17
09/2012
20:02
Jak było w Pile, wiadomo. W domu oceniałem ten start na chłodno i byłem coraz bardziej zły. Po pierwsze, na swoją taktykę. Wiem przecież bardzo dobrze, jak należy biec taki bieg, wbijam to do głowy kolejnym zawodnikom, a sam nie potrafiłem się opanować. Po co był mi ten szaleńczy zryw? Nie mogłem tego zrozumieć.

Po drugie, w końcu nie pomogłem Oli, mogłem zwolnić jeden kilometr, stracić te 30 sekund, dojść do siebie i biec dalej. Nie trzeba było zaraz się zatrzymywać.


Piła - na początku zupełny luz

Po Pile pojechaliśmy z Olą do Zamościa, a mnie po drodze coraz bardziej świtała w głowie możliwość szybkiego ponownego startu na poprawkę.  Zwykle odradzam takie szaleństwa, ale w tym wypadku chodziło nie o wynik, a bardziej o psychiczne podbudowanie się po biegu. Tak robią zawodnicy w ryzykanckich dyscyplinach sportu, np. w skokach narciarskich. Upadłeś - to wstawaj i leć na skocznię, żeby skoczyć znowu, żeby nie złapać psychicznej blokady, nie zniechęcić się do dyscypliny. U mnie chodziło mniej więcej o coś w tym stylu. O wynik nie - bo raz, że nie znałem trasy, a dwa, że po kilku dniach po półmaratonie trudno mówić o jakiejkolwiek regeneracji. Zakładałem bieg na zmęczonych nogach. Kolejna sprawa - zbieranie doświadczenia, psychiczne przełamywanie pewnych oporów i wykorzenianie nawyków z bieżni.

Po Pile pierwsze, co zrobiliśmy, to 2 dni przerwy. Kiepsko zniosłem ten bieg, Ola też nie najlepiej. Wspominałem o tych drobnych problemach zdrowotnych: jakieś niby przeziębienie, łamanie w kościach, nie mogliśmy oboje spać, obolałe mięśnie. Coś było nie tak. Po 2 dniach wolnych zaczęliśmy wychodzić na lekkie rozbiegania. Ja w kolejne 3 dni z rzędu robiłem tylko spokojne 40 minut. Aha - jeden z wolnych dni był poświęcony na podróż, bo do W-wy ze Słupska jedzie się 10 godzin, do Zamościa 14.

30km od Zamościa, w Tomaszowie Lubelskim zlokalizowaliśmy rozgrywany tam po raz pierwszy półmaraton. Lokalny bieg, niewielki, pojechaliśmy w ciemno, nie wiedząc nic o trasie czy warunkach pogodowych. Plan dla Oli to był bieg w tempie 4:00/km - czyli w tempie okołomaratońskim, a nawet wolniejszym, taki dość luźny trening. Dla mnie - biec, tak szybko, jak dam radę.


Piła: tutaj jest ten moment, gdy poczułem za duży luz i szarpnąłem, zacząłem wyprzedzać

Zaskoczeniem okazała się trasa. Zakładałem, że Wyżynie Lubelskiej mogą być jakieś górki, ale to, co zobaczyłem, przeszło moje oczekiwania. Na całej trasie zebrał się może z jeden płaski kilometr. Reszta to było cały czas albo w górę, albo w dół. Bieg odbywał się jako memoriał żołnierzy Września, biegliśmy więc na cmentarz wojskowy do małej miejscowości niedaleko Tomaszowa, potem powrót. Przy okazji doczytałem, że w tym miejscu miała ostatnia w historii duża bitwa kawaleryjska z użyciem białej broni. Spotkały się tam i potykały we wrześniu 1939 roku dwa oddziały kawalerii, niemiecki i polski. Doszło do szarży i bitwy na szable - bardzo ciekawy i mało znany fakt.

Trasa zaczynała się od dwóch okrążeń po trasie rolkarskiej, mocno pofałdowanej. Był kawałek po piasku, reszta po asfalcie. Po tym dopiero lecieliśmy na właściwą trasę. Zacząłem bardzo spokojnie i pozwoliłem wyjść na prowadzenie innemu biegaczowi. Po tych 2 pętelkach przebiegaliśmy ponownie linię startu i 600m grzaliśmy w dół. A potem zaczął się skromny podbieg... bite 4,5 kilometra wciąż pod górę! Nie wierzyłem własnym oczom, jakie wspaniałe treningi można by tam wykonywać!

Moim celem była nauka cierpliwości i pokory, techniki ulicznej i obiegiwanie się. Żadnego szarpania, żadnego przyspieszenia. Ustawiłem się w czołowej grupce, liczącej oprócz mnie 4 biegaczy. Poprzysiągłem sobie, że za nic nie wychodzę, co najmniej do 15 kilometra. Nawet nie wiecie, jak ciężko było mi to zrealizować. Ta wilcza natura biegacza z bieżni cały czas dawała znać o sobie. Wciąż było mi za wolno, wciąż się dłużyło, wciąż na kogoś wpadałem i musiałem skracać krok. Na 500m nawet się złamałem i zacząłem podkręcać tempo, ale zaraz sam siebie opierniczyłem i wróciłem do szeregu. Pod górkę wlatywaliśmy momentami w tempie 4:05/km. Gdy było łagodniej, tempo rosło do 3.45/km. Generalnie wolno, ale trzymałem się założeń. Muszę przy tym dodać, że czułem w nogach tę Piłę, nie było luzu. Tempo było spokojne, ale mnie męczyła nawet nie prędkość, tu nie o to chodzi, a bardziej utrzymywanie tego monotonnego, równego rytmu. Pierwsze 10 kilometrów dłużyło mi się w nieskończoność. Oglądałem jednak wbite w ziemię tabliczki z poszczególnymi kilometrami powrotnymi i zauważyłem, że od 16km zaczyna się szaleńczy zbieg. Postanowiłem, że dopiero tam zacznę prawdziwe ściganie.


Piła: no i zaczyna się kryzys

Po tych 4,5 kilometrach do góry zaczęło się bardziej urozmaicone bieganie, raz do góry, raz w dół. Cały czas tempo skakało, od 4:02 gdy przeważały podbiegi, do 3:30, gdy więcej było w dół. Po chłodnym i deszczowym poranku wyszło słońce i zrobiło się dość ciepło i parno. Warto przy tym dodać, że pierwsza połowa była pod wiatr, druga - z wiatrem. Co 5km stały punkty z wodą - i tu zauważyłem, że gdy piłem tę lodowatą wodę, coś nieprzyjemnego zaczynało mi się dziać w żołądku, co zapowiadało kłopoty. Dlatego potem popijałem bardzo symbolicznie dosłownie łyczek.

Po nawrocie zacząłem biec bardziej z przodu, ale cały czas z grupką. Wcześniej z nudów przyglądałem się poszczególnym zawodnikom, rozważając ich mocne i słabe strony. Jeden już po 3km strasznie ciężko oddychał, wiedziałem, że nie wytrzyma. Po 11km odpadł z czołowej grupy i miał taki kryzys, że stracił chyba z 8 minut na drodze powrotnej, tej łatwiejszej! Drugi, młody chłopak, biegł luźno, ale widziałem u niego mój znajomy błąd - bieg mocno na palcach, tanecznym krokiem. Oj, na tych paluszkach to długo nie poskaczesz, pomyślałem, znając to z doświadczenia. On odpadł z grupy na czternastym kilometrze. Kolejny - trochę starszy facet, widać, że wyścigany, ale biegł zbyt równym krokiem, takim monotonnym, przygaszonym, widać było, że gdy tempo wzrośnie, nie będzie w stanie zmienić tego rytmu. Tak też się stało. I ostatni - młody, wysoki chłopak, biegł dość oszczędnym, ekonomicznym krokiem i on został ze mną najdłużej.


Piła: tu już biegnę z Olą, jest reprymenda, bo zwalniamy

Przed szesnastym kilometrem było z 500m ostrego podbiegu. Tam tempo znowu spadło w okolice 4min/km, a w tym czasie było nas już tylko dwóch. Na górze był punkt z wodą, pociągnąłem łyka i zacząłem zbieg. Na początku nogi musiały odpocząć po podbiegu i złapałem kilometr w 3.28. Tutaj jednak mój towarzysz zaczął mieć problemy. Kolejny kilometr - 3.20 i już byłem sam. Chciałem wycisnąć z siebie na tej ostatniej piątce, ile tylko dam rade, więc cisnąłem z górki mocno. Doświadczeni maratończycy wiedza jednak, że jest taki etap zmęczenia mięśni, że w dół biegnie się niewiele łatwiej niż pod górę, i to, i to jest bardzo boleśnie odczuwane w udach. Aż tak źle nie było, ale biegnąc w jedną stronę, zakładałem, że w dół wycisnę nawet poniżej 3:00/km, taki był spadek. To się jednak nie udało, tym bardziej, że biegłem już sam. Kolejne kilometry - 3.12 i 3.09. Na końcu 600m podbiegu - tu już mięśniowo byłem strasznie ponabijany, ledwo biegłem. Mimo wszystko cisnąłem i ostatnie 1100m wyszło mocno - 3:30. Ostateczny wynik słaby - 1:16:33, ale trasa piekielnie trudna. Ja na górkach jestem cieniutki, na płaskiej myślę, że urwałbym ze 3 minuty, gdybym cały czas biegł swoim równym, spokojnym tempem, bez żadnych szarpnięć na 3:15/km.

To był mój pierwszy wygrany półmaraton, mogłem zobaczyć, jakie to uczucie, gdy się leci jako samotny lider. Bardzo przyjemnie : )

Ola po Pile doszła do siebie znacznie szybciej niż ja. Po tych dniach wolnych na kolejny weekend zaczęła łapać swój normalny gaz. A jej normalny gaz oznacza, że 1:17 leci, czy wiosna czy lato, trasa łatwa czy trudna. No i okazało się to, co u niej częste - za mocno. Miało być średnio 4:00/km, i to bez uwzględniania tych górek, miała trzymać tętno, bo biegła z pulsometrem - nic z tego. Trening i bieg za mocny. Z górki tak się rozpędziła, że skończyła w 1:21 z małym hakiem - niewiele wolniej niż w Pile! Druga zawodniczka była prawie 8 minut za nią (ja zyskałem na ostatniej piątce minutę nad drugim). Mam nadzieję, że da radę się z tego zregenerować i w maratonie nie będzie żadnych negatywnych sensacji. Ola cały czas biegła z biegaczem z Puław, twierdziła, że było luźno, rozmawiali, żartowali. Zobaczymy, jeśli zachowa tę dyspozycję, to w maratonie powinno być dobrze. Trening teraz jest zredukowany naprawdę do minimum. Niedziela wolna, dzisiaj 50 minut spokojnie z gimnastyką w połowie.Co ciekawe, nogi zaskakująco luźne, jest dużo lepiej niż po Pile.


Piła: - i mamy kryzys u Oli...

Teraz kierujemy oczy na maraton i nie rozstrzygnięte jest już tylko jedno - Warszawa czy Poznań? Warszawa jest na pewno łatwiejsza, ale pod koniec września może być gorąco. Poznań to zaś ten koszmarny podbieg, który jak się zaczyna na 34 kilometrze, to prawie do końca jest pod górę. Mamy jeszcze 2-3 dni na decyzję, potem mija termin zgłoszeń do Warszawy.


Kategoria: Starty 2012
Komentarze: (25)
Zaktualizowano: 17/09/2012, 21:14

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Mapa

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

Adam Starzyński
17/09/2012, 21:28
#
Warszawa :D
17/09/2012, 21:56
#
W Poznaniu od 34km do końca pod górę? Czy na pewno mówisz o nowej trasie? Zmieniła się od zeszłego roku.
17/09/2012, 22:01
#
Wielkie gratulacje! Ciekawe, jakie to uczucie być pierwszym na mecie?
Oczywiście Poznań :)
17/09/2012, 22:12
#
Po zmianie trasy nie jest najgorzej w Poznaniu http://runkeeper.com/user/542996092/route/1428511
17/09/2012, 22:45
#
Świetna charakterystyka biegaczy z grupy! :D
Marcin Nagórek
18/09/2012, 00:27
#
No właśnie Poznań jest nawet po zmianie ciężki. Na ul. Serbskiej w najbardziej kryzysowym momencie trzeba drałować pod górę. Końcówka na wiadukt też nie jest lekka. Te podbiegi byłyby bezproblemowe na pierwszej 20-tce, ale pod koniec biegu beda mordercze. Rozmawiałem na ten temat nawet z kolegą z Poznania, który przejechał ten koniec na rowerze, zbyt wesołej miny nie miał ; )

W W-wie jest ten jedyny plus, że u kobiet są mistrzostwa Polski i dla Oli dobre miejsce to byłaby cenna rzecz.
Piotr Guzy
18/09/2012, 09:33
#
gratulacje
18/09/2012, 15:59
#
Hej Marcin!
Wydaje mi się ,ze Warszawa ma wiecej atutów-dobra,ciekawa trasa,no i przede wszystkim mistrzostwa polski, a patrzac na liste Ola ma realne szanse na medal, tym bardziej, ze podobno nie biegnie Iwona Lewandowska.Nawet jak bedzie cieplo pod koniec wrzesnia to nie powinno stanowic dla Was problemu, skoro ma to byc bieg tylko na oswojenie sie z dystamsem,poczucie samego maratonu;-)
Mam nadzieje, że dasz rade pomoc Oli, ostatnio sporo luzujesz;-)
Marcin Nagórek
18/09/2012, 16:03
#
Dzięki ; )
Marcin Nagórek
18/09/2012, 16:07
#
No w tej chwili Warszawa zaczyna przeważać, myślę, że do jutra wszystko będzie już jasne. Decydujące są właśnie te mistrzostwa Polski. Ola powinna teoretycznie pobiec pomiędzy 2:42 a 2:46 i to rzeczywiście chyba da medal. Mnie trochę kusi bieg dla siebie, teoretycznie powinienem celować w 2:28-2:32, ale nie będę się wygłupiał. Wiem, nad czym popracować zimą, żeby może kolejny rok zacząć o czegoś długiego?

W W-wie jest fajnie, bo ostatnie 8km to płasko lub w dół. Będziemy celować w coś, co rzadko jest widywane w maratonie, czyli negative splits - druga połówka szybsza od pierwszej.
19/09/2012, 00:41
#
Zdecydowanie Warszawa. Poza Agnieszką Ciołek, która jest pewniakiem do złota, nie ma nikogo! Na srebro wystarczy przetruchtać, a dla Oli to może być niepowtarzalna okazja na zdobycie medalu. W tym przypadku też pieniądze dosłownie leżą na ulicy :) U mężczyzn raczej takiej plaży nigdy nie ma.
Grzegorz Turkowski
19/09/2012, 20:41
#
@Marcin: szacun! Jak zobaczyłem w tle tego Miga 15 to już myślałem, że to Rajd ku czci Tarczy Antyrakietowej w Redzikowie :P

@Bartosz: niestety tak to u nas na tym słupskim zadupiu wygląda. Żeby dostać się do stolicy trzeba wystać w pseudoeuropejskich standardach minimum 9h. Co dziwne, 15 lat temu tę samą trasę pokonywałem w 6-7h zwykłym "pośpiechem". W 2008 r. wspólnie z Marcinem pokonaliśmy tę trasę w 8h TLK, rzekomo po lepszych torach. Po Euro miało być szybciej. Jak widać - nie jest.
Krzysztof Bartkiewicz
19/09/2012, 23:31
#
Nawiasem mówiąc nie wiem jaką wartość ma medal mistrzostw Polski, jeżeli nie ma z kim się ścigać:) Dla mnie taki tytuł wówczas nie ma wartości, a jedynie uzyskany czas i nagroda finansowa może mieć jaką wartość
Marcin Nagórek
20/09/2012, 11:07
#
Medal mistrzostw Polski ma wymiar finansowy i wizerunkowy: w regionie i klubie nikogo nie interesują w gruncie rzeczy czasy, liczą się medale. To one są podstawą do uzyskania dofinansowania, stypendium, budzą zainteresowanie kibiców i mediów. Gdyby Ola pobiegła w maratonie 2.32 i zajęła 6 miejsce, to nikogo to tak nie zainteresuje (poza znawcami, a tych jest niewielu), jak medal zdobyty z wynikiem 2.46.

Jeśli chodzi o dojazd ze Słupska do W-wy, to do autostrady trzeba dojechać 200km, nadkładając drogi. Opłaty za autostrady + paliwo sprawiają, że taka wycieczka kosztowałaby koszmarne pieniądze, a my te drogę pokonujemy nawet kilkanaście razy w roku. Ja w tym roku 3x leciałem OLT Express, a teraz jeździmy Polskim Busem - bilety od 5zł, nie trzeba prowadzić, można się zrelaksować.
20/09/2012, 15:23
#
Oprocz Agi Ciołek jest jeszcze Kasia Durak, z ktora Ola nie bedzie miala latwo, tak wiec srebro wcale na ulicy nie lezy.To jest maraton, kto go biegal wie o czym pisze. Na szczescie dla Oli biegnie z nia Marcin, ktorego moim zdaniem glowna rola powinno byc HAMOWANIE Oli na pierwszych 30km, bo jak wynika z zapisek ma tendencje do szybkiego biegania, innego niz zalozenia przedstartowe.

Pisales Marcin o Negativ Split Runs. Ja pierwszy raz spotkalem sie z tym na treningach podczas studiow w USA. Jezeli chodzi o maratony w Polsc to wcale nie jest taka nowosc-pisze o tym i wbija swoim podopiecznym m.in.Jurek Skarżyński.
W jakim czasie chcecie minac polmetek?
Marcin Nagórek
20/09/2012, 22:35
#
No właśnie my też nie nastawiamy się na to, że medal leży na ulicy, a bardziej, że jest na niego szansa. Ola nigdy nie przebiegła maratonu, więc mówienie o tym, że biegnie na pewien medal byłoby dużym ryzykiem.

Z medalami jest tak, że zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że jest medal, bo nikogo nie było. Ale w sporcie i w mądrym treningu sztuka polega m.in. na tym, żeby dotrwać do dnia startu w zdrowiu i dobrym samopoczuciu. To jest ten etap, na którym odpada 50% rywali. Połowa rywali eliminuje się sama jeszcze przed biegiem - ich sprawa. Zresztą w tym roku dotyczyło to też Oli, bo wyeliminowała się jeszcze przed MP na 10 000m i była na nich tak słaba, jak nigdy w czasie ostatnich 4 lat. Poza tym jednak Ola zawsze jest zdrowa i w przyzwoitej formie. Nawet gdy nie leci rzucających na kolana wyników, to dociera do mistrzostw w niezłej kondycji - stąd jej stosik medali. Inne dziewczyny przychodzą i odchodzą, mają strzały na rok, dwa - u nas jest ciągłość. To się w końcu zawsze przekłada na wyniki.

Negative splits w teorii to jedno, ale w praktyce, gdy przeglądam wyniki różnych maratonów, to czasami uda mi się wyłowić jedną, dwie osoby, które tak pobiegną, ale to rzadkie. Mało kto umie się odpowiednio pohamować na początku biegu. W tym roku Warszawa jest dość sprzyjającym miejscem, żeby spróbować tak pobiec.

Wszelkie wyliczenia to duża teoria, zobaczymy w praktyce jaka będzie pogoda i samopoczucie. Na razie oboje mocno odczuliśmy te dwie połówki, biega się ciężko. Orientacyjny plan na maraton to pierwsza połowa w okolicach 1:23:00 - ale będę to jeszcze dokładnie liczył i korygował na trasie. Nie ma np. sensu zwalnianie na siłę, gdy jest z górki i warunki pogodowe są idealne.
25/09/2012, 07:55
#
I jak ostatecznie startujecie w Warszawie?
Marcin Nagórek
25/09/2012, 20:13
#
Ha, ha, nie wiem : ) Jesteśmy na liście i start był już dopięty, ale łapie nas jakaś choroba i nie wiem, czy nie będziemy musieli zrezygnować. Ostateczna decyzja 2 dni przed startem ; )
26/09/2012, 16:22
#
Nie wiem Marcin, jak powaznie lapie Was ta choroba,ale ku przestrodze napisze swoja historie;-( Od kilku miesiecy szykowalem sie na Maraton we Wroclawiu,realnie w 2.50-2.52 mierzylem.5 dni przed maratonem przeziebienie,kaszel.Mimo to pojechalem, ze wzgledu na mistrzostwa wojska.Noc przed goraczka,poty,kaszel.Jak wyszlo? polowka w miare planowo,ale na slabym samopoczuciu, od 30km marszobieg,o uzyskanym czasie nawet nie wspomne. Po biegu -zapalenie oskrzeli i 6 dni antybiotyku.
Pierwszy i mam nadzieje ostatni raz taka glupote zrobilem-trzeba bylo dokladnie sie wyleczyc i wystartowac np.w Warszawie lub pozniej w Poznaniu.
Teraz zamiast szykowac sie do mistrzostw wojska w przelajach juz 1.5 tygodnia nie biegam.
Pozdrawiam i zdrowia zycze
Marcin Nagórek
27/09/2012, 00:44
#
Dzięki - właśnie tego chcemy uniknąć. Strasznie nas kusi, ale nie chcemy niczego robić na siłę. Zobaczymy, jakie okażą się najbliższe 2 dni. Wczoraj był krotki trening na tętno, który wypadł marnie. Dziś już lepiej, a jutro znowu krótki pomiar i zobaczymy :/
Marcin Nagórek
29/09/2012, 18:46
#
Próbujemy tę W-we, zobaczymy, co z tego wyjdzie. W razie czego powtórka w Poznaniu ; )
30/09/2012, 17:54
#
Jak to mawiał Mistrz Yoda: "There is no try, do or do not" ;)
Gratuluję udanego debiutu!
Marcin Nagórek
30/09/2012, 23:59
#
No może mega udane to nie było, bo liczyliśmy, że te 2.48 Ola pobiegnie na luzie. Ale przeżyła koszmar, straszne problemy żołądkowe. Jej poprzednia próba i ten bieg maja jeden wspólny mianownik: isostar. Nigdy więcej ni wypijemy na maratonie tego dziadostwa. Ja też miałem odruchy wymiotne, ale nie było tak źle jak z Olą. Staliśmy chyba z 5 razy, od 27km jeśli biegliśmy, to w okolicach 5:00/km. Ale Ola nie poddała się i dobiegła, więc jeszcze będzie z niej maratonka ; )
01/10/2012, 11:05
#
Ja i tak jestem zdania, że pierwszego maratonu nie da się pobiec na 100%. Chaboś też nie dał rady ale okrzepł i ładny wynik zrobił. Wiem, że apetyty mieliście większe i Olę na pewno było stać na ten wynik ale tym bardziej po ostatnich problemach zdrowotnych byłoby ciężko. Co do odżywek, to osobiście polecam Vitrgo Professional, trochę ono kosztuje ale stosowałem je zawsze na mocniejsze treningi i starty, zawsze świetnie jednostki miałem. Jedyny minus, to duża moczopędność, polecam nie pić później niż 15min przed startem;). Jest bardzo delikatne dla żołądka, czym nawet producent się chwali na etykiecie. Dodam jeszcze jako ciekawostkę iż na obozie miałem potężne problemy z żołądkiem, wypiłem trochę Vitargo Electrolyte i po niedługim czasie przeszło, więc chyba mogę polecić ;)
Marcin Nagórek
01/10/2012, 13:21
#
My chyba zostaniemy tylko przy samej wodzie, może wodzie z miodem. Tu sytuacja wygląda tak, że na treningu możemy pić wszystko, ale maraton to inna bajka. Tam nagle na żołądku leży najmniejszy drobiazg. Wyniku o tyle szkoda, że to 2.48 to był skromny cel, do zrobienia na spokojnie. Ale z drugiej strony te pierwsze biegi to właśnie przetestowanie różnych wariantów i reakcji organizmu na różne bodźce. To na pewno zostało zrealizowane ; )

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Wrzesień 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin