04
07/2013
12:58
W ostatnich dwóch tygodniach nieco zaniedbałem bloga, przytłoczył mnie jednak nadmiar pracy. Z tego, co już pewne i zaklepane, napiszę kilka tekstów do Leksykonu Polskich Maratończyków. To ciekawy projekt ludzi związanych z magazynem "Bieganie".

Było też kilka wyjazdów. Przede wszystkim bardzo pozytywny bieg w Radomiu. Trochę bałem się tego wyjazdu, bo i było gorąco, i daleko - pociąg jedzie 12 godzin. Zamiast tego zafundowałem sobie podróż Polskim Busem. Musiałem się przesiadać, internet nie działał, ale była przynajmniej klimatyzacja. Na miejscu byłem wieczorem, z dworca zgarnął mnie po drodze Artur Kern, startujący w tym samym biegu i - co dla mnie niezwykłe - o 22 wyszliśmy jeszcze razem na biegowy rozruch. Sam w życiu bym się do tego nie zmusił.

Bieg nazywał się "Mistrzowska Mila" - bardzo ciekawy pomysł. Po zakończeniu 1. Półmaratonu Radomskiego, przed dekoracjami i ogłoszeniem wyników na stadionie miało wystartować 10 mocnych milerów. To nowy trend, który widziałem już w USA - połączenie biegania na ulicy i bieżni. W zamyśle po dłuższym biegu ulicznym organizuje się jeden lub kilka szybkich biegów na bieżni, gdzie zwykle chwilę wcześniej jest meta biegu. W Radomiu było trochę opóźnienia - nad ranem przez miasto przeszła potworna burza. Ulice były zalane, opóźnił się półmaraton, a po nim okazało się, że nie tak łatwo oczyścić stadion z biegaczy. Startowaliśmy więc ze sporym opóźnieniem i część kibiców uciekła już do domów. To był w ogóle dziwny weekend, była koszmarna pogoda. W nocy kompletnie nie mogłem spać, powietrze stało, temperatura ze 30 stopni. Dlatego przed biegiem nie byłem jakoś bardzo optymistycznie nastawiony.

Okazało się jednak, że jest OK. Na starcie trzech Ukraińców i paru solidnych Polaków - Dawid Kubiec z życiówką 3.46, Jakub Nowak, w zeszłym roku najszybszy w Polsce na 5000m oraz mocny na wszystkich dystansach Artur Kern, rekordzista Polski na 5000 m w hali. Do tego paru młodszych biegaczy.


Start z zeszłego weekendu - cross w Korzybiu

Okazało się jednak, że długodystansowcom nie tak łatwo zamieszać ze średniodystansowcami na ich terenie. To jest dokładnie to samo, z czym ja mam problem w odwrotną stronę. Bieg mimo udziału "zająca" był wolny. Nie znam międzyczasów, ale podobno było w okolicach 2.40 na pierwszym kilometrze. To jest w takim biegu bardzo wolno. Tak jak się spodziewałem, gdzieś tam po drodze długodystansowcy chcieli uciec, żeby uniknąć dewastującego finiszu. Artur próbował szarpnąć dwa okrążenia do mety. Problem w tym, że w biegu na 1500m żeby uciec, trzeba by zasunąć okrążenie w jakieś 56 sekund, a takiego zapasu mocy nie ma chyba żaden z polskich biegaczy, nawet ci najlepsi. W efekcie cała grupa dobiegła razem aż do ostatniego okrążenia. Ja siedziałem spokojnie na końcu i dopiero tam przeskoczyłem do przodu. A potem się zaczęło. Ostatnie 300 metrów to było po prostu znienacka - chlast! - kopnięcie manetki gazu, zerwanie tempa i momentalnie po 50 metrach zostało nas tylko czterech średniodystansowców: dwóch Ukraińców, Dawid i ja. Kolejne 100 metrów sprintu i na czele był Ukrainiec, a ja zaraz za nim. Do mety gnaliśmy już z maksymalną mocą, było bardzo szybko, ale kolejność się nie zmieniła. Był dla mnie za mocny - to chłopak, który w  zeszłym roku w taktycznym biegu w Sopocie pobiegł 3.42, w tym samym, gdzie ja zrobiłem życiówkę 3.45. Tam byłem 3 sekundy za nim, tutaj mniej niż sekundę - to dobry znak.

Nieoficjalne czasy to 4.10 i 4.11, ale jakoś tak się złożyło, że nigdzie nie mogę znaleźć wyników. Byłem bardzo zadowolony po tym biegu. Nie miałem w nogach jeszcze ani jednego naprawdę mocnego treningu, ani jednego bardzo szybkiego przetarcia, a mimo to czułem się mocny. Na finiszu potrafiłem zerwać wściekle tempo i ukończyć bieg w dobrym tempie. 4.11 to odpowiednik mniej więcej 3.52.0 na 1500m, gdzie dopiero ostatnie 400 metrów to było porządne bieganie. To jest nieźle, bo można szacować, że w szybkim biegu już tamtego dnia mógłbym urwać (teoretycznie) kilka sekund. Samopoczucie było dobre mimo takich sobie warunków - było bardzo ciepło, wietrznie plus zabójcza wilgotność po deszczu.

Wróciłem z Radomia zadowolony i w perspektywie miałem ostatnie 3 tygodnie treningu przed mistrzostwami Polski. Planowałem wstępnie, że jeśli nie będzie upału (bo w międzyczasie zaczęło się wściekle ochładzać), wystartuję jeszcze w crossie na 10,5 km w Korzybiu, w ramach mocnego treningu wytrzymałościowego. To mała wioseczka w lasach niedaleko Słupska, jest tam trudna, leśna trasa, częściowo po piasku, po górkach, dookoła jeziora, w którym na koniec można się wykąpać. Super zabawa, to jeden z tych biegów, na które jeżdżę regularnie od wielu lat.

Pogoda, jak to nad morzem, była ostatnio szalona. Dwa dni po tym, gdy w Radomiu nie mogłem spać z powodu upału, biegałem wieczorem w Słupsku, w lekkim deszczu, temperaturze + 7 stopni i przy silnym wietrze. Odczuwalna bliska zera! Musiałem założyć zimową opaskę na uszy i szyję. Szalona, szalona pogoda.


Korzybie - ciężka trasa i bieg blisko ludzi ; )

Tydzień po Radomiu był wytrzymałościowy. Czyli nie robiłem nic poza rozbieganiami. Plus w środku tygodnia 12 km nieco szybszego biegu, w tempie 3.30/km. Dobre samopoczucie, tętno niskie, pełen luz. W Korzybiu wreszcie niezła pogoda - tam zwykle jest straszny upał. Bieg bardzo udany, samopoczucie dobre. Nareszcie, po wielu latach, poprawiłem swój najlepszy czas z tej trasy. W 2005 świeżo po zrobieniu pięciu życiówek z rzędu na bieżni przyjechałem, założyłem kolce i pobiegłem od początku z całej siły. Pod koniec mnie mocno ścinało, ale dotrwałem jakoś do mety i przez kolejne 7 lat nie mogłem poprawić tego czasu. Nie biegałem co roku, były też problemy, a to kontuzja, a to upał, ale fakt faktem, że nie mogłem nic urwać.

W zeszłym roku właściwie pobiegłem ekwiwalent tego wyniku, bo trasa została zmieniona. Jeden skrót został zamknięty i teraz biegnie się naokoło, nadrabiając przy czterech pętlach spokojnie 300-400 metrów. Moje zeszłoroczne, treningowe 37:29 było więc pewnie więcej warte niż 36.31 z 2005. Ale w tym roku dopiero poszło mocno - 36.05 na tej wydłużonej trasie! Biegłem w butach, a nie kolcach, do tego pełna kontrola, dopiero ostatnia pętla mocniej. Można to podsumować w ten sposób: jestem w tym roku mocniejszy niż zwykle siłowo, mocniejszy wytrzymałościowo, jak zwykle mocny szybkościowo. Czyli zrobiłem wszystko, co mogłem, żeby wycisnąć z siebie życiówkę na dystansie 1500m. Poprawiłem praktycznie wszystko.

Wczoraj byłem na stadionie, żeby zrobić pierwszy naprawdę ciężki trening w tym roku. Albo mówiąc inaczej - pierwszy naprawdę intensywny. Wspominałem o tym, że przed poważniejszymi startami potrzebuję przetarcia na wysokich prędkościach. Wczoraj był overdistance, trening bardziej pod dystans 5km, ale bardzo mocny. 4x1200m w tempie 2:50/km. Bardzo, bardzo dobre bieganie, przy silnym wietrze i wysokiej temperaturze. Pamiętajmy, że ja nie jestem treningowym wojownikiem. Są tacy (to nie żart),  którzy na treningach biegają mocniej niż na zawodach. Ja nigdy na treningu nie wycisnę z siebie więcej niż 90%, a na zawodach daję czasami 105%. To wczorajsze bieganie było najszybsze w życiu na tego typu odcinkach. Porównywalny, odrobinę wolniejszy trening zrobiłem w 2009, w tym samym miesiącu, kiedy ustanowiłem aktualne do dziś mocne życiówki na 3000 m i 5000 m. Czyli to też pokazuje,że jest u mnie dobrze z formą.

1200 metrów to jest wredny odcinek. 1 kilometr to jest bieg krótki - pierwsze 600 metrów przebiega się siłą rozpędu, a potem już jest łatwe psychicznie ostatnie okrążenie. 1200m to inna bajka, szczególnie dwa ostatnie odcinki. Po 600m jest już duże zmęczenie, a w perspektywie jeszcze drugie tyle. Bardzo trudno, fizycznie i psychicznie utrzymać wysokie tempo na drugim kółku. Dla zawodnika takiego jak ja, który do 5000 m wnosi więcej szybkości niż wytrzymałości, bardzo łatwo jest zrobić tego typu trening w ten sposób, że trzy odcinki są dość komfortowe, a ostatni bardzo mocny. Tak biegałem prawie zawsze, ale wczoraj była wersja trudniejsza - wszystkie mocno i równo. Pamiętajmy przy tym, że mówimy o bardzo szybkim bieganiu, na granicy złamania. Wystarczy te 10 sekund/km wolniej i mogę lecieć swobodnie dużo dłuższe odcinki. Natomiast przy granicznych prędkościach te 200m pomiędzy 1km a 1200 m to jest bardzo dużo.


Meta w Korzybiu

W planie przed startem w Sopocie był jeszcze jeden trening na prędkościach startowych, ale prawdopodobnie zmienię koncepcję. We wtorek jest w okolicy mityng, gdzie mogę pobiec 800 metrów - i prawdopodobnie to zrobię, czyli tym razem underdistance. To bezpieczniejsze i przyjemniejsze, do tego będzie okazja, żeby poprawić to moje słabe tegoroczne 1.55. Potem w sobotę bieg na 1500 m.

W tym wszystkim brakuje trochę czasu na jeszcze jeden mocniejszy trening, ale możliwe, że w najbliższą sobotę jeszcze coś pobiegam, zależnie od tego, jak się będę czuł. Priorytetem jest dla mnie regeneracja, więc nie ma nacisku, zobaczymy. Samopoczucie jest dobre, forma dobra, od pewnego czasu moim największym zmartwieniem jest: jak nie popsuć tego do mistrzostw Polski. Wygląda na to, że jestem w życiowej formie, ale w biegach nigdy nie ma gwarancji, że coś wypali. Żeby wykręcić dobrą życiówkę, muszę trafić i dobry bieg, i dobrą pogodę, i dobre samopoczucie w tym konkretnym dniu i godzinie. W to właśnie celuję ; )
Kategoria: Starty 2013
Komentarze: (3)
Zaktualizowano: 04/07/2013, 14:39

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

04/07/2013, 18:10
#
To tylko tak trzymać, może z taką formą dobry wynik na MP będzie.
Na środkowym zdjęciu wygląda jakbyś biegł "z pięty" to tylko takie ujęcie czy biegasz tak rzeczywiście?

Pozdrawiam
04/07/2013, 18:13
#
pierwsze zdjęcie- idealne podobieństwo! http://fc02.deviantart.net/fs71/f/2011/105/2/2/the_road_runner_by_ksbansal-d3e2e5g.png :)
Marcin Nagórek
04/07/2013, 21:58
#
Podobieństwo jest ; )

Mikołaj, dużo pracuję nad techniką i mam nadzieję, że na ulicy biegam już mniej z palców, a bardziej z całej stopy. Na pewno jednak nie z pięty. To jest zdjęcie w locie, do tego bieg po piasku w tym momencie, więc tak może wyglądać. Na bieżni młócę wciąż mocno ze śródstopia.

Co ciekawe, ja mam w biegu taki mocny ruch supinacyjny, wybijam się z krawędzi stopy, a moja fizjoterapeutka pracuje nad tym, żeby wybicie szło również z dużego palca. I po wczorajszym treningu na stadionie mam odcisk własnie pod dużym palcem - czyli chyba coś tu działa ; )

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Październik 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin