07
03/2013
17:06
Miałem już na blogu nie narzekać, ale tym razem muszę złamać tę zasadę. Wyobraźcie sobie, jak bardzo jestem wściekły na swojego pecha: do pogody! Tym, którzy nie pamiętają, przypomnę: pojechałem kiedyś na długi pobyt w Albuquerque w Nowym Meksyku - trafiła się zima stulecia, śnieżyce, paraliż, w tym ciepłym zwykle stanie. W Polsce w tym czasie - wyjątkowo łagodna pogoda. Pojechałem tuż pod granicę meksykańską: trafia się najzimniejsza zima od kilkunastu lat. W zeszłym roku klątwa zdawała się odpuszczać - spędziłem 5 tygodni w Portugalii, w tym czasie cały czas było ciepło, nie spadła ani kropla deszczu. W związku z tym w tym roku, gdy trafiła się okazja, zabukowałem pobyt 10-tygodniowy. I co?

Od 3 tygodni w Portugalii panuje fatalna pogodę. Trafiają się dni lepsze i gorsze, ale średnia jest kiepska. Przede wszystkim wieją potworne wiatry. Nie lekka bryza, a stałe podmuchy rzędu 40-50 kilometrów na godzinę. Jednego dnia z jednej, drugiego z drugiej, trzeciego z trzeciej strony. Do tego deszcze. Pewnie nie znaliście Portugalii z tej strony? Otóż pada prawie codziennie. Silny wiatr i deszcz dają mieszankę, która jest średnio przyjemna. Ale to nie koniec. Otóż jest ciepło, co w normalnych warunkach byłoby wskazane. Ale teraz nie. Efektem tej pogodowej zawieruchy jest koszmarna wilgoć, przy temperaturze rzędu 18-20 stopni. Do tego ten wiatr. Bieganie równocześnie w gorącu, wilgotności i przy silnym wietrze to jedna z gorszych kombinacji, jaką można wymyślić.


Nie taką pogodę chciałbym oglądać za oknem. Czy to marzec czy listopad?

Pocieszam się w tym, że luty w Polsce był mimo wszystko gorszy, ale niewiele to daje. W ostatnich dniach zaczęło mnie trochę puszczać zmęczenie i zakwasy, które narosły po przymusowej przerwie, związanej oczywiście - tak! - z przeziębieniem w Portugalii. Musiałem odpuścić kilka dni, a łączne zawirowania sprawiły, że 2 tygodnie to był właściwie trening na pół gwizdka. Po powrocie do biegania - tydzień strasznych zakwasów. Cały czas oczywiście ta fatalna pogoda. Teraz powoli, powoli zaczyna mi się biegać znowu nieźle, ale pogoda nie pozwala rozwinąć skrzydeł i pewnie podetnie mi je w najbardziej niekorzystnych lu temu okolicznościach - np. tydzień przed startem. Dzisiaj miałem biegać 26km szybkiego biegu - i nic z tego, był prawdziwy huragan, deszcz, wiatr, ludzie uciekający z ulic w panice. Wyszedłem wieczorem, ale w tej wilgotności i wietrze po pierwszych kilometrach w średnim tempie 3:53/km dałem sobie spokój. Wczoraj biegłem 4,5 km w jedną stronę, na miejscu przebieżki, potem powrót. Pod wiatr tam prędkość wynosiła 3:50/km i było zimno. Z powrotem - 3.25/km i gorąco, wilgotno. O takiej różnicy prędkości trzeba mówić w tym wietrze.

Jak przypuszczam, jacyś zawistnicy namiętnie kują laleczkę voo-doo z moim wizerunkiem już nawet nie igłą, a chyba jakiś nożem rzeźnickim. Byli tu Polacy, kadra szykująca się do przełajów oraz Dominika i Karol Nowakowscy - i chyba nie podobało im się za bardzo. Pogoda ich zniechęcała, a przecież Portugalia to piękny kraj i sam niedawno pisałem, że dla biegaczy to raj. Jak widać, nawet ten raj może stać się piekłem w odpowiednich okolicznościach. Jakaś klątwa ciągnie się za mną i podejrzewam, że nawet gdybym pojechał do Brazylii, to zanotowano by tam niespodziewane opady śniegu, huragan i trzęsienie ziemi.


Dzisiaj popołudniu  na treningu - zamiast planowanego długiego biegu przebieżki

Cały mój plan przygotowań kolejny raz zaczyna się sypać. Tutaj planowałem bieganie szybko od początku, a im później, tym szybciej. Trening nastawiony był na adaptację mięśniową do wysokich prędkości, miało się to odbywać na granicy przemęczenia. Idealne warunki pogodowe miały zapewnić możliwość biegania tak szybko, jak tylko się da bez wchodzenia na wyższe poziomy kwasowe. Coś jak bieganie cały czas z górki - nogi kręcą jak szalone, ładunek mięśniowy potężny, a tętno i zmęczenie metaboliczne niskie.

Opracowałem plan oparty o niską objętość, dużą ilość ćwiczeń, korygowanie wad postawy - czyli poprawa ogólnej mechaniki. Od dłuższego czasu nie mogę jednak biegać szybko, bo organizm walczy przede wszystkim z warunkami pogodowymi. Np. przedwczoraj - najpierw walka z wiatrem w jedną stronę. Wolno i zimno, bo wiatr zimny. Z powrotem - wyszło słońce, wiatr w plecy, wilgotność 100%, temperatura odczuwalna rzędu 26 stopni - jak w saunie parowej. Ostatnie 2 kilometry, gdy miałem rozwinąć jeszcze wyższe prędkości - lunął deszcz. Po twarzy spływały mi strugi wody zmieszanej z potem, dostając się do oczu, nie byłem w stanie widzieć drogi przed sobą, biegłem jak pokrzywiony, co dwa kroki wycierając twarz. Przydałyby się wycieraczki. Skoro przedwczoraj było źle, wczoraj jeszcze gorzej, to wydawać by się mogło, że dziś może być tylko lepiej. Tymczasem mamy chyba najgorszy dzień od początku pobytu, wiatr zabija.W efekcie biegnę wolniej, a zmęczenie jest duże - jak bieganie pod górkę, czyli realizuję coś dokładnie odwrotnego od zamierzeń. A na kolejne kilka dni prognoza jest identyczna.

Efekt jest taki, że na razie biegam wolniej niż w pierwszej połowie stycznia, gdy zasuwałem treningi na bieżni elektrycznej w siłowni, jeszcze w Polsce. Ech, tak dobrze było mi na bieżni i zachciało się wyjazdów. Dzisiaj, gdybym chciał pobiec ten długi bieg, może utrzymałbym średnie tempo 3:55/km. Z taką prędkością biegałem na początku stycznia po śniegu! W związku z tym cały czas solidnie przykładam się do siłowni, z ta różnicą, że tutaj za wejście płacę 5 razy więcej niż w domu. Co za życie!


Doładowanie po treningu. Prosta, pasterska dieta: chleb, masło, ser, miód i pomarańcze
Tagi:
Kategoria: Trening 2012
Komentarze: (5)
Zaktualizowano: 07/03/2013, 23:07

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

Karol Nowakowski
08/03/2013, 15:45
#
hej,
protestuje! Kto powiedział, że nam się nie podobało? Robota zrobiona, atmosfera świetna, człowiek tryska energią i chęcią do treningu. Do tego rozmowy o treningu przy dobrym trunku i w miłym towarzystwie :) Teraz tylko czekać na efekty.

Zaciskajcie zęby, rozłóżcie żagle i zapierniczajcie mimo przeszkód!
pozdrawiam.

09/03/2013, 07:04
#
Ty narzekaczu, mam Ci posłać fotki widoku z mojego okna ?, 30cm śniegu i zawiewający to białe gówno wiatr. Do tego szklanka na drodze i mróz !
Pozdrowienia z kraju-raju biegowego !
11/03/2013, 11:59
#
W Polsce ludzie trenują całą zimę na śniegu i lodzie, bo nie stać ich na wyjazdy, a mimo to w sezonie robią wyniki. Sam chętnie pojechałbym na obóz, ale z braku funduszy mogę sobie o tym pomarzyć. Biegam więc od kilku miesięcy w ekstremalnych nieraz warunkach, w głębokim śniegu, albo topniejącej brei i paradoksalnie czuje się u progu wiosennego sezonu mocny jak nigdy dotąd. Pozdrawiam
Marcin Nagórek
18/03/2013, 18:27
#
Co do wyników - to zależy kto. Cała polska czołówka siedzi zimą na obozach za granicą: USA, RPA, Portugalia. Ale oczywiście do pewnego poziomu można się przygotować, chociaż wiele zależy od tego, jaka jest zima.
Wilk ...
03/04/2013, 09:44
#
Tia, tam wiatry, a tu śnieg ;)

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Styczeń 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin