03
05/2013
16:28
Od kilku miesięcy poddaję się ciekawym zabiegom, z dwumiesięczną przerwę na wyjazd za granicę. Rzecz jest interesująca i nowa, myślę więc, że zaciekawi niektórych czytelników. Można to nazwać "terapią manualną", to nazwa całościowa, chociaż spotykane są inne określenia, obejmujące tylko niektóre zabiegi: rolfing, masaż powięziowy, kręgarstwo. Wspominam o tym od dłuższego czasu, dzisiaj odsłaniam kulisy takiej zabawy.

Podstawowe założenie, leżące u podstaw owej terapii, jest następujące: ciało ludzkie jest plastyczne, to nie jest sztywna, niezmienna masa. Dotyczy to każdej tkanki. Nawet kości nie są elementem niezmiennym, ulegają ciągłej przebudowie. Całkowita wymiana tkanki kostnej zajmuje ok. 7 lat. Po tym czasie wszystkie komórki są odbudowane od nowa, nie ma w nas ani grama starego ciała. Coś mi świta, że najstarsze tkanki w organizmie to któreś elementy układu nerwowego, ale nie pamiętam dokładnie, więc przyjmijcie to z pewną dozą sceptycyzmu. Ogólnie należy przyjąć, że co kilka lat ciało człowieka jest kompletnie przebudowane, nie ma elementów, które pozostają niezmienne od dzieciństwa do starości.

Ma to różne konsekwencje. Kiedyś przyjmowano, że korygowanie ciała ma sens tylko u dzieci, które jeszcze rosną. W tej chwili trend zupełnie się odwrócił, naprawia się również dorosłych. Najprostszym przejawem takiej działalności są aparaty na zęby, które nosi obecnie masa ludzi dorosłych. Nawet zgryz można poprawić w zaawansowanym wieku.

Moją terapię można podsumować zabawnym zdjęciem, które znalazłem na stronie performancebwpdx.com:



U przeciętnego człowieka zwykle zamiast korygowania widzi się destrukcję. Wszelkie zmiany ciała, typu ostrogi piętowe, koślawe kolana, garby, krzywe kręgosłupy, to efekt określonej presji na ciało, powodującej na przestrzeni lat taką a nie inną reakcję. Jest udowodnione naukowo, że biegacze mają grubsze kości, mniej podatne na złamania. To efekt wieloletniego treningu, ciągłych wstrząsów, które "hartują" organizm, powodują, że nabudowuje się z zapasem. W pewnym sensie jest to element starej, dobrej superkompensacji.

Niestety, każdy z nas ma swoje słabe punkty. A to jakieś za słabe mięśnie, a to praca powodująca określoną presję - np. siedząca, ciągłe garbienie się. Każda kontuzja powoduje odruchowe oszczędzanie rannego miejsca, zmianę stylu biegu, po latach odkładające się w skomplikowane przykurcze. Ja do dzisiaj but z lewej nogi ścieram inaczej niż ten prawy, to efekt bólu achillesa, który dokuczał mi w... 2005 roku! W kolejnych miesiącach i latach w tej nodze odruchowo lądowałem nieco bardziej na pięcie, oszczędzając stopę i ścięgno. Jedna zmiana pociąga za sobą drugą i po iluś tam latach okazuje się, że styl biegu, który był ładny w początkowych latach kariery, kompletnie się rozregulował.

Przez lata zbierałem szczątki tej wiedzy i odwiedzałem przy różnych okazjach specjalistów takich i owakich. A to prostowano mi kręgosłup, a do robiono dziwne masaże czy uciski. Sam na sobie stosowałem niektóre elementy, łagodząc różne bóle. Niestety, nie mogłem znaleźć nikogo, kto łączyłby całościowe spojrzenie na ciało człowieka, wiedzę z zakresu mechaniki ruchu oraz doświadczenie. W związku z tym nie przykładałem się nadmiernie do sprawy. Zresztą zdobycie wiedzy na ten temat nie było łatwe. Co prawda taka pani Rolf zaczęła swoje eksperymenty z ludzkim ciałem już w latach 50. XX wieku, w Stanach rzecz jasna, a Chińczycy robią to od kilku tysięcy lat, ale przez środowisko lekarskie całość jest przyjmowana sceptycznie do dzisiaj. Niektórzy nie wierzą w znaczenie tkanki powięziowej, do niedawna zupełnie lekceważonej. Powięzi to rodzaj, powiedzmy, błony, otaczającej mięśnie. Składa się z tkanki łącznej i na dużym przybliżeniu widać, że tworzy jakby pajęczynę, oplecioną wokół wszystkich mięśni. Odżywia tkankę mięśniową, nadaje jej odpowiedni kształt, ogranicza w pewnym sensie jej przyrost. Moja terapeutka mówi, że gdyby ściągnąć ją z ciała człowieka, to mielibyśmy w ręku coś jakby delikatny kombinezon, o kształcie całego ciała. Oglądałem fascynujące zdjęcia, pokazujące powięź w dużym powiększeniu.

Zaburzenia w tych sprawach powięziowych i mięśniowych maja opłakane skutki. Powięź potrafi przykleić się do mięśnia, zaburzając jego regenerację, ba - nawet termoregulację, upośledzając dopływ krwi. Co więcej, i powięź, i same włókna mięśniowe mogą się nawzajem plątać. Do tej pory miałem w myślach obraz tkanki mięśniowej jako ładnie poukładanych włókien, jak wojsko na na defiladzie. Okazuje się jednak, że pod wpływem wstrząsów i przykurczów te włókna plączą się między sobą, zaczepiają jedne o drugie, co np. zwiększa ich podatność na zerwanie, uciska, zaburza regenerację. Generalnie: powoduje masę problemów, które po latach są widoczne na ciele jako różnego rodzaju zniekształcenia. Moim ulubionym zniekształceniem jest "wdowi grab" - zabawna sprawa, oczywiście dopóki się tego nie ma ; ) Tak to wygląda:



Wszyscy terapeuci, u których przez lata się zjawiałem, zgadzali się co do jednego: jestem jednym wielkim koślawcem. Tu krzywo, tam za mocne, tu za słabe. Co najśmieszniejsze, w ostatnich latach właściwie nic mnie nie bolało. Różnymi ćwiczeniami i rozciąganiem trzymałem wszystkie te przykurcze w chwiejnej równowadze. Nie było jednak dobrze, od lat narzekam na blogu, że styl nie ten, że mięśniowo słabo biegam na ulicy, że za bardzo skaczę, że ciągnie gdzieś tam itd. Przez lata próbowałem to poprawić, stosowałem różne ćwiczenia i metody, ale nie miałem kogoś takiego, kto potrafiłby spojrzeć na mnie z boku i na spokojnie to wszystko rozplątać. Bo to nie taka prosta sprawa. Skoro narastało to latami, to nie da się tego naprawić w miesiąc. Jeśli zacząłem oszczędzać lewą nogę, to po latach doprowadziło to do przesunięcia miednicy, a to z kolei do przykurczów w kręgosłupie. A to do zmian w ramionach czy napięciach w szyi. To luźne przykłady, ale tak to działa - na początku jest kamyczek, który stopniowo zmienia się w lawinę zmian w całym ciele. Rozplątać tego samemu nie sposób. A pierwotnych przyczyn różnych dysfunkcji szuka się w tej chwili nawet w urazach i szoku z życia płodowego. Jeśli mama robiła za dużo fikołków, dziecko może być potem nadmiernie pokręcone. Generalnie: trudno znaleźć pierwotną przyczynę, że to, to i to powoduje to, to i to. Nie ma tu prostych równań.

Co zabawne, w momencie, kiedy się już poddałem i niewiele z tym robiłem, trafiłem na rehabilitantkę, która ma odpowiednią wiedzę. I to gdzie? U siebie w mieście! Byłem u różnych speców, od Zamościa, poprzez Warszawę aż do Jeleniej Góry, a właściwą osobę znalazłem w końcu na miejscu. Ech, ironia losu. Trafiłem do niej pod koniec zeszłego roku, częściowo przez przypadek. Znajomi rodziców powiedzieli, że jest taka babka, ich wyleczyła np. z problemów z ostrogami, bez żadnej operacji, wkładek do butów i tym podobnych. Poszedłem do niej na wizytę i już zostałem.

Kolejną ironią losu jest to, że gdy tam szedłem, akurat nic, kompletnie nic mnie nie bolało. Teraz zaś jestem totalnie rozbity.

Ja wyglądają takie zabiegi? Otóż jest to połączenie różnych metod. Kobieta i nastawia kręgosłup, i robi bardzo głęboki masaż, uwalniając i przesuwając powięzie, i mocno uciska, próbując rozluźnić mięśnie, i zaleca ćwiczenia korekcyjne. Wspólne jest jedno: potworny ból. Każdy reaguje na to inaczej, ale mnie boli dosłownie wszystko, praktycznie każde miejsce. Standardowa wizyta wygląda tak, że kładę się na stole i zaczyna się masażem kręgosłupa, rozluźniającym mięśnie. Stopniowo robi się to coraz mocniejsze, aż do wejścia w bardzo bolesne punkty, gdzie są uciski i bardzo mocne, krótkie ruchy przesuwne. Nie wyobrażacie sobie tej męczarni! Odkryłem takie miejsca na swoim ciele, których istnienia nie podejrzewałem. Nie wiem, czy tortury Świętej Inkwizycji byłyby gorsze. Np. u podstawy czaszki są jakieś takie punkty, przykurcze, których uciśnięcie powoduje uczucie, jakby babka odrywała mi głowę. Jej głos dochodzi z daleka, jakby ze studni, a gdy wstaje się ze stołu, ma się czasami aż zawroty głowy.

Dalej - po plecach i czaszce zwykle u mnie  jest przejście do nóg. Pani zaczyna od stóp, ale terapia jest za każdym razem inna, bo np. tata też do niej chodzi, ale u niego stóp nigdy nie robi. Ja biegam bardzo mocno ze stopy i łydki i okazało się, że przeciążone i zmasakrowane mam tam prawie wszystko. Dosłownie gdzie mnie nie uciśnie, tam wyję jak potępieniec. Z boku stopy - masakra. U góry - koszmar. Pod spodem - szaleństwo. Raz na jakiś czas pani nastawia mi po kolei wszystkie palce u stopy, ciągnąc mocno każdy i z głośnym trzaskiem ustawiając go w odpowiedniej pozycji. Każdemu chrupnięciu towarzyszy mój przeraźliwy wrzask, czasami połączony z wierzgnięciem. Ale pani trzyma mocno. Potem dalszy ciąg drogi krzyżowej - łydki, które zwykle mam zakwaszone w stu procentach. Przy łydkach zaczynam zwykle błagać o litość i prosić, żeby na dzisiaj był koniec. Potem uda, te moje przykurcze, ten "kulszowy". Brak słów na to cierpienie. I na deser wewnętrzna strona ud, gdzie ostatnio cisnęła mnie tak mocno, że miałem siniaki jak po obiciu kijem bejsbolowym.

Na koniec jest czasami nastawienie kręgosłupa, potem zadanie domowe, czyli ćwiczenia do wykonania. Ćwiczenia są banalnie proste, ale nie łatwe. Babka zajmuje się też pacjentami po wylewach, którzy uczą chodzić się od zera i zadaje mi takie techniki, które mają nauczyć układ nerwowy niejako od nowa prawidłowego wzorca ruchu. Np. ugina się lekko uda, stojąc idealnie prosto i w takiej pozycji trzyma. Proste do wykonania, ale po pewnym czasie zaczyna się robić ciężko, mięśnie drżą.


Tu, dzięki uprzejmości Oli Krzyżanowskiej, jeszcze fotki z Orlen Maratonu. To jest chyba ok. 24 kilometra. Wyglądam jakbym był zadowolony, ale tu już truchtałem, mogłem więc pozwolić sobie na wymachiwanie łapskami

Pani spodobała mi się od początku, bo pracuje nieco podobnie jak ja, trenując zawodników. Po pierwsze, nie wie, ile potrwa całość - to zależy od indywidualnej reakcji. Po drugie, progres jest różny u różnych osób. Konkretne metody również. Dalej - nie zajmuje się wszystkim na raz, ale zaczyna od podstaw. Problem polega nie tylko na tym, że różne części ciała różnie na siebie oddziałują. Z początku czasami nie widać i nie można odkryć, co leży u podstawy problemy. Mięśnie leżą w ciele warstwami i gdy spięta jest warstwa zewnętrzna, trudno dostać się do kolejnych. Na pierwszych wizytach np. było głównie rozluźnianie pleców z wierzchu, a dopiero na kolejnych można było wjechać palcami głęboko. Podobnie na tyłku, gdzie są wielkie mięśnie, a pod spodem małe i wredne, podobnie na udach. W treningu jest tak, że gość chce np. szybko biegać maraton. OK, trening do maratonu wymaga pewnej objętości i długich akcentów. Ale jeśli widać, że delikwent jest i wolny, i ma paskudny styl biegu, i mięśnie kompletnie nieprzygotowane, to u niego nie ma sensu zaczynać treningu do maratonu od maratonu. Musi się najpierw rozruszać, nabrać mocy, prawidłowych nawyków, nauczyć się biegać szybko i luźno, choćby na krótkich odcinkach. W przeciwnym razie im więcej będzie biegał, tym będzie gorzej, prędzej czy później kończy się to kontuzją, a w najlepszym razie - kompletna barierą wynikową, niemożliwą do przeskoczenia, choćby biegał potem i 1000 kilometrów w tygodniu.

W terapii manualnej jest tak samo - zaczyna się od poprawienia najbardziej oczywistych spraw, powoli przechodzi do trudniejszych. Pani ogląda starannie całe ciało, szarpnie, uciska, sprawdza. Jak sama mówi, lubi patrzyć na ludzkie ciało jak na mechanizm, wyobraża sobie taką kukiełkę, np. z zapałek, a stawy to są luźne połączenia wykonane sznurkiem. Każdy staw ma określoną płaszczyznę ruchu, i docelową, i aktualną. Np miednica pracuje jednocześnie w trzech płaszczyznach, zaburzenie choćby jednej to zaburzenie funkcjonalności ruchu, zmieniające u biegacza styl biegu. Człowiek to ta kukiełka, której trzeba przywrócić optymalny zakres pracy. Żeby to zrobić, trzeba po kolei, metodycznie, zajmować się wszystkimi wadami po kolei.

Każdy pacjent ma nieco inną ścieżkę, zresztą i motywacja jest różna. Pani mówi, że lubi pracować z ludźmi, którzy chcą się zmieniać - ćwiczą, działają, wierzą w to, co robią. U mnie metody są bardzo inwazyjne, bo (względnie) młode ciało sportowca jest dość plastyczne, przyzwyczajone do silnych bodźców, szybko reaguje. Normalny człowiek nie jest w stanie przyjąć tak dużej dawki bodźca. Ale i u mnie nie jest łatwo, oj nie jest. Po każdym seansie trzy dni chodzę jak połamany. Ma to wpływ na trening, bo po takim masażu ledwo jestem w stanie ruszać kończynami. Są i zakwasy, i siniaki, i różnego rodzaju bóle. Rehabilitantka lojalnie ostrzegła mnie na początku, że najczęściej musi być gorzej, zanim zacznie być lepiej. Rozbiła moją chwiejną równowagę, przez co z gościa, któremu nic nie dokuczało, zmieniłem się w jedno wielkie cierpienie. Po każdym mocniejszym treningu lub po starcie straszliwie dokucza mi ten "kulszowy". Bolą mnie potwornie stopy - tak jakby je złamano wpół. Ciało się bowiem zmienia i zaczynają pracować te jego części, które wskutek różnego rodzaju kompensacji były wyłączone. Ba - jest czasami tak, że wychodzę z gabinetu i idę jakoś dziwnie. Lewa stopa tak jak zwykle: kocie ruchy, miękko dotyka chodnika, a prawa... klap! - kłapie jakby nie moja noga. Milimetrowe zmiany np. w okolicach miednicy mają takie skutki, organizm nie wie, co jest grane, nawyki ruchowe zostają zaburzone.

Niektóre sprawy wiedziałem już wcześniej - np. znajomy z Zamościa wielokrotnie powtarzał mi, że w biegu za mało angażuję mięśnie pośladkowe czy że za słabo wybijam się z dużego palca u stopy. W efekcie jedne mięśnie są non stop przeciążone, inne nie pracują. To powoduje problemy w biegu, bo jak już cały mechanizm pada, to jest koniec. Ciało nie pracuje optymalnie i szybko się męczy. U mnie było to ewidentne od lat, te problemy mięśniowe w czasie biegu. Największe wrażenie zrobiła jednak na mnie kobieta, gdy powiedziała mi, na podstawie oględzin moich stóp, że jakoś tak dziwnie przykurczam palce, że cała siła wybicia zamiast w przód idzie do góry i nie ma odpowiedniej sprężystości, dającej szybki rytm. Ona nigdy nie widziała mnie, jak biegam, nigdy też nic nie mówiłem, tymczasem od razu trafiła w sedno! Przecież od lat próbuję zmienić to, że zamiast biec - skaczę, że sunę dostojnym, wysokim krokiem, długimi susami, w wolnym rytmie. 180 kroków na minutę  jest dla mnie nieosiągalne, a po kilku kilometrach skoków po asfalcie jestem ledwo żywy. Próbowałem wielu sposobów na zmianę, a tu okazuje się, że i tak nic nie zdziałam, dopóki nie poprawię stóp. A żeby poprawić stopy, trzeba poprawić wszystko inne. Tak to bywa - pracujemy na określonym materiale wyjściowym i w niektórych przypadkach nie przeskoczy się barier, które tworzy własne ciało.

Pani powiedziała mi, że gdy to wszystko zaskoczy, może nastąpić skokowa poprawa wyników, bo ciało zacznie pracować optymalnie i ekonomicznie. Tak to zadziałało u płotkarza, z którym współpracuje, a na krótkich płotkach technika to podstawa, jeśli tu się uda zyskać, to jest od razu progres. Powiedzmy, że ja do tej skokowej poprawy moich wyników podchodzę lekko sceptycznie. Wychodzę jednak z założenia, że o zdrowie trzeba zadbać, póki jest na to czas. Gdy już się trafia na wózek, jest za późno. Dlatego robię to tak czy inaczej dla siebie, a jeśli będzie miało wpływ na bieganie, to tym lepiej.


Orlen Maraton, foto Ola Krzyżanowska

Mój obecny stan można określić angielskim słowem "mess", które luźno przetłumaczyłbym jako "w rozsypce". Ten rok mam na razie jakiś wyjątkowo pechowy. Zaczęło się od fatalnej pogody w Portugalii, to była zapowiedź Złego. Potem skasowała mnie kontuzja na siłowni. W maratonie załatwił mnie żołądek. Ale to nie koniec! Wczoraj rozłożyło mnie przeziębienie! Prawdopodobnie przewiało mnie po siłowni - wyszedłem dość rozgrzany i wracałem pod potężny, lodowaty wiatr. Wczoraj leżałem, a dziś miałem bieg w Czarnej Dąbrówce i tu był dylemat: jechać czy nie jechać. Ostatecznie zastosowałem starą zasadę objawów poniżej i powyżej szyi. Jeśli nie dokucza nic poniżej, czyli kaszel, duszności, gorączka i tym podobne, można ryzykować. Ja mam zawalone zatoki i obolałe gardło, ale poza tym jest OK. W końcu więc pojechałem, bo zawody to dla mnie święto i przyjemność. Trening mnie męczy psychicznie, a zawody nakręcają, dopiero na zawodach jestem w stanie zrobić dobry bodziec.

Pojechałem więc z założeniem, że zaczynam spokojnie, kończę mocno. Tak też zrobiłem - były dwie pętle, dystans ok. 10 kilometrów, prawdopodobnie brakowało odrobinę. Trasa wredna, znowu zmieniona, częściowo po drodze gruntowej, z ciężkim podbiegiem po asfalcie, pokonywanym dwukrotnie oraz dwoma nawrotami o 180 stopni za pachołkiem. Biegłem cały czas sam, dość wiało, ale było przyjemnie i ciepło. Pierwsza pętla w 17:01, druga w 16.18 - choć druga mogła być o 60 metrów krótsza. Na mecie 33.19 i 5 miejsce - było w porządku. Teraz dogorywam i zastanawiam się, czy infekcja pójdzie w jedną czy drugą stronę. Można zauważyć, że ostatnio robię wszystko to, przed czym ostrzegam. Po maratonie zamiast odpocząć, wystartowałem, a z przeziębieniem zamiast leczyć - też wystartowałem. Tak to jest, człowiek się naczyta o różnych Kawauchich, którzy dokonują rzeczy przeczących logice i sam zaczyna próbować.

Na szczęście ani pech, ani porażki czy kopniaki od losu mnie nie ruszają, spływa to mnie jak po kaczce. Robię swoje i zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Kategoria: Ważne Teksty
Komentarze: (24)
Zaktualizowano: 05/05/2013, 18:34

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

Wojciech Maliszewski
06/05/2013, 13:20
#
http://www.menshealth.pl/zdrowie/Powiez-sekret-sily-Twoich-miesni,4390,1
Dla tych których tak jak mnie po przeczytaniu powyższego tekstu zainteresowała powięź. Autor felietonu to ten sam gość który biegał z Tarahumara w Urodzonych Biegaczach.
06/05/2013, 21:57
#
Mógłbyś napisać kilka słów więcej o swojej terapeutce? Chodzi mi dokładnie o jej specjalizację. Chciałbym poszukać kogoś "podobnego" u siebie na Śląsku.
Marcin Nagórek
07/05/2013, 03:05
#
Wojtek - ciekawy tekst.

Terapeutka to właśnie "terapeutka manualna". Bardzo trudno znaleźć w Polsce kogoś dobrego z tej dziedziny. Ja znam kręgarzy, ale nie ludzi, którzy łączą to wszystko. Szukaj ewentualnie osteopatów, kolega mi polecał ludzi tej specjalności.
10/05/2013, 13:48
#
Fajnie, że w końcu zauważa się terapeutów manualnych (osteopatów, rolfistów, chiropraktyków itd.). Rozwojowa dziedzina na świecie, która wymaga ogromnej wiedzy, specyficznej specjalizacji i plastycznego umysłu. [Zresztą tak, jak trenowanie innych]. Znowu poruszyłeś ciekawy temat Marcinie. Punkt dla Ciebie ;-)
Marcin Nagórek
10/05/2013, 18:41
#
Jestem zawsze w awangardzie i skoro zacząłem o tym pisać, to wkrótce pewnie zacznie się moda na terapie manualne ; ) To byłoby coś pożytecznego, wielu ludziom wyszłoby na zdrowie.
11/05/2013, 12:43
#
A ja mam pytanie czysto materialne. Wiele to musisz zapłacić tej Niedobrej Pani, żeby Cię tak przemaltretowała przez godzinkę?
Marcin Nagórek
12/05/2013, 00:11
#
Ceny są na szczęście lokalne, nie warszawskie. Jest to 70 zł za wizytę. Czyli połowa (lub niewiele mniej) tego co w W-wie czy Poznaniu.
12/05/2013, 14:03
#
Witam
Moglbyś mi podesłać namiary do tej Pani?
17/05/2013, 02:45
#
w Warszawie,podobno znany,Pan F. bierze 130 zł,ale jeśli jest to 40 min to już jest długo...zwykle sesja trwa ok pół h a Pan F zwykle odbiera telefony.Moze i pomaga,ale wychodzi jednak dosc drogo:) sprawa etyki czy zechce zadziałac na potrzebna okolicę teraz czy może za dwa seanse:)
17/05/2013, 21:29
#
Na Śląsku można spróbować tutaj:
http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35019,8011150,Bolalo__ale_nogi_mam_rowne__a_kolana_chodza_jak_nowe.html
Marcin Nagórek
20/05/2013, 14:53
#
Jeśli to ten sam pan F, to kiedyś, 8 lat temu, pomógł mi doraźnie w kontuzji achillesa. Ale w ostatnich latach chyba rzeczywiście poszedł bardziej w kierunku modnych zajęć niż rzeczywistej terapii ; ) Allan - bardzo ciekawy tekst!
13/09/2013, 11:11
#
Czy moglbys podac namiary do tej pani? Z gory dzieki.
Marcin Nagórek
13/09/2013, 13:06
#
Nie napiszę na forum publicznym, bo ustawa o danych osobowych ; ) Ale jeśli wyślesz mi maila przez formularz, dam znać. Tylko czy ja Ci już czasem tego nei wysyłałem mailem?
17/09/2013, 10:30
#
no jeszcze nie, wyslalem zapytanie pod adres w "kontakt"
04/02/2014, 08:37
#
Dzień dobry, bardzo ciekawy tekst, czy również mogłabym prosić o numer tel do Pani na maila? Pozdrawiam
Marcin Nagórek
04/02/2014, 13:14
#
Jagoda, wyślij mi maila przez formularz.
01/06/2014, 15:44
#
Proszę wyślij mi namiary na terapie manualna w Zamosciu. Mam problemy z kręgosłupem. EM
Marcin Nagórek
02/06/2014, 01:10
#
Moja terapia manualna jest w Słupsku, a nie Zamościu : )
02/08/2014, 19:14
#
W Jeleniej Górze też jest bardzo dobra osoba od terapii manualnej. Cała moja rodzina korzysta(ła). ja wyrównałam miednice :) [mowa o Robercie Trawińskim]
15/12/2014, 20:04
#
Bardzo pożyteczna wiedza, korzystałam z takiego rodzaju leczenia w Zakopanym, mam problem z całym kręgosłupem i dużo różnego rodzaju bólów, miałam mieć operację kręgosłupa szyjnego.Pani doktor okazała się wysokiej klasy specjalistą, oczywiście odczucia miałam podobne jak Ty.Moje spojrzenie na mój kręgosłup, mój organizm totalnie się zmieniło, zrozumiałam że moje bóle nie pochodzą od kręgosłupa, może kila procent pochodzi od niego a to wszystko co mnie boli to przykurcze mięśni i ścięgna, pięć wizyt w gabinecie i dużo bólu, operacji nie będzie, ćwiczę w domu specjalne ćwiczenia.
Arkadiusz Gołębiewski
31/12/2014, 19:53
#
Witam, poniżej link do Pana który jest dobry w swoim zawodzie, a nawet bardzo dobry. Wiem bo pracowałem w tym sanatorium, gdzie on obecnie pracuje i ludzie przyjeżdzają do niego z zagranicy. Polecam
http://www.debski-terapiamanualna.pl/index.php?p=1_3_Miejsce-pracy
Pozdrawiam
04/08/2016, 18:25
#
Witam. Zapisalam sie na zabiegi u terapeuty manualnego. Dobrego. Pracujacego juz 40 lat, mam problem jakis ze stawem krzyzowo biodrowym, po 1 i 2 zabiegi wiszczalam z bolu w domu. Ketonal szedl w ruch, czy bedzie lepiej. Czy taki bol po terapii jest normalny bo moj terapeuta nie mowil. Ze bedzie gorzej tylko dziala jeh
Marcin Nagórek
05/08/2016, 13:16
#
Brzmi dziwnie. Nie spotkałem się z przypadkiem bólu po terapii, poza lekkimi uszkodzeniami mięśni. Trudno wyrokować, ale zwróciłbym się do terapeuty, nawet telefonicznie, bo to wygląda na jakieś poważniejsze uszkodzenie.
05/08/2016, 13:49
#
Dzisiaj jest lepiej, ja mam bol zapalny moze tetapeuta to naruszyl i dlatego tak pieklo. Dzis i wczoran jest lepiej o 40 procent, czasem ludzie mowia ze im gorzej po tym lepiej potem, nie wiem, ortopeda dal mi diclack i kazal brac, biore juz 4 tyg ale zapalenie nie ustepuje, nie wiem, nie spadlam, nie mialam urazu, nie wiem skad takie cuda, nole, ciekawe czy terapia pomoze.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Następny: Bieganie w maju
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Wrzesień 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin