04
06/2013
12:06
Czerwiec nad morzem zaczął się dość ciężko - spadł deszcz i zrobiło się chłodno. W tej chwili na termometrze mam 13 stopni. To spora zmiana, bo wcześniej było upalnie. W sobotę biegałem w Gdańsku i to był ostatni dzień ciepła. Było gorąco, ale nie upalnie.

Wcześniej jednak był bieg w Białymstoku. Muszę przyznać, że dawno nie miałem wyprawy, którą jako całokształt mógłbym ocenić tak fatalnie. Muszę trochę ponarzekać w tych pierwszych akapitach. Pociąg jedzie tam prawie 10 godzin. Straciłem na podróż cały piątek i to był dzień bez biegania. W sobotę zawody - od rana zimno i ulewny deszcz. Jakimś cudem na sam mój bieg prawie przestało padać, ale cała rozgrzewka miała miejsce w hali, gdzie na prostej o długości 100 metrów i szerokości trzech tłoczyło się jakieś 200 osób. Jeszcze przebieżki przed biegiem robiłem w kurtce przeciwdeszczowej i naciągniętym kapturze. Sam start po kostki w wodzie, zimny wiatr, czyli warunki jakby w marcu. Na 5km czy więcej nie byłoby problemu, ale to był bieg na 800 metrów. Do tego jestem słabo rozruszany szybkościowo, więc na zbliżenie się do zeszłorocznego najlepszego wyniku, czyli złamania 1:52, musiałbym mieć naprawdę idealne warunki.

Ruszyłem sensownie, czyli na końcu. Z zerknięcia na zegar wyglądało na to, że pierwsze 400m było w tempie 56 sekund, czyli dobrze. I tu popełniłem błąd, bo czułem się w porządku - za szybko przyspieszyłem. Zacząłem wyprzedzać ludzi przede mną, zapomniałem, na czym polega specyfika 800 metrów. Na ostatnich 130 metrach kompletnie mnie postawiło, dobiegłem w słabym czasie 1:55,66. To przyspieszenie było za wczesne.

Straciłem sporo zdrowia na podróż, jeszcze więcej na próbę snu w odpychającym internacie, w trzyosobowym pokoju bez zasłon, z tłumami ludzi wyjących na korytarzu. Tak, takie są realia tego typu klubowych zawodów, tu nadal panuje socjalizm. Pobiegłem słaby bieg w fatalnych warunkach, a cały dzień marzłem. Ale to nie koniec, bo trzeba było jeszcze wrócić. Krótko po biegu leciałem znowu na pociąg. Tu cofnę się w czasie - otóż słabe 800 metrów na początek sezonu to dla mnie ostatnio norma. Za bardzo stałem się długodystansowcem, aby biegać mocno ten dystans, szczególnie wcześnie. Dwa lata temu zacząłem od 1:55, a w sezonie pobiłem rekord życiowy na 1500 metrów. Rok temu podobnie - pobiegłem 1:54, dzień później wygrałem milę na ulicy, a w kolejnych startach zacząłem bić życiówki.

Po Białymstoku miałem zamiar wrócić sypialnym do domu i następnego dnia biec coroczną milę na ulicy. Było to dla mnie ważne - w ostatnich trzech latach dwa razy tam wygrałem, raz byłem drugi. I niestety, starcie z PKP kolejny raz okazało się przegrane. W Białymstoku nie mogłem kupić biletu, bo system komputerowy na to nie pozwolił, pociąg już ruszył. Dostałem bilet z informacją, że podczas przesiadki w W-wie (tak, do Słupska z Białegostoku jedzie się przez Warszawę, nie pytajcie, jak to możliwe, to są Polskie Koleje Państwowe, instytucja gorsza niż Poczta i ZUS razem wzięte) mogę kupić miejscówkę do spania u konduktora. Lecę więc na Dworzec Centralny, a tam konduktor z uśmiechem mówi, że nic mi nie sprzeda, bo pociąg jest kompletnie wypchany i nie ma nic wolnego, ani w sypialnym, ani w żadnym innym. Musiałem zostać w W-wie na noc, bieg przepadł. Jeszcze tylko niedziela stracona na kolejny cały dzień podróży i mogłem wrócić do treningu. Taki jest bilans wyjazdu: dwa dni bez biegania, słaby start, zmęczenie, mało punktów dla klubu i jeszcze prawdopodobnie dopłacę do całości, bo dostanę zwrot kosztów biletów na pociąg, ale pewnie już nie na taksówki, którymi musiałem gonić pociągi czy dojechać do internatu w nocy. Bardzo mnie już nie bawią te zabawy na bieżni.

Taka podróż ma swoje koszta - kolejne dwa dni ledwo ruszałem nogami, organizm to odczuł. W środę wskoczyłem na tartan i machnąłem komfortowe 8x300 metrów w kolcach, bardzo luźno. W kolejną sobotę wybrałem się do Gdańska na memoriał Żylewicza. Startowałem na 3000 metrów. Wiedziałem, że 800 metrów będzie mocne, ale nie czułem się na siłach, żeby biec coś tak krótkiego. Liczyłem na spokojny bieg i czas w okolicach 8:25. Też się trochę przeliczyłem - bieg był piekielnie szybki, zwycięzca wykręcił 7.59,99. Nie miałem nic do stracenia, więc ruszyłem z czołówką na to tempo. Po 800 metrach musiałem jednak odpuścić, bo czułem, że długo nie uciągnę. Pierwszy kilometr i tak wyszedł w 2:45. Potem było mocne zwolnienie, biegłem samotnie, doszedłem do siebie i ostatnie okrążenie było ponownie mocne, najszybsze z całego biegu. Wykręciłem 8.29,30 i jestem z tego zadowolony. Dawno nie biegałem trójki poniżej 8.30, a przede wszystkim dawno nie czułem się tak dobrze. Samopoczucie i w czasie biegu i po nim było doskonałe. Owszem, był kryzys zbyt mocnego tempa w trakcie, ale to kwestia przygotowania do konkretnego startu, o tej porze roku nigdy nie jestem w stanie biec tak szybko. Prawdopodobnie gdybym biegł równo, wykręciłbym coś w okolicach 8:20, ale - powiedzmy sobie szczerze - co to za różnica w mało ważnym biegu, czy to 8:20 czy 8:30. Te kilka sekund zyska na znaczeniu dopiero wtedy, gdy będę atakował życiówkę.


Start biegu na 3000m. Ja drugi od lewej. Foto: trojmiasto.pl

W tej chwili najbliższym celem są dla mnie Mistrzostwa Polski w Toruniu, 19-21 lipca. Tam pobiegnę 1500 metrów i jeśli się da, dodatkowo 5000 metrów. Tydzień później jest 10 000 metrów na bieżni, w Inowrocławiu i tam też prawdopodobnie się wybiorę. Wygląda na to, że jestem w dobrej dyspozycji, samopoczucie bardzo dobre i liczę na to, że za te 1,5 miesiąca to już będzie forma życiówkowa. Bardzo dobrze czuję się pod względem wytrzymałościowym, dlatego zależy mi na 5 kilometrach. Niestety, w ostatnich latach rozgrywano tę konkurencję krótko po biegu na 1500 metrów, wtedy jest ciężko w ogóle wystartować, nie mówiąc o życiówkach.

Na razie w treningu skupiam się na tym, żeby niczego nie popsuć. Jestem od pewnego czasu w rytmie startowym, czy też raczej - BPS do ważnych startów. To oznacza nieco inną konstrukcję treningu. O ile zimą i wiosną biegałem codziennie dość szybko, ale bez żadnych mocnych akcentów, tak teraz są akcenty, a poza nimi bardzo, bardzo luźne bieganie. To, co odpuszczę dopiero przed mistrzostwami Polski to ciężka siłownia, wykonywana raz w tygodniu i 1-2 biegi tygodniowo wykonywane na ruchomej bieżni, biegane dość szybko, w tempie 3:40-3:3.30/km. To jest jeszcze pozostałość treningu z wiosny, nadal to utrzymuję, przez co starty nie odbywają się na pełnym luzie.

Na bieżni mierzę sobie tętno i widać tu wyraźnie walkę jaka rozgrywa się (w dużym uproszczeniu) pomiędzy wysiłkiem tlenowym a beztlenowym. Wiosną ganiałem w tempie 3:30/km na bardzo niskim tętnie, na kompletnym luzie. Natomiast teraz, po krótkim, intensywnym starcie jeszcze trzy dni później tętno przy tempie 3:50/km jest wyższe niż wiosną na 3:30. Samopoczucie też gorsze. Zyskuję jedno - czyli coraz większą moc do krótkich dystansów, tracę jednak nieco na bazie tlenowej. Dogranie formy na konkretny dzień to kwestia dojścia do równowagi z tymi dwoma czynnikami. Ba, co ja mówię, dwoma - z wieloma innymi również.

Trójka w Gdańsku była dla mnie ciekawa głównie dlatego, że ostatnio nie miałem głowy do treningu, nie byłem więc pewien, co z tego wyjdzie. Ostatnie dwa tygodnie to masa zajęć pozasportowych, różne, powiedzmy, ciekawe projekty. Mało spałem, jeździłem w w interesujące miejsca, spotykałem się z interesującymi ludźmi, a na trening z trudem udawało się wygospodarować godzinkę gdzieś tam pod wieczór. Ma to swoje plusy - kompletnie nie myślałem o bieganiu, zawodach, oderwałem się od tego psychicznie. Ale też np jadłem sporo w fast-foodach, ze wstydem przyznaję się do wrąbania dwóch Big-Maców o 2 w nocy. Takie życie ; ) Wczoraj znowu w McDonaldzie, powinni zacząć mnie sponsorować, opędziłem największy możliwy zestaw w formie kolacji, dopychając potem lodami. W domu trzymam reżim, zdrowa, rozsądna dieta, ale poza domem jest różnie.

Skoro zaś pojawia się dygresja dietetyczna, to nie wiem, czy wspominałem o tym, że od lutego popijam pyłek pszczeli rozpuszczony w wodzie. To ustrojstwo ma pomagać m.in. na oskrzela, z którymi mam zawsze problem, no i ogólnie dostarczać organizmowi różnych potrzebnych związków, których nie dostarczają Big-Maki i cola. Smakuje potwornie - jedliście kiedyś klej do tapet? Nie...? Dziwni jesteście... W każdym razie to smakuje bardzo podobnie. Popijam to regularnie, poza dniami, kiedy zajadam się pierzgą w miodzie. Kolejne obrzydlistwo, tzn smakuje bardzo dobrze, ale jakoś nie mogę zapomnieć o tym, że jest to pyłek zmieszany ze śliną pszczół.

W moim życiu trening toczy więc zaciętą walkę ze sprawami pozatreningowymi, a zdrowa dieta z niezdrowymi wypadami do miasta. Na razie forma wygrywa, wszystko gra i czuję się dobrze. Mam nadzieję, że tak już pozostanie.
Kategoria: Starty 2013
Komentarze: (9)
Zaktualizowano: 04/06/2013, 13:10

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

Grzegorz Sztukiewicz
04/06/2013, 20:04
#
zaintrygowałeś mnie tym pszczelim pyłkiem i musiałem spróbować, ale niestety klej do tapet jest łatwiej dostępny i w rezultacie od kilku godzin, co chwilę biegam w wiadome miejsce. przykre doświadczenie, ale widzę też dobre strony:
1- wiem (w przybliżeniu) jak smakuje pyłek pszczeli i 2- jadłem klej do tapet - już nie jestem dziwny :/
Krzysztof Bartkiewicz
04/06/2013, 20:37
#
Czasami się dziwie (chociaż też te zasady nie raz łamię) chcemy zdrowo się odżywiać, robic wyniki, ale chodzimy do MC Donalda, to tak jakby brać odżywki i następnego dnia się upić..:)
Jak będziesz w Torunia to zapraszam na piwo (bezalkoholowego - żeby ktoś mi nie zarzucił czegoś tam...:)
04/06/2013, 20:40
#
Mógłbyś wrzucić fotki tych interesujących ludzi z, którymi się spotykasz, zrobiło by się ciekawiej na blogu ;-)
A propos MC DO to myślałem, że jesteś większym kulinarnym koneserem...ale nie przejmuj się, ja przed pierwszymi zawodami w życiu na długim dystansie na pół h przed startem wrąbałem 2 hamburgery aby mieć siłę na start ;-)
Marcin Nagórek
05/06/2013, 00:50
#
Panowie, demonizujecie. McDonald nie jest taki zły, a raz na jakiś czas to na pewno nie problem. A już dla biegacza to w ogóle - wszystko zostaje szybko spalone. Podobnie jest z alkoholem w umiarkowanych ilościach. Nie tylko nie szkodzi, ale według mnie ma pozytywne skutki, choćby rozluźnia mięśnie.

Niektórzy się dziwią, że przed startem pije Colę. Przed maratonem nie wypiłem i było marnie ; )
05/06/2013, 15:07
#
McD nie jest zły. Wołowina, trochę zieleniny i bułka. Normy jakościowe mają dużo ostrzejsze niż w większości szanowanych restauracji.
Co do pyłku pszczelego, ja nie potrafiłem tego wypić. Dużo łatwiej wychodziło mi przeżuwanie... Wcinałem to dosyć długo, ale jakoś nie widziałem żadnych efektów i odpuściłem tą katorgę.
Marcin Nagórek
05/06/2013, 20:00
#
Bartek, chyba nie ma wyjścia - jadę do Londynu : )

Grzechu - sprawa jest prosta: zatykam nos i wypijam, to są dwa, trzy łyki. Potem ewentualnie jeszcze popijam czymś smacznym. Jeśli chodzi o przeżuwanie, to czytałem, że wtedy jest dużo niższe przyswajanie. Ja się generalnie dobrze po tym czuję, ale robię wiele rzeczy, więc ciężko ocenić na ile przyczynia się do tego który drobiazg. Jem też bardzo dużo miodu.
09/06/2013, 07:54
#
Co do pyłku pszczelego wystarczy dodać jakiegoś aromatycznego soku i zmienia smak na co najmniej neutralny :)
10/06/2013, 12:00
#
Makuś to u mie standard :) Pyłku pszczelego nie próbowałem, ale miodowe... ;)
Tomasz  Antosiak
18/06/2013, 21:10
#
Mam troszke inny pomysł:) cola nie jest zła pod warunkiem ze w rozsądnych ilosciach jak i piwko:)
Ja dla swoich zawodników mam inna teorię biegania i działa wyśmienicie. ale szacun za determinację:)

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Bieganie w maju
Następny: Moja playlista
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Czerwiec 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin