09
01/2013
20:28
Aż do tego roku moja styczność z bieżnią mechaniczną była skromna. Czasami, gdzieś tam, przypadkiem przebiegłem pojedynczy trening. Swego czasu przed półmaratonem w Bukareszcie nie zadziałało to zbyt dobrze na moje nogi. Tym razem z różnych względów zacząłem regularne treningi w siłowni. Od 22 października do dzisiaj wykręciłem na bieżni minimum 600 kilometrów. Pora na pierwsze wnioski.

Zacznijmy od zalet, tych jest zimą zdecydowanie więcej niż wad. Niezależnie od pogody, temperatury czy oświetlenia na zewnątrz bieżnia daje możliwość wykonywania regularnego treningu o wysokiej jakości. Można biec w lekkich, startowych butach, można rozebrać się do spodenek i koszulki na ramiączkach. Wcześniej nie zastanawiałem się nad tym aspektem treningu na bieżni, a przecież umożliwia to bieganie z bardzo dobrą techniką przez cały rok. Normalnie zimą moja motoryka cierpiała dramatycznie - to efekt biegania w grubych ciuchach, po błocie, śniegu, na śliskim, w nierównym terenie, walki z koszmarnym wiatrem.

Bieżnia daje też pełną możliwość kontrolowania treningu. To nie tylko kwestia ustawienia dowolnej, konkretnej prędkości oraz nachylenia. Ostatnio odkryłem, że bieżnia wczytuje mój pasek od pulsometru. Dzięki temu zakładam pasek i tętno mam cały czas wyświetlone przed oczami. Nie muszę mieć zegarka od kompletu, a to zawsze był problem. Bo pulsometr najczęściej jest w zestawie albo z wielką busolą z GPS-em, albo z małym, niepraktycznym zegarkiem pozbawionym wielu funkcji, np. timera interwałowego. Gdy znajdzie się odpowiedni, jest piekielnie drogi. Dlatego zawsze, nawet na bieżni, lubię używać swojego małego, ale bogato wyposażonego timexa. Teraz mam do niego wyświetlone tętno, umieszczone w takim miejscu, że nie muszę szukać zegarka między rękawem a rękawiczką.

Kontrola treningu oraz jakość - to dwie podstawowe zalety. Zaś wady? Nuda, gorąco i pewna statyczność bieżni.

Zacznijmy od nudy - z tym można powiedzieć, że się uporałem. To kwestia przyzwyczajenia i odpowiedniego nastawienia. Fakt, że nudzi mnie bieganie na bieżni wolno, wtedy kilometry koszmarnie się dłużą. Dlatego biegam szybko i problem znikł. O wiele trudniejsze do zwalczenia jest gorąco. Jeśli w siłowni jest, powiedzmy, 20 stopni, to po kilkunastu minutach biegu wokół ciała tworzy się warstwa o wiele cieplejszego powietrza. A gdy jest tłok, na bieżniach obok biegną inni, jest naprawdę nieprzyjemnie. Na szczęście ostatnio udało mi się na mojej ulubionej bieżni odpalić wbudowany wiatraczek. To bardzo pomaga. Tętno jest wtedy średnio 6-8 uderzeń niższe. To pokazuje, jak ważnym czynnikiem w treningu może być upał.

Z drugiej strony ta temperatura ma swoje zalety. Zawsze miałem problem z bieganiem w cieple, latem robię się zawstydzająco słaby. Być może na bieżni zajdzie pewna adaptacja, przyzwyczaję się do do takiego klimatu. Tak czy inaczej po mocniejszym treningu schodzę z bieżni mokry jak po sesji w saunie. Naprawdę. A przecież biegnąc mam zawieszony na rączce ręcznik i w późniejszej fazie treningu wycieram się właściwie co minutę. Po biegu mokry jest i ręcznik, i koszulka, a przez kolejne 15 minut organizm nadal oddaje ciepło. Tu trzeba uważać z wyjściem na zewnątrz. Na siłownię chodzę pieszo, 15-20 minut spaceru i gdybym chciał od razu po bieganiu lecieć pod prysznic i do domu, mogłoby się to skończyć przewianiem. Dlatego najpierw muszę ochłonąć, a potem albo zaczynam dalsze ćwiczenia, albo idę do szatni.

Tu uwaga socjologiczna - bardzo mało ludzi kąpie się na siłowni. Nie wiem, z czego to wynika, ja po latach treningu wyrobiłem w sobie nawyk, że zaraz po treningu wskakuję pod prysznic i jest to pierwszy etap regeneracji. Mógłbym jeszcze zrozumieć, gdyby ci ludzie tylko narzucali na siebie kurtkę i wskakiwali do samochodu, żeby wykąpać się w domu. Ale nie! Oni ubierają normalne, codzienne ubranie. Panienki po fitnessie, czerwone i mokre, wciągają pończochy, rajstopy czy mini-spódniczki, faceci wbijają się w koszule i koszulki. Pod prysznic idzie, zależnie od godziny, 5-10% ćwiczących. Nie wiem, czy to kwestia braku higieny czy wstydu, moja siłownia ma całkiem przyzwoite, choć małe prysznice.

Wracając do tematu: gorąco jest pewnym problemem. Na szczęście wiatraczek mocno mi pomógł, a już zastanawiałem się nad kupnem i przynoszeniem własnego, małego wentylatorka. Na pewno część siłowni jest dobrze klimatyzowana, ale tu uwaga praktyczna dla tych, którzy rozważają ten rodzaj treningu: wybierzcie taki klub, w którym na sali, gdzie są bieżnie, jest sporo miejsca i chłód. Inaczej bieganie będzie bardzo ciężkie.



Podstawową sprawą, która zastanawiała mnie przez lata i zniechęcała do bieżni, była kwestia techniki biegu. Nie oszukujmy się, bieganie po uciekającym podłożu to zupełnie inny sygnał dla mięśni i układu nerwowego niż tradycyjny las czy ulica. Wyobrażam sobie, że ktoś, kto biega tylko na bieżni, może mieć problemy na ulicy. Na podobnej zasadzie ja sam trudno adaptuję się do asfaltu: na co dzień biegam po błocie, po nawierzchni mało stabilnej i bardzo miękkiej, potem na twardym nogi nie są w stanie długo wytrzymać. Teraz zapobiegam temu niekorzystnemu efektowi, biegając w każdy weekend długi trening na asfalcie. Zobaczymy, czy to wypali.

Bardzo zastanawiająca jest kwestia rytmu biegu. Daniels pisze, że na bieżni można pracować nad typowym długodystansowym szybkim i krótkim krokiem. U mnie zawsze z tym był problem, bo mam tendencję do długich, średniodystansowych susów, z wysokim lotem. Już na 10 kilometrów to jest zabójstwo dla mięśni, a w maratonie? Liczyłem więc, że na bieżni się poprawię, tymczasem liczenie pokazało, że przy prędkości 3:30/km na bieżni mam wręcz wolniejszy rytm niż na zwykłej nawierzchni. Zwykle biegnę w rytmie 172-176 kroków na minutę, 176 to dla mnie było już straszne drobienie i męczarnia. Tymczasem na pierwszych treningach w siłowni notowałem rytm nawet 166 kroków na minutę. Za przyczynę uważam to, że ziemia cały czas ucieka. Im szybciej się biegnie, tym szybciej podłoże leci w tył i w trakcie kontaktu z podłożem stopa lekko cofa się. Zanim się ją ściągnie z powrotem do przodu, mija jakiś czas. Ten efekt jest może nieznaczny, ale przy 180 krokach na minutę już odczuwalny.

Jakie więc było moje zdziwienie, gdy okazało się, że potem na asfalcie jestem w stanie biec 178 kroków na minutę, przy prędkości 3:45/km? I nie sprawiło mi to większego problemu. Nastąpiła tu znacząca poprawa. Rozumuję tak, że mimo że na bieżni rytm może być wolniejszy, to rzeczywista praca wykonywana przez stopę jest większa. Trzeba bowiem nie tylko wykonać szybkie wybicie, ale jeszcze pokonać ten opór uciekającego podłoża. Nie jestem fizykiem, nie rozpiszę tego wzorem, ale według mnie ma to sens. Im szybciej biegnie się na bieżni, tym szybciej trzeba zabierać nogę z podłoża, żeby nie pociągnęło jej w tył. Układ nerwowy dostosowuje się i mięśnie zaczynają pracować szybciej, kontakt z podłożem skraca się. Dzięki temu na ulicy łatwiej potem biec szybkim rytmem. Co więcej, mam wrażenie, że bieżnia hamuje moją tendencję do wysokiego lotu, Żeby odbić się w górę i do przodu, i pokonać ten opór uciekającego podłoża, trzeba by wkładać w bieg znacznie więcej energii niż zwykle. Ma więc wrażenie, że zszedłem bliżej podłoża, ale okaże się to na pewno dopiero w sezonie.



W każdym razie widzę u siebie bardzo pozytywny wpływ bieżni na technikę biegu - coś, czego nie oczekiwałem. Myślę, że ten efekt może być mniejszy lub zanikać przy niższych prędkościach. Przy 6:00/km bieżnia przesuwa się z nieznaczną prędkością i być może ten efekt uciekającego podłoża równoważy się jakimś innym czynnikiem. Ale już przy 3:10/km trzeba wściekle kręcić nogami, żeby nie zostać wciągniętym przez silnik. Przy 4:00/km skaczę dużo bardziej niż przy 3:10/km.

Ta powyższa teoria może być podparta tym, że ostatnio czuję bardzo duże zmęczenie stóp. Dzisiaj byłem prawie pewien,że coś przeciążyłem, bo stopa w połowie swojej długości bolała z początku jak wściekła. Potem przeszło, ale zobaczymy, co z tego wyjdzie dalej. Był to ból zupełnie innego rodzaju niż doświadczałem do tej pory. Nie można jednak wykluczyć, że to efekt wizyty u masażystki/kręgarki, bo po tej wizycie, gdy zostałem trochę naprostowany, zaczęło boleć mnie kilka dziwnych miejsc. Nad stopami znęcała mi się bardzo mocno, uciski, skręty, szarpania, a nawet nastawiała mi po kolei każdy palec u stopy z głośnym trzaskiem, bolało jak cholera. Ale w w motoryce na pewno mam rezerwy, więc nie odpuszczam i w piątek idę znowu.

Co mam na myśli mówiąc o pewnej statyczności bieżni? Otóż ona potrzebuje czasu na rozpędzenie się. Dlatego odcinki czy przebieżki nie mają na niej większego sensu. Normalnie robię 15 sekund przyspieszenia w tempie rzędu 2:30/km. Nawet gdybym miał bieżnię osiągająca takie prędkości, to zanim by się do niej rozpędziła, 15 sekund dawno by minęło. Na takich odcinkach często chodzi o krótki zryw, szarpnięcie od zera od razu do wysokiej prędkości. Bieżnia tego nie da, a wydłużanie przebieżki to krok w stronę zbyt beztlenowego treningu. Już 15 sekund musi mieć odpowiednia przerwę. 20 sekund bardzo szybko to już wzrastające wyraźnie zakwaszenie, 30 sekund to już trening ciężki kwasowo. A nie o to chodzi w przebieżkach, to ma być pobudzenie dla mięśni, a nie trening metaboliczny.



Co więcej? Niektórych może zastanawiać kwestia bezpieczeństwa na bieżni. Przy wysokich prędkościach trzeba uważać. Teoretycznie wystarczy jakieś potrącenie, zachwianie uwagi i można spaść. Ale ja nie mam na razie z tym kłopotu. Może to kwestia przyzwyczajenia do szybkiego biegu? Dzisiaj robiłem na zmianę 1km w 3.09 i 1km w 3.50. Przy 3.09 swobodnie jestem w stanie rozglądać się, rzucić okiem na telewizor, wziąć z boku ręcznik i wytrzeć czoło. Przy okazji warto zauważyć, że na bieżni można bardzo łatwo ćwiczyć picie w biegu. Jest uchwyt na butelkę czy kubeczek, ma się to pod ręką. W kontekście maratonu to ważna sprawa, bo jeśli nie ma się kogoś do pomocy, to nawodnienie w czasie treningu, tzn ćwiczenie samego picia bez wcześniejszego zatrzymania się jest trudne. Ja robiłem to tylko raz, biegając na odcinku i stawiając wcześniej kubeczki na dachu samochodu zaparkowanego na poboczu.

Podsumowując: bieżnia ma wiele zalet, ale nie można w treningu ograniczać się tylko do niej. Przebieżki oraz raz na jakiś czas dłuższy trening warto robić na nawierzchni naturalnej. Warto też uważać na przeciążenia. Ja sam biegam bardzo szybko, rzadko teraz wolniej niż 3:30/km. Dla układu krążenia to nie jest problem - po 10 kilometrach w tym tempie dopiero dochodzę do mniej więcej 80% tętna max (80% max to u mnie ok. 147 uderzeń). Mam tu ogromny zapas wydolności z biegów średnich. Ale obciążenie, jakie idzie w mięśnie, jest bardzo duże. To jest główny czynnik ryzyka w tym treningu.

P.S. Zdjęcia są stare, z jesieni zeszłego roku, to bieżnia hotelowa. Moja jest większa, szersza i szybsza. Do tego biegam w koszulce, a po 3 miesiącach morderczych ćwiczeń siłowych jestem znacznie bardziej umięśniony ; ) Nawet buty są inne - Kalenji zostawiam na asfalt, na bieżni biegam w startówkach Pumy lub Adidasach Attune.

Kategoria: Porady
Komentarze: (15)
Zaktualizowano: 09/01/2013, 21:34

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

Krzysztof Bartkiewicz
10/01/2013, 08:23
#
Pisałeś Marcin że latem jesteś dziwnie słaby, moim zdaniem wynika to z tego że szukasz dla siebie jak najłatwiejszych warunków do treningu. Jeżeli trenując na bieżni już myślisz o wentylacji, to raz że tracisz odporność organizmu, a dwa - że tym samym nieuodparniasz organizmu na tropikalne warunki pogodowe. Ja trenując latem chyba z 5 razy wziąłem z sobą jakąś wodę na trasę mimo że potrzebowałem jej znacznie cześciej, wolałem zrobić wolniejszy i krótszy trening niż go sobie ułatwić poprzez nawadnianie w trakcie biegu. Owszem są różne teorie, ale dziwnym trafem tylko Mariusz Giżyński dobiegł do mety na ME w Barcelonie...
Krzysztof Bartkiewicz
10/01/2013, 09:54
#
Druga sprawa to prysznice i to ze bardzo mało ludzi kąpie sie po siłowni, według mnie wynika to z faktu iż bardzo łatwo sie przeziebić, wiadomo jaka aura panuje obecnie na dworze.. Sam kilka razy w ubiegłym roku korzystałem z bieżni z racji darmowego karnetu i też z prysznicy nie korzystałem. Było to w okresie styczeń-luty, a na siłownie jeżdziłem rowerem, więc siłą woli wiedziałem że jak wezme prysznic to musiałbym znacznie dłużej tutaj pobyć żeby jeszcze się osuszyć. Więc wolałem przetrzeć sie tylko ręcznikiem, dalej czekała mnie jazda rowerem do domu gdzie wolałem wziąć prysznic...
10/01/2013, 22:28
#
Ciekawe czy mariusz gizynski dobiegl do mety w barcelonie dzieki temu ze trenowal "bieganie bez nawadniania" w czasie upalow? Moze bylo jednak odwrotnie?
Marcin Nagórek
10/01/2013, 22:33
#
No właśnie Krzysiek, trochę przekombinowałeś tym razem. Cała czołówka światowych biegów ułatwia sobie życie zimą, jadąc a to do Portugalii, a to do Hiszpanii czy RPA. Jeśli rozumować tak jak Ty, powinni siedzieć w domach i zasuwać w zaspach.

Za Paulą Radcliffe i wieloma innymi biegaczami z tej półki trenerzy jeżdżą na rowerach z piciem i nie przeszkadza im to w osiąganiu wyników, raczej pomaga. Ba, rekordziści świata często zatrudniają własnych pacemakerów, którzy ułatwiają im życie na treningach, pomagając wykręcić określone czasy. Więc raczej nie tędy droga ku poprawie wyników.
Krzysztof Bartkiewicz
12/01/2013, 23:23
#
Hmm albo źle mnie zrozumiano, albo nie oglądaliście maratonu w Barcelonie Wiecie w ogóle jakie tam panowały warunki? Mariusz Giżyński zrobił tam najgorszy swój wynik w karierze... Ale mimo to był dość wysoko, bo w ekstramalnych warunkach nie biega się na wynik...

Chodziło mi że poprzez nawadnianie i bieganie w ten sposób takowe na biezni stacjonarnej, nie służy w hartowaniu organizmu do biegania w ekstramalnych warunkach...
Pozdrawiam i mam nadzieje że się na mnie Marcinie nie obraziłeś:)
Marcin Nagórek
13/01/2013, 23:16
#
Nie, obrazić nie. Ja po prostu uważam,że to działa inaczej. Im bardziej komfortowe warunki, tym lepszy trening jesteś w stanie wykonać. A im lepszy jakościowo trening, tym lepszy efekt, lepsza forma. Oczywiście trzeba uważać na przetrenowanie, ale im gorsze warunki, tym o to łatwiej.

Czyli według mnie lepiej dojść do bardzo wysokiej formy w dobrych warunkach i w razie czego pobiec potem relatywnie wolniej (aklimatyzacja też jest zalecana, ale do tego wystarczy kilka tygodni, nie musi być cały rok).

To się sprawdza u Kenijczyków czy Etiopczyków - oni trenują w bardzo dobrych warunkach, w górach, w niskiej wilgotności. Budują tak wysoką formę, że potem dają sobie radę czy to na śniegu czy w wilgotnym klimacie. Trening w trudnych warunkach (podobnie zresztą trening na dużym zmęczeniu) uniemożliwia wykonanie dobrych bodźców, a równocześnie może wykończyć organizm. Nawet Canova pisał, że maraton na 2:05 w idealnych warunkach nie jest tak ciężki dla tych najlepszych zawodników jak np. 2:12 w upale i przy dużej wilgotności.

Mówiąc obrazowo - jeśli chcę pobiec maraton na 2:20, to lepiej będzie, jeśli zrobię 30km na treningu średnio po 3:19/km w idealnych warunkach niż 30 km po 3:40/km w trudnych. Ten pierwszy trening jest bardziej specyficzny, daje lepszy efekt nie tylko metaboliczny, ale i mięśniowy.

Kiedyś uważałem inaczej, tzn wydawało mi się, że lepiej trenować w trudnych warunkach, a potem startować w łatwiejszych. Ale to tak niestety nie działa. Szczególnie u zawodników bardzo doświadczonych idzie się w kierunku tego, że specyficzne akcenty są bardzo mocne, bardzo trudne, ale po nich i przed nimi jest okres niezłego wypoczynku. Np. Włosi czy Amerykanie stosują te mordercze długie biegi tempowe, dla nas niewiarygodne, ale do każdego takiego bodźca zawodnik jest wypoczęty. To jest ta różnica w porównaniu do polskiej szkoły.

Podobnie trenują teraz np. Heniu Szost czy Marcin Chabowski, jeśli wczytacie się w to, co piszą i mówią. Na co dzień trening jest dużo spokojniejszy, nie ma tej morderczej siły biegowej, ciągłych akcentów, polityki, że prawie codziennie jest coś trudnego. Większość treningu to luźne bieganie. Ale jak trzeba dowalić, to dowalają do pieca konkretnie, robią jeden akcent, który przyćmiewa to, co zrobiliby na pięciu innych łagodniejszych. A im lepsze warunki, tym ten akcent można wykonać lepiej. <br>
16/01/2013, 14:30
#
A ja myślę, że zawodnik powinien trenować zarówno w warunkach ciężkich jak i lekkich. Dobre prędkości, dobrą mechanikę ruchu uzyskuje się na suchym asfalcie i to ma swoje zalety. Podobnie jest z bieżnią. Natomiast jeśli umie się zrobić wybieganie 25km w deszczu ze śniegiem to też ma swoje zalety - nie mięknie potem psycha przed podobnymi warunkami na zawodach. To jest mniej potrzebne doświadczonym biegaczom, ale bardzo pouczające dla tych początkujących czy wychowanych w szklarniowych warunkach.

Trzeba się tylko zastanowić jaki impuls jest w danym momencie potrzebny.

Mi za każdym razem gęba się śmieje, gdy na starcie górskiego ultra jest błoto syf i wiatr. Bo wiem, że ludzie nie przystosowani do takich warunków wypadną słabo mimo swojej przewagi czysto fizjologicznej, a ja zyskam na przyzwyczajeniu do marznięcia, ślizgania się, wymuszonego wolnego tempa, etc.


Co do uciekania bieżni spod nogi. To fizyka ze szkoły podstawowej. Jeśli biegniesz w tempie 3:00 na asfalcie to twoje ciało przesuwa się względem asfaltu w takim tempie.
Jeśli biegniesz na bieżni mechanicznej - prędkość względna ciało - podłoże też wyniesie 20km/h (tempo 3:00).
Różnicy nie ma w ruchu względem podłoża.
Michał Kaczmarek
17/01/2013, 09:39
#
Witam,
ja również tej zimy korzystam z bieżni mechanicznej. Super sprawa, a najważniejsze, że zyskuje się zdrowie, które jest bezcenne.

pozdr,
Marcin Nagórek
17/01/2013, 13:59
#
Pozdrowienia ; )

Kshysiek - możliwe, że różnicy nie ma w sensie ogólnego nakładu energii, w to jestem w stanie uwierzyć. Natomiast jest odczuwalna różnica jeśli chodzi o zaangażowanie różnych mięśni, ze względu na to, że podłoże nie jest nieruchome. Np. może mniej obciążone są mięśnie czworogłowe, bardziej stopy. Nie wiem, czy to wynika z fizyki, ale jest to praktycznie odczuwalne. Podobnie szczególnie przy pojedynczych treningach na bieżni czuć, że bardziej napina się tylna część ciała, dwugłowce, łydki. Pamiętam nawet taką dyskusje na temat bieżni antygrawitacyjnych, gdzie okazało się, że zawodnicy Salazara może zmniejszyli obciążenie na stawy, ale wszyscy zaczęli mieć problemy z dwugłowcami.
Krzysztof Bartkiewicz
22/01/2013, 10:38
#
Marcin pozwole sobie przytoczyć słowa Michała Kaczmarka po biegu Chomiczówki

"Bardzo ciężkie warunki, -8 a nawet chyba miejscami do -10 stopni. Pierwszy raz biegłem w grubych getrach i dwóch bluzach, zawsze biegam na krótko. Aż ciężko było oddychać"

Jak sam tutaj przyznał też korzysta z bieżni stacjonarnej. Więc nie dziwie się że miał mocne problemy w niedzielę. O tym chciałem wspomnieć, że poprzez takie bieganie na bieżni w pomieszczenie gdzie nie ma wiatru, jest ciepło, masz pod ręka picie ułatwiacie sobie trening, i jeżeli ktoś planuje jakiś start - to ma wielkie problemy...

I Gdyby ktoś na tym biegu pojawił się kto biega z minutę gorzej, to z Michałem spokojnie by sobie poradził..Swoją prace w trudnych warunkach atmosferycznych trzeba wykonać. Dlaczego Kenia i Etiopia dopinuje w przełajach, oni raczej nie korzystają z wynalazków techniki...
24/01/2013, 08:05
#
Krzysiek,
Jeśli chodzi o zawodników z Afryki to zdecydowanie nie masz racji. Oni siedzą teraz w domu w ciepłym klimacie i zjezdzaja na trzy dni - typowo na start i powót do domu. Druga sprawa to bardzo byś się zdziwił kto jeszcze trenuje na bieżni mechanicznej. Ciekawe co byś napisał jakbyś dowiedział się że Heniu Szost własnie z niej korzysta.
Ciekawi mnie jakbyś ty miał trening TEMPO RUN - 12KM W TEMPIE 3'06/KM gdzie byś to biegał?
Człowieku widzę ze ty tylko krytykujesz, a sam nic nie robisz aby biegać szybciej, ale przed klawiaturą jesteś mistrzem.
Co do Chomiczówki to zrobiłem super trening - 15km po 3.08 - nieobecni nie mają racji.<br><br>[komentarz edytowany - wycięte ostatnie zdanie]
26/01/2013, 10:48
#
Marcin, mógłbyś się zabawić w cenzora i trochę poprzycinać ostatni post, albo go nie puszczać. Wiadomo, że Krzysiek jest ciężki w rozmowie, kurczowo trzyma się swojego zdania, nawet jak argumentów brak. Taki typ człowieka, że wie wszystko najlepiej.
Ale mimo wszystko szanujmy się, a nie schodźmy do poziomu onetu! Epitety, typu "baranie", "wyskocz do tego"...
Podobno to miała być strona na poziomie. A Panowie jak się znacie, to załatwiajcie takie sprawy osobiście.
Marcin Nagórek
26/01/2013, 11:42
#
Masz rację. Póki mogę, staram się nie ingerować w komentarze, ale tutaj wprowadziłem małą poprawkę, zaznaczoną w tekście - usunąłem ostatnie emocjonalne zdanie. Mam nadzieję, że Michał mi to wybaczy.
Krzysztof Bartkiewicz
26/01/2013, 12:19
#
No cóż, szkoda że tak wyszło iż Michał po raz kolejny pokazał że wysławianie się jest mu obce. Ale jak ktoś tu niżej napisał szanujmy się i nie schodźmy do poziomu onetu. Przecież Michał gdyby był mistrzem w treningach to maraton dawno pobiegłby z 2:10...
Ale jest tu moja ostatnia wypowiedź w tym wątku gdyż nie chodziło mi o to żeby na kimś "psy wieszać", lecz to że coś jest w treningach nie tak jeżeli powiedzmy ktoś potrafi pobiec półmaraton 1:03, a z maratonem jest już duży problem...

Zaznacze że maraton nie jest mi obcy:)
02/10/2014, 23:19
#
Krzysiek, z tego co zauważyłem to maraton nie jest Tobie obcy ale bieganie na krótszych dystansach jak najbardziej. Nie sztuka przetruchtać sobie 42km. Nie potrafisz biegać dystansów krótszych jak 10km a to oznacza że jesteś bardzo wolnym zawodnikem. Do biegania szybkiego trza mieć prędkość i dobry - zgrabny krok biegowy a Ty wolisz sobie pokuśtykać 42 kilosy. A dlaczego? Ponieważ wogóle nie pracujesz nad techniką biegu. Od razu rzuciłeś się na szerokie wody i zacząłeś biegać maratony nie mając żadnego doświadczenia w biegach krótszych. Wynikiem tego jest Twoja katastrofalnie przygarbiona sylwetka która na pewno nienapędza do szybszego biegu. Rezultatem tak niewłaściwiej sylwetki będzie tylko i wyłącznie Twój słaby wynik. Nie oszukujmy się,maratony po 2.30 to żaden szał i znam osoby które biegają dzyszkę 33minuty i maraton w 2.30

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Bieganie w Święta
Następny: Portugalia 2013
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Styczeń 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin