19
03/2013
16:53
Właściwie sam tytuł dzisiejszej notki wystarczyłby za cały wpis. Tak, jadę na maraton. Nie jako widz, nie jako sędzia, trener czy towarzysz. Mam zamiar pojawić się podczas Orlen Maratonu jako zawodnik i pobiec jak najszybciej w ramach mistrzostw Polski na tym dystansie.

Pisałem niedawno, że pierwszym startem w tym roku będzie dla mnie półmaraton w Poznaniu. Los chciał jednak inaczej: skończyły się tam miejsca. Potraktowałem to jako wskazówkę, żeby nie startować. Prawdę mówiąc, z pewną ulgą. Taki wyjazd to masa załatwiania, kombinowania, szukania noclegu. Raz na jakiś czas można, ale na dłuższą metę powoduje to tylko zmęczenie.

Maraton brałem pod uwagę od kilku miesięcy. Były to jednak bardzo luźne plany, przemyślenia. W zeszłym roku znudziła mnie już nieco bieżnia. Poprawiłem solidnie życiówkę na 1500m, pobiegłem nie najgorzej na dystansie 800m i widziałem, że te dystanse nie kryją już przede mną żadnych tajemnic. Znudziła mnie sama myśl o tym, że można trenować cały rok po to, by - jeżeli dopisze szczęście: trafi się odpowiedni bieg, w odpowiednim tempie, tego dnia dopisze samopoczucie i forma, a także pogoda - by poprawić życiówkę o jakąś kompletnie nieistotną sekundę, dwie czy trzy. Nie, potrzebuję bardziej motywującego wyzwania.


Trening w Portugalii

Na ulicy, jak wiadomo, byłem do tej pory słaby. Częściowo winię za to specyficzny organizm, częściowo wiele lat treningu średniodystansowego, częściowo pecha - np. złapanie (długo niezdiagnozowanej) anemii po niesamowicie solidnym treningu w USA 3 lata temu, co kompletnie zawaliło mi formę na następne dwa lata. Jesienią pomyślałem więc: a co by było, gdybym zamiast dalej męczyć te 1500 metrów, zaatakował to, w czym jestem najsłabszy? To by było wyzwanie, kompletne zaskoczenie! A słaby jestem na ulicy, najsłabszy zaś - w maratonie. No to hajda na maraton!

Założenia na ten start były z początku bardzo mgliste: jeżeli na wiosnę będę czuł się dobrze, jeżeli będę w stanie wykonać specyficzne maratońskie treningi, jeżeli będę miał ochotę, jeżeli będę zdrowy, jeżeli... stop! Wróć. Niedawno doszedłem do wniosku, że za dużo tych jeżeli, a za mało zdecydowania. Dość tego. Zastanowiłem się: czy ten start jest dla mnie ciekawym wyzwaniem? Czy daje mi motywację do treningów? Czy mam na niego ochotę? Owszem. Podjąłem więc decyzję, że niezależnie od tego, jak pójdą dalsze treningi (całkiem nieźle), jak będę się czuł w czasie długich biegów (fatalnie), jak wygląda to z boku (dziwna decyzja) - zapisuję się, jadę i walczę z bólem. Potrzeba mi nieco twardości, trudnego wyzwania.

Krótkie przypomnienie mojej przebogatej kariery maratońskiej: w październiku 2010 pobiegłem debiut w Dębnie. Był to koniec najgorszego sezonu w mojej karierze, męczyła mnie przewlekła anemia, którą zdiagnozowałem dopiero rok później, byłem wypłukany z minerałów, wszystkie biegi na wszystkich dystansach szły źle. Było tak kiepsko, że na dłuższych rozbieganiach musiałem przechodzić często do marszu. A gdy wystartowałem kontrolnie w półmaratonie, byłem zajechany już po kilometrze biegu. Na treningu musiałem przerwać połowę mocnych akcentów, bo nie miałem siły na ich dokończenie. Mimo wszystko wystartowałem w Dębnie, a żeby pech był pełny, nadeszła koszmarna wichura, która wystraszyła wszystkich kibiców i potwornie utrudniła bieg. Od 10 kilometra biegłem sam, wynudziłem się jak nigdy w życiu i zniechęciłem do maratonu. Na ostatniej prostej zobaczyłem, że jeszcze mogę złamać 2:40, pobiegłem więc sprintem i udało się, wyszło 2:39:59.

Pół roku temu postanowiłem towarzyszyć Oli w jej biegu w Warszawie. Prowadziłem pierwsze 25 km w tempie 4:00/km, potem u Oli zaczęły się skurcze żołądka, długo staliśmy i spacerowaliśmy, potem dotruchtaliśmy razem do mety w czasie 3:03. Zmarzłem straszliwie, potem 6 godzin w samochodzie w niewygodnej pozycji, po powrocie złapało mnie potężne przeziębienie i nie doszedłem do siebie przez 2 tygodnie. Aha - sam start był oczywiście po dużym kryzysie, w wakacje straciłem formę i zacząłem być cały czas przemęczony, a zamiast odpocząć, łudziłem się, że zaraz przejdzie.


Popołudniowa regeneracja w kafejce

Nigdy więc nie biegłem maratonu w pełni zdrowia i w dobrym samopoczuciu. Dębno to była trauma, dyrektor biegu to niesamowity gbur, który urządził nam awanturę o to że chcieliśmy nocować w pokoju dwuosobowym, a nie ośmioosobowym, trasa niewiarygodnie nudna i pusta. Moje postanowienie na ten bieg: nigdy więcej moja noga tam nie postanie, a sam bieg im prędzej umrze śmiercią naturalną, tym lepiej. Na Warszawę mam inne spojrzenie: dobra organizacja, pełen profesjonalizm, no i masa kibiców na trasie. Dla kogoś, kto startuje na bieżni (gdzie zdarzały mi się biegi, na których byłem ja, 3 rywali, dwóch sędziów i sprzątaczka zamiatająca trybuny), liczna i głośna publika w Warszawie to było niesamowite zaskoczenie. Ludzie-drzewa jeszcze śnią mi się po nocach.

Dlatego jadę i niech się dzieje co chce. Jeśli trzeba będzie ostatnie 10 kilometrów pełzać w agonii, błagając kibiców o dobicie - niech tak będzie.

W jakim pojadę stanie fizycznym, zakładając, że nic niespodziewanego się nie wydarzy? Patrząc stereotypowo - nie za ciekawym. W ostatnich 14 tygodniach mój średni kilometraż to 81 kilometrów tygodniowo - ale uwzględniając chorobę, kiedy przez tydzień nie biegałem - czyli normalnie wyszłoby ponad 90 kilometrów. Trochę mało jak na maraton. Nie należy jednak zapominać, że ilość a jakość to dwie różne sprawy.

Dzięki redukcji kilometrażu i ilości biegowych treningów byłem w tym w stanie znacznie poprawić swoją ogólną sprawność i siłę. W maratonie to ważne, wyklepywanie kilometrów na asfalcie idzie znacznie łatwiej, gdy silne i odpowiednio zrównoważone są mięśnie całego ciała, z naciskiem na brzuch i plecy. W tym jestem najmocniejszy od lat, chociaż nadal nie uznaję się za silnego, raczej za anemicznego. W tych 81 średnich kilometrach pewnie z 70 w każdym tygodniu to biegi w tempie 3:25-3:40/km. Przez ostatnie 3 miesiące wyklepałem więcej szybkich, ciągłych biegów niż przez poprzedni cały ostatni rok, kiedy kilometraż był dużo wyższy. A wiadomo, że do maratonu szybki, ciągły bieg jest treningiem bardziej specyficznym niż najlepszy, najszybszy interwał.


Codziennie biegam mocno, nie ma zmiłuj

Co jeszcze ciekawe, w poprzednich latach, gdy biegałem więcej, w gruncie rzeczy fikcją był bieg bez przerw. Truchtałem w terenie i ciągle coś mnie rozpraszało: a to zaatakował pies, a to jakieś sikanie, coś zabolało, a to zmęczenie. Często więc stawałem, a był taki rok, gdy pobolewała mnie stopa, że na 12 kilometrach stawałem jakieś 10 razy. W tym sezonie, najpierw na bieżni w siłowni, a teraz w Portugalii, jak już wychodziłem na 40 minut biegania, to klepałem to w równym, mocnym tempie bez żadnego zatrzymywania. Ilość ciągłych biegów i ilość czasu w biegu bez zatrzymywania wzrosła więc może i kilkunastokrotnie.

Wreszcie: dzięki bieganiu mniej a szybciej byłem w stanie raz na jakiś czas zrobić bardzo solidny, długi trening, który miał mnie przygotować do startów na ulicy. Do Orlenu będę miał w nogach 10 treningów o długości 20-30 kilometrów, bieganych w średnim tempie od 4:05 (po śniegu) do 3:37/km, klepanych po męczącym dla mnie asfalcie. Pięć z nich to 26 kilometrów lub więcej. Tego typu pracy nigdy wcześniej nie zrobiłem. Spodziewałem się co prawda, że na wiosnę będę w stanie zrobić na treningu 30km w tempie 3:30/km, ale okazało się to niemożliwe - przeszkodziła pogoda i ogólne, codzienne zmęczenie bieganiem. Do czegoś takiego musiałbym być w pełni wypoczęty.

I wreszcie: na starcie powinienem stanąć zdrowy, silny, zadowolony, po dobrym treningu. To nie zdarzyło mi się chyba nigdy w biegu dłuższym niż 10 kilometrów. Moja ogólna forma tlenowa jest bardzo wysoka. O ile w poprzednich latach, mimo teoretycznie lepszego, bardziej objętościowego treningu biegi typu 12km w tempie 3:30/km byłyby bardzo ciężkie, tak teraz jestem w stanie robić to na luzie prawie codziennie. To pokazuje, jak indywidualną sprawą jest trening i że nie ma jednej recepty dla każdego. Przy 90km w tygodniu czuje się mocny jak nigdy, przy 150 byłem wrakiem człowieka. Widać to teraz nawet po sylwetce: wychudłem, policzki mi się zapadły, to typowa figura wyściganego, długodystansowego charta. Ten trening dobrze na mnie działa i zamierzam się go trzymać.

Biorąc to wszystko pod uwagę, myślę, że realny jest czas w granicach 2:30-2:25. Nie przywiązuję się jednak do tych liczb. Nie zdziwi mnie ani bieg szybszy, ani kompletny dołek, gdy przybiegnę np. w 2:45. Nauczyłem się, że kluczowe znaczenie w tego typu starcie ma samopoczucie danego dnia oraz pogoda. W Portugalii miałem biegi, gdy nie wiało, było sucho i chłodno, gdy 3:25/km wydawało się spacerem. A były i takie, z powodu wiatru, temperatury i wilgotności, gdy 3:55/km to była walka o życie. Sam wiatr to może być 5-10 minut różnicy w wyniku. Co więc będzie, to będzie. Atakuję maraton, potem odpoczywam tydzień lub dwa i trenuję dalej. Ten start jest wręcz wygodny z punktu widzenia logistyki, ułatwi mi podzielenie sezonu na 3 części, co było w planach co roku, a nigdy nie zostało wykonane. Trening wiosenny zamknę maratonem, odpocznę i przejdę do biegów krótszych. Po mistrzostwach Polski na bieżni znowu odpocznę z tydzień i zacznę przygotowania do jesieni na ulicy - może znowu jakiś maraton lub chociaż półmaraton? Po jesieni solidne roztrenowanie, 2-3 tygodnie.

Dzisiaj zbieram się zaraz na długi trening - 26 do 30 km mocno. Na ile mocno, pokaże pogoda. Na razie Portugalia jest nadal pechowa - nadal pada, chociaż rzadziej, nadal wieje. Na długich biegach ściga mnie jakieś fatum: dziś jest najgorszy dzień od 2 tygodni. Rano lało, potem wyszło słońce i zamieniło wszystko w łaźnię parową, a teraz znowu chmury i wręcz koszmarny wiatr. Dlatego rano nie wyszedłem, liczę, że przed zmrokiem się uspokoi. Jutro wyjeżdża Ola i zostanę sam, bez dostępu do GPS-a, którego od niej pożyczam, jestem więc zdeterminowany, żeby dzisiaj pobiec i zmierzyć całość. Dzięki temu czas mi szybciej mija.

Po powrocie z obozu chcę wystartować gdzieś dla przetarcia, mięśniowego złamania monotonii obecnych treningów. Wychodzi na to, że blisko mam tylko bieg w Starogardzie, na dystansie 5,8 kilometra. Czyli dobry sprawdzian przed maratonem ; ) Niech tak będzie.


Typowy obrazek: praca przed komputerem

Trening w ostatnich dniach szedł bardzo dobrze - z wyjątkiem przedwczoraj, kiedy przyszło oberwanie chmury i przemoczyło mnie kompletnie. Trochę po tym kicham i bałem się, że znowu się przeziębię, ale chyba nie, wygląda na to, że jest OK. A akurat wróciłem do pełni mocy po chorobie - miałem treningi, gdzie sunąłem w tempie grubo poniżej 3:30/km, a regeneracja w tempie 3:40/km na krosie była bezproblemowa. Jedyny naprawdę odczuwalny trening to bieg zmienny, który pokazał mi, jak zabójcze są dla mnie raptowne zmiany tempa. Oczywiście nie raz przećwiczyłem to w biegach, np. rok temu w Pile, gdzie po szybkim ósmym kilometrze kompletnie zgasłem. Tutaj biegłem 12km biegu zmiennego raz przyspieszając w tempo 3:15-3:10/km, raz zwalniając na 3:50-4:00/km (mocno wiało, więc tempo było zmienne). Średnia treningu wyniosła 3.37/km. Bieg ciągły w tym tempie jest dla mnie spacerkiem, a bieg zmienny - to była walka o życie.

Podsumowując ten długawy wpis - jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. Czuję się dobrze, forma i zdrowie najlepsze od lat. Dobre wyniki w sezonie nie będą zaskoczeniem, o ile dociągnę w tym stanie do lata.
Kategoria: Trening 2013
Komentarze: (11)
Zaktualizowano: 19/03/2013, 18:01

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

Krzysztof Bartkiewicz
19/03/2013, 19:30
#
A czemu nie ma znaczenia u Ciebie psychika? Dla mnie nie ma znaczenia jaka będzie pogoda czy trasa, potrafiłem nawet mimo złego samopoczucia czy nawet kontuzji zmusić swój organizm do maksymalnego wysiłku mimo że nie byłem nigdy na obozie, i fizycznie nie byłem na danyn rezultat przygotowany. Zawsze mimo różnych problemów zdrowotnych wierzyłem że jakoś to będzie i wówczas nawet pogoda nie była wstanie wpłynąć na mój wynik. Bierz przykład z góry....w minioną niedzielę japończyk Yuki Kawauchi po raz drugi w tym roku 2:08, bez obozów, bez przygotowania itd. Jak amator, tylko jak sam twierdzi zmusił swój organizm do maksymalnego wysiłku..
Marcin Nagórek
19/03/2013, 21:52
#
Nie wiem, o co Ci chodzi. Zła pogoda - biegnie się wolniej. Dobra pogoda, biegnie się szybciej. To przecież logiczne. Kawauchi w Egipcie tez pobiegł 2:12, bo było cieplej, czyli 4 minuty wolniej niż 2 tygodnie później.
Krzysztof Bartkiewicz
19/03/2013, 23:10
#
Kawauchi nie biega dla wyników (bo inaczej nie biegałby z taką częstotliwością) w Egipcie nie musiał biec szybciej, bo wygraj bijąc rekord trasy i zdaje się zrobił najlepszy wynik jaki kiedykolwiek ktoś uzyskał w Egipcie.

Chodzi mi o to że zaraz zakładasz jaka może być pogoda itp, i podajesz dość obszerną rozpiętość czasową. Jeżeli jesteś w stanie pobiec 2:25 to uważam że tyle pobiegniesz, dlatego ja osobiście dziwię u Ciebie Marcin że zakładasz że może sie zdarzyć że pobiegniesz np w 2:45..
Zresztą przy naszym poziomie niepotrzeba wyszukanych maratonów, może przy poziomie 2:10 i lepszym robi to rożnicę, ale przy naszym znacznie słabszym według mnie nie robi.
Może najlepiej nie myśleć o wyniku, ja tak miałem jak biegłem Wrocław (4 maraton w ciągu miesiąca, na maraton jechałem nocnym pociągiem, 3 dni w łóżku leżałem z powodu zatrucia pokarmowego i z góry wiedziałem że jestem słaby i musze się pilnować, a wynik końcowy przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Pomijam fakt że na mecie byłem tak wykonczony że nie byłem w stanie chodzić o własnych siłach, ale dałem z siebie wszystko:)

PS co do Poznania, czy to nie wymówka? Przy twoim poziomie dałbyś rade załatwiś sobie bezpłatny numer startowy z noclegiem:)
Ja przy nieco słabszym poziomie miałem taką mozliwość, ale z powodu kontuzji ten rok idzie w odstawke.

Sumując, trzymam kciuki za Warszawę.
Marcin Nagórek
20/03/2013, 07:57
#
A, teraz rozumiem, o co chodzi ; ) Jakieś ramy czasowe muszę założyć, choćby ze względu na to, żeby założyć tempo na pierwsze kilometry. No i to przekleństwo trenera, szacowanie formy ; ) Chociaż kusi mnie bieg bez zegarka. Ty te biegi bez nastawienia na wynik lecisz, kontrolując międzyczasy czy nic?<br><br>Z kolei zgon jest zawsze możliwy - np. poczuję się bardzo dobrze, zacznę mocno, a potem będzie spacer. Różne już miałem przeboje w tych długich startach.

Poznań - możliwe, że mógłbym, ale chciałem jechać z tatą ; ) Wtedy mam lepszy transport. Ale po tym, gdy zabrakło miejsc, doszedłem do wniosku, że to dobry pretekst, żeby tam nie jechać, za dużo kombinowania, dużo kosztów, a 3 dni po obozie i tak pewnie wynik nie rzucałby na kolana.

Zdrowia!
22/03/2013, 08:27
#
Witam. Jak wyszedł planowany długi mocny bieg?
Michał Kaczmarek
22/03/2013, 13:07
#
Bardzo dobra decyzja z maratonem :-)
Marcin Nagórek
22/03/2013, 19:45
#
Długi bieg wcale nie wyszedł. Tego dnia rano lało, a popołudniu wszystko było nie tak: mocny wiatr, duży ruch na drodze (a wiatr zgarniał akurat cały smród na mnie), gorąco i masakryczna wilgotność po deszczu. Do tego po paru kilometrach zacząłem czuć żołądek, jednak bieganie po obiedzie takich rzeczy to nie najlepszy pomysł. Po 8 km dałem więc sobie spokój.

Mam jakiegoś pecha do tych treningów, bo to co najmniej trzeci, który się tak skończył. W tym 2 razy Ola biegła z mieszkania z aparatem, żeby mi zrobić zdjęcia, a jak dobiegała, byłem już po ; )

Ostatecznie nie będę robił już takiego treningu, w tym sensie, że tak mocno i po asfalcie. Zamiast tego zrobię tylko jeden długi trening - w połowie przyszłego tygodnia. I nie na asfalcie, a po crossie, mam tam pętle 10km, więc pacnę trzy i będzie ok. Asfalt tuż przy drodze za bardzo mnie wykańcza psychicznie. Tempo zakładam spacerowe, rzędu 3:50/km lub nawet wolniej, zależnie od warunków. Ewentualnie ostatnie kilka kilometrów mocniej, ale jakoś nie czuję, żeby zostało mi energii.

Dwa dni później zamiast tego biegłem trening, gdzie założenie było, że cisnę po 3:30/km ile dam radę. Ale w końcu też to zmieniłem. Zrobiłem 14 kilometrów, co jest dla mnie bardzo dobrym treningiem. Więcej nie biegłem, bo zacząłem czuć, że musiałbym mocno powalczyć - pewnie wycisnąłbym te 20km w dużych bólach. Zamiast tego wolę jednak pobiegać mocno również w kolejne dni. Te wszystkie biegi są w dość marnych (jak na Portugalię) warunkach: strasznie wieje, a dziś w nocy znowu lało. Od rana potem słońce i gorąco, wilgotność 100% - biega się bardzo ciężko. W takich warunkach wolę pozostać przy dobrym samopoczuciu niż wykończyć się na jakimś pojedynczym treningu.

Wczoraj po tych 14km wieczorem byłem na siłowni, gdzie poćwiczyłem bardzo mocno na całą górę. Dzisiaj rano wstałem obolały i robiłem luźny dzień: 4,5 km + przebieżki + 4,5km powrotu. Tempo regeneracyjne pod masakryczny wiatr ok. 3:50/km, z wiatrem 3:35/km. Czyli generalnie jest dobrze, a przy dobrej pogodzie 3:35/km jest dla mnie spacerem - o to mi w tym roku chodziło. Co z tego wyjdzie, zobaczymy.

Michał - biegasz na mistrzostwach Polski w W-wie?
Michał Kaczmarek
02/04/2013, 07:58
#
biegnę w Łodzi maraton, wiesz DBAM O ZDROWIE :)
Marcin Nagórek
02/04/2013, 23:49
#
Najszybsza trasa w Polsce, czyli wnioskuję, że celujesz w wynik ; ) A w W-wie są te dwa podbiegi, które już dzisiaj nie dają mi spać... No i rozmowa ze SportEvolution to jednak inny poziom niż Czesiu Z. ; )
Michał Kaczmarek
03/04/2013, 14:41
#
Myslisz ze ta trasa w Lodzi jest szybka?
Marcin Nagórek
04/04/2013, 13:59
#
Łódź jest bardzo szybka. Biegał tam mój tata rok temu, znam też organizatorów. Jeśli pogoda dopisze, to jest chyba najszybsza w Polsce. Organizator od początku tak ją projektował: trasa na wyniki. Rok temu było zimno, biegło się dobrze, problemem był tylko wiatr i to chyba w okolicach 30 kilometra. Wiem jednak, że w tym roku miała być jeszcze jakaś korekta tej trasy.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Listopad 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin