jeden z moich podstawowych butów rozbieganiowych. Od 2006 w kolejnych latach biegałem od 2600 do ponad 5000 kilometrów rocznie. Miałem kilka par, ale te były w czołówce przebiegu. To są tysiące kilometrów. Co najlepsze, w latach 2008 i 2009 używałem ich jako swojego podstawowego modelu startowego. Kilka moich najlepszych wyników na 10km, w tym aktualną do dzisiaj życiówkę z ulicy pobiegłem właśnie w tym modelu. Odbiło się to na ich kondycji:



Bez wątpienia jest to dobrze zjechana podeszwa. Nie m nawet śladu wymyślnych wzorków, jakie widniały na niej na początku. Dla porównania spójrzcie na piętę:



Doskonale widać, że tylko zewnętrzna strona pięty miała u mnie kontakt z podłożem. Oryginalnie cała podeszwa miała bieżnik taki jak u dołu zdjęcia. Znikł już wiele sezonów temu.

Biegałem w tych butach zimą, latem, jesienią i wiosną. W każdych warunkach. Treningi, starty - wszystko. Można założyć, że to jest jakiś prekursor czy odprysk projektu Nike Free. Zewnętrzna cholewka jest miękka jak w kapciach. Zgina się swobodnie, podobnie jak całą podeszwa. Buty ważą tyle, ile domowe kapcie. Przez lata użytkowania uległy pewnym zniszczeniom z przodu i były kilkukrotnie łatane (tak, wiem, że to obciach):





Cholewka okazała się tym elementem konstrukcji, który padł najwcześniej. Ale nie do końca. But ma o tyle ciekawą budowę, że składa się jakby z dwóch warstw. Na wierzchu jest to, co widać, a pod spodem jeszcze taki miękki i elastyczny materiał, jakby odmiana jedwabiu. Tworzy on wewnętrzną "skarpetkę". Mimo tego, że pękła zewnętrzna warstwa, skarpetka się trzyma i nie widać stopy, co jest normą po pęknięciu siateczki w tradycyjnym bucie.

Część uszkodzeń to na pewno efekt przemoczenia, część fizyczne uszkodzenia wskutek ciągłego zginania, a niektóre to pewnie jakieś przygody w terenie. Np to:



Wygląda mi to na przebicie jakąś gałęzią, a nie efekt przetarcia. Ale kto wie.

Podeszwa, mówiąc wprost, jest fantastyczna. Miękka, lekka, amortyzująca i równocześnie cieniutka. Biega się w nich jak w obuwiu naturalnym, a jednak lądowanie nie jest twarde. Buty na takim kopycie kupiłbym teraz nawet za 180 zł bez wahania - ale nigdy nie widziałem w żadnym modelu czegoś podobnego. Zresztą pytałem kiedyś kumpla pracującego w Nike, co to za model i nie miał pojęcia. Konstrukcja buta jest też o tyle zaskakująca, że marnie sie w nich chodzi. Przy chodzeniu one jakoś dziwnie kłapią.

Strasznie żal mi je wyrzucać. Nadal da się w nich biegać, można ewentualnie jeszcze zaszyć jedno rozdarcie. Buty niewiarygodnie wygodnie, no i ten sentyment do życiówek, jakie w nich osiągnąłem... Ale miejsca w szafie brak. Ostatnio kupiłem w Interporcie w przecenie Pumy Faas 300 za 159 zł. Tu niesponsorowana uwaga, że Faas to buciki, które od dawna mi się podobają. Nareszcie jakaś firma promowała buty proste, lekkie i sensowne. Oczywiście cena rzędu 300-400 zł za coś takiego to absurd, ale od dawna można je kupić za ok. 250 zł, a ja obiecałem sobie (i nawet zakomunikowałem to pani w sklepie firmowym u mnie w mieście), że poczekam, aż spadnie poniżej 200. No i spadła, to było nieuchronne. Niewidzialna ręka rynku. 159 zł za Faasy to naprawdę dobry interes.

Kolejna niesponsorowana (czy Puma to czyta?!) uwaga: Puma nie ma jakiejś wielkiej prasy, jeśli chodzi o biegówki, jest nieco w tyle za Adidasem czy Nike, ale mnie buty tej marki nigdy nie zawiodły. Zawsze były solidne, wygodne i fajnie wyglądały. W przeciwieństwie np. do Asicsa, którego 90% modeli to szkarady. Podobnie Adidas, który jest za mocno dresiarski. Natomiast Puma to elegancja i szyk. Miałem ich treningówki, i to 3 modele, mam startówki (w których teraz biegam treningi na siłowni), teraz mam Faasy. Za jakieś 5 lat pojawi się test Faasów do zajechania ; ) Chyba że uda mi się wykończyć je wcześniej. Będzie to jednak trudne, bo teraz biegam mniej, a szybciej. Do tego rzadko wychodzę w teren, gdy jest kiepska pogoda, śmigam na siłowni, w idealnych warunkach.

Dla ciekawskich mogę napisać, w czym teraz biegam. W terenie tani, biały model Adidasa - Attune (40 dolarów w 2010 w USA). Na wyjazdy mocno dobite zielone Kalenji Eliofeet sprzed paru lat - jeśli mi ukradną lub zgubię, to niewielka strata (59 zł na wyprzedaży kilka lat temu). Mam też nieco mniej dobite Eliofeety w kolorze czarnym (99 zł na wyprzedaży), gdy muszę biegać gdzieś, gdzie nie ma sensu rzucać się w oczy. Na siłowni - Puma RoadRacer 2 (40 dolarów w 2010 w USA). Do tego kilka butów, które używam rzadko - np. żółte Mizuno, w których chlasnąłem debiut maratoński (i aktualną życiówkę), w a w ostatnich latach używałem tylko na sali. W kolejce czekają zaś Faasy. Na starty na ulicy mam jeszcze Brooksy Green Silence (40 euro w wyprzedaży). W nich biegałem dwa ostatnie maratony i kolejny będzie także w tych samych.

I na podsumowanie ostatni rzut oka na moje Najeczki od spodu:


Kategoria: Sprzęt
Komentarze: (8)
Zaktualizowano: 30/11/2016, 18:03

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

Krzysztof Bartkiewicz
07/07/2013, 21:20
#
Marcinie, może Tobie buty w ogóle nie są potrzebne:), ja osobiście w czymś takim niewyobrażam sobie realizować treningów, może dlatego że mam zróżnicowaną nawierzchnię i od kąd mam problemy ze stopą po stąpnieniu na większy kamień (podobnie jak Mariusz Giżyński) to bardzo uważam na to jak i w czym biegam.

Faktem jest jednak że większą część kasy za jaką nam każą płacić czy to w Nike, Adidas, Puma, Asics to reklama...

Buty z Azji jak sądze wychodzą za ok 10 dolarów, a u nas muszą kosztować krocie, no ale skoro naród to akceptuje, to tylko nieliczni wiedzą że taniej wyjdzie nam sprowadzić buty z USA czy z Wysp Brytyjskich...
Marcin Nagórek
07/07/2013, 22:55
#
Krzysiek, ja pamiętam, że Mariusz sam pisał o tym, że nie może biegać w zbyt miękkich butach, bo go bolą stopy. Więc kto wie, czy w startówkach nie trenowałoby Ci się lepiej. Na zawodach biegałeś w startówkach, była jakaś różnica?

Jest też możliwe, że problemy ze stopa to kompensacja jakiejś wady w innym miejscu, np. krzywy kręgosłup, przekrzywiona miednica itd. Mnie ostatnio boli stopa, to stary ból sprzed kilku lat, ale to efekt tej mojej terapii i masaży. Babka mnie powoli całego prostuje i rozluźnia i czasami odzywają się różne już zapomniane problemy.
Krzysztof Bartkiewicz
08/07/2013, 10:57
#
Marcin, z racji płaskostopia ja nie powinienem w ogóle biegać - tak mi zakomunikował prowadzący mnie ortopeda. Ja w to wierze gdyż znał przypadek również Mariusza i wiedział że np. podany czynnik wzrostu Mariuszowi nie pomoże... Ja przyjechałem w tym samym celu i mi go nie podał twierdząc że nie chodzi mu o wyciąganie kasy skoro zna tą przypadłość i takie rzeczy trzeba leczyć w inny sposób. Zatem jestem skazany do końca życia na bieganie w wyprofilowanych podkładkach dzięki czemu powróciłem na biegowe trasy. Zgodzę się że zbyt miękkie buty w moim przypadku są przeciwwskazaniem, ale jest też różnica jak biegam w twardych wyprofilowanych podkładkach dzięki czemu mogę obecnie biegać według mnie we wszystkich modelach obuwia .
Co do startówek, to nie wyobrażam sobie biegać rozbiegania w nich, o ile jakieś tempo na czas, to o tyle rozbiegania powyżej 4.0 już raczej nie.
Uraz stopy mam od zawodów gdzie był chyba z kilometrowy odcinek posypany średniej wielkości kamieniami, Mariusz zdaje się też doznał urazu po zawodach. Nigdy nie biegałem na bieżni, zatem poprzez modele obuwia jakie fundują nam dystrybutorzy noga stała się bardzo delikatna, nie pracują wszystkie mięśnie i ścięgna śródstopia, przez co noga staje się bardziej narażona na urazy. Gdybym od dziecka był przyzwyczajony chodzić na boso (jak chociażby Kenijczycy) to może byłbym bardziej odporny na urazy
Marcin Nagórek
08/07/2013, 13:35
#
Hmm, wredna sprawa. Płaskosptopie - ja bym się bardziej nastawiał na ćwiczenia i terapię manualną niż wkładki. A lekarz, który mówi, że ktoś nie powinien biegać, to zły lekarz. Co byś robił, gdyby to było 5 tysięcy lat temu i musiałbyś ganiać za zwierzyną na polowaniach? Ganiałbyś tak długo, aż by przestało boleć ; )

Nie sądzę też, żeby depnięcie na kamień bezpośrednio spowodowało uraz. Raczej obstawiałbym jakieś słabe mięśnie, wadę postawy, ewentualnie kamień mógł tym czynnikiem, który to "wyzwolił". Sam biegam po koszmarnym terenie i stopa czasami pobolewa, czasami depnę na coś takiego, że prawie łamie stopę w pół - zdarza się ; ) Pamiętam jak 2 lata temu byłem w Szklarskiej i wybiegłem w moich startówkach na Drogę Pod Reglami - masakra, ledwo byłem w stanie biec. Nigdy jednak to nie jest wielki problem po treningu.

W te metody leczenia typu ciałka krwi, cukry, komórki macierzyste - też nie bardzo wierzę. Jeśli ból jest spowodowany jakąś wadą, to nie minie, dopóki wada nie zostanie usunięta. Teraz znajomy biegacz we Wrocławiu ma ten problem, tez płaskostopie, nie biega od prawie roku. Dałem mu wczoraj nr do terapeuty, do którego nr dała mi moja terapeutka - ciekaw jestem, co mu powie.
09/07/2013, 09:41
#
"małe chińskie rączki" - akurat warunki pracy na Filipinach są gorsze niż w Chinach i na pewno nie można mieć pewności, że zostały wyprodukowany bez pomocy "małych filipińskich rączek". Bangladesz, Filipiny, Indie - to są kraje gdzie najwięcej dzieci jest wykorzystywana do pracy.
22/07/2013, 17:20
#
Ja o cerowaniu. Ostatnio łatałem sobie moje ulubione buty. Są bardzo lekkie i przez to m.in. łatwiej je podrzeć.
Jak dla mnie to żaden obciach naprawiać buty. Obciachem jest nie umieć tego zrobić i wyrzucać produkt który by mógł służyć jeszcze długo, ale przez brak umiejętności posługiwania się nitką igłą czy klejem, lądują w koszu.
A przecież poświęcając 30 minut da się przedłużyć życie buta o wiele miesięcy. Wystarczy tylko trochę cięrpliwości. A przy bieganiu w terenie jak w moim przypadku, dziury w butach czy darcie ubrania (lub skóry na kolanach) zdarza się dosyć często. Ale skóry jeszcze szyć nie próbowałem :-)
18/08/2013, 15:11
#
Gratulacje! Osobiście nie polecam narażać stawów, układu kostnego i mięśni na bieganie w butach aż "skapcieją" - można zawsze zacząć biegać na boso. W latach 80 i 90 podobne praktyki dużych przebiegów stosowano z wiadomych przyczyn m.i. biedy czy braku dobrego sprzętu od ręki - zawodowy biegacz wymienia buty co 3 miesiące - tak np. przewidują kontrakty z Mizuno czy Asicsem dla profesjonalistów biegających po 400-600 km miesięcznie. W ramach mojej przygody z bieganiem amatorskim przetestowałem wiele firm i polecam osobom myślącym o zawodowym bieganiu test nacisku stopy na podłoże podczas biegu wraz z nagraniem sposobu stawiania tejże stopy - na podstawie tego dobieramy buty do osoby, aktualnie powszechna sprawa na terenie Polski. Później to kwestia osobistej oceny. Walcowania pianek podeszwy przez lata nie polecam.
30/09/2013, 23:01
#
U mnie tez sprawdza sie zasada ze tanie i nie skomplikowane buty sa najlepsze i najtrwalsze. Do tej pory mam 3 letnie najtansze buty z Decathlonu (49zl) a od 2 lat biegam w Faas500 za 50 euro. Faktycznie Faasy sa naprawde dobre i gdyby nie to ze po 2 latach i kilku tysiacach kilometrow prawie nie widac sladow zuzycia, kupiłbym sobie Faas500 v2. Po drodze bardzo szybko zniszczyłem bardzo drogie Saucony, więc ceną nie ma się co sugerować przy zakupie

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Szlifowanie formy
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Sierpień 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin